meow
: czw sty 29, 2026 9:49 pm
Milo Rivera
Każdy dzień w schronisku wydawał się zaczynać i kończyć w ten sam sposób. Praca, głośne szczekanie, możliwe ugryzienia. Wszystko w takim samym ciągu. Na całe szczęście okres noworoczny zdążył finalnie minąć, a ona mogła skupić się na najważniejszych kwestiach - zdrowiu zwierząt. Kilka pierwszych tygodni nic tylko wykonywała badania, wykonywała proste zabiegi pielęgnacyjne. Wszystko dla czworonogów. Tego próbowała trzymać się w całości.
Chociaż ten dzień był zdecydowanie gorszy. Typek od recepcji się rozchorował. Zwierzęta mogły poczekać. Wszystkie szczepienia oraz choroby zdążyła wcześniej opanować. Jej pracoholizm wszedł na zdecydowanie wyższy poziom, skupiony przede wszystkim na dopinaniu pewnych kwestii. Dla niej wszystko wydawało się być jasne. Człowiek przychodził, zadawała mu krótkie pytania, a później kierowała w odpowiednie miejsca. Najczęściej ludzie pytali o wolontariat, oddanie zwierzęcia, spacery z psami oraz o adopcję.
Dlatego stała jak na skazaniu z kubkiem naprawdę kiepskiej kawy. Nienawidziła stać na froncie. Za każdym razem powodowało to u niej delikatny ból głowy. Tak jak w stosunku do zwierząt potrafiła wykazać się sporą empatią i wybaczyć im każde przewinienie, tak nie dotyczyło to ludzi. Wystarczyło jedno nieodpowiednie spojrzenie, jedna krzywa mina, a już ją na samą myśl zaczynała boleć głowa. Na całe szczęście jak dotąd nikt nie pojawił się w schronisku.
Aż nie rozbrzmiał krótki dźwięk dzwonków, a Erza ujrzała Milo. Zmierzyła go odruchowo wzrokiem, a w głowie pisała już czarne scenariusze dotyczące powodu pojawienia się go w schronisku. Mało kto z dobrej duszy odwiedzał to miejsce.
— Dzień dobry, witamy w schronisko — wypowiedziała standardową procedurę z wręcz firmowym uśmiechem. Delikatnie sztucznym, ale czekała już na słowa: co muszę zrobić, by oddać tu zwierzę. W takich sytuacji zawsze chciała wyjść z siebie i stanąć obok — w jakiej sprawie się Pan u nas pojawił? — brzmiała sztucznie, wręcz mechanicznie. Zdawała sobie z tego sprawę, ale nie była w stanie działać inaczej.
Każdy dzień w schronisku wydawał się zaczynać i kończyć w ten sam sposób. Praca, głośne szczekanie, możliwe ugryzienia. Wszystko w takim samym ciągu. Na całe szczęście okres noworoczny zdążył finalnie minąć, a ona mogła skupić się na najważniejszych kwestiach - zdrowiu zwierząt. Kilka pierwszych tygodni nic tylko wykonywała badania, wykonywała proste zabiegi pielęgnacyjne. Wszystko dla czworonogów. Tego próbowała trzymać się w całości.
Chociaż ten dzień był zdecydowanie gorszy. Typek od recepcji się rozchorował. Zwierzęta mogły poczekać. Wszystkie szczepienia oraz choroby zdążyła wcześniej opanować. Jej pracoholizm wszedł na zdecydowanie wyższy poziom, skupiony przede wszystkim na dopinaniu pewnych kwestii. Dla niej wszystko wydawało się być jasne. Człowiek przychodził, zadawała mu krótkie pytania, a później kierowała w odpowiednie miejsca. Najczęściej ludzie pytali o wolontariat, oddanie zwierzęcia, spacery z psami oraz o adopcję.
Dlatego stała jak na skazaniu z kubkiem naprawdę kiepskiej kawy. Nienawidziła stać na froncie. Za każdym razem powodowało to u niej delikatny ból głowy. Tak jak w stosunku do zwierząt potrafiła wykazać się sporą empatią i wybaczyć im każde przewinienie, tak nie dotyczyło to ludzi. Wystarczyło jedno nieodpowiednie spojrzenie, jedna krzywa mina, a już ją na samą myśl zaczynała boleć głowa. Na całe szczęście jak dotąd nikt nie pojawił się w schronisku.
Aż nie rozbrzmiał krótki dźwięk dzwonków, a Erza ujrzała Milo. Zmierzyła go odruchowo wzrokiem, a w głowie pisała już czarne scenariusze dotyczące powodu pojawienia się go w schronisku. Mało kto z dobrej duszy odwiedzał to miejsce.
— Dzień dobry, witamy w schronisko — wypowiedziała standardową procedurę z wręcz firmowym uśmiechem. Delikatnie sztucznym, ale czekała już na słowa: co muszę zrobić, by oddać tu zwierzę. W takich sytuacji zawsze chciała wyjść z siebie i stanąć obok — w jakiej sprawie się Pan u nas pojawił? — brzmiała sztucznie, wręcz mechanicznie. Zdawała sobie z tego sprawę, ale nie była w stanie działać inaczej.