Perfect training
: pn sty 19, 2026 10:37 pm
Seo nie podniosła głosu ani na moment. Siedziała spokojnie po drugiej stronie stołu, palce splecione luźno, telefon odłożony ekranem do dołu , jakby to była najzwyklejsza rozmowa, nie moment, w którym czyjeś życie właśnie się kończyło w dotychczasowej formie. — Nie będę tego przeciągać — powiedziała cicho. — Nie masz do tego głowy, Kade-.Uniósł się tylko kącik jej ust. Bez uśmiechu. Raczej cień ironii. — Twoje konto bankowe. Dwa prywatne, jedno „awaryjne”, o którym myślałaś, że nikt nie wie. Profil na Instagramie, trzy zapasowe adresy mailowe, komunikatory, do których logujesz się z telefonu, który rzekomo zgubiłaś w zeszłym roku. Znam hasła. Znam odpowiedzi bezpieczeństwa. Znam też ludzi, którzy w razie potrzeby potwierdzą, że to wszystko zrobiłaś sama.- Przerwa. Krótka. Wystarczająca, by słowa zdążyły opaść. — Jeśli teraz wstaniesz i wyjdziesz, jutro obudzisz się bez tożsamości. Bez dostępu do własnych pieniędzy. Bez wiarygodności. Gang nie ufa ludziom, którzy „przypadkiem” tracą wszystko w jedną noc. Policja tym bardziej.- Spojrzenie Seo było spokojne. Analizujące. Jakby obserwowała reakcję w laboratorium. — Masz wybór. I tylko jeden z nich kończy się tym, że nadal istniejesz.- Przesunęła w jej stronę kartkę. Kilka punktów. Proste zdania. — Od tej chwili robisz to, co mówię. Kiedy mówię. Nie pytasz dlaczego. Nie improwizujesz. Twoje życie — kontakty, pieniądze, wizerunek — przechodzą pod moją kontrolę. Nie dlatego, że chcę mieć władzę. Tylko dlatego, że ty nie umiesz jej utrzymać.- Uniosła wzrok. — Nazwij to jak chcesz. Umową. Długiem. Niewolą. Słowa są nieistotne. Liczy się efekt.- Telefon zawibrował. Seo nawet na niego nie spojrzała. — W tej chwili mogę nacisnąć jeden przycisk i przestaniesz być kimkolwiek. Albo możesz zostać… użyteczna.- Wstała powoli, zakładając płaszcz. — Decyzja należy do ciebie, Kade. Ale czasu już nie masz.- I wyszła, zostawiając po sobie ciszę cięższą niż groźby, ciszę, w której Razer musiała zrozumieć, że jej życie właśnie zmieniło właściciela.
Seo wróciła, zanim Kade zdążyła podjąć jakąkolwiek decyzję. Drzwi zamknęły się cicho. Ten dźwięk był gorszy niż trzask, oznaczał, że rozmowa się nie skończyła, tylko właśnie weszła w kolejną fazę. — Widzę, że jeszcze tu jesteś — stwierdziła spokojnie, jakby to był fakt statystyczny, nie akt desperacji. — Dobrze. To znaczy, że możemy przejść do konkretów.- Usiadła naprzeciwko. Telefon znów znalazł się na stole, tym razem ekranem do góry. Kilka ikon. Kilka nazw kont. Zbyt znajomych. — Od tej chwili nie improwizujesz — zaczęła. — To pierwsza i najważniejsza zasada. Każdy twój odruch „bo tak czuję” jest dla mnie zmienną losową. Ja nie pracuję ze zmiennymi.- Przesunęła palcem po ekranie. — Twoja tożsamość cyfrowa jest pod moją kontrolą. Hasła znam. Dwuskładnikowe zabezpieczenia są spięte z numerem, którego już nie używasz. Jeśli spróbujesz cokolwiek zmienić bez mojej zgody… — uniosła wzrok — …znikniesz. Bez dramatów. Bez śladów.- Cisza zgęstniała. — Pieniądze. — Kolejne przesunięcie. — Każdy wpływ jest monitorowany. Hazard jest zakazany. Nie „ograniczony”. Zakazany. Jeden błąd i odcinam cię od środków szybciej, niż zdążysz się zdenerwować.- Seo odchyliła się na krześle. — Kontakty. Gang nie jest już twoją rodziną. Jest zasobem. Jeśli ich interes koliduje z moim poleceniem, wybierasz mnie. Zawsze. I nie, nie tłumaczysz się nikomu.-Jej głos pozostał równy. — Nie mówisz o tym układzie. Nikomu. Nawet w żartach. Nawet po pijaku. Zwłaszcza po pijaku.-Przerwała na moment, jakby sprawdzając, czy każde słowo zapada tam, gdzie powinno. — Każde zadanie wykonujesz dokładnie tak, jak zostało opisane. Bez inicjatywy własnej. Po wszystkim raportujesz: kto był obecny, co widziałaś, co słyszałaś, co mogło mieć znaczenie.- Spojrzała na Kade uważniej. — Przemoc? Tylko za moją zgodą. Twoje bójki przyciągają uwagę. A uwaga jest walutą, na którą cię nie stać.- Telefon zawibrował. Seo nie zerknęła. — Będziesz dyspozycyjna. Odbierzesz. Zawsze. A jeśli kiedykolwiek policja zapyta cię o cokolwiek — dowiem się o tym przed nimi.-Wstała powoli. — W zamian masz jedną rzecz. Ochronę. Czyszczę twoje błędy. Neutralizuję zagrożenia. Trzymam twoich wrogów z dala. Dopóki jesteś… użyteczna. Zebrała rzeczy, ale nie odwróciła się jeszcze do wyjścia. — Ten układ nie ma daty końcowej. Kończy się, kiedy ja uznam, że przestałaś być problemem albo przestałaś być potrzebna.- Jej spojrzenie było lodowate.
— Możesz to nazywać niewolą, jeśli pomaga ci to zrozumieć sytuację. Ja nazywam to zarządzaniem ryzykiem.
Kade Briar
Seo wróciła, zanim Kade zdążyła podjąć jakąkolwiek decyzję. Drzwi zamknęły się cicho. Ten dźwięk był gorszy niż trzask, oznaczał, że rozmowa się nie skończyła, tylko właśnie weszła w kolejną fazę. — Widzę, że jeszcze tu jesteś — stwierdziła spokojnie, jakby to był fakt statystyczny, nie akt desperacji. — Dobrze. To znaczy, że możemy przejść do konkretów.- Usiadła naprzeciwko. Telefon znów znalazł się na stole, tym razem ekranem do góry. Kilka ikon. Kilka nazw kont. Zbyt znajomych. — Od tej chwili nie improwizujesz — zaczęła. — To pierwsza i najważniejsza zasada. Każdy twój odruch „bo tak czuję” jest dla mnie zmienną losową. Ja nie pracuję ze zmiennymi.- Przesunęła palcem po ekranie. — Twoja tożsamość cyfrowa jest pod moją kontrolą. Hasła znam. Dwuskładnikowe zabezpieczenia są spięte z numerem, którego już nie używasz. Jeśli spróbujesz cokolwiek zmienić bez mojej zgody… — uniosła wzrok — …znikniesz. Bez dramatów. Bez śladów.- Cisza zgęstniała. — Pieniądze. — Kolejne przesunięcie. — Każdy wpływ jest monitorowany. Hazard jest zakazany. Nie „ograniczony”. Zakazany. Jeden błąd i odcinam cię od środków szybciej, niż zdążysz się zdenerwować.- Seo odchyliła się na krześle. — Kontakty. Gang nie jest już twoją rodziną. Jest zasobem. Jeśli ich interes koliduje z moim poleceniem, wybierasz mnie. Zawsze. I nie, nie tłumaczysz się nikomu.-Jej głos pozostał równy. — Nie mówisz o tym układzie. Nikomu. Nawet w żartach. Nawet po pijaku. Zwłaszcza po pijaku.-Przerwała na moment, jakby sprawdzając, czy każde słowo zapada tam, gdzie powinno. — Każde zadanie wykonujesz dokładnie tak, jak zostało opisane. Bez inicjatywy własnej. Po wszystkim raportujesz: kto był obecny, co widziałaś, co słyszałaś, co mogło mieć znaczenie.- Spojrzała na Kade uważniej. — Przemoc? Tylko za moją zgodą. Twoje bójki przyciągają uwagę. A uwaga jest walutą, na którą cię nie stać.- Telefon zawibrował. Seo nie zerknęła. — Będziesz dyspozycyjna. Odbierzesz. Zawsze. A jeśli kiedykolwiek policja zapyta cię o cokolwiek — dowiem się o tym przed nimi.-Wstała powoli. — W zamian masz jedną rzecz. Ochronę. Czyszczę twoje błędy. Neutralizuję zagrożenia. Trzymam twoich wrogów z dala. Dopóki jesteś… użyteczna. Zebrała rzeczy, ale nie odwróciła się jeszcze do wyjścia. — Ten układ nie ma daty końcowej. Kończy się, kiedy ja uznam, że przestałaś być problemem albo przestałaś być potrzebna.- Jej spojrzenie było lodowate.
— Możesz to nazywać niewolą, jeśli pomaga ci to zrozumieć sytuację. Ja nazywam to zarządzaniem ryzykiem.
Kade Briar