Strona 1 z 4

it's all washin' over me, i'm angry again

: sob sty 24, 2026 5:40 pm
autor: teddy darling
027.
Ostatni tydzień był kompletnym nieporozumieniem. Teddy odczuwała brak czasu z każdą minutą, której i tak nigdy nie było wystarczająco. W swoim własnym mieszkaniu czuła się jak gość — jadła w biegu, pranie rzucała gdzie popadnie, a na blacie piętrzyły się brudne naczynia. Dobrze, że nigdy nie zdecydowała się na adopcję psa, bo byłaby najgorszą właścicielką na świecie!
Tydzień rozpoczął się od remanentu w remizie. Sprzęt został sprawdzony i skrupulatnie przeliczony, a wozy strażackie dopieszczone do ostatniej śrubki. Wszystko po to, żeby następne akcje nikogo nie zaskoczyły i żeby nikt nie narzekał, że czegoś brakuje.
Nie zdążyła zmrużyć oka, a z pryczy zerwał ją alarm o wykolejonym tramwaju w centrum miasta. Ledwie wrócili z akcji, a przyszła pora na pożary. Najpierw wybuch gazu w kamienicy przy Milady Road, potem podpalenie magazynu z chemikaliami na obrzeżach miasta. Między akcjami pojawiły się wypadki drogowe — samochody spadające w rowy, rowerzyści potrąceni na przejściach, a Teddy musiała być wszędzie naraz, choć to było niemożliwe! A gdy już zaczynała wierzyć, że po powrocie do domu zazna choć chwili spokoju, telefon rozdzwaniał się na nowo, bo ogień w zastraszającym tempie obejmował coraz większy obszar parku Morningside
W końcu, kiedy po raz pierwszy od pięciu dni zamknęła drzwi za sobą i opadła na kanapę, poczuła, że jej ciało odmawia posłuszeństwa. Jedyne, co powstrzymywało ją przed zwinięciem się w kłębek i pójściem spać, to myśl o April. Bardzo cieszyła się na to spotkanie! Specjalnie po wyjściu z remizy zajechała jeszcze do sklepu, żeby kupić wszystko potrzebne do przygotowania pad thai z tofu. Sam fakt, że Darling zamierzała jeść tofu z własne, nieprzymuszonej woli świadczył o jej staraniach. Najpierw musiała jednak trochę posprzątać, bo w takim bajzlu nie dało się ani gotować, ani żyć! Powkładała naczynia do zmywarki, pozbierała ubrania, które walały się dosłownie wszędzie i nawet zmieniła pościel na świeżą i pachnącą. Dopiero później wskoczyła pod prysznic, zmywając z siebie sadzę i syf ostatnich dni.
Akurat kiedy łączyła makaron ryżowy z sosem, kiedy rozległo pukanie do drzwi.
Otwarte! — krzyknęła przez ramię. — Wchodź, bo nie mam rąk! — nawet, gdyby drzwi były zamknięte na cztery spusty, Finch zawsze mogła je sobie po prostu otworzyć. W końcu była jedyną osobą, nie wliczając państwa Darling, która była w posiadaniu dodatkowego klucza.
Teddy odwróciła się do niej i posłała jej radosny uśmiech, jednocześnie przewracając tofu na patelni. Resztę przygotowała już wcześniej, więc wystarczyło dodać prażone orzechy ziemne, kiełki fasoli i szczypiorek, a całość skropić sokiem z limonki i voilà! Chyba miała też gdzieś kolendrę, ale kto normalny jada kolendrę?
Daj mi trzy minuty — poprosiła, wyciągając z szafki talerze. — O, możesz otworzyć jakieś wino — wskazała podbródkiem na znajdujący się w salonie barek. Darling posiadała bardzo dużo trunków, którymi ludzie dziękowali jej za ratowanie życia. Najczęściej przysyłali do remizy wielkie paczki właśnie z alkoholem i słodyczami. Wprawdzie Teddy za słodyczami tak średnio (i tak była już wystarczająco słodka!), ale butelki chętnie sobie przywłaszczała, co udawało się dopiero po długich negocjacjach z kolegami z pracy. Argument, że jest jedyną kobietą w jednostce, zawsze działał. Ale teraz nie mogła go już wykorzystywać, odkąd do zespołu dołączyła Riley Davis.

April Finch

it's all washin' over me, i'm angry again

: ndz sty 25, 2026 1:06 pm
autor: April Finch
Ten tydzień miał zostać uznany za doskonały, ale potem sobie wyjebałam posta i przestało być tak wesoło. Ech. U April też zapowiadało się dużo lepiej. Ostatnie spotkanie z Teddy dało jej kolosalne pokłady pozytywnej energii. Nie mogła wręcz uwierzyć w to, jak dobrze im poszło. Sprzeczki skończyły się tylko na kilku ostrzejszych słowach. Nie było trzaskania drzwiami ani prawdziwego obrażania się. Przeciwnie! Powiedziały sobie całą masę miłych słów, od których jej serce wariowało ze szczęścia. Teraz już wszystko na pewno będzie bardzo dobrze, prawda? Prawda...?
Byłoby, gdyby miały szansę cieszyć się swoją obecnością. Albo chociaż rozmową. Teddy miała jednak na głowie wszystko, tylko nie April. Przez moment nawet zastanawiała się, czy nie próbuje się na niej odegrać za to zbywanie jej na początku roku. Ale chyba nie. To nie byłoby w jej stylu. Kto jak kto, ale Finch rozumiała, że można mieć wielki nawał pracy. Ale żeby aż tak? Nie wymagała przecież wiele. Wiadomość z informacją, że się pracuje i odezwie się potem, to nadal była jakaś wiadomość. Zakładała też, że Darling musiała gdzieś sypiać. Czemu po prostu nie przychodziła do niej? Albo nie zapraszała jej na noc, żeby mogły się po prostu poprzytulać pod kołdrą? Mogłaby nawet znikać skoro świt jak Fiona. Ale nie. Teddy na nic takiego nie wpadła. Pewnie była zbyt zajęta wrzucaniem zdjęć na Instagrama. Albo budowaniem relacji z nową strażaczką w remizie, o której April pewnie jeszcze nawet nie słyszała. Super. Świetnie. Wspaniale!
Przynajmniej nagie piersi pomogły. Zwróciła uwagę na zdjęcie, odezwała się i nawet zaprosiła ją do siebie na wieczór. Święto lasu, naprawdę. April szła na miejsce z bojowym nastawieniem. Miała ochotę trochę się do niej poprzypierdalać, trochę pomarudzić. Wywróciła oczami, słysząc, że musi sobie sama otworzyć. Tak się traktuje gości?! No dobrze, miała trochę wyższy status niż przeciętny odwiedzający. Ale to i tak wszystko wina Teddy. Weszła do środka, odwiesiła płaszcz, odłożyła torbę i przyjrzała się swojej... em. Teddy. Kurwa mać. Podeszła bliżej. Objęła ją od tyłu, stanęła na palcach i ucałowała policzek na powitanie. Chwila, miała mieć jakąś negatywną emocję i się o coś czepiać. Nie mogła sobie przypomnieć.
— Mam nadzieję, że nie odpadnie ci jakaś kończyna z braku mięsa. — Przyjrzała się wszystkiemu, co pichciło się w kuchni. Wyglądała i pachniało naprawdę dobrze. Łatwo było jej rozmiękczyć serce. Wystarczyło być Teddy. Albo ugotować jej kolację, zamiast zamawiać pizzę. Zgarnęła z blatu nieco kiełków, wsunęła je do ust i ruszyła na poszukiwanie alkoholu.
— Widzę, że wdzięczność ludzka nie zna granic. — Przynajmniej było w czym wybierać! Dlatego lubiła umawiać się ze strażaczkami, lekarkami i wszelkimi zawodami, które służyły innym. Nie dość, że świadczyło to o dobrym sercu, to jeszcze te prezenty! Wybrała półwytrawny Riesling. Rozlała go do kieliszków i usiadła przy wyspie.
— Masz dzisiaj wolne? — Powąchała trunek jak prawdziwa koneserka, zanim się napiła. Miało jej to dodać nonszalancji, jakby odpowiedź na to pytanie była jej względnie obojętna, jakby to miało być tylko takie zagajenie rozmowy. Obawiała się, że miały dla siebie co najwyżej dwie godzinki, po których Teddy znowu będzie musiała ją porzucić iść do pracy.

teddy darling

it's all washin' over me, i'm angry again

: ndz sty 25, 2026 1:52 pm
autor: teddy darling
Naprawdę starała się odpisywać na wiadomości od April, ale nie było to wcale takie proste, kiedy bez przerwy miało się zajęte ręce. I to nie kimś, a wężem strażackim! Akcje następowały jedna po drugiej, telefony dzwoniły, syreny wyły, a Teddy zwyczajnie nie miała przestrzeni na bezustanne pisanie, nawet jeśli bardzo by chciała. Zdarzało się, że w natłoku obowiązków umykała jej treść kolejnych wiadomości od przyjaciółki, choć oczywiście były wyjątki. Niegrzecznego zdjęcia po prostu nie dało się przeoczyć. Innym razem tylko zerkała na ekran, odczytywała wiadomość w biegu i odkładała telefon na później, które najczęściej nigdy nie nadchodziło. Chwilę później już pędziła na kolejną akcję, totalnie pochłonięta pracą, a myśl o odpisaniu ginęła gdzieś między hałasem a adrenaliną.
Przymknęła oczy w chwili, gdy Finch objęła ją w pasie i musnęła policzek ciepłym miękkimi ustami. W piersi Darling rozlał się cichy, kojący spokój. Jak dobrze, że już była. W normalnych okolicznościach, przy normalnej pracy, zapraszałaby ją na noc niemal codziennie, nie zważając na skalę zmęczenia. Ale jak miała to zrobić, skoro sama od tygodni koczowała w remizie? A kiedy już wracała do domu nad ranem, z oczami piekącymi od niewyspania i myślami splątanymi jak kable od słuchawek, zwyczajnie nie miała serca jej budzić. Nie chciała wpadać do niej bez zapowiedzi, wiedząc, że April też miała swoje obowiązki, które należało uszanować.
Weź mnie nie strasz — wymierzyła w nią drewnianą łyżką, która po odłożeniu na brzeg patelni, odskoczyła na blat. Darling gotowała świetnie, a jej wypieki nie miały sobie równych, ale jej kuchenne popisy zwykle kończyły się strasznym bajzlem. — Te dłonie są na wagę złota — odwróciła się do otwierającej wino przyjaciółki i uniosła wymownie obie ręce. Niby mogła usmażyć dla siebie kurczaka albo wołowinę, ale tak było zwyczajnie wygodniej. Jeśli do tej pory nic jej jeszcze nie odpadło, to istniało duże prawdopodobieństwo, że po zjedzeniu tofu dalej zachowa obie nogi, ręce i nie wyskoczy jej na ciele żadna okropna wysypka.
Przez doskonale zaopatrzony barek Teddy nie musiała się martwić, że kiedykolwiek zabraknie jej alkoholu. Zapasy były tak pokaźne, że do końca życia pewnie nie zdążyłaby ich nawet wypić. Już od dawna rozdawała butelki znajomym i rodzinie przy każdej możliwej okazji, a czasem zupełnie bez powodu. Mimo to zawartość barku zamiast się kurczyć, zdawała się tylko rozmnażać, jakby ktoś potajemnie uzupełniał półki nocami. Właściwie jedynym realistycznym scenariuszem, w którym alkoholu mogłoby zacząć ubywać, była jakaś spektakularna katastrofa. Na przykład gdyby sam mebel postanowił runąć, rozbijając szkło na podłodze. Albo gdyby Teddy urządziła przyjęcie tak legendarne, że przeszłoby do historii i wymagało interwencji służb porządkowych. Ale na coś takiego trzeba mieć jeszcze czas!
Nie mam — odparła, przekładając jedzenie na talerze. — Właściwie niedawno wróciłam. A co? — zerknęła na przyjaciółkę, kiedy podkładała jej talerz pod nos. Nie zamierzała wspominać, że w każdej chwili znów może zostać wezwana do remizy, April musiała zdawać sobie z tego sprawę. W przeszłości niejednokrotnie bywało tak, że musiała zawijać się niespodziewanie z ich umówionego spotkania, bo nagle coś się wyjebało, a w jednostce brakowało ludzi. Zawsze ich brakowało. Tak, jak zawsze trwały rekrutacje. — Jak twój tydzień? — zapytała i usiadła przy wyspie. Niby Finch zdawała jej relacje na bieżąco, ale Teddy mogło coś gdzieś umknąć. Oczywiście całkowicie przypadkiem!

April Finch

it's all washin' over me, i'm angry again

: ndz sty 25, 2026 2:27 pm
autor: April Finch
Powinna chcieć mniej naraz i być bardziej wyrozumiałą. Zdawała sobie przecież z tego sprawę. Nie minęło tak dużo czasu, a codzienna praca Teddy była bardzo odpowiedzialna. Sama potrafiła zapominać o jedzeniu, jak wkręciła się we własną robotę, a to przecież były tylko jakieś głupoty w internecie. Domyślała się, że w straży trudno jest się skupiać na czymś poza aktualnymi obowiązkami. Z drugiej strony, miasto nie jarało się dwadzieścia cztery godziny na dobę, samoloty nie spadały ludziom na głowy, nie zbliżała się do nich żadna wojna. Na pewno nie dało się odizolować chociaż kilku minut w ciągu doby?
— A tak tylko pytam, czy to jakaś dziwaczna przerwa w dyżurze, czy do jutra masz prawdopodobnie spokój. — Wzruszyła ramionami, układając w dłoni pałeczki. Uciekanie na nagłe wezwania było dodatkowym aspektem, nad którym nie chciała się nawet zastanawiać. Rozumiała, że było to konieczny, gdy już do tego dochodziło, ale wolałaby po prostu, żeby dzisiaj nic koszmarnego się nie wydarzyło. Chciała spędzić czas z Teddy. Nawet jeśli miałoby to oznaczać, że się po prostu nażrą, usiądą na kanapie, a strażaczka zaśnie, zanim jeszcze zdecydują się na jakiś film. Możliwość przebywania z nią w tej samej przestrzeni była zbyt kusząca i przyjemna.
— W porządku. Wszyscy przetrawili już święta do końca i robota wróciła do normy. — Wsunęła jedzenie do ust, przeżywając kiwała głową z uznaniem. Wyraźnie jej smakowało. Albo tak dobrze udawała! Sięgnęła po swój kieliszek, stuknęła nim o drugie szkło i upiła kilka łyków.
— Widziałaś już ten bilbord na York Mils Road? Ten z Cheerios? To ja załatwiłam to gnojkowi! Nie wyobrażasz sobie, jakie wymagania wizerunkowe mogą mieć ludzie od płatków śniadaniowych, jak słowo daję. Miał być na zdjęciach razem ze swoją byłą–niedoszłą, ale Cheerios zesrało się o taką jej akcję z planem b i... — zawiesiła głos, zdając sobie sprawę, że znowu wpadła w tryb przesadnego ględzenia. Nie chciała dzisiaj aż tak zanudzać Darling swoimi przygodami z influencerami. Imię gówniarza, któremu załatwiła kampanię marketingową, pewnie i tak nic by strażaczce nie powiedziało. Plotkowanie o problemach osób, których się nie zna, nie było jakieś super interesujące.
— Mniejsza z nimi. W skrócie, bardzo dobry dzień. — Uśmiechnęła się przepraszająco. Na pewno będzie miała jeszcze mnóstwo okazji do opowiadania jej na temat tego chłopaka, bo zdecydowanie był na fali. Czekało ich jeszcze mnóstwo współprac, a Finch będzie musiała zmarnować na niego całą masę nerwów. Cóż, przynajmniej wszystko bardzo dobrze wyglądało potem w raportach dla szefostwa i pokazywało ją z jak najlepszej strony. Lubiła poświęcać czas kluczowym klientom, jarały ją wielkie sukcesy. Lubiła też wtrącać się w sprawy mniejszych, ale wyjątkowo ładnych influencerek. Od tygodnia jakoś jej się nie chciało.
— Ale zdążyłam się za tobą stęsknić. Unikam oglądania wiadomości, żeby nie ładować sobie na łeb kolejnych tragedii, więc nie mam pojęcia, co u ciebie, poza tym, że chyba sporo. Wyglądasz na całą i zdrową. Nie spotkało cię, mam nadzieję, nic okropnego? — Nie potrafiła darować sobie drobnej uszczypliwości. Wredota szybko została zastąpiona przez szczerą troskę. Wolałaby, żeby praca Teddy opierała się wyłącznie na ściąganiu z drzew kotów, ale wiedziała, że było to bardzo dalekie od prawdy.

teddy darling

it's all washin' over me, i'm angry again

: ndz sty 25, 2026 3:21 pm
autor: teddy darling
Nie była pracoholiczką. A przynajmniej nie z wyboru. Nie zostawała w remizie po godzinach dlatego, że ją to cieszyło, tylko dlatego, że musiała. Wezwania nie pytały o plany na wieczór, a grafiki rzadko bywały łaskawe. Gdyby mogła, każdą wolną chwilę spędzałaby poza pracą. Ale nie mogła. Zawsze było coś. Znienacka wypadał dodatkowy dyżur, bo dzieciak kolegi przywlekł z przedszkola jakieś paskudne choróbsko albo trafiało się wezwanie tuż przed końcem zmiany. I tak właśnie to się u niej toczyło, że praca wybierała ją częściej, niż ona wybierała pracę.
Prawdopodobnie mam spokój — przytaknęła, choć dobrze wiedziała, że to słowo nie było żadną obietnicą. Raczej ostrożnym przypuszczeniem. Na razie jednak była tutaj i nigdzie się nie ruszała. I tylko to miało znaczenie. Pozostawało wierzyć, że ten stan rzeczy potrwa dłużej niż chwilę.
Chciała spędzić ten wieczór z April i wynagrodzić jej swoją nieobecność z ostatnich dni. Teddy bardzo zależało, żeby było miło. W końcu wykrzesała z siebie resztkę sił, żeby przygotować dla niej pad thaia i sam fakt, że się na to zdobyła, powinien mówić wystarczająco dużo o jej staraniach!
Uśmiechnęła się, gdy przyjaciółce włączyło się standardowe paplanie, jednocześnie uważnie przyglądając się jej twarzy, próbując wyłapać choćby najmniejszy znak, czy jedzenie naprawdę jej smakowało. Trudno było jednoznacznie stwierdzić. Chyba jej smakowało? Darling sama sięgnęła po pałeczki, mieszając w misce nitki makaronu z chrupiącym tofu. Spróbowała połączonych składników i stwierdziła nieskromnie, że idealnie zbalansowane smaki sprawiały, że pad thai w jej wykonaniu prawdziwą ucztą dla podniebienia.
Nie widziałam, ale możesz pokazać mi zdjęcie — wtrąciła natychmiast, bo chociaż w tym tygodniu kilkakrotnie przejeżdżała wozem strażackim przy York Mils Road, nie miała głowy do tego, żeby podziwiać widoki za oknem. Nie chciała jednak wyjść na ignorantkę! Zresztą zawsze interesowała się tym, co działo się w pracy Finch i cieszyła się, kiedy osiągała sukcesy. Starała się też wspierać ją mentalnie w projektach i uspokajać, gdy za bardzo się nakręcała i dawała porwać nerwom, jak na prawdziwą przyjaciółkę przystało.
Teddy wyciągnęła rękę i pogładziła Finch po policzku. Nie wiedziała, skąd ta mała złośliwość, którą wyczuła między zainteresowaniem, ale jej troska była przeurocza.
Ja też się za tobą stęskniłam. Ale musisz w końcu zacząć oglądać wiadomości, April — zaznaczyła, wymierzając w nią pałeczką. — Jak umrę, to nawet nie będziesz o tym wiedziała — dodała żartobliwym tonem. Wtedy dopiero będzie mieć pretensje, że Darling jej nie odpisuje! Ale przynajmniej te byłyby uzasadnione. — Jestem cała, jak widać — zerknęła na siebie wymownie. Nie amputowało jej kończyn (ale to jeszcze przed nią, bo nie wiadomo jak zareaguje na tofu), nie skręciła karku i nie nabawiła się żadnych oparzeń trzeciego stopnia. Ani nawet pierwszego, a to już duży sukces! — Ale tak, dużo się działo. Mieliśmy mnóstwo wyjazdów do różnych zdarzeń. W okresie zimowym ludzie zaczadzają się na potęgę. I jakieś małolaty nie dogasili ogniska w parku Morningside, przez co pożar rozprzestrzenił się pomimo minusowej temperatury. A w centrum wykoleił się tramwaj, więc jak wpadłaś w korek, to właśnie dlatego. Szczerze powiedziawszy, jestem w domu pierwszy raz od środy. W remizie brakuje łóżek, więc spałyśmy z Riley na zmianę między jednym a kolejny wezwaniem — opowiedziała w dużym skrócie, co działo się w trakcie tego szalonego tygodnia, chociaż to była tylko niewielka część wszystkich tragedii, o których April nie słyszała i to właśnie dlatego, że unikała śledzenia informacji z Toronto.

April Finch

it's all washin' over me, i'm angry again

: ndz sty 25, 2026 4:52 pm
autor: April Finch
Prawdopodobieństwo musiało jej wystarczyć. To przecież nie pierwsza taka sytuacja. Nie czuła się do tego przyzwyczajona i raczej nigdy się nie przyzwyczai. Brak możliwości spędzenia z Teddy czasu był naprawdę okropny, ale fakt, że musiałaby uciekać, wzbudzał dodatkowe lęki. Nikt przecież nie wzywałby jej w sprawie pomocy w zwijaniu węży. Nagłe wezwania oznaczały coś okropnego i nieubezpieczonego. Ktoś w Toronto prawdopodobnie przeżywał właśnie najgorszy dzień swojego życia, a strażacy musieli do niego biec, by upewnić się, że przeżyje i będzie się dręczył tą traumą przez kolejne lata. Naprawdę uroczo. Kryzysy w pracy Finch oznaczały, że ktoś zrobił z siebie kretyna albo rasistę na TikToku.
— Tak się przypadkowo składa, że mam kilka! — Sięgnęła po telefon i szybko znalazła to, czego chciała. Na ułamek sekundy zrobiło jej się przykro, że przyjaciółka ominęła skutki jej kolosalnej kampanii, ale przecież to nic takiego. Nie zapowiadała jej wcześniej, że bilbordy pojawią się akurat w tym tygodniu i że była fundamentem całego zamieszania. Przecież gdyby dała wcześniej znać, to Darling na pewno pamiętałaby, żeby rzucić na reklamę okiem. Położyła przed nią telefon i pokazała jej zdjęcie bilbordu, na którym jakieś bożyszcze dwudziestolatków cieszyło się z faktu, że może jeść płatki w szkolnej ławie. Może i kampania nie miała za dużo sensu, ale facet wyglądał w sportowej bomberce na tyle dobrze, że banda zakochanych w nim nastolatek (i nastolatków) rzuci się na sklepowe półki z dzikim entuzjazmem. Przewinęła na kolejne zdjęcie, na którym stała pod bilbordem z szeroko rozłożonymi rękami, uśmiechając się z dumą. Musi postarać się, żeby za ten sukces zgarnąć jakąś porządną premię. Może kupi za nią coś ładnego dla Teddy? Albo ją gdzież zabierze?
— Wyczuję w kościach nawet pod narkozą na drugim końcu planety, że mnie zostawiłaś samą na tym padole łez, gwarantuje ci. — Wymierzyła w nią pałeczkami, między którymi trzymała kawałek tofu. Połączenie umysłów, które się między nimi pojawiło jeszcze w liceum, na bank ostrzeże Finch w skrajnej sytuacji. Zazwyczaj nie wierzyła w takie ezoteryczne brednie, ale przy Darling chciała, żeby było inaczej.
— A zresztą. I tak już żołądek przewraca mi się we wszystkie strony, jak mija mnie wóz strażacki na sygnale — dodała smutniej, wkładając tofu do buzi. Nie lubiła tego martwienia się na zapas, to przecież nie było w jej stylu. Świadomość tego, na jak okrutnym świecie żyją, nieco utrudniała optymistyczne podchodzenie do tragedii, w jakie służba mogła wrzucić Darling.
Słuchała uważnie, potakując przy tym. W trakcie jej opowieści zajęła się wpychaniem sobie posiłku do ryja. Chyba nie jadła obiadu, bo wyjątkowo jej się spieszyło. Było przecież smaczne, a najlepiej smakowało na ciepło. Cieszyła się, że nie usłyszała żadnej skrajnie smutnej opowieści. Wszystko brzmiało jak masa roboty, ale nie takiej, przy której umiera się w skrajnych cierpieniach.
Riley? Dali wam w końcu tego psa na stałe? Myślałam, że to robota bardziej dla policji. Chyba że to jednak kot? Od lat wam mówię, że miły kotek polepszyłby wam klimat w remizie. — Kawałek makaronu wyleciał jej spomiędzy ust i upadł na sweter. Klasyk. Wywróciła oczami i odłożyła stracone jedzenie na blat. Zrobiła się plamka, której nie pomogło ścieranie palcem. To chyba z tej ekscytacji na myśl o nowym futrzaku w pracy Teddy! Pies do szukania ludzi w zawalonych budynkach to świetna sprawa, ale wydawało jej się, że takimi zajmowała się policja. O kocie faktycznie wielokrotnie mówiła zarówno Darling, jak i jej kolegom po fachu. Nikt jej chyba w remizie nie brał na poważnie, ale ona i tak uparcie im tłumaczyła, że w ogóle by nie przeszkadzał, a zyskali by dodatkową opcję odstresowania. Cieszyła się, że przyjaciółka mogła sypiać na co dzień przy pięknej, słodkiej kici. Bo przecież Riley to imię dla zwierzęcia.

teddy darling

it's all washin' over me, i'm angry again

: ndz sty 25, 2026 5:51 pm
autor: teddy darling
Zdziwiłaby się, jeśli Finch nie miałaby żadnych zdjęć. Ba, pomyślałaby nawet, że jest obłożnie chora! Ale oczywiście miała je w galerii, więc Darling pochyliła się, żeby przyjrzeć się lepiej wspomnianemu bilbordowi. No dobra, facet, który szczerzył się nad miską płatków, wyglądał jak pieprzony Adonis. Młodzi ludzie pewnie wzdychają do niego jak K-popowych łowczyń demonów. Gdyby Teddy była dekadę młodsza i lubiła chłopców, pewnie ozdobiłaby jego wizerunkiem wszystkie ściany w sypialni, od sufitu aż po podłogę.
Ej, to jest naprawdę dobre. I chwytliwe! — pochwaliła szczerze, chociaż tak naprawdę znacznie bardziej podobała jej się sama April, stojąca pod bilbordem, niż piękniś spuszczający się nad Cheerios. — Jak będę jechała do pracy, to specjalnie pojadę przez York Mills Road, żeby zobaczyć go na własne oczy — zapewniła, co w praktyce oznaczało stanie w kilometrowym korku. Ale cóż, przyjaźń wymaga poświęceń! Najwyżej wyjdzie z domu pół godziny wcześniej, żeby później nie tracić czasu na skrobanie szyb w samochodzie. Czy Teddy wspominała już April, że była cholernie zdolna? Pewnie raz czy dwa.
Machnęła ręką, jakby tym gestem chciała dać do zrozumienia, że nic złego ci się nie stanie. To samo powtarzała przed tym, jak kiedy na prawie dobę utknęła z innymi strażakami w zawalonym budynku i przed zamachem bombowym w banku, kiedy saperzy nie zdołali rozbroić ładunków na czas. Darling skończyła z chwilowym niedosłuchem i odłamkiem blachy wbitym w ramię, po którym została jej blizna na ramieniu. Jej kolega z jednostki nie miał tyle szczęścia. Takie ryzyko zawodowe.
Uważam na siebie — pokiwała głową, łapiąc makaron między pałeczki. Nieprawda. Czasami nie uważała i pchała się w epicentrum akcji bez pomyślunku, ale tego jej nie powie. — Nie mogę przecież pozwolić, żebyś zastąpiła mnie inną, najlepszą przyjaciółką — dodała poważnym tonem, bo to była poważna sprawa. Nie chciała, żeby April o niej zapomniała i znalazła sobie inną Teddy. Poza tym umieranie było zbyt mainstreamowe.
Przechyliła głowę na bok, obserwując, jak makaron spada na Finch prosto na śliczny sweterek z krówką. Darling musiała zacisnąć usta w wąską linię, żeby nie roześmiać się głośno, chociaż jej mina mówiła wszystko. W końcu parsknęła, kiedy przyjaciółka próbowała pozbyć się sosu palcem, przez co tylko jeszcze bardziej rozmazała plamę. Dopiero po chwili zdała sobie sprawę, że Riley została porównana do psa. A potem kota. Chociaż oczy miała trochę jak kot.
Co? — uniosła wysoko brwi, wpychając w siebie ostatni kawałek tofu. — Nie. Riley to człowiek. Strażaczka. Przenieśli ją do nas z innej jednostki, bo mieliśmy braki — oznajmiła zgodnie z prawdą. Davis zajęła miejsce po RJ-u, który zginął w zamachu bombowym podczas akcji w banku. — Dawna znajoma ze szkoleń — wyjaśniła, bo poznały się jakieś dziesięć lat temu, kiedy obie zaczynały swoją przygodę ze strażą pożarną. — To miła odmiana. No wiesz, że nie jestem już jedyną kobietą w zespole i nie muszę wysłuchiwać ciągłych rozmów o pierdach i przechwałek o tym, kto ma większy biceps — dodała jeszcze i rzeczywiście dało się wyczuć pewne zmiany w panującej atmosferze wszechobecnego testosteronu. W dodatku Teddy zawsze miała z Riley dobry kontakt i chemię. Fajnie im się razem pracowało. Może dlatego Darling, po powrocie ze zwolnienia lekarskiego, tak czule powitała ją podczas wspólnego porządkowania magazynku.

April Finch

it's all washin' over me, i'm angry again

: ndz sty 25, 2026 8:36 pm
autor: April Finch
Nic tak nie działało na wzrost sprzedaży czegokolwiek jak ładni ludzie. A jak ci ludzie są w sobie zakochani i marzą o swojej twarzy w centrum miasta, to trzeba im to dać, a słupki wyskoczą w górę jak szalone. Potrafiła zauważać takie elementy w zalewie nowych twarzy w social mediach i odpowiednio je wykorzystać. W kwestii swojej pracy zdecydowanie była bardzo zdolna. To nic, że ta praca nie była tak naprawdę nikomu do niczego potrzebna.
— Na żywo wygląda tak samo jak na zdjęciu. Nie kłopocz się. — Uśmiechnęła się do niej słodko. Nie musiała przecież sterczeć dla niej w korkach! Ważne, że jej wysłuchała i obejrzała zdjęcia. Coś z kampanii może jeszcze wyświetli się jej w trakcie przeglądania social mediów, co sprawi, że pomyśli o April i wszystkim zrobi się bardzo miło.
— Po twojej śmierci postaram się być samotna i nieszczęśliwa, póki sama nie sczeznę. — Wyprostowała się i zasalutowała z poważną miną. To akurat byłoby całkiem prawdopodobne. Pochłonięta rozpaczą zapomniałaby znaleźć sobie kogoś na jej miejsce. A zresztą, kto by chciał taką snującą się bez celu i radości April? Cały jej urok mieścił się przecież w uśmiechu i pozytywnym podejściu do świata. Była wyjątkowo nie do zniesienia, gdy nie miała nastroju. Jej współpracownicy unikali jej jak ognia, gdy zauważyli, że wstała lewą nogą lub coś ją po prostu ugryzło. Pewnie skończyłaby jak jakaś zgorzkniała staruszka mieszkająca w domu zaszytym głęboko w górach. Hodowałaby rabarbar i pieczarki, oglądałaby codziennie pogodę i wzdychała w stronę chmur w kształcie pluszowych misiów.
Strażaczka? — powtórzyła tępo, jakby informacja nie dotarła do niej za pierwszym razem. Poczuła, jak jakaś lodowata łapa szarpnęła ją za żołądek. To był moment, by się naprawdę skupić na rozmowie, a nie bujać w obłokach. Przestała przeżuwać i zastygła w bezruchu, wsłuchując się w dalsze wyjaśnienia. To wszystko w ogóle nie brzmiało fajnie. W jej głowie natychmiast pojawiła się jakaś modelka z okładek najlepszych czasopism w stroju wyjątkowo zdzirowatej strażaczki, jak na Halloween. I z kimś takim Teddy spędziła większość ostatniego tygodnia? I cholera wie ile wcześniej, bo Finch coś nie kojarzyła, by podzieliła się z nią jej CV. To spanie nawzajem błyskawicznie zamieniło się w jej głowie na spanie pod jednym kocem na jednoosobowym łóżku. Zanim Darling skończyła mówić, przeleciał jej przez głowę cały ich potencjalny romans. Na pewno błyskawicznie się w sobie zakochają, bo przecież okażą się bratnimi duszami! Miały wspólne zainteresowania. Ich płomienne uczucie urodziło się na siłowni, która obie uwielbiały, niczym w Heated Rivalry. Będą gadały o wężach pożarniczych i hydrantach, czy o czym tam rozmawiają strażaczki i... chwila moment. To było strasznie stereotypowe myślenie. Skarciła się za nie. Była za bardzo woke, by uznawać, że kobieta w straży pożarnej na bank jest lesbijką. Albo po prostu kimkolwiek, komu podobają się kobiety. Przecież w Kanadzie są miliony kobiet! Ta cała Riley wcale nie musi być jakaś wyjątkowo śliczna, to po pierwsze. Na bank nie była wysoką, długonogą brunetką o perfekcyjnym wysportowanym ciele. Nie musiało być też między nimi nigdy chemii. Może i Teddy miała absurdalnie wielkie branie, ale ta nowa na pewno po prostu jest hetero. Oj, głupia April, o co ty się martwisz? Przecież w pracy się pracuje! Na pewno ze sobą nie flirtują, ani nie całują się po kątach.
— Cieszę się, że będziesz miała wreszcie od kogo pożyczać tampony. Chociaż jedna kobieta więcej to już coś! Ale ja nadal głosuję za kotem. — Sięgnęła po swój kieliszek, który wyżłopała kilkoma łykami do połowy. Po prostu zaschło jej w gardle, tak to bywało po sytym jedzeniu. Była przecież wojowniczą feministką! Powinna skupić się na kibicowaniu tej całej Riley. Kobiety przecierały szlaki.
— Mam być zazdrosna? Musisz mnie znowu zaprosić na jakąś waszą popijawę sikawek. — rzuciła żartobliwym tonem. Ugasiła wewnętrzny płomień, przykrywając go kolosanym kloszem. Tego gorąca trzeba było pozbyć się błyskawicznie. Nadal zżerała ją od środka ciekawość, ale udawała, że wcale tego nie czuje. Polubiła wszystkich współpracownik Teddy z jednostki, których miała okazję do tej pory poznać. Tę szmatę nową też na pewno polubi.

teddy darling

it's all washin' over me, i'm angry again

: ndz sty 25, 2026 9:22 pm
autor: teddy darling
Była bardzo zdeterminowana żeby zobaczyć ten bilbord! Tak, pojutrze wstanie wcześniej i nawet stojąc w tym korku, zrobi April zdjęcie jako dowód jej dozgonnej przyjaźni. Skoro ona mogła postarać się być do końca życia samotna i nieszczęśliwa, Teddy mogła przynajmniej zrobić dla niej coś takiego.
Tak naprawdę wcale nie chciała, żeby jej przyjaciółka pogrążała się w smutku po jej śmierci. Oczywiście, mogła sobie pozwolić na chwilkę rozpaczy i wylewanie łez w poduszkę, ale nie o to chodziło. April powinna żyć pełnią życia, cieszyć się każdym dniem i dostrzegać piękno świata, nawet w najdrobniejszych jego przejawach! Smutna April była najgorszą wersją samej siebie. Dlatego jeśli Darling spłonie, ratując jakiegoś staruszka z pożaru, przyjaciółka nie będzie mogła pozwolić sobie na długie rozmyślania ani melancholię. Musiała jak najszybciej znaleźć kogoś, kto pomoże jej wrócić do życia i przypomni jej, że świat wciąż jest piękny i wart zachwytu!
Reakcja Finch na drugą strażaczkę była zdecydowanie przesadzona. Fakt, Riley Davis wyglądała jak modelka — miała długie nogi i piękne, ciemne oczy i kiedyś Teddy wzdychała do niej jak nienormalna, mimo że na szkoleniach rywalizowały dosłownie we wszystkim. Jedna próbowała udowodnić drugiej, że jest szybsza, silniejsza i sprytniejsza. Potem okazało się, że lepiej wychodzi im współpraca, ustawianie kolegów do pionu i pokazywanie, że wcale nie były w niczym od nich gorsze. Baby musiały trzymać się razem! A to, że teraz Riley pojawiła się w ich jednostce, było zwykłym przypadkiem. Teddy była szczerze zaskoczona, kiedy zobaczyła ją w szatni. Z kolei podczas porządkowania magazynku stwierdziła, że jeśli jej nie pocałuje, to nie zrobi tego nigdy. Ale to było dawno! Przed Jarmarkiem i w ogóle! A czy dalej zdarzało im się flirtować? Skłamałaby, gdyby powiedziała, że nie. Na szczęście nikt nie pytał.
Jett i Blaze są uczuleni na sierść. Chłopaki zakichaliby się na śmierć — stwierdziła, odsuwając na bok talerz z resztką makaronu. Sięgnęła po kieliszek z winem i upiła kilka łyków. — A ja nawet nie przepadam z kotami — dodała, bo od zawsze była psiarą i marzyła jej się adopcja szczeniaka. Tylko przy jej trybie życia, to będzie możliwe dopiero na stare lata. O ile będzie jej dane.
Westchnęła, odstawiła kieliszek i obróciła się na krześle. Złapała April za ręce i też zmusiła ją do zmiany pozycje tak, żeby siedziały naprzeciwko siebie. Nachyliła się i spojrzała jej prosto w oczy.
A jesteś zazdrosna? — uniosła brwi i uśmiechnęła się pod nosem. Bardzo nieładnie, Teddy, nie odpowiada się pytaniem na pytanie. — Jeśli powiem, że nie powinnaś być, to przestaniesz? — zapytała, kręcąc przy tym pobłażliwie głową. — Nic już mnie z nią nie łączy — powiedziała spokojnie. To było tylko dawne zauroczenie i jeden niedawny pocałunek. Najpewniej w przyszłości połączą je jeszcze traumy, jak to w tym zawodzie bywało. — Oprócz pracy, oczywiście. Jeśli cię to pocieszy, chłopaki za nią nie przepadają, bo zajęła miejsce RJ-a — wzruszyła ramionami, chociaż nie potrafiła tego do końca pojąć.
Jett Donovan dalej nie mógł przekonać się do Riley, bo przecież jak ona śmiała zająć miejsce ich nieżyjącego kumpla. Jeszcze jakby to było jakkolwiek od niej zależne. Potrzebowali w jednostce ludzi, a w tamtej, w której wcześniej działała Davis, mieli nadprogramową ilość strażaków.

April Finch

it's all washin' over me, i'm angry again

: ndz sty 25, 2026 9:50 pm
autor: April Finch
Istniała niezerowa szansa, że gdyby stanęła z Riley twarzą w twarz, jej reakcja byłaby dużo gorsza. Była przyzwyczajona do dramatów w swojej głowie. W pewnym momencie zawsze do niej docierało, że na bank przesadza. Niepotrzebnie się nakręcała i potrafiła zrobić kolosalną katastrofę z czegoś, co nie było nawet problemem. W tym wypadku jednak wszystko, o czym myślała, okazałoby się prawdą. No, mniej więcej. To nie była dobra okazja, by mieć rację. Z tego nie miała zamiaru się cieszyć. Wolałaby się bardzo mocno pomylić. Wszystko powinno być na odwrót niż to sobie uwidziała. Jeszcze tego brakowało, żeby Teddy miała takie pokusy w pracy! Pewnie wystarczało, żeby wyskoczyła do warzywniaka i wracała z kieszeniami wypełnionymi numerami obcych bab. A taka zafiksowana baba, która ciągle by jej chuchała w kark? Okropieństwo. Od tego miała Apri.
— A co ty tam wiesz. — Prychnęła zażenowana zarówno jej postawą, jak i alergików. Kochała wszystkie zwierzęta i mogłaby przygarnąć właściwie dowolne. Koty jednak miały specjalne miejsce w jej sercu, potrafiły ją totalnie rozmiękczyć. Były przecież takie słodkie, mądre, puchate i niezależne. Zupełnie jak ona! Pewnie dlatego tak dobrze się z nimi dogadywała. Gdyby nie była taką pracoholiczką, pewnie już dawno by jakieś adoptowała. Ciągle to sobie obiecywała, ale nie chciałaby ich zaniedbywać.
Zmarszczyła brwi, wbijając w nią czujne spojrzenie. To, co Teddy miała w tym momencie do powiedzenia, było niezwykle ważne. Kluczowe wręcz! Aż szkoda, że tak koncertowo to popsuła. Odpowiadanie pytaniem na pytanie było wyjątkowo tanią zagrywką. Finch wywróciła oczami, bo oprócz pytania jej o oczywistości, strzeliła w nią jakimś pytaniem absurdalnie tendencyjnym. Kolejne słowa mogła sobie po prostu darować.
Już cię nic nie łączy? A co cię łączyło? — Uniosła zaskoczona brew, szukając w pamięci opowieści na temat Riley. Nawet jeśli słyszała historie o strażaczce od rywalizacji, to chyba nigdy nie barwiła tego kolorami romansów. A może jednak? Czyżby to wyparła? Te dziesięć lat temu pewnie, by im z całego serca kibicowała. Ale teraz? Nie brzmiało to wszystko uspokajająco. Ale wcale nie była pewna, że w ogóle powinna się o to wściekać. Nie dowiedziała się przecież o niczym, co byłoby gorszące. A nawet jakby Darling jej opowiedziała, że przez cały tydzień obracała tamtą na każdym metrze kwadratowym jednostki, to co? Mogłaby się wściekać? Nie mogła jej przecież bronić otwierania opcji i rozkładania nóg przed byle kim, jeśli miała na to ochotę. Nie są przecież krowami, nie są zaobrączkowane.
— Czemu miałoby mnie to pocieszyć? Raczej jest mi jej teraz szkoda, przecież to nie była jej wina. Nie powinni się na nią wkurzać. — Wzruszyła ramionami i sięgnęła po kieliszek. To akurat była bardzo szczera reakcja. Zrobiło jej się na moment przykro, że jakaś randomowa dziewczyna, której pewnie i tak jest trudno, bo wykonuje męski zawód i przeniesiono jej do zupełnie nowej jednostki, dostaje po głowie, bo jej współpracownicy kogoś stracili i tylko dlatego się tam pojawiła. Dobroduszna część April miała ochotę ją po prostu przytulić. Na szczęście pewnie każda jedna część Teddy miała podobne potrzeby! Dopiła resztkę ze swojego kieliszka, po czym obróciła się nieco, żeby ogarnąć dla ich obu dolewkę. Przesunęła kieliszek przyjaciółki po blacie, zatrzymała go na brzegu tuż obok nich. Ponownie stuknęła w niego swoim. Skinieniem wskazała na jej szło, popędzając ją do picia. Muszą wykorzystać ten wspólny, bardzo króciutki czas, zanim Teddy znowu zatraci się w Riley pracy. Biedna Finch już sama nie wiedziała, o co powinna się złościć.

teddy darling