Strona 1 z 5

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: pn sty 19, 2026 7:28 pm
autor: April Finch
Sromotna porażka. Absolutna klęska. Totalny blamaż. Maksymalna kompromitacja. Mogłaby tak długo – w końcu znała dużo słów. Szybko jej się jednak znudziło. Za bardzo się ucieszyła. Może i wymiękła, ale przynajmniej dostanie dokładnie to, na co cały czas tak bardzo czekała. A przynajmniej tak jej się wydawało. Przecież miały wreszcie się stąd zmyć i zająć sobą. W ogóle nie pooglądały występów, a po to przecież przyszły. Trudno, trzeba będzie przyjść kiedy indziej.
Uśmiechnęła się rozczulona, obserwując Teddy robiącą niecne interesy z artystką ze sceny. Boa, które udało jej się jakimś cudem jej podebrać, bardzo się April spodobały. Ale jak ona wciśnie to do kapsuły? Nieważne! Było jej też niesamowicie przyjemnie, że nie musiała nawet tłumaczyć, który kolor woli. Szkoda tylko, że Darling musiała dodać do tej słodkiej sceny swoje trzy grosze. I co to niby miały oznaczać? Nic przyjemnego – to na pewno. Czyli jednak w ogóle nie wygrała? Nie dość, że się skompromitowała, bo pierwsza wymiękła, to jeszcze nic z tego nie będzie miała? Nawet w formie nagrody, że pozwoliła sobie o to płaszczenie się? Oj niedobrze. Przez kręgosłup przeszedł jej dreszcz, który zachęcał do agresji, a nie namiętnych pocałunków. Teraz dopiero ją wkurwiła.
Dom, w którym mieszkała April, był bliżej. A Teddy dawno w nim nie było. Jej mieszkanie było bliżej wszystkich istotnych punktów w mieście, przez co zazwyczaj lądowały tam, jeśli spotkanie nie kończyło się na mieście. Finch nie mieszkała tu długo, tylko kilka miesięcy. Nie zdążyły jeszcze porządnie z domu pokorzystać. Dzisiaj mogłoby się udać. Z tego, co widziała wcześniej, na miejscu nikogo nie było. Pewnie wszyscy poszli się puszczać. Może w tym problem? Jakby zostały na mieście, to April też mogłaby się puścić. A tak przygniatała ją teraz klątwa powrotu do domu.
Podróż taksówką na szczęście była krótka, ale też bardzo cicha. April przywitała się w kierowcą, a potem postawiła wielki prezent między nią a Darling, nieco się w ten sposób odgradzając. Chyba była nieco obrażona. W normalniej sytuacji pewnie próbowałaby się do niej dobierać albo chociaż pozwoliłaby jej sprawdzić, czy faktycznie zdjęła bieliznę. A tu nic.
Wpuściła ją za sobą do środka, zdjęła z siebie płaszcz i buty i ruszyła w stronę kuchni, nie patrząc, czy przyjaciółka idzie za nią. Z szafki zgarnęła jakieś butelki i szklanki, po czym skierowała się do swojej sypialni.
Wyjęła roślinkę i chwilowo ustawiła ją pod oknem. Resztą prezentów zajmie się później. Ustawiła na biurku szkło, do którego nalała im ginu, który potem zalała tonickiem. Podała jedną z nich Darling.
— To jak myślisz – bo przecież o tym myślisz – zdjęłam je czy nie? — Uśmiechnęła się znów wyzywająco. Gdy Teddy przejęła szklankę, skinęła głową i odsunęła się od niej. Zrzuciła z krzesła przy biurku jakąś torbę i usiadła na nim, zakładając nogę na nogę. Oczywiście, że zdjęła. Domyślała się, że Darling się domyśla. Diabelnie jednak potrzebowała jakiejś satysfakcji, a wejście jej do głowy będzie jakimś tego substytutem. Poprawiła boa na szyi i przyjrzała mu się z udawanym zainteresowaniem, jakby to piórka były najciekawszym obiektem w tym pokoju, a nie strażaczka.

teddy darling

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: pn sty 19, 2026 8:15 pm
autor: teddy darling
026.
Od tej ciszy w taksówce zrobiło jej się niedobrze. A nie, to od whisky. Od ciszy huczało jej w głowie, bo wiedziała, że milcząca April to wkurwiona April. A to nigdy nie wróżyło niczego dobrego. Teddy zastanawiała się przez chwilę, ale tylko przez chwileczkę, czy lepiej nie byłoby wrócić do siebie. Tylko to byłoby nie fair, przecież przyjaciółka miała urodziny, a urodziny zawsze świętowały do białego rana. To była złota zasada urodzinowa, której nie można złamać, choćby skały srały i mury pękały! Mogły się na siebie złościć, ale w tym jej nie zawiedzie. Tylko w zasadzie to dlaczego miały się złościć? Czy Finch nie wystarczało, że Darling nie chlubiła się zwycięstwem i nie wytykała jej okrutnej porażki? Ta wygrana i tak nie dawała satysfakcji. Naprawdę czuła się, jakby nagrodą była pietruszka czy coś równie nieistotnego.
W tej przeklętej ciszy wysiadła z samochodu, a potem poczekała grzecznie, aż April otworzy drzwi i weszła za nią do środka. Również po cichu. Nie pamiętała, kiedy ostatnio była w jej domu. Pewnie dawno. Jakoś częściej się składało, że lądowały w lofcie Teddy, bo to w końcu centrum. Tak było szybciej i wygodniej. Pomimo że dom był duży, to przyjaciółka nie mieszkała sama, a to automatycznie sprawiało, że nie chciała nikomu przeszkadzać. Pewnie nikomu to nie przeszkadzało, ale ta dojrzała wersja Darling miała świadomość, że to już nie te studenckie czasy, gdzie zwalało się komuś na głowę i wyjebane jaja.
Przez chwilę obserwowała, jak Finch krząta się po kuchni. Próbowała wyczuć, czy dalej była wkurwiona. Chyba była? Znów w ciszy ruszyła do za nią, tym razem do jej sypialni. Wzięła od niej szklankę i przysiadła na łóżku. Wygładziła ręką pościel i dopiero usłyszawszy pytanie, podniosła na nią oczy.
Jakie to ma znaczenia? — zapytała, parskając pod nosem. — Dalej uważasz, że coś ugrasz? — upiła łyk drinka, przypominając sobie, że chyba całą wieczność nie piła ginu z tonikiem. — Dlatego tak się wściekasz? Bo zdjęłaś majtki, a ja nie chcę tego sprawdzić? — Teddy ściągnęła brwi. Potrzebował jasnych komunikatów. Nie była aż tak dobra w podchody. Potrafiła bawić się flirtem, ale nie wiedziała, kiedy flirt przemienia się... No właśnie, w co? W wypadku April to chyba właśnie we wkurwienie.
Owinęła się szczelniej zielony boa; piórka załaskotały ją w nozdrza i wtedy Darling kichnęła głośno. Dobrze, że jej mordy nie urwało. Pociągnęła nosem i spojrzała na szklankę w swoich dłoniach. Coś będzie pite. Albo to na prawdę, że Finch jednak coś dzisiaj ugra. Właściwie Teddy nie powiedziała, że tak się nie stanie, a przynajmniej nie na głos. O ile wcześniej toczyły wyrównaną bitwę, teraz toczyła z własnymi myślami bardzo nierówną walkę. To było jak wojna na być albo nie być.
Spodziewałaś się, że będzie prościej, co? — uniosła jedną brew. — Że o wiele szybciej dobierzesz mi się do majtek. Ja do twoich nie muszę. I tak ich nie masz — wskazała wymownie szklanką na skrzyżowane nogi przyjaciółki.
Ta gra wyssała z niej całą energię. Była wyczerpana napięciem, ciągłym przeciąganiem liny i analizowaniem każdego gestu i słowa. A równocześnie była wystarczająco zdeterminowana, żeby nie odpuścić. Przecież nie położy się teraz i nie rozłoży przed nią nóg. Nie była aż taka łatwa! To zabawne, kiedy patrzyło się na pryzmat tego, jak łatwa była po jarmarku i w trakcie ich wspólnego wyjazdu w góry. Dała April palec (żeby tylko jeden!), więc nie mogła się dziwić, że ta chciała teraz wziąć całą rękę.

April Finch

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: pn sty 19, 2026 8:55 pm
autor: April Finch
Zamrugała zszokowana, starając się przebudzić. Bo przecież to musiał być sen. Inaczej nie usłyszałaby takiego pytania. Ileż to April nasłuchała się narzekań swoich koleżanek, które spotykały się z mężczyznami! Jacy oni niedomyślni, a jednocześnie nie wiadomo, o co im właściwie chodzi. Chcieliby żeby wszystko było jasne, a z drugiej strony w życiu sami nie powiedzieli wprost. W takich chwilach Finch dziękowała bogom, że jedyną płcią, jaką dostrzega poza kobietami, jest kolega. Oszalałaby, gdyby musiała się na co dzień użerać z facetami. A jeśli w tamtej wersji też byłaby tak puszczalska? Tragedia. Z kobietami była cała masa innych problemów, jasne, ale nie takie. A tu proszę. Gdyby wcześniej nie miała okazji sprawdzić, dopytałaby ją, czy na pewno czuje się kobietą. Ale przecież była kobieca w każdym innym aspekcie – nie tylko fizycznym. To może była po prostu tak bezczelna? I pewnie spodziewała się po tej zaczepce, że April się zawstydzi i zacznie się znowu łasić? Niedoczekanie.
— Tak — oświadczyła spokojnie. Naprawdę nie miała w zwyczaju jej okłamywać. Czasami po prostu się nie odzywała, głównie po to, by nie musieć kłamać. Ale jak już rozmawiały, to szczerość musiała być podstawą. Upiła kilka łyków drinka, z całych sił starając się, żeby jeszcze przy tym wszystkim nie wywrócić oczami.
— Tak, spodziewałam się. — Skinęła głową, przybijając nad tym dosadną pieczątkę. Plan był przecież zupełnie inny! Chyba. Niespecjalnie pamiętała, jaki był. Rozproszyły ją oczy Teddy i wyleciało ją z głowy. A może to były sutki widoczne przez koszulkę? Trudno stwierdzić na pewno. W każdym razie to nie była wina April. Bardzo chciała sobie przypomnieć, jaki misterny plan utkała, bo teraz po prostu przeszłaby do następnego kroku. Ale nic z tego.
Obróciła się nieco na krześle, oparła skrzyżowane nogi o biurko. Tu przynajmniej było dużo wygodniej niż przy stoliku w barze. Ograniczona przestrzeń i drewniane krzesło wymęczały, ale też trzymały ją w jakichś ryzach. Trudniej poświęcić się łobuzowaniu, gdy uwiera cię w tyłek twarde siedzenie. Ale przecież była nadal trochę obrażona. Cholera, jednak powinno ją teraz uwierać, byłoby prościej. Przejechała palcem wzdłuż brzegów szklanki, bijąc się przez moment z myślami. Nie chciała prosić się drugi raz, ale nie chciała też się poddawać, skoro dotarły już tak daleko.
— Czyli tak sobie tylko gadałyśmy, tak? Wcale nie masz ochoty mnie przelecieć? — Zsunęła jedną nogę z biurka, pozwalając stopie powoli opaść na podłogę. Druga pozostała tam gdzie była, eksponując linię uda. Mogła spróbować grać bardziej wprost, czemu nie. Przestała się na moment oszukiwać, przecież ona nigdy nie miała za dużo wstydu i godności.

teddy darling

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: pn sty 19, 2026 9:50 pm
autor: teddy darling
Szczerość i bezpośredniość były tym, co naprawdę ceniła w przyjaciółce. To właśnie za te cechy kochała April, za brak ogródek i za umiejętność mówienia prosto z mostu. Teraz jednak te same zalety doprowadzały ją do szaleństwa. Teraz marzyła, żeby April po prostu ją okłamała. Żeby łgała w żywe oczy, zaprzeczając wszystkiemu, o co pytała, albo przynajmniej odpowiadała wymijająco, ułatwiając jej życie. Ale nie. Oczywiście nie mogło być tak prosto. Finch musiała być ohydnie prawdomówna i serwować takie słowa, które Teddy wolałaby wyprzeć. Albo w ogóle najlepiej o tym nie wiedzieć.
Chciała wstać z łóżka, żeby to rozchodzić. Potrząsnąć ciałem i umysłem. W ostatniej chwili zacisnęła palce na pościeli. Nie, nie mogła tak po prostu łazić bez celu. Wglądałaby jak wersja samej siebie sprzed kilku dni, a tego próbowała uniknąć. Bo teraz nie była zła. Była wewnętrznie skonfundowana. I jednocześnie napalona. I w tej mieszance emocji tkwiła cała przewrotność sytuacji. To było coś zupełnie innego niż Teddy z tamtej kłótni. Pragnieniu bliskości i jednoczesna niepewności, sprawiała, że czuła się dziwnie odsłonięta. I to wcale nie przez kusy top. Coraz bardziej zastanawiała się, czy się temu poddać, czy dalej stawić opór.
Obserwowała, jak Finch swobodnie wyrzuca nogi na biurko, a potem powoli zdejmuje jedną, przyjmując pozycję, która sprawiła, że żołądek Darling zatańczył kankana. Jak ona ją wkurwiała tą prowokacją. W końcu nie wytrzymała. Wstała z łóżka i podeszła bliżej. Zatrzymała się przy biurku i zamaszyście zaparła się rękami po obu stronach blatu, odstawiając z hukiem szklankę. Jej oczy spotkały się ze spojrzeniem April.
Mam zajebistą ochotę cię przelecieć — wyznała, pochylając się tak, że przyjaciółka praktycznie mogła wyczuć jej oddech w kąciku swoich ust. — Ale nie zrobię tego — bardzo starała się brzmieć stanowczo, ale nie była przekonana, czy wyszło dokładnie tak, jak chciała. — Dobrze wiesz, dlaczego. Nie każ mi tego mówić — dodała już znacznie ciszej, spuszczając wzrok.
Ulegnięcie pokusie było jednoznaczne z tym, że wszystko pójdzie w nieodwracalnym kierunku. Tak, jak ostatnio, kiedy milczenie April ciągnęło się tygodniami. Nie mogła pozwolić, żeby historia się powtórzyła. I mimo że pragnienie paliło ją od środka, Teddy starała się je powstrzymać. Zdusić w zarodku. Tylko nie można stłamsić czegoś, co już tam było. Co z tego, że każdy impuls ciała krzyczał, żeby w to szła, skoro jej umysł został zabetonowany przez wcześniejsze doświadczenia. Musiała pozostać wierna tej i tak już bardzo cienkiej granicy między tym, czego chciała, a tym, co powinna zrobić. Gdyby chodziło o kogoś innego, nie zastanawiałaby się nawet przez ułamek sekundy. Ale to nie był ktoś inny. To była April. I dlatego to było o wiele bardziej skomplikowane.
Dalej będziesz się wkurwiać? — zapytała, ponownie podnosząc na nią spojrzenie. Mogło się wydawać, że Darling niewiele rozumie, ale z pewnością zauważyła obrażoną minę przyjaciółki.
Tutaj już nie chodziło o zwycięstwo czy godzenie się z porażką. Tutaj chodziło o... Właściwie Teddy sama nie wiedziała, o co chodziło. To był największy problem. I to chyba był wyłącznie jej problem, z którym musiała się jakoś uporać. Jeszcze nie wiedziała jak, ale rozwiąże to jakoś sensownie. Była rozsądna, całkiem niegłupia, na pewno znajdzie sposób. Gdzieś. Jakiś.

April Finch

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: pn sty 19, 2026 10:27 pm
autor: April Finch
Drgnęła zaskoczona, gdy Teddy podniosła się z miejsca. Nie spodziewała się, że teraz z kolei pójdzie aż tak łatwo. Żołądek ścisnął się z ekscytacji, miała ochotę też wstać i spotkać się z nią w połowie tej krótkiej drogi, ale się powstrzymała. Lepiej wypadnie, jak będzie dumnie czekać na fotelu. Darling w końcu znalazła się tuż obok i... tyle. Miała ją na wyciągnięcie ręki, mogła po prostu przesunąć się minimalnie na fotelu i miałaby ją w garści. A jednak powstrzymały ją jej słowa. Każde kolejne zdanie dolatywało do niej wolniej i brzmiało w głowie ciszej. Były okropne, nudne i bardzo smutne. Nie miała ochoty ich przyswajać. Liczyło się to, od czego zaczęła. To zdanie jej się podobało. Celebrowała je w sercu i podbrzuszu.
Dotarło do niej jednak, że nie może się poruszyć, póki przyjaciółka nie skończy mówić. A wyglądało na to, że tłamsiła w sobie coś jeszcze. Patrzyła na jej usta jak oczarowana, nie mogąc uwierzyć, że wreszcie ma je tak blisko. Ostatni raz, w którym miała okazję poczuć ciepło jej ciała, to było zwykłe przytulenie z okazji urodzin. Zdecydowanie za mało. Stęskniła się za jej dotykiem i obecnością. Przytulanie było bardzo miłe, ale mogły to robić potem, jak się już uspokoją. Na teraz znalazłaby im tyle ciekawszych zadań! Mam zajebistą ochotę cię przelecieć rozbrzmiało jeszcze raz echem w jej głowie. Czemu mijały sekundy, a one ciągle były w ubraniach? Zmrużyła oczy, czując, jak otula ją zapach jej perfum. W barze było zbyt duszno, by mogła wcześniej się na nim skupić.
Serce łomotało wciąż mocno, nie pozwalając jej udawać obojętnej. Dystans, który pokonała przed chwilą Teddy, totalnie pokonał w niej wszystkie bariery. Nie pamiętała o żadnej umowie, zapomniała nawet, o co właściwie była obrażona. Wiedziała tylko, że na pewno o coś istotnego i że na pewno miała rację. Reszta to szczegóły. Chciała zatrzymać ją jak najdłużej przy sobie. Mogłaby ją nawet zamknąć w złotej klatce i tylko donosić jedzenie, byle nie uciekła. Albo chociaż się teraz nie odsunęła. Pewnie powinna jej to powiedzieć. Miała tyle myśli na minutę, że nawet gdyby zwerbalizowała je w połowie, to przyjaciółka zostałaby zalana informacjami. Ale jakoś nie mogła się w sobie do tego zebrać, na pewno nie po tej ostatniej kłótni. Wtedy poszło słabo, pewnie głównie przez emkę. Dodatkowo teraz wolałaby jej opowiadać, jak przykuje ją do łóżka, a nie zamknie za kratami czułości.
Uśmiechnęła się z dużo większym podekscytowaniem i ekscytacją niż na widok krzaczka marihuany. Uwielbiała ten moment, w którym ich oczy spotykały się na nowo. Było w nim mnóstwo czegoś ciepłego, ale i cholernie kuszącego. Darling, która odbijała się w jej rozświetlonych oczach, była już praktycznie nago.
— Będę — szepnęła z przekory. Położyła dłoń na jej karku, przysuwając się o te ostatnie milimetry, które ją tak między nimi drażniły i wreszcie ją pocałowała. Kurwa mać.

teddy darling

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: pn sty 19, 2026 11:24 pm
autor: teddy darling
Oczywiście, że dalej będzie się wkurwiać. Zawsze musiała mieć ostatnie słowo. Wkurwiałaby się byle dla zasady, byle dla samego wkurwienia, byle...
Pocałunek zbił ją z tropu. Teddy aż się zapowietrzyła. Były anielskie chóry, gradobicia, błysk grzmotu, trzęsienie ziemi. Wszystko naraz. Był jej przyspieszony oddech i dłoń April na rozgrzanym karku. Był też strach, bo od samego momentu, gdy Darling przekroczyła próg pokoju, wiedziała, że tak się to skończy. Odruchowo odwzajemniła pocałunek. Nie, jakie odruchowo? Żadne odruchowo, przecież ona również chciała ją całować! Od miesiąca nie potrafiła myśleć o niczym innym. Ale przecież w pracy całowała też Riley Davis, a Finch przez ostatnie tygodnie pewnie całowała dziesiątki innych ust i to już nie było w porządku.
To niepotrzebne rozkładanie na czynniki pierwsze wyrwała ją z transu. Dlaczego nie mogła po prostu trwać? Nie odskoczyła jak poparzona, ale powoli otworzyła oczy. Nadal była blisko, wciąż czuła ich przyspieszone oddechy, dalej miała w ustach posmak alkoholu, ale cała magia pocałunku rozjebała się pod naporem wątpliwości. Odsunęła się, zabierając ręce z biurka. Musiała złapać oddech, jednak westchnęła tak głośno, że aż zabolały ją płuca.
Spojrzała na przyjaciółkę z malującym się na twarzy poczuciem winy, ale po chwili olśniło ją, że to nie ona powinna mieć wyrzuty sumienia, bo to Finch złamała umowę!
Nie po to stawiamy granicę, żeby potem rozpieprzać ją przy pierwszej lepszej okazji — powiedziała butnie. Teddy bardzo starała się brzmieć normalnie, ale głos i tak załamał jej się gdzieś przy ostatnim słowie. Nie, to ona postawiła granicę. April nie miała z tym nic do wspólnego. Sama sobie to wymyśliła, a przyjaciółce nie pozostało nic innego, jak po prostu przytaknąć. W takim razie nie uszanowała jej decyzji. Jej wina. — Dlaczego to robisz? — ściągnęła brwi. Chciała wyglądać poważnie, nawet wyprostowała plecy, ale bardziej wyglądała jak zagubione szczenię.
Wtedy zaczęła krążyć po pokoju, zdecydowanie szybciej niż wtedy u siebie w mieszkaniu. Czuła się tak, jakby w głowie miała papkę zamiast mózgu. Otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zaraz zamknęła je z rezygnacją.
Teraz już zawsze tak to będzie wyglądać? — zapytała, gwałtownie zatrzymując się przy krześle, na którym siedziała April. — Nie będziemy już mogły normalnie się spotkać, bo wszystko sprowadza się do ruchania, a potem co? Znowu znikniesz i przestaniesz się odzywać? Będziesz mnie unikać, a potem wparujesz mi na chatę, jak gdyby nic się nie stało, żebym zagrała ci na gitarze, kiedy ja nawet nie potrafię grać na jebanej gitarze? — Teddy rozłożyła bezradnie ręce i zacisnęła szczękę tak mocno, że niewiele brakowałoby, a skruszyłaby zęby w pył. Teraz to ona była wkurwiona, ale nie krzyczała. I po co w ogóle wspomniała o tej pierdolonej gitarze?
Zacisnęła usta w wąską linię, zażenowana własnym zachowaniem. O co ona właściwie robiła jej aferę? Zachowywała się jak jakaś nienormalna dupa, która prawi wywody swojej dziewczynie, która nawet nie jest jej dziewczyną. Wzięła głęboki wdech i przycisnęła dłonie do twarzy. Zaraz spłonie, ale nie z wcześniejszego podniecenia tylko ze wstydu.
Przepraszam — wymamrotała, zerkając gdzieś w bok. Jej oczy zatrzymały się na krzaczku marihuany, który April ustawiła na parapecie. To był naprawdę ładny krzaczek.

April Finch

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 12:43 am
autor: April Finch
Pocałunek wprowadził ją na dokładnie te tory, na których chciała się znaleźć. Fakt, że jej nie odtrąciła znaczył w tym momencie bardzo dużo. Przycisnęła mocniej palce do jej karku, w pełni oddając się tej chwili. Wygladało na to, że jednak była wielka chochla zwycięstwa w tym garze porażki. Była w stanie poświęcić tyle dumy, co dzisiaj, żeby to dostać. Może to za dużo, by dać sobie to robić na co dzień, ale od wielkiego dzwonu - niech jej będzie. Już przecież tak przez nią głupiała, że ta jedna dodatkowa głupota nie zrobi wielkiej różnicy.
Zgłupiała do reszty, gdy Teddy się jednak odsunęła. Grunt osunął jej się spod nóg, poczuła to dziwaczne szarpnięcie trzeźwi jak w windzie. Jakaś lodowata, paskudna łapa ścisnęła jej płuca, utrudniając bezbolesne oddychanie. Nie miała ochoty na powtórkę z teatru pomyłek, miała serdecznie dość tych gościnnych występów. Spuściła wzrok i wbiła go w podłogę. To nie było przyjemne pytania. Wydawało jej się, że odpowiedź dlaczego jest oczywista. Mówiła jej to przecież ostatnio. Mówiła też całkiem sporo przez ostatnie kilka godzin. A przecież Darling na to wszystko opowiadała. Krążyła o pokoju, wydeptując dziurę w podłodze, jakby w ogóle nie przyczyniła się do tego złamania zasad, które sama narzuciła. Przecież to wszystko się Finch nie przyśniło. Przesuwała granice kilkukrotnie, była coraz odważniejsza i wciąż spotykała się z odbiciem piłeczki. A teraz nagle ją od siebie odsuwała? Nie miała ochoty się już na to wściekać. Złość i fochy zdążyły z niej przecież wyparować. Teraz zrobiło jej się przykro. Nie chciała sobie pozwolić na bycie smutną w urodziny.
Spojrzała na nią, gdy zaczęła tę całą tyradę. Słuchała uważnie, nie przerywała, dawała jej szansę na wygadanie się. Chciała jej powiedzieć, że trochę za późno na te pretensje, biorąc uwagę, jak się do tej pory zachowywała i że to ona dzisiaj zaczęła, ale odpuściła. Nie chciała jej dobijać ani dodatkowo złościć. Na pewno nie dzisiaj. To miał być przecież wyjątkowy dzień, świętowanie urodzin zawsze takie powinno być. Miały cieszyć się z kolejnego odhaczonego roku i powrotu istnienia ich relacji, a nie na siebie warczeć.
Przysunęła się bliżej razem z krzesłem, drepcząc nogami po podłodze. Złapała za pas jej spodni i szarpnęła delikatnie, by obrócić ją bardziej w swoją stronę. Położyła dłonie na jej talii i spojrzała w górę, próbując wymusić na niej znów kontakt wzorkowy.
— Mogę nauczyć cię grać — zaczęła, uśmiechając się przy tym niepewnie. Może żart na rozładowanie sytuacji nie był najlepszym wyborem, ale trudno. Powiedziała go. Zagryzła nerwowo wargę, zastanawiając się, czy mogła dodać coś mądrzejszego.
— Nie chcę cię unikać. Stwierdziłam, że w urodziny mogę nagiąć zasady. Wydawało mi się że też chcesz je nagiąć, biorąc pod uwagę, jak ze mną rozmawiałaś. — To brzmiało już dużo rozsądniej. I trzeźwiej. A przecież wcale trzeźwa nie była. Dawała jednak z siebie wszystko, by skupić wszystkie neurony, które jeszcze nie spały i zaangażować je w pracę nad dobieraniem słów. Jeszcze przed momentem wszystkie myślały o rozbieraniu Darling, to nie było proste.
— Jak tak bardzo chcesz, to mogę udawać, że tej rozmowy nie było. Mogłabym wyobrazić sobie, że dopiero się spotkałyśmy. Wpuściłabym cię do domu, przyjęła świetny prezent, popłakała się. Gapiłabym ci się na dekolt, a w reakcji na twoje zażenowane spojrzenie, zapytałabym, czy chcesz ze mną obejrzeć Drag Race, bo wyszedł nowy sezon i czy chcesz schlać się przed kompem, jak jacyś pokręceni nowobogaccy z dwudziestego pierwszego wieku... — Nawiązała do pierwszego momentu, jaki przyszedł jej do głowy jako reset całej sytuacji. Może gdyby nie weszła od początku w ten flirt, to teraz faktycznie sączyłyby wino oglądając drag quuens? Może. Wstała z krzesła, przesuwając ręce niżej na jej biodra. Stała tuż przed nią, opierając się nieco na jej ciele.
— Albo mogę kontynuować. — Zabawa polegała na tym, że miało się jakiś trudny wybór, tak? Chyba nieźle nadążała za zasadami. Zastygła w bezruchu tuż przy jej ustach, nie dając jej szansy na odezwanie się bez muśnięcia jej warg. No, chyba że znów się odsunie.

teddy darling

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 1:41 am
autor: teddy darling
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


April Finch

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 11:27 am
autor: April Finch
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


teddy darling

We gon' sip Bacardí like it's your birthday

: wt sty 20, 2026 12:14 pm
autor: teddy darling
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


April Finch