Italian blood runs hot
: pt sty 30, 2026 11:41 am
004.
Komfort i zadowolenie jej podopiecznych był jedną z najważniejszych rzeczy, które Diana zawsze miała na uwadze w swojej pracy. To ona była tutaj dla nich, dzieląc się z nimi wszystkim, czego nauczyła się przez lata profesjonalnego tańca. Nie należała do miękkich nauczycieli, którzy tolerowali każde potknięcie, bo włoski temperament dość mocno jej to uniemożliwiał. Daleko jej było również do łatki tej surowej, skupionej tylko i wyłącznie na perfekcyjnych osiągach. Miała dość specyficzne podejście, spotkając się tak naprawdę pośrodku. Potrafiła przycisnąć, ale tylko w wypadku, gdy faktycznie było to jedynym i sensownym rozwiązaniem sytuacji. Zdecydowanie wolała jednak dawać więcej swobody, bo była świadoma, że niektórzy uczyli się wolniej i potrzebowali delikatniejszej dłoni. To tak naprawdę zależało od jednostki.
Nie trawiła natomiast ślepej surowości, dążenia do niemożliwej perfekcji, której nie każdy mógł sprostać. Zdawała sobie sprawę, że była to najczęściej mantra głoszona w balecie, w którym miała styczność na samym początku swojej tanecznej przygody. Nigdy nie rozumiała, dlaczego instruktorzy tego tańca byli zazwyczaj bezwzględni i nie potrafili odpuścić. Być może dlatego dość szybko zeszła z tej ścieżki, poszukując więcej wolności w swoim własnym fachu, a balet niekoniecznie był jej źródłem.
Zmartwiła ją zatem informacja od kilku dzieciaków, które poskarżyły się jej osobiście na kobietę, która obecnie prowadziła zajęcia baletowe w ich szkole. Wstępnie myślała o tym, by samodzielnie podnieść je jakoś na duchu, zmniejszyć ich niechęć. To jednak nie dawało efektu, a na domiar złego, do jej uszu dotarły kolejne niepokojące informacje na temat metod, którymi kobieta się posługiwała. To był już wyznacznik do tego, by Diana wzięła swoje sprawy w swoje ręce... Przynajmniej na tyle, na ile mogła. Nie mogła przecież ot tak kazać komuś się zmienić. Ale z pewnością nie zamierzała zostawić tego od tak, bez żadnego komentarza.
Dlatego też przychodząc w dniu dzisiejszym na swoje zajęcia, tuż przed ich rozpoczęciem zaczęła się rozglądać za panią, która odpowiadała opisowi, który podały jej dzieci. Jej czujne oko od razu odnalazło jej sylwetkę na korytarzu budynku szkoły, gdzie również zdawała się czekać na godzinę zero swoich warsztatów. Prędkim krokiem podeszła do niej, zaczynając od klasycznego uśmiechu na powitanie, nie chcąc alarmować jej od samego początku.
— Dzień dobry! Czy pani prowadzi obecnie zajęcia baletowe? — rzuciła niepozornie w ramach powitania, uważnie obserwując twarz kobiety i jej reakcję.
Elena Santorini