Oh it's opening time down on Fascination Street
: śr sty 28, 2026 3:32 pm
Vita bez wątpliwości była piękną, młodą kobietą. Odkąd tylko po raz pierwszy emanujące bezdenną pustką spojrzenie Swerdlove spoczęło na jej dziewczęcej, delikatnej twarzy, jej obraz wydawał się niemalże wypalić w jego pamięci. Zupełnie jak obraz, zbyt długo wyświetlany na starym, kineskopowym telewizorze. Niestety jednak Ian nie miał wobec niej żadnych planów, którymi mógłby podzielić się dumnie z jej rodzicami przy niedzielnym obiadku. Oczywiście, że miał bardzo konkretny plan, przez który zaproponował jej, by w temacie kolczyka pojawiła się akurat u niego w mieszkaniu... to, że mu odmówiła, dało mu poniekąd sygnał, że ta potrzeba była w tym wypadku jednostronna. Wbrew temu, co zaprezentowała mu podczas ich pierwszego spotkania. Może faktycznie chciała wyłącznie wykonać kolczyk? Może to miało być zwykłe, biznesowe spotkanie, a nie żadna próba bardzo konkretnego flirtu i niekonkretna propozycja odnośnie... nieco innych działań, które nie wymagają urządzenia do piercingu i kolczyka? Tak, Ian miał zawsze ogromny problem z odczytaniem kobiecych intencji, ale teraz, ku jego rozczarowaniu, przekaz wydawał się jasny- faktycznie chciała tylko kolczyk.
No i ewidentnie obalić z nim butelkę rumu...
On z kolei liczył na coś więcej, niż tylko usługa. Miał cichą nadzieję, że po odrobinie dodatkowego czasu spędzonego ze sobą, uda mu się wreszcie zanurzyć w jej słodyczy i zbesztać, zbrudzić, stłamsić jej niewinność. Miał przedziwne myśli i... pragnienia związane z tą nowo poznaną dziewczyną. Takie, których dawno nie przeżywał, a za które czuł coś na pograniczu zażenowania. Był typem raczej korzystającym z okazji, a nie ja prowokującym. Cholera... czyżby powoli, z biegiem czasu, przekształcał się w starego oblecha, który ślinił się do słodkich dziewczyneczek? Tego samego, którymi tak mocno gardził?
Przygasił światła po ostatniej klientce, odkażając fotel, na którym dokonywał swoich usług. Kobieta przed wyjściem zachwycała się wzorem, który wbił jej pod skórę, obiecując, że powróci tutaj z bandą koleżanek z okazji urodzin jednej z nich... Tsaa... ostatnie, czego potrzebował to szajka rozdartych pind proszących o to, by wszczepić im pod skórę pod uchem malutkiego, słodkiego delfinka... Mimo wszystko grzecznie zaprosił ją i poradził, by skontaktowała się z nim przez instagrama w celu ustalenia kolejnej wizyty. Nie mógł być wybredny, jeżeli chciał mieć co jeść i wciągnąć nosem, prawda? Był w studio sam- wszyscy inni artyści zdążyli już wyjść i zakończyć swoje zmiany, a on... Cóż, zabawa Swerdlove dopiero się zaczęła.
-Cześć.- rzucił, gdy nareszcie do pomieszczenia, wraz z zimnym powietrzem, wtoczyła się oczekiwana przez niego postać. Posłał jej nic nieznaczący uśmiech i odpinając przypięte do szlufki od spodni klucze, zamknął drzwi. Zaciągnął zasłony, by ciekawskie oczy nie dochodziły tego, co działy się w środku i powoli zbliżył się do swojej klientki.- Nie rozmyśliłaś się.- to bardziej zabrzmiało jak stwierdzenie, zupełnie nieoczekujące komentarza, ale... Kąciki jego ust uniosły się lekko w słabym uśmiechu. Grymasie, który na jego twarzy wydawał się być wręcz czymś nienaturalnym. Totalną abominacją.-Jesteś pewna swojej decyzji? Może chciałabyś zacząć od jakiegoś innego miejsca, żeby wiedzieć czego się spodziewać? To bardzo unerwione miejsce i goi się co najmniej pół roku.- jego ton był dziwnie profesjonalny, jakby totalnie zapomniał o tym, jaka była druga przyczyna ich spotkania... dosłownie chwilę potem otworzył jedną z ciemnych, industrialnych szafeczek i wyjął z niej dwie szklanki, dając jej tym razem do zrozumienia, że swoje plany co do dzisiejszego wieczoru podtrzymuje. Zaraz potem wyciągnął ze swojego czarnego, szmacianego plecaka na wpół upitą flaszkę ciemnego rumu. Uznał, że weźmie ją w razie, gdyby miała się rozmyślić.- Masz zgodę rodziców, kruszynko?- zażartował z tym zawadiackim uśmieszkiem, prychając pod nosem rozbawiony ze swojego własnego żartu.
Stawiając szklanki na biurku, na którym miał w zwyczaju przygotowywać wzory, oparł się o nie pośladkiem i ukręcił szkłu kark. Biżuteria, w którą był ubrany, zaćwierkała melodyjnie przy tym szybkim i niemalże teatralnym geście gościnności. Uzupełnił trunkiem obie szklanki i jedną z nich wyciągnął w jej kierunku. Dopiero teraz pozwolił sobie zmierzyć ją całą wzrokiem i wcale się z tym gestem nie śpieszył. O nie. Obserwował jej krągłości w rytm Disintegration grającego cicho w tle. Podziwiał. każdy. jej. cal.
naughty bartender