tequila con muerte
: pt sty 30, 2026 9:50 pm
#31.
Some trips are for rest.
Others are for burying the truth somewhere warmer.
Others are for burying the truth somewhere warmer.
Nie zdążyli się pogodzić.
Madox wrócił późno, później niż chciał, i to wcale nie dlatego, że prosił go o to Ricardo, tylko jak zwykle w klubie coś się sypało, kiedy on zamierzał...
To nie miał wcale być urlop, nie lecieli tam na wakacje. Miał zidentyfikować ciało swojej zmarłej rzekomo matki. Jak można taki wyjazd porównywać do wakacji?
Chociaż on odrobinę porównywał, a patrząc na jego bagaż, w którym miał te swoje same kolorowe koszule, to można tak było o tym myśleć. Chociaż miał też czarny garnitur, w razie czego, gdyby jednak musiał tam pochować swoją rodzicielkę. Nie myślał nawet o tym, żeby sprowadzać jej ciało. Gdzie do Kolumbii, skoro ona stamtąd uciekła? A może do Kanady, ale po co, kiedy jej stopa nigdy nawet tutaj nie postanęła. Nie postanie pewnie już.
Na lotnisko zawiózł ich Ricardo i to on nawijał całą drogę o tym, że przyjechała tu jego żona, Rosario, i jak on to przeżyje bez nich, skoro ona już pierwszego dnia chciała go zatłuc. Dziwił się, że chciała to zrobić, skoro uciekł jej w trakcie miesiąca miodowego? Madoxa to nie dziwiło, ale też nie chciał oceniać kuzyna, tylko mu powtarzał, że jakoś da sobie radę, że ma Florę i psa. Zawsze może w razie czego wyjść na spacer z Sombrą.
Nie porozmawiali w samochodzie.
Na lotnisku też nie, bo Madoxa wzięli na jakieś osobiste przeszukanie, a to tylko dlatego, że miał w kieszeni pół skręta, którego wczoraj palił wracając do domu, na rozluźnienie. Zapomniał go wyrzucić. W Kanadzie zioło było legalne, ale on je chciał z niej wywieźć.
Wypuścili go praktycznie przed samym lotem.
Tym razem kupił im bilety w klasie biznes, może nie była tak luksusowa jak pierwsza, ale i tak mieli rozkładane fotele i trochę więcej prywatności. A mogła im być potrzebna zważając na to, że oni wciąż jeszcze nie pogadali od tej całej akcji na posterunku. Madox trochę liczył, że może nie będą dzisiaj poruszać tego tematu, ale czuł, że to jednak było naiwne myślenie. Widział po Pilar, że była na niego zła. A może o to, że go zgarnęli na lotnisku?
Byłoby lepiej gdyby właśnie o to.
- Chcesz od okna? - zapytał, kiedy byli już w samolocie, kiedy skierowali się do swoich miejsc. On oczywiście w tej koszulce z napisem łobuz kocha najbardziej, bo jakże by inaczej. To była chyba jego samolotowa koszulka. A przed nimi prawie pięć godzin lotu, nie tak dużo jak do Kolumbii, ale jednak...
Przez pięć godzin może sobie zdążą wszystko wytłumaczyć.
Tylko, że Madox wciąż nie mógł jej powiedzieć. Bo to się nie zmieniło z dnia na dzień. Chociaż wczoraj kiedy palił tego skręta na klubowym zapleczu, kiedy sobie przypomniał jak ostatnio sprzątali tam limonki, najpierw się kłócili, potem wyrzucili soje żale, a później jednak doszli do porozumienia, to stwierdził, że teraz też muszą.
Jakoś.
Znaleźć jakiś złoty środek, coś co sprawi, że on nie będzie musiał łamać zasad, a jej to wystarczy. Nie wiedział jeszcze co to będzie, ale to Pilar zawsze była ta mądrzejsza. Liczył na to, że jednak mu coś podpowie, pomoże, a nie będzie chciała go ciągnąć za język.
Kiedy Stewart usiadła na wybranym przez siebie miejscu, to on też zaraz siedział, a po chwili to już odwrócił się w jej kierunku.
- Pilar... - zaczął, bo on nienawidził się do niej nie odzywać. Nie lubił, kiedy ta sytuacja była między nimi jakaś taka napięta. Dopiero poradzili sobie z jednym, wyjaśnili jedną rzecz, a już spadały na nich kolejne. To wszystko się nawarstwiało, mnożyło, jakby oni rzeczywiście nie mogli mieć jakiejś chwili spokoju.
Ale nie mogli.
W końcu takie sobie wybrali zawody, niezbyt spokojne, jedno gówno goniło następne i tak cały czas.
Jak nie policja, to półświatek.
Sięgnął do niej ręką, bo może chciał ją nawet przeprosić, tylko chyba nie za bardzo wiedział za co. Bo jak jej powie, że za to, że nie może jej powiedzieć, to może się zacząć od nowa, a nie chciał zaczynać od nowa.
Tylko że zanim zdążył powiedzieć cokolwiek, to wyrosła przed nimi... Karen. Uśmiechnęła się szeroko i poprosiła, żeby zapięli pasy. Madox nawet nie zwrócił na nią za bardzo uwagi, a po głosie jej nie poznał, pokiwał tylko głową, a ciemne tęczówki z Pilar spuścił właśnie na ten pas, który już zaraz zapinał. Blondynka oddaliła się szybko, już prosiła kolejnych pasażerów o zapięcie pasów, więc może oni nawet tej Karmen nie zauważyli, ale ona ich chyba poznała, chociaż może do wszystkich się tak uśmiechała?
Przecież ona... była trochę dziwna.
Pilar Stewart