Strona 1 z 2

tequila con muerte

: pt sty 30, 2026 9:50 pm
autor: Madox A. Noriega
#31.
Some trips are for rest.
Others are for burying the truth somewhere warmer.



Nie zdążyli się pogodzić.
Madox wrócił późno, później niż chciał, i to wcale nie dlatego, że prosił go o to Ricardo, tylko jak zwykle w klubie coś się sypało, kiedy on zamierzał...
To nie miał wcale być urlop, nie lecieli tam na wakacje. Miał zidentyfikować ciało swojej zmarłej rzekomo matki. Jak można taki wyjazd porównywać do wakacji?
Chociaż on odrobinę porównywał, a patrząc na jego bagaż, w którym miał te swoje same kolorowe koszule, to można tak było o tym myśleć. Chociaż miał też czarny garnitur, w razie czego, gdyby jednak musiał tam pochować swoją rodzicielkę. Nie myślał nawet o tym, żeby sprowadzać jej ciało. Gdzie do Kolumbii, skoro ona stamtąd uciekła? A może do Kanady, ale po co, kiedy jej stopa nigdy nawet tutaj nie postanęła. Nie postanie pewnie już.
Na lotnisko zawiózł ich Ricardo i to on nawijał całą drogę o tym, że przyjechała tu jego żona, Rosario, i jak on to przeżyje bez nich, skoro ona już pierwszego dnia chciała go zatłuc. Dziwił się, że chciała to zrobić, skoro uciekł jej w trakcie miesiąca miodowego? Madoxa to nie dziwiło, ale też nie chciał oceniać kuzyna, tylko mu powtarzał, że jakoś da sobie radę, że ma Florę i psa. Zawsze może w razie czego wyjść na spacer z Sombrą.
Nie porozmawiali w samochodzie.
Na lotnisku też nie, bo Madoxa wzięli na jakieś osobiste przeszukanie, a to tylko dlatego, że miał w kieszeni pół skręta, którego wczoraj palił wracając do domu, na rozluźnienie. Zapomniał go wyrzucić. W Kanadzie zioło było legalne, ale on je chciał z niej wywieźć.
Wypuścili go praktycznie przed samym lotem.
Tym razem kupił im bilety w klasie biznes, może nie była tak luksusowa jak pierwsza, ale i tak mieli rozkładane fotele i trochę więcej prywatności. A mogła im być potrzebna zważając na to, że oni wciąż jeszcze nie pogadali od tej całej akcji na posterunku. Madox trochę liczył, że może nie będą dzisiaj poruszać tego tematu, ale czuł, że to jednak było naiwne myślenie. Widział po Pilar, że była na niego zła. A może o to, że go zgarnęli na lotnisku?
Byłoby lepiej gdyby właśnie o to.
- Chcesz od okna? - zapytał, kiedy byli już w samolocie, kiedy skierowali się do swoich miejsc. On oczywiście w tej koszulce z napisem łobuz kocha najbardziej, bo jakże by inaczej. To była chyba jego samolotowa koszulka. A przed nimi prawie pięć godzin lotu, nie tak dużo jak do Kolumbii, ale jednak...
Przez pięć godzin może sobie zdążą wszystko wytłumaczyć.
Tylko, że Madox wciąż nie mógł jej powiedzieć. Bo to się nie zmieniło z dnia na dzień. Chociaż wczoraj kiedy palił tego skręta na klubowym zapleczu, kiedy sobie przypomniał jak ostatnio sprzątali tam limonki, najpierw się kłócili, potem wyrzucili soje żale, a później jednak doszli do porozumienia, to stwierdził, że teraz też muszą.
Jakoś.
Znaleźć jakiś złoty środek, coś co sprawi, że on nie będzie musiał łamać zasad, a jej to wystarczy. Nie wiedział jeszcze co to będzie, ale to Pilar zawsze była ta mądrzejsza. Liczył na to, że jednak mu coś podpowie, pomoże, a nie będzie chciała go ciągnąć za język.
Kiedy Stewart usiadła na wybranym przez siebie miejscu, to on też zaraz siedział, a po chwili to już odwrócił się w jej kierunku.
- Pilar... - zaczął, bo on nienawidził się do niej nie odzywać. Nie lubił, kiedy ta sytuacja była między nimi jakaś taka napięta. Dopiero poradzili sobie z jednym, wyjaśnili jedną rzecz, a już spadały na nich kolejne. To wszystko się nawarstwiało, mnożyło, jakby oni rzeczywiście nie mogli mieć jakiejś chwili spokoju.
Ale nie mogli.
W końcu takie sobie wybrali zawody, niezbyt spokojne, jedno gówno goniło następne i tak cały czas.
Jak nie policja, to półświatek.
Sięgnął do niej ręką, bo może chciał ją nawet przeprosić, tylko chyba nie za bardzo wiedział za co. Bo jak jej powie, że za to, że nie może jej powiedzieć, to może się zacząć od nowa, a nie chciał zaczynać od nowa.
Tylko że zanim zdążył powiedzieć cokolwiek, to wyrosła przed nimi... Karen. Uśmiechnęła się szeroko i poprosiła, żeby zapięli pasy. Madox nawet nie zwrócił na nią za bardzo uwagi, a po głosie jej nie poznał, pokiwał tylko głową, a ciemne tęczówki z Pilar spuścił właśnie na ten pas, który już zaraz zapinał. Blondynka oddaliła się szybko, już prosiła kolejnych pasażerów o zapięcie pasów, więc może oni nawet tej Karmen nie zauważyli, ale ona ich chyba poznała, chociaż może do wszystkich się tak uśmiechała?
Przecież ona... była trochę dziwna.

Pilar Stewart

tequila con muerte

: sob sty 31, 2026 10:38 am
autor: Pilar Stewart

024.
go on vacation, they said
it's gonna be fun, they said



Odechciało się jej lecieć.
Przez krótki nawet moment rozważała, czy się z tego jakoś nie wykręcić, chociaż wtedy przemawiała przez nią bardziej jej narwana głowa i resztki godności niż faktycznie chęci. Zaraz potem jednak przypomiała sobie, że ponad wszystko lecieli tam, żeby zidentyfikować potencjalne ciało matki Madoxa, a na to nie miała argumentów. Niezależnie od tego, jak bardzo by się nie kłócili, Pilar w życiu nie zostawiłaby go samego w takiej sytuacji. I nie zamierzała. Chociaż to wcale nie znaczyło, że nagle wszystko było między nimi okej.
Była zła. Wciąż była na niego zła. I to już wcale nie chodziło o samą sprawę i szemrane biznesy z Eliotem, a bardziej gryzło ją to, że Madox jej po prostu nie ufał. Nie ufał, że potrafiłaby dochować jego tajemnicy. Kurwa, przecież ona całą policje dla niego oszukała, kiedy miał trupa w klubie. Jebane morderstwo na własnych oczach, które ona pomogła mu przykryć. Jaka glina tak robiła?! Czy tym nie pokazała mu wystarczająco, że mógł na nią liczyć? Jak widać nie. Dalej jej nie ufał. Więc ona dalej była zła.
Cały poranek się do niego nie odzywała. Nawet na dole pod mieszkaniem, kiedy chciał jej pomóc z bagażami i w samochodzie kiedy razem z Riczim nawijali o Rosie. A potem jeszcze wzięli go na przeszukanie, bo debil zapomniał, że na lotnisku nie powinno się mieć przy sobie skrętów i Pilar przez moment już naprawde zastanawiała się, czy powinna lecieć sama. Tylko po co? Skoro ona i tak nie znała mamusi Noriegi i nie byłaby w stanie jej zidentyfikować. Całe szczęście Madox wrócił na czas i zaraz siedzieli w samolocie.
Oczywiście, że wzięła miejsce przy oknie i oczywiście, że zakomunikowała to nie słowami, a faktem, że po prostu sobie na nim usiadła zaraz po jego pytaniu. Rozsiadła się wygodnie i już sięgała do plecaka, w którym miała spakowane kilka przekąsek, a przede wszystkim wielkie słuchawki, które powinny z powodzeniem wygłuszyć potencjalnego Noriegę i równie potencjalne myśli, które gromadziły się w jej głowie, że nie lubiła się z nim kłócić. Nie. Tym razem miała zamiar być stanowcza w swoich czynach.
Tylko nim zdążyła cokolwiek zrobić albo wyciągnąć, już słyszała z boku to charakterystyczne Pilar, wypowiedziane z akcentem, który tak bardzo lubiła. Przez moment czekała, czy faktycznie miał coś do powiedzenia, ale oczywiście, że nie miał. Imię sobie rzucił i myślał, że wszystko będzie w jak najlepszym porządku.
Nie chce z tobą…gadać? Czy może jednak kłócić? Problem w tym, że Madoxowi nie było dane się tego dowiedzieć, bo zaraz wyrosła przed nimi stewardessa i kazała zapinać pasy.
Pilar wciąż z tym swoim wzrokiem wbitym w plecak, poprawiła się na miejscu i zapięła. A instruktaż bezpieczeństwa, to chyba nigdy nie słuchała z tak wielkim zaangażowaniem. Albo w ogóle chyba po raz pierwszy w ogóle to słuchała. Jak widać, robiła wszystko, byleby go ignorować i z nim nie rozmawiać. Bo po co? Żeby znowu jej powiedział, że biedny nic nie może? Podziękuje.
Kiedy samolot w końcu ruszył, Stewart praktycznie od razu sięgnęła do plecaka po wielkie, białe słuchawki i założyła je sobie przez głowę. Lubiła je nie tylko ze względu na dobre basy, ale przede wszystkim, bo miały nienaganną funkcję wyciszania otoczenia. Wbiła się w fotel, poprawiając ustawienie pleców i praktycznie przez cały wylot, gdy samolot nabierał wysokości, ona udawała, że śpi. Chociaż w rzeczywistości chuja spała. Bo ją też to wszystko gryzło. Bardzo. Ale jednak bardziej była zła niż ją to gryzło, więc jakoś trzymała gardę.
Gorzej było, kiedy już można było odpiąć pasy, a ona naprawdę miała ochotę na orzeszki w czekoladzie, które sobie kupiła w ilości paczek: trzy, a które tak pięknie czekały na nią w plecaku. No więc otworzyła w końcu oczy i zaraz schyliła się do plecaka. Aż jej ślinka pociekła. Tylko kurwa oczywiście nie byłaby sobą, gdyby nie przeceniła siłī potrzebnej do otworzenia paczuszki, a siły, jaką faktycznie użyła, co sprawiło, że w ułamku sekundy wszystkie orzeszki posypały sie na nich, a przede wszystkim na podłogę.
Mierda — przeklęła pod nosem i złapała jeszcze z dwa głębsze oddechy, nim robiła cokolwiek. Czy ten dzień mógł jej dopierdolić jeszcze bardziej? Pewnie mógł, ale na razie to Pilar i tak już była wystarczająco wkurwiona.
Zrzuciła słuchawki, zgarnęła kilka orzeszków z siebie i od razu wpakowała je sobie do ust. Były zajebiste. I to wkurwiło ją jeszcze bardziej, bo jeszcze jakby były średnio smaczne, to wcale by jej nie było szkoda, że połowa z nich wylądowała na podłodze.
Spojrzała przelotnie na uda Madoxa. Miał ich w kroczu całkiem sporą ilość i pewnie gdyby nie byli aktualnie pokłóceni Stewart bardzo ochoczo zabrałaby się za zabieranie. Ale byli. Więc kompletnie zignorowała tą jego część i po prostu… osunęła się na podłogę pomiędzy siedzeniami. W klasie biznes było trochę więcej miejsca, więc spokojnie mogła klęknąć i zacząć grzebać ludziom pod siedzeniami. Zasada trzech sekund? Jednej minuty? Jeden chuj. I tak trzeba było to pozbierać. Potem będzie się zastanawiać, co z tym zrobić. Tylko zaraz przy ich siedzeniu wyrosła stewardessa i dopiero kiedy rzuciła w stronę Madoxa że miło go widzieć, Stewart odwróciła się i klapnęła na tyłku pomiędzy tymi siedzeniami. To właśnie wtedy po raz pierwszy spojrzała na twarz pracownicy i uświadomiła sobie z kim mieli do czynienia. Znowu.
Nie masz jakiś ludzi do obsłużenia w pierwszej klasie? — spytała praktycznie od razu, a Karen podskoczyła, bo chyba wcześniej nie zauważyła Pilar na podłodze i była przekonana, że Madox siedział sam. — Może ktoś potrzebuje prochów? — dodała oschle, piorunując ją wzrokiem. Jebana Karen. Tylko jej tu jeszcze brakowało.
Jestem na lekach — stewardessa zrobiła się cała czerwona na buzi i tylko skinęła głową.
Ewidentnie…
Nie nie, takich które faktycznie działają — przerwała Pilar w pół słowa i zaraz uśmiechnęła się blado. — Już nie… nie zachowuje się nieodpowiednio. Bardzo was przepraszam za to ostatnie — faktycznie brzmiała jakoś jak nie Karen, chociaż Stewart to i tak nie wierzyła w nic, co wychodziło z jej ust. Wtedy też niby miała być na lekach, tylko okazało się, że wcale ich nie brała. — A co tu się stało? — spytała po chwili, zauważając jeszcze kilka orzeszków walających się po podłodze, w tym jednego przy własnym bucie.
Nic takiego. Zaraz to po…
POMOGĘ! — rzuciła przesadnym entuzjazmem i nim którekolwiek z nich zdążyło cokolwiek powiedzieć, Karen już padała na kolana. Znowu. Zaraz przed Madoxem. Znowu.

Madox A. Noriega

tequila con muerte

: sob sty 31, 2026 11:45 am
autor: Madox A. Noriega
A on się tylko na nią patrzył, kiedy usiadła przy oknie, kiedy poprawiała się na fotelu, nawet na moment nie spuścił z niej wzroku, bo cały czas się zastanawiał co ma jej powiedzieć. Co by mógł? A czego nie mógł wciąż? I nie będzie mógł nigdy. Już nawet zaczął, już nawet rzucił jej imię, ale co usłyszał w odpowiedzi? Że ona nie chce z nim, wiadomo, że na usta cisnęło mu się to co, gadać? Ruchać się? Lecieć? A może w ogóle już być?
Zaraz sobie pomyślał, że mógł jej powiedzieć, że jednak leci sam, załatwiłby to w dwa dni i wrócił, a potem może załatwił te sprawy z Eliotem? Czuł, że musi coś z tym zrobić, bo jeśli nie, to będzie to samo co dziesięć lat temu. A w tym wypadku, to on na pewno by sobie na to nie pozwolił. Już otworzył usta, żeby jej coś powiedzieć, ale stewardessa kazała im zapinać pasy, a Madox oczywiście ten swój cały pokręcił i chwilę mu to zajęło zanim go zapiął, i tak jakoś źle, ale no już miał to gdzieś. W ogóle nie słuchał co mówiły stewardessy, bo on kątem oka zerkał wciąż na Stewart z jakąś krzywą miną. Ale kiedy ona sięgnęła po te słuchawki, a później zamknęła te piękne, brązowe oczy, to kurwa zwątpił, sięgnął po jakąś gazetkę, którą albo ktoś tutaj zostawił, albo po prostu była na wyposażeniu samolotu. Oparł się wygodnie na oparciu, a nogę zarzucił nonszalancko na kolano, oczywiście kolanem ją przy okazji szturchając, niechcąco przecież. Oparł sobie gazetkę na udzie, ale nawet jej nie czytał, oglądał tylko obrazki, chociaż zawiesił dłużej spojrzenie na jakimś tekście zatytułowanym jak stracić faceta w 10 dni, bo to był chyba Cosmopolitan. Ale on nawet tego nagłówka nie przeczytał, gapił się na zdjęcie, które też nie było jakieś za ciekawe, jakaś blondynka i z pięć pytajników nad jej głową. Tak się zastanawiała, czy coś?
Madox też się zastanawiał, jak ma zagadać do Stewart. I kiedy on się tak nad tym głowił, to nawet nie zauważył, że ona sięga do plecaka, a potem to już oberwał tymi orzeszkami tak, że jeden odbił mu się od czoła i spadł na gazetkę. Sporo ich pospadało mu na gazetę, nawet kilka zjadł, i dopiero ciemne tęczówki przeniósł na nią.
- Po... - zaczął i chciał jej zapytać, czy jej pomóc, położył nawet tę gazetę na stoliku i już miał też sięgnąć pod swoje siedzenie, ale wtedy stanęła przed nim... Karen z tym miło cię widzieć na ustach, zaraz obrócił się w jej kierunku, aż mu kilka tych orzeszków ze spodni spadło na ziemię.
- Karen? - uniósł jedną brew, może nawet chciał jeszcze coś powiedzieć, że miło ją widzieć? Ale odezwała się Pilar, więc tylko zerknął na nią, a później znowu na blondynkę, a potem na Stewart. Nie wtrącał się w ogóle w tę ich wymianę zdań, dopiero kiedy Karen zwróciła uwagę na te orzeszki, to się odezwał.
- Nie trzeba - bo on też mógł pomóc sprzątać Pilar, ale za późno bo blondynka już, znowu, padała przed nim na ziemię. I jakby nie cofnął kolana, to pewnie, znowu, walnęłaby w nie czołem. Ale cofnął, w ogóle cofnął się na tym fotelu na oparcie, chociaż gdy one tak ochoczo, a przede wszystkim to Karen, zaczęła zbierać z ziemi orzeszki, to nagle wstał, zrzucając z siebie już resztę słodyczy, które potoczyły się pod siedzenia.
- Idę do kibla - rzucił i wymijając Karen, tak, żeby jej nie dotknąć, ruszył w kierunku toalet.
Były zajęte, obie, więc stał i czekał opierając się plecami o jakieś siedzenie.
A Karen w tym czasie pozbierała już garść i zaraz przybliżyła się do Pilar.
- Trzymaj - dała jej te orzeszki i schyliła się po resztę, a kiedy skończyły, to ona już pakowała się na puste siedzenie Noriegi, może i była na lekach, ale chyba stewardessą wciąż była kiepską - ja chodzę teraz na taką terapię - zaczęła tłumaczyć Stewart - i tam mówią o tym, żeby dużo oddychać - zaczęła głośno łapać powietrze w płuca, aż ktoś się na nie obejrzał, ale Karen się nie przejęła - a jak masz w sobie dużo negatywnych emocji, to je z siebie wyrzuć... - kiedy to powiedziała, to krzyknęła i tym razem to nawet Madox pomiędzy fotelami wyjrzał w ich kierunku.
Karen zarzuciła nogę na nogę i poprawiła sobie apaszkę, a potem to nawet poczęstowała się bez pytania tymi orzeszkami z podłogi. Siedziała już sobie z Pilar, jakby były koleżankami.
- No i dostałam nowe leki, są bardzo mocne, jak wezmę rano to do południa jestem jakaś zamulona, a po południu następne i trzyma mnie do wieczora, dopiero na noc mnie trochę odpuszcza, więc mało śpię - zaczęła opowiadać Stewart, z tymi niebieskimi tęczówkami utkwionymi w jej brązowych oczach, a później jakby tego było mało, to się pochyliła w kierunku Pilar - no i poznałam... - zaczęła, ale wtedy te jej niebieskie ślepia spoczęły na gazetce, którą zostawił Madox i blondynka wskazała na nią palcem - a co ty czytasz? Zrywasz z nim? - zapytała, bo tam wciąż otwarty był ten artykuł, aż się wychyliła z fotela zerkając w kierunku Noriegi.
A on wciąż stał przed toaletą, albo ktoś się tam zabawiał, tak jak oni, kiedy wracali z Medellin, albo miał jakieś problemy jelitowe, Madox sam nie wiedział, czy chce tam jeszcze wchodzić, ale chciało mu się lać.

Pilar Stewart

tequila con muerte

: sob sty 31, 2026 12:48 pm
autor: Pilar Stewart
Ostatnie, ale to naprawde ostatnie, co potrzebowała, to Karen w swoim życiu. W momencie kiedy sprawy z Madoxem były doszczętnie pokomplikowane, kiedy jechali na urlop, nawet ze sobą nie rozmawiając i przy okazji najprawdopodobniej chować jego matkę. Nie mogła sobie wybrać gorszego momentu, żeby znowu się przy nich pojawić. I oczywiście — pomimo świetnych leków — znowu siać ferment.
Bo przecież inaczej nie dało się tego nazwać, kiedy ona padła na kolana przed Noriegą i zaczęła zbierać te orzeszki, praktycznie ocierając się o jego kolano, chociaż on sukcesywnie wtapiał się w fotel. Pilar obserwowała to z boku, przez moment w milczeniu, chociaż w pewnymem momencie naprawdę była gotowa jej powiedzieć, że ma wypierdalać. Tylko wtedy Madox zerwał się z miejsca i… poszedł sobie.
Poszedł sobie, zostawiając ją samą z tą wariatką. Serio kurwa?
Jak wcześniej była na niego wkurwiona, tak teraz jej poirytowanie naprawdę sięgnęło zenitu. Odprowadziła go wzrokiem w stronę toalet, tylko Karen już coś nawijała o jakimś terapeucie, więc Pilar z dwojga złego, zabrała się po prostu za zbieranie czekoladowych kulek. Ustami by wolała je nawet zbierać niż słuchać tego, co pracownica linii lotniczych miała jej do powiedzenia. Serio. To już chyba wolałaby tu Debbie. Nie lubiły się na tyle, że przynajmniej żadna nie odezwałaby się kurwa słowem i chociaż święty spokój ratowałby sytuacje.
Otworzyła puste już opakowanie i wsypała tam swoje znaleziska, kilka z kłakami i włosami, przez co jasno stwierdziła, że jednak nie miała zamiaru tego jeść, przy okazji pozwalając Karen dorzucić to, co udało jej się zebrać, po czym podniosła się na fotel. Wychyliła jeszcze głowę, sprawdzając, czy Madox już wracał. Zatrzymała na nim spojrzenie nieco dłużej, podcza gdy z jej ust wyleciało głośne westchnięcie.
Może faktycznie powinni pogadać?
Tylko nawet nie zdążyła samej sobie odpowiedzieć na to pytanie, bo kiedy tylko opadła na własne miejsce, okazało się, że Karen wciąż tu była. Była i do tego jeszcze nawijała jak pojebana o rzeczach, o których Pilar wcale nie chciała wiedzieć. Dopiero kiedy wspomniała o zerwaniu z Noriegą, to Stewart ruszyła głową.
Co? — ściągnęła brwi, rzucając jej mordercze spojrzenie. Dopiero potem zauważyła gazetę w jej dłoni i artykuł, który musiał czytać Madox. — Nikt z nikim nie zrywa — wyszarpała jej magazyn i odrzuciła na stolik. — Karen, słuchaj… — poprawiła włosy, przy okazji zgarniając do płuc kilka głębszych oddechów. I to wcale nie dlatego, żeby być jakaś bardzo zen, tylko po prostu, żeby jej tu zaraz nie rozszarpać. Naprawdę chciała, żeby chociaż jeden lot przebiegł im w świętym spokoju. — Nie mogłabyś tak… nie wiem, iść robić swoją robotę? To nie jest twoje miejsce, a my nie jesteśmy koleżankami, więc jakbyś tak mogła stąd już iść i najlepiej się do nas nie odzywać, to byłoby zajebiście — wyrzuciła z siebie, naprawdę najmilej jak tylko potrafiła. To był jakiś jej szczyt sympatii i najwyższy level koncentracji, że finalnie nie zmieszała jej z błotem, chociaż serce w piersi waliło niemiłosiernie, a nerwy miała całe zszargane.
I chociaż było widać po twarzy Karnen, że słowa Pilar ją ruszyły, bo od razu jakoś posmutniała, tak finalnie wstała z miejsca i poszła. I szczerze? Stewart nie miała z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia. Ani. Kurwa. Trochę.
Za to kiedy Madox wrócił już łaskawie z łazienki, tylko posłała mu przelotne, wkurwione spojrzenie pełne wyrzutu i zaraz podkuliła nogi, układając sobie na kolanach gazetkę, którą to on wcześniej czytał.
Dwa zdania. Tyle była w stanie przeczytać nim jego obecność znowu zaczęła jej przeszkadzać, gryźć, dawać o sobie znać. Jego zapach atakował ją z każdym, nawet najmniejszym ruchem, aż na moment przymknęła oczy, by za chwile znowu zacząć po prostu oglądać obrazki.
Dzięki, że zostawiłeś mnie samą z tą wariatką — mruknęła pod nosem. I chociaż każde jej słowo było przesiąknięte jadem, tak przynajmniej sama się do niego odezwała. Po raz pierwszy od wczoraj. Od momentu, w którym wyszedł z komisariatu i zatrzasnął za sobą drzwi, zostawiając ją mokrą i rozebraną od pasa w pół samą w gabinecie. — Coraz lepiej ci to wychodzi.
Zostawianie jej.
Bo to był już drugi raz w przeciągu dwudziestu czterech godzin.
Ciekawe co będzie nastepne.

Madox A. Noriega

tequila con muerte

: sob sty 31, 2026 2:36 pm
autor: Madox A. Noriega
Pilar nie była za rozmowna, a Karen zjadła już trochę tych podłogowych orzeszków, nawet się nie przejmując, że były w śmieciach, czy włosach, bo ona już trzymała w dłoni tę gazetę i rozkładała artykuł.
- Piszą tutaj, że po pierwsze go ignoruj... - coś tam zaczęła, odnośnie tych sposobów na zrażenie do siebie, czy tam zerwanie, z chłopakiem. Już chciała powiedzieć coś więcej, otworzyła usta, ale wtedy Pilar powiedziała, że jednak nikt z nikim nie zrywa. Nie to, żeby to jakoś bardzo przejęło Karen, chociaż może przez jej twarz przemknął jakiś cień zawodu, ale kiedy Stewart wyrwała jej gazetę, to znowu wbiła w nią spojrzenie. Słuchała jej, uważnie, ale rzeczywiście, kiedy brunetka powiedziała to, że nie są koleżankami, to momentalnie posmutniała, te piękne, niebieskie oczy zaszły mgłą, bo ona chyba trochę myślała, że są. Nikt z nią tak dużo nie rozmawiał i nikomu ona też nie dała swoich proszków. Nie obgadywała też z nikim tak chłopaków, no w ogóle Karen nie miała takiej dobrej przyjaciółki. Bo większość ludzi... się jej trochę bała.
- Ale... - zaczęła ze smutną miną i nabrała kilka razy powietrze w płuca, tak jak jej kazał terapeuta, ale w końcu podniosła się z fotela Madoxa wygładzając mundurek - jakbyście mnie potrzebowali, to będę w pierwszej klasie - powiedziała smutno, ale sobie poszła.
Chociaż jeszcze trochę kręciła się po biznes klasie i kiedy Noriega wyszedł z toalety, to go zaczepiła, rozmawiali chwilę, gdzieś tam między fotelami, Karen najpierw się śmiała, mówiła o swojej terapii, dała mu nawet kilka paczek orzeszków, a później spoważniała, pochyliła się w jego kierunku i coś z przejęciem mu opowiadała. Jeśli Pilar wychyliła się w ich kierunku, to mogła to nawet widzieć, ale może nie zwróciła uwagi?
Za to on od razu zwrócił na jej minę, i na to, że mu zabrała gazetkę. Trochę był zmieszany, jakby zły, rzucił te orzeszki, które dostał od Karen na rozkładany stoliczek. Sięgnął po jedne, ale nawet ich nie otworzył, obrócił je kilka razy w palcach, ale teraz to on nawet na nią nie spojrzał. Poprawił się na fotelu.
Dopiero jej słowa sprawiły, że przeniósł na nią ciemne tęczówki, zawiesił na jej twarzy.
- To, że jest wariatką jakoś wcale nie przeszkadzało ci w tym, żeby gadać z nią o takich rzeczach... - prychnął i odwrócił się w drugą stronę przekręcając na fotelu, wreszcie otworzył te swoje orzeszki, ale nawet ich nie tknął, znowu za to zerknął na Stewart. A zaraz już znowu się kręcił na fotelu, żeby odwrócić się w jej kierunku. Jakby miał owsiki, albo tego Toureta. Dobrze chociaż, że nie przeklinał...
- Co mi kurwa coraz lepiej wychodzi? - warknął, no jednak nie dało się bez przekleństw. Nabrał jakoś mocno powietrze w płuca i przez chwilę znowu walczył za sobą, czy jej to powiedzieć, czy jednak nie. Karen mówiła, żeby nic jej nie mówił, no ale jak miał nic nie mówić?
Oparł się o dzielący ich podłokietnik i pochylił w jej kierunku.
- Chcesz ze mną zerwać? - zapytał z wyrzutem, no bo musiał. Bo kiedy tam sobie stali z Karen i najpierw opowiedziała mu o swojej terapii, a później dała orzeszki, to na koniec zdradziła mu sekret...
No właśnie to, że Pilar chciała z nim zerwać. Kiedy oni jeszcze nawet tak do końca się nie określili? Albo może dopiero co określili? On jej powiedział, że kocha ją nad życie, że zawsze będzie przy niej, mimo wszystko, a ona chciała z nim zerwać, bo co?
Bo jej nie powiedział jednej rzeczy?
Nie chciało mu się w to wierzyć, ale z drugiej strony, po co Karen miałaby zmyślać takie coś, no i widział jak rozmawiały, a poza tym, ona dzisiaj od rana tylko na niego fuczała i prychała.
Znowu się poprawił na fotelu uderzając nogą w stolik, aż musiał rozmasować kolano.
- Karen mi powiedziała, że się jej pytałaś o jakieś sposoby... - przesunął palcami po twarzy spuszczając na moment głowę - dlaczego ty się jej pytasz o takie rzeczy, jak ona jest jebnięta - i znowu utkwił w niej ciemne tęczówki, w jej pięknych, czekoladowych oczach - dlaczego mi nie powiedziałaś, tylko jakieś kurwa podchody, z Karen... - znowu się odwrócił do niej bokiem - zresztą nie. Nie zgadzam się, to tak nie działa... - bo może ona nie wiedziała jak to działa, skoro jeszcze przecież nie była w jakimś poważnym związku. Madox też nie do końca wiedział i w każdej poprzedniej relacji, to by się pewnie pożegnał i sobie poszedł i miał to głęboko gdzieś... konkretnie w dupie by to miał. Ale jej nie miał. Znowu się odwrócił w jej kierunku.
- Nie możesz... - znowu patrzył w te jej piękne, brązowe oczy. A klatka piersiowa unosiła mu się w szybkim oddechu, bo jak ona to sobie wyobrażała, może w Meksyku by mu to powiedziała, albo te jakieś sposoby, które jej zdradziła ta psychopatka, na nim próbowała?
Pojebane jakieś.

Pilar Stewart

tequila con muerte

: sob sty 31, 2026 5:53 pm
autor: Pilar Stewart
O jakich rzeczach? — spojrzała na niego przelotnie, kompletnie nie wiedząc, o co mu chodzi. Przecież Pilar wymieniła z nią może całe dwa zdania, z czego w jednym powiedziała jej, że nikt z nikim nie będzie zrywał, a w drugim gdzie dała jej jasny kosz na dalszą ich znajomość.
Nie chciała mieć z tą wariatką nic wspólnego. Nawet jeśli Karen była na nowych prochach i czuła się już lepiej, to wcale nie sprawiło, że Pilar ufała jej jakoś bardziej, ani że chciała się z nią nagle kumplować i rozmawiać. Poza tym według Stewart, wciąż było widać w jasnych oczach stewardessy pewnego rodzaju szaleństwo. Dlatego nie miała zamiaru dłużej rozwodzić się nad słowami Noriegi, bo przecież o niczym takim z nią nie rozmawiała
Wróciła sobie do oglądania gazetki. Dopiero kiedy Noriega ryknął na nią to co mi kurwa lepiej wychodzi, to na niego spojrzała. Chyba po raz pierwszy porządnie wbiła swoje ciemne spojrzenie w to jego, a powietrze aż zaiskrzyło. Złapała więcej powietrza w płuca.
Z o s t a w i a n i e mnie — przeliterowała mu, bo ewidentnie nie zrozumiał aluzji. Ale może teraz już mu lepiej pójdzie, kiedy powiedziała to tak dosadnie? — Wychodzenie, kiedy robi się niewygodnie ci dobrze wychodzi — doprecyzowała, gdyby jednak wciąż miał jakieś wątpliwości. Zostawił ją wczoraj na komendzie i dzisiaj również, kiedy Karen jebła na kolana i zaczęła robić scenę na cały samolot. Umył ręce, bo nagle zachciało mu się lać? Zostawił ją bezczelnie z tą wariatką samą i żadne wytłumaczenie nie było wystarczające, żeby Pilar chociaż troche spuściła teraz z tonu.
Chociaż kiedy z jego ust wyszło pytanie czy z nim zerwie, autentycznie zamarła na moment i spojrzała na niego jak na wariata. Naprawdę, jeszcze chyba nigdy wcześniej tak na niego nie spojrzała. Zamrugała kilkakrotnie i dopiero po chwili pokręciła głową z niedowierzaniem.
Co ty pierdolisz? — wyrzuciła z siebie w kompletnym niezrozumieniu. Bo to nawet nie chodziło o to, że on mówił coś durnego, ale że to było tak randomowe i w ogóle bezpodstawne, że nawet Pilar nie potrafiła dopisać do tego jakiegoś wytłumaczenia. Bo jakie niby miał podstawy do zadania takiego pytania? Przecież gdyby chciała z nim zerwać, z pewnością nie leciałaby z nim do Meksyku, nie wspominając o tym, że chyba potrzebowałaby nieco lepszego powodu niż sam fakt, że nie chciał jej czegoś powiedzieć. Pilar może i była pierdolnięta, ale nie w tą stronę.
Już go miała zapytać skąd to głupie pytanie, czemu nagle tak durne myśli zrodziły się w jego głowie, jednak Noriega w ostatniej chwili ją ubiegł i zaraz wyjaśnił całą genezę swoich wątpliwości. Chociaż wyjaśnił to nie było odpowiednie słowo, bo słowa, które opuszczały jego usta, nie miały Ż A D N E G O sensu.
Karen mu powiedziała?
Pierdolona Karen mu powiedziała.
A on w to wszystko uwierzył.
No kurwa uwierzył. A Pilar to zaś nie mogła uwierzyć, że on coś takiego łyknął. Patrzyła na niego z niedowierzaniem i chyba po raz pierwszy odkąd się znali tak szczerze pomyślała, że był idiotą. Że już do reszty przepalił sobie mózg.
Czyś ty kurwa zdurniał? — nie gryzła się w język. Nie potrafiła. Niekontrolowana irytacja zalała całe jej ciało. Było jej ciało, krew w skroni pulsowała niebezpiecznie, a palce, które wcześniej ściskały gazetę, teraz zacisnęły się w piąstki. — Chcesz mi powiedzieć, że uwierzyłeś w to, że ja bym pytała się tej wariatki o sposoby jak zerwać z facetem? Że powiedziałabym jej, że chce z tobą zerwać? — wyrzucała z siebie zdania, jak lecą, nawet nie myśląc za dużo, by chociaż spróbować je jakkolwiek przefiltrować. Nie wspominając nawet o spojrzeniu pełnego wyrzutu i żalu, które mu puściła. — Że w ogóle pomyślałeś, że chciałabym… — już nie wiedziała, co ją bardziej rozjuszyło — fakt, że Karen nagadała mu takie bzdury, czy może jednak fakt, że ON jej w to uwierzył. Jakby wcale jej nie znał. Jakby te wszystkie słowa i deklaracje miłosne, które wymienili dwa dni temu gówno znaczyły. — Aż tak źle o mnie myślisz? Skoro tak łatwo jej uwierzyłeś, to chyba wcale mnie nie znasz — warknęła, spoglądając mu głęboko w oczy. Świetnie. Nie dość, że jej nie ufał, to jeszcze miał ją za kogoś, kto jednego dnia mówi, że kocha nad życie, a drugiego zostawia po pierwszej lepszej kłótni. Za-je-bi-ście.
Jak wcześniej była zła, to teraz była już naprawdę wkurwiona. Aż knykcie jej zbielały od zaciskania dłoni. Myśli krążyły niebezpiecznie, plątały się ze sobą, tworząc niekończąca się liste wątpliwości i szczerze? Gdyby nie byli teraz w samolocie, Pilar autentycznie by wyszła. A wcześniej jeszcze zapierdoliła Karen, za tą całą akcje. Chociaż…
Zapierdole ją — rzuciła krótko i w następnej chwili już zrzucała stopy z siedzenia, ciskała gazetę na podłogę i zrywała się z miejsca. — Odechce się jej kurwa pierdolić takich bzdur — dodała jeszcze, już cisnąc się przez nogi Noriegi. Była gotowa ją rozszarpać. Od wczoraj siedziały w niej tak mocno skrajne emocje, że ta całą sytuacja z Karen była jedną wisienką na torcie i jeśli Madoxowi nie uda się jej powstrzymać, to poleje się krew. I chuj wie, czy oni w ogóle dotrą do tego Meksyku.

Madox A. Noriega

tequila con muerte

: sob sty 31, 2026 6:49 pm
autor: Madox A. Noriega
Wywrócił tylko tymi ciemnymi ślepiami, bo chyba wiedziała o jakich rzeczach rozmawiała z Karen, a przynajmniej według niego, no to powinna wiedzieć. Nie musiał jej chyba tego tłumaczyć.
Za to ona zaraz tłumaczyła mu to, co mu tak coraz lepiej wychodzi. I on też patrzył teraz jej prosto w oczy spod na wpół przymrużonych powiek. Bo to przecież ona chciała zostawić jego, zerwać z nim. A jemu zarzucała zostawianie jej, już miał jej znowu ryknąć, że co to za hipokryzja, ale słuchał jej dalej. W sumie teraz też miał ochotę wyjść, żeby jednak więcej już jej nie słuchać. Ale znowu mu potem zarzuci, że on wychodzi, kiedy robi się niewygodnie.
Zdecydowanie niewygodnie to mu było na tym fotelu, bo on się tak kręcił jak jakiś chory, na jedną i na drugą stronę, aż w końcu jej to powiedział. Zapytał o to, co go tak gryzło pod skórą, czy z nim zerwie.
Czy spodziewał się takiej reakcji? Może trochę, może na taką czekał? Żeby mu zaprzeczyła i powiedziała właśnie to, że co on pierdoli. Zmarszczył brwi, a te ciemne oczy utkwił w jej, pięknych, brązowych, w których widział to jej zdziwienie, a może niedowierzanie? Więc zaraz postanowił jej to wyjaśnić, że Karen mu tak powiedziała. I to może nawet nie tak, że on uwierzył Karen, bo przecież... znał Pilar. Tylko, że no po co jakaś randomowa Karen miałaby go okłamywać? Zresztą on nigdy nie wiedział czego ma się po Stewart spodziewać, mógł wszystkiego, nawet tego, że mu zrobi jakieś kolejne awantury w samolocie, a potem stwierdzi, że ona wraca...
No nie, tego by chyba nie zrobiła.
A może by zrobiła, żeby wyciągnąć z niego jakieś informacje? Żeby mu zrobić na złość? Wczoraj na komendzie bardzo mu zrobiła.
Pilar to akurat była zdolna do rzeczy wielkich i to akurat Madox wiedział, że z nią... wszystko była intensywne. Wszystko było mocne. Uczucia którymi się darzyli przecież też zawsze były gwałtowne, ta ich miłość nad życie. Ten gorący namiętny seks i te kłótnie, równie ogniste.
Nabrał powietrze w płuca wraz z jej następnymi słowami, ale może on naprawdę zdurniał, że w ogóle wziął pod uwagę słowa Karen? No nie wierzył w nie przecież, ale zasiały w nim ziarno wątpliwości. Jakieś takie dziwne schizy.
Rozłożył ręce, a te ciemne tęczówki spoczęły na jej ustach, z których wyrzucała te wszystkie słowa.
- A skąd ja mam wiedzieć? Nie wiem, może kobiety gadają o takich rzeczach - no bo skoro takie artykuły pojawiały się w prasie dla kobiet, to może one się spotykały co piątek na drinku i sobie dyskutowały o tym? Madox nie wiedział, nie oglądał jakiegoś Seksu w wielkim mieście. Chociaż mógł sobie to wyobrazić... może niekoniecznie z udziałem Pilar, ale taka Peach, albo Cherry na pewno rozmawiały o takich rzeczach z koleżankami.
Pokręcił głową, na to co powiedziała później, no bo nie wierzył Karen. Trochę...
Musiał jej dopytać, bo Madox to jednak nie był szczególnie domyślny, a ona się od wczoraj do niego nie odezwała. Wczoraj to się gniewała o to, że jej nie mógł powiedzieć co robił u Eliota, ale przecież dzisiaj już mogła o inne, nowe rzeczy, a wcale mu nie powiedziała o co.
- Nie pomyślałem tak... - rzucił, ale przecież trochę pomyślał, no ale czy ona też by się nie uniosła, gdyby nagle przyszedł tu jakiś jego kolega i jej powiedział, że Madox chce z nią zerwać, a do tego oni by byli pokłóceni? Tylko, że Karen nie była jej koleżanką...
- To w ogóle nie tak... - chciał się jeszcze tłumaczyć, że przecież ją znał, że przecież jej nie uwierzył, tej Karen, ale musiał to wyjaśnić z nią.
Tylko ona w następnej chwili już zrywała się z fotela, zanim Noriega zdążył to odpowiednio ułożyć w głowie. Bo mu jednak ulżyło, że nie chciała z nim zerwać, emocje opadły, ale teraz musiał jej tak to powiedzieć, żeby znowu tego nie spierdolić. Nie chciał znowu się kłócić. Puścić też jej wcale nie zamierzał i kiedy zaczęła się przez niego przeciskać, to sięgnął ręką, żeby zagrodzić jej drogę.
- Loca - rzucił, a później to już objął ją w pasie drugą ręką, wystawił nogę tak, żeby jej ją podłożyć kiedy ją szarpnął mocno do siebie, czy chciała, czy nie, to wylądowała u niego na kolanach - tak właśnie myślałem, że Karen jest jebnięta i tak gada - powiedział, a ciemne tęczówki spoczęły na jej pięknych, brązowych oczach. Oparł rękę mocniej na jej udzie przytrzymując ją, kiedy się szarpnęła, a później ugryzł ją w ramię.
- Dobrze o tobie myślę, cały czas o tobie myślę, i się zastanawiam jak cię przeprosić za wczoraj - znowu na nią spojrzał, ale zaraz pochylił się nad jej piersią zaciągając znajomym zapachem jej perfum - nie chcę, żebyś się na mnie złościła... - mruknął przytulając się do niej - no i nie chcę, żebyś ze mną zerwała - podniósł twarz, żeby znowu odszukać spojrzeniem jej piękne, czekoladowe oczy. Trzymał ją mocno, no bo przecież ją znał. Mogłaby iść do Karen, wiedział to. Ale czy mu tak łatwo wybaczy, to nie wiedział wcale, więc zaraz dodał.
- Przepraszam - za wczoraj? A może za całokształt, że się dał podpuścić Karen na przykład? No i że ją zostawiał, wczoraj, dzisiaj, kiedy robiło się niewygodnie - za wszystko...

Pilar Stewart

tequila con muerte

: sob sty 31, 2026 8:07 pm
autor: Pilar Stewart
A skąd ja mam wiedzieć? Nie wiem, może kobiety gadają o takich rzeczach.
Słyszał się?
Nie. Ewidentnie się nie słyszał, a już na pewno do mózgu nie docierały słowa, które opuszczały jego usta. Gdzie kurwa Pilar rozmawiałaby o takich rzeczach i to jeszcze z Karen? Z wariatką Karen, którą pierwsze co zrobiła, to ją przegoniła. Jak ona nawet z koleżankami o takich rzeczach nie rozmawiała. Bo jak? Kiedy po pierwsze oni cały swój związek mieli przecież trzymać w tajemnicy, a po drugie Pilar nigdy nie była wylewna. Szczególnie jeśli w grę wchodziło jej życie prywatne.
Jak już wychodziła na drinka, to prędzej piła silny alkohol i to ze znajomymi z komendy, a nawet jeśli, to ostatnie o czym by rozprawiała to o chłopakach. Akurat to powinien wiedzieć. Przecież znał ją już dobrze. Albo nie znał jej wcale, skoro tak łatwo łyknął to wszystko, co ta wariatka mu nagadała. To w ogóle nie tak, a jednak dokładnie tak. bo gdyby jej nie uwierzył, wcale zaraz nie pytałby się Pilar, czy chciała z nim zerwać. Kto w ogóle zadawał takie pytania?! Jeszcze w samolocie, gdzie dookoła już i tak ludzie rzucali im podejrzane spojrzenia.
Zakłócali spokój?
T r u d n o.
Miała to gdzieś. Tak samo jak miała gdzieś to, że zaraz oznajmiła głośno, że zapierdoli Karen. I faktycznie by to zrobiła. Było gotowa ją znaleźć, wyszarpać za włosy gdzieś na bok, a potem dosłownie zatłuc. Chociaż może wcześniej urządziłaby sobie z nią mało przyjemną pogawędkę i dostanie dała jej znać, co myślała o tym jej przekręcaniu faktów i wciskania kitu jej m ę ż c z y ź n i e. Co jej w ogóle uderzyło do głowy, żeby nagadać Noriedze takie bzdury? Czy był to odwet za to, że tak ją spławiła, że nie chciała sie kolegować? Może Karen wcale nie była taka niewinna i milutka, jak z początku się im wydawało i tak naprawdę była zawistną pizdą, którą za punkt honoru przyjęła sobie, by ich skłócić.
Zupełnie tak jak teraz Pilar, żeby ją wyjaśnić. Trąciła Noriegę w kolano, próbując się przecisnąć, tylko nim udało się jej przedostać, Madox podłożył jej nogę, a zaraz potem szarpał ją w swoją stronę. Próbowała się jeszcze przytrzymać siedzenia z naprzeciwka, jednak na marne. Wylądowała na jego kolanach, a przez jej ciało momentalnie przeszedł elektryzujący prąd, gdy znajomy zapach dostał się do jej systemu.
Puszczaj, kurwa — szarpnęła się, oczywiście na marne. Bo on już trzymał ją mocno i nie miał zamiaru puścić. — Daj mi przejść — znowu spróbowała i znowu nic z tego nie było, a kiedy powiedział, że zawsze myślał, że Karen jest walnięta, Stewart prychnęła i spojrzała na niego prześmiewczo. — Szkoda, że tak kurwa nie myślałeś, jak nagadała ci te wszystkie bzdury i połknąłeś je jak pelikan — jej głos był przesiąknięty wyrzutem. Była na niego wkurwiona. Chociaż kiedy był tak blisko, kiedy patrzył na nią swoimi czekoladowymi oczami, coś w niej momentalnie miękło.
Chociaż znowu się szarpnęła.
Musiała spróbować.
I znowu na marne, bo on już wbijał w materiał dresów swoje silne palce, zapewne prezentując Pilar kolejne siniaki. Złapała więcej powietrza w płuca, kiedy znowu się odezwał. Oczekiwała kolejnego steku bzdur, bo przecież dzisiaj nic innego nie opuszczało jego ust, jednak tym razem Noriega poszczycił się na odrobinę szczerości. Zastanawiał się jak ją przeprosić, nie chciał, żeby się na niego złościła… słuchała go uważnie i nawet przestała się wierzgać, chociaż kiedy wspomniał o tym zerwaniu to znowu fuknęła głośno i przewróciła oczami.
Przecież nie zerwałabym z tobą o tak durną rzecz, estúpido — rzuciła ostro, przy okazji wyciągając palec w górę i stukając go po czole. Po tej kurwa pustej od wczoraj głowie, w której on wmówił sobie chyba najgorsze możliwe scenariusze. — Już ci mówiłam wczoraj, że tak łatwo się mnie nie pozbędziesz — przypomniała mu, przy okazji walcząc z mrowieniem skóry dokładnie w miejscu, które przygryzł zębami. — Ale to nie zmienia faktu, że jestem na ciebie zła i mam ochotę cię kurwa rozszarpać — coś nowego? Z pewnością nie jej szczerość, bo akurat ona w przeciwieństwie do Madoxa była z nim szczera. Nie ruszyła się jednak z miejsca. Pozwoliła mu przyciągnąć się jeszcze bliżej, chociaż własne ręce wciąż trzymała skrzyżowane na piersi. Chociaż bliska była, żeby się złapać, kiedy krótkie przepraszam opuściło jego usta. Podniosła na niego spojrzenie.
Zdajesz sobie sprawę, że twoje przepraszam niczego tutaj nie zmienia? — bo fajnie, że przeprosił, tylko po pierwsze za co, a po drugie, co to tak naprawdę robiło? Przepraszać to mogło się za konkretne zachowanie, za to że powiedziało sie o dwa słowa za dużo w gniewie, a u nich to wszystko rozchodziło się o brak zaufania i niedopowiedzenia. Tego nie dało się naprawić jednym przepraszam. — Dobrze wiesz, że…
Przepraszam — kobiecy głos wybrzmiał za ich plecami, a Pilar aż wstrzymała powietrze. Jeśli się okaże, że to Karen była gotowa na mordobicie. Jednak kiedy odwróciła głowę okazało się, że to zupełnie inna stewardessa. Spojrzeli na nią oboje z Madoxem. — Najmocniej przepraszam, że przeszkadzam, jednak otrzymaliśmy kilka skarg na krzyki i… — zawahała się na moment, a jej spojrzenie zjechało na dłoń Madoxa, która mocno wbijała się w udo Pilar. — …spoufalanie — dodała, cała się czerwieniąc.
To co mieli zrobić, kurwa? Gdzie mieli iść rozmawiać, skoro ewidentnie mieli taką potrzebę? I jakie kurwa krzyki, jak oni nawet połowy swoich możliwości nie wykorzystywali. Stewart cała się spięła, co Noriega mógł poczuć, a jej dłonie znowu zacisnęły się pięści. No pojebie ją.

Madox A. Noriega

tequila con muerte

: sob sty 31, 2026 8:56 pm
autor: Madox A. Noriega
Z Karen ewidentnie było coś nie tak, ale oni to już wiedzieli wcześniej, już podczas pierwszej podróży ona im zaprezentowała, że jest... dziwna. Kiedy dławiła się przed Madoxem na kolanach. Kiedy dała im jakieś prochy. I niby Noriega tak czuł ludzi, a jednak Karen nie wyczuł w ogóle, że jest szurnięta, a może wyczuł, ale on po prostu miał słabość do szurniętych?
Do narwanych też miał.
A taka jedna narwana Pilar właśnie wylądowała na jego kolanach, oczywiście, że jej nie puścił, kiedy w tych pięknych słowach kazała mu to zrobić, właściwie złapał ją jeszcze mocniej, wbijając palce w jej udo, na którym na pewno zostawi siniaki, ale no co miał zrobić. Wiedział, że jakby puścił, to poszłaby do Karen.
- Estas loco - rzucił i pokręcił głową, bo była szalona. To akurat też wiedział, to akurat nie raz czuł, na własnej skórze. To jej prychnięcie też poczuł, ale przysunął się tylko do niej bliżej.
- No a ty byś nie uwierzyła? - nie powinien chyba tego mówić. Bo wiedział, że by nie uwierzyła, chociaż z drugiej strony... Stewart też bywała zazdrosna o jakieś pierdoły, o jakiś durny sms od Jamie na przykład. Tylko, że teraz oni już sobie to wszystko wyjaśnili, te ich byłe, niedoszłe i jej osiemnastkę, czy tam dziewiętnastkę partnerów.
Może te zerwania też powinni sobie wyjaśnić? Może jej powinien powiedzieć, że jak będzie chciała to zrobić, to ma mu powiedzieć? Może powinni się o to trochę pobić, tak dla rozładowania atmosfery...
Nie, stwierdził, że lepiej już zakończyć temat Karen.
Za to powiedział, że nie chce, żeby się na niego gniewała, ale też, że nie chce, żeby z nim zrywała. No bo taka była prawda, nie chciał tego i przez chwilę jak o tym pomyślał, to go aż skręciło w środku.
Na jej kolejne słowa on też wywrócił oczami.
- O durniejsze rzeczy kobiety ze mną zrywały - i to też była prawda, Cherry rzuciła go nawet nie wiedział dokładnie czemu, ale chyba dlatego, że rozbił jej jakiś drogi talerz i jej ojciec go nie lubił? Tak to zrozumiał. A Debbie po prostu miała go już dość... a widywali się rzadko, wiec jak mogła mieć?
Westchnął ciężko, a potem się szarpnął do tego jej palca, którym go stukała w czoło, żeby w niego też ją ugryźć, ale nie zdążył, bo cofnęła rękę.
- Nie pierwszy raz... - mruknął opierając policzek gdzieś o jej pierś, bo nie pierwszy raz chciała go rozszarpać i nie pierwszy raz była na niego zła. I ona jego też czasem doprowadzała do szału, wczoraj na przykład, kiedy jej tak ładnie powiedział, że ją nienawidzi. Ale kochał ją nad życie, więc tak tylko pierdolił w tej chwili słabości, kiedy nie dała mu dokończyć tego, co chciał.
- A co zmieni? - zapytał, no bo on myślał, że przepraszam wystarczy, powinno przecież, już nawet chciał jej powiedzieć, żeby mu po prostu to wyjaśniła, czego od niego oczekuje, co on ma teraz zrobić, ale wtedy kolejne przepraszam rozbrzmiało za ich plecami. Madox aż odchylił do tyłu głowę, jeśli to Karen to on puści Stewart, niech to między sobą załatwią. Ale kiedy się do niej odwrócili, to okazało się, że to nie blondynka, a jakaś wysoka szatynka z zielonymi oczami. Całkiem ładna.
Może nawet Madox by to przyznał, posłał jej też jakiś ładny uśmiech, ale na te jej słowa, to on tylko strzelił oczami.
- No przecież nikt nie krzyczy... - bo oni tylko dyskutowali, żadnych krzyków, może ciut uniesione głosy. Na to spoufalanie wcale nie zabrał ręki, przesunął ją wyżej i znowu wywrócił oczami. Bo on właściwie to przecież lubił się drażnić.
- Z nikim się nie spoufalamy, nawet nie wiem kto tam siedzi przed nami, albo za... - teraz się dopiero obejrzał do tyłu, ale parka za nimi oglądała jakiś film na słuchawkach trzymając się za ręce, wyglądali na wyluzowanych i raczej nie przejmowali się tym ich spoufalaniem, to pewnie ci z przodu...
- Po prostu w naszych liniach dbamy o porządek i spokój wszystkich pasażerów - powiedziała stewardessa i uśmiechnęła się ładnie, grzecznie, bez jakiś psychopatycznych iskier w tych zielonych oczach.
Madox w końcu też pokiwał głową.
- Dobrze, będziemy rozmawiać ciszej... Tylko moje dziewczyna jest taka narwana - jeszcze raz pochylił się do Stewart, żeby szczypnąć ją zębami w pierś, a wtedy to ta stewardessa aż nabrała powietrze w płuca. Wyglądała jakby chciała coś powiedzieć, ale nie bardzo wiedziała co? Czym im grozić? Przecież z samolotu ich nie wyrzuci.
Noriega przez moment zamierzał jeszcze bardziej ją prowokować, ale finalnie to zabrał ręce i pozwolił Stewart wstać.
Tylko czy wstała?

Pilar Stewart

tequila con muerte

: sob sty 31, 2026 9:41 pm
autor: Pilar Stewart
Oczywiście, że by nie uwierzyła. Aż przewróciła oczami na to jego kolejnego już tego dnia durne pytanie. Szczególnie z ust jebniętej Karen. Może gdyby powiedział jej to Riczi… to MOŻE wtedy zastanowiłaby się nad tym nieco dłużej, chociaż kuzyn Madoxa to też miał kurwa nierówno pod sufitem. Pierdolnięty jakiś. Ale Pilar akurat takich lubiła najbardziej.
A to zaś idealnie podkreślał fakt, że właśnie jednemu takiemu pierdolniętemu właśnie siedziała na kolanach i znowu kłóciła się o jakieś durne rzeczy. Bo czy oni naprawdę musieli rozmawiać akurat o zrywaniu? Serio nie mieli innych tematów? Czy naprawdę w całym tym chaosie nie mogli po prostu chociaż z tym dać sobie spokój?
I Pilar chyba właśnie taki miała zamiar, bo kompletnie zignorowała jego kolejne słowa. Nawet nie chciała wiedzieć o co i za co zrywały z nim poprzednie dziewczyny. Z tego co zdążyła zauważyć to te jego byłe wcale równo pod klepką nie miały — Rosa była kompletną wariatką, która chciała mu rozjebać łeb, Debbie była sztywna jak kołek i wiecznie się o wszystko obrażała, a Cherry… Cherry była po prostu dziwna i chyba nie umiała być w związkach. Nie znała jej jako bardzo dobrze albo chociaż osobiście, ale przecież swoje nasłuchała się od Galena, kiedy ostatnio się widzieli. Dalej gdzieś z tyłu głowy siedziało jej, że powiedziała mu, że nie miał prawa być szczęśliwym z nikim innym. Każda kolejna jebnięta. A teraz? Teraz to miał chyba jeszcze gorzej ze Stewart, bo ona to dopiero była nieprzewidywalna. Jednak jedno było pewne: kochała go i nie miała zamiaru zostawiać. Najlepiej nigdy.
Szczególnie kiedy wykonali już pierwszy krok w postaci przeprosin. Tylko co z tego, jak zaraz obok pojawiła się kolejna wariatka stewardessa i pruła się do nich o krzyki i jakieś spoufalanie się. Co następne? Ruchanie się przez spodnie?! Stewart spojrzała na nią z politowaniem.
Przecież my tylko rozmawiamy — rzuciła ostro, może trochę za głośno niż wymagałąby tego sytuacja, ale co ona miała poradzić na to, że wciąż buzowały w niej te wszystkie negatywne emocje? Że aż kipiała z niej ta cała złość, chociaż Madox nieco ją ostudził.
Wyjrzała razem z Noriegą za siedzenie, przyglądając się parze, która… miała ich głęboko w dupie. Czyli to ci z przodu musieli się poskarżyć. Świetnie. Fuknęła pod nosem i przez przypadek kopnęła prosto w siedzenie przed, poprawiając się na kolanach Noriegi. Akurat w momencie, w którym Madox tłumaczył kobiecie, że Stewart była narwana, więc w sumie wyszło czasowo idealnie, chociaż brunetka skarciła ją wzrokiem.
To tik — wzruszyła ramionami, a zaraz potem znowu p r z y j e b a ł a w fotel, co spowodowało, że zza siedzenia wyłoniła się głowa. Była to starsza kobieta z tupecikiem na głowie, lekko przesuniętym na bok swoją drogą. Może się jej osunął, kiedy dostała fotelem w łeb? — Mam nerwicę — wyjaśniła, uśmiechając się sztucznie do kobiety, a zaraz potem do Stewardessy.
Bezczelna! Jakbyś usiadła na swoim siedzeniu, to nie byłoby takiego problemu, a nie… — aż nabrałą powietra, spoglądajac na Madoxa z ewidentnym niesmakiem. — Cudzołożyć. Do kościoła byście poszli, pomodlili się za grzechy! — ona tak serio? Bo Pilar przez moment myślała, że baba się zgrywa. Aż zamrugała kilkakrotnie. I może normalnie by to zostawiła, olała, albo po prostu zaciągnęła Madoxa do kibla, żeby tam mogli sobie na spokojnie porozmawiać i wyjaśnić to, co boli, tylko że od rana miała kurewsko zły dzień, była wkurwiona i jakoś tak…
Już w zeszłym tygodniu miałam robiony egzorcyzm, ale nie pomogło — rzuciła od czapy, bo skoro babcia aż tak miała ich nawracać, to może da im spokój, kiedy dowie się, że w Pilar drzemał jakiś demon? No tylko zamiast się przerazić, to babcia zaraz sięgnęła pod sweterek, wyciągając z piersi… wielki, drewniany krzyż. Wystawiła go w ich stronę i zaczęła odprawiać jakieś modły. Pojebana jakaś. Stewardessa aż zrobiła krok w tył, otwierając szeroko oczy, a Pilar…
Pilar szarpnęła się z miejsca, przekręciła głowę na bok i zaraz dokończyła do siedzenia, przy którym siedziała babuszka, jakby faktycznie coś ją właśnie nawiedziło na widok tego krzyża. Aż ją Madox musiał znowu ściągnąć na swoje kolana, bo baba zaczęła się wydzierać.
Jeszcze czosnek, kurwa, wyciągnij — mruknęła wkurwiona i jeszcze dziabnęła zębami w powietrzu. Bo co to miało być? Czemu chociaż raz ludzie dookoła nie mogli się zająć sobą? Czemu ich dwójka wiecznie tylko przyciągała do siebie takich chorych pojebów, którzy chcieli ich nawracać. Jak nie święta Beth, to jakaś stara baba z tupecikiem.
A przecież oni chcieli tylko porozmawiać.

Madox A. Noriega