Strona 1 z 1

past on the dancefloor

: śr sty 28, 2026 9:31 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
#30
She knew who he used to be.
The club knew who he pretended to be.


Już powiedział Maddie, że jutro leci do Meksyku, była wściekła, tak jak podejrzewał. Przez piętnaście minut tłumaczył jej, że nie leci tam wcale opalać się na jakiejś dzikiej plaży, czy pić z Pilar drinki z palemką, tylko zidentyfikować ciało zmarłej matki...
Trochę liczył, że to jednak nie ona. Z drugiej strony udawał, że go to wcale nie rusza. Nie powinno biorąc pod uwagę fakt, że przez dziesięć lat nie miał z nią kontaktu, po tym, jak okradła rodzinę jego ojca i uciekła. Nawet przez myśl mu przeszło, że gdyby okazało się, że to ona, to zamknąłby pewien nieprzyjemny rozdział swojego życia.
Czy był wyrodnym synem?
Może.
Właścicielem klubu też pewnie nie najlepszym, skoro od pół godziny siedział na barze udając, że pomaga, a on robił sobie odprawę na bilety. Jeszcze sprawdzał jakieś hotele, gdzie mogli by się zatrzymać ze Stewart. To było dla niego ważniejsze niż kolejni klienci, niż spojrzenia barmanek, którym obiecał pomóc. Nie ruszyłby się, na pewno nie. Gdyby w pewnym momencie nie usłyszał jej głosu. Poznał ją do razu, chociaż... Dawno jej nie widział. Jego ciemne tęczówki zaraz odszukały jej sylwetkę, przesunęły się na jej twarz, na te niebieskie oczy, które kiedyś mu się tak podobały. A teraz sprawiły, że on tymi swoimi wywrócił, strzelił w sufit. Jeszcze jej mu tu kurwa brakowało.
I to nie tak, że nie lubił Haddie. On kiedyś ją przecież...
Ale dzisiaj chciał to jakoś szybko odbębnić, szybko załatwić i jechać do domu. Do niej.
Ostatnio nie miał głowy do pracy, do niczego nie miał. Obejrzał się przez ramię, czy mógł się jeszcze zmyć? Może jeszcze go nie zauważyła? Ale wtedy jedna z barmanek głośno, dobitnie, wypowiedziała jego imię.
- Madox, se suponía que ibas a ayudar, maldita sea - Madox miałeś pomóc do cholery, no miał. Od policji też miał się trzymać z daleka, a jakoś za specjalnie dobrze mu to nie wychodziło. Niebieskie tęczówki blondynki zatrzymały się na jego twarzy. Czyli jednak chyba zauważyła.
Czy niegrzecznie będzie jeśli się nawet z nią nie przywita?
Podejrzewał, że tak. Bardzo. Ale czy on musiał być grzecznym chłopcem? Już od dawna nie był.
A jednak stanął przed nią, a jednak ciemne ślepia przesunęły się po jej sylwetce, po dekolcie, na twarz, na te oczy.
- Cześć Haddie, jak się masz? - zapytał jakby nigdy nic, chociaż w tej chwili miał to gdzieś, konkretnie... w dupie. I to nie tak, że jej nie lubił, że go nie obchodziła. To bardziej chodzi o to, że on tutaj nie chciał być, w tym klubie.
A jednak uśmiechnął się do niej delikatnie, trochę krzywo, ale jednak, ładnie. Tak jak zazwyczaj uśmiechał się do psiarni. A miał ich tutaj od groma. Nawet mu się wydawało, że widział gdzieś Becka. Chyba wolałby wypić dwa szoty z Beckiem, niż stać na przeciwko swojej... byłej?
A jednak stał, a do tego nawet poprawił tę swoją kolorową koszulę, przesunął po niej palcami, a później oparł się o ladę i pochylił w jej kierunku.
- Co pijesz? - zapytał, i może to rzeczywiście będzie pierwszy drink, który on zrobi tego wieczoru. Miał nadzieję, że jedyny, ale przecież ona zawsze miała słabą głowę. Jeden rozcieńczony drink i sobie pójdzie.
Chyba, że przychodziła do niego z jakimś interesem? Ale jakim? W interesach zresztą mogła go złapać na komisariacie, ostatnio tak często tam bywał.
Ale nie, ona sobie siedzi w jego klubie, jakby nigdy nic, a on zamiast się stąd zmywać, jak miał w planach, to już przesunął spojrzeniem po jej sylwetce, zmierzył ją wzrokiem. Wyglądała dobrze, zawsze wyglądała dobrze. Nie jego typ, wolał gorące latynoski, a jednak coś go kiedyś w niej urzekło.
On za to od ostatniego spotkania na pewno zmienił fryzurę, bo jeszcze jakiś czas temu nosił dłuższe, ciemne włosy, teraz były krótkie, jasne, kontrastowały z jego ciemną brodą i brązowymi oczami. Chociaż do tej kolorowej koszuli, spod której wystawała masa tatuaży jakoś pasowały.
Oparł łokcie na blacie, a głowę ułożył na nadgarstku.
- Przyszłaś się pobawić, czy pogadać? - Madox lubił konkrety. I konkretnie chciał wiedzieć, co ona tutaj robi. Bez żadnego owijania w bawełnę. To akurat mogła wiedzieć, bo on zawsze taki był, i to się nie zmieniło, nawet kiedy już przestał...
Kiedy zaczął prowadzić ten klub.

haddie wheeler

past on the dancefloor

: śr lut 04, 2026 6:18 pm
autor: haddie wheeler
Nie miała szczególnych oporów przed odwiedzeniem baru, w którym pracował Madox. Zwłaszcza że była to wizyta czysto zawodowa. A przynajmniej tak zaklasyfikowała ją sobie w głowie, kiedy wysiadała z taksówki pod wejściem do Emptiness. Zresztą, minęło już tyle czasu, że ich status po prostu się przedawnił.
Obserwowała go, idąc w kierunku baru. Nie chodziło o szczególne zainteresowanie tym co robił, czy jak wyglądał, bardziej był to zawodowy odruch, nad którym nie panowała, nie zawsze, nie wtedy kiedy aktywnie nie próbowała tego wyłączyć. I tak wyłapała jego bardziej niż zwykle szarpane ruchy, sugerujące lekkie podenerwowanie, czy wykrzywienie uśmiechu, kiedy pozdrowił ją powitaniem. A może widziała to dlatego, że niegdyś znała go lepiej niż samą siebie? To pytanie pozostanie prawdopodobnie bez odpowiedzi. Przynajmniej na chwilę obecną.
Zasiadła na barowym stołku i kiwnęła głową w odpowiedzi na pytanie mężczyzny.
Bywało lepiej. Znowu zrzucili mi na głowę Bedivera. A u ciebie? — westchnęła w odpowiedzi i zaczęła bawić się podkładką pod szklankę, która akurat znalazła się pod jej palcami. Obracała ją w dłoniach, skubała brzegi i ogólnie rzecz biorąc, maltretowała, sprawiając, że stała się bardzo jawną reprezentacją tego, że była spięta.
Tequila. Ale w jakimś drinku, wiesz jakim, nie chcę tu paść pod bar po pierwszym łyku — uniosła kącik ust w odpowiedzi, zawieszając na moment spojrzenie na ciemnych oczach Madoxa. Coś załaskotało ją w okolicach podbrzusza, ale szybko zbagatelizowała tę sensację organizmu, zrzucając to na karb zmęczenia po całym dniu spędzonym na posterunku policji na planowaniu kolejnej terenowej akcji policji.
Jeszcze nie wiem, muszę to przemyśleć. Daj mi chwilę — uniosła brew, chwilę mierząc go spojrzeniem. Jej wzrok prześlizgnął się uważnie po twarzy Latynosa, zatrzymując na czubku jego głowy, na który wskazała podbródkiem — Ktoś wylał ci wodę utlenioną na głowę w ramach tortur? — zapytała żartobliwie, choć jej spojrzenie pozostawało poważne. Był to jednak efekt uboczny tego, jak objawiało się u niej zmęczenie. A nie dało się ukryć, że była zmęczona. Planowaniem akcji, niańczeniem krnąbrnego konsultanta i przewidywaniem wszystkich scenariuszy, które powinni wziąć pod uwagę, a o których jeszcze nie pomyślała. Nad tym właśnie się teraz zastanawiała. Czy na pewno chciała wciągać w to wszystko jeszcze Madoxa.
Sięgnęła po drinka, który zdążył pojawić się na barze i zanurzyła w nim usta, upijając zdecydowanie większego pierwszego łyka, niż wypadałoby damie w takim przybytku. Miała to jednak gdzieś. Nigdy nie należała do typowych kobiet i nie planowała zmienić tego dzisiaj. Podwinęła rękawy miękkiego, jasnoszarego swetra z moheru i przerzuciła jasne włosy z prawego na lewe ramię.

Madox A. Noriega

past on the dancefloor

: pt lut 06, 2026 12:55 am
autor: Madox A. Noriega-Patel
Uniósł ciemne tęczówki na sufit, kiedy próbował skojarzyć to nazwisko Bedivera, za wiele mu to nie mówiło, na pewno nie kojarzył go z komisariatu, ale kiedy zerknął w dół na dłoń Haddie, która zdradzała podenerwowanie, to nagle mu się przypomniało. Gość miał coś wspólnego ze sztuką, Madox dokładnie nie wiedział co, bo jedyna sztuka, z którą on namiętnie obcował to była sztuka... koksu na przykład.
- Będziesz go znowu niańczyć? - zapytał, bo już mu się trochę zaczęły łączyć fakty, nasuwać jakieś skojarzenia. Noriega czasami podpytał tu i ówdzie o blondynkę, a może sama mu coś na ten temat powiedziała? Zmrużył powieki myśląc nad tym intensywnie.
- U mnie bez zmian... - u niego zawsze było bez zmian, po staremu. Zresztą Madox nigdy nie był wylewny, nigdy nie mówił za wiele na swój temat, bo po prostu nie mógł. Jako kret. Chociaż kurwa... Ta blondynka, która siedziała tu przed nim na barowym stołku pewnie znała go lepiej niż ktokolwiek inny z tego klubu. A to dlatego, że poznała go jeszcze przed tym wszystkim... Jako chłopaka, który miał marzenia, który chciał zostać kimś, który... stracił dla niej głowę.
Teraz tą głową pokiwał, kiedy powiedziała mu czego się napije.
- Zazwyczaj słyszę, Madox tylko nie żałuj alkoholu... - rzucił i uśmiechnął się - ale tobie pożałuję Hads - on to sobie zawsze musi wymyślać jakieś dziwne ksywki dla swoich byłych. Dziwne, że w ogóle dla Pilar jeszcze takiej nie miał, ale może dlatego, że ją traktował śmiertelnie poważnie, i to dosłownie, bo prawie za nią umarł, pod lodem. O tym Haddie mogła słyszeć, pewnie plotka numer jeden na komendzie, że ten gangus z Emptiness ratował policjantkę, i to nie byle jaką, Stewart.
Znał ją, więc rzeczywiście postawił na słabego drinka, tequila jedynie do smaku, więcej w tym soku i lodu, a na wierzchu słodka... jak Haddie, wiśnia w syropie.
- Mam cię zachęcić do zabawy? - uniósł jedną brew z ciemnymi tęczówkami zawieszonymi na jej pięknych, niebieskich oczach, postawił przed nią szklankę, na nowej podkładce. Przesunął ją jej pod nos, z premedytacją dotykając zimnym szkłem jej ciepłej skóry.
Na komentarz na temat jego nowej fryzury wywrócił oczami, a zaraz pochylił się w jej kierunku, przeczesał wytatuowanymi palcami jasne włosy.
- Nie podoba ci się? - zapytał. W zasadzie już mu się znudziły te włosy i już nosił się z zamiarem ponownego pomalowania ich. Noriega często to robił, zmieniał fryzury, albo golił brodę... Bo przecież nie chciał rzucać się w oczy.
A i tak rzucał, bardzo. Jeszcze bardziej w tych włosach.
- Myślałem o tobie i doszedłem do wniosku, że jak wpadniesz, to będziemy do siebie trochę bardziej pasować - pochylił się w jej kierunku opierając o ladę. Nigdy nie pasowali, przyciągali się chyba na zasadzie przeciwieństw, jego ciemne, ogniste spojrzenie i ten jej błękit. Jego muskana słońcem karnacja i jej... jasna, było widać ten kontrast, kiedy oparł wytatuowaną dłoń tuż obok tej jej, bardzo blisko.
- No i co? - zapytał i dał jej chwilę, żeby przez głowę przemknęła ta myśl, czy już się zastanowiła, ale zaraz dokończył - smakuje ci? - powinno, bo Noriega robił całkiem dobre drinki.

haddie wheeler

past on the dancefloor

: śr lut 18, 2026 11:02 pm
autor: haddie wheeler
Przytaknęła na pytanie Madoxa i dało się dostrzec jak bardzo jej usta były zaciśnięte w wąską linię, kiedy jej myśli skupione były na postaci niejakiego Alistaira Bedivere’a. Ich relacja była skomplikowana w każdym tego słowa znaczeniu i choć do pewnego momentu jej się to podobało, to po ostatnim epizodzie, po którym zniknął bez słowa, jej nastawienie oscylowało teraz wyjątkowo blisko bardzo nieprzychylnego.
Tak, w dodatku z szerokim uśmiechem na ustach — rzuciła i westchnęła, może zbyt teatralnie. Wsparła łokcie na blacie i oparła podbródek na dłoniach splecionych w koszyczek — Sprawa wysokiej wagi dla komisariatu, więc sam rozumiesz — nie było miejsca na wybieranie partnera do wykonania zadania oraz każdemu uważnie patrzono na ręce. A jeśli ktokolwiek miał zrozumieć, to właśnie on. W poprzednim życiu szli przecież ramię w ramię, razem mieli zaprowadzić porządek z Toronto i piąć się po szczeblach drabiny na posterunku. Wiadomo jednak co dzieje się z misternie ułożonymi planami. Tak tez było i w ich przypadku. Czy czasami żałowała? Oczywiście, że bywały dni sygnowane klasycznym co by było gdyby. Na szczęście nie na tyle, aby przytłaczać, czy jakkolwiek przeszkadzać w funkcjonowaniu. Bardziej poruszały sentymentalną strunę w Wheeler.
Uniosła kącik ust na odpowiedź mężczyzny. W ten sposób pokazała też, że zarejestrowała jego słowa, ale zamierza uszanować jego prawo do nie drążenia tematu.
Prawdę mówiąc byli w takim wieku, kiedy bez zmian, czy po staremu było oczekiwaną odpowiedzią. Zresztą znała go na tyle, żeby wiedzieć, że nie strzępił języka wtedy, kiedy nie było to konieczne. Jej uśmiech nabrał ciepły, może nieco sentymentalny wyraz, kiedy pozwoliła sobie na spontaniczne prześlizgnięcie się wzrokiem po jego twarzy.
Dzięki, Mads, jesteś solidna firma — puściła mu oczko, jednocześnie wdzięczna za to, że rozumiał, że jej gadanie nie było bezpodstawne i nastawione na głupiutki flirt, a naprawdę nie miała mocnej głowy do picia. Co było powodem wielu docinek i żartów, kiedy pierwszy raz pojawiła się w policyjnych szeregach. Sprawa ucichła dopiero, kiedy udowodniła swoją wartość w terenie.
Sięgnęła po wisienkę, którą zjadła ze smakiem. Cholera, pamiętał, że to jej ulubiony dodatek do drinków.
Nie. To ja muszę zdecydować, czy chcę wciągać cię do swojej zabawy — odparła, odkładając ogonek z wisienki na skraj podkładki pod swoim drinkiem. Na pewno wiedział, co dokładnie miała na myśli, nawet jeśli tak naprawdę niczego konkretnego nie powiedziała.
Nie wytrzymała i roześmiała się szczerze na słowa Noriegi, ściągając na siebie kilka zdziwionych spojrzeń z różnych części klubu. Nie zwróciła na to jednak większej uwagi, skupiona na swoim rozmówcy.
No, prawie ci się udało. Ale nie wiem, czy mi się to podoba — krytycznie zmarszczyła brwi, uważnie studiując fryzurę i twarz mężczyzny — Chyba wyglądasz w tym kolorze lepiej niż ja — wydała na koniec wyrok i po ciężkim, teatralnym westchnięciu, napiła się drinka — Jest okej — mruknęła zdawkowo, udając wciąż urażoną faktem tego, że lepiej nosi blond niż ona sama. Tak naprawdę drink był wyborny. I był dokładnie tym, czego potrzebowała w tej chwili.

Madox A. Noriega

past on the dancefloor

: sob lut 28, 2026 6:21 pm
autor: Madox A. Noriega-Patel
- I ten uśmiech ma ocieplić wizerunek policji, czy Twój Haddie? - przechylił na bok głowę przyglądając jej się, miała ładny uśmiech. Ale wymuszony nabierał jakiegoś demonicznego wydźwięku, iskry szaleństwa, Madoxowi mógł się nawet podobać. Bo on po prostu to lubił pierwiastek obłąkania. Na jej kolejne słowa wywrócił oczami, bo rozumiał to aż za dobrze. A podobno to półświatek był wścibski, a jednak Noriega przekonał się na własnej skórze, że to policja lubiła wciskać nos, w nieswoje sprawy. Kierować wyborami swoich podopiecznych, i nie tylko ich zresztą. Madox do tej pory musiał się ze wszystkiego tłumaczyć Eliotowi, a przecież ile to już lat minęło? Dużo.
Tak dużo, że mogli z powodzeniem o sobie zapomnieć, on i Haddie, a jednak w tym jak jego ciemne tęczówki wpatrywały się w jej twarz, był jakiś sentyment, a przede wszystkim sympatia.
A on przecież coraz mniej gliniarzy lubił. Chociaż jedną policjantkę polubił chyba znowu... za bardzo.
- Mads and Hads, wsadzą cię do paki, albo do grobu - rzucił na jej kolejne słowa i też puścił jej oczko - wymyśliłem to teraz... ale nawet pasuje - wzruszył ramionami, a później sięgnął po wysoką szklankę, żeby sobie tez nalać drinka, bez żadnych dekoracji, ani nawet lodu. Czysty rum z colą, nie bawił się dzisiaj w długie drinki, bo przecież nie miał na to czasu. Ale ten rum z colą mógł z nią wypić. Popatrzeć jeszcze chwilę w te jej niebieskie, śliczne oczy, a później na usta, kiedy umieściła w nich czerwoną, słodką wisienkę.
- Wiesz, że lubię się bawić - a ostatnio te zabawy z psami coraz bardziej wchodziły mu w krew. Nie musiał, ale coraz bardziej się angażował. W jej sprawę też mógł. A ona doskonale mogła wiedzieć, że jej nie odmówi, aczkolwiek nie będzie jej namawiał. Bo to jednak do niego się przychodzi po prośbie, zawsze. A to czy on się zgodzi, czy nie, to już zależało od wielu czynników. Tylko, że tutaj wszystkie były po jej stronie, skoro on mimo tego, że powinien już wychodzić, to wciąż tutaj z nią siedział.
Uśmiechnął się, kiedy zaśmiała się dźwięcznie, ale nawet nie spojrzał na żadna z tych osób, które wbijały w nich spojrzenia, bo patrzył tylko na nią, sięgnął po półplasterek limonki, ale zamiast włożyć go sobie do drinka, to umieścił go na języku.
- Wolałaś ciemne? - przechylił na bok głowę, ale na to co powiedziała później przeczesał palcami jasne włosy - nie wiem czy lepiej... ale na pewno groźniej - pochylił się w jej kierunku, żeby zajrzeć w jej niebieskie oczy, z bliska, pokazać jej czubek języka, na którym wciąż miał limonkę. Na to jej jest okej jeden kącik jego ust drgnął ku górze.
- To spróbuj ten... - podsunął jej swoją szklankę, ten jego drink był mocny. Zupełnie inny niż ten jej. Tak jak oni byli zupełnie inni, a kiedyś jednak... tworzyli całkiem zgrany duet. Madox nie ciągnął jej za język, nie namawiał, żeby mu zaufała, bo przecież wiedziała, że może. Musiała wiedzieć.
On po prostu czekał aż ona wyjdzie ze swoja propozycją, jeśli wyjdzie... w ogóle.
- A ta sprawa, to też coś związanego z tym Bediverem? - zapytał niby od niechcenia, ale przecież wiadomo, że on nigdy nie rzuca słów na wiatr, i te jego pytania tez zawsze miały w sobie jakiś głębszy cel. Podniósł swojego drinka, żeby się z niego napić. Porządny łyk.

haddie wheeler