the world's a little blurry
: pn sty 26, 2026 4:25 pm
Słyszała swój własny głos i jedyne, o czym potrafiła myśleć to: nikt mi nie wierzy.
Pewnie dlatego, że zerkała ciągle w stronę drzwi, jakby ktoś jeszcze miał się pojawić na sali rozpraw. Siedziała pochylona coraz niżej, rozproszona. Dała się złapać pani prokurator w dziwnej grze słownej, w której każde niedopowiedzenie otwierało drogę do interpretowania charakteru Finch. Smarkata, uprzywilejowana panienka – prokuratorka nie musiała mówić wprost; lawirowała w słowach po mistrzowsku, ale Astrid widziała to w jej spojrzeniu. Harde, ciemne oczy nie miały dla niej żadnej litości. Przez nie Finch, zamiast skupić się na taktyce, sama zaczęła znów zastanawiać się, czy nie powinna po prostu odpuścić. Nie potrafiła nie wyobrażać sobie, że to nie inne ciemne oczy – te należące do dziewczyny, której rodzice zginęli w spowodowanym przez Astrid wypadku. Nagle nie miała nic na swoją obronę, a to przecież nie jest czas na refleksje nad moralnością. To miała być tylko procedura.
Była przekonana, że poradzi sobie z rozprawą. W końcu nie mogła tego spieprzyć. Nie mogła, i tyle.
A jednak spieprzyła.
Gdyby Gardner nie wspinał się na wyżyny oratorstwa, by wyciągnąć ją z pozycji, w której się znalazła i ocieplić jej wizerunek, marnie widziałaby swoje szanse. Zamiast jednak rozmyślać o tym, jak sprawa dalej się potoczy, ona zastanawiała się, czy Percival też ją tak widzi – jako smarkatą szczęściarę, która potrafi tylko rzucić pieniędzmi w swoje problemy. Zmarszczka na czole przecinała profesjonalny wyraz twarzy, gdy odwracał twarz w jej stronę, ale jego spojrzenie nie było aż tak łatwe do odczytania, jak to prokuratorki.
Gdy wychodzą z sali, Astrid milczy, spoglądając w głąb korytarza – znów, jakby spodziewała się, że kogoś zobaczy. Zaplata ręce na piersi i niemal zgrzyta zębami, wyobrażając sobie, jakie pytanie pierwsze padnie z ust Parcivala. Spojrzenie, które posyła mu za chwilę, jest defensywne, bo Finch doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że popchnęła pierwsze domino swojej porażki – a ona odbije się także na Gardnerze. Ojciec Astrid na pewno znajdzie sposób na obwinienie go o wszystko, bo przecież Finchowie nie przegrywają. Na pewno nie w tym budynku.
— Potrzebuję papierosa — oznajmia, gdy tylko widzi, że jakieś słowa zaraz padną z jego ust. I drinka.
Percival Gardner
Pewnie dlatego, że zerkała ciągle w stronę drzwi, jakby ktoś jeszcze miał się pojawić na sali rozpraw. Siedziała pochylona coraz niżej, rozproszona. Dała się złapać pani prokurator w dziwnej grze słownej, w której każde niedopowiedzenie otwierało drogę do interpretowania charakteru Finch. Smarkata, uprzywilejowana panienka – prokuratorka nie musiała mówić wprost; lawirowała w słowach po mistrzowsku, ale Astrid widziała to w jej spojrzeniu. Harde, ciemne oczy nie miały dla niej żadnej litości. Przez nie Finch, zamiast skupić się na taktyce, sama zaczęła znów zastanawiać się, czy nie powinna po prostu odpuścić. Nie potrafiła nie wyobrażać sobie, że to nie inne ciemne oczy – te należące do dziewczyny, której rodzice zginęli w spowodowanym przez Astrid wypadku. Nagle nie miała nic na swoją obronę, a to przecież nie jest czas na refleksje nad moralnością. To miała być tylko procedura.
Była przekonana, że poradzi sobie z rozprawą. W końcu nie mogła tego spieprzyć. Nie mogła, i tyle.
A jednak spieprzyła.
Gdyby Gardner nie wspinał się na wyżyny oratorstwa, by wyciągnąć ją z pozycji, w której się znalazła i ocieplić jej wizerunek, marnie widziałaby swoje szanse. Zamiast jednak rozmyślać o tym, jak sprawa dalej się potoczy, ona zastanawiała się, czy Percival też ją tak widzi – jako smarkatą szczęściarę, która potrafi tylko rzucić pieniędzmi w swoje problemy. Zmarszczka na czole przecinała profesjonalny wyraz twarzy, gdy odwracał twarz w jej stronę, ale jego spojrzenie nie było aż tak łatwe do odczytania, jak to prokuratorki.
Gdy wychodzą z sali, Astrid milczy, spoglądając w głąb korytarza – znów, jakby spodziewała się, że kogoś zobaczy. Zaplata ręce na piersi i niemal zgrzyta zębami, wyobrażając sobie, jakie pytanie pierwsze padnie z ust Parcivala. Spojrzenie, które posyła mu za chwilę, jest defensywne, bo Finch doskonale zdaje sobie sprawę z tego, że popchnęła pierwsze domino swojej porażki – a ona odbije się także na Gardnerze. Ojciec Astrid na pewno znajdzie sposób na obwinienie go o wszystko, bo przecież Finchowie nie przegrywają. Na pewno nie w tym budynku.
— Potrzebuję papierosa — oznajmia, gdy tylko widzi, że jakieś słowa zaraz padną z jego ust. I drinka.
Percival Gardner