Ten, w którym Jason i Jamie "próbują do siebie wrócić"
: czw sty 22, 2026 8:04 pm
Walentynki! Najtrudniejszy dzień w roku każdego cukiernika, szczególnie takiego, który ma talent do wykonywania ładnych słodyczy. Chyba nawet cięższy niż święta Bożego Narodzenia, albo Dziękczynienia. Po prostu ilość klientów, którzy wpadali po coś specjalnego na ostatnią chwilę była porażająca. Bo jakże to, wrócić do domu po pracy bez prezentu walentynkowego? Albo w ogóle żadnego nie mieć, bo w tym roku walentynki przypadają na sobotę?! Zawsze trafi się ktoś taki, kto na ostatnią chwilę będzie ogarniał takie tematy.
Nie, żeby trzeba było je jakoś specyficznie ogarniać. Jamie zawsze trochę naśmiewała się z ludzi, którzy traktowali walentynki w jakiś inny i niecodzienny sposób. Co nie przeszkadzało jej czerpać zysków z zamówień i tych gapowiczów, którzy musieli mieć coś wyjątkowego, chociaż nie pomyśleli o tym wcześniej.
Niemniej miłość według Park była czymś, co daje się na co dzień, nie przy specjalnej okazji. Kwiaty powinno dawać się tak po prostu, a nie na przeprosiny. A czternasty luty, to tylko kolejna kartka w kalendarzu, której nie trzeba wybitnie świętować, jeśli świętuje się miłość każdego innego dnia. Inszą sprawą było to, że patrzyła w ten sposób na walentynki z perspektywy bycia singielką po kilku rozstaniach i nieudanych związkach, za które obwiniała głównie siebie. A tak miło byłoby usłyszeć od kogoś...
- Będziesz dzisiaj moją walentynką? - Jamie spojrzała zaskoczona na chłopca, który ledwie sięgał głową ponad ladę.
Usmarkany, trzymał w ręku cukierka, do którego przytwierdzone było papierowe serduszko. Widok był tak rozczulający, że Jamie nie była w stanie opanować uśmiechu. Mama chłopca ledwie powstrzymywała się od śmiechu.
- Oczywiście Benji! - odpowiedziała, odbierając od niego słodycz.
Chłopiec i jego mama byli stałymi klientami, których dobrze znała. Mały miał swoje crush na panią od pączków, co raczej nie wróżyło dobrze jego karierze sportowej, ale było urocze.
- A tutaj masz ode mnie! - wyciągnęła z jednego ze stojaków ciastko w kształcie lizaka i podała je chłopcu, po czym zamieniwszy kilka słów z mamą skasowała ją za pączki w kształcie serc.
Wszyscy uwijali się jak w ukropie, bo też kolejka była naprawdę spora, a część ludzi nerwowo zerkało na zegarek.
Jason Choi
Nie, żeby trzeba było je jakoś specyficznie ogarniać. Jamie zawsze trochę naśmiewała się z ludzi, którzy traktowali walentynki w jakiś inny i niecodzienny sposób. Co nie przeszkadzało jej czerpać zysków z zamówień i tych gapowiczów, którzy musieli mieć coś wyjątkowego, chociaż nie pomyśleli o tym wcześniej.
Niemniej miłość według Park była czymś, co daje się na co dzień, nie przy specjalnej okazji. Kwiaty powinno dawać się tak po prostu, a nie na przeprosiny. A czternasty luty, to tylko kolejna kartka w kalendarzu, której nie trzeba wybitnie świętować, jeśli świętuje się miłość każdego innego dnia. Inszą sprawą było to, że patrzyła w ten sposób na walentynki z perspektywy bycia singielką po kilku rozstaniach i nieudanych związkach, za które obwiniała głównie siebie. A tak miło byłoby usłyszeć od kogoś...
- Będziesz dzisiaj moją walentynką? - Jamie spojrzała zaskoczona na chłopca, który ledwie sięgał głową ponad ladę.
Usmarkany, trzymał w ręku cukierka, do którego przytwierdzone było papierowe serduszko. Widok był tak rozczulający, że Jamie nie była w stanie opanować uśmiechu. Mama chłopca ledwie powstrzymywała się od śmiechu.
- Oczywiście Benji! - odpowiedziała, odbierając od niego słodycz.
Chłopiec i jego mama byli stałymi klientami, których dobrze znała. Mały miał swoje crush na panią od pączków, co raczej nie wróżyło dobrze jego karierze sportowej, ale było urocze.
- A tutaj masz ode mnie! - wyciągnęła z jednego ze stojaków ciastko w kształcie lizaka i podała je chłopcu, po czym zamieniwszy kilka słów z mamą skasowała ją za pączki w kształcie serc.
Wszyscy uwijali się jak w ukropie, bo też kolejka była naprawdę spora, a część ludzi nerwowo zerkało na zegarek.
Jason Choi