Strona 1 z 3

paperwork has a way of bringing people together

: śr sty 28, 2026 8:19 pm
autor: Madox A. Noriega
#29
Different reasons.
Same hallway.


To miał być spokojny dzień, Eliot siedział w swoim biurze, pił już drugą syfiastą kawę tego dnia. Smakowała jak lura, ale jakoś mu to nie przeszkadzało, przywykł do tego gorzkiego posmaku na języku, brakowało mu tylko fajki. Nie palił w gabinecie, właściwie od jakiegoś czasu rzucił papierosy, ze względu na zdrowie, na serce. Lekarz twierdził, że to fajki, on śmiał się z nim sprzeczać, był pewny, że to lata spędzone w szturmówce. I chociaż już dawno nie robił na tej pierwszej linii ognia, to teraz jeszcze wciąć goiła mu się rana na udzie, którą zarobił wchodząc do tej chaty. Dobrze, że to tylko udo, a nie głowa. Ale Eliot nie roztrząsał takich rzeczy, nie zastanawiał się nad tym, wiele razy na akcji mógł zginąć. Ta nie była wcale pierwsza, a biorąc pod uwagę fakt, że dotyczyła jego koleżanki z pracy, jednej z nich, to przecież była jeszcze poważniejsza.
Wciąż nie mógł przetrawić tego, że zdradził Nick Dalton, chłopak, którego on traktował jak syna, który siadał z nim przy jednym stole, zaproszony do nich na kolację wigilijną, na obiad. Gryzło go to, ale o tym też starał się nie myśleć. Skupić na robocie.
Dzisiaj miał umówione spotkanie ze Stewart, a później z Noriegą. Jakoś źle mu to wyglądało, że oni znowu pojawią się tutaj razem. Nie był głupi wiedział co ich łączy, czuł to, ale nie popierał. Chociaż z drugiej strony kim on był, żeby mówić im co mają robić, jak żyć?
Z Madoxem umówił się wcześniej, nie mógł się go doprosić o spotkanie, wcale go to nie dziwiło, bo ten chłopak wiecznie robił co chciał. Tak jak wtedy w tej chacie. Wtedy na tym lodowym jeziorze, gdzie prawie zginął.
Stewart zapowiedziała się rano, nie wiedział czego się po niej spodziewać. Już od kilku dni powtarzał jej, że powinna zwolnić, odpocząć, zresztą nie tylko on...
Ale czy naprawdę było jej to taki potrzebne? Gdyby on miał w takiej sytuacji siedzieć w domu, w czterech ścianach to by zwariował. Pojebało by go.
Siedział w fotelu zastanawiając się, czy zdąży jeszcze wyjść na zewnątrz na fajkę. Nie palił, ale dzisiaj go tak naszło. Obracał w palcach wymiętolonego papierosa. Przekręcił go kilka razy i zerknął na zegarek.
Osiem minut, powinien zdążyć, a może Stewart nie będzie wcale punktualna? Noriega nie był w ogóle. Ale Pilar przecież zawsze była.
Znowu zerknął na zegarek, a zaraz wstał.
Zdąży.

Tylko, że kiedy Pilar weszła do gabinetu, to go wcale jeszcze nie było. Ktoś jej powiedział, że wyszedł na chwilę, żeby zaczekała u niego w gabinecie.
Gabinecie, który nie wyróżniał się niczym szczególnym, na ścianach wisiały jakieś dyplomy, pod oknem stała jakaś tablica z informacjami na temat śledztwa, które nadzorował Eliot. Biurko zasypane papierami. Dużo różnych dokumentów. Kto by zwrócił na to uwagę?
Jakaś ramka ze zdjęciem jego żony i córek i kubek z napisem najlepszy tata, nic szczególnego.
Na pierwszy rzut oka.
Eliot wszedł do gabinetu, a wraz z nim zapach papierosowego dymu, który w ustach chciał zabić miętową gumą, ale przecież i tak było od niego czuć fajki.
- Pilar, przepraszam, że musiałaś czekać - rzucił i stanął nad nią, nad biurkiem, po którym przesunął spojrzeniem, i nagle zatrzymał je na jakiś dokumentach, zgarnął je, składając do siebie, usiadł i wrzucił je do kieszeni biurka.
Nic szczególnego...
A jednak jeśli Pilar zwróciła na nie uwagę, to mogła zauważyć tam policyjny raport podpisany przez Madoxa.
Zauważyła?
Eliot liczył, że nie, oparł się na obrotowym krześle i odchylił do tyłu.
- To o czym chcesz pogadać? - zapytał tonem dobrego szefa, wspierającego przełożonego, a nie srogiego dowódcy. Eliot w gruncie rzeczy zawsze był dobrym gliną. I dobrym koordynatorem.
Można było z nim wszystko załatwić, nie robił problemów. A nawet kiedy ktoś inny je robił, to przecież on zazwyczaj przymykał na to oko. Tak jak wtedy, kiedy zaproponował Madoxowi, żeby jechał z nim do Daltona. A może wcale nie powinien?
Utkwił spojrzenie w Stewart, splatając ze sobą palce i opierając łokcie na dużym, dębowym biurku. Nie chciał zgadywać po co tutaj przyszła.

Pilar Stewart

paperwork has a way of bringing people together

: śr sty 28, 2026 9:31 pm
autor: Pilar Stewart

023.
everyone's got their secrets


Miała dobry humor.
Po raz pierwszy od tygodnia miała d o b r y dzień.
Śmiała myśleć, że miała to coś — albo raczej wszystko — wspólnego ze wczorajszym wieczorem, który chociaż zaczął się kiepsko, to skończył całkiem, całkiem nieźle. Wspaniale nawet. Bo nie dość, że udało im się w końcu porozmawiać, zjeść zajebiste jedzenie, to jeszcze w końcu spędzić razem trochę czasu. I tak, seks również był bajeczny. Ten w salonie, na kuchennym stole, który był zwieńczeniem wszystkich uczuć, które dzielili, jak i ten pod prysznicem, który był bardziej na zapomnienie, żeby nieco odpędzić myśli związane z Meksykiem i matką Madoxa.
Przejęła się. Chyba nawet bardziej niż Madox. Może dlatego, że sama niby nie będzie w takiej sytuacji? Bo dobrze wiedziała, ze swojej nie dość, że nie znała, to jeszcze nigdy nie przyjdzie jej zobaczyć — żywej czy martwej — a on miał szansę chociaż na to ostatnie pożegnanie.
I oni też tym samym chcąc nie chcąc, mieli także możliwość wyjazdu. Sami. We dwójkę. Z dala od Toronto i nieprzyjemnych wspomnień. I chociaż nie brzmiało to dobrze w jednym zdaniu — że jechali zidentyfikować ciało i odpocząć na wakacjach — to Pilar patrzyła na to optymistycznie. Może dlatego, że była pierdolnięta? A może po prostu każda chwila z Madoxem — zła czy dobra — była tego warta.
Dlatego umówiła się z Eliotem z samego rana w jego gabinecie. Była na komisariacie od ósmej. Zdążyła sobie strzelić kawę, przy okazji wyjebała do kosza ten kubek Daltona, który tak bardzo ją wkurwiał i ukradła komuś z półki czekoladowego batona. I tak szła na urlop, to kto się dowie, że to ona? Jak pójdzie na głównym reprymenda, to ona już będzie w gorącym Meksyku, więc w czym problem?
W gabinecie Eliota pojawiła się o czasie. Zapukała, a kiedy nikt nie odpowiedział, weszła sobie do środka jak do siebie. Znała ten gabinet jak własną kieszeń. Swego czasu przecież siedziała tutaj dość często. A najwięcej to przychodziła zbierać baty, za różne bezmyślne decyzje podejmowane podczas misji, jak żeby wchodzić w niebezpieczne miejsce, kiedy przez radio kazali jej czekać.
I tutaj też weszła. Rozsiadła się wygodnie na krześle, a potem upiła nieco kawy. Była kurwa okropna, ale jak się ją zagryzło batonem, to nie była taka zła. Do wypicia. Wyciągnęła telefon i zaczęła coś w nim grzebać. Napisała do Madoxa, że oczywiście tęskni i przy okazji by zapytać, czy udało mu się znaleźć jakieś sensowne loty. Tylko Noriega wcale jej nie odpisał, ba, nawet kurwa nie wyświetlił, więc Stewart zaczęła się najzwyczajniej w świecie nudzić.
A jak się człowiek nudzi to co? To się rozgląda. I właśnie Pilar zaczęła się rozglądać. Przeszła się do wielkiej tablicy z licznymi dowodami przypiętymi magnesami, przyjrzała się sprawie, a zaraz potem skierowała się do biurka przełożonego. Przesunęła palcami po chłodnym drewnie, podczas gdy jej spojrzenie wertowało stertę papierów.
Podpis Noriegi rzucił się jej w oczy dopiero po jakimś czasie. Przecież nie często oglądała jego pismo, nie poznała go na pierwszy rzut oka. Nachyliła się nieco bliżej, by zabrać się za czytanie, jednak wtedy do pomieszczenia wpadł Eliot, trzaskając mocno drzwiami.
Nieładnie się tak spóźniać — stwierdziła praktycznie od razu, darując sobie wszystkie cześć i dzień dobry. Odsunęła się krok w tył i opadła na krzesło tuż przed biurkiem, a kiedy Eliot podszedł bliżej od razu do nosa Pilar wleciał zapach papierosów. — Nawet mnie nie zaprosiłeś na papieroska? — cmoknęła zawiedziona. Przecież poszłaby z nim. Co prawda lubiła sobie zapalić głównie do alkoholu i przy większych nerwach, ale do towarzystwa zawsze mogła się wybrać. Podniosła na niego spojrzenie. — Swoją drogą, nie mówiłeś, że będziesz rzucać? — spytała, wciskając do ust resztę batona, a papierek ścisnęła i schowała do kieszeni spodni. Miała tylko nadzieje, żeby zaraz nie okazało się, że ten baton był jednak Eliota.
Na pytanie po co przyszła, skinęła głową, by dał jej chwilę na przełknięcie, w międzyczasie prostując się i z tylnej kieszeni spodni wyjęła lekko już pomięty papier.
Przyszłam poprosić o urlop — wyjaśniła po chwili i rozłożyła kartkę układając ją na biurku. Oczywiście nie uszło jej uwadze, jak nagle Eliot zaczął zabierać wszystkie papiery, w tym ten z nazwiskiem Madoxa. — Więc jestem i proszę o urlop — dodała, po czym opadła na oparcie fotela i upiła conieco tej okropnej kawy.
Niby nie powinna się tym interesować, ale jedna rzecz wciąż nie dawała jej spokoju. A przecież Pilar od zawsze była aż zbyt ciekawska…
Co to za dokumenty? — wskazała głową na stertę papierów, które właśnie przed nią schował. — Noriega w czymś pomaga? — dopytała. Musiała. No kurwa musiała spróbować.

Madox A. Noriega

paperwork has a way of bringing people together

: śr sty 28, 2026 10:12 pm
autor: Madox A. Noriega
Przecież doskonale wiedział, że nie ładnie jest się spóźniać, właściwie nigdy tego nie robił. Zawsze przed czasem, zawsze punktualnie, ale dzisiaj ten papieros tak bardzo wiercił mu dziurę w głowie, że nie mógł się powstrzymać. Nawet chyba nie chciał, po prostu chciał jakoś odgonić od siebie czarne myśli, chwile się zastanowić, poukładać sobie wszystko w głowie. Wyszło?
Nie do końca chyba, ale zagryzł to gumą, a potem jeszcze na pocieszenie obiecał sobie, że jak tylko Stewart wyjdzie, to pójdzie do kuchni i zje tego czekoladowego batona, którego schował w kuchennej szafce, dostał go od córki. Jakieś batony dla dzieci z naklejkami z Minionków. Dupy nie urywały, ale były całkiem smaczne. Dzieciaki kupowały je dla naklejek. Eliot miał w domu oblepioną nimi całą szafkę w swoim gabinecie.
- Jakiego papieroska Pilar? Przecież ja nie palę - mruknął i odgarnął do tyłu ciemne włosy. Jakby ktoś pytał, to tak, on już nie palił, a zwłaszcza jakby pytała jego żona. Gorzej, że naprawdę było od niego czuć fajki, ale zanim on zdąży wrócić do domu, to przecież się wywietrzy, popsika do tego jakimś perfumem i ujdzie mu to na sucho. Czego oczy nie widzą - tego sercu nie żal.
- Już trzy miesiące bez fajki - powiedział żując gumę, bo przecież tego dzisiejszego nie liczył. Nikt nie musiał wiedzieć, a jak się o czymś nie wie, to... Co z oczu to z serca, czy jakoś tak. Łatwiej jest czasem nie wiedzieć. Serce jest lżejsze. To żony Eliota na pewno będzie. Bo on nie palił już przecież trzy miesiące.
Zerknął na tego batona, którego wpakowała sobie do buzi, ale albo nie poznał w nim batona z Minionkami, albo już miał to gdzieś. Może jakoś to przełknie? Zmarszczył brwi czekając aż przeżuje, a kiedy złożyła na jego biurku podanie o urlop, to momentalnie uniósł je w górę. Nie spodziewał się tego, jeszcze, że sama wyjdzie z taka inicjatywą. Nie będzie mu zrzędziła, żeby dał jej jakieś kolejne śledztwo, jak kilka dni temu, kiedy to zaproponował, urlop.
- A gdzie wybywasz na ten urlop? - zapytał, bo coś mu tutaj śmierdziało. Może te fajki? Chyba już trochę odwykł od tego smrodu. Wziął w palce jej podanie i zerknął, na nie, wyglądało w porządku, zresztą sam chciał ją na ten urlop wysłać, zerknął na nią ponad świstkiem papieru.
- Od jutra, dobra - kiwnął głową - nie napisałaś do kiedy... - zauważył, ale nie to, że specjalnie mu to przeszkadzało. Miała prawo do urlopu po tej całej akcji, tak długiego jak chciała, jak potrzebowała.
On też podniósł kubek z napisem najlepszy tata, upił kawy, zimna była jeszcze gorsza, a do tego w połączeniu z tą gumą Orbit... Wypluł ją zaraz do kosza.
Odchrząknął na jej pytanie, jakby chciał jej dać do zrozumienia, że to jednak nie jest jej interes. No bo nie był, nawet nie powinna zerkać na to, co leżało na jego biurku. A on powinien tu zrobić porządek. A nie kurwa układać kolejne sterty z papierzysk, które niedługo będą wyższe od niego... No nie, nie było tak źle, a jednak leżało tam trochę różnych dokumentów.
- Już się ostatnio wystarczająco na pomagał - rzucił jakoś sucho, bo oni oboje wiedzieli, jakie on miał na ten temat zdanie, nie popierał tego, ich... związku? Tego, cokolwiek to było. Bo Pilar była policjantką, całkiem dobrą, świetną. A Madox był...
Nieodpowiedzialny. Zawsze.
- A Ty co Stewart prowadzisz jakieś śledztwo na jego temat? - on też musiał spróbować... - ma tutaj być po Tobie, czy to ma coś wspólnego z twoim urlopem? - nie wiedział. Nic nie wiedział, strzelał. Łączył jakieś kropki, szukał jakiegoś punktu zaczepienia.
- Przecież to bandzior - rzucił tonem troskliwego ojca, kurwa takim tonem, jak się czasami do Daltona zwracał. Gnoja.
Czy naprawdę uważał Madoxa za bandytę. Może nie do końca, ale przecież taką opinię miał na komisariacie, każdy kogo by tutaj o niego zapytała, powiedziałby jedno - bandyta, albo gangus. Jeden pies.
A Noriega nawet jakoś za specjalnie nie chciał tej opinii psuć, bo kiedy tu przychodził na przesłuchanie, to on przecież jak ten bandyta się zachowywał, groził prawnikami, narzekał na niewygodne krzesła i pluł tą syfną kawą. Raz nawet napluł pod buty Eliota.

Pilar Stewart

paperwork has a way of bringing people together

: śr sty 28, 2026 10:38 pm
autor: Pilar Stewart
Robił z niej idiotkę — nic nowego. Eliot już tak miał; zawsze przekręcał fakty, robił coś i udawał, że wcale nie miał z tym nic wspólnego. Pilar pamiętała jak dziś, kiedy Barb z księgowości przyniosła wielkie pudło rogalików z cukrem pudrem, które ktoś kompletnie rozpierdolił. Eliota niby nie było w kuchni pracowniczej, niby się nie krecił… a jak się odwrócił to na dupie miał wielki ślad z lukru. Jakby mu śnieg na sam tyłek się posypał. I tak samo było z tym rzekomym papieroskiem, którego wcale nie zapalił — jedna wielka bujda na resorach.
Jednak Pilar nie miała zamiaru sie tym przejmować. Ba, nawet nie miała zamiaru z nim tego dyskutować. Chciał sobie palić? To niech pali. Przecież nie poleci zaraz do jego żony na niego nagadać. Nie była kapusiem, umiała dotrzymać tajemnicy. Dlatego, kiedy Eliot niby naturalnie spytał, gdzie jedzie, tylko prychnęła pod nosem.
Jeszcze nie wiem — wzruszyła ramionami, poprawiając luźną marynarkę. — Może Hiszpania? Byłeś kiedyś w Hiszpanii, Eliot? — przekręciła głowę na bok i przyjrzała mu się uważnie. Nie miała najmniejszego zamiaru mówić mu, że jechała do Meksyku, a tym bardziej tego, że jechała tam z Madoxem. Dobrze wiedziała, jakie miał do tego podejście i nie miała zamiaru z tym dyskutować. To wszystko co się stało już i tak wystarczająco pokrzyżowało to całe ich tajne spotkanie i nie wychylanie się. Nie musieli sobie dokładać.
Nie wiem do kiedy — znowu wzruszyła ramionami i upiła łyka kawy. Aż się kurwa skrzywiła. Odkąd skończył się jej czekoladowy batonik ta lura smakowała jeszcze gorzej. — Może tydzień? Będzie to jakiś problem? — znowu wbiła w niego spojrzenie. Niby nie było to żadne przesłuchanie, a jednak trochę tak wyglądało. Ale co się dziwić, kiedy posadziło się dwa psy na przeciwko siebie i kazało rozmawiać. Żadne nie chciało odpuścić. A tym bardziej Pilar, która nie mogła przestać zastanawiać się, co za biznesy kręcił Madox z Eliotem. No chyba, że po prostu chodziło o podpis na raporcie ze sprawy z Daltonem, ale wtedy czemu po prostu jej tego nie powiedział? Dosłownie mógł ukrócić całą ta dyskusję jednym zdaniem, a jednak wybrał pierdolnie dookoła tylko nie do sedna.
Ja mu nie kazałam pomagać — przewróciła oczami. Nie chciała, by Eliot widział, jak ją to wszystko ruszyło. Jak rola Madoxa w tym wszystkim ją ruszała. Bo ruszała. Kurewsko. Do tego stopnia, że gdyby mogła, zrobiłaby wszystko, by znaleźć się zamiast niego pod tym pieprzonym lodem. Przez moment chciała nawet zapytać Eliota, jakim cudem był tak durny, że wziął go ze sobą do chatki, ale czy był sens to rozgrzebywać? No właśnie chyba nie było.
Za to przełożony stwierdził, że on tak dla odmiany może sobie wygrzebać co tylko chciał i zaraz zaczął tym swoim ojcowskim tonem pouczać Stewart, co oczywiście się jej nie spodobało.
A jak prowadzę? — kolejne pytanie, poprawione łykiem kawy. — To co, Eliot? Tą sprawę też mi zabierzesz? — nachyliłą się w jego stronę, zaciskajac palce na oparciach krzesła tak mocno, że aż jej knykcie pobielały. — A może już zawsze każdą niebezpieczną sprawę będziesz mi odradzać i zabronisz łapać przestępców bo to B A N D Z I O R Y? — oczywiście, że nei dlatego dopytywałą o Noriegę, ale tego akurat wcale nie musiał wiedzieć. Pilar potrafiła kłamać, umiała naginać rzeczywistość, a najlepiej wychodziło jej odpowiadaniem pytaniem na pytanie, kiedy tylko była taka okazja. Bo to właśnie takim sposobem zdobywało się najwięcej informacji.
Chociaż kiedy wspomniał, że Noriega miał tu być zaraz po niej, to mina się jej zmieniła, a oczy otworzyły się szeroko.
Ma tu być? — zdziwiła się. No tego już nie była w stanie ukryć. — A po co? Bo chyba nie na papieroska — niby miała świadomość, że przecież Madox pomagał policji, ale reakcje Eliota wcale się jej nie spodobały.

Madox A. Noriega

paperwork has a way of bringing people together

: śr sty 28, 2026 11:39 pm
autor: Madox A. Noriega
- Do Hiszpani? - powtórzył po niej, a zaraz jedna jego brew uniosła się do góry - a nie do Kolumbii? - zapytał, pił do Noriegi? A może do jej wyjazdu o Medellin? Ale chyba nie wiedział, bo skąd? Ale skoro Dalton wiedział, a oni teraz zbierali dowody przeciwko niemu...
Pilar nie mogła być niczego pewna, a przecież wiadomo było, że Elito też się jej nie zdradzi. Chociaż czasami miał długi jęzor. Zdarzało mu się coś chlapnąć.
Chociaż teraz się zamyślił, pokręcił głową.
- Nie byłem w Hiszpanii, ale dobre tam robią kiełbasy, jak będziesz to mi coś przywieź - wiedział, że to jest dobry sposób, żeby się czegoś więcej dowiedzieć. Ktoś jedzie do Hiszpanii, to niech przywiezie coś regionalnego, a jak nie przywiezie - kłamał. Chociaż w zasadzie co go to obchodziło gdzie ona jedzie sobie na urlop? Może bardziej go obchodziło z kim? Chociaż tez chyba nie powinno.
- Nie - powiedział od razu, kiedy zapytała, czy tydzień to będzie jakiś problem, dał by jej nawet dwa. Pełnoprawny dwutygodniowy urlop, a na życzenie mógł być i dłuższy. Tylko zakładał, że ona by tyle nie wytrzymała z dala od komisariatu.
Pokiwał głową na jej kolejne słowa, nie kazała mu, ale dla rozrywki też tego nie robił. Madox był pierdolnięty, ale nie do tego stopnia, żeby iść za jakimś psycholem, kiedy sprawa go nie dotyczyła. On w ogóle nie mieszał się w sprawy, które go nie dotyczyły, to akurat Eliot wiedział. No i przecież jak ta zdarta płyta on wtedy tylko pytał o Stewart.
Nabrał jakoś ciężko powietrze w płuca.
Nawet przez chwilę się zawahał, czy by nie powiedzieć jej, że mu przykro, z powodu tego Daltona, tego co się stało. Ale już to mówił, raz, wystarczy. Zresztą oni zaraz znowu poruszali temat Noriegi, no i on chyba teraz rzeczywiście chlapnął za dużo, aż podniósł do ust kubek chowając się za nim na moment. Ohydna kawa rozlała mu się w ustach, aż go wzdrygnęło.
- Jaką sprawę? - zapytał dość poważnie, bo nie wiedział, bo nie miał żadnych raportów, żadnej sprawy dotyczącej Noriegi. Nabrał ciężko powietrze w płuca i odstawił kubek z hukiem.
- Przecież te twoje sprawy na ciebie czekają, nikomu ich nie oddałem, nikt nie musi wiedzieć, że śledztwo jest wstrzymane - kurwa, takie sprawy ciągnęły się miesiącami, jej tygodniowy urlop nie zrobi różnicy. A Eliot naprawdę nie chciał przekazywać komuś jej spraw. Szanował Pilar, uważał, że jest dobrym gliną. Nawet chciał jej jeszcze wcisnąć pewną sprawę Daltona, kiedy ona już dojdzie do siebie. A może już doszła? Nie umiał tego stwierdzić, ripostę miała ciętą jak zawsze.
Przesunął palcami po ciemnych, gęstych wąsach.
- Taką mamy robotę Stewart, łapiemy bandziorów, ale ten konkretny o którym gadamy już w tym miesiącu dostał wpierdol, to może za miesiąc? Znowu coś na niego wyciągniesz? - trochę się z nią droczył. Pewnie jakby chcieli to bez problemu mogliby wsadzić Madox na czterdzieści osiem. Ale po co? Co z tego mieli? Jak i tak później ktoś musiał iść do niego do klubu. Emptiness to był dobry przepływ informacji. Tam zawsze się coś działo, można było się wszystkiego dowiedzieć. Nie zrezygnowali by z tego. Nie mogli kurwa z tego zrezygnować.
Chociaż Madox ostatnio im po prostu odpierdalał, zaniedbywał lokal, policja też to widziała. Eliot widział.
- Nie zapowiedział ci się? - zapytał patrząc w jej twarz, no bo przecież widział zmianę. Zerknął na zegarek nad drzwiami ponad jej ramieniem. Mieli jeszcze chwilę.
- Na kawkę, taką dobrą parzymy, że wszyscy chcą się na nią wpraszać - aż się prawie sam z siebie ośmiał. Najgorsza kawa jaką pił w życiu. Tak zła, że Noriega kiedyś wypluł ją prosto na Daltona. Niby twierdził, że przypadkiem, bo nie spodziewał się takiej lury, ale kto go tam wie. Aż jakaś taka jedna myśl przeszła mu przez głowę, jak długo to wszystko miedzy nimi trwało, miedzy Madoxem, a Pilar, a nikt się przecież nie pokapował.
On by się nie pokapował, gdyby nie ta cała akcja, a był dobrym śledczym. Wyciągnął z kieszeni marynarki paczkę miętowych gum do żucia, wystawił je w kierunku Stewart.
Wyjął też jedną dla siebie, odpakował ją i wpakował do buzi.
- A ta sprawa, którą prowadzisz z Harrisonem? - zagadnął ją, bo może chciał ją tutaj jeszcze chwilę przytrzymać? Albo go to serio interesowało?
- Macie coś? - dopytał stukając palcami w blat biurka, już się zamierzył do tej syfnej kawy, ale zwątpił, znowu musiałby wymieniać gumę.
Madox powinien być za dwie minuty, ale znając jego trzeba mu dać więcej.

Pilar Stewart

paperwork has a way of bringing people together

: czw sty 29, 2026 1:21 pm
autor: Pilar Stewart
A nie Kolumbii?
Spojrzała na niego dziwnie, a jedna brew uniosła się ku górze. A skąd pomysł, że miałaby jechać na urlop do Kolumbii? Chciała go dopytać, ale z drugiej strony nie chciała wcale dać po sobie poznać, że faktycznie Kolumbia miała być oryginalnym kierunkiem. Tylko skąd Eliot to wiedział? Skąd w ogóle taki pomysł? Madox mu powiedział? Wiedział więcej, niż się jej wydawało? Pytania mnożyły się w jej głowie, chociaż odpowiedzi wcale nie przybywało. Tylko coraz więcej niewiadomych.
Chociaż kiedy powiedział o tej kiełbasie, Pilar prawie oblała się kawą. Kaszlnęła, a zaraz potem prychnęła głośno, spoglądając na niego jak na debila.
Mam ci przywieźć kiełbasę? — wyśmiała go. Oczywiście, że go wyśmiała. Bo co on sobie myślał? Nawet jakby faktycznie jechała do tej Hiszpanii, to w życiu by mu nie przywiozła kurwa kiełbasy. Może jeszcze kurwa frytki do tego. — Chyba nie jesteśmy na tyle blisko, żeby przywozić sobie pamiątki z wyjazdów, nie sądzisz? — przyjrzała mu się uważnie. Eliot zachowywał się co najmniej dziwnie. Nigdy wcześniej nie interesował się jej wyjazdami. Ba, ledwo co interesował się sprawami, które prowadziła, bo zazwyczaj miał ważniejsze rzeczy do roboty i tylko raz na miesiąc prosił się o raport. A teraz? Teraz nawet sprawy chciał dla niej trzymać? D z i w n e.
Wiesz, że nie musisz się nade mną litować, Eliot? — odezwała się w końcu. Nie mogła wyjść z przeczucia, że ta jego nagła zmiana tonu, to jak obchodził się z nią jak z jakać porcelaną, wynikało z żalu. Żalu o to co sie stało i jaka Pilar była w tym wszystkim biedna. Tylko on kurwa wcale nie chciała być biedna, a już na pewno nie w oczach swoich kolegów i przełożonych z pracy. Zacisnęła ręce w piąstki. — Trzymasz dla mnie sprawy, a jak chciałam je wznowić, to każesz mi tu kurwa siedzieć od tygodnia i bawić się papierologią. Aż tak bardzo chcesz mieć na mnie oko?! — uniosła się. Delikatnie, wciąż w granicach zdrowego rozsądku, ale chyba tyle było z jej dobrego dnia. Chociaż może jeszcze nie był kompletnie stracony. Upadła na oparcie, zgarniając w płuca spokojny oddech, a następnie wbiła spojrzenie w oczy Eliota. — Wszystko jest w jak najlepszym porządku — dodała z uśmiechem. Fałszywym, bo fałszywym, ale przecież Eliot nie był Madoxem. Nie znał jej na tyle, by je od siebie odróżnić. Nie miała zamiaru mu się spowiadać. Już i tak wystarczyło, że wczorajszego wieczora ulało się jej przed Noriegą.
Tak jak teraz Eliotowi ulało się, że ten bandzior dostał już wystarczający wpierdol w tym miesiącu. I znowu udawała, że ją to nie rusza, wzruszając jedynie ramionami. Tak samo jak na to gdy spytał, czy coś na niego miała.
Może mam — przechyliła głowę. — Dowiesz się w swoim czasie — dodała po chwili. Chciała zostawić go z kolejnymi pytaniami, chciała zasiać w nim pewne ziarnko niepewności i sprawdzić, jak zareaguje. Bo skoro on kręcił na boku jakieś interesy z Madoxem, a Pilar rzekomo coś na niego mogła mieć, mogło to sprawić, że Eliot zacznie się stresować i może ewentualnie zacząć gadać?
Oczywiście, że się nie zapowiadała mógłby, przynajmniej nie wyszłaby na idiotkę. — Po co miałby to robić? — wymusiła na nim odpowiedź. Eliot ewidentnie wiedział więcej niż mówił, tego była już pewna, tylko za nic nie miała pojęcia co. Z pewnością wiedziała i miałą zamiar jednak dopytać o to Madoxa wieczorem. — No kawkę faktycznie mamy zajebistą. Tak dobrą, że aż się rzygać chce — skwitowała i odstawiła kubek na jego biurko. Setki razy już mówiła, żeby przepisać nieco budżet i zainwestować w jakąś lepszej jakości kofeinę. Cały komisariat korzystał z ekspresu. Wyjątkiem była jedna, jedyna Evina i chyba wcale by się nie obraziła, gdyby zamiast pachnącego papieru w kiblu była lepsza kawa. A może by się obraziła, ale Pilar mało to interesowało. Już bardziej ciekawiło ją, po co Madox chciał się spotkać z Eliotem. Tylko ten zaś zadał jej kolejne pytanie. Wszystko, byleby zmienić temat.
Z Harrisonem? — prychnęła. Nawet to go nagle interesowało? — Świetnie idzie — skwitowała, bo co więcej mogła powiedzieć, skoro David przestał odpisywać w wątku i tak naprawdę sprawa chuja przesunęła się do przodu. — Mamy kilku podejrzanych, jeden facet, który… — mówiła, jednak po chwili przerwałą widząc, że Eliot wcale jej nie słucha. Ciągle tylko spoglądał na zegarek, jakby na coś czekał. — Nudzę cię? — rzuciła bez ogródek. — Bo chętnie już stąd pójdę, skoro co do urlopu jesteśmy dogadani… — przecież ona też tutaj nie chciała siedzieć. To po co ta cała szopka?

Madox A. Noriega

paperwork has a way of bringing people together

: czw sty 29, 2026 6:17 pm
autor: Madox A. Noriega
- Chorizo, albo jakąś inną hiszpańską - sprecyzował od razu, a na jej kolejne słowa pokręcił z niedowierzaniem głową - ja bym ci przywiózł Pilar - no na pewno, Eliot to po pierwsze był skąpy i jedyne wakacje na które jeździł, to do tych domków nad jeziorem, a po drugie to on by nigdy pewnie nikomu na komendzie nic nie sprezentował, ale może jemu się należała jakaś kiełbasa za to że złapał Daltona? Co prawda to bardziej Madox, ale Eliot mu przecież trochę pomógł... A Stewart nie dość, że zjadła mu batona, to jeszcze nic mu nie chciała przywieźć z Hiszpani.
Oparł się o oparcie i odchylił do tyłu bujając na krześle. Kolejne słowa Pilar skwitował jakimś prychnięciem.
- Od razu litować? Ja po prostu... - zaczął i chyba chciał jej powiedzieć, że on po prostu się przejmuje tym co się tutaj dzieje. No bo kurwa, jego podopieczny, którego traktował jak syna, którego nigdy nie miał, ją porwał. Pracowali razem, chodzili razem na imprezy firmowe, pili tą syfną kawę, a nikt nic nie zauważył, a to wszystko działo się pod ich nosami.
Machnął jednak ręką, bo i tak wszyscy mieli gdzieś te jego rady, nikt go nie słuchał, traktowali go jak jakieś zło ostateczne, a on przecież wcale nie był przeciwko nim. A że czasem się unosił, odgrażał, no to raczej tak, żeby podtrzymać autorytet.
Na to jak się uniosła wywrócił oczami, znowu się pochylił do przodu przeżuwając gumę.
- A nie mogłaś tydzień posiedzieć na dupie? Coś ci się stało Stewart? - zapytał bez ogródek - wrócisz z urlopu i jak wszystko nadal będzie w porządku, to odzyskasz swoje sprawy - nie robił jej przecież tego na złość. Ale nie był głupi, rozmawiał z lekarzami, wiedział o jej atakach paniki, no i jak miał ją puścić na akcję? No jak?
- Ale jak będziesz pyskowała, to załatwię ci jeszcze tydzień w biurze - dodał dobitnie. Ale Eliot taki nie był, nie robił komuś na złość, lubił się za to podrażnić, poudawać trochę gorszego chuja niż był naprawdę.
Na te jej kolejne słowa wzruszył ramionami, akurat na temat Noriegi to miał całą teczkę, leżała sobie spokojnie u niego w szufladzie, bo tak się składa, że ją przeglądał. Dzisiaj.
Nie chciał wnikać w jakiejś jej śledztwa, i tak później wszystkie raporty lądują u niego na biurku, jej prowokacji nawet chyba nie wyczuł, albo go nie obchodziła.
Już otworzył usta, żeby coś powiedzieć, może, że myślał, że są blisko z Noriegą? Chciał to powiedzieć, dać jej do zrozumienia, że nie jest takim idiotą jakiego chciała z niego zrobić, ale nabrał tylko powietrze w płuca. Może jednak było mu jej trochę szkoda? Albo po prostu nie chciał się mieszać w nieswoje sprawy. Albo... jej mieszać w nie jej?
- Jak zagryziesz czymś słodkim to ujdzie - rzucił na temat tej kawy i znowu sobie przypomniał o tym batonie, ale zaraz też pomyślał o kolejnej fajce, przepalona też była nienajgorsza. Najgorsza to była z tą gumą Orbit.
Zapytał o sprawę z Harrisonem, chociaż spojrzenie gdzieś mu uciekło w bok, na ten zegarek nad drzwiami, oczywiście, że nie umknęło to Stewart. Zastukał palcami w blat biurka, no właściwie to jej tutaj nie potrzebował, zwłaszcza, że ona się za bardzo interesowała nie swoimi sprawami. Wstał i już miał ją pożegnać, życzyć jej miłego urlopu, ale drzwi do gabinetu się otworzyły i do środka wpadł nie kto inny jak Madox.
Oczywiście.

Wiedział, że się spóźni, dzisiaj cały dzień nie mógł się nigdzie wyrobić, może to za sprawą tego, że na śniadanie wymyślił sobie to sadzone jajko, które robiło się zdecydowanie dłużej niż kanapki... bo trzy razy mu nie wyszło i wyrzucił je do kosza. Albo może to dlatego, że jeszcze zanim wyszedł to musiał się poprzytulać do Stewart, jeszcze jej opowiedzieć jakąś historię życia, a później wysłuchać takiej, którą uraczył ich Ricardo. Z jego randki.
Spóźniony wpadł do klubu, dostał zjebę od Maddie, a kiedy jej powiedział, że leci do Meksyku kolejną...
Wcale się nie dziwił, bo ostatnio w klubie on po prostu bywał, jak kiedyś siedział tam całe dnie, całe noce czasem, to teraz tylko zaglądał z doskoku.
I dzisiaj też zanim jeszcze jego menadżerka się rozkręciła, to on poinformował ją, że musi wyjść, bo ma coś do załatwienia.
Szkoda, że nie poinformował o tym Pilar, że będzie dzisiaj na komendzie, ale liczył na to, że może nawet na nią nie wpadnie. Ona miała swoje obowiązki, a on miał tylko zajrzeć do Eliota.
Na komisariat wszedł jak do siebie, zamieniła trzy słowa z Lindą z recepcji, podziękował jej jakimś ciastkiem, które kupił w cukierni za rogiem i ruszył prosto do gabinetu Eliota. Nawet z Beckiem się nie zatrzymał, żeby pogadać. Nie miał na to czasu.
Szybko tylko zrobi to, o co Eliot truł mu dupę od kilku dni i będzie mógł wracać do klubu. Miał jeszcze coś do załatwienia w klubie.
Tylko, że kiedy wszedł do biura, zamknął za sobą drzwi i już miał zaczynać tłumaczyć się dlaczego się spóźnił, to co... stanął na przeciwko Pilar.
- Mówiłem ci, że ten rap... - urwał w pół słowa, bo się jej tutaj nie spodziewał. A przecież mógł, miała w końcu załatwić sobie urlop. Ale czemu akurat w tej chwili?
Ciemne tęczówki zaraz spoczęły na jej twarzy, kiedy się odwróciła.
- Przeszkadzam? - zapytał spojrzenie przenosząc na Eliota. Ten pokręcił głową.
- Nie, Stewart już właściwie wychodzi... Chyba, że coś jeszcze Pilar? To udanego urlopu, nie zapomnij o moim chorizo - przeszedł przed biurko, żeby ją wyprosić, a na jej miejsce, na dywanik wziąć Noriegę.

Pilar Stewart

paperwork has a way of bringing people together

: czw sty 29, 2026 6:41 pm
autor: Pilar Stewart
Chorizo. Chyba go kurwa pojebało. Nawet gdyby faktycznie jechała jutro do Hiszpanii, ostatnią rzeczą, jaka byłaby na jej liście do zrobienia to szukanie k i e ł b a s y dla Eliota.
Spojrzała na niego jak na wariata, ale on oczywiście nic sobie z tego nie zrobił. Chyba lata pracy na komendzie na tej dokładnie pozycji, przyzwyczaiły go to prześmiewczych spojrzeń i brania go za głupca.
Chociaż on Pilar też miał chyba za jakąś głupią, skoro myślał, że ona mu uwierzy w to, że się nad nią nie litował. Nie była ślepa, swoje wiedziała, ale tylko przewróciła oczami na jego słowa. Dopiero kiedy zaczął się tak rozwodzić nad tym, że przez ten tydzień pracy w biurze nic takiego się jej nie stało, nabrała w płuca więcej powietrza. Już była gotowa powiedzieć mu JAK WIELE SIĘ STAŁO, a przede wszystkim to jak sprawy, które powinny posuwać się do przodu, stały ciągle w miejscu, bo nie została dopuszczona do tego, żeby przesłuchać kolejnych świadków, ale wtedy on oznajmił, że jak będzie wszystko okej po jej urlopie, to wróci ją do pracy na pełen wymiar.
A co ma nie być? — spytała praktycznie od razu, nawet nie myśląc. Te słowa po prostu wyszły z niej automatycznie. Chciała nawet dodać kolejną uszczypliwość, tylko wtedy Eliot sprowadził ją do pionu, mówiąc o pyskowaniu.
Był to solidny argument, z którym nie mogła dyskutować, bo jednak on tu rządził. Czy tego chciała, czy nie, musiała się go słuchać. Chociaż zdecydowanie wolałaby nie. Bo przecież była gotowa, żeby wrócić do pracy. Była gotowa, żeby jeździć na misje. Przecież to wszystko, co się stało, to wcale nie znaczyło, że nagle nie będzie potrafiła posługiwać się bronią i łapać bandziorów.
Tylko czy chciało jej się teraz z nim dyskutować?
Krótka odpowiedź: nie.
Dlatego odchrząknęła w końcu i odkleiła plecy od krzesła. Była gotowa wyjść. Eliot miał jej zgłoszenie o urlop na stole, miał go podpisanego i nawet porozmawiali chyba o wszystkim, o czym się stało, więc dość gładko stwierdziła, że nic tu po niej. Nawet przeniosła ciężar na lewą nogę i podniosła tyłek do góry, tylko wtedy drzwi do pokoju zaskrzypiały.
Nawet nie musiała się odwracać, by wiedzieć, kto właśnie pojawił się za jej plecami. Wszędzie poznałaby jego włos. Słyszała go wczoraj jak mówił jej, że ją kocha nad życie i dzisiaj rano, kiedy życzył jej miłego dnia, składając na jej usta czuły, ciepły pocałunek. Aż mimowolny dreszcz przeszedł po jej plecach. Oczywiście nie dała tego po sobie poznać. Tak samo jak tego, że ruszyło ją to niedokończone zdanie Noriegi.
Przeszkadzam?
Ani trochę — wcisnęła się w pół słowa Eliotowi, w końcu przekręcając głowę i spoglądając na Madoxa. Złapała jego ciemne, przeszywające spojrzenie i chociaż ich oczy spotkały się na krótką chwilę, było to kurewsko intensywne kilka sekund. Prawie jakby porozmawiali sobie w myślach, a przynajmniej on musiał zauważyć to jej spojrzenie pod tytułem co tu się odpierdala?
Odwróciła się do przełożonego dopiero, kiedy ten zaczął rozwodzić się na temat tego, jak to Pilar już wychodziła. No tylko problem w tym, że teraz ona wcale nie miała zamiaru nigdzie iść.
Właściwie to zostanę — oznajmiła, jakby faktycznie miała coś do gadania i zaraz posadziła swój tyłek z powrotem na krześle, uśmiechając się szeroko to od Eliota, to do Madoxa. Chcieli rozmawiać? No to kurwa mogli rozmawiać przy niej. — Bo rozumiem, że to chodzi o sprawę z Daltonem, prawda? — bo niby o co innego? — W takim razie myślę, że spokojnie mogę zostać. Jakby na to nie patrzeć, ta sprawa dotyczy bezpośrednio mojej osoby — prosze, kurwa, bardzo. Wbiła spojrzenie w Eliota i przekręciła nieco głowę.
Teraz już nie miał wyjścia. Jeśli to faktycznie tyczyło się Nicka i tej całej sprawy z domkiem nad jeziorem, przełożony nie powinien mieć nic przeciwko, by została. Miała przecież do tego prawo. Chociaż TYLE się jej należało.
No chyba, że chodziło o coś zupełnie innego. Wtedy będzie musiała wyjść. Chociaż to wcale nie znaczyło, że jak wyjdzie, to nie usiądzie zaraz za ławeczce przed drzwiami i nie będzie czekać na Noriegę aż nie wyjdzie, żeby go przesłuchać i to kurwa dogłebnie, bo coś tu się ewidentnie odpierdalało. I to za jej plecami.

Madox A. Noriega

paperwork has a way of bringing people together

: czw sty 29, 2026 7:59 pm
autor: Madox A. Noriega
Zmarszczył brwi na to jej a co ma nie być, bo dużo rzeczy mu się cisnęło na usta, nie była pierwsza w policji, która przeszła przez coś takiego, pierwsza z traumą, którą starał się wyprzeć. Takie rzeczy były tutaj na porządku dziennym, ich praca często odciskała się na psychice. Tylko, że Eliot też nie był żadnym lekarzem, żadnym terapeutom, ani nawet psychologiem.
- Nie wiem, ale umówię cię po powrocie na rozmowę z Elsą - a Elsa to właśnie był ten ich policyjny psycholog, od którego wszyscy starali się trzymać z daleka. Bo przecież tutaj nikt nie ma problemów, wszyscy są zdrowi. Sami twardziele. Kiedy ciemne tęczówki Stewart spoczęły na nim, a usta już otwierały się, żeby pewnie znowu z nim dyskutować rzucił tylko - bez dyskusji - coś tam sobie zapisał na jakiejś żółtej karteczce. Pewnie, żeby właśnie odezwać się do Elsy. On też nie chciał się teraz nad tym rozwodzić, właściwie to chciał się jej już pozbyć...

Tylko, że kiedy Madox wszedł do środka okazało się, że Pilar nie jest taka chętna do wyjścia, ale Madoxa to szczerze powiedziawszy nie obchodziło, jeszcze spojrzał raz w te jej obłędne, czekoladowe oczy, krótko, bo jednak nie chciał, żeby Eliot znowu mu suszył głowę, a później podszedł do biurka i jakby nigdy nic usiadł na krześle obok Stewart, musnął jej kolano tym swoim, niechcąco przecież. Po prostu od razu opadł plecami na oparcie nonszalancko rozsiadając się na krześle, zarzucił nogę opierając ją o kolano.
- Mi też mogłabyś przywieźć chorizo, jak już zbierasz jakieś zamówienia na pamiątki z urlopu - odwrócił się lekko w jej kierunku, bo przecież jego uwadze nie umknęły słowa Eliota, nawet uśmiechnął się do niej delikatnie, chociaż przez moment się zastanawiał, co ona nagadała Eliotowi na temat tego swojego urlopu. Może jej później zapyta?
Teraz jednak spojrzał pytająco na Eliota, no bo jednak nie miał czasu tutaj siedzieć, dzisiaj miał bardzo napięty grafik. Liczył, że jednak wyjebie stąd Stewart i będą mogli pogadać o tym, o czym mieli zamiar. Właściwie to Eliot chciał o tym gadać, bo Madoxowi wcale się nie chciało. Wiedział co zaraz usłyszy, prawie codziennie od tej popierdolonej akcji to słyszał. Ale co miał kurwa z tym zrobić?
Eliot zmarszczył brwi, najpierw spojrzał jakoś srogo na Noriegę, jakby to była jego wina, że Stewart nie chciała stad wychodzić, bo w sumie... to chyba trochę była?
Później wzrok przeniósł na Pilar.
- Właściwie to... - zaczął, ale akurat Madox się poprawiał i kopnął w jego biurko, niechcący tak? Albo specjalnie? Noriega też na pewno nie chciał, żeby Stewart wiedziała w jakim celu on tutaj przyszedł.
Madox posłał Eliotowi przepraszające... a może karcące, spojrzenie.
- Co ty kurwa masz owsiki Noriega? - wypalił Eliot i znowu wrócił wzrokiem do Stewart. Nie za bardzo wiedział jak ją wyprosić, delikatnie, żeby za bardzo nie wzbudzić jej podejrzeń?
- A ty nie masz roboty Stewart? - warknął - dokończyłabyś te papiery przed urlopem, czy coś - ewidentnie nie chciał jej mówić czego dotyczy ta sprawa między nim a Madoxem. Bo chyba nie Daltona? A może właśnie jego? Dużo niewiadomych.
- Ja też nie mam czasu, podpiszę tylko to co chciałeś i spadam - Noriega znowu się poprawił na krześle, ale jeszcze odwrócił się w kierunku Pilar, znowu złapał jej przenikliwe, ciemne spojrzenie, znowu się uśmiechnął, delikatnie - a jak ci się nudzi Stewart to mogłabyś mi przynieść kawę, nie mam czasu dzisiaj jej wypić - rano nawet już ja zaparzyli, kawę po kolumbijsku, taką jak lubił Madox, ale przyszedł Richie, zaczął się żalić na tę swoją randkę i ulotnili się zanim zdążyli jej spróbować. W klubie też już mu taką zrobili, ale znowu jakaś tancerka przyszła do niego na rozmowę i nie zdążył, bo musiał już wychodzić tutaj. Wiedział, że na komisariacie mają ohydną kawę, nie raz nią pluł, ale chyba chciał zamienić trzy słowa na osobności z Eliotem? Albo może naprawdę chciało mu się kawy, i postanowił, że jednak da tej lurze szansę? To już Pilar musiała sama się domyślić, albo wyczytać z jego spojrzenia? Chociaż to zaraz znowu wbił w Eliota. Noga zaczęła mu chodzić ze zniecierpliwienia.
- Przyniesiesz mu tę kawę Stewart? - zapytał jej Eliot, a później odchylił się znowu na tym krześle. Od razu było widać, że jednak nie będą rozmawiać przy niej. Tylko czy sprawa dotyczyła Daltona, czy jednak nie? Ciężko stwierdzić.

Pilar Stewart

paperwork has a way of bringing people together

: czw sty 29, 2026 11:40 pm
autor: Pilar Stewart
W dupie miała tą całą Else. Nigdy jej nie lubiła, a do tego uważała, że była bardzo kiepskim psychologiem. Beck kiedyś wylądował u niej jak ścigał pedofila i znalazł dziesiątki zamordowanych i wykorzystanych dzieci w piwnicy. Elsa tylko pytała się go za każdym razem jak się czuje. A jak miał się czuć? Chujowo kurwa. Innej opcji nie było. Pilar jak już to mogłaby się przejść do p s y c h i a t r y — może przynajmniej dostałaby jakieś zajebiste tabletki, po których czułaby się jak po prochach od Karen? Jeśli tak, to zdecydowanie nie miałaby nic przeciwko. Mogłaby iść nawet dzisiaj. Ale żeby ktoś pytał się jej jak się czuła? No kurwa, no nie.
Miała to powiedzieć Eliotowi, że Elsa mogła się pierdolić, ale wtedy przyszedł Madox i już rozsiadał się na krześle obok, jak gdyby nigdy nic. Jakby był u siebie. I oczywiście zupełnie przypadkiem już muskał jej kolano. A ona oczywiście równie przypadkiem wcale się nie odsunęła. Do tego zaraz złapała jego ciemne spojrzenie.
Sam sobie poleć i kup chorizo, Noriega — prychnęła, kręcąc głową z niedowierzaniem. Pierwsze spojrzała na jednego, a zaraz potem przeniosła spojrzenie na drugiego. — Co ja kurwa masarnie prowadze? — rozłożyła ręce, udając oburzenie. A może faktycznie trochę była? Bo chociaż Madox zgrywał debila i grał w ich grę, tak Eliot chyba naprawdę liczył na kiełbasę, żeby Stewart udowodniła jakoś swoje plany urlopowe. Jego niedoczekanie. — Jadę tam odpoczywać i wylegiwać się nago nad basenem, a nie biegać po targu — dodała jeszcze, oczywiście nie omieszkając wyciągnąć się na krześle, wypychając pierś do przodu i rzucając Noriedze przelotne spojrzenie.
Nie potrafiła inaczej. Nie umiała go ignorować, nawet jeśli siedział obok jako teoretycznie osoba, z którą nic ją nie łączyło. Jak przecież wystarczyło jedno jego spojrzenie, a ona już czuła na plecach ten kurewsko przyjemne dreszcz. Nawet kiedy była na niego zła. Bo trochę jednak była.
Dlaczego nie powiedział jej, że idzie się dzisiaj spotkać z Eliotem? Dużo jeszcze przed nią ukrywał? Z pewnością dużo. Nawet zaczęła się nad tym zastanawiać, tylko Madox pierdolnął w biurko. No tak, tourette znowu się odzywał. Przelotnie na niego spojrzała, a zaraz Eliot znowu do niej gadał, znowu próbując się jej pozbyć. Dlaczego?
Właściwie, to skończyłam już wszystko wczoraj — wzruszyła ramionami i spojrzała na niego wyczekująco. No bo na to już chyba nie miał argumentu? Chociaż może wystarczyło dowalić jej jeszcze więcej roboty? Przecież to był komisariat, tu zawsze była masa papierologi. Na pewno by coś znalazł. Chociaż…— Ale jak chcesz, to chętnie posortuje te twoje dokumenty. Strasznie dużo ich tu masz… — i podniosła się lekko w stronę sterty, którą wcześniej przed nią schował i tak jak myślała — Eliot od razu zerwał sie z miejsca i zaczął zarzekać, że to akurat ogarnie sobie sam, tylko utwierdzając ją w przekonaniu, że tu z pewnością działy się jakieś kurwa szemrane interesy między nim a Noriegą i to takie, o których ona miała nie wiedzieć.
A zaraz już nie tylko Eliot próbował się jej pozbyć, ale również i Madox. Aż spojrzała na niego ostro, kiedy zaczął jej wytykać, że powinna mu zrobić kawę.
Chyba zwariowałeś, Noriega — prychnęła, przewracając oczami i zaraz się do niego nachyliła. — Nie jestem twoją asystentką, żeby ci kurwa kawę serwować — chociaż kiedy wpatrywała się w jego twarz, miała ochotę zrobić z nią setkę innych rzeczy. W s z y s t k o oprócz tej zasranej kawy.
Przez moment po prostu patrzyła się na Madoxa. Wbiła spojrzenie w jego oczy, a on w te jej, jakby prowadzili jakąś walkę na spojrzenia, kto pierwszy się złamie. Aż serce zaczęło jej szybciej bić. Tylko wtedy znowu wszystko spierdolił Eliot.
Przyniesiesz mu tę kawę, Stewart?
Nie — warknęła, finalnie jednak wstając z miejsca. Poprawiła marynarkę, stojąc bardzo blisko Noriegi, tak, że kiedy machnęła materiałem, z pewnością mógł dokładnie poczuć jej zapach. — Nie jestem tu od robienia kawy. Ma rączki… — całkiem sprawne swoją drogą. — To niech sam sobie zrobi — skwitowała i dopiero wtedy spojrzała na Eliota. Narażała się? I kurwa dobrze. Miała to gdzieś. Znał ją przecież dobrze i doskonale zdawał sobie sprawę, że była pyskata, a do tego wcale się nie słuchała. Praktycznie nigdy. I jej przełożony chyba nawet nie wyglądał na zdziwionego.
Ona natomiast niechętnie zgarnęła kubek z biurka i skierowała się do wyjścia.
Skoro nie mieli zamiaru przy niej rozmawiać, to co ona mogła? Mogli się tak przecież przekomarzać do usranej śmierci. Stwierdziła, że prościej będzie po prostu zaczaić się na Madoxa i grzecznie poczekać, aż wyjdzie z gabinetu. Może chociaż jego samego będzie jej łatwiej urobić.
Dlatego wyszła trzaskając drzwiami, jednak zamiast oddalić się do swojego biurka, usiadła sobie kawałek dalej na średnio wygodnej ławie, zarzucając nogę na nogę i krzyżując ręce na piersi.

Madox A. Noriega