II. Przyjaciół poznaje się w biedze
: wt sty 20, 2026 4:27 pm
To miał być po prostu miły wieczór. Zaczęliśmy się nawet trochę docierać z Peach i obiecałem jej, że jeśli będę miał w planach sprowadzać sobie kogoś na noc, to dam jej znać. Więc napisałem jej SMS, że mam dzisiaj plany i lepiej żeby nocowała za domem, zaproponowałem nawet, że mogę opłacić hotel, w końcu mnie stać, a naprawdę miałem dość kłótni o takie gówna. Liczyłem na to, że kiedyś przestaniemy się sprzeczać, chyba nikt nie chciałby mieszkać z wrogiem. Camille poznałem w barze za rogiem, wypiliśmy kilka drinków i była bardzo chętna, żeby zobaczyć jak mieszkam. Chociaż obydwoje wiedzieliśmy, że wcale nie chodzi o mieszkanie, przynajmniej była na tyle bezpośrednia, żeby nie udawać jakiejś cnotki. Co więcej wydawała się jeszcze bardziej napalona niż ja, ale co się dziwić - nad kolejnym drinkiem przyznała, że ledwie tydzień temu zerwał z nią chłopak i chce się po prostu zabawić. Bingo! Gdzie jeden traci tam drugi korzysta, mnie to odpowiadało. Całujemy się jak pojebani jak tylko drzwi się za nami zamykają, praktycznie od razu chcę ją rzucić na kanapę i zabrać się do rzeczy, ale mnie powstrzymuję, zalotnie machając przedłużanymi rzęsami. Prosi, żebym dał jej chwilę, musi tylko "przypudrować nosek", a poza tym napiłaby się wina. Mam jakieś w barku, więc gdy znika za drzwiami łazienki, to otwieram butelkę i polewam nam do dedykowanych kieliszków. Klaszczę w dłonie, żeby przygasić światło, bo miałem zainstalowane takie bajery, nie wiem po chuj, chyba dla fazki, a dla jeszcze lepszego nastroju zapalam świeczki, które Peach tu porozkładała jak sobie ostatnio robiła domowe spa. Siadam na kanapie i czekam na swoją towarzyszkę, a gdy wreszcie wychodzi z łazienki to normalnie dech zapiera mi w piersiach, bo oto staje w drzwiach w samej koronkowej bieliźnie i ozdobnych pończochach. Potem zbliża się do kanapy i staje nade mną, chwyta kieliszek, zaś zawartość wypija na raz i zanim zdążę cokolwiek powiedzieć, ona już siedzi na mnie okrakiem i znowu całujemy się jak oszalali. Z początku mocno zaciska palce na moich włosach, ale z każdą kolejną sekundą jej uścisk jakby maleje, już sięgam rękami do zapięcia jej stanika i w tym momencie osuwa mi się na pierś jakaś dziwnie wiotka, kompletnie bez życia. W pierwszej chwili próbuje ją obudzić bo może wypiła o jeden kieliszek za dużo i przybiła gwoździa (zdarza się najlepszym) ale nie reaguje, więc zdejmuję ją z siebie i układam ją na kanapie. Próbuje znowu - potrząsam, opryskuję wodą, a nawet delikatnie uderzam w policzki, ale nic to nie daje. O Boże. To przecież niemożliwe. Zaczynam panikować, a trzeźwe myślenie odchodzi gdzieś daleko. Ręce mi się trzęsą, dwa palce przykładam do dziewczęcego nadgarstka i badam puls, ale nic nie czuję, przynajmniej tak mi się wydaje, ale jestem prawnikiem a nie lekarzem. Mam wrażenie, że nie oddycha. Kurwa, kurwa, kurwa. Szczypię się w ramię, bo w duchu zaczynam się modlić, żeby to był tylko zły sen. Nie był, za to leżąca na kanapie dziewczyna była wyjątkowo realna. I martwa. Chwytam za telefon, w pierwszej chwili chcę zadzwonić na numer alarmowy, ale co ja im niby powiem? Że mam zwłoki na mieszkaniu? Przecież pójdę siedzieć od razu, nikt nie uwierzy w moją niewinność, sam bym nie uwierzył. A jeśli pójdę siedzieć to mam przejebane. W więzieniu było w chuj zwyroli, których sam tam wsadziłem, mógłbym od razu popełnić samobójstwo, byłoby dużo przyjemniej. Odrzucam myśl zawiadamiania służb, a w zamian wybieram numer do jedynej osoby, która może mi teraz pomóc. Madox znał się na takich rzeczach, sam przecież był jakiś szemrany, na pewno miał doświadczenie że zwłokami. Próbuje się dodzwonić, ale nie odbiera, więc piszę mu kilka enigmatycznych smsów. Pierdolony Noriega, zawsze był po telefonem, ale akurat kiedy potrzebowałem go jak nigdy wcześniej, to łapała mnie poczta. Mam wrażenie, że czekam całe wieki, a kiedy w końcu słyszę pukanie do drzwi to spoglądam przez judasza. Uchylam wrota i wpuszczam kumpla do środka - Szybko, tylko zamknij drzwi - odwracam się plecami i podchodzę do wieży, żeby trochę podgłosić muzykę, żeby czasem żadne gumowe ucho z sąsiedztwa nie słyszało o czym rozmawiamy. Potem znowu odwracam się w stronę Madoxa i widzę, że nie przyszedł sam - Kto to kurwa jest? Mam trupa na mieszkaniu, a ty sobie przychodzisz z kolegą? - no nie wierzę w to co widzę - Jak komuś o tym powiesz, to cię zajebie - tym razem zwracam się do jego koleżko, grożąc mu przy tym jednym palcem. Jak widać na załączonym obrazku doświadczenie już miałem.
Madox A. Noriega Ricardo Martinez
Madox A. Noriega Ricardo Martinez