Strona 1 z 1

prozac and coffee black

: sob sty 24, 2026 5:21 pm
autor: Demian Crowe
prozac and coffee black — it’s breakfast time again.
You and me, recovery, when will this shit kick in?
N i c.
Ani drzemka, ani rozkręcenie starego, wyłączającego się radia, a potem skręcenie z powrotem po wymianie przegrzewającego się rezystora — nic nie pomogło. Nieważne, czy wchodził pod gorącą, czy lodowatą wodę, czy stał, czy leżał, bo ręce i tak mu się trzęsły. Głowa i tak pulsowała tępym bólem.
Trudno powiedzieć, czy bardziej spodziewał się, czy bardziej wyczekiwał dreszczy. Oblewanie się gorącym potem w jednej minucie, poprzedzone drżeniem z zimna, od zawsze widział jako “dobre wytłumaczenie”. Uciekał przed bólem, tak? Bólem każdego, najmniejszego nawet mięśnia, mdłościami i bezsilnością.
Cokolwiek więc robił — cokolwiek p r ó b o w a ł robić — coś bezustannie się w nim wyrywało.
“Jedną”.
“Nie więcej, nie mniej. Małą dawkę, coś, co pozwoli ci wysiedzieć z Ramoną, debilu”.
“Jedna tylko uspokoi”.
“Kontrolowana dawka”.
Reagował odruchowo.
Potrącił parę opakowań i pomniejszych buteleczek, ale wreszcie poczuł znajomy kształt. Dostrzegając mały, plastikowy pojemnik, toczący się z pustym dźwiękiem wzdłuż drewnianej półki, rozejrzał się dookoła. W którymś momencie odruchowo wszedł do łazienki. Odruchowo wyciągnął też tabletkę, jedną, zaskakującą lekką. Tak samo odruchowo wsunął sobie lek pod język, dopiero potem popijając pastylkę wodą, aby pozbyć się gorzkiego posmaku.

***


Chwilę rozglądał się dookoła, pozwalając, aby drzwi zamknęły się z cichym trzaskiem. Usłyszał to dopiero po paru sekundach; pierwsze, co przyciągnęło jego uwagę, to łagodna piosenka sącząca się ze słabych głośników. Uśmiechnął się pod nosem, swoim charakterystycznym półuśmiechem, trochę kpiącym, trochę nieprzyjemnym. Krzywym.
Lustrował niedużą salę wzrokiem, zanim wreszcie zdecydował, gdzie usiąść.
"Słabe przetworniki. Dudniący bas, szum w wysokich tonach i zlany środek", wyliczał, idąc z lekko pochyloną głową. Widocznie ktoś tutaj działał według metody: "im głośniej, tym lepiej", nawiasem mówiąc zazwyczaj zawodzącą po całości. A wystarczyłoby tylko coś porobić. Wymienić całe zawieszenie — czasami pianka czyni cuda, bo poprawia bas i zmniejsza zniekształcenia.
Byłoby trochę lepiej. Nie idealnie. Lepiej.
Pokręcił głową, ale mimo to wybrał miejsce niedaleko jednego z dwóch wiszących u sufitu głośników. Wystarczająco daleko, aby móc odetchnąć od złego nagłośnienia, ale wystarczająco blisko, aby zagłuszyć niepotrzebne myśli oraz ewentualną rozmowę z Ramoną. Siadając, odruchowo oparł się bokiem o wyłożoną drewnianymi panelami ścianę, skąd doskonale widział całe pomieszczenie. Rozpoznawał wytartą gdzieniegdzie ladę, a także znajomą kelnerkę, uśmiechającą się bez zadawania zbędnych pytań.
Wreszcie świat się zatrzymał.
Skończyło się wirowanie i skończyło się drżenie.
Przez parę minut od niechcenia bawił się komórką, czasami tylko podnosząc wzrok. Bezmyślnie wpatrywał się w ekran. Próbował czytać, ale męczył się po dwóch pierwszych zdaniach, próbował nadążyć wreszcie za wiadomościami z ubiegłego tygodnia, ale czuł jedynie wzrastający niepokój. Prawdę mówiąc, niezależnie od tego, co próbował robić, ciągle wracał myślami do spotkania z Sorchą.
Pamiętał znajomą twarz, zaczerwienione z zimna policzki, wymowne spojrzenie, aż...
Dostrzegając Ramonę, skinął głową, po czym lekko się uśmiechnął. Początkowo zbierał myśli, zanim jednak cokolwiek wyartykułował, znajoma kelnerka podchodziła już z szerokim uśmiechem oraz poplamionym notesem.
Czarną herbatę — odezwał się odruchowo, szybko, ledwie przesuwając wzrokiem po leżącym na stole menu. Już prawie odłożył kawałek zalaminowanego, ale lepkiego papieru, kiedy dostrzegł pytające spojrzenie. Dopiero wtedy uświadomił sobie, jak kiepsko to zamówienie wygląda, szczególnie u faceta. Powinien wziąć coś jeszcze.
Do tego jajecznicę z bekonem. — Odłożył menu, po czym zerknął na Ramonę. — Co dla ciebie?

Ramona Crowe

prozac and coffee black

: wt sty 27, 2026 11:01 am
autor: Ramona Crowe
Po wyjściu z domu Demiana chwilę jeszcze czarnowłosa czuła nabuzowanie... jakieś napięcie nie dawało jej spokoju. Spotkanie z Demianem spowodowało jakiś ciężar, szczególnie w klatce piersiowej, więc pewnie jej się zdarzyło w jednym czy drugim miejscu docisnąć gazu i jechać szybciej niż powinna. Natrętne myśli wracały, niepokój wracał, wizje związane z przeszłością wracały, co też zachwiało zdawałoby się w miarę stabilnym obrazem przyszłości (na ile pewny może być brak pomysłu i jakiejkolwiek wizji). Głośna muzyka i trzymanie się rzeczywistości, skupianie na niej, pomagało. Niestety też bycie w tym samej powodowało, że z większą łatwością odpływała myślami do tego co się działo, ale na ten moment nie potrafiła tego nazwać, w jakikolwiek sposób skonkretyzować. Brak zrozumienia nie ułatwiał, a wręcz przeciwnie. Myśli wirowały, ale nie było w nich żadnej kotwicy, a ta jest bardzo ważna (tak mówiła mądrze wyglądajaca i zapewne lepiej radząca sobie pani na terapii w okrągłych okularach). W pewnym momencie zatrzymała się na tym, że być może przesadza, że po prostu przypominają jej się rzeczy, które robiła i w związku z tym sytuacja jestvdla niej trudna emocjonalnie. Myśląc logicznie, nie mówi to tak naprawdę nic o jej bracie. Uznała to na ten moment za bardzo mądre. Coś, co ktoś z zewnątrz mógłby powiedzieć jako radę.

W studio było zdecydowanie łatwiej nie skupiać się nad tym co wydarzyło się przed południem, ponieważ mogła sobie odreagować w sposób - jak to się mówi - konstruktywny. Wprawdzie, ten dzień pracy nie był najcięższy, ale Ramona jednak potrafiła skupić się na zadaniu jakie przed sobą miała, mogła się też sama zaangażować w ćwiczenia, w ćwiczenia połączone z tańcem i sam taniec, aby z tego egoistycznie skorzystać. I przyniosło efekt taki, że przez resztę dnia nie nosiła się z wątpliwościami co się zadziało pomiędzy nią a Demianem. Bo przecież jej myśli i emocje nie mówią tak naprawdę nic o jej bracie.

Kolejną rzeczą, która pomogła zrzucić z siebie ciężar tej sytuacji, który sama na siebie brała to prysznic. Gorąca woda zawsze relaksuje, więc kiedy miała trudniejszy okres, chętnie korzystała. Fakt, że wolałaby kąpiel, albo spędzić dzień w spa, no ale nie można mieć wszystkiego. Prysznic musiał wystarczyć, i na szczęście, na ten moment spełnił swoją rolę.

Dopiero jadąc do miejsca, w którym umówili się na spotkanie, zaczęła się znów zastanawiać... I pewnie nie pomógł fakt, że przyjechała pierwsza. Nie lubiła czekać, ale musiała, a w tym czasie który ciągnął się i dłużył wydawałoby się w nieskończoność, znów wróciły do niej te myśli.

Szczerze mówiąc nie sądziła że to spotkanie będzie takie trudne. Ale - znów z drugiej strony - jak inaczej miałoby przebiec? Sam fakt że widzieli się dawno, będąc ledwie nastolatkami sprawiał różnicę. Z jednej strony czuła, że go potrzebuje, tak fizycznie jak i psychicznie. Ta chwila bliskości dała jej naprawdę dużo energii. Ale z drugiej... było w tym coś niepokojącego, dokładnie tak jak mu powiedziała. To że tak wyglądał, pachniał i pierwsze co zrobił, to wziął piwo. A poza tym, jajecznica na kolację?

Trochę się uspokajała, trochę racjonalizowała. Przede wszystkim była jednak bardzo zagubiona. Nie miała pomysłu co dalej, a oprzeć po prostu nie miała się na kim. Nie to, że by chciała.

- Już zamówiłam - powiedziała. - Poutine i gazowaną wodę Voss. - Dodała, ot, dla wyjaśnienia, informacji. Posłała kelnerce uśmiech, bo na pewno już to wiedziała.

- Jak tam? - Zwróciła się już tylko do brata.

Sięgnęła po wysoką szklankę, w której bąbelki osadzające się na ściance, co rusz odklejały się od niej, płynęły do góry i... znikaly. Złapała się na tym, że im się przygląda, więc trzymając ją spojrzała w górę.

Demian Crowe

prozac and coffee black

: śr sty 28, 2026 4:12 pm
autor: Demian Crowe
Skinął jedynie głową. Odwrócił wzrok, jakby wolał przyglądać się znajomej z widzenia kelnerce, zamiast własnej siostrze. Uśmiechała się lekko, a on przelotnie odnotował, jak przygryza skuwkę długopisu, w rzeczywistości patrząc jednak gdzieś dalej. Obserwował otoczenie, trochę znudzony, trochę wyzuty z emocji.
O b o j ę t n y.
Widział ladę, parę pochylonych osób, jedzących coś, co rzeczywiście wyglądało jak jedzenie. Obserwował otoczenie. Liczył zebranych dookoła ludzi, upewniał się, czy wyjścia wciąż są w tym samym miejscu co ostatnio. Trochę tak jakby szukał drogi ucieczki. Zagrożeń. Podniesionego głosu. Gwałtownych ruchów. Jakichkolwiek oznak zdenerwowania.
Dopiero patrząc, jak kelnerka odchodzi, odwrócił się w stronę Ramony.
Wzruszył ramionami, lekceważąco, krótko. Gest, nieważne, jak automatyczny oraz bezmyślny, tak naprawdę charakteryzował się pewnego rodzaju obojętnością. Chłodem. Z kolei w odruchowości, a właściwie w szybkości reakcji, dało się dostrzec to, czego w relacjach rodzinnych być nie powinno.
O b o j ę t n o ś ć.
Ciekawe, co to właściwie za obojętność: czy dotycząca usłyszanego, wymuszonego pytania, czy dotycząca siedzącej naprzeciwko siostry. Demian milczał chwilę, drapiąc długą brodę palcami, aż wreszcie poczuł coś jakby mocne uderzenie w brzuch. Myśl — niechciana, obca, wroga — ukształtowała się, zanim zdążył jakkolwiek zareagować.
Mimowolnie zastanawiał się, czy to, co czuli względem siebie, wciąż było rodzinną relacją, czy jedynie głupim przyzwyczajeniem, tęsknotą za tym, co było kiedyś? Jakkolwiek niedorzecznie to brzmi, biorąc pod uwagę to, co przeszli w domu. Właściwie: to, co przeszedł Demian, wchodząc pomiędzy Ramonę a ojca, a czasem wyprzedzając sytuację — wychodząc przed ojca, zanim zataczając się, w ogóle zdecydował, czy tym razem uderzyć żonę, syna adopcyjnego, czy może pognębić młodszą córkę. Po prostu patrząc, jak nieudolnie zamyka drzwi, swoje otwierał jeszcze szerzej. Dawał powód do kłótni. Do złości — ale do złości na siebie, nie na innych.
Bezwiednie zacisnął pięść, trzymaną dotychczas na kolanie.
Powoli rozluźnił palce, próbując zepchnąć gdzieś w nieświadomość myśl o tym, czy obecnie łączyło ich coś więcej niż wspomnienia? Teraz? Po piętnastu latach? Bez kontaktu i spotkań? Oboje stali się zupełnie innymi ludźmi — ani ona nie znała jego, ani on nie znał jej. Przecież tego, co niegdyś ich łączyło, w większości już dawno nie było, bo zostało zastąpione czymś innym. Innymi doświadczeniami. Innymi przyzwyczajeniami. Innymi strategiami przetrwania.
Wzruszył wreszcie ramionami, niedbale, krótko.
Tak jak parę godzin temu — odezwał się powoli, trochę jakby zwlekając z reakcją. Reagował wolniej niż zazwyczaj. Bardziej kontrolowanie. Uśmiechnął się jednak tym swoim półuśmiechem, trudno stwierdzić, czy bardziej krzywym, czy nieszczerym, po czym dodał po chwili zawahania: — Jakoś idzie. Stabilnie, przynajmniej na tyle… — urwał, ściągając mimowolnie brwi. Odruchowo podniósł wzrok, odnajdując wzrokiem trzeszczący głośnik, jakby próbował dostrzec, co tam się działo. Stąd. Siedząc daleko, próbując dostrzec drżenie prawdopodobnie plastikowej, słabej obudowy. Chętnie by go rozkręcił, aby przekonać się, czy wymiana części podzespołów pomoże.
Przyczyn zakłóceń mogło być wiele.
Niespiesznie wrócił spojrzeniem do Ramony.
Nieważne — odezwał się wreszcie lekkim tonem. Metaforycznie machnął ręką, przynajmniej na razie. Przemknęło mu przez myśl pytanie, czy rzeczywiście rozproszył się, gubiąc tym samym wątek, czy próbował znaleźć pretekst, aby nie powiedzieć za dużo. Bardzo niewygodna myśl.
Gdzie pracujesz?

Ramona Crowe

prozac and coffee black

: czw sty 29, 2026 11:26 pm
autor: Ramona Crowe
Ramona, gdy spojrzała ponownie na brata i dostrzegła jego wędrujący wzrok, sama za nim podążyła, trochę dzięki temu go sprawdzając. Natrafiła jednak tylko na uśmiechniętą kelnerkę i sama skupiła się na czymś dalej, czymś co było poza nią. Nie było tam jednak nic, co przyciągnęłoby jej uwagę na trochę dłużej. Dookoła byli ludzie, różni ludzie, i z równie różnym zainteresowaniem uczestniczyli w rozmowach albo niekoniecznie w ogóle udawali, że są na siebie w jakikolwiek sposób uważni.

A samo miejsce? Nie różniło się wiele od innych podobnych. Może to tylko ocena czarnowłosej, ale nie wyróżniało się niczym szczególnym. No i tak egoistycznie, nie było w nim nic, co mogłoby ją oderwać i zatrzymać. Ale to nie było też tak, że się jakos starała. Bardzo mało, albo nawet wcale nie obchodziło jej to, co działo się dookoła. Więc nie przyglądała się niczemu dłużej niż przelotnie zerknęła na siedzącą nieopodal grupę zbyt atencyjnych młodych dorosłych, jakąś parę i dwie dziewczyny ekscytuajce się czymś czego nie dosłyszała. Ale nie, nie interesowała się jakoś bardzo.

Więc ponownie skupiła swoją uwagę na siedzącym przed nią artyście (bez przekąsu, naprawdę). Cóż... Chyba mogła się spodziewać takiej właśnie reakcji. Albo był debilem, który naprawdę myślał, że pytała o to jak mu mija życie w ciągu ostatnich pięciu godzin. Ugryzła się w język - i naprawdę bardzo dużo kosztowało ją to energii i samozaparcia - i tego pozwoliła sobie nie komentować w żaden sposób. Nowość. Ale sytuacja faktycznie była nowa. Na razie jednak nie dopuszczała do siebie myśli, że mogą nie móc wrócic... nie, wrócić nie, na pewno nie. Ale że nie mogli czegoś jednak zbudować? Dlaczego nie?

Jego zachowanie ją bardzo mocno odpychało. Przy tym czuła jakieś napięcie. I nagle cały dzień dbania o siebie na tyle, na ile się dało, zniknął. Ale też za chwilę pojawiła się kolejna reakcja. I pomyślała sobie, że nie zasluguje na to traktowanie, na to zbywanie i ucinanie odpowiedzi. Jeśli nie chciał rozmawiać, mógł tego nie proponować. Równie dobrze mógł nawet powiedzieć, żeby szukała jakiegoś innego miejsca, że jej nie pomoże, żejej nie chce widzieć. Nikt mu przecież nic nie kazał. A jednak obydwoje tu byli.

Więc pochyliła sie nieco nad stolikien, trochę świadomie prowokując żeby na nią spojrzał.

- Wiesz że to nie jest tak, że tylko ty byłes skrzywdzony? - Palneła więc, a raczej to warknęła, cedząc każde słowo.

- Dwa lata chodziłam na terapię - rzuciła, opadając na krzesło. Tak jakby to załatwiało sprawę i tłumaczyło dużo więcej.

Na chwilę zacisnęła mocniej, zbyt mocno, usta. Zbyt mocno było nadal zbyt delikatnie, za mało to poczuła. Przygryzła więc dolną wargę. Zatrzymał ją dopiero silniejszy ból, piekący, i metaliczny posmak na języku.

- Chcialam wyciągnąć rękę i naprawić tę relację, a ty... - dodała już trochę ciszej, ale urwała, bo w sumie co miałaby powiedzieć. Chyba jednak się trochę zreflektowała. Jednak miała jakieś ludzkie odruchy. Nie na tyle żeby mu odpuścić i nie wracać do sytuacji i pozwolić nie gadać kiedy poinformował ją ze nie chce tego robić.

Demian Crowe

prozac and coffee black

: pt sty 30, 2026 2:13 pm
autor: Demian Crowe
Początkowo milczał, przyglądając się jakiemuś punktowi za Ramoną, co wyglądało jak “zwyczajne” spojrzenie. Przynajmniej z boku, ot, posłane rozmówcy, ale jednak… bez emocji. Bez złości i bez radości; bez zmęczenia, ale i bez ekscytacji.
Było puste.
Rzeczywiście tak się czuł. P u s t o. Jakby wszystko, co słyszał, dotyczyło kogoś innego. Jakby to, co widział, przydarzało się komuś innemu. Jakby jego ciało było czyjeś inne. Sięgał, co prawda, po wysoką szklankę z wodą, pił, niemniej jednak robił to mechanicznie — bo powinien. Tak samo jak, oprócz herbaty, powinien domówić coś do jedzenia. Pił, ale robił to machinalnie, wewnętrznie czując przymus, obowiązek udawania, jakby wszystko było “w porządku”. Z tym że, nieważne, co mówił, już dawno temu przestało być “w porządku”. Jedyne, co teraz mogłoby mu pomóc, to coś mocniejszego. Mimo to robił to, co, jak uważał, powinien, to, co robiłby każdy normalny człowiek w podobnych sytuacjach.
M i l c z a ł.
O wiele za długo.
Po części to prawdopodobnie wina tabletki, lekkiej, leciuteńkiej, wziętej jedynie po to, aby wyrównać reakcję, a także opanować drżące dłonie, po części — jego. Tracił czas, ważąc w myślach to, czy wypada pogratulować, słysząc wzmiankę o dwuletniej terapii, tak, jakby to było najważniejsze. Powinszować? Współczuć? Cholera, no. Prawdę mówiąc, niekoniecznie wiedział, czego chce tym wyznaniem. Przecież on też, powiedzmy, chodził na terapię. Ba! Niejeden raz. Więcej.
Dostrzegł najbezpieczniejszy temat, bowiem cała reszta, którą usłyszał, trafiała wprost w niego, szczególnie fragment o byciu “skrzywdzonym”. Długo uciekał przed tą łatką. Tym razem cudem powstrzymał się więc przed przewróceniem oczami, znaczy, z trudnością powstrzymywałby się, gdyby nie tabletka. Na szczęście skutecznie tłumiła niepożądane uczucia.
Jednak gdzieś głęboko, co odczuł bolesnym, nieprzyjemnym skurczem w żołądku, doskonale wiedział, jak prawdziwe było to stwierdzenie w odniesieniu do niej — przecież była tylko dzieckiem. Co rozumiała? Cholera, co on sam wtedy rozumiał? Ale wiedzieć a usłyszeć wprost to, jak się okazało, dwie różne rzeczy. Zakuło. Zabolało. Mocno. Szczególnie biorąc pod uwagę, że zawsze robił wszystko, co mógł, aby widziała i słyszała jak najmniej. Robił wtedy najlepiej, jak umiał.
Źle.
Ale najlepiej, jak potrafił.
Oparł się łokciami o brzeg stołu.
Chciałaś wyciągnąć rękę? Naprawić relację? — Dopiero teraz Demian uniósł wzrok, powoli, niespiesznie, jakby wciąż jeszcze liczył słoje widoczne na drewnie. — Ramona — mówił dalej niezbyt przyjemnym, bo trochę obojętnym, płaskim oraz pozbawionym emocji tonem — nie rozmawialiśmy przez kilkanaście lat. Nie masz zielonego pojęcia, co się działo, odkąd wyjechałaś.
Czuł, jak boleśnie napinał mięśnie karku, jak mocno zaciskał szczękę.
Uważnie obserwował Ramonę, dłużej oraz bardziej intensywnie, niż robił to dotychczas. Odciął się od otoczenia — c a ł k i e m. Przynajmniej na chwilę. Zamiast więc podziękować kelnerce skinieniem głowy, jedynie kątem rejestrując, jak stawia pękaty kubek z gorącą herbatą, wciąż przyglądał się siostrze.
Więc skończ z bilansem strat, jakbyś była tutaj od zawsze, jakbyś nigdy nie wyjechała. Jak chcesz rozmawiać, możemy porozmawiać. Ale nie tak.

Ramona Crowe