Strona 1 z 1

woof woof

: czw sty 29, 2026 10:32 am
autor: Percival Gardner
#11
Cztery dni poza miastem wymęczyły go bardziej niż się spodziewał. Zbyt wiele na głowie, zbyt dużo spotkań i niedomówień, zdecydowanie za mało czasu „dla siebie”, a to właśnie w delegacjach lubił najbardziej – mógł pobyć sam, na trochę zostawić rzeczywistość za sobą. I to nie tak, że jej nie lubił, ale Percy w gruncie rzeczy był samotnikiem. Samotnikiem egoistą.
Tym samym egoistą, który nie potrafił przejść obojętnie obok żadnego psa. Zwłaszcza w potrzebie, a błąkający się przy stacji benzynowej kundel wyglądał na takiego, którego ktoś ewidentnie tam porzucił.
Średniej wielkości suczka o brązowo-rudej sierści z ciemniejszymi dodatkami.
Spragniona ludzkiego dotyku i przestraszona tak bardzo, że nie mógł jej tam zostawić, po prostu nie. Zatankował, kupił sobie kawę, do tego jakąś kiełbasę i wodę, cokolwiek mieli w małym, przydrożnym sklepiku gdzieś daleko za Toronto – dla niej rzecz jasna, bo wyglądała jakby nie jadła i nie piła od co najmniej kilku dni. Nakarmił, napoił, już wsiadł do auta, już miał odjeżdżać…
Kurwa, pomyślał, tylko przez chwilę mając też wrażenie, że tego pożałuje. Otworzył drzwi od strony pasażera, wołając psa. Wskoczyła na siedzenie merdając ogonem i ciesząc się do tego stopnia, że kupiona wcześniej kawa zalała mu spodnie.
To nic.

Zajechał do York Mills po trzeciej w nocy, przypuszczając, że Georgina będzie już dawno spała, ale światło na dole było zapalone. Albo nie mogła zasnąć, albo na niego czekała, choć wcale nie dał jej znać, o której mniej więcej wróci. Zgarnął w dłonie kurtkę i podróżną torbę, kierując psa do przejścia z garażu.
No, tutaj — mruknął, otwierając drzwi do domu.
Wleciała do środka z podekscytowaniem, obwąchując przy okazji każdy kąt po drodze. Przez korytarz, aż do salonu i kanapy, na której siedziała Gigi. Nowy człowiek musiał przejść chrzest ataku miłości. Zaraz za nią wszedł Percy, patrząc na ten widok z miną skrzywdzonego szczeniaka. Rzucił torbę na ziemię. Spojrzał na Georginę. Nic nie powiedział, ale jego oczy mówiły wszystko.

Georgina Gardner

woof woof

: czw lut 05, 2026 12:11 pm
autor: Georgina Gardner
Początek nowego roku nie należał do najłatwiejszych. Nie była specjalistką od wpadania w kłopoty – nigdy. Właściwie całe życie całkiem nieźle udawało jej się ich unikać, żyła wedle ściśle ustalonych reguł, przestrzegała zasad, nie robiła głupot… lubiła chodzić własnymi ścieżkami, ale wybierała je zdecydowanie rzadziej niż by tego chciała. Więc w rezultacie jej życie było proste, a z perspektywy ludzi dookoła nawet idealne. Sama tak by go nie nazwała, ale wiedziała, że to m o ż e tak wyglądać.
Szalenie dalekie od prawdy.
Dlatego właśnie nie mogła spać. Za dużo myśli na raz i to dziwne uczucie niepokoju, które towarzyszyło jej nieprzerwanie od kilku tygodni. Pewnie byłoby łatwiej, gdyby zaczęła mówić o swoich problemach zamiast je kisić, ale no cóż… mówienie o problemach nie było jej najmocniejszą stroną i po prostu musiała sobie poradzić z tym sama.
Gdzieś z tyłu głowy miała świadomość, że Percy wraca dzisiaj do miasta i nawet jeśli ciągle daleko im było do małżeństwa, którym byli kiedyś to cieszyła się, że będzie w domu. Chociaż gdy usłyszała samochód na podjeździe w pierwszej chwili zamarła. Potrzebowała kilku sekund na realizację, że to on, że nic złego się nie dzieje… wzięła dwa głębsze oddechy i spojrzała na zegarek, zdając sobie dopiero sprawę z tego jak późno się zrobiło. Szlag.
Zatrzasnęła laptopa, przetarła twarz i… ściągnęła brwi. Bo to tuptanie? A później ta pełna energii kulka, której jeszcze nie znała znalazła się u jej boku i naprawdę, naprawdę nic nie rozumiała.
Ale to był pies… oczywiście, że momentalnie na jego widok się rozpromieniła i podrapała za uchem, a kiedy przewrócił się na plecy – przeniosła się z głaskaniem na psi brzuch. I nie przerwała tego nawet, gdy spojrzała na męża.
- I… jak to chcesz zrobić? – bo to nie tak, że miała coś przeciwko, ona po prostu nie była w stanie tego wyobrazić sobie logistycznie – Wiesz, że przez większość czasu nie ma nas w domu, prawda? Zatrudnisz jej opiekunkę? Percy… – bo chciałaby się na niego zdenerwować, przecież musiał wiedzieć, że to głupie w ich aktualnej sytuacji życiowej, ale jednocześnie spojrzała na tą śmieszną psinę i nie potrafiła… - Kurwa. Wróciłbyś z kochanką albo nieślubnym dzieckiem to chociaż mogłabym się wściec. - a tak nie mogła... strasznie głupie uczucie, strasznie!



Percival Gardner