Strona 1 z 5

rum ain't gonna fix it

: czw sty 22, 2026 11:20 am
autor: Pilar Stewart

022.
put on a mask
everything is not fine



Emptiness pękało w szwach. Kolejna tematyczna impreza ściągnęła na progi klubu masę ludzi, którzy swój wieczór spędzali na upijaniu się drogim alkoholem, doprawianiu mocnymi prochami i pozostawianiu siódmych potów na parkiecie.
Maddie po raz kolejny tego wieczoru wracała na salę główną w towarzystwie dwóch ochroniarzy, po tym jak wyjebali awanturującego się faceta za drzwi. Typ rozwalił cztery szklanki i prawie pobił jedną z barmanek, bo odmówiła pójścia z nim do kibla. Nic nowego. Tego typu rzeczy zdarzały się porzadku dziennym w Emptiness, chociaż ostatnio coraz częściej, dlatego chwała Noriedze za to, że zwiększył ilość goryli w klubie. Szczególnie że w ostatnim czasie szefa było coraz mniej w robocie. Pierwsze wizyta w szpitalu, kiedy wszystko było na jej głowie, a potem ciągle musiał coś załatwiać na jakiś komisariatach, z pierdoloną policją. Tak samo jak tego wieczoru, kiedy nie wiedzieć dlaczego, znowu zostawił ją samą. Mówił coś o odebraniu jakiegoś samochodu od mechanika, a potem jeszcze czymś? Maddie nie miała pojęcia. Nie słuchała go za dobrze, kiedy jej to tłumaczył, ale miałą nadzieje, że w końcu zaszczyci ich swoją obecnością. Szczególnie że na podeście tuż obok DJki tańcowała jego laska.
Maddie nigdy nie przepadała za Stewart, głównie dlatego, że była z policji, ale kiedy pojawiła się w życiu Noriegi na dłużej, to już jej sympatia spadła poniżej zera. Sprowadzała kłopoty. Madox chodził przez nią rozkojarzony, zaniedbywał pracę i nagle zmienił priorytety. Dla kobiety. Kurwa żałosne.
Chciała się w to nie wtrącać, naprawdę chciała, ale kiedy Pilar nagle przeskoczyła na jeden ze stołów razem z jakąś inną blondynką, zbierając wokół siebie masę napalonych typów, Maddie już nie wytrzymała. Złapała za telefon i wybrała numer Madoxa.
Kiedy będziesz? — krzyknęła, przyciskając komórkę do ucha, podczas gdy w dłonie już złapała szklankę i zaczęła nakładać do niej kostki lodu. — Nic się nie wyjebało, po prostu pytam kiedy będziesz… — nie miała zamiaru mówić mu o tym przez telefon. Wolała, żeby sam sobie przyszedł i zdecydował, co zrobić z tematem, ale kiedy on zaczął jej pierdolić, że jeszcze czegoś nie skończył, westchnęła głośno i podniosła wzrok na stół, na którym teraz już były jeszcze dwie inne laski. — Dobra, kurwa, słuchaj. Stewart tu jest, znowu zalana w trupa i… — musiała przerwać, bo jeden z goryli machnął na nią ręką. — Już idę — krzyknęła do niego, a zaraz potem przycisnęła mocniej telefon ramieniem. — Muszę kończyć, ale uwierz mi, chcesz ją stąd zabrać.

Pilar faktycznie była w Emptiness już któryś raz w przeciągu ostatniego tygodnia. Praktycznie każdą zmianę w pracy kończyła przy barze. Na komisariacie oczywiście na moment wstrzymali wszystkie jej śledztwa i przekazali je Beckowi, żeby mogła odpocząć, a kiedy tłumaczyła im, że ostatnie co chcę, to odopoczywać i będzie chodzic do pracy czy tego chcą czy nie… dali jej papierkową robotę. Papierkową. Kurwa. Robotę. Dla niej. Dla kurwa śledczej. Ale robiła, bo co innego mogła, skoro to było zarządzenie z góry? No tylko kiedy siedziała cały dzień przy biurku, nie potrafiła tak po prostu nie myśleć o tym wszystkim co sie stało. Znowu narastały w niej te pieprzone ataki paniki, które od momentu opuszczenia szpitala wracały do niej przy każdej chwili słabości. Doprowadzało ją to do szału. I właśnie dlatego znalazła ucieczkę w alkoholu. Bo kiedy piła, nie myślała. Proste. Pierwszy stopień do alkoholizmu zaliczony.
Oczywiście wszystkie jej drogi prowadziły do Emptiness. I to wcale nie dlatego, że chciała, a bo w każdym innym miejscu bała się zamówić drinka. Nawet kilka razy spróbowała, ale finalnie wcale go nie piła i wychodziła. A czemu, to już chyba łatwo się domyślić. Dlatego padło na Emptiness. Ufała obsłudze, a świadomość, że to wszystko było Madoxa tylko dodawał jej spokoju. Co nie zmienia faktu, że nawet tutaj kiedy je dostała, zerowała wszystko na raz, by przypadkiem nie zostawić szklanki do połowy pełnej. I takim sposobem po kilku kolejkach była w tym ulubionym stanie nieważkości, gdzie nie liczyło się nic tylko muzyka i świetna zabawa.
Również tego wieczoru było już kompletnie spruta, jednak wciąż z gracją poruszała się na parkiecie. Bo muzyka też była taką rzeczą, która ściągałą z niej nieprzyjemne myśli, wyciszałą. Chociaż ta dzisiejsza była tak energiczna, że zamiast wyciszać, buzowała w jej żyłach i napędzała biodra do odpowiednich ruchów.
Nie miała pojęcia jak skończyła na tamtym stole w jednej z loż, tuż obok parkietu. Chyba ktoś ją przeniósł razem z inną blondynką, a potem nie wiedzieć kiedy zrobiło się ich cztery. Tańczyły, ocierały się o siebie, a dookoła wianuszek ludzi skandował, by pościągały ciuchy. No przecież świetna zabawa!


Madox A. Noriega

rum ain't gonna fix it

: czw sty 22, 2026 12:39 pm
autor: Madox A. Noriega
#28
Trauma doesn’t cry quietly.
Sometimes it dances on the table.


Nie miał na nic czasu.
Starał się być częściej w domu, dla Pilar, klub zszedł na jakiś dalszy plan. Ale przecież Emptiness to jego dziecko, nie mógł go zaniedbywać, zwłaszcza, że ostatnio coraz częściej pytali o niego ludzie z półświatka.
Wpierdalał się w za dużo rzeczy, w które nie powinien, robił to cały czas. Ale teraz chyba rzeczywiście wziął na siebie trochę za dużo. Starał się pomóc Bowman z jej klubem, czegoś się więcej dowiedzieć, bo przecież Daniel był ważny. Robił interesy z ważnymi ludźmi, i Noriega chciał do nich dotrzeć. Do tego jeszcze ta pojebana sprawa z Frankim Ferrarim i Peach, podejrzewał go o przemyt broni. Musiał się temu bliżej przyjrzeć. Jeszcze ta sprawa z kontenerami, która się za nim ciągnęła. Jakby tego jeszcze było mało powiązali go ze Stewart, wszyscy kurwa szeptali, że coś ich łączy, temat Dalton wracał jak bumerang, bo facet poszedł siedzieć przez Noriegę. A przecież on nie jest psem. Przecież on nie powinien bratać się z psami. Ale się zbratał.
Podburzył tym zaufanie co poniektórych, czuł to, te spojrzenia na plecach, kiedy wchodził do klubu. W Emptiness zrobiło się trochę bezpieczniej, ale dzień w dzień stawiał podwójną obstawę, ośmiu ludzi kurwa. Ośmiu.
Musiał zatrudnić więcej ochroniarzy. Ruscy za nim nie przepadali, stawiał na Latynosów, ale ci i te ich niewyparzone języki, w klubie bez przerwy ktoś go jebał za to, że powinien odpuścić sobie Stewart. Ale jak on miał sobie ją odpuścić? W życiu by sobie jej nie odpuścił, prędzej pierdoliłby ten klub, to podwójne życie, które prowadził.
Jakby tego wszystkiego jeszcze było mało, to ciągle musiał jeździć na jakieś wizyty kontrolne do szpitala, bez przerwy. Dzisiaj też był. Kiedy wyszedł zadzwonił do niego Eliot, że ma się stawić na komisariacie, chociaż to udało mu się przełożyć na jutro.
Potrzebował urlopu, zdecydowanie, i chciał na taki zabrać Pilar, bo przecież jej obiecał, tylko Maddie bez przerwy truła mu dupę.
Nawet teraz kiedy stał u mechanika i zastanawiali się co zrobić z pewnym fantem, który nie wiedział dokładnie jak, znalazł się w jego bagażniku. Maddie znowu do niego dzwoniła.
- Czekaj Fredo, muszę odebrać - odszedł dwa kroki od samochodu i nacisnął zieloną słuchawkę - czego? - warknął, bo przecież jej jasno powiedział, że będzie dzisiaj później. Maddie nie dawała za wygraną, może jak by był w humorze, to by sobie zażartował, że się za nim stęskniła, ale nie był.
- A co tam się znowu odpierdala? - zapytał przekładając jakieś klucze, nad którymi się zatrzymał. Po prostu pytam kiedy będziesz, doskonale wiedział, że ona tak po prostu by o to nie pytała. Musiał się zbierać, podszedł jeszcze do bagażnika i pomachał nad nim ręką - no i co Fredo, zrobisz coś z tym? - zapytał, ale zaraz znowu się odwrócił, żeby rzucić do słuchawki - nie mam czasu na pierdolenie Maddie, jeszcze jestem u mechanika, a później... - nie dokończył, bo padło nazwisko Pilar, a Madox jakoś mocniej zacisnął palce na telefonie - dobra, jadę... będę za dziesięć minut - rozłączył się schował telefon do kieszeni. Przejechał palcami po twarzy. Znowu.
Jakby to była jednorazowa akcja, to przecież przymknąłby na to oko, Madox nie był święty, nie stronił od alkoholu, od innych używek, ale żeby kurwa znowu zalewała się w trupa?
Gdyby to był ktokolwiek inny, miałby to gdzieś, ale to była Pilar, a mu przecież na niej zależało. Kurewsko mu na niej zależało.
- Dobra Fredo, weź to ogarnij co? Jutro przyjadę po samochód... - rzucił podchodząc z powrotem do auta, a zaraz spojrzał na mężczyznę, który już zamykał klapę bagażnika - mogę wziąć twój samochód? Muszę pilnie jechać do klubu... - chociaż Fredo najpierw spojrzał na niego krzywo, to kiedy Madox zaczął go prosić i obiecał mu, że będzie miał u niego przysługę, to rzucił mu kluczyki.
Fredo jeździł odpicowanym, czarnym Dodgem, po siedmiu minutach Madox parkował go pod klubem, bo naprawdę się pośpieszył. Wpadł do lokalu akurat w momencie, gdy Maddie po raz drugi starała się ściągnąć Pilar ze stołu, ale ona wcale jej się nie dawała, a blondynka nie chciała jej szarpać, chociaż w pewnym momencie jedna z dziewczyn, które wywijały ze Stewart na stole się wtrąciła. I z nią Maddie już nie obchodziła się delikatnie, tylko szarpnęła ją na dół ze stołu. Złapała za włosy...
Madox chyba wkroczył w odpowiednim momencie, a za nim dwóch jego goryli, aż tłum się rozstąpił, a muzyka jakby przycichła? A może to rzeczywiście ten DJ ją przyciszył, widząc co się tam odpierdala, a przede wszystkim, kto przyszedł. Najpierw klasnął trzy razy w dłonie...
- Pięknie... - zaczął, a jego spojrzenie najpierw padło na Maddie, która już trzymała w ręce blond kosmyk włosów, wyrwała go tej dziewczynie? A może były doczepiane?
- No pięknie... - ciemne tęczówki przeniósł na Pilar i to do niej wyciągnął rękę podchodząc do stolika. Wszyscy się na nich gapili, chociaż Maddie już się ogarnęła, poprawiła i rozganiała po kolei towarzystwo.
- Potańczyłaś sobie? - nie zwracał w ogóle uwagi na te dwie laski, które zostały z Pilar na stole, które już coś tam marudziły, że psuje im zabawę. A kiedy jedna z nich chciała mu powiedzieć, że ma wypierdalać, to ochroniarz Madoxa chwycił ją za nadgarstek i ściągnął ze stolika. Nie delikatnie. Oni nie mieli być delikatni, tylko skuteczni. I skutecznie dziewczyna pewnie zaraz opuści klub. Druga sama zamierzyła się do zejścia. I to chyba byłby koniec świetnej zabawy, chociaż Stewart wciąż stała na stole.

Pilar Stewart

rum ain't gonna fix it

: czw sty 22, 2026 3:33 pm
autor: Pilar Stewart
Bawiła się przednio. Albo tylko udawała?
Muzyka dudniła mocno w uszach i chociaż nie były to jej ulubione latynoskie rytmy, a bardziej elektro, wcale nie przeszkadzało jej to w tym, by kręcić się na stole. A może to świat wokół niej tak mocno się kręcił? Nie była pewna ile dokładnie wypiła, jednak zdecydowanie podchodziło to pod dużo. Sześć? Może siedem drinków.
Normalnie miała dobrą głowę do alkoholu, ale ostatnio nawet mniej jadła. Nie miała ochoty. To dopiero był red flag, którego nietrudno było zauważyć. A jeśli dołożyć do tego jeszcze cholernie ciężki myśli, które ciążyły jej na sercu dostawało się mieszankę wybuchową. Ale przynajmniej nie myślała.
Nie myślała o tym, że jutro rano znowu będzie czuła się jak gówno, nie mogąc zwlec się z łóżka. Nie myślała o tym, że zaraz znowu któryś z goryli Madoxa będzie chciał ją ściągnąć do parkietu i odstawić do domu. Chociaż po tym, jak dwa dni temu jednemu wykręciła rękę i prawie złapała dwa palce i nos, raczej żaden już nie chciał jej wchodzić w paradę.
Maddie trochę chciała, ale akurat ją Pilar miała głęboko w dupie. Nie lubiła jej nawet na trzeźwo i po rumie wcale to nie ulegało zmianie. Dobrze słyszała, kiedy powiedziała Laurze, że miała już nie wydawać jej alkoholu. Całe szczęście Stewart też umiała być przekonująca i bardzo ładnie wyjaśniła jej, że przecież zna się z szefem i jeśli dziewczyna chciała tu jeszcze popracować, powinna się słuchać. Ciężki case dla Laury, bo przecież Maddie też miała dużo do powiedzenia, ale finalnie skończyło się na tym, że podawała jej te drinki tajnie, akurat jak managerka wychodziła zza baru, zajmować się gośćmi. Wszyscy zadowoleni, prawda?
A najbardziej zadowolona w tym wszystkim to była blondynka, z którą Pilar podczas tego wieczoru zdążyła się zakumplować. Beth pracowała na co dzień jako pomoc na zachrystii w kościele. To dopiero pojebana robota. Nic dziwnego, że po godzinach szalała po klubach, kiedy przez osiem godzin musiała udawać pobożną, bo jej stary był księdzem. Jak to się stało? Pilar nie miała pojęcia, ale przecież nie będzie dopytywać. Nie kiedy muzyka leciała na całego, a zabawa dopiero się rozkręcała.
Do momentu, w którym w tłumie nie pojawił się Noriega ze swoimi gorylami.
Pilar westchnęła głośno i przewróciła oczami. Oczywiście, kurwa. Kto to przyszedł — pan maruda, niszczyciel dobrej zabawy i uśmiechów dzieci. I taki właśnie uśmiech zszedł z twarzy jednej z lasek, z którą szarpała się Maddie, wyrywając jej przy tym włosy. Albo to była peruka? Stewart nie miała pojęcia.
Spojrzała przelotnie na Madoxa, gdy mówił to całe pięknie, pięknie. Może dzisiaj nie będzie jej psuł zabawy? Nawet przez chwile pomyślała, że może pozwoli się jej tu jeszcze pobawić? Byłoby zajebiście. Ta. Tylko z jego ust padło pytanie czy sobie potańczyła i chociaż Pilar już otwierała usta, żeby mu powiedzieć, że nie, zamiast niej odezwała się Beth. Stanęła w jej obronie jak jakaś lwica. Prawdziwa bestie i to jeszcze kurwa taka z kościoła! Święta czy coś…
Tylko że Madox wcale jej nie odpowiedział, bo jakiś jego goryl już łapał ją za rękę i dosłownie z całej siły pociągnął w dół. Pilar zmarszczyła brwi. Nieładnie.
Co ty kurwa robisz?! — ryknęła na niego praktycznie od razu, gromiąc wzrokiem. — Może chcesz się poszarpać z kimś, kto faktycznie nie będzie miał problemu ci oddać? — oczywiście, że miała na myśli siebie. Tylko zamiast wskazać palcem na własną klatkę piersiową, wywinęła nim jakoś wokół głowy. Dopiero po chwili udało jej się namierzyć ramię goryla. Spróbowała go popchnąć, ale ten nawet nie drgnął. — Bo co, bo jest kurwa kobietą, to możesz sobie ją traktować w taki sposób? — normalnie chciała mu najebać. Bo co to miało być? Po dziurki w nosie miała w ostatnim czasie facetów, którzy wykorzystywali swoją siłę na kobietach. Doskonale wiedziała, jak to jest być bezbronną, poniewieraną i kiedy ktoś robił, co chciał. Aż po jej plecach przeszedł nieprzyjemny dreszcz, kiedy na krótką chwilę przypomniała sobie siebie i sposób, w jaki Dalton łapała jej nadgarstek w barze, kiedy ciągnął ją do wyjścia.
Gość chyba wcale nie miał zamiaru odpuszczać, bo tylko zacisnął mocniej palce na jej nadgarstku, a Beth syknęła z bólu.
Jebany goryl próbowała go nawet kopnąć, ale oczywiście nie trafiła. Tylko jej zwiewna, czerwona sukieneczka zafalowała w powietrzu.
No zostaw ją! — Pilar za to nie miała zamiaru odpuszczać. Kompletnie zignorowała dłoń, którą Madox wyciągał w jej kierunku i sama zeszła ze stołu. A raczej STOCZYŁA się z niego, lecąc prosto na twarz. I pewnie wylądowałaby na tej błyszczącej posadzce, gdyby nie przytrzymała się drugiego goryla Noriegi. Zaraz jednak pozbierała się niezdarnie i odwróciła do typa. — No puszczaj! — zamachnęła się, jednak nim zdążyła cokolwiek zrobić goryl w tym czasie podniósł wzrok na swojego szefa. Jakby to u niego szukał jakieś aprobaty i instrukcji, co teraz powinien z tym zrobić. Bo przecież na Pilar się nie odwinie. I ona dobrze o tym wiedziała, nawet najebana jak stodoła. Wykorzystała ten moment nieuwagi i jednym, zamaszystym ruchem nadepnęła butem na miejsce, w którym miał swój mały paluszek. To wszystko wystarczyło, żeby typ rozluźnił uścisk, a wtedy Pilar wyszarpała Beth i złapała ją pod ramię.
Piiiiilar, moja bohaterka — na twarz blondynki wymalował się szeroki uśmiech, a prawie bezwiedną ręką pogłaskała ciemne kudły Stewart. — Idziemy tańczyć? — spytała po chwili, przytulając się do koszulki Pilar. Ta natomiast pierwsze podniosła spojrzenie na Madoxa. Nie był zadowolony. Bo co? Bo zrobiła scenę? Przecież to on i jego jebane goryle robili tutaj największy teatrzyk.
Idziemy tańczyć — rzuciła niby do Beth, a jednak też do niego i nie czekając nawet na reakcje Noriegi, pociągnęła nową koleżankę w stronę parkietu, gdzie ludzie już na nowo bawili się w najlepsze do muzyki.
A on? — Beth chyba jednak nieco bardziej przejęła się morderczym spojrzeniem Madoxa, bo zaraz wskazała na niego drobną rączką.
To właściciel — rzuciłą krótko. Wcale nie jej facet i ktoś kogo kochała. Bo przecież mieli się nie znać, mieli się nie lubić? — I na pewno ma ważniejsze rzeczy do roboty, niż czepianie się gości — tak to pięknie podsumowała i już na dobre ruszyła na parkiet. Cyk. Chwilo trwaj!

Madox A. Noriega

rum ain't gonna fix it

: czw sty 22, 2026 5:50 pm
autor: Madox A. Noriega
Chłopaki mieli mieć oko na Pilar, ale żaden nie miał prawa się z nią szarpać, jedynie Maddie mogła, ale to też nie za jakimś pozwoleniem Madoxa, tylko ona po prostu robiła tutaj co chciała. A teraz zapraszała gości na parkiet i rozganiała towarzystwo, które tak ochoczo skandowało, żeby Stewart, albo święta Beth, ściągnęły bluzkę.
Może Beth by to nawet zrobiła, bo już ją podwijała coraz wyżej, ale kiedy wkroczył Noriega postanowiła popisać mu się wcale nie kościółkowym językiem i posypały się te wszystkie spierdalaj i inne. Jego ochroniarz zareagował, bo miał, bo teraz było ich tylu tylko po to, żeby ich pilnowali, jego i Pilar. Jego bo coraz większej ilości ludzi zalazł za skórę, a jej... żeby nie odwalała. Nie upijała się, ale przede wszystkim to nie zrobiła sobie krzywdy, żeby nikt jej nie zrobił. Wolał, żeby bawiła się tutaj, tutaj zawsze ktoś miał na nią oko, kiedy on nie mógł.
Grigori ściągnął Beth na ziemię, ale ona się zachwiała na tych swoich niebotycznie wysokich obcasach, więc mocniej przytrzymał ją za rękę, na co zaraz zareagowała Pilar, bo jakże by inaczej. Rusek wbił w nią spojrzenie niebieskich ślepi, ale zaraz odwrócił się do Madoxa.
- Noriega... - zaczął z tym swoim śmiesznym ruskim akcentem.
- Vyvedi yeye - wyprowadź ją, mruknął Madox, bo co? Bo on miał pozwolić, żeby jakaś koleżanka Pilar się tutaj do niego rzucała? Jakaś... Kto to kurwa w ogóle był?
Grigori mocniej zacisnął palce na nadgarstku Beth gotowy ją poprowadzić do wyjścia, ale ona już krzyczała to jebany goryl, a Stewart stoczyła się ze stolika. Madox nawet się nie ruszył, bo przytrzymał ją jego drugi ochroniarz, chociaż po części to ona przytrzymała się jego. A zaraz zaczęła się awanturować. Niebieskie spojrzenie ruska znowu padło na Noriegę.
- Ostavlyat - zostaw, i chociaż Rosjanin przez moment się zastanawiał, to musiał uszanować polecenie szefa, no bo jak inaczej? Tylko, że Pilar zaraz nadepnęła mu na ten mały palec i Grigori puścił Beth a zaraz podniósł wielką dłoń, ale Stewart już się ściskała z blondynką.
- Idi k chertu - wypierdalać, warknął Madox i Rosjanie popatrzyli po sobie, ale się zmyli. Kiedyś ukręcą mu za to kark, na pewno. Chociaż Madox uważał Grigoriego za kumpla, razem trenowali, ale ruscy zawsze mieli go za zdrajcę. Może nie ci, których zatrudniał, bo z nimi pił wódkę i walczył, ale jednak, nigdy nie wiadomo co im odwali.
Nie spodziewał się, że Pilar też dalej będzie odwalać i w pierwszej chwili posłał jej spojrzenie pełne wyrzutu, ale chyba się na nią nie złościł, bardziej się o nią martwił. Bardziej się nią przejmował i tym, że to już któryś dzień z kolei, kiedy ona postanowiła chlać na umór i świetnie się bawić.
Dla niego nie świetnie, ale nie zamierzał się tutaj z nią szarpać. Zabraniać jej. Czemu miał jej tego zabraniać? Nie robiła w zasadzie nic złego, chociaż przecież Madox wiedział doskonale czemu to robiła. Tego nie popierał zupełnie. Ale też nie umiał chyba odpowiednio reagować na takie sytuacje. Może jakby byli sami, to by jej to wyrzucił, że co ona odpierdala? Że ona się tak przecież nie zachowuje. Ale tutaj postanowił nie robić scen. Przeszedł do loży, w której one przed chwilą tańczyły na stole, momentalnie opustoszała, a przecież jeszcze przed chwilą było tutaj pełno gości, a teraz to już siedział tam sam Madox, rzucił gdzieś swoją kurtkę, a krzesło ustawił sobie tak, żeby mieć oko na parkiet, na nią. Chciała sobie potańczyć - proszę bardzo. Miała zamiar udawać, że go nie zna - okej.
On nie będzie, bo i tak wszyscy tutaj już wiedzieli. No może oprócz słodkiej, naiwnej Beth.
Zanim jeszcze zdążył wyjąć telefon i coś w nim sprawdzić, to Maddie już dostawiała sobie do niego krzesło.
- Madox nie zabierzesz jej? - zapytała poprawiając te swoje blond kudły, przerzucając je do tyłu przez ramię.
- Nie, chciała sobie potańczyć... - powiedział zerkając w kierunku parkietu.
- Potańczyć? - prychnęła Maddie - jest napierdolona i co ona tu robi, na za dużo sobie pozwala, a ty pozwalasz jej wejść sobie na głowę... - warknęła, ale Noriega nawet na nią nie spojrzał, bo patrzył się w kierunku parkietu.
- Może tutaj robić co chce - rzucił tylko, ale Maddie aż zerwała się z miejsca i te swoje blond kudły znowu odrzuciła do tyłu.
- No świetnie kurwa, świetnie, pojebało ci się we łbie - aż się do niego pochyliła nad stołem, ale Madox tylko wbił w nią ciemne spojrzenie, w jej duże, błękitne oczy.
- Maddie... - zaczął, no bo kim ona była, żeby tak z nim rozmawiać? No właściwie kimś, kto stał przy jego boku od lat, kto wiedział o nim więcej niż się wszystkim wydawało. Czasami miał wrażenie, że więcej niż on sam. Bo Maddie zawsze dobrze mu radziła.
- Przyniesiesz mi ten drugi telefon, z biura? I weź też rum - powiedział w końcu, a Maddie znowu prychnęła. Pokręciła głową będziesz tego żałował, jeszcze mruknęła pod nosem, już bardziej do siebie niż do niego, ale sobie poszła. Może mu przyniesie co chciał, a może nie, bo Maddie robiła tutaj co chciała.
Pilar też.

Pilar Stewart

rum ain't gonna fix it

: czw sty 22, 2026 6:52 pm
autor: Pilar Stewart
Za nic nie robiła, co on pierdolił. Coś po rusku? Brzmiało podobnie jak to wtedy na stacji, gdy rozmawiał z wielkim typem, którego imienia Pilar już zapomniała. Wiele rzeczy zapominała po alkoholu, ale wcale nie tego, żeby zawzięcie bronić tych, którzy sami nie potrafili tego zrobić.
Bo przecież Beth nie umiała. Była może i święta, może jej stary był księdzem, ale przecież Boża moc wcale nie pomogłaby jej w starciu z tak wielkim gorylem jak ten pracujący dla Noriegi. Mogła go co najwyżej opętać, ale to też chyba nie, bo w końcu Bóg to był ten dobry, czy jakoś tak. Dlatego Pilar się za nią wstawiła. Bo zawsze to robiła. Pijana czy nie — nienawidziła przedmiotowego traktowania kobiet i tutaj też nie miała zamiaru na to pozwolić.
Sama nawet się zdziwiła, że tak dobrze wycelowała w mały paluszek ochroniarza, bo przecież ruchy miała już średnio skoordynowane. Ale się udało. Facet syknął, a zaraz potem ona i Beth mogły spokojnie pójść na parkiet. Mogły, bo ku zdziwieniu Pilar, Madox wcale nie próbował jej z niego ściągnąć. Nawet nie drgnął, kiedy przechodziła obok niego. Kiedy zajrzała przelotnie w jego ciemne, obłędne oczy. Widziała ten wyrzut w spojrzeniu, ale jednak z jego ust nie poleciał ani jeden komentarz. Uznała to więc za zielone światło. Dostała przyzwolenie na zabawę. I zajebiście.
Miała zamiar ją wykorzystać. I to dobrze. Dlatego w następnej minucie już pozwoliła Beth wciągnąć się na sam środek parkietu. Muzyka szalała w jej uszach; dudniła energicznie, kiedy biodra Pilar poruszały się w odpowiednim rytmie, zgrywając z tymi Beth, które z każdym mini kroczkiem wykonanym przez blondynkę były coraz bliżej. Aż nie nachyliła do jej ucha.
To jakiś twój facet? — spytała, próbując przekrzyczeć muzykę. Pilar odchyliłą głowę spojrzała na nią pytająco. Kompletnie nie wiedziała, o czym mówiła świętoszka Beth. Dopiero po chwili wskazała brodą w kierunku loży. — No tamten — Madox siedział przy stole, na którym jeszcze chwile temu tańczyła, przewracając ostałe na nich puste drinki. Jego spojrzenie na krótką chwilę spotkało się z tym jej, jednak Stewart szybko odwróciła wzrok, chociaż serce mimowolnie zabiło mocniej, w akompaniamencie ciepłego prądu, który przemknął wzdłuż jej kręgosłupa.
Nie — pokręciłą energicznie głową. — To znaczy znamy się, ale nic specjalnego — wyjaśniła i chyba to kłamstwo poszło jej całkiem nieźle… a może nie? Bo Beth patrzyła na nią jakoś podejrzanie.
Serio? — zmarszczyła oczy i znowu przyjrzała się Noriedze. — Bo totalnie wygląda, jakby chciał cię zerżnąć — oznajmiła, jakby właśnie rozmawiały o pogodzie. Pilar buchnęła gromkim śmiechem. I to nawet nie fakt, że w ustach świętoszki Beth słowo zerżnąć brzmiało wyjątkowo zabawnie, a bo akurat bardzo głęboko wątpiła w to, że Madox chciał jej teraz zrobić cokolwiek, biorąc pod uwagę jego poważny, zamyślony wyraz twarzy.
Nie pierdol, Beth — podsumowała, wystawiając w górę palec i postukała nim nieco koślawie w czoło koleżanki. A nieco koślawe, bo jedno z uderzeń skończyło w jej oku zamiast na czole. Całe szczęście Beth też była najebana i miała je i tak już prawie zamknięte.
A ciebie mogę? — rzuciła w odpowiedzi, a Stewart popatrzyła na nią z jakimś dziwnym rozbawieniem. Nie brała jej słów na poważnie, bardziej potraktowała je jako świetny żart sytuacyjny, a zaraz potem złapała ją za drobną dłoń i obróciła. Beth od razu zrobiła to samo z Pilar, a kiedy ta wylądowała w jej ramionach, to przejechała czule po jej włosach. Chyba trochę zbyt czule, ale Pilar wcale sobie nic z tego nie zrobiła. Ani też z tego, że potem dłoń blondynki wylądowała na policzku Stewart.
I może nawet wylądowałaby jeszcze gdzieś indziej, bo Pilar nie miała nic przeciwko, gdyby nie trójka facetów, która nagle się okrążyła i próbowała dołączyć się w tańcu. Jeden z nich przysunął się bliżej Stewart, chcąc przytrzymać ją sobie za biodra, ale niezbyt mu się udało, bo nawet pijana Pilar była w stanie z łatwością wbić mu palce w zgięcie łokcia. I cyk, od razu puścił. Beth za to nie szło tak łatwo, bo tych pozostałych dwóch ją otoczyło ochoczo. I chociaż chyba trochę się jej to podobało i tak wyciągnęła rękę w stronę Pilar, prosząc o pomoc.
A Pilar co? No wiadomo, że za nią złapała. Tylko że wtedy jeden z nich trącił ją ramieniem, ktoś inny akurat wystawiał nogę do tyłu i tak sie sprawy potoczyły, że Stewart kompletnie straciła równowagę i poleciała na ziemię. I to jeszcze jakoś tak niefortunnie bokiem, że jakaś laska kompletnie przypadkiem przywaliła jej obcasem w brzuch. Akurat w to miejsce, w którym miała rany po igle. Nie bolało. Ale kiedy w końcu zebrała się z podłogi, na jej beżowej koszuli pojawiła się delikatna, czerwona klama. Ale kto by się tym przejmował? Na pewno nie ona. Bo ona nic sobie z tego nie robiąc, chwiejnym krokiem podeszła do baru, żeby zamówić sobie kolejnego drinka, przy okazji obijając się o jakieś barierki, które wcześniej z pewnością tam nie stały.

Madox A. Noriega

rum ain't gonna fix it

: czw sty 22, 2026 9:45 pm
autor: Madox A. Noriega
Maddie poszła na górę, może szukać tego drugiego telefonu, tego, z którego Madox załatwiał rzeczy tylko z półświatkiem, a może po ten rum? Albo w ogóle narzekać na niego do ruskich? Blondynka akurat dobrze się z nimi dogadywała, Madox nawet sądził, że ona też ma jakieś rosyjskie korzenie, ale nigdy nie chciała mu się do tego przyznać. Wódkę piła jakby była jednym z nich i skopać tyłek też potrafiła tak samo, no i te jej blond włosy i niebieskie oczy, wyglądała jak siostra Grigoriego.
Noriega oparł się o stolik, ale spojrzenie zawiesił na parkiecie, kiedy Beth się tak przysuwała do Pilar, coraz bliżej i bliżej. Nie podobała mu się ta cała blondi, wyglądała jakby przyszła tutaj w jednym celu i to wcale nie potańczyć sobie, jak na przykład Jamie. Miała za krótką spódnicę, za głęboki dekolt, Madox sto razy się na to nabierał. A dzisiaj to pewnie Pilar załatwiała jej darmowe drinki?
Tylko tutaj wcale nie chodziło o te drinki, miał je gdzieś, bardziej chodziło o Stewart, o to jak się zachowywała. Czego ona oczekiwała, co chciała osiągnąć? Żeby ją tu zostawił? Może zostawił ją z blondynką?
Kurwa.
Blondynką, która zaraz trzymała ją w ramionach i głaskała po policzku. Kłamstwem byłoby powiedzieć, że go to wcale nie ruszyło. Bo ruszyło, bo przecież wiedział, że Stewart lubiła kobiety, bo było ich dziewięć, czy tam dziesięć, a może blondi będzie dziesiąta? Oparł łokcie o kolana i przez chwilę się zastanawiał, czy ma reagować, czy dać sobie spokój? Przecież ufał Pilar.
Tylko jak kiedy ona była tak pijana, że chyba już było jej wszystko jedno. Może rzeczywiście powinien to ukrócić, może Maddie znowu miała rację? Żeby ją zabrał, nie żeby dał sobie z nią spokój. Bo tego wcale nie miał zamiaru zrobić. Poderwał się z miejsca, kiedy tych trzech facetów się do nich przysunęło, nawet posłał spojrzenie ochroniarzom, którzy też gotowi byli zareagować, ale Pilar poradziła sobie sama. Tak sobie poradziła, że zaraz leżała na ziemi, zanim Madox jeszcze się przy niej znalazł, a oczywiście, że wyrwał się w jej kierunku od razu, tylko, że chwilę zajęło mu przebicie się przez tłum. I kiedy on już prawie, prawie ją miał, to Stewart ruszyła do baru. Jeszcze po drodze trącił ramieniem, mocno, tego gościa, który chciał ją obłapiać, aż facet się zatoczył i już chciał go złapać za koszulę, ale dzisiaj goryle Noriegi byli naprawdę wyczuleni. Wyrosło przy nim dwóch rusków. Od razu, zanim jeszcze zdążył cokolwiek powiedzieć. Może to i dobrze, bo jakby się odezwał, to jest opcja, że Madox by mu się po prostu odwinął. Bo był zły.
Nie na nią, na siebie chyba. Albo na cały ten pierdolony klub, że wszyscy się tutaj bawili tak świetnie, kompletnie pozbawieni hamulców.
Stanął przy barze koło Stewart i w pierwszej chwili, w ogóle nie zauważył tej jej plamy na koszuli, bo wzrok utkwił w jej pięknych, błyszczących oczach, w których odbijały się te wszystkie światła.
- Jeszcze nie wystarczy? - zapytał spokojnie. Barmanki jakby same widząc szefa nie w humorze przesunęły się na drugi koniec baru, razem z kolejką gości. Przed nim stanęła tylko Maddie wycierając szklankę. Wbiła te niebieskie ślepia najpierw w Madoxa, a później w Pilar.
- Co jej się stało? - zapytała głową wskazując na plamę na jej koszuli. Chyba była bardziej spostrzegawcza niż Madox.
Noriega dopiero teraz spuścił wzrok na jej brzuch, przysunął się bliżej sięgając do materiału jej koszuli. I co z tego, że stali przy barze, że może gapiło się na nich kilka takich osób, które nie powinno. Już go to pierdoliło.
Ten plan z udawaniem według Madoxa nie miał już kompletnie sensu, no chyba, że teraz w ramach kontynuowania tej zabawy w nieznanie się i nielubienie, zdzieli go w twarz?
- Alguien te golpeó, Pilar? - ktoś cię uderzył Pilar?, wsunął palec pod materiał jej koszuli przesuwając nim delikatnie po gorącej skórze na jej brzuchu - qué es esto? - co to jest?, nawijał jej szybko po hiszpańsku - alguien te hizo daño? - ktoś ci zrobił krzywdę?, dopiero po chwili do niego dotarło, że to ta rana, którą miała na brzuchu, że świeże jeszcze szramy się rozbabrały. Znowu był kurwa za wolny. Znowu wcale nie powinien jej puszczać na ten parkiet. Ale kurwa, no jak on miał ją zatrzymać, jak jej miał zabronić cokolwiek? Jak ją powstrzymać?
- Chodź ze mną... - poprosił ją i znowu wyciągnął do niej rękę, tylko wtedy miedzy nich wpadła pijana Beth, oparła się o ladę plecami do Madoxa, a jej jasne oczy przesunęły się po twarzy Stewart. Od razu zatrzymały się na jej umazanej krwią bluzce.
- Jezu Pilar co to jest?! Co ci się stało?! To on ci to zrobił! - pisnęła i złapała Stewart za ramię, żeby pociągnąć ją w bok, odciągnąć od baru, stanąć za jej plecami wskazując długaśnym paznokciem, w jakimś beżowym kolorze, bo Bozia chyba takie właśnie lubiła, w Noriegę.
Madox aż zamrugał, teraz to też miał ochotę szarpnąć ją za te blond kudły, albo w ogóle wywalić ją stąd na zbity pysk. Już dawno powinna stąd wylecieć.

Pilar Stewart

rum ain't gonna fix it

: czw sty 22, 2026 11:05 pm
autor: Pilar Stewart
Nie bolała ją ta rana. Ba, nawet na początku nie zauważyła, że jej koszulka zajęła się krwią. Po prostu oparła się chwiejnie o bar i zaczęła bujać na strony, stukając paznokciami o chłodną ladę w rytm muzyki. A może z niedoczekania? Bo za barem stało kilka barmanek, a jednak żadna do niej nie podchodziła. Nawet ta jedna, Laura, która wcześniej tak ochoczo lała jej rum pod ladą z ukrycia, teraz udawała, że jej nie widzi, chociaż przecież już kilka razy spojrzała w jej kierunku.
Dopiero kiedy usłyszała głos obok, zrozumiała dlaczego. Znała ten głos na pamięć. Nawet w tłumie setki ludzi byłaby w stanie wyłapać ten ton z lekkim, hiszpańskim akcentem, pod wpływem którego na co dzień potrafiła się rozpływać. A dzisiaj ten sam głos straszył barmanki. Chuj, nawet nie głos, bo jak widać wystarczyło, że on pojawił się obok, a Laura nagle zapomniała, że miała z Pilar jakiekolwiek układy. Aż Stewart przewróciła oczami i najchętniej pokazałaby jej środkowy palec, tylko wtedy wcisnęła się tam też Maddie. A jej to najchętniej pokazałąby pięść. Tylko akurat dzisiaj miała pełną świadomość, że Maddie oddałaby jej bez problemu. Miała przewagę w postaci stanu trzeźwości.
Na Madoxa nawet nie spojrzała. Westchnęła jedynie głośno i rozejrzała się po klubie, kręcąc głową.
Nie wystarczy — mruknęła niechętnie i dopiero po chwili natrafiła na jego ciemne spojrzenie. — Przez ciebie twoje barmanki mnie unikają — stwierdziła, zgodnie z prawdą zresztą. Bo jakoś jak go nie było, to nie miały żadnego problemu, żeby jej polać, a teraz co? Pojawił się wielki szef i nagle każda chowała głowę w piasek. Jak jakieś strusie, czy inny chuj. A Pilar się to nie podobało. I miała mu to nawet zakomunikować, tylko wtedy Maddie zauważyła plamę na jej bluzce i Stewart spuściła na nią wzrok w tym samym czasie co Noriega.
Jego pytania docierały do niej w jakimś zwolnionym tempie, albo to on mówił tak szybko, że zanim jej mózg to przetrawił i wysłał sygnały do rdzenia, to robiło się jakieś zwarcie.
¿Qué? Nadie me pegoCo? Nikt mnie nie uderzył, oznajmiła spokojnie, bo serio nie wiedziała, skąd wzięła się nagle ta cała panika. Poza tym co? Wskazałaby mu palcem kogoś w tłumie i co? Poszedłby go pobić? Kazałby jednemu ze swoich goryli załatwić sprawę za niego? Już chciała go o to spytać, ale wtedy poczuła jego palce na brzuchu. Już nie były chłodne jak kilka dni temu. Odzyskały cały swój gorąc i paliły równie mocno, kiedy sunął nimi wzdłuż rany po igle. — ¿Qué estás haciendo?Co ty robisz? Spytała, wbijając w niego ciemne spojrzenie. — ¿Quieres que alguien nos vea?Chcesz, żeby ktoś nas zobaczył? Przecież mieli się nie wychylać. Mieli grać brak sympatii, a on nie dość, że pierwsze zrobił scenę przy stole, to jeszcze teraz grzebał jej pod koszulką. Tylko chociaż jej usta mówiły jedno, ciało wcale nie protestowało. Nawet automatycznie wykonała pół kroku do przodu, jakby chciała poczuć jego dłoń jeszcze mocniej. Jeszcze bliżej.
Chodź ze mna.
Zawahała się. Bo może faktycznie powinna? Może nawet chciała? Przecież chciała spędzić z nim czas. Zawsze chciała. Ale w tym samym czasie wiedziała, że jeśli pójdą na stronę, on znowu jej wytknie, że piła, znowu będzie chciał rozmawiać, a ona wcale nie chciała rozmawiać. Bo jak rozmawiała i rozmyślała, to czuła się po prostu źle. Tak samo jak unika jak ognia na komendzie Martinez, która wiecznie tylko truła jej, że powinna pójść na terapię. Po chuj? Po chuj miała iść na terapię, kiedy to wszystko było tylko wytworem jej głowy? Kiedy nic z tego nie miało miejsca.
Gdzie iść? — dopytała jednak, przyglądając mu się uważnie. Nie chciała iść do domu. Chciała zostać tutaj i bawić się do białego rana. A potem żeby najlepiej ją odcięło od razu, żeby tym razem miała spokojny sen. Żeby znowu nie obudziła się cała przepocona z walącym sercem w piersi z przerażenia. — Chciałabym… — zaczęła, nabierając w płuca więcej powietrza, tylko nawet nie dane jej było dokończyć, bo obok wyrosła nagle Beth i już zaczęła panikować i skakać dookoła, że coś jej się stało i że to wina Madoxa. Pilar odwróciła się w jej stronę i pokręciła głową.
On nic nie zrobił — wycedziła i znowu zaczęła pukać Beth w czoło. Niepoważna była? Przecież Noriega w życiu by jej nie skrzywdził. Był dosłownie jedynym mężczyzną w jej życiu za którego byłaby w stanie poręczyć, że nigdy jej nie skrzywdzi. Przynajmniej nie fizycznie.
No jak nie zrobił?! — ale Beth nie dawała za wygraną. — Przecież popatrz, ty krwawisz!!!! — kwiczała jej nad uchem i to o kilka decybeli za głośno, bo Pilar aż skrzywiła się na twarzy. Za głośno.
Mówieee ci, że to nie on… — znowu spróbowała jej to wyjaśnić, bo przecież Beth była jej nową ziomalką i nie chciałą być dla niej niemiła, ale nawet nie dane jej było dokończyć, bo blondynka już złapała ją w ramiona, tuliła mocno, a potem znowu zaczęła gładzić jej policzki.
Spokojnie, Pipi… hej popatrz na mnie — tym razem poszczyciła się jakimś przyciszonym tonem. Chyba nie chciała, żeby Noriega ją słyszał, ale przecież stał zaraz obok i Beth nie do końca to przekalkulowała. — Mi możesz powiedzieć, okej?! Obiecuję, że ci pomogę. W kościele często pracujemy z ofiarami przemocy. Zabiorę cie do siebie, co? Może spędzisz u mnie noc? Możemy iść nawet teraz — głaskała ją i dotykała, a Pilar tylko kręciłą głową.
Ale ja nie chc…
Pilar chcesz, uwierz mi, że chcesz — zaczynała być nachalna. I to tak mocno. Do tego stopnia, że Pilar położyła dłoń na jej ramieniu, żeby ją od siebie odepchnąć, tylko Beth ani myślała jej puszczać i nagle obie się zachwiały.

Madox A. Noriega

rum ain't gonna fix it

: pt sty 23, 2026 12:11 am
autor: Madox A. Noriega
Trochę się w Emptiness ostatnio pozmieniało. Chyba od tej akcji z Tonym, gdzie wszystko się tak koncertowo zjebało, że Madox zarobił kulkę, że ktoś wlazł do klubu, a Ruby okazała się jakaś podwójną agentką. Od tamtej pory Noriega szkolił personel, cały czas im powtarzał, że mają się przykładać, że on tutaj rządzi, jego polecenia to jest kurwa świętość. I tak było. Nawet barmanki zaczęły się go słuchać, chociaż akurat Laura i tak była najbardziej pyskata, ale Madox też zawsze pozwalał jej na więcej. Jak miał dobry humor.
A jak nie miał, to wszyscy go unikali, to jedynie Maddie nie bała się do niego odezwać, albo mu napyskować. Laura za to znalazła się w drugim końcu baru, bo pewnie bała się, że Stewart ją wyda, że to ona tak chętnie lała jej alkohol.
Alkohol, którego jak się okazało jej wcale nie było mało.
- Moje barmanki mają zakaz sprzedawania alkoholu pijanym i awanturującym się, mają go dla ciebie złamać Pilar? - zapytał i znowu te ciemne tęczówki utkwił w jej twarzy. Bo dla niego ewidentnie już jej wystarczyło. Chociaż przecież obsługa zawsze miała jej polewać co chciała, Stewart miała tu specjalne względy i wszyscy o tym wiedzieli. Jego specjalny gość. Może tylko Maddie miała na ten temat inne zdanie, że mu odbiło na przykład?
No i teraz też Maddie zwróciła uwagę na tą krew, którą Madox oczywiście się przejął. Bo jak miał nie?
On rzucał wszystko i jechał tutaj, bo Stewart znowu się upiła. To ona była dla niego najważniejsza.
- Déjales ver - niech widzą, mruknął tylko, bo może jakby była trzeźwa, jakby nie robiła awantur z jego gorylami, którzy w zasadzie łazili za nią dla jej bezpieczeństwa, jakby znowu nie polała się krew, to by miał to w dupie, to by udawał. Ale co w takiej sytuacji? Miał ją puścić, żeby robiła co chciała i z kimś chciała, na parkiecie, żeby znowu ktoś zrobił jej krzywdę?
Nie zamierzał.
Dlatego chciał żeby z nim poszła, może do domu? Albo chociaż do niego do biura. Gdzieś, gdzie nie będzie tyle ludzi.
- Na zaplecze, zobaczymy tylko co z twoim brzuchem - chyba za dobrze ją znał, żeby powiedzieć jednak, że do domu, bo wiedział, że się będzie buntowała. On też by to zrobił, w takim zabawowym nastroju. Chociaż prawda jest taka, że chciał ją stąd zabrać i kiedy zaczęła to chciałabym, to ciemne tęczówki odszukały jej piękne, czekoladowe oczy. Tylko, że już nie dowiedział się co by chciała, bo między nich wcisnęła się ta blondynka, a do tego zaczęła, że to jego wina. Zawsze jego wina, kiedy on dla Pilar to akurat zawsze chciał jak najlepiej.
- Voy a darle un puñetazo en la estúpida cabeza - zaraz jej pierdolnę w ten głupi łeb, mruknął tak, że Pilar mogła to słyszeć, i Maddie też, chociaż ona pewnie zrozumiała tylko niektóre słowa, jednak jej mina wskazywała, że właśnie stara się to rozszyfrować. Beth go irytowała, nie ona go już po prostu wkurwiała, uczepiła się Stewart jak jakiś rzep, a teraz jeszcze krzyczała robiąc kolejne zamieszanie. Aż ten goryl Madoxa popatrzył na niego pytająco. I chociaż Noriega chciał od razu powiedzieć, żeby ją wyjebali, to po tej wcześniejszej akcji, gdzie Pilar stanęła w jej obronie, wolał nie ryzykować. Spojrzał na Maddie, ale ona wywróciła tymi niebieskimi oczami.
Może by się nawet ruszyła, bo już zarzuciła sobie na ramię ścierkę i odstawiła szklankę, tylko wtedy Pilar z tą blondi się jakoś tak niebezpiecznie zachwiały, a że Noriega był najbliżej, zareagował szybko, wyciągnął rękę, żeby je przytrzymać, żeby przytrzymać Stewart, ale biorąc pod uwagę fakt, że stała za Beth, to blondynkę też objął ramieniem. A ona wtedy w jednej chwili puściła Pilar, odwróciła się na pięcie i dała mu w twarz. Aż syknął, bo akurat trafiła tam gdzie on miał jeszcze siniaki. Mało brakowało, żeby jej się nie odwinął. Ale nie zrobił tego.
- Nie dotykaj mnie! - krzyknęła Beth, i nawet Madox chciał jej coś powiedzieć, że nie miał wcale zamiaru i chciał przytrzymać Pilar, tylko, że wtedy odezwała się Maddie, a właściwie to najpierw rzuciła tą szmatą z ramienia prosto w twarz Beth. A już po chwili to wychodziła zza baru.
- Kijem by cię nie dotknął, myślisz, że jak założyłaś taką miniówę, to wszyscy od razu chcą cię obłapiać? To się kurwa grubo mylisz, bo jesteś szpetna... - zaczynała się nakręcać, aż Madox zrobił krok w jej kierunku i oparł jej rękę na ramieniu - dobra Maddie, daj spokój - mruknął. Tylko, że Maddie to akurat Madoxa traktowała jak jakieś swoje czwarte dziecko czasami, robiła mu wykłady, suszyła głowę, ale na pewno nie pozwoliła by go uderzyć jakiejś wywłoce. Spojrzała na niego groźnie, a później jeszcze groźniej na Beth.
- Wyprowadźcie ją stąd bo jej zaraz wszystkie kudły powyrywam! - krzyknęła i nawet się zamierzyła do tego, żeby ją chwycić za włosy, ale wtedy miedzy nie wkroczył Grigori, który przyglądał się zajściu z boku. Nawet nie dotknął Beth, ale stanął nad nią i warknął, że ma się zbierać do wyjścia. Tylko ona się wcale nie chciała zbierać, bo wyciągnęła rękę do Stewart.
- Pipi chodź ze mną, będziesz bezpieczna!

Pilar Stewart

rum ain't gonna fix it

: pt sty 23, 2026 12:52 am
autor: Pilar Stewart
Moje barmanki mają zakaz sprzedawania alkoholu pijanym i awanturującym się, mają go dla ciebie złamać Pilar?
Ale co złamać?
Przecież ona ani nie była pijana, ani się nie awanturowała.
Więc gdzie problem?
Dobra, może — ale tylko może — była nieco podpita. Wypiła kilka drineczków za dużo, ale przecież wciąż stała, tak? O własnych nogach, tak? Wciąż była w pełni sił, mogła iść tańczyć i pewnie jakby chciała, byłaby w stanie nawet złapać jakiegoś zbira. A skoro była w stanie robić te wszystkie rzeczy, to była i w stanie wciąż pić. No tylko nie mogła, bo barmanki pouciekały w siną dal. Bo zaraz oni też się zaczęli sprzeczać o jej koszulkę, a jeszcze potem jakby tego wszystkiego było mało przyszła jebana Beth.
I chociaż Pilar ją polubiła, bo przecież tańczyły sobie razem na stole, a to już przyjaźń, tak ona naprawdę chciała iść z Madoxem na zaplecze. Chciała pozwolić mu sprawdzić, co stało się z tym brzuchem. Bo przecież widziała w jego oczach, że mu zależało. Że się troszczył. Tylko kurwa co z tego, jak blondynka zaraz odciągała Pilar na bok i tłumaczyła jej, że Noriega był psycholem i agresorem. Gdyby tylko święta Beth wiedziała, że to właśnie on ją od jednego psychola całkiem niedawno uratował…
Ale nie wiedziała i się nie dowie. Bo obie chyba wiedziały, że ta ich przyjaźń to była tylko na dzisiejszy wieczór. Że jutro zapomną o swoim istnieniu, a przynajmniej Pilar miała taki plan. Nie potrzebowała, by ktokolwiek oprócz Madoxa zawitał w jej życiu na dłużej, a tym bardziej nie kobieta, która nagle zaczęła ją namawiać do odwiedzenia kościoła. Kościoła, kurwa. Pilar i kościół. Jedyny raz kiedy do takiego poszła, to było podczas ślubu Marie i Ticiano. I tyle. Wystarczyło błogosławieństw na kolejne dziesięć lat.
Nawet chciała jej to powiedzieć. Oznajmić jej bardzo wyraźnie, że nigdzie z nią nie będzie szła, bo wcale nie miała ochoty i bo wcale się jej nie podobało, jak wyzywała Noriegę od zwyroli. Tylko wtedy obie się zachwiały, a Madox złapał je w ostatniej chwili. A dokładniej to złapał Beth. Za ramiona. A potem to już wszystko koncertowo się zesrało, bo blondynka zaczęła się wydzierać i nim ktokolwiek zdążył zareagować, odwinęła się Noriedze z otwartej dłoni.
Uderzyła go.
Ta pizda autentycznie go uderzyła.
I jak Pilar była nią poirytowana za tą całą natarczywość i chęć zaciągnięcia jej do kościoła, tak teraz miała ochotę ją rozszarpać. Ściągnęła brwi do siebie i zacisnęła dłonie w piąstki. Tylko nim Stewart wykonała jakikolwiek ruch, to Maddie już skakała do Beth, wyzywając ją od jakiś tam grubych, czy brzydkich? Strasznie szybko mówiła i Pilar prawie nic nie zrozumiała oprócz tego, że jeszcze trochę i ją rozszarpie. I to był chyba jedyny moment, kiedy Stewart się z nią zgadzała. Bo ona też była gotowa r o z s z a r p a ć Beth. Na kurwa strzępy.
Pipi chodź ze mną, będziesz bezpieczna!
Podeszła w jej kierunku, ale Pilar nawet nie drgnęła. Złapała tylko wiecej powietrza w płuca i przymknęła na krótki moment oczy, jakby starała się trzymać w ryzach.
Wypierdalaj — wysyczała, w jej mniemaniu najspokojniej jak tylko potrafiła, chociaż Beth zrobiła wielkie oczy i spojrzała na nią niedowierzaniem.
Ale Pipi…
Wypierdalaj, powiedziałam — uniosła na nią spojrzenie, zaciskając palce tak mocno, że paznokcie wbiły się jej w skórę. Prawie do krwi. — Bo ja też cię kurwa zaraz rozszarpie na strzępy — i tyle by było po milutkiej, słodkiej i kochającej zabawę Pilar. Po Pilar, która stała po stronie kobiet i to za nie walczyła. Bo prawda była taka, że Madox był na samym szczycie tej całej hierarchii. I nie było nic, ale to kurwa nic, co by sprawiło, że Pilar przełożyłaby nad niego kogokolwiek. Bo oni mogli sobie tutaj udawać ile chcieli, mogli na siebie fuczeć i patrzeć na siebie z wyrzutem, ale kurwa n i k t, żadna pierdolnięta Beth, nie będzie podnosić ręki na jej mężczyznę. Nie w tym, ani żadnym jej następnym życiu.
I może gdyby Beth faktycznie się wycofała, gdyby odwróciła się na pięcie i odeszła, Pilar by odpuściła. Dała jej spokój. Może nawet zapomniała o tym, jak jej dłoń skończyła na policzku Madoxa. Może. Tylko, że blondynka dalej tam stała i do tego jeszcze zaczęła pierdolić o tym, że Pilar jeszcze miała szansę znaleźć Boga w swoim życiu, tylko musiała przestać bratać się z diabłem, wskazując na Noriegę. I wtedy się jej przelało. Ruszyła się z miejsca, wykonując zamach, gotowa faktycznie zrobić jej krzywdę, tylko wtedy przytrzymał ją Grigori.
Jebany silny był. Jedną ręką trzymał Maddie, drugą Pilar, a tuż przed nimi przerażona Beth, która nagle zaczęła się… modlić. Świetnie. I oni niby mieli nie robić scen? No to się kurwa udało. Drugi goryl pojawił się wyjątkowo szybko, jak na zawołanie i wyeskortował Beth do drzwi. Tym razem raz a dobrze, nawet pozwalając jej zabrać swój różowy płaszczyk.
Puszczaj mnie — fukneła Pilar, próbując wyszarpać się z uścisku Grigoriego. Ale on wciąż je trzymał. I może Maddie nie miała z tym żadnego problemu, ale jednak Stewart była ostatnio dość mocno… wyczulona na naruszanie jej przestrzeni osobistej, szczególnie przez mężczyzn. Dlatego momentalnie się wzdrygnęła i pomimo wysokiego upojenia poczuła, jak robi jej sie źle. Jak to nieprzyjemne, znajome uczucie wzbiera się w ciele. — Zabieraj te łapska, kurwa i nie dotykaj mnie! — krzyknęła już bardziej chaotycznie, aż głos nieco się jej załamał. I wtedy Grigori faktycznie chyba zaskoczony jej reakcją, odpuścił.
Oddychając ciężko poprawiła koszulkę i spojrzała po twarzach zgromadzonych. Bo teraz one wszystkie były skupione właśnie na niej. Zachwiała się, osadzając ciemne spojrzenie na Maddie.
I ty też możesz wypierdalać — rzuciła już chyba tak po prostu dla zasady, tak żeby coś powiedzieć i szturchnęła ją z ramienia, po czym szybkim, nerwowym krokiem skierowała się na zaplecze. Na to zaplecze, na które przecież mieli iść razem. Tylko teraz Pilar to już sama nie wiedziała, czego chciała. Aż sobie czknęła z tego całego poirytowania. I już sama nie była pewna, czy była najbardziej zła na to, że nie dostała drinka, że Beth uderzyła Noriegę, czy może jednak fakt, że znowu nie mogła znieść cudzego dotyku na swoim ciele. A może na wszystko na raz. Dlatego zamiast przysiąść w końcu na dupie, zaczęła rozglądać się za jakąś samotną butelką rumu.

Madox A. Noriega

rum ain't gonna fix it

: pt sty 23, 2026 12:14 pm
autor: Madox A. Noriega
Nie pierwszy i pewnie nie ostatni raz Madox dostał w tym klubie w twarz, i to za niewinność. Ale tak już było, że czasem się wtrącił w dobrej wierze, jak dzisiaj na przykład, a pijane kobiety rozumiały go opatrznie. Może dlatego, że on po prostu wyglądał na jakiegoś... no na niezbyt grzecznego, a dzisiaj z tą poobijaną gębą to może nawet na zwyrola?
Pewnie nawet w ogóle by nie zareagował, bo ileż siły mogła mieć taka pijana Beth, chociaż... nawet się przyłożyła, no i przede wszystkim to trafiła w jakieś szwy. Więc to poczuł. I nawet przez moment myślał o tym, że jej odda, albo chociaż trochę poszarpie, tak dla zasady, że na niego tutaj się ręki nie podnosi, tylko, że już reagowała Maddie. A Madox słyszał taką historię, że ona się pobiła w przedszkolu swojego syna z jakąś kobietą, bo ta krzywo spojrzała na jej dzieciaka, Maddie była trochę nieobliczalna, a chyba już zwłaszcza kiedy chodziło o jej dzieci, które też pewnie aniołkami nie były, bo jeden z nich był chrześniakiem Noriegi… No i podobno idealnie się złożyło, bo był do niego bardzo podobny, pod względem charakteru oczywiście, to można sobie wyobrazić jakie to było grzeczne dziecko.
Chociaż Madox stał teraz bardzo grzecznie, nawet mocniej zacisnął palce na ramieniu Maddie, żeby dała spokój.
- Maddie... - zaczął, ale wtedy też odezwała się Pilar, z tym soczystym wypierdalaj na ustach. No i na to już musiał zareagować.
- Vygnat' yeye - wywalcie ją, powtórzył jeszcze raz do rusków. Chociaż jak ta Beth nazwała go diabłem, to spojrzał na nią jakoś dziwnie. Tutaj to akurat mogła mieć trochę racji, trochę się na nim poznać. Bo Madox to przecież nie był tutaj tylko jakimś właścicielem klubu. On tutaj robił interesy z całą półświatkową śmietanką towarzyską, a przede wszystkim to im dawał na to przyzwolenie, na swoje czarne interesy. Cyrografy kurwa podpisane krwią, gdzieś tam w piwnicach. No diabeł.
Może nawet Grigori wyprowadził by Beth, tylko zamachnęła się na nią Pilar, a on wtedy chwycił ją za rękę, tak samo jak Maddie, z jednej strony trzymał jedną, z drugiej drugą. A ten jego rosyjski koleżka Beth, którą zaraz odprowadzał do wyjścia. Całą na różowo.
Rusek chyba się nie spodziewał aż takiej reakcji Stewart, w pierwszej kolejności zerknął na szefa, ale Madox wcale nie był zdziwiony. Wręcz przeciwnie on chyba czuł, że to się tak może skończyć. Chociaż akurat Grigori wkroczył przecież dla jej bezpieczeństwa.
- Ostav' eto, pozhaluysta - zostaw, proszę, rzucił Madox i rusek rzeczywiście ją puścił, chociaż poprzeklinał po rosyjsku pod nosem, coś tam, że pierdolnięta i, że Noriega też, że siebie warci. Madox nie wszystko zrozumiał, bo on ten ruski kaleczył, ale kilka słów tak.
Chyba rzeczywiście oni byli siebie warci, bo Madox zaraz zrobił krok w jej kierunku, tylko ona już krzyczała na Maddie, i chociaż on w pierwszej chwili chciał się jej zapytać, czy słyszała, to finalnie wzruszył ramionami. No jednak Maddie to zawsze stała za nim murem, nawet teraz to pokazała, że mimo tego, iż jeszcze przed chwilą się nad nim wytrząsała, to przecież nie pozwoliłaby, żeby mu się stała krzywda. No i on też by nie pozwolił, żeby jej.
Od razu chciał ruszyć za Pilar na zaplecze, ale zanim to zrobił, to złapała go za ramię Maddie. Coś tam mu gadała, żeby przyłożył lód, no i oczywiście znowu, że będzie tego żałował, ale Madox to już jej zupełnie nie słuchał. Ani nawet wcale nie przejmował się tym, że jeszcze załoga Emptiness patrzyła na niego, jakby rzeczywiście mu się coś w głowie poprzestawiało. Bo może tak było?
Bo przecież zawsze klub był na pierwszym miejscu, goście, klienci, ci najważniejsi, z którymi przesiadywał w lożach. A dzisiaj nawet nie miał zamiaru tam zajrzeć, bo on już się wyrywał na to zaplecze.
- Maddie zajmij się tym - poprosił ją tylko, ale zanim ona się na dobre rozkręciła z tym, że wszystko jest na jej głowie, to Madox się jej wyszarpnął i zniknął. A blondynka co... Narzekała, ale robiła swoje. Pilnowała interesu i pewnie nawet zajrzała do tych VIPowskich loży, żeby się trochę poprzymilać do ważniejszej klienteli, a zawsze to potrafiła.
Madox za to ruszył na zaplecze, po drodze zgarniając z baru apteczkę. Zamknął drzwi, ale zanim jeszcze do niej podszedł, to zapytał, bo musiał spróbować, chociaż spodziewał się odpowiedzi.
- Na pewno nie chcesz wracać do domu? - bo jakby chciała, to on by to wszystko przecież rzucił i wrócił z nią. Wszystko dla niej rzucał, cały czas, a te sprawy się tylko gdzieś tam w tle nawarstwiały. Ale kto by się tym przejmował?
Na pewno nie on, bo on teraz się przejmował tylko Stewart. I już zaraz stał przy niej, blisko, tak, że mogła czuć na szyi jego ciepły oddech, kiedy się do nie pochylił i zacisnął wytatuowane palce na materiale jej koszulki.
- Pokaż, ale uprzedzam, że nie jestem w tym tak dobry jak ty... - bo to zawsze ona go przecież opatrywała, a Madox chociaż jakieś tam zasady pierwszej pomocy znał, to i tak zawsze wyręczał się kimś innym, bo przecież on nie umiał delikatnie. On zawsze chciał szybko.
Ale teraz powoli podsunął materiał do góry, odsłaniając jej brzuch i te zadrapania, z których zaczęła się sączyć krew.
- To ta blondynka? - zapytał, bo przecież nie widział, że to się stało kiedy upadła, a po nawiedzonej dewotce w sumie mógł się spodziewać wszystkiego.

Pilar Stewart