Strona 1 z 2

give me all the oils and the canvas that i wove

: czw sty 29, 2026 3:51 pm
autor: teddy darling
028.
Założenie sukienki w taką pogodę okazało się kompletnym idiotyzmem. Teddy niemal natychmiast pożałowała swojej decyzji, gdy tylko postawiła stopę poza drzwiami domu. Zima w Toronto nie miała zamiaru odpuścić. Lodowaty wiatr smagał jej twarz, a mróz przenikał każdy centymetr materiału. Czuła, jak zimne powietrze wdziera się pod sukienkę, przez co drętwiały jej nogi, mimo że ta była długa i w teorii powinna choć trochę chronić przed chłodem. I jeszcze te przeklęte chodniki pokryte cienką, zdradliwą warstwą lodu, które tylko czekały, żeby sprowadzić ją na kolana. Nie zmieniało to jednak faktu, że Darling była szczerze zdeterminowana, żeby dotrzeć na spotkanie z April na czas i w nienagannym stanie. Tak, jak się zarzekała.
Jakimś cudem udało jej się uniknąć gigantycznych korków, które codziennie o tej porze paraliżowały centrum miasta i zatrzymała się pod muzeum. Czekała ją jednak kolejna próba cierpliwości — znalezienie miejsca parkingowego. Każdy, kto znał Teddy, wiedział, że zdecydowanie lepiej radziła sobie z parkowaniem wozów strażackich niż osobówek. Teraz musiała lawirować między innymi samochodami po śliskich ulicach, zerkając nerwowo w lusterka i modląc się, żeby nie zarysować komuś karoserii. Wreszcie, po kilku minutach manewrów, udało jej się wcisnąć srebrną Toyotę w jedno z nielicznych wolnych miejsc. Uśmiechnęła się do siebie, dumna ze swojego wyczynu. W pobliżu niestety nie było nikogo, kto wynagrodziłby ją szczodrze za te dokonania.
Okrążyła budynek i weszła po schodach, prawie rozwalając sobie ten głupi ryj, kiedy potknęła się o ostatni stopień. Zanim utrzymała równowagę, przytrzymała się przez chwilę poręczy. Na szczęście dalej było już tylko lepiej. Zdjęła płaszcz i oddała go do szatni przy wejściu, rozglądając się po zatłoczonym korytarzu, ale nigdzie nie dostrzegła przyjaciółki. Szybko doszła do wniosku, że pewnie kończyła właśnie pracę w domu, a to wyjaśniało, dlaczego Teddy nie przyjechała po nią samochodem. April miała przecież blisko, więc nie było potrzeby poświęcać dodatkowego czasu na kurs po mieście.
Wyciągnęła telefon, ale zamiast wystukać wiadomość, jak to miała w zwyczaju, przystawiła mikrofon do ust i przytrzymała odpowiedni przycisk.
Strasznie długo każesz na siebie czekać — nagrała głosówkę i wysłała ją na ten sam komunikator, na który wcześniej przesłała zdjęcia z sesji do kalendarza. Nie poganiała jej wprost, ale w tym krótkim komunikacie wyrażała troskę. To był jej sposób, by dać znać, że już dotarła na miejsce i niecierpliwie ją wyczekuje.
Czy to była randka? Darling lubiła myśleć o tym spotkaniu w takich kategoriach. Niecodziennie nosiła sukienki, a dziś zrobiła wyjątek. Właściwie nie pamiętała, kiedy ostatnio miała na sobie coś podobnego. Może na zeszłorocznej gali wręczenia nagród za strażackie osiągnięcia? Albo na ślubie jednego z kolegów z jednostki? Tak, to musiało być jedno z tych eleganckich wydarzeń, w których wypadało założyć kieckę, mimo że tego typu kreacje nigdy nie były jej pierwszym wyborem.

April Finch

give me all the oils and the canvas that i wove

: czw sty 29, 2026 4:55 pm
autor: April Finch
Niewiele rzeczy na świecie poprawiało jej humor z taką łatwością jak Teddy. Propozycja spotkania nakręciła ją właściwie od razu. Zapomniała o tym, że jeszcze wczoraj snuła się w kąta w kąt, nie będą w stanie znaleźć sobie powodów do uśmiechu – również przez Teddy. Ich ostatnia rozmowa ją przygasiła. Uleciał z niej entuzjazm, całe nastawienie zaczęło jej się wydawać bez sensu. Miała lamentować nad tym, że nie potrafiła wywołać w niej takich motyli w brzuchu, jak czuła sama, ale to będzie musiało poczekać. Przyjaciółka na pewno da jej dzisiaj nowe, wspaniałe powodu do płaczu w poduszkę na najbliższy tydzień!
Była absolutnie zachwycona jej pomysłem. Krzątała się po swoim pokoju z małym blantem w ustach, po prostu dobrze się bawiąc. Jej uwaga rozpraszała się bardzo szybko. Ledwo skończyła prasować spodnie, a już tańczyła przed lustrem, wkręcona w jakąś piosenkę z jednej ze swoich get ready playlist. W środku malowania się zdała sobie sprawę, że powinna coś zjeść, więc wpychała w siebie wczorajsze resztki, modląc się, żeby nie zapomniała domalować oczu przed wyjściem. Próbowała sobie wyobrazić strażaczkę w dziesiątkach przeróżnych sukienek, jednocześnie karcąc się za każdym razem, gdy materiał opadał, męcząc ją obrazami Teddy w samej bieliźnie. Naprawdę nie mogła myśleć tylko o jednym, bo już na pewno wszystko popsuje. Tylko te nieszczęsne zdjęcia z remizy...
Wystrzeliła z mieszkania jak z procy, oczywiście spóźniona. Zagapiła się. Robiła sto dwadzieścia rzeczy jednocześnie, a żadną z nich nie było patrzenie na zegarek. Wiedziała, że się spóźni, nie było na to żadnej rady. Próba dotarcia na miejsca Uberem pewnie tylko pogorszyłaby sytuację. Mogłaby wynająć elektryczną hulajnogę, ale jeżdżenie na niej w szpilkach to proszenie się o połamane kości. W tych nieszczęsnych butach nie była w stanie też biec. I tak by nie biegła, bo przecież się upoci i będzie wstyd. Odsłuchała wiadomość. Dźwięk jej głosu w słuchawkach od razu wywołał uśmiech. Nie było się jednak z czego cieszyć, to było przecież skarcenie za spóźnienie. Wybrała emotkę biegnącego człowieka i unoszącego się za nim dymu, ale szybko je usunęła. Wystarczy ich na dziś. Zamiast tego zrobiła sobie zdjęcie w witrynie sklepowej. Nie zatrzymała się, więc fotce było daleko do ideału. Przy następnej witrynie zrobiła jeszcze jedną. I jeszcze jedną. W końcu złapała budynek muzeum, który zobaczyła tuż za rogiem i schowała wreszcie telefon.
Odłożyła rzeczy w szatni i spróbowała się tam jeszcze doprowadzić do porządku. Wyglądała nieźle. Miała nadzieję, że przyjaciółka faktycznie pojawi się w sukience, bo inaczej jej kontrastujący strój będzie kompletnie bez sensu.
— Dobry outfit. Cała jesteś zajebista. No, lecisz, młoda. — Skierowała te słowa do samej siebie w odbiciu. Wskazała na siebie palcem, żeby ta w szklanej tafli nie miała wątpliwości, kogo dotyczył komunikat. Uśmiechnęła się i poszła wreszcie poszukać Darling.
— Wow — przywitała się bardzo elokwentnie. Szła w jej stronę wolnym krokiem, by mieć dużo czasu na napawanie się tym widokiem. Wpatrywała się w nią jak zahipnotyzowana, trochę zapominając, że też powinna wyglądać zjawiskowo, tajemniczo i doskonale. Zakręciła palcem, zachęcając tym samym Teddy, by się obróciła. Prosty piruet pozwolił jej przyjrzeć się jej z każdej strony, a to i tak było za mało.
— Przy tobie ta sztuka to będzie chuj — zażartowała, zatrzymując się wreszcie przed nią. Objęła ją ręką w pasie, nachyliła się bliżej i musnęła wargami jej policzek. Otoczyła ją delikatnym zapachem własnych perfum z nutką marihuany, przymknęła na sekundę oczy rozkoszując się perfumami wybranymi przez Teddy.
— A tak mówiąc poważnie, to wyglądasz jak... marzenie. Nie znam żadnego poematu, który miałby to oddać — dodała ciszej, odsuwając się niechętnie. Skoro cytowała jej Szekspira nawet, gdy widziała ją w dresach w Sylwestra, to na teraz raczej nie miała arsenału. Przyglądała się jej przez moment w milczeniu, cały czas się przy tym uśmiechając. Zagryzła dolną wargę i pokręciła głową z rozbawieniem, gdy dotarło do niej, że wgapia się w nią bez słowa.
— Dajmy im szansę, co? Może jednak będzie tam coś dobrego. — Skinieniem wskazała na wejście w głąb sal wystawowych. Przyszły się tu przecież odchamić, a nie sterczeć w holu.

teddy darling

give me all the oils and the canvas that i wove

: czw sty 29, 2026 5:46 pm
autor: teddy darling
Chciała zrobić na niej piorunujące wrażenie. W innym wypadku nawet przez myśl by jej nie przeszło, żeby odjebać się w sukienkę. Zazwyczaj wybierała garnitur i bluzkę, która odsłaniała więcej, niż powinna. Tym razem jednak było inaczej. Jeszcze w trakcie wyjazdu w góry obiecała April, że w końcu będzie mogła zobaczyć ją w kiecce. I dotrzymała słowa. Co zresztą samo w sobie było zaskakujące, bo wybrany fason odsłaniał jedynie plecy, a z przodu pozostawał bardzo ascetyczny. Teddy mogła wybrać coś krótszego i bardziej oczywistego, ale takie miejsca zawsze kojarzyły jej się z klasą, z subtelną elegancją, a nie z tanim efekciarstwem. Już tymi zdjęciami do kalendarza pokazała, że potrafi być jednocześnie zdzirowata i seksowna.
Przyjęła do wiadomości, że przyjaciółka nieco się spóźni, więc czekała niecierpliwie, przechadzając się po holu i pozwalając myślom błądzić bez celu. Obserwowała przemykających obok ludzi, wsłuchiwała się w przytłumiony gwar rozmów, aż w końcu dostrzegła ją w tłumie. W jednej chwili wszystko inne przestało mieć znaczenie. Oczy Darling rozjaśniły się natychmiast, jakby ktoś zapalił w nich tysiące kolorowych światełek. Obróciła się posłusznie wokół własnej osi, aby zaprezentować się Finch w całej okazałości.
Ty też wyglądasz rewelacyjnie — stwierdziła, mierząc ją uważnym spojrzeniem od stóp do głów, chcąc zapamiętać każdy detal. W trakcie ich krótkiego przywitania jej dłoń zsunęła się niepostrzeżenie na biodro April. W ostatniej chwili jednak powstrzymała się, żeby nie zacisnąć palców na jej pośladku. Dzisiaj była damą, a damie przecież nie przystoi! Przynajmniej na samym początku.
Teddy nie miała wystarczająco dużo czasu, żeby zastanowić się nad przebiegiem ich ostatniego spotkania. Było jej głupio, to pewne. Czy dzisiejsze zdjęcia i sukienka miały być zadośćuczynieniem? Po części tak. Chciała jakoś wynagrodzić Finch, że wtedy w lofcie zachowała się jak skończona kretynka, prowokując niepotrzebną sprzeczkę.
Nie wierzę ci — skomentowała krótko, bo przecież przyjaciółka zawsze miała poemat na wszystko. — Ale czuję się, jakbyśmy przyszły na jakąś galę albo wernisaż. A mogłyśmy odwalić się po prostu tak — wskazała podbródkiem na mężczyznę w dresowych spodniach. No tak, to nie ekskluzywny klub, w której obowiązuje selekcja i weryfikacja gości.
Kiedy ruszyły w kierunku drzwi, zatrzymała się na moment, by przepuścić przyjaciółkę przodem. Darling nie miała złudzeń co do swoich kompetencji w dziedzinie prawdziwej sztuki. Owszem, potrafiła stwierdzić, czy coś było ładne, czy raczej odstraszało już od progu, ale na tym kończyło się jej znajomość artyzmu. Nigdy nie doszukiwała się w dziełach ukrytych przekazów, drugiego dna ani symboliki, o której krytycy potrafili rozprawiać godzinami. Zawsze miała wrażenie, że większość sztuki współczesnej powstaje po to, żeby udowodnić widzowi, że nie rozumie. A to już problem widza, nie artysty. Szczególnie irytowały ją obrazy składające się z kilku przypadkowych kresek, plamy koloru i obowiązkowego kółka gdzieś pośrodku. Teddy była pewna, że sama, uzbrojona w pędzel i pięć minut wolnego czasu, osiągnęłaby bardzo podobny efekt.
Zamiast więc iść dalej, podeszła bliżej stojącej nieopodal rzeźby. Forma była tak abstrakcyjna, że równie dobrze mogła przedstawiać wszystko albo zupełnie nic. Darling zmrużyła oczy i przechyliła głowę, przybierając minę prawdziwej koneserki. W rzeczywistości zastanawiała się jedynie, czy ktoś kiedyś potknął się o ten kawał metalu i uznał, że zamiast go wyrzucać, postawi go na samym środku jednej z muzealnych sal. W końcu przysunęła się do April, ocierając się ramieniem o jej ramię. Zagryzła w zamyśle wargę i nachyliła się, dotykając ustami jej ucha.
Tęskniłam za tobą — wyszeptała, żeby zaraz wyprostować się i jeszcze raz zlustrować wzrokiem metalową rzeźbę, żeby nie skreślać jej od razu. Nie mogła jednak nic poradzić na to, że to była naprawdę zajebiście brzydka rzeźba.

April Finch

give me all the oils and the canvas that i wove

: czw sty 29, 2026 6:06 pm
autor: April Finch
Wyprostowała się nieco, wypinając pierś do przodu, gdy usłyszała komplement. Dobrze, że mimo chaosu, jaki panował wokół jej przygotowań, udało się osiągnąć cel. Jej zadaniem na dziś było wyłącznie podobnie się Teddy. Wiedziała, że nie będzie łatwo rozmiękczać jej serca w muzeum sztuki współczesnej, ale na pewno coś wymyśli. Przysunęła się znów do niej, gdy poddała wątpliwościom brak poematów. Chłopaka w dresie nie zaszczyciła spojrzeniem dłuższym niż skrawek sekundy. W ogóle nie był w tym momencie istotny. Położyła dłoń na jej nagich plecach i zbliżyła się do jej policzka.
— Czuwaniem dnia w bezsenną północ zapóźniony, jestem więzień twój. Słodkie jest moje więzienie. Noc całą twą urodą trudnię swe spojrzenie, bo przed snem mym nie kryją jej twych szat zasłony — Wymruczała jej te słowa prosto do ucha. Poezja wymagała jakiejś intymności, a trudno o nią w miejscu publicznym. (Trudno zgadywać w jej pamięci wziął się Leopold Staff. To pewnie wina jakiegoś nocnego doom scrollingu na dziwnych subredditach.) Uśmiechnęła się, nie odsuwając się jeszcze przez chwilę. Sztuka w muzeum zawsze sprawdzała się dobrze. Literatura pasowała do obrazów, wcale nie wpadła do budynku na siłę. W takich murach rozbrzmiewała dużo mocniej. Przynajmniej w głowie April. Złożyła drobny pocałunek tuż pod jej uchem i dopiero wtedy się odsunęła.
Rozejrzała się z chciwą ekscytacją, gdy tylko weszły do sali wypełnionej artyzmem. Czuła się w niej doskonale. W ogóle nie martwiło jej, że nie rozumiała sensu połowy obecnych tutaj dzieł. Chciała się skupić wyłącznie na tym, co w niej wywoływały. Trudno będzie im się przebić przez wszystkie emocje, jakie czuła w związku z obecnością Darling, ale jakoś będą musiały sobie poradzić. W końcu to sztuka nie od parady! Za nic się w tak prestiżowym muzeum nie ląduje. A to, że ich proste umysły czasem za czymś nie nadążały, to trudno. Finch nie miała przecież wykształcenia artystycznego, jak kiedyś sobie wymarzyła. To tylko jej pasje, zainteresowania, dodatkowe zajęcia i bezsenne noce. Nic, co uprawniałoby ją do mądrzenia się albo dawania wykładów. Nic dziwnego, że od razu miała ochotę zacząć się mądrzyć i dawać przyjaciółce wykłady.
Zatrzymała się przy Teddy rzeźbie, poświęcając jej chwilę uwagi. Miała jakiś kształt. I kolor. I sobie stała. Całkiem nieźle! Wyglądała dziwacznie, ale wpasowywała się klimatem, a to najważniejsze. Finch pokiwała głową ze zrozumieniem, choć w ogóle nie planowała zgadywać, co autor miał na myśli. Może przy tworzeniu po prostu coś mu się powyginało? Popatrzył na to, stwierdził, że wygląda całkiem zajebiście i zaoferował się większej publice. A oni to podłapali. Z tym akurat mogła się utożsamić. Chciała podzielić się przemyśleniami z Darling, ale to ona pierwsza zabrała głos. Na jej szyi od razu pojawiła się gęsia skórka, wywołana miękkim szeptem. Obróciła głowę w jej stronę, obserwując tym razem jej profil, a nie tę dziwaczną rzeźbę. Teddy też przecież wyglądała dość nietypowo, jak na siebie, a nadal świetnie. Może dlatego się jej aż tak podobała?
— Wspominałaś — przypomniała jej grzecznie, tylko troszkę się z nią drocząc. Przesunęła palcami po jej nagich plecach, od szpicu dekoltu od aż do karku.
Ja teżdodała szeptem, przesuwając palcami od karku, przez ramię aż do jej dłoni, z którą w końcu splotła palce. Ruchem głowy wskazała na obrazy kawałek dalej i ruszyła w ich stronę. Sporą część sali zajmowały połączone w jeden, wijący się kolaż obrazy. Kolorowe, walące po oszach charakterystycznym szaleństwem.
— To Yahgulanaas i jego Daalkaatlii Diaries. Jonathan tu był parę dni temu i opowiadał mi, że to jakaś historia powodzi na rozlewiskach. No wiesz, trochę jak taka stara manga na kwasie. To połączenie ikonografii ludu Haida, którzy mieszkali na Wyspach Królowej Charlotty i współczesnej azjatyckiej kultury wizualnej i wielu krytyków podobno mówi, że... — zawiesiła głos, zdając sobie sprawę, że jak zwykle się zapędziła. Jonathan był jej kumplem z pracy, od którego dowiadywała się wszystkiego, co obecnie w mieście modne, artystyczne i gejowskie. Taki był też sam Jonathan. Ale Teddy to przecież Teddy. Nie musiała słuchać tych głupot i udawać, że jest zainteresowana.
— Przepraszam, ponosi mnie. Mogę kontemplować w ciszy. Wiesz, że następnym razem możesz wybrać też muzeum hokeja? Póki będziesz tak wyglądać, to mi się wszędzie spodoba. — Odwróciła wzrok od obrazów, znów skupiając go na przyjaciółce. Uśmiechnęła się przepraszająco, licząc, że jej słodycz jakoś rozbudzi strażaczkę i powstrzyma ją od zaśnięcia na stojąco.

teddy darling

give me all the oils and the canvas that i wove

: czw sty 29, 2026 7:43 pm
autor: teddy darling
Za każdym razem, gdy April recytowała fragmenty sonetów albo wierszy, Teddy czuła, jak jej serce powoli mięknie. To działało. I niby nic dziwnego, końcu Darling też miała w sobie coś z romantyczki. Nie każdy przecież wylewa rzewne łzy, oglądając romansidła czy tonącego w odmętach oceanu Jacka Dawsona. A Teddy? No cóż, wbrew pozorom, była wrażliwa na subtelne, poetyckie niuanse. Ale wcześniej, zanim ich relacja zrobiła krok w stronę prawdziwej bliskości, ten efekt nie była aż tak zauważalny. Teraz natomiast każde słowo Finch sprawiało, że Teddy mogłaby słuchać jej godzinami. I nawet nie próbowałaby jej zamykać ust pocałunkami! No chyba, że bardzo by chciała.
Drgnęła, gdy palce przyjaciółki delikatnie przesunęły się po jej karku. Znajomy, przyjemny dreszcz przebiegł wzdłuż kręgosłupa, a w jej piersi rozlało się ciepło, które wywołało mimowolny uśmiech. Ścisnęła mocno jej dłoń, uśmiech nie schodził z jej twarzy, nawet gdy April zaczęła paplać o czymś kompletnie niezrozumiałym. I wcale jej to nie przeszkadzało. Przyszła tutaj nie tylko po to, by spędzić czas z przyjaciółką (chociaż właśnie to było dla niej najważniejsze) ale także po to, żeby dowiedzieć się czegoś nowego. Każde słowo April chłonęła jak gąbka. Nawet jeśli jej uwaga czasem błądziła i mogła skupić się wyłącznie na jej twarzy. To było znacznie lepsze od dziwacznych rzeźb i śmiesznych obrazów.
Co? — wyrwało jej się bezwiednie. — A tak, lud Haida. Ich totemy przedstawiają historie rodowe i... To chyba wszystko, co pamiętam z historii. Ale mów dalej — jeszcze mocniej ścisnęła jej dłoń. — Ja słucham — to wystarczyło. Teddy czuła, że w tej chwili wszystko jest na swoim miejscu.
Mogła nie być alfą i omegą w sztuce, ale znała się na innych rzeczach. Na pewno jeszcze kiedyś znajdzie się coś, w czym to ona przegada Finch i będzie jej się wydawało, że zanudza ją na śmierć.
Na wzmiankę o hokeju, uniosła wysoko brwi. No dobrze, Darling lubiła większość sportów, a Kanada słynęła z hokeja. Była nawet była gospodarzem pierwszych międzynarodowych meczów na lodzie, ale szczerze powiedziawszy, niespecjalnie interesowali ją mężczyźni przepychający się na łyżwach, usiłujący trafić maleńkim krążkiem do maleńkiej bramki.
Muzeum hokeja nie jest w moim bingo na ten rok — stwierdziła po chwili namysłu. — Ale jak ty chcesz, to możemy się tam wybrać. Widziałaś, żebym kiedykolwiek oglądała hokeja? Albo chodziła na jakieś mecze? — zaśmiała się. Czy ona wyglądała na fankę Heated Rivalry? Albo jakby tam grała? Jeszcze jakby kobiecy hokej cieszył się większą popularnością, to co innego. — No mów — zachęciła ją skinieniem głowy. — Co z tym całym Yahgulanaas? Mów mów, ja sobie na ciebie popatrzę. Albo po prostu będę słuchać, żeby cię za bardzo nie rozpraszać, dobrze? — mrugnęła do niej porozumiewawczo, po czym stanęła za przyjaciółką, żeby objąć ją w pasie. Docisnęła podbródek do jej ramienia, otulając szyję ciepłym oddechem. Tak mogła oglądać każdą sztukę świata. I przenigdy by jej się to nie znudziło.

April Finch

give me all the oils and the canvas that i wove

: czw sty 29, 2026 8:16 pm
autor: April Finch
Zaśmiała się, słysząc uwagę o totemach plemienia Haida. Przynajmniej miała niepowtarzalny dowód na to, że Teddy jej słuchała. Ciekawostka, którą się podzieliła, może bardziej odnosiła się do historii niż historii sztuki, ale to nic! Ważne, że była porządną Kanadyjką, która kojarzyła, co się działo na terenie jej kraju jeszcze na długo przed jej narodzinami. Finch nie trawiła osób, którym wydawało się, że świat rozpoczął się w chwili, w którym się na nim pojawili. Niestety było takich ewenementów całkiem sporo. Nie trzymała ich blisko siebie we własnej rzeczywistości, wyrzucała ich z niej, gdy tylko to zauważyła. Darling zdecydowanie nie mogła taka być. Albo zajebiście się ukrywa od kilkunastu lat.
— Błagam cię. A ty widziałaś, żebym ja kiedykolwiek oglądała mecz hokeja? Jeżeli na lodzi nie dzieją się gejowskie akcje, to nawet nie zaczynam. — April była fanką Heated Rivalry. Może to przez tę dziwnie znajomą aktorkę, która starała się naprawić serce jednego z bohaterów? Albo po prostu lubiła przystojnych, homoseksualnych chłopców, którzy bardzo się nawzajem potrzebowali. Albo jedno i drugie! Niestety z serialu nie dowiedziała się niczego na temat sportu. Podstawy znała, bo trudno było nie wiedzieć niczego, mieszkając w Kanadzie. Ale żeby miała odróżnić w trakcie meczu spalony? Czy tam w ogóle był spalony? Cholera go wie. Jakby miała oglądać sporty na lodzie, to włączyłaby pewnie łyżwiarstwo figurowe. To dopiero był skryty festiwal queerowości! Nawet widziała kiedyś takie kinda gay anime na ten temat. Dobrze więc, że obie zgadzały się, że to nie było muzeum dla nich.
— To może mecz Toronto Raptors? Chętnie znowu założę jakąś kieckę, w której nie da się siadać, bo się tak wysoko podwija.— palnęła pierwszą nazwę lokalnej drużyny, jaka przyszła jej do głowy. Nie była pewna, jaki sport uprawiają. Siatkówka? Nie, to chyba koszykówka. Coś z piłką na pewno, więc byli skrajnie odmienni od hokeistów. Przynajmniej znała zasady obu tych sportów! Wprawdzie też z anime, no ale ważne, że w ogóle.
Uniosła dłoń do jej policzka i pogłaskała ją, rozpływając się wewnątrz pod wpływem tego objęcia. Musiała jednak skupić się na opowiadaniu. Rozłożyła szeroko ręce, jakby chciała zaprezentować raz jeszcze całą wystawę malarza.
— No dobrze. Yahgulanaas nie tylko maluje, ale również tworzy muzykę. Specyficzną, to mu trzeba przyznać. Dzieła nierzadko idą w parze. W muzyce łączy elementy techno i hardcore z retro samplami nawiązującymi do 16-bitowych ścieżek dźwiękowych z gier. Co ciekawe, wycina również dialogi z porno i dopasowuje je do rytmu. No wiesz, trochę jak The Avalanches w Frontier Psychiatrist. Nie widzę nigdzie głośników. Myślisz, że nie będzie nam dane doświadczyć pokazu multimedialnego? — Opowiadała spokojnym tonem prawdziwej znawczyni. Z gracją wcielała się w rolę fascynatki sztuką, wyobrażając sobie, że są w budynku tylko we dwie, że ta wycieczka z odprowadzaniem dotyczy tylko ich. Rozejrzała się z zaciekawieniem po sali. Faktycznie nie wyglądało na to, żeby muzeum szykowało się do jakichkolwiek rave'ów w przeciągu najbliższych kilku godzin.
— Uwierzyłaś? Mam nadzieję, bo to był stek bzdur. Nie wiem o nim niczego poza tym, co powiedział mi Johnatan. — Prychnęła rozbawiona. Fakt, troszkę improwizowała. Z jakiegoś powodu pomyślała o nagle o The Avalanches i samo jakoś tak poszło. Nie znała się przecież aż tak bardzo. Zaprowadziła ją kawałek dalej, by dać spokój biednemu malarzowi, który naprawdę chciał opowiedzieć coś ważnego na temat powodzi. Zatrzymała się przy tryptyku obrazów, który należał do kategorii tych plamiastych i pasiastych. Podobał jej się. To było bardzo zgrabne połączenie kolorów. Patrzenie na te barwy i kształty po prostu sprawiało jej satysfakcję. Ale nie miała pojęcia, o co chodziło artyście.
— Teraz ty — zaproponowała, wskazując na malunki na ścianie. Była bardzo ciekawa pierwszych myśli Teddy na temat takiego fiubzdziu..

teddy darling

give me all the oils and the canvas that i wove

: czw sty 29, 2026 11:39 pm
autor: teddy darling
Nigdy nie była pilną uczennicą. Szkołę traktowała raczej jako nieuniknione tło życia niż miejsce zdobywania wiedzy, choć coś jednak z niej wyniosła. Poza niezliczonymi traumami, kilkoma uwagami w dzienniku i biurkiem dyrektora, które w ostatniej klasie liceum padło ofiarą naprawdę genialnego psikusa. Wiedziała przynajmniej tyle, że świat nie zaczął się w dziewięćdziesiątym piątym roku i że Ziemia nie była płaska. A już na pewno April nie miała prawa mieć do niej pretensji o to, że Teddy nie słuchała jej wywodów. Bywały jednak chwile, kiedy nie mogła się skupić ale to była akurat wyłącznie wina Finch! Trudno słuchać uważnie kogoś, kto ma takie ładne oczy.
Och, nagle jesteś fanką NBA? — uśmiechnęła się, bo przecież żadne anime nie oddawało sportu takim, jaki był w prawdziwym życiu. Wystarczyło obejrzeć jeden odcinek Tsubasy, żeby piłka przez pół epizodu majestatycznie leciała w stronę bramki, totalnie zaginając czasoprzestrzeń. A Haikyuu? Tam z kolei zawodnicy skakali po dziesięć metrów nad siatką. — Ale dobrze, możemy wybrać się na jakiś mecz. To nie musi być koniecznie koszykówka, może być też baseball. Toronto Blue Jays mają naprawdę niezłą drużynę — poinformowała i mimo że mogła gadać o różnych dyscyplinach sportowych do usranej śmierci, nie chciała nie chciała jej zanudzać, a tym do czegokolwiek zmuszać. Sport absolutnie nie był konikiem Finch, ale to nigdy nie zaważyło na ich relacji.
Zawahała się jeszcze przez ułamek sekundy, kiedy znienacka wpadł jej do głowy pewien pomysł. Raczej kiepski, jednak w ten sposób Teddy chciała pokazać, że o niej myśli i że chciałaby ją widzieć dosłownie wszędzie.
W sumie powinnaś wpaść kiedyś na nasz trening — zaproponowała, z góry zakładając odmowę. Co, do cholery, April miałaby tam robić? Gapić się na bandę spoconych typów i jedną Teddy, która usiłowała trafić w środek obręczy z linii rzutów za trzy punkty? W co drugi czwartek sto trzydziesta druga jednostka grała w koszykówkę w hali przy remizie. Rekreacyjnie i bardzo amatorsko. Z naciskiem na bardzo. Chociaż raz zapisali się na jakiś turniej i przegrali absolutnie wszystko. — Ale nie zakładaj sukienki — parsknęła pod nosem. — Bo chłopaki posikają się z wrażenia — zażartowała, a jednak mogła to być prawda. Kobiety na terenie straży były rzadkością samą w sobie, a wszystkie, które przelotnie zjawiały się w remizie traktowali jak zjawisko paranormalne.
Zasłuchała się w opowieści o artyście wizualnym, zapamiętując naturalnie wszystko, co najważniejsze, czyli dialogi z porno. Ale kiedy tylko okazało się, że to bujda na resorach, spojrzała z niedowierzaniem na April i rozłożyła bezradnie ręce.
Nie możesz mi tak robić — zastrzegła, wymierzając w nią ostrzegawczo palcem. Już nastawiła się na pokaz multimedialny! — Jak mam potem wierzyć we wszystko inne, skoro wciskasz mi taki kit? — westchnęła z udawanym wyrzutem. Darling łykała wszystko jak młody pelikan i sama sobie mogła być sobie winna. Ale to pewnie przez to jej bezgraniczne zaufanie do przyjaciółki. No o tym bardziej skoro ją tak znała, to powinna domyślić się, że łże!
Stanęła naprzeciwko wskazanego dzieła i jedyne, co jej przychodziło do głowy, to jedno wielkie gówno. Najchętniej właśnie w taki sposób określiłaby esy-floresy, ale musiała wykazać się większą inwencją twórczą.
Mhmm — pokiwała głową tak, jakby od razu wiedziała o co chodzi i odchrząknęła teatralnie. — Artysta był schizofrenikiem. Jak malował tryptyk skończyły mu się akurat leki. Widzisz, jak te kolory dziwnie przechodzą jeden w drugi? A tutaj, gdzie plamy są małe, robią cię coraz większe. To na pewno odzwierciedlenie jego lęków. I na bank słuchał wtedy Wesley'a Willisa. A tak całkiem poważnie — przerwała i odwróciła się do przyjaciółki. — Nie widzę niczego poza tobą. To znaczy, co? — Teddy ściągnęła lekko brwi i potrząsnęła głową. Dlaczego to powiedziała? Durna. — Te obrazy kompletnie do mnie nie przemawiają. Mają ładne kolory, ale dalej nie pojmuję, dlaczego ktoś miałby zachwycać się takimi maziajami? Jeśli ktoś maluje krajobraz, to w porządku, coś jednak przedstawia. A to? — machnęła w kierunku tryptyku. — Każda z nas namalowałaby coś podobnego trzysta razy lepiej, April — skinęła głową, żeby umocnić wypowiedziane słowa. Mogły nawet urządzić sobie wieczór z farbami i stworzyć jakieś dzieła, którymi później ozdobią loft Darling. I kto wie, może w rzeczywistości Darling miała zadatki na wielką artystkę?

April Finch

give me all the oils and the canvas that i wove

: pt sty 30, 2026 10:33 am
autor: April Finch
Sport leżał daleko od jej kręgu zainteresowań, a gry drużynowe wydawały jej się z tego wszystkiego najnudniejsze. Lubiła się trochę poruszać. Nieźle przecież jeździła na snowboardzie! Oczywiście do momentu, aż się nie wywali, ale to jak każdy. Jakaś fajna wycieczka rowerowa, chodzenie po górach albo nawet wymęczenie się na basenie brzmiało super. Ale żeby latać za piłką wśród innych spoceńców? To za wiele. Rywalizować w ten sposób mogła tylko w grach online, a już tam bardzo łątwo trafiał ją jasny szlag. Na dowolnym boisku pewnie szybko ściągnęliby ją czerwonymi kartkami na wieki wieków, bo w przypływie emocji zrobiłaby krzywdę innemu zawodnikowi. I to nawet niekoniecznie przeciwnikowi.
— Jestem twoją fanką. Skoro ty dla mnie wciskasz się w kiecki, grasz na gitarze i oglądasz obrazy, to ja z przyjemnością zobaczę jakiś mecz. Ujaram się i będę najbardziej zaangażowaną kibicką na trybunach. — To akurat brzmiało prawdopodobnie. Pewnie nie zasnęłaby w trakcie, bo jednak na takich spędach jest dość głośno. Samo gapienie się na sportowców to za mało, żeby zapewnić jej rozgrywkę. Ale jakby wcieliła się w rolę zagorzałej fanki? To trochę jakby grała sesję RPG! Będzie udawać, będą sytuacje losowe wywoływane przez zawodników, na pewno będzie dobra zabawa.
— Ale że mam na was popatrzeć? Z przyjemnością. Chyba że miałabym w nim uczestniczyć, to przepraszam, ale akurat w tym terminie nie mogę. — Teddy wprawdzie jeszcze żadnej konkretnej daty nie zasugerowała, ale i tak była pewna, że wtedy nie da rady. Oj postarałaby się, żeby mieć ten dzień zajęty z góry do dołu. Odwiedzenie samej Darling i jej kumpli brzmiało super. Dopiero co przecież dostała zaproszenie na wspólną popijawę. Ale żeby biegać dookoła tych wielkoludów w krótkich spodenkach i czerpać z tego fun? Finch może i była szalona, ale nawet jej miłość miała swoje granice. Zastanawiała się, czy ta Nowa-Z-Psim-Imieniem też uczestniczy w towarzyskich meczach. Oby nie. A może oby tak? Może Finch powinna jednak pograć i przypadkiem ją sfaulować? Nie mając nawet metra sześćdziesięciu na pewno totalnie wymiatałaby pod koszem.
Cieszyło ją zaangażowanie przyjaciółki. Bardzo się starała, żeby zapewnić jej jakieś dodatkowe bodźce poza patrzeniem się na kolory, które przecież działało na nią dużo słabiej niż na April. Może też powinna przychodzić w takie miejsca już upalona? Wtedy pewnie rozumienie intencji autorów przychodziłoby jej dużo łatwiej. I może nie traktowałaby wszystkich jak schizofreników. Chociaż ta interpretacja była dość zabawna. Słuchała jej uważnie, kiwała głową, totalnie rozumiejąc, skąd brały jej się te pomysły. Stanęła pomiędzy Teddy a obrazami, by nieco przysłonić jej wizję. Skoro i tak widziała tylko ją, to trochę jej to zadanie ułatwi. Szkoda marnować oczy na malarstwo, które do nas nie przemawia. Wsunęła ręce do kieszeni, zastanowiła się przez moment.
— Ale w sztuce współczesnej chodzi głównie o emocję, a nie odwzorowywanie rzeczywistości. Gwarantuję ci, że każdy z tych artystów jest w stanie pięknie namalować dowolny krajobraz. Po prostu wybierają, by tego nie robić. Niektórzy po prostu odrywają sztukę od treści. Może niekoniecznie Yahgulanaas, bo tam akurat jest bardzo konkretna historia, ale niektórym zależy na postawieniu takiego wyzwania intelektualnego — wyjaśniała wszystko spokojnym, swobodnie płynącym głosem. Charakterystyczny, bajkopisarki ton wydawał się jej idealnym do lekkiego rozrzedzenia myśli Teddy, by zaczęła patrzeć na te wszystkie dzieła nieco swobodniej. W końcu chodziło o to, by wyjść z tego budynku z jakąś nową emocją, myślą albo unikalnym wspomnieniem. To wystarcza, by wizyta została uznana za udaną. Przysunęła się bliżej i chwyciła materiał sukienki pod jej mostkiem między kciuk a palec wskazujący. W trakcie mówienia przesuwała bezmyślnie dłoń w dół, jakby musiała coś zrobić z rękami, żeby się skupić.
— Jest taki artysta konceptualny, Joseph Kosuth. Jedno z jego dzieł nazywa się Jedno i trzy krzesła. Przedstawia zdjęcie krzesła, fizyczne krzesło i spisaną definicję słownikową. No i zagadką dla widza jest zastanowić się, co jest tym prawdziwym krzesłem. — Puściła materiał i znów wsunęła ręce do kieszeni. Wzruszyła ramionami i cofnęła się o krok.
— Tak się bawiliśmy z dziećmi, których nikt nie wybierał na wf-ie. — Prychnęła rozbawiona tym nie do końca trafnym wspomnieniem szkolnym. Nawet wtedy wolała zaszyć się gdzieś z książką, a nie biegać po sali gimnastycznej. Skinęła głową w stronę przejścia do następnej sali. Ruszyła w tamtym kierunku, licząc, że przyjaciółka po prostu pójdzie za nią.

teddy darling

give me all the oils and the canvas that i wove

: pt sty 30, 2026 12:18 pm
autor: teddy darling
Nie chcę, żebyś z nami grała. Nie zrozum mnie źle, ale będę spokojniejsza, jeśli obejmiesz rolę cheerleaderki — zaznaczyła szybko, jakkolwiek źle to nie zabrzmiało. Teddy naprawdę nie upadła na głowę, żeby proponować jej takie wspólne spędzanie czasu.
Owszem, zdarzało się, że czasem włączała na laptopie jakiś hit kolejki i oglądały mecz razem. Wtedy Finch zasypiała szybciej, niż mijała pierwsza kwarta, zwinięta na kanapie jak kot, z policzkiem wciśniętym w poduszkę. Ale co innego bierne kibicowanie, a co innego świadome wystawianie jej na serię potencjalnych kontuzji. Wystarczy przypomnieć sobie jej popisy na desce. Tylko w trakcie zjazdu wypierdoliła się sama, a na na parkiecie miałaby wokół siebie samych dwumetrowych chłopów. Pewnie odbijałaby się od ich przedramion jak piłeczka pingpongowa, a oni nawet nie zauważyliby, że w którymś momencie ją zdeptali. W jej oczach Finch była po prostu za drobna i zdecydowanie zbyt cenna, żeby ryzykować ją w starciu z żywym taranem w sportowych butach. Rola cheerleaderki wydawała się więc idealnym kompromisem. A jeśli przy okazji miała machać pomponami i krzyczeć coś w stylu "dawaj, Teddy!", to już w ogóle najlepiej!
Istniało spore prawdopodobieństwo, że gdyby Teddy pojawiła się w muzeum upalona, skończyłaby rozciągnięta na chłodnej posadzce z myślą, że to wszystko jest aż takie za bardzo. Za gorąco, za ciasno i za intensywnie. W dziwnym odruchu zaczęłaby szarpać się ze swoją sukienką, aż w końcu zaciągnęłaby April do toalety na półpiętrze. I tyle pozostałoby z jej bycia damą. A przecież przyszły się tutaj odchamić, prawda? Musiała przynajmniej zachować jakieś pozory, że umie odnaleźć się w takich miejscach i że zna się na dziełach sztuki jak nikt inny na świecie!
O emocje? — powtórzyła po przyjaciółce, próbując odnaleźć je w tych wszystkich kreskach i plamach. Przesuwała wzrok po obrazach, jakby liczyła, że któreś w końcu przemówi do niej jaśniej. — Chyba wszyscy musieli być strasznie wkurwieni — stwierdziła w końcu, bo większość podobnych malunków wyglądała tak, jakby powstała naprędce i w przypływie furii. Pociągnięcia pędzla były gwałtowne, kolory zderzały się ze sobą gwałtownie i Darling odnosiła wrażenie, że w ten sposób artyści próbowali wyżyć się na płótnie, zostawić tam resztki swojego gniewu i frustracji. Dobrze dla nich, ale trudno było uznać, że świadczyło to o jakiejkolwiek wewnętrznej równowadze.
Teddy nie znała się na emocjach tych wszystkich ludzi. Nie potrafiła ich nazywać ani porządkować, ale dokładnie wiedziała, co się z nią dzieje w chwili, gdy April zaciskała palce na materiale jej sukienki. Była w niej totalnie zapętlona.
Joseph Kosuth to ten od Czterech kolorów, czterech słów? — przypomniała sobie, ale tylko dlatego, że w remizie Jett w taki sposób rozwiesił w kuchni neony, a Blaze powiedział, żeby nie pierdolił się w Kosutha. Teraz to miało więcej sensu! — I co z tym krzesłem? — podążyła za przyjaciółką do następnej sali. — Jedno po prostu jest, drugie pokazuje, a trzecie opisuje? Mają jakąś interpretację czy nic z tego nie jest wystarczające, żeby w pełni uchwycić krzesłowość? — dopytywała, angażując się w temat konceptualnego artysty.
Kolejna sala była trochę jak wyrwana z okładki komiksu, na co Teddy ożywiła się wyraźnie. Barwne kolory i sytuacyjne scenki na obrazach przemawiały do niej o wiele bardziej niż kreski i kropki.
Mogłabym całe swoje mieszkanie udekorować w stylu pop-art — oznajmiła z entuzjazmem, aż jej się oczy zaświeciły! Wyobrażała sobie ściany pełne intensywnych kolorów i odważnych kontrastów, łącznie z puszkami zupy Campbell's i powielanymi portretami Marilyn Monroe. — Wiesz, że Jett obejrzał do końca cały film Sleep, w którym Andy Warhol przez pięć godzin nagrywał swojego przyjaciela? To jest dopiero totalny trolling sztuką! — i pewnie Jett strollował samą Teddy, która OCZYWIŚCIE wierzyła we wszystko, co jej opowiadano.

April Finch

give me all the oils and the canvas that i wove

: pt sty 30, 2026 3:17 pm
autor: April Finch
Gdyby tylko wiedziała, jak Teddy zachowywałaby się tutaj pod wpływem jej ulubionej substancji, to pewnie przyszłaby z całym naręczem magicznym żelek lub ciastek. Z drugiej jednak strony, podanie tego strażaczce w takiej formie mogłoby się skończyć potrzebą wywiezienia jej stąd na taczce. Potem tylko rzuciłaby jej ciało na łóżko, jakoś zdjęła z niej tę sukienkę i... tyle. Mało w tym radochy dla April. Ale przynajmniej zachowywałaby się bardzo grzecznie i nikt by jej potem nie zarzucił, że myślała tylko o jednym i nie jest w stanie opanować chuci.
— Albo napaleni — zasugerowała poważnym tonem. Wściekłość i pożądanie rodziły się w podobnych obszarach mózgu, przynajmniej u niej. Skoro wyglądali tak, jakby się wściekali, to równie dobrze mogli robić to w oczekiwaniu na zjawienie się w studiu swoich muz. Albo byli wkurwieni, że muszą na te muzy czekać i nie mogą się do nich dobrać natychmiast. To też była w stanie zrozumieć. Może ona się w ogóle minęła w powołaniem i powinna zaangażować się w malarstwo? Pieprzyć to menadżerowanie, pieprzyć nawet muzykę – pędzel w rękę i jechane.
Uniosła zaskoczona brwi, gdy przyjaciółka przywołała inną pracę Kosutha. Kompletnie się tego po niej nie spodziewała. I nie miało to większego znaczenia, skąd jej mózg wyczarował tę informacje. Ważne, że w ogóle się w nim znajdowała. Zaraz okaże się, że znała się na sztuce dużo lepiej niż Finch na sporcie. Nazwiska graczy i graczek kojarzyła głównie z ich kampanii marketingowych albo jakichś skandali. Kojarzyła, że jest jakaś typiara, która ciągle wygrywa i żre makaron z truskawkami, ale jakby miała wyjaśnić komuś zasady tenisa i podać nazwy tych wszystkich turniejów, to od razu by spękała. Może powinna się doszkolić przed pójściem z nią na mecz? Zanim jeszcze przekroczyły próg kolejnej sali, April gwałtownie się odwróciła i w jednym płynnym ruchu skróciła dystans między nimi. Naparła na Teddy całym ciałem, przyszpilając ją plecami do chłodnej ściany korytarza. Dłoń oparła o ścianę tuż obok głowy Darling, tworząc rodzaj klatki z własnego ramienia. Drugą ręką objęła jej biodro, przytrzymując pewnie.
— Jesteś cholernie seksowna, jak mówisz takie rzeczy, wiesz? — wyszeptała wprost do jej ucha, pozwalając ustom musnąć delikatnie skórę. Pochyliła głowę niżej, przesuwając nosem wzdłuż linii jej żuchwy, by w końcu złożyć powolny, delikatny pocałunek na szyi. Zaraz po tym odsunęła się, bo przecież były w miejscu publicznym, a damom nie wypadało przesadzać. Złapała ją za rękę i pociągnęła za sobą w stronę wypatrzonej wcześniej sali.
— Ja lubię myśleć, że każda z tych odpowiedzi jest poprawna, a jednocześnie żadna. Dla każdego krzesło jest tym, co w głowie mu za nie uchodzi. — Wróciła do tematu sztuki, bo po to się tutaj dziś zebrały. Nie miała nic przeciwko luźnym interpretacjom i była daleka od tego, by narzucać komuś to, jak powinien rozumieć jakiekolwiek dzieło. Póki ktoś nie próbował narzucić jakiegoś skrajnie bzdurnego kontekstu, niech sobie myśli, co mu się podoba.
— Jarają cię takie starocie? Jestem pod wrażeniem. Możemy powiesić kiedyś w łazience tego banana z The Velvet Underground — palnęła, zanim zdała sobie sprawę z konstrukcji tego zdania. Dopiero, gdy usłyszała własny głos, zdała sobie sprawę, że nieco się w tej gramatyce zapędziła. W żadnym wypadku przecież nie planowały wspólnego mieszkania. Nigdy też nie żyły ze sobą na dłużej, a takie pomieszkiwanie po kilka dni przecież się nie liczyło. Żadna drugiej się do wystroju nie wtryniała. Postanowiła zrobić to, co zrobiłby każdy dojrzały człowiek na jej miejscu. Udawać, że nic się nie stało, a potem ewentualnie ghastlightować Teddy, że coś jej się musiało przesłyszeć. Zatrzymała się przed obrazem jakiejś nagiej kobiety. Wyglądało to trochę jak scena z American Beauty tylko bez zasłaniania się kwiatami. Wpatrywała się w niego intensywnie, licząc, że zaraz naprawdę ją zaciekawi i pozwoli zapomnieć o tym niezręcznym lapsusie.

teddy darling