Strona 1 z 1

i'm not myself and now everyone knows

: czw sty 29, 2026 7:34 pm
autor: Elena Santorini
you said my grip is slipping
but how can i lose something that was never mine?
outfit
Potrzebowała tego.
Głośnej muzyki rozgrzewającej jej zlodowaciałe Kanadyjską zimą serce. Parnego powietrza klubu, mieszanki perfum, tytoniowego dymu i zapachu słodkich drinków. Rytmu, który brał jej ciało we władanie gdy tylko czyjaś dłoń zaciągała ją na parkiet. Procentów rozrzedzających jej krew, rozluźniających wiecznie spięte mięśnie, o których na co dzień starała się zapomnieć.
Poczucia, że jest czymś więcej niż dobrze zoptymalizowaną maszyną, wypełniającą kolejne zadania od pobudki o szóstej rano aż po jałowe próby zaznania odpoczynku o dziesiątej wieczorem.
Gdyby któraś z jej koleżanek wiedziała, że w jedną z takich bezsennych nocy udała się do klubu s a m a, prawdopodobnie musiałaby zniknąć z powierzchni globu by uniknąć czekającego na nią kazania. Oczywiście, Santorini wiedziała o bezpieczeństwie - ba! Prawdopodobnie znała wszystkie zasady lepiej niż ktokolwiek inny, kogo znała. W końcu czy któraś z nich wracając wieczorami do mieszkania wykonywała trzy skręty w prawo, a pod nieznośnie gorącą poduszką w łóżku trzymała schowany nóż?
Właśnie.
Ale w klubie nie dostrzegała zagrożenia, a przynajmniej nie takiego, którego nie byłaby w stanie uniknąć. W swojej niezachwianej pewności siebie, wierzyła, że porusza się po znajomym terenie, że w miejscach takich jak to, to do niej należała w ł a d z a. Akceptowała kolejnych partnerów do tańca, widząc ich rozmarzone spojrzenia. Przyjmowała zamawiane przez nich drinki, lubiąc być rozpieszczaną - ba! Oczekując tego, w końcu tak skonstruowany był świat, w którym żyła.
Nie spostrzegła, jak szczegóły klubu zaczęły się zacierać. Jak mężczyzna, z którym rozmawiała, wcale nie pragnął już tańczyć - zamiast tego trzymał ją przy stoliku, wypytując o rzeczy, które przecież nie mogły go interesować.
Nie zauważyła nawet tej wrzawy.
Subtelnego momentu, w którym krzyk pierwszej osoby przedarł się przez głośną muzykę. Gdy jak lawina, tłum rozstąpił się, ruszył do wyjść, jak robaki, na które padło światło łazienki w środku nocy.
- Muszę się napić - zadecydowała, wstając gwałtownie od stolika jednej z loży, wykorzystując fakt tego, że mężczyzna akurat szukał źródła zamieszania.
Tłum klubu ją pochłonął. Zorientowała się, że straciła poczucie czasu, przeciskając się między ludźmi, szepczącymi między sobą w napięciu - czy też krzycząc, by przedrzeć się przez muzykę? Czas i przestrzeń zlały się ze sobą gdy desperacko poszukiwała baru, ukojenia dla swojego rosnącego pragnienia, nie rozumiejąc, jak nagle w tym miejscu znalazło się tak wiele ludzi.
A później było w nim ich tak mało - wtedy, gdy fala wznowiła swoją ewakuację, wypychając ją na pusty parkiet.
Jeśli w klubie pojawili się mundurowi, nawet tego nie zauważyła. Z początku nie zauważyła nawet ciała i dopiero gdy zatrzymała się w miejscu, skupiając spojrzenie na nieregularnej plamie na ziemi, dotarło do niej to, na co patrzy.
W powietrzu wyczuła zapach kwiatów rosnących w ich ogrodzie, w posiadłości na obrzeżach Mediolanu. Słodki, mocniej wyczuwalny nocą, gdy pęki otwierały się pod wpływem mroku - sączył się przez uchylone okna ich salonu. Wpuszczał do środka księżycową poświatę, rzucając blask na wykrzywione ciało leżące na ich drogim, perskim dywanie.
Mrugnęła, a powierzchnia dywanu zniknęła, zastąpiona błyszczącym parkietem. Bezwiednie ruszyła do przodu, pragnąc, by ta fatamorgana powróciła, by zabrała ją do d o m u .
- Co mu się stało? - rzuciła cicho, do stojącej obok kobiety, koło której przystanęła, oplatając się ramionami.

zaylee miller

i'm not myself and now everyone knows

: pt sty 30, 2026 2:48 pm
autor: zaylee miller
047.
Było wiele rzeczy, których nie lubiła, ale nocne wezwania zajmowały w tej niechlubnej hierarchii miejsce szczególne. Pracowała w tym zawodzie od prawie dekady, a mimo to nigdy nie przyzwyczaiła się do sytuacji, w których nagle musiała wyrwać się z ciepłej pościeli i niedokończonych snów. Po odebranym telefonie jeszcze przez chwilę leżała w objęciach narzeczonej, czując, jak sen powoli odpuszcza. W końcu niechętnie zwlekała się z łóżka, zarzuciła na siebie cokolwiek, co było pod ręką, zaparzyła mocną kawę i ruszyła na miejsce zdarzenia. Zimą sytacja była jeszcze trudniejsza, bo minusowe temperatury zmuszały ją do zeskrobywania lodu z szyb i do przeklinania auta, które jak zwykle odpalało dopiero za którymś razem.
Tym razem sprawa dotyczyła nieoczekiwanego zgonu w klubie. Miller znała te numery na pamięć — banda nieokiełznanych małolatów, która wpadła w szał alkoholu i narkotyków aż do nieprzyjemnego finału. Mogła powiedzieć, że been there, done that, ale nie, nie była taka. Całą młodość poświęciła nauce, by móc potem sekcjonować takie przypadki. Nie były to jej ulubione autopsje, ale zawsze wolała je od topielców czy nieletnich denatów, którzy stawali się ofiarami patologicznych rodzin.
Do The Shop dotarła jako ostatnia. W klubie panował rozgardiasz. Ochroniarze wyprowadzali imprezowiczów na zewnątrz, a funkcjonariusze policji próbowali przesłuchać świadków, którzy mogli coś wiedzieć o leżącym na parkiecie mężczyźnie. Weszła na parkiet, zaciskając palce na neseserze. W powietrzu unosił się zapach dymu papierosowego, potu i rozlanych drinków. Przecisnęła się przez tłum pijanych gapiów, którzy wciąż próbowali zachować resztki humoru. Ktoś żartował, że gość pewnie symuluje, ktoś inny odpowiedział głupkowatym rechotem.
W końcu dotarła do ciała. Mężczyzna leżał na wznak z wyrzuconymi do nad głową rękami. Miller przyglądała się przez chwilę, robiąc mentalny obraz miejsca zdarzenia i notując pierwsze szczegóły, chociaż tak naprawdę dopiero w prosektorium będzie mogła naprawdę zacząć swoją pracę.
Cichy, kobiecy głos sprawił, że odwróciła głowę; młoda dziewczyna stała obok ze skrzyżowanymi na piersiach ramionami.
Właśnie próbuję to ustalić — oznajmiła i korzystając z jej obecności, postanowiła zadać jej kilka pytań. — Znasz go? — wskazała podbródkiem na denata. — Widziałaś coś podejrzanego? — zagadnęła, wyciągając ze skórzanej walizki parę lateksowych rękawiczek, które od razu naciągnęła na dłonie.
Przykucnęła nad zwłokami i w pierwszej kolejności dokładnie obejrzała głowę mężczyzny. Nie wyczuła pod palcami żadnych śladów, które świadczyłyby o tym, że mężczyzna dostał w głowę czymś ciężkim. Nie było też krwi ani niczego innego, co wskazywałoby na bójkę. Nie mogła wykluczyć obrażeń wewnętrznych, ale jeśli takowe istniały, odkryje je dopiero na stole sekcyjnym.

Elena Santorini