Strona 1 z 1

Too late to pretend

: pn sty 19, 2026 6:07 pm
autor: Iris Valentine
Nocny dyżur. Typowy nocny dyżur? Przez pierwszą połowę nie wiadomo było w co włożyć ręce (chociaż głównie w pacjentów). Działo się dużo, może nawet bardzo dużo – nie było chwili, żeby usiąść, żeby wypić kawę albo porozmawiać. Właściwie nie było czasu na nic. Ale później się to uspokoiło. Przyszedł taki moment, w którym cały ten chaos został opanowany, aż sama nie mogła w to uwierzyć! Ale upatrzyła w tym swoją szansę.
To czego dowiedziała się na pogrzebie nie dawało jej spokoju. Tak, miała wyrzuty sumienia i potrzebowała zdecydowanie więcej informacji niż te strzępki, które dostała na cmentarzu. Dużo się po prostu domyślała i to… nie robiło dobrze na jej głowę. Nie robiło też dobrze na jej relację z Grahamem, a wcale nie kłamała, gdy mówiła, że nie był jej wrogiem. Nigdy.
Dlatego ostatecznie zdecydowała się na konfrontację.
Możliwe, że to nie był najlepszy moment, ale jednocześnie – jaki był? Zawsze byli w pracy, zawsze coś się działo, zawsze ktoś mógł im przeszkodzić. Nie było idealnego momentu, więc stworzyła go sama. Skoro się rozluźniło, skoro dowiedziała się, że Michael poszedł odpocząć…
Mieli szansę pobyć przez chociaż kilka minut sami.
Wślizgnęła się do odpowiedniej dyżurki niezauważona i właściwie bezszelestnie, więc udało jej się go tak szybko nie obudzić. Miała więc sekundę lub dwie na zmianę decyzji, bo może jednak lepiej się wycofać, może lepiej nie ryzykować tego względnego pokoju, który udało im się wypracować na oddziale, gdy po prostu rozmawiali tylko i wyłącznie o pracy.
Nie chciała dłużej rozmawiać z nim tylko i wyłącznie o pracy. Nie chciała dłużej udawać, że nic nigdy ich nie łączyło. Nie mogła cofnąć czasu, ale mogła spróbować naprawić to, co zepsuła. Chociaż w minimalnym stopniu.
- Na cmentarzu… nie odpowiedziałeś na moje pytanie. Co mogę zrobić, żeby było warto… – rzuciła, zdając sobie sprawę, że to prawdopodobnie brutalna pobudka, ale przynajmniej nikt nie umierał. Wpakowała mu się też do łóżka, usiadła na nim po turecku i wpatrywała się w wracającego do rzeczywistości lekarza – Oświeć mnie. Co zrobiłeś, dlaczego to zrobiłeś… i jak mogę to naprawić, Mike. – bez skrępowania rzuciła kolejnymi pytaniami, dalej się w niego wpatrując, a kiedy ich spojrzenia wreszcie się spotkały powiedziała coś, co od dłuższego czasu leżało jej na wątrobie, ale do czego bała się na głos przyznać – Tęsknię za tobą. – nawet jeśli widuje go prawdopodobnie codzienne… nie był głupi i wiedział, że nie mówiła o spotkaniach na szpitalnych korytarzach.


Michael Graham

Too late to pretend

: pn sty 19, 2026 8:50 pm
autor: Michael Graham
# 012
To dwudziesta godzina, jaką spędzał w szpitalu Mount Sinai. Był przyzwyczajony do intensywnej pracy na wysokich obrotach. Oswojony z ciągłymi krzykami paniki, jękami bólu i krwią na rękach radził sobie na podwójnej zmianie, którą przyjął za czyjeś zastępstwo. Pacjenci przechodzili dziś przez jego ręce masowo, niemal doprowadzając na skraj wyczerpania. Niemal, bo korzystał z pojedynczych okazji na zmrużenie oka, czy to w swoim gabinecie, czy w fotelu obok poczekalni, zawsze gotów, by wybiec i wrócić do działania. Kiedy od kwadransa nie wydarzyło się nic ciekawszego, niż poparzenie i słaba reakcja alergiczna, wycofał się do jednej z dyżurek z przygotowanymi dla lekarzy łóżkami.
Spał płytkim snem, więc usłyszał kliknięcie naciskanej klamki i otwieranych drzwi. Zarejestrował stawiane ostrożnie kroki, poczuł wyginający się materac. Każdy z sygnałów świadomie ignorował, przecież powtarzał, by nikt go nie budził, póki nie trafi się pacjent w stanie agonalnym. Mięsień przy lewej brwi drgnął na brzmienie dobrze znanego głosu; tego, który nachodził go przez ostatnie lata, uderzając w najmniej odpowiednim momencie widmem źle podjętych decyzji. Od rozmowy na pogrzebie minęło parę tygodni, szczęśliwie nieciągnących się w nieskończoność, ale poprzetykanych widokiem kobiety, z którą zobowiązał się zachowywać czysty profesjonalizm. Wolno przyswajał padające słowa, nie od razu rozumiejąc, do czego Iris zmierza. Obrócił się na plecy i przetarł twarz dłonią, wracając do rzeczywistości, do tu i teraz. Milczał przez dłuższy moment ze wzrokiem utkwionym w sufit, pozwalając, aby przyzwyczaił się do półmroku, by spuścić go wreszcie na pielęgniarkę i odnaleźć ciemne spojrzenie. ”Tęsknię za tobą” wywołało ogarniającą całe ciało falę gorąca, a głos utknął gdzieś w gardle, zmuszając go, by usiadł. Wsparł ręce na ugiętych kolanach i zwilżył wargi końcem języka.
To nie twoja wina — zdołał z siebie wydusić, zakładając, że Valentine gryzie sumienie, teraz tym bardziej, kiedy do ich równania wtrącił się Trembley z idiotycznym, psującym wszystko hasłem. — Kiedy zniknęłaś tak z dnia na dzień, szukałem odpowiedzi, powodu, który wyjaśniłby, dlaczego wybrałaś taki, a nie inny sposób. Pułkownik nabierał wody w usta, a mnie się to nie podobało i długo się spieraliśmy — zaczął powoli, ewidentnie nadal powstrzymując się, by wyznać całą prawdę. Nie chciał się nią dzielić, czy nie wiedział, jakich słów użyć? Spuścił wzrok, wbijając go w swoje ręce. Na palcach jednej dłoni był w stanie policzyć osoby, przed którymi próbował się otworzyć, zawsze wycofując się przed przyznaniem do mało wygodnych faktów. — Kiepsko radziłem sobie z tą sytuacją. Źle spałem, byłem rozdrażniony, wszczynałem awantury, zły na cały świat. — Na siebie, Trembleya, w końcu też i na samą Valentine. — Trochę przymykał na to oko, a trochę próbował mnie dyscyplinować, jednak pod koniec ubiegłego roku dopuściłem się samowolki. — Skąpana w półcieniu twarz nie drgnęła, choć z brzmienia głosu można było wyczuć, że typowym dla siebie sposobem chciał sięgnąć po ironię. — Towarzyszyłem oddziałowi eskortującemu cywilów z oblężonej wioski. ROE było jasne, wyraźny rozkaz trzymania formacji, bez odskoków i bohaterstwa. Pojawił się kontakt, z którym prędko byśmy sobie poradzili, ale wtedy zobaczyłem, że jeden z naszych leży poza linią obrony. Nie mogłem go zostawić na pastwę losu, więc doskoczyłem, by go opatrzyć, przy okazji sam dostałem. Adrenalina zrobiła swoje, a ja swoje. — Operowane ramię przez pewien czas nie dawało szansy na powrót do sprawności, ale Graham nie należał do ludzi, którzy łatwo się poddają, bynajmniej jeśli chodzi o czyjeś życie. Nie potrafił za to spojrzeć teraz Iris w oczy. Domyślał się, co w nich zobaczy — współczucie i litość, a tych wolał sobie oszczędzić. — Trembley stwierdził, że stanowię zagrożenie dla siebie oraz innych. Mogłem… głośno i wyraźnie powiedzieć mu wtedy, co o tym myślę — za to teraz ostrożnie dobierał słowa, darując sobie bezpośrednie wulgaryzmy i wzmiankę o zdemolowaniu biura przełożonego. Puściły mu nerwy, czego czasem żałował — przekreślenia kariery, spalenia mostów. Dziś nie zostało mu nic innego, jak przełknąć niewygodną prawdę. — To nie twoja wina — powtórzył już ciszej, nadal uparcie ignorując wyznanie Iris, które co rusz nasuwało się na myśl, domagając się odpowiedzi.

Iris Valentine

Too late to pretend

: śr sty 21, 2026 3:28 pm
autor: Iris Valentine
Nie uwierzyła.
Nie mogła uwierzyć, że to nie jej wina, gdy to wszystko zaczęło się w momencie, w którym podjęła decyzję o powrocie do kraju. Wróć. Podjęto za nią decyzję o powrocie do kraju, a ona jedynie chciała by w tajemnicy zostały powody tego powrotu. Ale tak, to była jej wina. Musiała tylko jeszcze dowiedzieć się wszystkiego, do czego się przyczyniła jedną głupią decyzją.
Dlatego utkwiła w nim uważne spojrzenie. Jednocześnie skubała materiał pielęgniarskiego scrubsa, ale wzroku nie odwróciła od niego nawet na ułamek sekundy. Nawet, gdy on nie był w stanie patrzeć jej w oczy. Zmarszczka na jej czole stawała się coraz głębsza z każdym kolejnym jego słowem, ale nie przerywała. Próbowała to sobie wyobrazić, a wcale nie przychodziło jej to łatwo. Przecież… to nie było nic poważnego, prawda? Przecież była tylko dziewczyną, z którą miał romans, gdy był daleko od domu. Tak to próbowała wtedy racjonalizować i dzisiaj wiedziała jak bardzo się myliła. Zrobiło to na nim większe wrażenie niż przypuszczała…
I to była jej wina.
To, że został ranny też było jej winą. Poczuła nieprzyjemny ścisk w żołądku, gdy zdała sobie sprawę jak niewiele brakowało, żeby go straciła. Bo zrobił coś tak głupiego… coś tak idiotycznego i niebezpiecznego. Naraził swoje życie oraz karierę, bo wyprowadziła go z równowagi.
Jeszcze przez chwilę milczała. Poznała prawdę i zupełnie nie wiedziała, co powinna z nią zrobić. Chciała ją poznać, ale teraz będzie na niej ciążyła… pieprzona odpowiedzialność, z którą na dodatek nic nie mogła zrobić. Nie dało się cofnąć czasu, nie dało się już podjąć innych decyzji – teraz można było już tylko i wyłącznie ponosić konsekwencje. A skoro tak…
Zrobiła kolejną głupią rzecz.
Niewiele myśląc pochyliła się w stronę mężczyzny, opierając lekko dłoń na męskim policzku podniosła jego twarz tak, żeby musiał na nią spojrzeć. Tylko, że wcale nie planowała wpatrywać mu się głęboko w oczy. Pocałowała go. Lekko i zaczepnie musnęła męskie wargi, a razem z tym poczuła jak jej serce zrobiło kilka fikołków w klatce piersiowej. Nie powinna tego robić, nie byli już tam, nic ich teraz nie łączyło, ale nie żartowała…
Naprawdę za nim tęskniła.



Michael Graham

Too late to pretend

: śr sty 21, 2026 9:08 pm
autor: Michael Graham
Ostatnie słowa zawisły w powietrzu, pozostawiając między nimi gęstniejącą ciszę. Spodziewał się ponownego nacisku, lub ucieczki, które Valentine przychodziły z taką łatwością, jak jemu odwracanie kota ogonem. Czekał z pustką w głowie, wiedząc, że już nic więcej nie ma jej do powiedzenia, że wszystko, co chciał jej wyznać, już padło. Przekazał Iris pałeczkę, tym razem dobrowolnie składając ich los na jej dłonie.
Jeszcze nim przyznała się do prawdziwego powodu opuszczenia jednostki bez słowa pożegnania, tkwił w przekonaniu, że stanowił dla niej wyłącznie przygodę. Tak było łatwiej — wierzyć, że odeszła, momentalnie o nim zapominając, że był dla niej atrakcyjny tylko przez wzgląd na złotą obrączkę. Bo przecież wojskowy, szanujący się lekarz o dobrej pozycji i z żoną u boku nie ryzykowałby kariery ani stabilności rodziny dla przelotnego romansu. Jej ucieczka miała być dla niego prostym rozwiązaniem problemu, chwilową niedogodnością, bo znalezienie nowej kochanki wśród zastępu pielęgniarek było łatwe. Tyle że spędzili zbyt mało czasu na otwartych rozmowach, by Iris zrozumiała, że Michael wcale nie należał do grona mężczyzn odnajdujących radość w zdradach; by zaufał jej na tyle, aby wyznać prawdę o powodach małżeństwa z Danielle. Nie łączyło ich już nic poza garścią wspomnień i wyrzutów sumienia, a mimo to…
Zadarł brodę, wznosząc na nią spojrzenie, nie wzbraniając się przed subtelnym muśnięciem warg. Wyciągnął szyję, by wbrew rozsądkowi dopełnić pocałunek. Uniósł rękę, przykrywając jej dłoń własną z ostrożnością i jakby w obawie, że każdy zbyt gwałtowny ruch sprawi, że Iris rozpłynie się w powietrzu, pozostawiając go z pustką, tym idiotycznym wrażeniem, iż znów dał się nabrać figlom umysłu. Marzył o tym spotkaniu, wielokrotnie powracało na myśl wizją, jaka miała się już nigdy nie spełnić. On też tęsknił. Ilekroć pojawiała się na horyzoncie, wspinał się na wyżyny profesjonalizmu, odganiając kwestie prywatne. Bo tak miało być lepiej, wygodniej. Dla niego, czy dla niej?
Powinien się odezwać, przerwać to i obruszyć się, że nie może sobie więcej pozwolić na podobne rozproszenie. Nie chciał być zabawką, którą porzuci w kąt, gdy tylko się nim znudzi, albo dowie wreszcie, że nie dość, że się rozwiódł, to od samego początku nic go z żoną nie łączyło. Ale nie potrafił, bo również tęsknił.
W jednej chwili serce jakby zrywało się znów do życia, zamknięte dotąd w klatce, tłumione i uciszane. Teraz wyczuło swoją szansę, zyskało cień nadziei, przyspieszając swe bicie. Zmęczony organizm odrzucił logikę, oddając się pierwotnym odruchom i wolna dłoń powędrowała do kobiecego policzka, by zaraz wsunąć się między włosy. Smakował jej warg niespiesznie, z każdą chwilą uświadamiając sobie, że to, czego tak bardzo pragnął, ma na wyciągnięcie ręki. Pytanie tylko, na jak długo?

Iris Valentine

Too late to pretend

: pt sty 23, 2026 9:27 pm
autor: Iris Valentine
Wojskowy, szanujący się lekarz o dobrej pozycji i z żoną u boku nie ryzykowałby kariery i stabilności własnej rodziny dla przelotnego romansu… właśnie tak myślała. Wtedy. Była święcie przekonana, że gdyby przyszło do ponoszenia konsekwencji – jakichkolwiek! – to ona bardziej by na tym ucierpiała. Rzucając to wszystko nie zdawała sobie sprawy jak bardzo się myliła. Jednocześnie w jej głowie pojawiło się kolejne pytanie – co by było, gdyby. Co by było, gdyby mu wtedy powiedziała i wyjaśniła? Gdzie by teraz byli? Jak wyglądałaby ich przyszłość?
Nie chciała o tym myśleć. Starała się zepchnąć te idiotyczne i niepotrzebne pytania gdzieś na tył świadomości i zrobiła coś, czego pewnie robić nie powinna, ale czego zdecydowanie chciała. I nawet jeśli istniał cień szansy, że Michael się odsunie, że to wszystko przerwie, wstanie z łóżka i zostawi ją z tym bałaganem w głowie.
Ale nie zrobił tego.
Serce zabiło jej mocniej, gdy odwzajemnił jej niepewny pocałunek. Potrzebowała tego impulsu i poczuła jak całe jej ciało po prostu odpuszcza… jakby cały stres zszedł z jej ramion, jakby do tej pory coś ciężkiego utrudniało jej oddychanie, jakby dopiero teraz wszystko znalazło się na swoim miejscu. Więc nie przerwała. Wręcz przeciwnie.
Zupełnie automatycznie, jakby to była najbardziej normalna i naturalna rzecz na świecie – jeszcze mocniej wcałowała się w męskie wargi. Początkowo nieśpieszny pocałunek z każdą kolejną sekundą nabiegał gwałtowności i zachłanności. Bo za tym tęskniła. Za nim tęskniła. Zmniejszyła między nimi dystans, nie przerywając tego pocałunku przesiadła się tak, żeby mocniej do niego przylgnąć. Straciła zdolność logicznego myślenia, albo może nawet jakiegokolwiek myślenia, bo przecież byli w szpitalu…
Na dodatek teoretycznie nic ich nie łączyło, a w głowie Iris on nadal miał żonę.
I trochę nienawidziła się za to, że nie miało to dla niej najmniejszego znaczenia. Niewiele myśląc ściągnęła przez głowę bluzę od szpitalnego scrubsa, prezentując swoją dużo-dużo szczuplejszą sylwetkę w prostym czarnym staniku. A zaraz chcąc to samo zrobić z jego i sięgając do krawędzi jego szpitalnego outfitu – Przez kilka chwil nie chcę rozmawiać, myśleć, żałować… chcę ciebie, Graham. – wymamrotała prosto w męskie wargi – I żebyś ty chciał mnie. – tylko tyle i aż tyle. Może to dużo, ale w tym konkretnym momencie nic innego jej nie interesowało. Mózg zostawiła za drzwiami dyżurki.


Michael Graham

Too late to pretend

: czw sty 29, 2026 4:11 pm
autor: Michael Graham
trigger warning
erotyka
Spoiler
Jak wyglądałaby ich przyszłość, gdyby zmienili podejście? Gdyby zaryzykowali zaufaniem, zamiast wzbraniać się przed bliskością? Czy odkryliby, że nie łączy ich nic poza urywanymi oddechami i poczuciem spełnienia w namiętności, a może odnaleźliby się w sympatii, w prawdziwej miłości, wiążącej trwale na dobre i na złe? Wielokrotnie gdybał — wtedy, siedząc na pustynnych piaskach ze wzrokiem utkwionym w daleki horyzont, nie zwracając uwagi na trzymaną w dłoni fajkę, gasnącą i dopalającą się samoczynnie. Żaden z wyciągniętych wniosków nie poprawiał humoru, wyłącznie dodając zgryzoty.
Akcja rodzi reakcję, jedno uderzenie serca spotyka się z drugim, ciasno związując ze sobą intuicyjne odruchy. Michael przyciągnął ją do siebie mocniej, pozwalając, by wspięła się na jego uda. Skąpane w półmroku wychudzone ciało wprawiło go w zdumienie. Był świadom choroby, trudu, przez jaki przeszła, ale ani moment nie zastanawiał się, jakie miała odbicie na jej sylwetce. Już miał się zatrzymać i przerwać to wszystko, odezwać się, gdy Iris sięgnęła krawędzi jego stroju, więc gładkim ruchem pomógł jej w pozbyciu się własnej bluzy oraz tshirtu. Na lewym ramieniu błyszczały dwie pozostałe po postrzale blizny.
"Żebyś ty chciał mnie", zakotwiczyło się w umyśle, przyćmiewając wszystko inne. W tym krótkim momencie Graham miał wrażenie, że czas się dla nich zatrzymał, pozwalając na nadrobienie straconych chwil. Ciało zdawało się doskonale pamiętać kształt jej dłoni, formę nacisku, miękkość ust. W podobnych okolicznościach nie miewał zwykle żadnych wątpliwości. Przyjmował propozycje z otwartymi ramionami, mając świadomość, że nic ponad ulotność chwili z tego nie wyjdzie. Dawał się ponieść, rozkoszował każdym elementem właśnie dlatego, że miał poczucie, iż drugi raz nie będzie mu dany, a z tego nie zostanie rozliczony. Dlaczego teraz miało być inaczej? Dlaczego z miejsca poczuł, że przy Iris brak konsekwencji nie jest opcją?
Jak się nie ma, co się lubi, to warto zgodzić się na namiastkę.
Chcę — przytaknął chrapliwie, nie tylko zgodnie z życzeniem, ale i własnym sumieniem. Pragnął jej tu i teraz, bez oglądania się na żal. Nie zaprzątał sobie głowy szukaniem haftek i rozpinaniem stanika. Zamiast tego oswobodził jedną pierś z czerni miękkiego materiału i naznaczył ją pocałunkami. Błądził dłońmi po ciele, przesunął palcami wzdłuż pleców, wyraźnie wyczuwając wypukłość kręgów. Zahaczył o brzeg jej spodni, domagając się ich pozbycia, lecz przybrana pozycja tego nie ułatwiała. Objął ją więc ciasno ramieniem w pasie i bez większego trudu ułożył na plecach, pomagając zdjąć niechciane warstwy. Wąskie łóżko zmuszało do ścisłego przylgnięcia, ale mieli już doświadczenie w takich warunkach. Na powrót odnalazł drogę do jej ust i spił z nich gorący pocałunek.
Nie jestem przygotowany — szepnął wreszcie bez otwierania oczu. Czy tym samym burzył wytworzony w głowie Valentine obraz faceta, który wolny czas w pracy spędzać miał na podrywaniu pielęgniarek? Zabezpieczenie nosił ze sobą poza szpitalem, a nie w fartuchu. Rozchylił powieki, zaglądając w głąb ciemnej toni. Szorstkie palce przesunęły się wzdłuż talii, zacisnęły na krótki moment na pośladku i znalazły pod udem, zmuszając, by ugięła kolano i objęła go nim w pasie. — Ale nadal chcę sprawić przyjemność tobie. — Kąciki uniosły się w lekkim uśmiechu, bo chciał dać jej spełnienie, którego potrzebowała, nawet jeśli sam miałby pozostać w rozkosznej udręce.
Iris Valentine

Too late to pretend

: czw sty 29, 2026 9:50 pm
autor: Iris Valentine
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description



Michael Graham

Too late to pretend

: pt sty 30, 2026 5:00 pm
autor: Michael Graham
trigger warning
erotyka
Spoiler
Czy gdyby zmieniła zdanie, gdyby wszystko przerwała i podjęła się rozmowy, miałby jej to za złe czy raczej był wdzięczny za kolejną próbę wyjaśniania sprawy i oczyszczania atmosfery? W jego odczuciu napięcie wcale nie rosło, bo trzymany na dystans mało miał okazji, by o niej myśleć. Wyraźnie określiła swoje nastawienie, wspomagając się oschłym, oszczędnym tonem. Nie zamierzał wchodzić jej w paradę, ba, nawet dla świętego spokoju rozważał odejście z pracy i przeniesienie do innej placówki. Przez te kilka miesięcy w Mount Sinai nie zapuścił korzeni, nie znalazł bliskich przyjaciół, niewiele go tu trzymało. Do szpitala regionalnego miałby bliżej z domu, może nawet opłacałoby się do niego wracać na kilka godzin przerwy między dyżurami, lecz North York nie miał tak mocno rozbudowanej urazówki, a to przecież nagłe przypadki trzymały go w formie. Decyzji jeszcze nie podjął, ale szala przechyliła się ku zmianie, szczególnie po incydencie na pogrzebie Goddarda.
Mówi się, że śmiech, to najlepszy sposób na rozładowanie napięcia, ale Graham ze swoim pragmatyzmem był w stanie podać dziesiątki przykładów, kiedy chichot może wszystko pogrążyć. Grymas Valentine do nich nie należał. Przez jego ciało przetoczyła się fala ciepła, inna niż pożądanie, czy strach, a wiążąca się bardziej z lekkością, kamieniem spadającym z serca. Potrzebował go bardziej, niż mu się zdawało; tego dystansu, lecz nie między nimi, a do siebie samych. Żartobliwy ton niósł ze sobą nową świeżość, zupełnie inną, niż ta, która połączyła ich przed dwoma laty.
Nie pozwoliła mu odpowiedzieć na tę jawną bezczelność, zamykając usta pocałunkiem, więc w ramach odwetu wymierzył jej soczystego klapsa w nagi pośladek, którego dźwięk poniósł się bardziej, niż ich słowa.
Więc rozsiądź się wygodnie i ciesz seansem. Pamiętaj, żeby zachować ciszę — wymruczał, odkleiwszy się od jej ust. Może i nie było popcornu, ale prywatna sala z pokazem na wyłączność musiała wystarczyć. Nie mieli zbyt wiele czasu, wyrwane ze szpitalnej codzienności chwile przerwy trwały krótko i lubiły być poprzetykane wezwaniami do nagłych wypadków. Wcale nie oznaczało to, że Graham zamierzał się przesadnie spieszyć. Ułożył kilka pocałunków na kobiecej szyi i wątłym ramieniu. Wsparł się na łokciach i zaczął schodzić coraz niżej, znacząc wygłodniałymi wargami drogę przez odsłoniętą pierś i podbrzusze, aż po wzgórek, by przejść do wewnętrznej strony ud. Przesunął szorstkim policzkiem po delikatnej skórze i dotarł do interesującej go wnęki. Otoczył ramieniem udo pielęgniarki i przysunął je bliżej dla własnej wygody. Lubił czuć drżenie ciała, niekontrolowane ruchy, zdradzające przyjemność, którą traktował ją pieszczotą języka. Z wolna coraz bardziej rozsmakowywał się w reakcji, jaką wywoływał. Nasłuchiwał cichych westchnień, wychwytywał napięcie mięśni, niespiesznie i uważnie, jakby poznawał ją na nowo, pozwalając sobie na drobne zmiany tempa, na krótkie pauzy dla spotęgowania wrażeń. Smak, ciepło i delikatna wilgoć mieszały się w jedno, a on podążał za nimi instynktownie, wsłuchany w przyspieszony oddech, odnajdując w tym wszystkim własną przyjemność.
Iris Valentine