Strona 1 z 1

The world will not wait outside while we are held for a moment

: czw sty 22, 2026 1:45 pm
autor: Zella Gardner
4.
Biznesowe spotkania niekoniecznie należały do jej ulubionych.
Teraz, gdy funkcjonowała jako współwłaścicielka biznesu, miała na głowie dużo więcej sztywnych obowiązków, a nie wszystkie zaliczały się do tych absolutnie przyjemnych. Utwierdził ją w tym sam pobyt w Vancouver. Otworzenie nowego lokalu wyglądało zupełnie inaczej niż gdy zaczynała swoją przygodę z przyjaciółką, nie mając praktycznie pojęcia o niczym co wiązało się z prowadzeniem własnej działalności gospodarczej. Bogatsza w doświadczenie, ale również i w więcej wątpliwości, starała się odważnie stawiać czoła nowym lub tym całkiem już dobrze znanym wyzwaniom.
Nie świadczyło to jednak wcale o tym, że z czasem wszystko stawało się łatwiejsze, a co z tym idzie, przyjemniejsze.
Zella lubiła ludzi. Funkcjonowała zdecydowanie lepiej w grupie niż w samotności, natomiast obecność tego biznesowego stresu trochę niwelowała przyjemność, którą czerpała z takich spotkań. I nie chodziło tu wcale o temat związany z zawodem, bo on nie stanowił dla niej żadnej przeszkody. Wręcz przeciwnie, bardzo chętnie rozmawiała na temat tego, czym zajmowała się samodzielnie w salonie. Jedynie sprawy dotyczące zaplecza, te bardziej "właścicielskie" były czymś, w czym nie czuła się całkowicie pewnie. Często pomagała jej obecność przyjaciółki, czyli innej współwłaścicielki, natomiast na dzisiejsze spotkanie zmuszona była wybrać się sama. Bez jej wsparcia czy opinii już czuła, jak stres powoli wkrada się do jej wnętrza wraz z momentem, w którym wsiadała do windy, która prowadziła do restauracji.
Starała się natomiast myśleć pozytywnie, a przede wszystkim spokojnie, wsłuchując się w dobrze jej znaną muzyczkę grającą w windzie. Raczej nie należała do tych osób, które potrafiły wręcz wybuchnąć od nadmiaru gorszych emocji, więc o to się nie martwiła. Jej brwi ściągały się jedynie na myśl o tym, czy dobrze wypadnie jako jednostka, na której jednak ciążyło utrzymanie dobrego imienia wspólnej pracy jej i przyjaciółki. Zerknęła na drobny, elegancki zegarek na dłoni, czując lekką panikę przez fakt, że właśnie wybijała godzina jej spotkania, a ona wciąż stała w windzie.
Ta zaś gwałtownie zatrzymała się, przez co omal nie wpadła na mężczyznę, który również znajdował się wewnątrz. Udało jej się złapać poręczy, unikając tym samym ładnej wywrotki w obcasach i eleganckim ubiorze, a to byłoby chyba dla niej podwójnie żenujące w tym wypadku. Windy lubiły robić takie numery, przez co wstępnie pomyślała, że po prostu albo ruszą dalej, albo otworzą się drzwi. Natomiast nie stało się... nic.

Harold Carnegie

The world will not wait outside while we are held for a moment

: ndz sty 25, 2026 9:52 am
autor: Harold Carnegie
Postawienie na nogi własnej kancelarii nie było najprostszym zadaniem, z jakim przyszło mu się zmierzyć. Nie znaczy to jednak, że stanowiło wyzwanie, któremu Carnegie miałby nie sprostać.
Prawdę powiedziawszy już od chwili, w której po raz pierwszy poczuł, że rzeczywiście wcielili ten plan w życie, Harold zyskał nowe pokłady energii. Kompletnie nakręciła go wizja tego, że już za pewien czas wspólnie z przyjacielem obiorą nową drogę, tym razem taką, która rzeczywiście przyniesie chlubę ich nazwiskom, zamiast przypisywać ich pracę na konto kogoś, kto przyjmował już tylko nieznaczny odsetek spraw.
Nie był tego świadomy, ale najwyraźniej naprawdę tego potrzebował, ponieważ po wręczeniu swojemu szefowi wypowiedzenia zwyczajnie o d ż y ł. Poczuł się lepiej i z zapałem podszedł do organizowania kolejnych spotkań, które miały przybliżyć go do wykreowania sporej bazy klientów już na starcie.
Nie zamierzał bowiem odejść tak po prostu. Chciał pociągnąć za sobą ludzi, którzy przez lata mogli na nim polegać.
Dziś umówił się właśnie na jedno z takich spotkań. Zamierzał powiadomić klienta, z którym przez lata współpracował o tym, że odchodził z dotychczasowej kancelarii. Miał zamiar wspomnieć również, że swoje usługi będzie mógł zaoferować mu w innym miejscu, mając nadzieję, że leciwy mężczyzna po prostu ruszy za nim, bo przecież wiedział, że przez te wszystkie lata był z niego naprawdę zadowolony.
Na szczęście nie spieszył się aż tak drastycznie, choć utknięcie w windzie nie było czymś, co uwzględniałby w swoich planach. Skłonny był nawet stwierdzić, że takie wydarzenie znacznie by mu je utrudniło, ponieważ jedną z tych rzeczy, na które zawsze można było w jego przypadku liczyć, była przede wszystkim punktualność. Tej, najwyraźniej, mogło dziś zabraknąć.
Zaklął pod nosem, kiedy szarpnęło nimi gwałtownie, ale tym, co sprawiło, że w jego wnętrzu rozlała się pierwsza fala irytacji, był fakt, że winda wcale nie ruszyła chwilę później. Odruchowo zerknął na ekran, który wskazywał numer piętra, choć wcale nie musiał tego robić, aby mieć świadomość tego, że nie znajdowali się jeszcze na samej górze. Na krótką chwilę przymknął powieki i wziął kilka głębszych wdechów, a później rozejrzał się po niewielkiej przestrzeni. Pola do popisu nie mieli dużego.
Mogłabyś? — zapytał, przy czym skinął głową w stronę panelu z przyciskami, na którym znajdował się także ten alarmowy. Ten, który zwykle w takich przypadkach nie działał, ale Harold pragnął łudzić się, że dziś będzie inaczej. Sam natomiast nie wychylił się, aby niepotrzebnie nie wkraczać w jej przestrzeń osobistą. Kobieta znajdowała się bliżej miejsca, które mogło stanowić ich jedyną drogę ratunku.

Zella Gardner

The world will not wait outside while we are held for a moment

: śr sty 28, 2026 3:14 pm
autor: Zella Gardner
Nie mogąc powstrzymać swojej ciekawskiej natury, Zella poświęciła ostatnie (w jej mniemaniu) sekundy w windzie na dyskretne i krótkie przyjrzenie się towarzyszącemu jej mężczyźnie. Była jedną z tych osób, które dla zwyczajnego sportu przypasowywały jakieś elementy do prezentacji zewnętrznej człowieka. Przystojny, zadbany. Nie mogła natomiast pozbyć się wrażenia, że ten człowiek „wyglądał” znajomo. Dawał jej też wrażenie kogoś ważnego, choć szczęśliwie nie skojarzyła go z kimś pokroju jej brata. To byłby już chyba zbyt wątpliwy przypadek, by mógł faktycznie mieć miejsce.
Tak czy siak, incydent windowy dość szybko rozwiał jej snucia w gęstą mgłę, skupiając całą jej uwagę na nagłym poczuciu zagrożenia.
Gdy winda ani drgnęła po nagłym zatrzymaniu, Gardner zalało rosnące z każdą sekundą poczucie paniki. Pewnie nic się nie stanie jak nie będzie na czas, natomiast w jej głowie to już dodawało jej co najmniej minus dziesięć do lepszego wrażenia. A, co z tym szło, robiło z niej tylko większy kłębek nerwów. Zawsze chciała by wszystko było perfekcyjnie dopięte na ostatni guzik, a gdy jej się to nie udawało przez rzeczy od niej absolutnie niezależne, nie mogła wyzbyć się tego okropnego wrażenia.
Pamiętała natomiast, że w takich sytuacjach zawsze dobrze było oczyścić głowę, nawet jeśli zajmie to zdecydowanie za dużo czasu. Skupiła się zatem na swoim oddechu, delikatnie przymykając przy tym oczy. Nawet nie zwróciła uwagi, że jej nieplanowany towarzysz zrobił dokładnie to samo, bo za bardzo skupiła się na zmniejszeniu paniki na tyle, by nie zostać uznaną za świruskę przez zupełnie obcą osobę.
Oczywiście. Przepraszam, chyba za bardzo mnie zaćmiło z wrażenia. — odpowiedziała natychmiast, uśmiechając się ze skruchą z powodu własnej ślamazarności. Nie było trudno nie zgadnąć, że chodziło mu o wezwanie pomocy przez odpowiedni przycisk stworzony właśnie w tym celu. Oderwała jedną z dłoni zaciskających się na torebce, by lekko drżącym ruchem go wcisnąć, w duchu też zastanawiając się, jak to wszystko może działać. Nie miała jeszcze (nie)przyjemności utknąć w windzie, więc nie wiedziała czego się spodziewać. Jakiegoś głosu przeprowadzającego ich przez cały proces? A może głuchej ciszy i złowieszczego wrażenia, że ten przycisk mógł równie dobrze być jakąś atrapą i zostali tu zatrzaśnięci na amen, zdani na łaskę innych potencjalnych klientów którzy zgłoszą awarię windy?
Los postawił na opcję numer dwa, gdyż nie zadziało się absolutnie nic. Zella, widocznie zmartwiona, dla pewności wcisnęła ten sam przycisk jeszcze parę razy, ale nie dało to zamierzonego efektu. Bez względu na to, jaki by on miał nie być.

Harold Carnegie

The world will not wait outside while we are held for a moment

: sob sty 31, 2026 11:33 am
autor: Harold Carnegie
Nie był ślepy, a w sytuacjach, które nie wymagały od niego całkowitego skupienia, jego spojrzenie jak gdyby samoistnie wędrowało w stronę pięknych kobiet. Harold nie należał bowiem do tego grona mężczyzn, którzy skłonni byli się zadeklarować, na pewno nie w aspekcie związków. Nie potrzebował uwiązania, ani osoby, która w jego mniemaniu byłaby dla niego wyłącznie c i ę ż a r e m. Zwłaszcza teraz, kiedy był zbyt mocno zdeterminowany, aby w końcu dopiąć swój plan na ostatni guzik.
W końcu był bliski tego, aby naprawdę zaistnieć.
Nic więc dziwnego, że w takich okolicznościach pozostawał niemal całkowicie skupiony na tym, przed jakim wyzwaniem miał stanąć, kiedy już wyjdzie z windy i znajdzie się w restauracji. Wiedział, że było go stać na to, aby dopiąć swego, ale jednocześnie miał też świadomość tego, że to wcale nie musiało być łatwe zadanie. Innymi słowy: wszystko musiało przebiec p e r f e k c y j n i e.
Tego natomiast stał się daleki, kiedy nagle sytuacja się skomplikowała. Wiedział, że wiele rzeczy może pójść nie tak, a jednocześnie nie przewidział czegoś tak prostego, jak awaria maszyny, za pomocą której miał dostać się na miejsce. To mogło poważnie mu zaszkodzić, w dużej mierze dlatego, że w takich miejscach występowały także trudności z komunikacją. Coś, czego raczej nie doświadczyłby w samochodzie, prędko będąc w stanie ściągnąć pomoc.
Miał więc nadzieję, że na to samo będą mogli liczyć tutaj. Dlatego w pierwszej kolejności pomyślał o przycisku, który musiał znajdować się na panelu, ale zanim sam ruszyłby w jego stronę, o pomoc poprosił kobietę, która znajdowała się bliżej. — W porządku — odparł, jednocześnie sięgając do własnej kieszeni po telefon, aby upewnić się, że na wypadek kolejnego problemu będą mieli możliwość poradzić sobie z nim inaczej.
Prędko okazało się, że był w błędzie.
Siarczyste przekleństwo wyrwało mu się, kiedy spostrzegł, że urządzenie nie miało zasięgu. Mimo to spróbował wybrać numer przyjaciela, ale telefon nie zadzwonił. Całą nadzieję pozostawało ulokować w tym przeklętym przycisku, na który dopiero po chwili zwrócił uwagę. Obserwacja tego, jak kobieta szamotała się z jego wciśnięciem bez jakiegokolwiek skutku sprawiła, że w jego żyłach znów zawrzało. — Nie działa? — zapytał, wcale nie potrzebując odpowiedzi.
Mimo to przysunął się bliżej, aby spróbować samodzielnie. A choć liczył na jakiś efekt, wcale nie zaskoczyło go to, że i tym razem nic się nie wydarzyło. — Telefon? — zapytał krótko i skinął głową w stronę jej torebki. Może tylko on był na tyle ogromnym pechowcem, aby nie mieć zasięgu. Naprawdę miał nadzieję, że jej operator spisze się lepiej.

Zella Gardner