when cherries bleed
: czw sty 29, 2026 9:08 pm
Devon Koncecny
Zdążyła zapomnieć o tamtym wieczorze z Devonem. Postanowiła wejść do naturalnego trybu dnia. Wielkie kontrakty, spotkania z inwestorami, zapewnianie zarządu, że wszystko jest w porządku. Na tym powinna była się skupić, podobnie jak na odwiedzaniu własnego ojca w szpitalu. Nigdy nie myślała, że z jej głowy będzie w stanie powstać tak wielka sieczka. Chociaż mimowolnie wracała do tamtej chwili, gdy mieli połączone wspólnie usta.
Tylko to był błąd. Błędem było, że nie odepchnęła go w odpowiedniej chwili. Błędem było to, że nie przesiadła się, kiedy tylko miała do tego okazje. Pocałunek też nim był. Postanowiła wyciąć go z własnej pamięci. Devon był zajęty. Miał kobietę, do której boku miał wrócić, za to Cherry była silną, niezależną kobietą. Miała zasady, których wolała nie łamać, a zrobiła to. Dała jednej , krótkiej chwili popłynąć, tracąc jakikolwiek rozsądek. Od samego myślenia bolało już ją głowa, sama nie wiedziała, z czego dokładnie to wynikało.
Łatwiej było skupić się na problemach. Na tym spotkaniu w Europie na zoomie, przez które wychodziła z własnego biura zdecydowanie zbyt późno. Ledwo widziała na własne oczy. Nabrała zimnego powietrza do chłód. Nienawidziła zimy, w takich chwilach żałowała, że mieszkała w Toronto. Zdecydowanie lepiej mieszkałoby się w innym miejscu na ziemi. Kochała to miasto, ale tu wszystko wydawało się być trudniejsze. Wzięła głęboki oddech, próbując sobie wszystko uporządkować w głowie. Wyjęła z torebki swojego iqosa, zaciągając się mocno czymś, co przypominało dym. Nie dało jej to żadnej satysfakcji, przymknęła na moment oczy, by choć na krótki moment odetchnąć.
Tylko po chwili świat wydawał się wirować. Iqos upadł na chodnik. Za to ktoś mocno trzymał ją w uścisku, trzymając chusteczkę blisko jej nosa. Była w centrum pierdolonego Toronto, największego miasta w Kanadzie w samym centrum miasta. Dosłownie pod budynkiem jej firmy, a ktoś właśnie próbował ją... porwać? Sama nie wiedziała. Serce zabiło jej zdecydowanie za mocno, próbując wyrwać się z klatki piersiowej, oddechu nie mogła wziąć, a choć chciała się wyrwać, to nie była w stanie. Była zbyt słaba.
Zdążyła zapomnieć o tamtym wieczorze z Devonem. Postanowiła wejść do naturalnego trybu dnia. Wielkie kontrakty, spotkania z inwestorami, zapewnianie zarządu, że wszystko jest w porządku. Na tym powinna była się skupić, podobnie jak na odwiedzaniu własnego ojca w szpitalu. Nigdy nie myślała, że z jej głowy będzie w stanie powstać tak wielka sieczka. Chociaż mimowolnie wracała do tamtej chwili, gdy mieli połączone wspólnie usta.
Tylko to był błąd. Błędem było, że nie odepchnęła go w odpowiedniej chwili. Błędem było to, że nie przesiadła się, kiedy tylko miała do tego okazje. Pocałunek też nim był. Postanowiła wyciąć go z własnej pamięci. Devon był zajęty. Miał kobietę, do której boku miał wrócić, za to Cherry była silną, niezależną kobietą. Miała zasady, których wolała nie łamać, a zrobiła to. Dała jednej , krótkiej chwili popłynąć, tracąc jakikolwiek rozsądek. Od samego myślenia bolało już ją głowa, sama nie wiedziała, z czego dokładnie to wynikało.
Łatwiej było skupić się na problemach. Na tym spotkaniu w Europie na zoomie, przez które wychodziła z własnego biura zdecydowanie zbyt późno. Ledwo widziała na własne oczy. Nabrała zimnego powietrza do chłód. Nienawidziła zimy, w takich chwilach żałowała, że mieszkała w Toronto. Zdecydowanie lepiej mieszkałoby się w innym miejscu na ziemi. Kochała to miasto, ale tu wszystko wydawało się być trudniejsze. Wzięła głęboki oddech, próbując sobie wszystko uporządkować w głowie. Wyjęła z torebki swojego iqosa, zaciągając się mocno czymś, co przypominało dym. Nie dało jej to żadnej satysfakcji, przymknęła na moment oczy, by choć na krótki moment odetchnąć.
Tylko po chwili świat wydawał się wirować. Iqos upadł na chodnik. Za to ktoś mocno trzymał ją w uścisku, trzymając chusteczkę blisko jej nosa. Była w centrum pierdolonego Toronto, największego miasta w Kanadzie w samym centrum miasta. Dosłownie pod budynkiem jej firmy, a ktoś właśnie próbował ją... porwać? Sama nie wiedziała. Serce zabiło jej zdecydowanie za mocno, próbując wyrwać się z klatki piersiowej, oddechu nie mogła wziąć, a choć chciała się wyrwać, to nie była w stanie. Była zbyt słaba.