have to dance with somebody
: czw sty 29, 2026 5:34 pm
004.
This is my dance space. This is your dance space.
Oh, fuck it anyway.
Oh, fuck it anyway.
Marseille wywróciła oczami, choć kąciki jej ust drgnęły, lekko się unosząc, jakby trochę wbrew niej samej. Może niepotrzebnie zostawiła mu ten komentarz pod zdjęciem na instagramie, ale w sumie dlaczego miała tego nie zrobić? Nie musiała się przecież ukrywać z tym, że zagląda na jego profil, skoro nie ukrywał swoich danych, nawet sam wspomniał o tym instagramie. Nie robiła nic złego, co więcej, można powiedzieć, że w pewien sposób trzymała rękę na pulsie, bo jakby nie patrzeć pozwoliła mu zostawić jedno ze zdjęć. Kontrolowała w ten sposób, czy nie złamał przypadkiem warunków ich umowy. Nie uznawała żadnych odstępstw.
Tymczasem zbliżała się do miejsca docelowego, porzucając myśli o napotkanym fotografie. Miała nadzieję, że dzisiejsza aktywność okaże się dobrą zabawą, a nie straconym czasem. Od jakiegoś czasu miała silne postanowienie, by próbować w życiu nowych rzeczy, doświadczać czegoś, a nie tylko egzystować. Na te bardziej ekstremalne jeszcze przyjdzie czas, w tym temacie była zwolenniczką małych kroczków, a nie rzucania się na głęboką wodę. Poprawiła torbę na ramieniu i popchnęła drzwi, wchodząc do budynku.
Taniec. Gdyby postrzegać go w kategorii sportu to być może byłby jedynym, na jaki Marseille zwróciłaby uwagę, a przecież generalnie nienawidziła ćwiczyć. Taniec jednak to co innego. Uwielbiała oglądać ludzi wywijających na parkiecie i choć generalnie ruszała się wcale nie najgorzej, brakowało w jej ruchach jakiejś płynności i miękkości. Chciałaby ją mieć, uznała więc, że spróbuje pójść na jakieś zajęcia taneczne. Padło na salsę głównie dlatego, że lekcje odbywały się o pasującej jej godzinie. Teraz, pokierowana przez panią na recepcji skierowała się do szatni, gdzie miała się przebrać. Długo nie wiedziała, w co się ubrać, wcześniej nie była na zajęciach tanecznych. Wprawdzie kilka razy przebąkiwała narzeczonemu, że powinni wybrać się przed ślubem, ale ten problem sam się rozwiązał, skoro ani narzeczonego ani zaplanowanego ślubu już nie miała. Ostatecznie wybrała bluzkę na ramiączkach i spódnicę z szortami pod spodem oraz jedyne buty na obcasie, które w jakimkolwiek stopniu przypominały buty do salsy, które znalazła na internecie. Ściągnęła włosy w luźną kitkę i skierowała się do sali. Uczestnicy zajęć zbierali się, a gdy wybiła godzina rozpoczęcia zajęć, Marseille uznała, że to nie będzie duża grupa, może 8, 10 osób. Ale wśród nich mignął jej ktoś znajomy. Znajomy - nieznajomy. Instruktorka już zaczęła tłumaczyć agendę tych zajęć, zaraz mieli rozpoczynać rozgrzewkę, a rudowłosa przesuwała się powoli, żeby znaleźć się bliżej konkretnej osoby.
– Fotograf. Tancerz. Miłośnik kruków. Aspirujący da Vinci fotografii. Masz jeszcze jakieś ukryte talenty, Donnie? – odezwała się tuż za jego plecami, przesuwając, kiedy najpewniej zerknął w jej kierunku. Czy naprawdę Toronto było aż tak małe, by wpadła na tę samą osobę w przeciągu zaledwie kilku dni? Najwyraźniej.
Donnie A. Bowen