for you, i'd risk it all
: sob sty 31, 2026 1:44 pm
Jej relacja z Maxem była na tyle świeża, iż niczego nie mogła być w związku z nią p e w n a. Być może nawet własnych uczuć, bo chociaż darzyła go sympatią i czuła względem niego pociąg, nie potrafiła jeszcze sklasyfikować tych odczuć, jako coś poważniejszego.
Chciała jednak spróbować i to pomimo wszelkich przeciwwskazań, które związane były w dużej mierze z tym, że musieli ze sobą współpracować. Na chwilę obecną nie stanowiło to dla niej problemu, mało tego, po pierwszych przebojach okazało się nad wyraz łatwe, ponieważ oni mimo wszelkich przeciwności odnaleźli wspólny język.
To odkrycie było na tyle przyjemne, iż Bronte nie chciała zaprzepaścić go za sprawą własnej głupoty. Wiedziała jednak, że potrafiła być impulsywna i nierzadko kierowała się sercem, zamiast wsłuchać się w to, co do powiedzenia miał rozum. Tym razem starała się jakoś to wszystko wyważyć, dzięki czemu nie rzuciła się na głęboką wodę od razu, tym samym ryzykując, że po raz kolejny się przejedzie. Podeszła do tej znajomości z głową, ale mimo to zrodziła się w niej obawa o to, że przez przypadek zawiodą.
Nie taka niesłuszna, skoro już na samym początku ona zdołała pokazać mu się ze złej strony. Żałowała tego, ponieważ naprawdę nie chciała, aby Shepherd pomyślał sobie, że jej na nim nie zależało. Naprawdę go polubiła i to właśnie ze względu na to w ostatnim czasie była tak wycofana, tylko częściowo pozwalając na to, aby ich randki nie odbywały się przez jej zmieszanie. Po części odpowiadała za to również p r e m e d y t a c j a wywołana chęcią uchronienia go przed ewentualnym rykoszetem.
Dziś to właśnie za sprawą Maxa obiecała sobie, że nie będzie się tym przejmować. Nie chciała snuć czarnych scenariuszy i skupiać się wyłącznie na tym, co mogło pójść nie tak, bo przecież nigdy taka nie była. Zwykle skupiała się głównie na tym, co dobre, a między ich dwójką było tego przecież całkiem sporo. Lubili się, czuli względem siebie pociąg i powinni dać temu szansę się rozwinąć.
O to właśnie zamierzała zadbać, choć to nie z tego powodu zaprosiła go dzisiaj do swojego mieszkania, którego drzwi właśnie przed nimi otworzyła. Przekroczyła jego próg i zrzuciła ze stóp buty, które nieźle dały jej dzisiaj w kość. Dopiero po tym zerknęła kątem oka na Shepherda.
— Jeśli masz ochotę, naprawdę możemy coś zamówić — odezwała się, czekając chwilę, aż sam będzie gotów ruszyć razem z nią w głąb mieszkania, w którym panował drobny chaos. — Powinnam prawdopodobnie uprzedzić cię, że jestem bałaganiarą. Mogłabym udawać, że to dlatego, że nie spodziewałam się dzisiaj gości, ale… — wzruszyła lekko ramionami. Nigdy nie była szczególnie p o r z ą d n i c k a, ponieważ wychodziła z założenia, że miała ciekawsze rzeczy do roboty, niż codzienne porządkowanie tego, co kolejnego dnia i tak miała wyciągnąć z szafki.
Nie była na szczęście jedną z tych osób, które miały w mieszkaniu porozrzucane resztki jedzenia i brudne skarpetki. Tak źle z nią nie było.
— Mogę też zaproponować ci zaszycie się przed telewizorem pod kocem i z kubkiem ciepłej herbaty, ale powinieneś wiedzieć, że raczej nie będę miała tu piżamy w twoim rozmiarze — dodała, podczas gdy na jej usta wkradł się uśmiech. Spędzenie ze sobą wieczora w tak prostych okolicznościach mogło naprawdę dobrze im zrobić.
Max Shepherd
Chciała jednak spróbować i to pomimo wszelkich przeciwwskazań, które związane były w dużej mierze z tym, że musieli ze sobą współpracować. Na chwilę obecną nie stanowiło to dla niej problemu, mało tego, po pierwszych przebojach okazało się nad wyraz łatwe, ponieważ oni mimo wszelkich przeciwności odnaleźli wspólny język.
To odkrycie było na tyle przyjemne, iż Bronte nie chciała zaprzepaścić go za sprawą własnej głupoty. Wiedziała jednak, że potrafiła być impulsywna i nierzadko kierowała się sercem, zamiast wsłuchać się w to, co do powiedzenia miał rozum. Tym razem starała się jakoś to wszystko wyważyć, dzięki czemu nie rzuciła się na głęboką wodę od razu, tym samym ryzykując, że po raz kolejny się przejedzie. Podeszła do tej znajomości z głową, ale mimo to zrodziła się w niej obawa o to, że przez przypadek zawiodą.
Nie taka niesłuszna, skoro już na samym początku ona zdołała pokazać mu się ze złej strony. Żałowała tego, ponieważ naprawdę nie chciała, aby Shepherd pomyślał sobie, że jej na nim nie zależało. Naprawdę go polubiła i to właśnie ze względu na to w ostatnim czasie była tak wycofana, tylko częściowo pozwalając na to, aby ich randki nie odbywały się przez jej zmieszanie. Po części odpowiadała za to również p r e m e d y t a c j a wywołana chęcią uchronienia go przed ewentualnym rykoszetem.
Dziś to właśnie za sprawą Maxa obiecała sobie, że nie będzie się tym przejmować. Nie chciała snuć czarnych scenariuszy i skupiać się wyłącznie na tym, co mogło pójść nie tak, bo przecież nigdy taka nie była. Zwykle skupiała się głównie na tym, co dobre, a między ich dwójką było tego przecież całkiem sporo. Lubili się, czuli względem siebie pociąg i powinni dać temu szansę się rozwinąć.
O to właśnie zamierzała zadbać, choć to nie z tego powodu zaprosiła go dzisiaj do swojego mieszkania, którego drzwi właśnie przed nimi otworzyła. Przekroczyła jego próg i zrzuciła ze stóp buty, które nieźle dały jej dzisiaj w kość. Dopiero po tym zerknęła kątem oka na Shepherda.
— Jeśli masz ochotę, naprawdę możemy coś zamówić — odezwała się, czekając chwilę, aż sam będzie gotów ruszyć razem z nią w głąb mieszkania, w którym panował drobny chaos. — Powinnam prawdopodobnie uprzedzić cię, że jestem bałaganiarą. Mogłabym udawać, że to dlatego, że nie spodziewałam się dzisiaj gości, ale… — wzruszyła lekko ramionami. Nigdy nie była szczególnie p o r z ą d n i c k a, ponieważ wychodziła z założenia, że miała ciekawsze rzeczy do roboty, niż codzienne porządkowanie tego, co kolejnego dnia i tak miała wyciągnąć z szafki.
Nie była na szczęście jedną z tych osób, które miały w mieszkaniu porozrzucane resztki jedzenia i brudne skarpetki. Tak źle z nią nie było.
— Mogę też zaproponować ci zaszycie się przed telewizorem pod kocem i z kubkiem ciepłej herbaty, ale powinieneś wiedzieć, że raczej nie będę miała tu piżamy w twoim rozmiarze — dodała, podczas gdy na jej usta wkradł się uśmiech. Spędzenie ze sobą wieczora w tak prostych okolicznościach mogło naprawdę dobrze im zrobić.
Max Shepherd