Strona 1 z 1
Long time no see, huh?
: wt sty 27, 2026 11:28 pm
autor: Percival Gardner
Zabierał się do tego jak do…
A to przecież tylko jeden telefon; jedna, niezobowiązująca propozycja. Mogła się zgodzić, mogła nie. Mogła w ogóle od niego nie odebrać. Z tym że Percy tak naprawdę wcale nie wiedział, co miał jej powiedzieć. I wcale nie chciał się tłumaczyć. Jego słowa powinny brzmieć mniej więcej tak: hej, wybacz, że nie odzywałem się przez kilkanaście lat, ale znasz mnie… tak już mam. Jestem, później znikam i znowu wracam. Zwykle, kiedy czegoś potrzebuję. Pieprzony egoista. Zamiast tego rzucił tylko luźnym kłamstwem, które zahaczało o przypadkowe przypomnienie sobie o niej, bo to było totalnie w jego stylu, a ona o tym wiedziała. Pomyślał, że skoro zgodziła się na spotkanie, chyba nawet za bardzo się też nie zmieniła. Ale o tym musiał się przekonać na własnej skórze.
Dostał adres i przybliżoną godzinę, o której mógł się pojawić. Jechał prosto z kancelarii, tak było najprościej – nie wracać do domu, wysłać jedynie Gigi sms-a, że będzie późno. Bez zagłębiania się w zbędne szczegóły.
Na siedzeniu pasażera leżała butelka taniego alkoholu à la wino. Dokładnie tego samego, którym upijali się kiedy oboje mieli po dwadzieścia parę lat, a Gardner nie wiedzieć czemu uznał, że kupno tych szczyn będzie perfekcyjnym zwieńczeniem jego nagłego powrotu do jej życia.
Zapukał trzy razy w drzwi wejściowe, rozglądając się dookoła. York Mills to to nie było, ale Evina Swanson nie była też adwokatem zarabiającym kupę szmalu na karnych sprawach. Obecnie wiedział o niej tyle, co nic. Że mieszkała w Toronto, że zajmowała się zabójstwami, że żyła. Nie dopytywał czy sama, czy z kimś, czy powinien spodziewać się gromadki bachorów latających po jej domu, czy może stada kotów… J e s z c z e nie dopytywał.
Gdy otworzyła mu drzwi, wpuszczając do środka, uniósł w górę brwi i trzymaną w dłoni butelkę.
— Pamiętasz? — Spojrzał na nią podejrzliwie. — Musisz.
W sam raz na powitanie, zamiast „dobrze cię widzieć, świetnie wyglądasz”, za które pewnie dostałby w twarz siarczystym „dobra, wchodź, nie pierdol”.
Evina J. Swanson
Long time no see, huh?
: śr sty 28, 2026 9:11 am
autor: Evina J. Swanson
Nie spodziewała się tego telefonu. Minęło zdecydowanie zbyt wiele lat, ale wyglądało na to, że jednak musiała być dalej w pamięci Percy'ego. Przynajmniej na tyle, aby coś mu nagle o niej przypomniało.
Nie łudziła się ani przez chwilę, że zwrócił się do niej wiedziony nostalgią. Musiało być coś, czego od niej chciał. Nie miała jednak żadnego problemu z jego interesownością, bo pewnie sama też wykorzystałaby ich znajomość, gdyby tylko zaszła taka potrzeba.
Zaakceptowała jednak jego gładkie kłamstwo. Oczywiste, ale dosyć miłe. Odwdzięczyła mu się adresem i zaproponowanym terminem spotkania. Chociaż kogo oszukiwała? W tym momencie mogła go przyjąć w dowolnej chwili. Wciąż powoli wracała do siebie i miała zdecydowanie utrudnione poruszanie się.
W domu była sama. Zaylee dostała jakieś wezwanie, z którego nie mogła zrezygnować. Zresztą Swanson nie chciała jej przetrzymywać cały czas przy sobie. Koronerka już i tak wystarczająco się poświęciła, dbając o nią wzorowo od czasu, gdy została postrzelona przez swojego niedoszłego zabójcę.
Dojście do drzwi, gdy rozległ się dźwięk pukania było pewnym wyzwaniem, ale jednak jakoś mu otworzyła mimo czarnego kocura, który kręcił się pod nogami zainteresowany tym gdzie też jego pani postanowiła pójść.
Niby minęło tyle lat, a miała wrażenie, że niewiele się zmienił. Wciąż to samo spojrzenie, takie same manieryzmy oraz butelka taniego wina w dłoni. Dokładnie to jakim upijali się za młodu, aby oddać się tym wszystkim młodzieńczym przyjemnościom.
- Pamiętam. Choć po nim pewnie nie powinnam - odparła żartobliwie i przesunęła się w drzwiach, aby mu zrobić miejsce. - Wejdź i się rozgość. Pójdę po kieliszki.
Może wyraziła się zbyt optymistycznie, ale starała się ostatnio coraz więcej chodzić. Wciąż opierając się na prostej lasce, aby nie opierać zbyt wiele ciężaru na operowanej nodze. Dalej nie wróciła w pełni do sprawności, a niekiedy wciąż dokuczał jej spory ból przy próbie zrobienia kroku.
Percival Gardner