walk this world with me
: pn sty 26, 2026 8:55 pm
And I know it's cold but I need you here to see
This open road so I can feel complete
So what do you say? Would you walk this world with me?
So what do you say? Would you walk this world with me?
Dzisiaj rodzina Al-Maliki, złożona z ojca, matki i ich czwórki dzieci 一 dwóch synów i dwóch córek 一 jadła we względnej ciszy, co nie było do nich podobne. Amin nie był najstarszy, a przynajmniej nie w tym gronie. Miał jeszcze starszego brata i dwie starsze siostry, ale wszyscy troje byli już po ślubie i mieszkali z własnymi rodzinami, każde z nich miało już swoje dzieci. Jego młodszy brat niedawno się zaręczył i na wydaniu został tylko on i jego dwie młodsze siostry, które jeszcze się uczyły. Jemu za to kończyły się wymówki. W ciągu ostatnich pięciu lat ojciec cztery razy wychodził z poważną propozycją zaręczyn z jedną z jego kuzynek, mieszkających w Iraku.
Mężczyzna najpierw mówił, że jest za młody, że chcę najpierw skończyć studia i zapewnić sobie solidną przyszłość zawodową. Później zapewniał, że nie jest jeszcze gotowy, że czeka na awans, że ma napięty grafik w pracy, że chce oszczędzić własne pieniądze, aby nie obciążać rodziców i ojciec, mimo coraz większego niezadowolenia, ostatecznie mu ulegał, zajmując się ślubami pozostałych dzieci. Teraz, kiedy został już tylko on, bo jego siostry były jeszcze za młode, nadszedł czas kolejnej próby, według jego ojca chyba ostatecznej, ale on znowu nie traktował jej poważnie, co jednak spotkało się z większym oporem i krótko mówić: ojciec się uniósł. Ten incydent zakończył ich rozmowę, jak i odebrał wszystkim chęci na rozpoczęcie jakiegokolwiek innego tematu. Przecież nie mógł powiedzieć im prawdy o tym, że kocha osobę, z którą nigdy nie pozwoliliby mu się związać.
Od stołu wstał drugi, po ojcu i krótko podziękował, po czym oznajmił, że wychodzi. Założył na siebie tylko ciepłą kurtkę, czapkę i szalik. W kieszeniach miał telefon, portfel i pęk kluczy. Nie przejmował się reakcją ojca, był pewien, że jak zwykle mu przejdzie. Umówił się z Nixem, z resztą spędzał u niego prawie każdy weekend i jego znikanie z domu było już dla rodziny całkowicie normalne. Myśleli, że albo przesiaduje z kumplami, albo pracuje po godzinach.
Po drodze słuchał radia, głównie informacji, paląc elektrycznego papierosa o smaku arbuzowym. Lubił te słodkie, za to nie przepadał za zwykłymi fajkami i nałóg Phoenixa trochę go martwił, ale w pewnym sensie zdążył się z tym pogodzić. Nie lubił się kłócić, w ogóle. Uderzył palcami w kierownicę, w rytm melodii, która zaczęła się po bloku reklamowym. Był uważnym i spokojnym kierowcą, może nawet aż zbyt poprawnym, bo bywało, że ci bardziej energiczni irytowali się jego stylem jazdy. Nie przejmował się tym, nawet komentarzami Moonstone’a, który co jakiś czas musiał znosić taką jazdę, kiedy wcielał się w rolę pasażera.
Zaparkował przed budynkiem mieszkalnym, leniwymi ruchami wyłączył silnik, odsunął trochę fotel i włożył papierosa do kieszeni kurtki. Zanim wyszedł na mróz, zapiął kurtkę, naciągnął czapkę na uszy i owinął szalik wokół szyi. Niby nie było daleko do wejścia, ale ostatnie czego chciał, to tak głupio się przeziębić. W końcu wygramolił się z auta, zamknął je i ruszył do mieszkania swojego chłopaka.
Ich relacja była już na takim etapie, że Amin się nawet nie zapowiadał. Otworzył sobie drzwi własnym kluczem, rozebrał się, zsunął buty, które ułożył równo na półce i rozejrzał się swobodnie, wchodząc powoli do kuchni. Słyszał w oddali stukot klawiszy i kółka fotela biurowego, szurające po podłodze przy każdy ruchu. Fotel kupił Nixowi rok temu na święta. Wykosztował się na najbardziej wygodny z foteli, który zapewniał maksymalne wsparcie dla kręgosłupa, co uważał za potrzebne, wiedząc jak dużo czasu Nix przesiaduje przed komputerem.
Stanął przy zlewie, założył gumowe rękawiczki i zaczął sprzątać syf bez mrugnięcia okiem. Uniósł stopę i podrapał się nią po łydce, jakoś w tracie opukiwania brudnych naczyń i wkładania ich do zmywarki, włączając czajnik, żeby zaparzyć im po szklance aromatycznej herbaty, produkowanej w Iraku. To była jedyna mieszanka, którą polubił tak bardzo, że zwyczajnie nie chciał już pić innej. Dopiero, kiedy wrzucił kostkę do zmywarki, włączył ją, przetarł blaty i przygotował herbatę, skierował się do Phoenixa i uśmiechnął się do niego w progu, po czym poszedł, żeby ucałować czubek jego głowy i ciemną czuprynę, uważając by nie wylać zawartości szklanek. Odłożył je ostrożnie na szeroki parapet, a kiedy Nix zsunął słuchawki z uszu, dopiero się odezwał:
一 No, dzień dobry 一 wymruczał, chociaż właśnie zrobiło się ciemno i chyba bardziej pasowałoby dobry wieczór. 一 Co robisz? Dużo ci zostało na dziś? 一 zapytał, opierając się o parapet, trochę z boku, pośladkami, splatając ręce na klatce piersiowej. 一 Zrobiłem ci herbatę. Jadłeś coś?
phoenix moonstone