Strona 1 z 1

It's harder than I thought to tell the truth

: ndz sty 25, 2026 10:45 pm
autor: Marseille Newton
003.
So much to say but I don't speak
Pchnęła drzwi do knajpy i weszła do środka, odruchowo otrzepując buty ze śniegu. Przyzwyczajona do raczej łagodnych zim w Seattle zdążyła prawie zapomnieć, jak to wyglądało w Toronto. Ciepła czapka była teraz nieodłącznym elementem jej zimowego stroju; jak tylko ją ściągnęła, przesunęła dłonią po i tak poczochranych włosach. Gdy podeszła kelnerka, Mars powiedziała, że robiła rezerwację i została zaprowadzona dokładnie tam, dokąd chciała. Dwuosobowy stolik we wnęce dawał prywatność i oddzielał gości trochę od głównej sali, gdzie zazwyczaj było dość gwarno i głośno.
Była pierwsza. Oczywiście, zadbała o to, pojawiając się na miejscu dobre piętnaście minut przed umówionym czasem. Nie chciała dopuścić do tego, że mogłaby się spóźnić, tak jakby to z marszu miało zadziałać na jej niekorzyść. A ostatnio przecież takie przypadki jej się zdarzały. A to wracała do domu z poczuciem, że na pewno nie zakręciła tego cholernego kranu, a to pół godziny szukała przeklętego miejsca parkingowego. Na szczęście tego dnia los jej sprzyjał.
W oczekiwaniu na Blair poprosiła tylko o szklankę wody i wychyliła się delikatnie, by rozejrzeć po knajpie, na tyle na ile mogła ze swojego miejsca. Wystrój trochę się zmienił w przeciągu tych kilkunastu lat, odkąd zaczęła tu przychodzić, ale wciąż czuła klimat tego miejsca, nawet jeśli trochę przytłumiony przez stres, który jej towarzyszył. Nie do końca wiedziała, czego się spodziewać po dzisiejszym spotkaniu, choć wiedziała, co musi zrobić ze swojej strony. Czuła się podle. Blair była jedną z najbliższych jej osób, a ona odcięła się od niej, jakby ich przyjaźń nic nie znaczyła. Nie wiedziała, czy przyjaciółka jej to wybaczy, ale przecież musiała spróbować jakoś to naprostować. I tak zbyt długo zwlekała. Nie dlatego, że nie chciała się spotkać. Po prostu było jej wstyd. Kiedy usłyszała zbliżające się kroki, siłą powstrzymała się, by nie poderwać się z miejsca, by przytulić na powitanie Blair, jak to miała w zwyczaju. Nie była pewna, czy Mayfield sobie tego życzy, musiała być na nią wściekła, czemu Marseille wcale się nie dziwiła.
Cześć – powiedziała, uśmiechając się. – Dzięki, że zgodziłaś się ze mną spotkać. – Naprawdę się cieszyła, bo przecież nie mogła brać tego za pewnik. Byłoby to szczególnie nie w porządku wobec tego, jak sama się zachowała. Przesunęła w stronę dziewczyny jedną z dwóch kart, bo kątem oka widziała, że kelnerka zerka w ich stronę, pewnie gotowa niedługo przyjść po zamówienie. – Milion lat nie jadłam ich pizzy. – Pewnie ostatni raz jeszcze przed wyjazdem na studia, wtedy kiedy tak często tutaj wpadały. Choć żołądek miała tak ściśnięty, że wcale nie była pewna, czy coś przełknie. – Właściwie byłam trochę zaskoczona, że to miejsce dalej stoi, teraz już pewnie rządzi nim ten przystojny syn tamtego właściciela, pamiętasz go? – Powinna przejść do rzeczy, ale nie potrafiła, tak jakby coś ją zablokowało na amen. Łatwiej było gadać o nieistotnych kwestiach, aczkolwiek było to tylko odsuwanie nieuchronnego.

Blair Mayfield

It's harder than I thought to tell the truth

: pn sty 26, 2026 10:04 pm
autor: Blair Mayfield
003.

Skłamałby gdyby stwierdziła, że dzisiejszy dzień jej nie stresował. Ostatni tydzień był istnym urwaniem głowy i nie zapowiadało się, żeby i w tym miało być inaczej. Siedziała na cotygodniowym spotkaniu zarządu i patrzyła niecierpliwie na zegarek. Nie lubiła przeciągania tematów, a dzisiaj szanownemu zarządowi rozmawiało się nad wyraz dobrze. Szkoda, że było tak zawsze, gdy miała plany i się spieszyła. Z dwojga złego cieszyła się, że Mars nie umówiła się z nią konkretnie na godzinę, którą podała. Miała pół godziny zapasu i zadziałało to na jej korzyść, przynajmniej nie musiała pisać, że się spóźni. Nienawidziła przyjeżdżać po czasie i plułaby sobie w brodę, zwłaszcza że było to spotkanie po latach. Zaparkowała pod restauracją, która przywoływała wiele miłych wspomnień; to tutaj najczęściej przychodziły, gdy chciały wyjść na miasto. Było to ich główne miejsce obgadywania tematów, największych burz mózgów, ale jednocześnie tłusta pizza niejednokrotnie poprawiała im humor. Przyjechała na czas, nawet kilka minut wcześniej i na wejściu poinformowała obsługę, że jest już z kimś umówiona. Dostała informację, że pani Newton już jest na miejscu, za co kiwnęła w podziękowaniu głową, kierując się do ich stolika. Już kawałek dalej widziała rudą, znajomą czuprynę i nie umiała powstrzymać oddechu ulgi, mimo że jej żołądek nadal zawiązany był w stresowy supeł. Odcięcie się Marseille było nagłe i Blair nie potrafiła wytłumaczyć tego w racjonalny sposób. Szukała kontaktu, jednak młodsza przyjaciółka przestała jej odpowiadać, a ona od ich wspólnych znajomych wiedziała tylko tyle, że żyje. Ta informacja musiała jej wystarczyć, bo nie miała innego dojścia i źródła, żeby dowiedzieć się, co poszło nie tak. Zaczęła analizować ich ostatnie rozmowy — może czymś ją zraniła? Może powiedziała coś nieodpowiedniego? Im dłużej myślała, tym zaczynała wymyślać i nadinterpretowywać, aż w końcu czuła, że musi postawić wysoki mur między jej obecnym życiem a myśleniem o przyjaźni sprzed lat. To nie była jej decyzja i niewątpliwie ją to zabolało, jednak nie mogła tego aż tak roztrząsać, chociażby ze względu na jej psychikę.
Teraz coś w niej pękło. To wewnętrzne uczucie ulgi sprawiło, że miała ochotę ją wyściskać, jednak sama Newton nie poczyniła pierwszego kroku. Może nie powinna? W końcu nie wiedziała co się stało, że nagle zerwała z nią kontakt.
— Hej, Mars — przywitała się, odpowiadając jej tym samym, miłym uśmiechem i zdjęła swój płaszcz oraz szal, odkładając go na na pobliski wieszak. Usiadła na przeciwko dziewczyny, od razu nawiązując z nią kontakt wzrokowy. — Nie dałabym rady odmówić — stwierdziła zgodnie z prawdą. Mogła być na nią zła, mogła strasznie wkurzać się na całą tę sytuację, ale nie odmówiłaby jej spotkania; bo może coś się stało, a może po prostu zżerałaby ją ciekawość, gdyby postąpiła inaczej. Przysunęła w swoim kierunku kartę, tylko na chwilę spuszczając na nią swoje spojrzenie, bo bardziej niż jedzenie interesowało ją to, co miała do powiedzenia dziewczyna. — Zgadzam się, prawdopodobnie ostatni raz byłam tutaj z tobą — stwierdziła, przez chwilę zastanawiając się, czy po drodze mogła mieć okazję, żeby tutaj zajść. Najprawdopodobniej nie i robiła to z czystego sentymentu, bo w końcu to było ich miejsce. Spojrzała na nią niedowierzając, że tak łatwo mówiła o błahostkach; zupełnie jakby nie widziały się kilka dni, a nie kilka miesięcy. — Marsie… — zdrobniła jej imię, jak to miała w zwyczaju i westchnęła cicho, zaraz kiwając głową. — Ciężko byłoby zapomnieć, skoro robiłaś wszystko, byle tu na niego wpaść — dodała z lekkim rozbawieniem. Były to miłe wspomnienia, wzbudzały w niej lekką nostalgię, choć teraz wolałaby wiedzieć, do czego dążyło to spotkanie. Nie lubiła niejasności, a teraz, gdzieś wewnątrz siebie, czuła się zakłopotana. — Na co masz ochotę? — zapytała, przyjmując, że to nie ona powinna zaczynać poważny temat. Może Mars nie była na to gotowa? Zganiła się w głowie za te myśli; czas na analizę ich znajomości już dawno minął.

Marseille Newton

It's harder than I thought to tell the truth

: wt sty 27, 2026 5:42 pm
autor: Marseille Newton
Od powrotu do Toronto, co nastąpiło pod koniec listopada, Marseille naturalnie myślała o Blair. Była w końcu jej najlepszą przyjaciółką. Staż ich przyjaźni był długi, ale nie to było najważniejsze – znacznie bardziej istotna była więź, która nie osłabła z biegiem lat, choć każda z nich przecież ruszyła swoją drogą. Rok przed Newton, to Blair wyjechała z rodzinnego miasta do Bostonu, a gdy Marseille skończyła szkołę poniekąd poszła w jej ślady, tylko wybrała zgoła inny kierunek – Seattle. Wyjechała na studia, mimo wszystko licząc się z tym, że raczej tu nie wróci. Toronto jak każde inne duże miasto, dawało równie duże perspektywy, ale jej zależało na tym, by znaleźć się daleko od rodziców. Nie dlatego, że ich nie kochała. Może właśnie przez to wolała być daleko. Zazwyczaj nie mówili tego wprost, ale Marseille czuła, że byli trochę zawiedzeni jej wyborem ścieżki życiowej. Miłością ich rodziców była nauka, to ona zawsze stawała na pierwszym miejscu w ich domu i oboje chyba liczyli na to, że córka wybierze podobną drogę. Że będzie robiła te wszystkie ważne rzeczy, odkryje nowy, przełomowy lek albo chociaż nowe ciało niebieskie w galaktyce. Nic takiego jednak nie nastąpiło, a rudowłosa czuła, że dla ich relacji ta rozłąka będzie po prostu lepsza.
Ale życie nie potoczyło się tak jak planowała. Wcale a wcale.
A teraz to już i tak nie miało znaczenia.
Ale miałabyś do tego pełne prawo, obie to wiemy. Nie mogłabym mieć pretensji – powiedziała w odniesieniu do zgody Blair na to spotkanie. Chciała, by Mayfield wiedziała, że nie ma z jej strony fałszu w tym sformułowaniu. Znała Blair, czuła, że się zgodzi, co nie zmieniało faktu, że inny scenariusz musiałaby po prostu zaakceptować. W końcu to ona urwała kontakt, to ona przestała pisać wiadomości, a potem nawet na nie odpowiadać. To ona spieprzyła sprawę dokumentnie.
Winna - przyznała z łagodnym uśmiechem na wspomnienia o chłopaku, który wtedy tylko pomagał ojcu przy prowadzeniu biznesu. Strasznie jej się podobał. Był starszy, wytatuowany, a Marseille zawsze wodziła za nim maślanymi oczami. – Ciekawe, czy dalej jest taki przystojny, czy się zapuścił i ma teraz brzuszek piwny, jak jego ojciec – głośno się zastanawiała, chyba tylko po to, żeby coś mówić. Poprzedni właściciel obiektywnie może i nie był taki zły, ale w oczach tamtej Marseille – nastolatki – był przede wszystkim stary. Opuściła wzrok na kartę, chwilę ją studiując.
Pewnie ich pizza to już nie to samo, ale i tak chętnie spróbuję. Jesteś samochodem? Jeśli nie, może napijemy się czegoś mocniejszego? – zaproponowała, co już samo w sobie mogło sugerować, że być może potrzebuje czegoś na odwagę. Niezależnie od decyzji Blair, swoimi wyborami mogły się podzielić z kelnerką, które widząc, że przeglądają menu, podeszła do nich z karteczką, gotowa na przyjęcie zamówienia.
Gdy kobieta odeszła, Marseille zebrała się w sobie.
Jestem w Toronto od dwóch miesięcy. Chciałam odezwać się wcześniej, naprawdę, ale wiedziałam, że jeśli to zrobię, to muszę postawić na szczerość i chyba nie byłam na to gotowa – powiedziała na jednym wydechu, nie uciekając wzrokiem. Uśmiechnęła się blado. – Ale najpierw mi powiedz, u ciebie wszystko w porządku? – Naprawdę miała nadzieję, że to właśnie usłyszy, bo zawsze chciała dla Mayfield jak najlepiej, chciała, żeby jej się układało.

Blair Mayfield

It's harder than I thought to tell the truth

: czw sty 29, 2026 8:58 pm
autor: Blair Mayfield
Blair zawsze z podziwem obserwowała, gdy ludzie w jej bliskim otoczeniu stawiali na swoim. Lubiła ludzi konkretnych, sama niejednokrotnie wolała przejąć kontrolę nad sytuacją, choć jej sprawy rodzinne… były tego kompletnym przeciwieństwem. Od dziecka była skierowana w jedną stronę, jeden zawód, mimo że jej rodzice sumiennie zaprzeczali, że wyszło to naturalnie i poczuła ich dryg. Nie kwestionowała tego, bo w jej wspomnieniach nie umiała przypomnieć sobie chwili, w której byłaby przymuszona do zajęć plastycznych, odwiedzin w firmie czy jakiegoś pomniejszego oglądania pracy jej ojca. Nie zmienia to jednak faktu, że jej rodzice lubili rządzić swoimi dziećmi i skoro jedno zbuntowało się, wypinając się na ich oczekiwania, to cała fala uderzyła w nią. A ona — mimo że czasami miała tego naprawdę dosyć — to wysłuchiwała kolejnych rzeczy; przyjmowała kolejne oczekiwania, kolejne pomysły i narzucane scenariusze. Takie było jej życie, jej codzienność, akceptowała to; a jednocześnie zadawała sobie pytanie, co by było gdyby w końcu odpowiedziała nie.
Marseille była powiewem świeżość w jej codziennej rutynie, głównie przez to, że nie widziały się naprawdę dawno. Pomijając ich chwilową przerwę, ciężko było o częste spotkania, gdy mieszkało się po dwóch różnych stronach kontynentu. Nie wszystko da się dojrzeć podczas rozmowy przez kamerkę czy wymianę wiadomości, skoro to twarz zawsze zdradzała najwięcej.
Zawsze był wybór — mogła się nie zgodzić albo kompletnie zignorować jej wiadomość. Czy byłaby w stanie to zrobić, skoro znały się przez większość swojego życia? Mayfield za bardzo ceniła swoich bliskich, aby móc to zrobić. W tym całym trudnym świecie dbała o relację, na których zależało jej najbardziej. Newton zdecydowanie zaliczała się do tego grona, mimo że Blair nie do końca rozumiała ich sytuację. Ominęły ją najważniejsze szczegóły, które z pewnością i dla niej nie będą łatwe.
Uśmiechnęła się z lekkim rozbawieniem na przyznanie się Mars. To miejsce miało również wiele dobrych wspomnień i oczami wyobraźni była w stanie widzieć sceny z przeszłości, kiedy jej przyjaciółka starała się robić wszystko, by zaskarbić uwagę syna właściciela. Może i on próbował się jej przypodobać? W końcu był tu naprawdę często. — Jeśli przejął biznes po ojcu, to może gdzieś go tu wypatrzymy — zasugerowała, rozglądając się po pomieszczeniu pierwszy raz, odkąd tu weszła. Wcześniej była zainteresowana jedną osobą, teraz przyjrzała się restauracji, która teoretycznie nie zmieniła się wiele, a jednak była odnowiona. Dalej utrzymywała taki sam wystrój, ustawienie stolików się nie zmieniło — było to pocieszające, bo w pędzącej codzienności, chociaż coś zachowywało się tak, jak kiedyś.
— Trzeba ocenić, jak bardzo zmieniło się to miejsce — rzuciła, przenosząc z powrotem wzrok na dziewczynę, odnosząc się do jej słów o pizzy. Może smak pozostał bez zmian? — Możemy napić się czegoś mocniejszego. — Kiwnęła głową, mimo wszystko ciesząc się, że została tu przywieziona, dzięki temu powrót to nie był problem, choć i w tym przypadku ogarnęłaby to bez problemu. W końcu jeśli nie kierowca, to zadzwoniłaby po narzeczonego.
Zamówiły swoje dania i napoje, po czym Blair przeniosła na Mars uważne spojrzenie, zastanawiając się, czy będzie ciągnąć jakiś błahy temat, czy przejdzie do konkretów. Jestem w Toronto od dwóch miesięcy. Już na samym początku uniosła lekko brwi, ale nie wyglądała na złą. Tym bardziej, że późniejsze słowa dały jej do myślenia i czuła zaciskający się stres w jej brzuchu. Jaka szczerość? Na co miałaby być gotowa? Czuła się nieco oszołomiona, jednak kiwnęłą głową na jej pytanie. — U mnie wszystko w porządku. Powiedziałabym, że po staremu — odpowiedziała dość krótko. Nie była w stanie opowiadać jej teraz o swoim życiu sprzed pół roku, o ślubnej presji ze strony rodziców i stresu, jaki jej towarzyszy. To nie była rozmowa na teraz, skoro pozostawiła ją z napiętym tematem. — Niepokoisz mnie, Mars. Na co musiałaś się tak przygotowywać i co się stało, że tak z dnia na dzień po prostu się odcięłaś? — zapytała, nie chcąc przedłużać. Nie chciała też wywierać na niej presji, ale skoro powiedziała A, to trzeba było powiedzieć B. — Mimo że nie rozmawiałyśmy tak długo, to nic się nie zmieniło. Możesz mi powiedzieć wszystko co leży ci na sercu i o nic się nie obawiać — dodała, chcąc okazać jej maksymalne wsparcie w temacie, który najwidoczniej był dla niej trudny. Chciała, żeby wiedziała, że nie była na nią zła — bardziej zbita z tropu i skonfundowana, ale nie zła. Zwłaszcza jeśli po jej całej posturze była w stanie dostrzec stres. Coś było nie tak.

Marseille Newton