Too late to pretend
: pn sty 19, 2026 6:07 pm
Nocny dyżur. Typowy nocny dyżur? Przez pierwszą połowę nie wiadomo było w co włożyć ręce (chociaż głównie w pacjentów). Działo się dużo, może nawet bardzo dużo – nie było chwili, żeby usiąść, żeby wypić kawę albo porozmawiać. Właściwie nie było czasu na nic. Ale później się to uspokoiło. Przyszedł taki moment, w którym cały ten chaos został opanowany, aż sama nie mogła w to uwierzyć! Ale upatrzyła w tym swoją szansę.
To czego dowiedziała się na pogrzebie nie dawało jej spokoju. Tak, miała wyrzuty sumienia i potrzebowała zdecydowanie więcej informacji niż te strzępki, które dostała na cmentarzu. Dużo się po prostu domyślała i to… nie robiło dobrze na jej głowę. Nie robiło też dobrze na jej relację z Grahamem, a wcale nie kłamała, gdy mówiła, że nie był jej wrogiem. Nigdy.
Dlatego ostatecznie zdecydowała się na konfrontację.
Możliwe, że to nie był najlepszy moment, ale jednocześnie – jaki był? Zawsze byli w pracy, zawsze coś się działo, zawsze ktoś mógł im przeszkodzić. Nie było idealnego momentu, więc stworzyła go sama. Skoro się rozluźniło, skoro dowiedziała się, że Michael poszedł odpocząć…
Mieli szansę pobyć przez chociaż kilka minut sami.
Wślizgnęła się do odpowiedniej dyżurki niezauważona i właściwie bezszelestnie, więc udało jej się go tak szybko nie obudzić. Miała więc sekundę lub dwie na zmianę decyzji, bo może jednak lepiej się wycofać, może lepiej nie ryzykować tego względnego pokoju, który udało im się wypracować na oddziale, gdy po prostu rozmawiali tylko i wyłącznie o pracy.
Nie chciała dłużej rozmawiać z nim tylko i wyłącznie o pracy. Nie chciała dłużej udawać, że nic nigdy ich nie łączyło. Nie mogła cofnąć czasu, ale mogła spróbować naprawić to, co zepsuła. Chociaż w minimalnym stopniu.
- Na cmentarzu… nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Co mogę zrobić, żeby było warto… – rzuciła, zdając sobie sprawę, że to prawdopodobnie brutalna pobudka, ale przynajmniej nikt nie umierał. Wpakowała mu się też do łóżka, usiadła na nim po turecku i wpatrywała się w wracającego do rzeczywistości lekarza – Oświeć mnie. Co zrobiłeś, dlaczego to zrobiłeś… i jak mogę to naprawić, Mike. – bez skrępowania rzuciła kolejnymi pytaniami, dalej się w niego wpatrując, a kiedy ich spojrzenia wreszcie się spotkały powiedziała coś, co od dłuższego czasu leżało jej na wątrobie, ale do czego bała się na głos przyznać – Tęsknię za tobą. – nawet jeśli widuje go prawdopodobnie codzienne… nie był głupi i wiedział, że nie mówiła o spotkaniach na szpitalnych korytarzach.
Michael Graham
To czego dowiedziała się na pogrzebie nie dawało jej spokoju. Tak, miała wyrzuty sumienia i potrzebowała zdecydowanie więcej informacji niż te strzępki, które dostała na cmentarzu. Dużo się po prostu domyślała i to… nie robiło dobrze na jej głowę. Nie robiło też dobrze na jej relację z Grahamem, a wcale nie kłamała, gdy mówiła, że nie był jej wrogiem. Nigdy.
Dlatego ostatecznie zdecydowała się na konfrontację.
Możliwe, że to nie był najlepszy moment, ale jednocześnie – jaki był? Zawsze byli w pracy, zawsze coś się działo, zawsze ktoś mógł im przeszkodzić. Nie było idealnego momentu, więc stworzyła go sama. Skoro się rozluźniło, skoro dowiedziała się, że Michael poszedł odpocząć…
Mieli szansę pobyć przez chociaż kilka minut sami.
Wślizgnęła się do odpowiedniej dyżurki niezauważona i właściwie bezszelestnie, więc udało jej się go tak szybko nie obudzić. Miała więc sekundę lub dwie na zmianę decyzji, bo może jednak lepiej się wycofać, może lepiej nie ryzykować tego względnego pokoju, który udało im się wypracować na oddziale, gdy po prostu rozmawiali tylko i wyłącznie o pracy.
Nie chciała dłużej rozmawiać z nim tylko i wyłącznie o pracy. Nie chciała dłużej udawać, że nic nigdy ich nie łączyło. Nie mogła cofnąć czasu, ale mogła spróbować naprawić to, co zepsuła. Chociaż w minimalnym stopniu.
- Na cmentarzu… nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Co mogę zrobić, żeby było warto… – rzuciła, zdając sobie sprawę, że to prawdopodobnie brutalna pobudka, ale przynajmniej nikt nie umierał. Wpakowała mu się też do łóżka, usiadła na nim po turecku i wpatrywała się w wracającego do rzeczywistości lekarza – Oświeć mnie. Co zrobiłeś, dlaczego to zrobiłeś… i jak mogę to naprawić, Mike. – bez skrępowania rzuciła kolejnymi pytaniami, dalej się w niego wpatrując, a kiedy ich spojrzenia wreszcie się spotkały powiedziała coś, co od dłuższego czasu leżało jej na wątrobie, ale do czego bała się na głos przyznać – Tęsknię za tobą. – nawet jeśli widuje go prawdopodobnie codzienne… nie był głupi i wiedział, że nie mówiła o spotkaniach na szpitalnych korytarzach.
Michael Graham