Strona 1 z 2
The world will not wait outside while we are held for a moment
: czw sty 22, 2026 1:45 pm
autor: Zella Gardner
Biznesowe spotkania niekoniecznie należały do jej ulubionych.
Teraz, gdy funkcjonowała jako współwłaścicielka biznesu, miała na głowie dużo więcej sztywnych obowiązków, a nie wszystkie zaliczały się do tych absolutnie przyjemnych. Utwierdził ją w tym sam pobyt w Vancouver. Otworzenie nowego lokalu wyglądało zupełnie inaczej niż gdy zaczynała swoją przygodę z przyjaciółką, nie mając praktycznie pojęcia o niczym co wiązało się z prowadzeniem własnej działalności gospodarczej. Bogatsza w doświadczenie, ale również i w więcej wątpliwości, starała się odważnie stawiać czoła nowym lub tym całkiem już dobrze znanym wyzwaniom.
Nie świadczyło to jednak wcale o tym, że z czasem wszystko stawało się łatwiejsze, a co z tym idzie, przyjemniejsze.
Zella lubiła ludzi. Funkcjonowała zdecydowanie lepiej w grupie niż w samotności, natomiast obecność tego biznesowego stresu trochę niwelowała przyjemność, którą czerpała z takich spotkań. I nie chodziło tu wcale o temat związany z zawodem, bo on nie stanowił dla niej żadnej przeszkody. Wręcz przeciwnie, bardzo chętnie rozmawiała na temat tego, czym zajmowała się samodzielnie w salonie. Jedynie sprawy dotyczące zaplecza, te bardziej "właścicielskie" były czymś, w czym nie czuła się całkowicie pewnie. Często pomagała jej obecność przyjaciółki, czyli innej współwłaścicielki, natomiast na dzisiejsze spotkanie zmuszona była wybrać się sama. Bez jej wsparcia czy opinii już czuła, jak stres powoli wkrada się do jej wnętrza wraz z momentem, w którym wsiadała do windy, która prowadziła do restauracji.
Starała się natomiast myśleć pozytywnie, a przede wszystkim spokojnie, wsłuchując się w dobrze jej znaną muzyczkę grającą w windzie. Raczej nie należała do tych osób, które potrafiły wręcz wybuchnąć od nadmiaru gorszych emocji, więc o to się nie martwiła. Jej brwi ściągały się jedynie na myśl o tym, czy dobrze wypadnie jako jednostka, na której jednak ciążyło utrzymanie dobrego imienia wspólnej pracy jej i przyjaciółki. Zerknęła na drobny, elegancki zegarek na dłoni, czując lekką panikę przez fakt, że właśnie wybijała godzina jej spotkania, a ona wciąż stała w windzie.
Ta zaś gwałtownie zatrzymała się, przez co omal nie wpadła na mężczyznę, który również znajdował się wewnątrz. Udało jej się złapać poręczy, unikając tym samym ładnej wywrotki w obcasach i eleganckim ubiorze, a to byłoby chyba dla niej podwójnie żenujące w tym wypadku. Windy lubiły robić takie numery, przez co wstępnie pomyślała, że po prostu albo ruszą dalej, albo otworzą się drzwi. Natomiast nie stało się... nic.
Harold Carnegie
The world will not wait outside while we are held for a moment
: ndz sty 25, 2026 9:52 am
autor: Harold Carnegie
Postawienie na nogi własnej kancelarii nie było najprostszym zadaniem, z jakim przyszło mu się zmierzyć. Nie znaczy to jednak, że stanowiło wyzwanie, któremu Carnegie miałby nie sprostać.
Prawdę powiedziawszy już od chwili, w której po raz pierwszy poczuł, że rzeczywiście wcielili ten plan w życie, Harold zyskał nowe pokłady energii. Kompletnie nakręciła go wizja tego, że już za pewien czas wspólnie z przyjacielem obiorą nową drogę, tym razem taką, która rzeczywiście przyniesie chlubę ich nazwiskom, zamiast przypisywać ich pracę na konto kogoś, kto przyjmował już tylko nieznaczny odsetek spraw.
Nie był tego świadomy, ale najwyraźniej naprawdę tego potrzebował, ponieważ po wręczeniu swojemu szefowi wypowiedzenia zwyczajnie o d ż y ł. Poczuł się lepiej i z zapałem podszedł do organizowania kolejnych spotkań, które miały przybliżyć go do wykreowania sporej bazy klientów już na starcie.
Nie zamierzał bowiem odejść tak po prostu. Chciał pociągnąć za sobą ludzi, którzy przez lata mogli na nim polegać.
Dziś umówił się właśnie na jedno z takich spotkań. Zamierzał powiadomić klienta, z którym przez lata współpracował o tym, że odchodził z dotychczasowej kancelarii. Miał zamiar wspomnieć również, że swoje usługi będzie mógł zaoferować mu w innym miejscu, mając nadzieję, że leciwy mężczyzna po prostu ruszy za nim, bo przecież wiedział, że przez te wszystkie lata był z niego naprawdę zadowolony.
Na szczęście nie spieszył się aż tak drastycznie, choć utknięcie w windzie nie było czymś, co uwzględniałby w swoich planach. Skłonny był nawet stwierdzić, że takie wydarzenie znacznie by mu je utrudniło, ponieważ jedną z tych rzeczy, na które zawsze można było w jego przypadku liczyć, była przede wszystkim punktualność. Tej, najwyraźniej, mogło dziś zabraknąć.
Zaklął pod nosem, kiedy szarpnęło nimi gwałtownie, ale tym, co sprawiło, że w jego wnętrzu rozlała się pierwsza fala irytacji, był fakt, że winda wcale nie ruszyła chwilę później. Odruchowo zerknął na ekran, który wskazywał numer piętra, choć wcale nie musiał tego robić, aby mieć świadomość tego, że nie znajdowali się jeszcze na samej górze. Na krótką chwilę przymknął powieki i wziął kilka głębszych wdechów, a później rozejrzał się po niewielkiej przestrzeni. Pola do popisu nie mieli dużego.
— Mogłabyś? — zapytał, przy czym skinął głową w stronę panelu z przyciskami, na którym znajdował się także ten alarmowy. Ten, który zwykle w takich przypadkach nie działał, ale Harold pragnął łudzić się, że dziś będzie inaczej. Sam natomiast nie wychylił się, aby niepotrzebnie nie wkraczać w jej przestrzeń osobistą. Kobieta znajdowała się bliżej miejsca, które mogło stanowić ich jedyną drogę ratunku.
Zella Gardner
The world will not wait outside while we are held for a moment
: śr sty 28, 2026 3:14 pm
autor: Zella Gardner
Nie mogąc powstrzymać swojej ciekawskiej natury, Zella poświęciła ostatnie (w jej mniemaniu) sekundy w windzie na dyskretne i krótkie przyjrzenie się towarzyszącemu jej mężczyźnie. Była jedną z tych osób, które dla zwyczajnego sportu przypasowywały jakieś elementy do prezentacji zewnętrznej człowieka. Przystojny, zadbany. Nie mogła natomiast pozbyć się wrażenia, że ten człowiek „wyglądał” znajomo. Dawał jej też wrażenie kogoś ważnego, choć szczęśliwie nie skojarzyła go z kimś pokroju jej brata. To byłby już chyba zbyt wątpliwy przypadek, by mógł faktycznie mieć miejsce.
Tak czy siak, incydent windowy dość szybko rozwiał jej snucia w gęstą mgłę, skupiając całą jej uwagę na nagłym poczuciu zagrożenia.
Gdy winda ani drgnęła po nagłym zatrzymaniu, Gardner zalało rosnące z każdą sekundą poczucie paniki. Pewnie nic się nie stanie jak nie będzie na czas, natomiast w jej głowie to już dodawało jej co najmniej minus dziesięć do lepszego wrażenia. A, co z tym szło, robiło z niej tylko większy kłębek nerwów. Zawsze chciała by wszystko było perfekcyjnie dopięte na ostatni guzik, a gdy jej się to nie udawało przez rzeczy od niej absolutnie niezależne, nie mogła wyzbyć się tego okropnego wrażenia.
Pamiętała natomiast, że w takich sytuacjach zawsze dobrze było oczyścić głowę, nawet jeśli zajmie to zdecydowanie za dużo czasu. Skupiła się zatem na swoim oddechu, delikatnie przymykając przy tym oczy. Nawet nie zwróciła uwagi, że jej nieplanowany towarzysz zrobił dokładnie to samo, bo za bardzo skupiła się na zmniejszeniu paniki na tyle, by nie zostać uznaną za świruskę przez zupełnie obcą osobę.
— Oczywiście. Przepraszam, chyba za bardzo mnie zaćmiło z wrażenia. — odpowiedziała natychmiast, uśmiechając się ze skruchą z powodu własnej ślamazarności. Nie było trudno nie zgadnąć, że chodziło mu o wezwanie pomocy przez odpowiedni przycisk stworzony właśnie w tym celu. Oderwała jedną z dłoni zaciskających się na torebce, by lekko drżącym ruchem go wcisnąć, w duchu też zastanawiając się, jak to wszystko może działać. Nie miała jeszcze (nie)przyjemności utknąć w windzie, więc nie wiedziała czego się spodziewać. Jakiegoś głosu przeprowadzającego ich przez cały proces? A może głuchej ciszy i złowieszczego wrażenia, że ten przycisk mógł równie dobrze być jakąś atrapą i zostali tu zatrzaśnięci na amen, zdani na łaskę innych potencjalnych klientów którzy zgłoszą awarię windy?
Los postawił na opcję numer dwa, gdyż nie zadziało się absolutnie nic. Zella, widocznie zmartwiona, dla pewności wcisnęła ten sam przycisk jeszcze parę razy, ale nie dało to zamierzonego efektu. Bez względu na to, jaki by on miał nie być.
Harold Carnegie
The world will not wait outside while we are held for a moment
: sob sty 31, 2026 11:33 am
autor: Harold Carnegie
Nie był ślepy, a w sytuacjach, które nie wymagały od niego całkowitego skupienia, jego spojrzenie jak gdyby samoistnie wędrowało w stronę pięknych kobiet. Harold nie należał bowiem do tego grona mężczyzn, którzy skłonni byli się zadeklarować, na pewno nie w aspekcie związków. Nie potrzebował uwiązania, ani osoby, która w jego mniemaniu byłaby dla niego wyłącznie c i ę ż a r e m. Zwłaszcza teraz, kiedy był zbyt mocno zdeterminowany, aby w końcu dopiąć swój plan na ostatni guzik.
W końcu był bliski tego, aby naprawdę zaistnieć.
Nic więc dziwnego, że w takich okolicznościach pozostawał niemal całkowicie skupiony na tym, przed jakim wyzwaniem miał stanąć, kiedy już wyjdzie z windy i znajdzie się w restauracji. Wiedział, że było go stać na to, aby dopiąć swego, ale jednocześnie miał też świadomość tego, że to wcale nie musiało być łatwe zadanie. Innymi słowy: wszystko musiało przebiec p e r f e k c y j n i e.
Tego natomiast stał się daleki, kiedy nagle sytuacja się skomplikowała. Wiedział, że wiele rzeczy może pójść nie tak, a jednocześnie nie przewidział czegoś tak prostego, jak awaria maszyny, za pomocą której miał dostać się na miejsce. To mogło poważnie mu zaszkodzić, w dużej mierze dlatego, że w takich miejscach występowały także trudności z komunikacją. Coś, czego raczej nie doświadczyłby w samochodzie, prędko będąc w stanie ściągnąć pomoc.
Miał więc nadzieję, że na to samo będą mogli liczyć tutaj. Dlatego w pierwszej kolejności pomyślał o przycisku, który musiał znajdować się na panelu, ale zanim sam ruszyłby w jego stronę, o pomoc poprosił kobietę, która znajdowała się bliżej. — W porządku — odparł, jednocześnie sięgając do własnej kieszeni po telefon, aby upewnić się, że na wypadek kolejnego problemu będą mieli możliwość poradzić sobie z nim inaczej.
Prędko okazało się, że był w błędzie.
Siarczyste przekleństwo wyrwało mu się, kiedy spostrzegł, że urządzenie nie miało zasięgu. Mimo to spróbował wybrać numer przyjaciela, ale telefon nie zadzwonił. Całą nadzieję pozostawało ulokować w tym przeklętym przycisku, na który dopiero po chwili zwrócił uwagę. Obserwacja tego, jak kobieta szamotała się z jego wciśnięciem bez jakiegokolwiek skutku sprawiła, że w jego żyłach znów zawrzało. — Nie działa? — zapytał, wcale nie potrzebując odpowiedzi.
Mimo to przysunął się bliżej, aby spróbować samodzielnie. A choć liczył na jakiś efekt, wcale nie zaskoczyło go to, że i tym razem nic się nie wydarzyło. — Telefon? — zapytał krótko i skinął głową w stronę jej torebki. Może tylko on był na tyle ogromnym pechowcem, aby nie mieć zasięgu. Naprawdę miał nadzieję, że jej operator spisze się lepiej.
Zella Gardner
The world will not wait outside while we are held for a moment
: wt lut 03, 2026 7:08 pm
autor: Zella Gardner
Problemy tak prostej natury zawsze były najłatwiejsze do pominięcia. Dodatkowo, awarie w windach nie zdarzały się aż tak często. Gdyby każdy myślał o tym, że jak wsiądzie to może się wydarzyć awaria akurat w tym właśnie momencie, albo że jak się wejdzie na pasy to pewnie przejedzie samochód i nawet się nie zatrzyma…Ludzie umieraliby wtedy chyba w okolicy czterdziestki. Jak nie wcześniej. Nikt nie był też jasnowidzem, by to wszystko przewidzieć, choć zdecydowanie ułatwiłoby to komfort życia. Chociaż zależy też komu.
Zella trochę cieszyła się w duchu, że nie trafiła z towarzystwem na awanturnika, który już by wyzwał jej drobną ślamazarność, całkowicie naturalną w nagłej, dość stresującej sytuacji. Dała sobie chwilę na kolejny oddech, mówiąc sobie w duchu, że wciśnięcie przycisku nie było takie trudne i na pewno uda jej się wezwać pomoc. Tylko, że albo miała wyjątkowego pecha i ten nie działał, albo był jednym z tych „milczących” alarmów, które nie informowały osób znajdujących się w środku, choć to one najbardziej potrzebowały tego sygnału, że pomoc jest w drodze. Ten zaś ani nie pikał, ani się nie świecił – nic.
Mogła wciskać i wciskać ten przycisk bez końca, ale i tak nic to nie dawało. Aż zrobiła krok do tyłu, wzdychając tak ciężko, jakby siłowała się właśnie z czymś dużo cięższym niż przycisk na panelu. Kątem oka dostrzegła, jak facet przeklina i chowa swój telefon. Czyżby nie było zasięgu? Świetnie.
— Niestety, nic. Ewentualnie to nie dzwoni nigdzie, tylko wysyła jakiś sygnał. Ale kto wie czy to w ogóle gdzieś poszło. — odparła, nie kryjąc swojej własnej frustracji sytuacją.
Bez słowa odsunęła się, widząc że mężczyzna chce spróbować samodzielnie wcisnąć przycisk. Może ona zwyczajnie była za słaba i te wszystkie sugestie dotyczące odwiedzenia siłowni wreszcie nabierały sensu? Była już nawet gotowa się poświęcić, gdyby przycisk faktycznie zadziałał, natomiast tak się nie stało. Siłownia wciąż była lepszym scenariuszem niż utknięcie w windzie i spóźnienie się na ważne mieszkanie, ale najwidoczniej szczęście jej dzisiaj nie dopisywało. Tak samo, jak i panu, który jej tam towarzyszył.
— Już sprawdzam. — wymamrotała lekko drżącym głosem, czując jak zdenerwowanie w niej rośnie. Modliła się w duchu, by może jej sieć była jakimś cudem na tyle zasięgowa, że uda jej się wykonać chociaż telefon do osoby, z którą miała się spotkać. Mogła poprosić, by przekazać obsłudze informację o awarii windy, a wtedy czas postoju pewnie znacząco by się zmniejszył.
Wydostała z torebki telefon, odblokowując go o dziwo w miarę sprawnie ze swoimi trzęsącymi się dłońmi. Pierwsze spojrzenie na pasek z zasięgiem i… Jedna kreska. To jednak jej nie zatrzymało przed wybraniem numeru do umówionej osoby i przystawieniu sobie smartfona do ucha. Zmarszczyła czoło, nie słysząc nic, choć zanim się odezwała, usłyszała coś jakby słaby sygnał.
— Niby coś łapie, ale nie wiem czy się dodzwonię. Będę próbować cały czas. — zwróciła się w kierunku mężczyzny, chcąc go tym samym trochę uspokoić, że być może mieli jakąś szansę na powodzenie. Niewielką, ale zawsze coś. Przynajmniej to usiłowała sobie wmówić.
Harold Carnegie
The world will not wait outside while we are held for a moment
: pn lut 09, 2026 8:18 pm
autor: Harold Carnegie
To bynajmniej nie była jej wina. Nie mógł jej tym obarczyć, choć zwykle nie należał do grona tych osób, które szczególnie hamowały się, kiedy doskwierało im zdenerwowanie. Harold bywał bowiem impulsywny, bardzo łatwo dawał się wyprowadzić z równowagi, a sytuacja, w której się znalazł, nie była dla niego ani trochę korzystna.
Groziło mu bowiem, że spóźni się na bardzo ważne spotkanie. Takie, którego nie tyle nie chciał, co zwyczajnie nie mógł zawalić. Miał więc tę cichą nadzieję, że zawiodła wyłącznie winda, a nie cała aparatura, która rzeczywiście mogła nie wysyłać im żadnego sygnału co do tego, że informacja o ich kłopocie dotarła do właściwego miejsca.
A choć uwierzenie w to było wyjątkowo wygodne, niekoniecznie go przekonywało. Nie dostrzegał w tym bowiem ani odrobiny s e n s u.
Przymknął delikatnie powieki, a choć nie był fanem jakiegokolwiek rodzaju medytacji, tym razem nawet odliczył w myślach do dziesięciu. Pomimo tego, z jak trudnymi pracował niekiedy ludźmi, zwykle musiał umieć trzymać nerwy na wodzy, co nie zawsze udawało mu się w sytuacjach życia prywatnego. Teraz nie chciał pozwolić, żeby wymknęło mu się to spod kontroli.
— Pewnie działa tak, jak cała reszta — skomentował, kiedy sam zweryfikował to, że przycisk bynajmniej nie miał zadziałać. Mógł wmawiać sobie, że przyniesie to lepszy skutek, jeśli spróbują raz jeszcze za moment, ale i to wydawało mu się wielce nieprawdopodobne. Nie posiadał też innej możliwości, aby z kimś się teraz skontaktować.
Nawet telefon odmawiał posłuszeństwa.
Prawdę powiedziawszy, kiedy pytał ją o zasięg w telefonie, nie wiązał z tym zbyt dużych nadziei. Miał to nieodparte wrażenie, że znaleźli się w jednej z tych sytuacji, z których nie było dobrego wyjścia. Mało tego, miał wrażenie, że w ich przypadku nie było ż a d n e g o.
A jednak jej odpowiedź go zaskoczyła. Uniósł ku górze jedną brew, ale nie powiedział nic. Po prostu przyglądał się temu, jak próbowała wykonać telefon. Jak mu się wydawało, bezskutecznie. — Nie ma tam jakiegoś numeru? — odezwał się po chwili i skinął głową w stronę niewielkiego panelu, na którym znajdował się niedziałający przycisk. Dzwonienie do przypadkowych osób teoretycznie mogło przynieść skutek, ale mogło też zdać się na nic, jeśli ktoś po drugiej stronie nie podniesie słuchawki, a przecież wydawało się, że osoba, na którą zdecydowała się kobieta, szczególnie się do tego nie spieszyła.
Większego pecha mieć nie mogli.
Zella Gardner
The world will not wait outside while we are held for a moment
: sob lut 14, 2026 3:33 pm
autor: Zella Gardner
Sytuacje bywały różne, a na to jeszcze składały się przecież jeszcze kolejne czynniki. Zella może i była spokojna i na impulsywność decydowała się raczej rzadko, to tak w tej windzie logiczne, że mogła zareagować nieco inaczej niż zwykle. Jej pokłady cierpliwości powinny być naprawdę spore dzięki dość specyficznemu dzieciństwu, natomiast nagłe, nieprzewidziane sytuacje były jej piętą Achillesową. Mogła jedynie dziękować, że ktoś był z nią w tej windzie, nawet mimo faktu, że nie powinna nikomu życzyć w ten sposób. Obecność mężczyzny jednak sprawiała, że w jej głowie działały ostatnie trybiki odpowiedzialne za bardziej pożyteczne podejście. Dużo ciężej byłoby im to przetrwać, gdyby zaczęła panikować jeszcze bardziej, nie patrząc na to co facet mógłby o niej pomyśleć.
— Świetnie. — mimo to musiała to skwitować w ten sposób. Westchnęła ciężko i tym samym nie kryła już swojego frustrowania, narastającego wraz z każdą minutą spędzoną w windzie.
Niestety, telefon Zelli dał im jedynie złudne wrażenie, że być może uda im się dodzwonić gdziekolwiek. Jej pierwszą myślą była osoba, z którą miała się spotkać, bo stres zdecydowanie uniemożliwiał jej normalne, spokojnie przemyślenie sytuacji. I tak była zaskakująco spokojna jak na siebie, pewnie ze względu na fakt, że towarzyszyła jej zupełnie obca osoba. Gdyby mężczyzny tutaj nie było, zaczęłaby rozmowę sama ze sobą by jakoś nie zwariować. Nawet, jeśli takie coś już byłoby znakiem, że powoli zaczynała świrować przez coś nieprzewidzianego.
Dość szybko mina jej zrzedła, gdy sygnał nagle się urwał, a połączenie zerwało. Spróbowała zadzwonić jeszcze raz, ale tym razem bez skutku. Nawet zaczęła chodzić po windzie, szukając zasięgu, choć była świadoma że najpewniej nie miało to najmniejszego sensu.
— Nie mam pojęcia, ale i tak chyba nic z tego. Spróbuję jeszcze wysłać sms’a. — pomyślała nagle, drżącymi dłońmi stukając w dotykowy ekran i otwierając wiadomości. Nawet jeśli zajmie im to dłużej, wolała napisać wiadomość do kogoś, kto odczyta ją od razu. Mógł być tutaj numer, na który jeszcze nie zwróciła uwagi, ale równie dobrze mógł być to telefon stacjonarny, gdzie z smsami na pewno się nie dobije. Westchnęła, klikając wyślij, czekając na znaczek potwierdzający wysłanie wiadomości, natomiast ten długo się nie wczytywał.
Harold Carnegie
The world will not wait outside while we are held for a moment
: wt lut 17, 2026 6:58 pm
autor: Harold Carnegie
Do szczęścia naprawdę brakowało mu wyłącznie tego, aby okazało się, że są w stanie skontaktować się ze światem zewnętrznym.
Wiedział, że sam miał to skrajnie utrudnione, ponieważ zasięg w jego telefonie był zerowy. Nie mógł dodzwonić się ani do osoby, z którą miał umówione spotkanie, ani do swojego wspólnika, który ewentualnie mógłby uprzedzić klienta o przesunięciu, albo po prostu poprosić go o to, by dziś na Harolda nie czekał.
Bo tak, z jakiegoś powodu to właśnie wokół tego oscylowały teraz jego myśli.
Był skupiony na pracy, ponieważ od długiego czasu to ona zajmowała w jego życiu pierwsze miejsce. Była dla niego n a j w a ż n i e j s z a, a teraz, kiedy miał realną szansę na osiągnięcie sukcesu, nie chciał przypadkiem zawieść. Miał jednak to nieodparte wrażenie, że dziś wszystko się skomplikuje. Na pewno tak będzie, jeśli prędko nie wymyślą jakiegoś rozwiązania.
— Po co tu te cholerne guziki, skoro to i tak nie działa? — wymamrotał pod nosem, a kiedy spróbował odszukać telefon kontaktowy, niczego nie znalazł. Zresztą, gdyby nawet, co tak właściwie by im to dało? Telefony odmawiały posłuszeństwa, zatem pozostawało im liczyć wyłącznie na to, że ktoś z obsługi lokalu w końcu zorientuje się, że winda nie działała. To jednak nie musiało oznaczać, iż od razu domyślą się, że ktoś znajdował się w środku.
Myśląc o tym Harold zdecydował się spróbować jeszcze jednej rzeczy. Ruszył w stronę metalowych drzwi i wsunął palce w zagłębienie na ich środku na tyle, na ile było to możliwe. Filmu przedstawiały ich otwarcie jako coś niebywale łatwego, albo przynajmniej coś, co powinno być łatwe dla mężczyzny o jego budowie, jednak niezależnie od tego, jak wiele włożyłby w to siły, drzwi nie chciały drgnąć. Odezwała się natomiast koszula na jego plecach, której materiał wyraźnie zaskrzypiał. Jeszcze trochę i najpewniej by się rozerwała.
— Nie zostaje nam chyba nic innego, jak łudzić się, że w końcu ktoś nas znajdzie — oznajmił chwilę po tym, jak cofnął się od drzwi zrezygnowany. Wtedy też zdecydował się plecami oprzeć się o tylną ścianę windy. — Mam nadzieję, że nie jesteś głodna — zerknął kątem oka na kobietę.
Wszystko wskazywało na to, że spędzą tu trochę czasu, co pod żadnym względem nie miało okazać się komfortowe.
Zella Gardner
The world will not wait outside while we are held for a moment
: czw lut 19, 2026 12:04 am
autor: Zella Gardner
Śmieszny przypadek, bo najwidoczniej w windzie zatrzasnęła się nie jedna osoba żyjąca pracą, ale aż dwie. Zella też śpieszyła się na ważne spotkanie, a też skończyła na wręcz panicznych myślach o tym, jak głupia awaria, niczym domino, mogła popsuć jej całą serię skrupulatnie zaplanowanych planów. I od tego dopiero się zaczęło, bo po profesjonalnym obiedzie miała jeszcze dwie klientki na paznokcie w salonie. Cholernie nienawidziła ich przekładać, nawet jeśli łapała ją zupełnie niezależna rzecz jak choroba czy inne nagłe wypadki. A to? To był dla niej zwykły pech. Całe misterne plany szlag trafił, a najlepsze że ona nawet nie mogła nic zrobić, bo wszelki kontakt ze światem zewnętrznym zdawał się być całkiem odcięty lub na tyle odległy, że próby jakiegokolwiek kontaktu nie miały najmniejszego sensu. Jej dobrobyt? Wszystko jedno. Gorzej na psychikę wjeżdżało jej to, że nie mogła przeprosić klientek. Ma się swoje priorytety, jak widać.
— Dobre pytanie. Może te wszystkie poza piętrami są tylko atrapami. Te zamykające drzwi też praktycznie nigdy nie działają. — w środku panowała tak głucha cisza, że Zella słyszała nawet bicie swojego własnego serca, więc słowa mężczyzny raczej nie uszłyby jej uwadze. A skoro też niewiele mogła zrobić, równie dobrze mogła skupić się na rozmowie. Chociażby po to, by nie dojść do stanu kompletnego szaleństwa od natłoku nerwów.
Westchnęła ciężko, ostrożnie przechodząc w kąt windy, który znajdował się naprzeciwko niej. Nawet nóg nie szło porządnie rozprostować, a ona była na dokładkę w obcasach. Doskonale. Chociaż może tyle, że ten stukot mógł być słyszalny dla kogoś z zewnątrz. O ile ktoś spędzał swój wolny czas na nadsłuchiwaniu, czy winda jest już blisko piętra. Tak czy siak, ktoś w końcu musiał tą windę wezwać, przekonać się że nie działa i zgłosić awarię obsłudze. To była jedyna deska ratunku, wątpliwa, ale wciąż możliwa. To była ekskluzywna restauracja, więc raczej dbali o takie szczegóły.
Przyglądała się w milczeniu, jak mężczyzna podchodzi do zamkniętych na amen drzwi, próbując je otworzyć siłą. Nawet uniosła brwi, czując rosnącą ciekawość i może odrobinkę bardziej tlącą się nadzieję. Niestety, jej podświadomość chyba była realistą, gdyż dość szybko jej zapał opadł, a wkrótce po tym mężczyzna porzucił swoje próby, nie zdziaławszy za wiele. No cóż. Przynajmniej spróbował. I przynajmniej miała na co popatrzeć. To znaczy… Nic, nieważne.
— Ktoś na pewno ogarnie. Musi się w końcu trafić ta osoba, która zgłasza przecież każde zażalenie. Niedziałająca winda też jest jednym z nich. — starała się chyba przekonać ich oboje, ale jej głos nie brzmiał dostatecznie pewnie w tym zdaniu. — Zawsze możemy spróbować krzyczeć. — dodała jeszcze, wzruszając niepewnie ramionami. Na wzmiankę o jedzeniu uniosła jednak brew, spoglądając na swojego rozmówcę, natomiast dość szybko dotarło do niej to, że przecież tutaj była restauracja i o to mu najpewniej chodziło. — Nie, nie. Głód to akurat najmniejsze z moich utrapień w tej sytuacji… Mam natomiast nadzieję, że tobie również nie doskwiera głód. — zrekompensowała się tą samą myślą, próbując odciągnąć myśli od swojego zdenerwowania odnośnie wciąż rosnącego spóźnienia z jej udziałem.
Harold Carnegie
The world will not wait outside while we are held for a moment
: śr lut 25, 2026 8:42 pm
autor: Harold Carnegie
Każda osoba, która na głowie miała własny biznes, bez wątpienia dostrzegłaby to wizerunkowe faux pas, które nie było zależne od nich. Z tego też powodu znacznie bardziej frustrujące, ponieważ nie było osoby, którą można było za taki stan rzeczy obwinić. Gdyby Harold skopał zaplanowane spotkanie własnym działaniem, mógłby przynajmniej uderzyć się w pierś i czegoś się ze swoich błędów nauczyć, czego nie sposób powiedzieć o sytuacji, w której z niejasnych przyczyn utknęli.
Jedyną zaś lekcją, jaka stąd płynęła, była ta skierowana do właścicieli przybytku - zdecydowanie powinni lepiej zadbać o to, aby ich potencjalni goście posiadali możliwość zaalarmowania ich o zepsutej windzie, kiedy sami akurat znajdowali się w środku.
Brak takiej możliwości okazał się wyjątkowo kłopotliwy. Nie chodziło już nawet o fakt, że mogli utknąć w windzie na bliżej nieokreślony czas, ale właśnie o brak kontaktu ze światem zewnętrznym, który był kluczowy dla podtrzymania stosunków biznesowych. Harold nie chciał nawet myśleć o tym, co czeka go, kiedy w końcu wydostanie się z tej windy. Mężczyzna, z którym się umówił, miał przecież bardzo napięty grafik, a po tym, jak raz zostanie wystawiony, może wcale nie być tak skory do tego, aby umówić się z nim po raz kolejny.
Sama myśl o tym sprawiła, że miał ochotę zakląć, jednak ostatecznie ugryzł się w język. Wypuścił jednak głośniej powietrze, chyba w nadziei na to, że pomoże mu to ukoić własne nerwy, jednak ostatecznie było to na nic. Jedna z jego nóg cały czas podrygowała nerwowo, a sam Harold nie był w stanie wyrzucić z własnej podświadomości myśli o tym, że na górze czekała na niego osoba, do której mógł wcale nie dotrzeć.
Takich sytuacji nie lubił najbardziej. Nie znosił, kiedy tracił kontrolę.
— Sam bym z tego skorzystał, gdybym tu nie utknął — stwierdził z przekorą, wcale nie kryjąc niezadowolenia z takiego obrotu spraw. Starał się jednak, aby nerwy nadmiernie go nie pochłonęły, bo przecież to nie była jej wina. Prawdę powiedziawszy pretensji nie mógł kierować nawet do obsługi hotelu, chociaż… może to ktoś z nich nie dopełnił obowiązków, a ewentualny przegląd w hotelu nie został wykonany tak, jak należało. Kiedy tylko o tym pomyślał, obiecał sobie, że nieco lepiej się temu przyjrzy, o ile zbyt prędko nie straci zainteresowania.
Uniósł jedną brew ku górze i spojrzał na kobietę dość niepewnie. T e o r e t y c z n i e nie była to najgorsza opcja, jednak po samym wyrazie twarzy dało się zauważyć, że Harold nieszczególnie był do niej przekonany. Głównie dlatego, że nie lubił tracić twarzy, a miał wrażenie, że to tego by wówczas doszło. — Nie, wyłącznie frustracja — skomentował, po czym wzruszył nieznacznie ramionami.
Nie była to jedna z tych sytuacji, w których z łatwością byłby w stanie się odnaleźć.
Zella Gardner