Strona 1 z 1

I wanna bewitch you tonight

: ndz lut 01, 2026 1:38 pm
autor: vita holloway
#3 𝐼 𝒸𝓇𝓎 𝑜𝓃 𝓉𝒽𝑒 𝒹𝒶𝓃𝒸𝑒𝒻𝓁𝑜𝑜𝓇, 𝐼𝓉'𝓈 𝓈𝑜 𝑒𝓂𝒷𝒶𝓇𝓇𝒶𝓈𝓈𝒾𝓃𝑔

Minęło kilka dni, odkąd ostatni raz rozmawiała z Ianem. Zastanawiała się, ile dni będzie wystarczające, żeby pokazać, że jest podekscytowana tą kolaboracją… ale nie jest zdesperowana. Chociaż była. Wracając do domu w uberze, którego jej zamówił, nie mogła przestać uśmiechać się do siebie, raz po raz muskając opuszkami palców kolczyki, które jej sprawił. Dziwne uczucie spełnienia przepełniało jej duszę. Chciała znowu z nim spędzić czas. Po prostu przy nim być. Czuła się, jakby ich życia od dawna były połączone czerwoną nicią... tylko że na początku tak poplątaną, że nie mogli na siebie trafić. Teraz, kiedy już w końcu znali swoje imiona, ta nić nadal tam była… tylko z supełkami. Niektórymi małymi. Niektórymi dużymi. Takimi, które było im przeznaczone rozplątać, jeśli faktycznie chcieli się do siebie zbliżyć.

Podczas dzisiejszej południowej zmiany - Vita cały dzień rozmyślała nad typem wiadomości, którą mu wyśle. Wiedziała, że jak rozsiądzie się wygodnie przed telewizorem, z kubkiem gorącej herbaty między nogami, to będzie miała więcej pomysłów. Teraz miała tylko pewność, że chce się do niego odezwać. Wszystkie plany zostały zrujnowane, kiedy zobaczyła zgraję ludzi z liceum. Na sam ich widok odwróciła się szybko, żeby jej nie zauważyli… gdy... - Holloway! - Piskliwy głos rozprzestrzenił się po barze, a Vita, z przygryzioną wargą, odwróciła się z krzywym uśmieszkiem. - Kate… co ty tutaj robisz… z wszystkimi? - uśmiechnęła się do niej, z nadzieją, że ta głupia NPC rozmowa zaraz się skończy. - Ooooh, zrobiliśmy sobie mini reunion - Kate rozpromieniła się. - Zaprosiłam wszystkich z naszego rocznika… tylko niektórzy nie mogli przyjść… hmm… - blond dziewczyna przysunęła palec do podbródka i zmarszczyła nos. - Chyba zapomniałam wysłać tobie zaproszenie. Ale niezdara ze mnie!

Nic nowego.

W ostatnim roku liceum, gdy wszyscy dowiedzieli się o zdradzie matki Vity, rozeszły się plotki, że Holloway po matce musi być niewierna... nie tylko romantycznie, ale i przyjacielsko. A prowodyrem tej całej śmietnikowej narracji była oczywiście Katherine Bellends. - Nic się nie stało - rzuciła Vita, zerkając w podłogę. - No, ale cóż, było cię suuuper widzieć! - Kate palnęła i wróciła do swojego stadka.
Pod koniec zmiany Vita poszła zarzucić na siebie płaszcz, planując zamówić taksówkę. Znowu ubrała ciuchy, które nie pasowały do tej minusowej pogody i nie chciała się przeziębić. L O G I C Z N E. Wychodząc z pokoju socjalnego na zewnątrz, nim zdążyła nawet otworzyć aplikację, ktoś chwycił ją za nadgarstek. Usłyszała tylko piski, śmiechy i... nim zdążyła mrugnąć... znajdowała się w taksówce. W drodze do… klubu?! - Co wy robicie? Ja… ja muszę wracać do domu! - wyrzuciła z siebie skrępowana. - Ah, przestań Holloway, jak zawsze kij w dupie masz… - prychnął chłopak. - Wybawisz się z nami! Powspominamy liceum, napijemy się, będzie sympatycznie! - dopowiedziała Kate z przedniego fotela pasażera. - Mam randkę, nie mogę… - skłamała. Nie wiedziała czemu. Po prostu chciała uciekać. - Świetnie! Nie wypuścimy cię, dopóki go nie zobaczymy! - dorzuciła inna dziewczyna, której de facto nawet nie rozpoznała. - Tak, no dalej Holloway… pokaż nam, że potrafisz się bawić, a nie zgrywasz Sadako z horroru. - Vita spięła się w miejscu. Czuła się cholernie niekomfortowo. Ostatni rok liceum wspominała kurewsko źle... przecież na dobrą sprawę stała się pośmiewiskiem zdrady rodzica, została wykluczona z aktywności... I teraz… Teraz znowu o niej „pamiętali”. Przez myśl przemknęło jej, że może… zostałaby na chwilę.

W klubie, na samym wejściu, wcisnęli w nią kilka shotów. Zdawała sobie sprawę, że nie zachowują się wobec niej szczerze… ale w tym momencie jej to nie przeszkadzało. Czuła jednak, że potrzebuje planu ratunkowego. Tiń. Wyciągnęła telefon i napisała do niego wiadomość z prośbą o ratunek. Nie wierzyła, że zgodził się ją odebrać. Pół godziny później - już trochę podchmielona - rozglądała się po palarni, czy za moment go nie zauważy. Trochę stresowała się tym, że on też jest pod wpływem, innym co prawda... Ona zresztą też. Tylko że… jeszcze go z tej perspektywy nie znała. Chwilę później już go zobaczyła. I dosłownie pobiegła w jego kierunku, rzucając mu się na szyję. Przytuliła go mocno i zbliżyła usta do jego ucha. - Tiń… zrobię wszystko, czegokolwiek będziesz chciał. Obiecuję ci.- Powiedziała to na lekkim bezdechu, tkwiąc w jego ramionach, i nie mogła przestać myśleć o tym, że cholernie dobrze jej w tym miejscu. Przy nim. Po chwili odsunęła się, niepewna, czy może go chwycić za rękę, więc tylko stanęła bokiem i kiwnęła głową w stronę bandy fałszerzy. Podeszli do nich, a Vita uśmiechnęła się szeroko. - Wszyscy… to mój chłopak, Ian. Ian - wszyscy. Będziemy się zaraz zbierać. - Zerknęła na niego, wiedząc, że nie chce tam być. - Poczekaj! Chociaż jeden drink! - rzuciła Kate, dosłownie chwytając Iana za nadgarstek i przyciągając go do siebie, żeby usiadł między nią a inną dziewczyną. Vita zmarszczyła nos, sfrustrowana tą całą sytuacją. Chwilę później wepchnęli mu drinka do rąk. - Może… chodźmy już… - zaczęła, ale pogłos klubu zjadł jej słowa. Muzyka na moment się ściszyła. I wtedy usłyszała Kate, - Ian, tak? Nie boisz się, że Vita cię zdradzi? Ma problemy z wiernością odkąd pamiętam!

fake boyfriend

I wanna bewitch you tonight

: ndz lut 01, 2026 3:22 pm
autor: Ian Swerdlove


ℑ'𝔳𝔢 𝔟𝔢𝔢𝔫 𝔩𝔬𝔬𝔨𝔦𝔫𝔤 𝔰𝔬 𝔩𝔬𝔫𝔤 𝔞𝔱 𝔱𝔥𝔢𝔰𝔢 𝔭𝔦𝔠𝔱𝔲𝔯𝔢𝔰 𝔬𝔣 𝔶𝔬𝔲

⛧☾༺♰༻☽⛧


Zanim wypuścił Vitę z salonu tatuażu, podczas ich ostatniego spotkania, wykonał jej kilka zdjęć. Zasłaniał się tym, że zwyczajnie potrzebuje ich w celach reklamowych. Tak, on. Koleś, który w najlepszym wypadku lurkował w internecie. Szczytem jego możliwości było wystawienie posta na instagram stories o nowych, dostępnych terminach... Nie ważne, jak bardzo to creepy nie zabrzmi- zrobił sobie to zdjęcie, żeby móc na nią patrzeć. Bo miał w sobie jakąś ogromną, niepowstrzymaną chęć analizowania jej przesłodkiej twarzy. Miała na tych fotografiach ten uśmiech, który tak cholenie lubił. Topiła powłokę z lodu okalającą jego serce... tak bardzo go to przerażało.
Kiedy do niego napisała, był w swoim mieszkaniu. Grał na konsoli, nawdychany, podpity rumem i niesamowicie... nieobecny. Nie mógł pozbierać myśli. Nie był to jednak stan ekskluzywny, spowodowany wyłącznie tym, że otumanił się alkoholem i.. .czymś więcej. Można by powiedzieć, że lepiej szło mu panowanie nad sobą w takiej sytuacji. Patrzył długo na ekran czując, że nie powinien jej odpowiadać. Nie powinien spotykać się z nią w takim stanie, bo nie bardzo nad sobą panował, ale... Tak cholernie go do niej ciągło.
Nie dał jej się długo namawiać, w pewnym momencie po prostu zamówił taksówkę i wpakował się w nią, niedowierzając w to, że barmanka nie musiała się jakoś szczególnie starać, by go przekonać. Nawet wizja spotkania rozdartych, pretensjonalnych dupków z jej szkolnych lat jakoś go nie przerażała- najważniejsze było to, że mógł wbić się wreszcie w jej orbitę. Chciał ją zwyczajnie nareszcie zobaczyć. Pogadać z nią, dotknąć jej. Ta ostatnia potrzeba rosła z nim z każdym razem coraz mocniej. Coraz ciężej było mu ją ignorować. Robił jednak, co mógł. Czemu nie odezwał się sam przez ten czas rozłąki? Próbował. Niejednokrotnie! Łapał się na tym, że napisał już nawet wersję roboczą wiadomości, chwilę po tym, jak kończył patrzyć na jej zdjęcie, ale... Nie wysyłał jej. Usuwał ją kilka sekund po tym. Co ktoś taki jak on mógłby mieć do zaoferowania komuś takiemu, jak ona?
Wysiadając z taksówki wyjął paczkę papierosów i niemalże natychmiast odpalił jednego- zupełnie tak, jakby nie myślał przez ostatnie trzydzieści minut drogi o niczym innym. Nie zdążył nawet dobrze się zaciągnąć, kiedy usłyszał ten charakterystyczny, melodyjny dźwięk jej głosu. Podniósł oczy wlepiając je na krótką chwilę w zbliżającą się do niego szybko postać. Rękę dzierżącą fajkę odchylił na bok, by przypadkiem jej nie przypalić, natomiast drugie ramię owinęło się samo dookoła jej tali. Posłał jej średnio przytomny uśmiech, wypuszczając powietrze z dymem gdzieś w bok.
-Już, dobra. Jeszcze nie mogę podjąć wyceny, bo nie wiem z czym mamy do czynienia.- mruknął na powitanie, a kąciki jego ust rozciągnęły się w delikatnym uśmiechu. Usłyszał gromki, nieprzyjemny chichot. Taki, który postawił każdy włosek na jego ciele. Momentalnie uderzyły go wspomnienia z lat, gdy nie potrafił obronić się przed ściekami takimi, jak te, które... najwidoczniej były tutaj z nią.- Świetnie.- mruknął wypuszczając ją z ramion, paląc powoli, milcząc, kiedy prowadziła go do środka.
Gdy dotarli do przyjaciół Sztokholm, Ian nawet nie skinął głową. Nie odezwał się. Po prostu patrzył na nich tak, jakby brzydził go fakt, że oddychają tym samym powietrzem. Mimo wszystko odebrał drinka- bo darmowym alkoholem, to on nigdy nie gardził- wlepiając swoje przenikliwe, chodź nieco przymglone spojrzenie na dewotkę, która straciła wszystkie możliwe punkty permanentnie, zanim w ogóle zdążyła je jeszcze zyskać. Zaparł się, gdy próbowała wcisnąć go miedzy siebie i swoją koleżankę. Był uczulony na takie pizdy. Marszcząc brwi zerknął na Vitę, dając jej do zrozumienia, że ani odrobinę mu się to wszystko nie podoba. Wziął mimo wszystko łyka i wysłuchał banaluków wypiszczanych przez... Kate.
-Kojarzę cię.- odpowiedział natychmiast po tym, gdy wyciągnęła coś, co brzmiało jak blizna po szkolnych latach jego damy w opałach.- Ty jesteś Bleembo? Ten kolczyk w pępku... słyszałem o nim niezłe historie.- uniósł brew ku górze, biorąc łyka drinka, którego mu wręczono.- Carter i Salzman opowiadali mi o tym, że mieli z tobą nie lada zabawy po godzinach w Black Thorn. Podobno nie chciało ci się zapłacić stówki za piercing, więc zaproponowałaś dupę Carterowi. Salzman skorzystał, bo akurat był tam przypadkiem.- mówił bardzo beznamiętnie, ale doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że wkłada kij w mrowisko. Nienawidził hipokrytów i pozerów. A już hybryda dwóch tych cech to abominacja, która budziła w nim przemoc.- Carter ma zdjęcie żony na biurku, ale pierdoliłaś coś o wagonie i możliwości odczepiania go... Ale coś tam mówiłaś o wierności? Przerwałem ci? Chcesz powtórzyć?- jego dłoń złapała talię Vity, przyciągając ją do siebie mocno, zdecydowanie, protekcyjnie. Jakby stał naprzeciw watahy wilków gotowej rozszarpać tę biedną owieczkę. Był w stanie stawić czoła każdemu z nich, byle tylko nie spadł jej włos z głowy. Czemu? Cicho, nie myślmy teraz o tym.

𝔖𝔷𝔱𝔬𝔨𝔥𝔬𝔩𝔪

I wanna bewitch you tonight

: ndz lut 01, 2026 4:29 pm
autor: vita holloway
Była mu tak cholernie wdzięczna, że zgodził się na tę misję ratunkową… że faktycznie się pojawił. Bez żadnych zbędnych pytań. Jakby był gotowy wskoczyć do czeluści piekła dla niej, nie bacząc na to, jak bardzo się poparzy. A ona… podchodząc z nim do grona byłych “znajomych” z liceum - tych samych ludzi, którzy z jej ostatniego roku zrobili metaforyczne piekło... czuła, jak skręca ją od środka. Nie wiedziała, czego się spodziewać po nich. Po nim. Po sobie samej. Miała tylko nadzieję, że nie będzie miał jej tego aż tak za złe. Zdawała sobie sprawę, że kluby tego typu i socjalizowanie się to nie są rzeczy, które Ian by sobie chwalił. Więc sam fakt, że tu był… znaczył dla niej dużo więcej, niż powinna przyznawać nawet sama przed sobą.

Kiedy zobaczyła, jak się spiął, nie pozwalając dziewczynom wsunąć się między nich, Vita odetchnęła lekko. I wtedy zdala sobie sprawę, że przed chwilą poczuła... maciupeńkie uderzenie zazdrości. Prawie jak ukłucie. Bo Kate położyła dłoń na jego nadgarstku tak bezczelnie, tak swobodnie, jakby to było jej miejsce. A Vita chwilę wcześniej miała dylemat, czy w ogóle może chwycić go za rękę, żeby go “przedstawić”. To ją przeraziło. Nie zazdrość sama w sobie... tylko fakt, że w ogóle się pojawiła. Że ją stać na coś tak głupiego po kilku dniach znajomości. I wtedy pytanie Kate uderzyło jak plaskacz, którego sprezentowała Ianowi ostatnio. Vita wyszczerzyła oczy, nie wierząc, że ta wredna siksa próbuje zrujnować jej reputację w jego oczach. I to jeszcze kłamstwem. - T-to nie - nie zdążyła dokończyć, bo wszystko zaczęło się dziać tak cholernie szybko. Ktoś wcisnął jej drinka do rąk. - Pij, będziesz się dobrze bawić - usłyszała. Zmrużyła oczy, wpatrując się w procentową ciecz jak w truciznę. Potem przeniosła wzrok na Iana, sprawdzając, czy nie posyła jej morderczego spojrzenia za ten fakt wyssany z palca. Była przerażona. Czuła, jak dreszcze rozprowadzają się po jej ciele. I wtedy usłyszała coś, co kompletnie wyrwało ją z paniki.

BLEEMBO?

Uchyliła usta, wpatrując się raz w Kate, raz w Iana, nie wiedząc co tu się tak właściwie odpierdala. - LOL, Bleembo, Kate?! - jakiś chłopak parsknął śmiechem. - Dalej używasz swojego nicka z Omegle?! - Kate z każdą kolejną sekundą robiła się coraz bardziej czerwona na twarzy, jakby miała się udusić własnym wstydem. A Vita… Vita wybuchnęła śmiechem tak nagle, że aż musiała zasłonić usta, żeby to nie było zbyt ostentacyjne. Bo pierwszą osobą, która tak naprawdę ścięła Katherine Bellends z nóg, był nikt inny jak jej… kolaboracyjny układ. - Jak śmiesz! To było dawno temu!- Kate prawie pisnęła. - Już o tym zapomniałam! - Vita upiła drinka, który jej wciśnięto, czując elektryczny dreszcz przebiegający po ciele, kiedy zorientowała się, że Ian objął ją w talii. Policzki jej zapłonęły, ale uśmiechnęła się delikatnie, zerkając w górę na niego, jakby chciała mu powiedzieć samym spojrzeniem.... dzięki. serio. kurewsko dzięki.

Tylko Kate nie odpuszczała. - Mówiłam o braku wierności ze strony Holloway! - rzuciła głośniej. - Cała szkoła wie, że ma problemy z lojalnością. - I w tym “uśmiechu” Kate było coś takiego, co Vita pamiętała aż za dobrze... ta satysfakcja, kiedy sprawia się przykrość drugiej osobie, kiedy się kopie leżącego. Kate westchnęła teatralnie, podeszła do Vity i zarzuciła rękę na jej ramiona. - Ale Vitko, nie martw się. Przecież jesteśmy już dorośli… może nie wykiwasz… swojego… faceta? - Zmierzyła Iana od stóp do głów, jakby go wyceniała. I wtedy kolejna dziewczyna wbiegła do nich jak pocisk, - Za pół godziny będzie tort dla Dereka, teraz chodźcie na parkiet! - Wcisnęła się między nich i zaczęła ich dosłownie pchać w kierunku parkietu. Vita szybko dopiła swojego drinka, jakby to miało ją znieczulić. Upewniła się, że Ian zrobi to samo, po czym odłożyli szklanki w jakimś randomowym miejscu. Chwilę później byli na parkiecie. Holloway stała przed nim, kompletnie nie wiedząc, co ma zrobić z rękami, z nogami, z twarzą. Muzyka rozbrzmiewała w klubie, a ona tylko wpatrywała się w niego. Ktoś uderzył ją plecami. Wpadła na klatę księcia ciemności. Podniosła wzrok. - Dzięki za ratunek - rzuciła w końcu, uśmiechając się do niego. Zarzuciła ręce na jego szyję i stanęła na palcach, żeby być bliżej. - Możemy albo uciekać i zakończyć tę farsę… albo skorzystać z darmowego baru i napić się na rachunek tej wrednej zołzy. Co sądzisz? - Spojrzała mu prosto w szmaragdowe oczy. Źrenice miał powiększone... pewnie od tego, co wziął wcześniej. A ona dopiero teraz zorientowała się, jak blisko jest. I poczuła ciepło rozchodzące się po ciele. I tę krępującą… nieśmiałość, której nie powinna mieć. Nie przy nim.

tiń

I wanna bewitch you tonight

: ndz lut 01, 2026 5:17 pm
autor: Ian Swerdlove

Kącik ust drgnął mu w sadystycznej radości widząc, jak przebrzydła pokraka ujadająca jak chihuahua zwija się na wspomnienie tamtego wieczora. Parsknął cicho, pod nosem, gdy któryś z towarzyszy uzupełnił tę przepiękną historię dostępną im etymologią tej niesamowitej ksywki pijawki. Swerdlove słyszał coś innego, sięgającego na długo przed miłosnym trójkątem dwójki tatuażystów i Kate, to z kolei... nie miało to nic związanego z omegle. Według Saltzmana, Kate kręciła się co chwilę wokół Cartera, który za nic w świecie nie chciał porzucać swojej żony dla kogoś takiego jak Bellends. Była za głośna, za bardzo się narzucała i... zbyt okrutna. Zaczęli ją tak nazywać, bo zjarani zbili ze sobą dwa wyrazy- Bimbo i przekształcone nazwisko dziewczyny. Niemożliwe, że spodobało jej się to aż tak bardzo, że zaczęła tego używać publicznie! Ian milczał jednak jak grób licząc na to, że nie jest to potrzebne, z nadzieją, że tamta odpuściła.
Och jak cholernie się mylił.
Nie zamierzał jej odpuszczać tych pijackich ataków wyprowadzonych w Sztokholm.
-Hmm... masz rację, to było aż miesiąc temu! Jak ten czas zapierdala, święta Anielko.- skłamał wiedząc, że nikt i tak nie będzie miał tego jak zweryfikować. Przyłożył zmrożoną szklankę z drinkiem do czoła w teatralnym szoku. Śmiech Vity tak naprawdę tylko podjudzał jego zadymiarskie zachęty. Był gotowy powiedzieć więcej, o wiele więcej. Musiał tylko czekać, aż żmija zacznie kąsać. Nie musiał czekać długo, była w typowym, panicznym trybie obrony.- Masz krótką pamięć, Bleemo. Saltz i Cart cały czas wspominają, jak śmiesznie świszczałaś jedynkami.- po raz pierwszy to on miał okazję być predatorem w takiej sytuacji. W jakiś przedziwny sposób czul się tak, jakby stał teraz na drogach oddechowych każdej, perfidnej i brutalnej osobie w jego życiu. Jakby miał okazję kolektywnie wyładować się na każdym dzieciaku, który kiedykolwiek popchnął go w korytarzu czy wyśmiał jego dziurawe ciuchy. Zerknął na twarz dziewczyny, którą coraz mocniej do siebie przeciągał, odpowiadając jej delikatnym uśmiechem. Jakby chciał dać jej znać, że jest bezpieczna i nikt nie może jej przy nim skrzywdzić. Nawet jeżeli to miałoby oznaczać bójkę z którymś z tych kogucików na kanapie koło hiper wentylującej Kate.
Ale entuzjastka miłości w trójkę ciągnęła dalej. Swerdlove westchnął ciężko, jakby znudzony tym, co miało tutaj miejsce. Patrzył chłodno na Bleemo, popijając co jakiś czas drinka. Oczywiście, że jej odpowiedział. Musiał zamknąć jej ten wyszczekany ryj.
-Ty dalej żyjesz liceum? Kiedy to było?-zaszczypała go troszkę ironia tej sytuacji. Sam przecież cały czas burzył się na to, jak traktowano go w tamtym okresie. A przecież był już po trzydziestce. To gówno zostanie z nim chyba już do końca.- Nie wydarzyło się nic ciekawszego od tamtego momentu? No przecież miesiąc temu pieprzono cię na fotelu w Black Thorn! To naprawdę jest ciekawsze od czegoś, co wydarzyło się tak dawno temu. - nie dawał za wygraną... Tak samo jak K, która zaczęła bezpośrednio zwracać się do Vity, nie potrafiąc sobie z nim poradzić. Już miał odpowiedzieć coś o wiele bardziej personalnego, bezpośredniego i wulgarnego, ale jakaś inna dziewczyna rozładowała napięcie śpiewką o torcie.
A potem już wszystko działo się szybko.
Zanim zdążył zaprotestować, stał naprzeciw Vity między ludźmi, czując ekstremalny dyskomfort. To nie były jego klimaty. On nie chodził do klubów, nie tańczył, nie... bawił się. Rozejrzał się czując, jak dźwięk pulsuje w jego wnętrzu przyprawiając go niemalże o nudności. Im dłużej myślał o tym, co się działo, tym gorzej to znosił. Był tak bardzo przebodźcowany, że myślał wyłącznie o tym, by stąd uciec. Nie poczuł nawet, jak się o niego obiła.
-Chodźmy!- zawołał w końcu tak, żeby go usłyszała, totalnie ignorując jej słowa. Za cholerę nie wiedział, co do niego powiedziała. Pociągnął ją za rękę w kierunku baru. Zajęli wysokie krzesełka, skierowani ciałami w swoja stronę.- O chuj chodziło, tak w sumie?- zapytał chwilę po tym, jak złożyli u barmana zamówienie. Obserwował ją uważnie, opierając się przedramieniem o blat.- Nie krępuj się, przecież wiesz, że niżej niż ja zejść nie możesz, więc... O co w sumie chodzi? Czemu ta kurwa jest na ciebie aż tak cięta? Odbiłaś jej chłopaka?- zapytał zupełnie naturalnie, bez cienia osądu czy pretensjonalności. Próbował zrozumieć, dlaczego aż tak bardzo miała przerąbane u tej wyszczekanej flądry.
Dopiero teraz miał okazję jej się przyjrzeć. To nie był strój, który powinno się zakładać zimą do klubu, ale... I tak wyglądała świetnie- niemalże pomagała zapomnieć mu o tym, że za drzwiami trwała istna, mroźna apkalipsa. Mierzył spokojnie spojrzeniem po jej płaskim brzuchu i drobnych, odkrytych ramionach czując, że ktoś odpalił zapałkę w jego lędźwiach.

𝔖𝔷𝔱𝔬𝔨𝔥𝔬𝔩𝔪

I wanna bewitch you tonight

: ndz lut 01, 2026 6:24 pm
autor: vita holloway
Przyglądając się tej całej sytuacji... temu, jak dosłownie wkroczył jej na ratunek i wylał Kate gorącą herbatę prosto w twarz... Vita mogła dopisać to do highlightów tego roku bez mrugnięcia. Mogłaby przysiąc, że uda same jej się zaciskały z każdym jego słowem, z każdym mini faktem, który miał tylko jeden cel - zranić tę świruskę tak precyzyjnie, jak ona przez lata próbowała ranić ją. I cholera… podobało jej się to. Nie wstydziła się tej myśli nawet przez sekundę. Podobało jej się, że mogła zobaczyć tę stronę księcia ciemności... tę ostrą, bezlitosną, bezczelnie pewną siebie. Gdyby nie ci ludzie dookoła i ten fakt, że on ją onieśmielał jak diabli, rzuciłaby się na niego tu i teraz. Dosłownie błagałaby go, żeby zrobił z nią cokolwiek by chciał… no. Ale tego nie zrobi. Bo się wstydziła. I to było wkurwiające, bo Vita nie przywykła do tego uczucia.
W kwestii mini ewakuacji oznaczonej alkoholowymi trunkami… nie musiała go długo namawiać Parsknęła śmiechem, człapiąc w kierunku baru tuż za nim i przebijając się przez tłum. Usiadła obok na wysokim stołku i westchnęła teatralnie, wpatrując się w niego - Nie wierzę, że cię w to wciągnęłam. - Zakryła twarz na moment, jakby to miało ją uratować przed własnym wstydem. Dopiero teraz uderzył ją fakt, że zgodziła się zostać w jednym pomieszczeniu - na imprezie - z osobą, która zrobiła wszystko, żeby Holloway zniszczyć i zostawić ją samą jak palec. Zaufanie rozwalone w domu, rozwalone też w szkole. Słowo Kate ważyło więcej niż Vity, a Vita… Vita tylko patrzyła, jak ludzie, których uważała za przyjaciół, odklejają się od niej jak mokre tanie naklejki. Od tamtego momentu starała się być miła, szczera, uczciwa... ale gdzieś po drodze wjechał sarkazm. Czasami ocierający się o wredotę. Nie dlatego, że lubiła ranić - tylko dlatego, że musiała sprawdzić, czy ktoś w ogóle nadaje się do zaufania. Albo chociaż do tego pierwszego kroku w jego stronę. A to, co Ian dziś zrobił… udowodniło jej, że może w końcu spróbować zburzyć ten pierwszy mur, który od lat trzymał jej serce na dystans. Zastanawiała się przez chwilę, jak od tego zacząć, gdy barman przysunął im po piwie. Vita uśmiechnęła się cwaniacko, - Czy mógłbyś dodać to na rachunek Katherine Bellends? Jesteśmy częścią jej imprezy. - spojrzała na niego prosząco, a barman nawet nie mrugnął. - Załatwione.

Dumna z siebie spojrzała na Iana, upiła łyk, odstawiła piwo na blat i wytarła pianę znad ust wierzchem dłoni. - Moja matka zdradziła mojego ojca, jak byłam w liceum. - powiedziała w końcu, prosto, bez ozdobników - Zrobiła to z facetem, który pracował w firmie ojca Katherine. Oczywiście, że się o tym dowiedziała. Więc wypaplała to na całe liceum, dając mi łatkę “zdradzającej suki”. - Wymusiła szeroki uśmiech, ale czuła te cholerne łzy zbierające się w kącikach oczu. - Ostatni rok liceum dał mi do zrozumienia, że nie można ufać ludziom ani się do nikogo zbliżać, bo potem zostaje się tylko… zdeptanym. - Zawiesiła głos i opuściła wzrok na dłonie.- Albo publicznie zdeptanym, jak w moim przypadku. - Nie chciała rzucać na niego swojej traumy sprzed lat, która ukształtowała ją w tę Vitę, którą był teraz zmuszony tolerować. Więc żeby nie zostać w tej ciszy za długo, odbiła w swoją stronę - ironię. - Ale Tiń… według tej bandy idiotów podobno zdradzanie się dzieciczy. Dajesz wiarę? - prychnęła, kręcąc głową. Przypomniała sobie coś, co powiedział jej kilka minut wcześniej, i jakby na przekór własnym lękom… zsunęła się ze stołka. Stanęła przed nim, ułożyła dłonie na jego ramionach i oplotła mu szyję, - Poza tym, Tiń… w moich oczach plasujesz się bardzo wysoko. - Jej głos zmiękł. - Byłeś tam niesamowity. - Spojrzała mu prosto w oczy, nachyliła się powoli i złożyła krótki, czuły buziak w kąciku jego ust. Uśmiechnęła się szeroko, odsunęła i wróciła na stołek. - W kwestii związków… - parsknęła pod nosem - Zostałam skreślona jako potencjalna kandydatka do czegokolwiek co mogło wiązać się z romantyzmem. Nikt na mnie tak nie patrzył. Byłam nudna. - Przewróciła oczami, - Ale teraz… z tymi kolczykami, kto wie. Może podbiję więcej serc, eh?- Odsunęła włosy i odsłoniła ucho, prezentując jego dzieło sprzed kilku dni. Zaśmiała się pod nosem, sięgnęła po piwo i upiła jeszcze trochę. Tylko, że nie chciała żadnych innych serc, bo upodobała sobie jego. Po chwili uniosła wzrok. - A ty? Miałeś dzisiaj jakieś plany?- I szybko dodała, zanim zdążył się wywinąć, - No i powiedz mi, co ci wiszę. Jak obiecałam… zrobię cokolwiek. Jestem ci dłużniczką.

tiń

I wanna bewitch you tonight

: ndz lut 01, 2026 7:53 pm
autor: Ian Swerdlove

Spokojnie wsłuchiwał się w opowieść dziewczyny. Holloway wydawała się powielać motywy, które były mu zbyt dobrze znane, wciąż był w stanie poczuć ich kwaśny posmak na końcu języka. Nie chciał, by pomyślała, że jej nie słucha, bądź bagatelizuje sprawę, więc postanowił kiwać głową za każdym razem, kiedy zakończyła sentencję. Chciał pokazać jej, że nie mówi tego ścianie, że naprawdę stara się wszystko dobrze zrozumieć, chociaż... Nie musiał się jakoś szczególnie przykładać, znał to nazbyt dobrze.
-Ja pierdole.- syknął odchylając się na chwilę od baru, kiedy wyjawiła mu, że na dobrą sprawę to nie była wina jej, tylko kwestia potrzeb jej matki. Nie wiedział przez chwilę, co powinien do tego dodać, więc po prostu siedział i słuchał dalej czując, jak coraz intensywniej pod skórą pulsuje mu agresja. Irytował się tym, że musiała przechodzić przez coś takiego. Patrząc na nią czuł, że nigdy nie powinna była przechodzić przez to samo piekło, które echem odbijało się również w jego duszy. Westchnął ciężko gdy napomknęła o idei dziedziczenia predyspozycji do zdradzania swoich partnerów.- Jasny chuj, przecież to brzmi jak teorie rodem z nazistowskich Niemiec.- skomentował sykliwie, obejmując dłońmi swój kufel. Coś krzyczało w nim, by też przedstawił jej swoją perspektywę. Chciał pocieszyć ją swoją własną opowieścią. Mimo, że każda komórka jego ciała podniosła nagle histeryczny krzyk, Ian wydawał się ich nie słuchać.- Ja na przykład byłem tyrany przez to, że byłem wpadką. To, plus mój stary zdradził moją starą podczas trwania wesela, więc... tutaj mamy wspólny grunt.- wzruszył ramionami.- Plus nie byłem jakimś cudem stworzenia dla nich. Zawsze patrzyli na mnie jak na dodatkową mordę do wykarmienia. Ciuchy dostawałem po kuzynach., bo starzy woleli przepierdalać hajs na dragi... można powiedzieć, ze ciągoty do wciągania wyssałem z mlekiem matki.- uniósł kufel i upił z niego łyk, zastanawiając się jednocześnie, co jeszcze powinien powiedzieć.- Byłem freakiem, bo chodziłem w za dużych ciuchach i... w sumie to późno zacząłem mówić. Koło trzeciego roku życia zacząłem rzucać jakieś losowe słowa. Rodzice nie przejmowali się tym, czy ich syn dobrze się rozwija. Przez połowę podstawówki uczyłem się dobrze sklejać zdania. Wtedy dzieciaki uznały mnie za najsłabsze ogniwo i zaczęły... traktować mnie tak, jak ta pizda zachowywała się dziś wobec ciebie.- powoli przeniósł na nią spojrzenie, chcąc dać jej do zrozumienia, że rozumie ten ból odrzucenia i wzgardy bardziej, niż by sobie tego życzył.- Zawsze byłem tym, z którego robiono sobie żarty wysyłając do niego karteczki na walentynki... to, albo byłem wyzwaniem. Nie zliczę ile razy podeszła do mnie jakaś koleżanka z klasy, zapraszając mnie na wyjście... tylko i wyłącznie dlatego, że ktoś dla żartu postanowił sobie dać mi garstkę nadziei, że ktoś faktycznie chciałby być ze mną blisko.- zawiesił się na moment. Widać było, że ta historia miała zdecydowanie większą ilość elementów, ale w pewnym momencie po prostu zabronił sobie mówić. Uznał, że przyjdzie jeszcze kiedyś czas na to, by powiedzieć więcej. Nie teraz.
Obserwował, jak zsunęła się ze stołka zbliżając do niego w ten płynny i majestatyczny sposób. Odstawił kufel z piwem na blat i obrócił się do niej swoim ciałem nieco bardziej, dając jej jasno do zrozumienia, że cokolwiek miała teraz w zamiarze, nie chciał stawiać jej żadnego oporu. Owinął ją ramionami w pasie, gdy się do niego przytuliła. Z każdym kolejnym tego typu gestem odkrywał, że jego ciało było niemalże idealnie skrojone do tego, by dawać jej to poczucie stabilności, to oparcie i ciepło. Ciepło, które nie było jeszcze intensywnym płomieniem, ale zdecydowanie można by ogrzać o nie już ręce po powrocie z tego niebożego, torontońskiego mrozu. Ten krótki i szybki buziak wydawał się dorzucić drewna do tego emocjonalnego paleniska, które w sobie powoli rozpalał.
-Sztokholm. Wiem, mówiłaś mi już o tym. Nie bez przyczyny nazywam cię w ten sposób.- mruknął słysząc jej komplement, niekoniecznie wiedząc, jak sobie z nim poradzić. Cały czas było to dla niego jak jakieś przedziwne, mgliste marzenie senne. Ktoś taki jak ona był blisko niego.... To nie działo się w jego życiu, nigdy. Skąd ta nagła zmiana? Czym sobie zasłużył? Czyżby miał lada moment zaszczycić się złotym strzałem, dlatego życie wodziło go za czubek nosa jej obecnością?- Jesteś przepiękna, Vita.- wyrzucił z siebie niemalże impulsywnie, kiedy dotarło do niego, że sama starała się mówić o sobie jakieś herezje. Totalnie zignorował to, co nastało potem. Ujął jej twarz w dłonie unosząc ją tak, by mogła spojrzeć mu w oczy.- Nie widziałem śliczniejszej kobiety od ciebie. Nigdy.
Zamknął swoje ramiona wokół jej talii jeszcze szczelniej, przyciągając ją do siebie bardziej, mocniej. Tak, by wpasowała się między jego ramiona, stojąc oparta o jego ciało. Powoli przyglądał się jej, podziwiając każdy zakamarek jej oświetlonej tym niemrawym światłem twarzy. Irytowało go, że tak słabo ją widział, ale dokładał wszelkich starań, żeby jej przesłodka buzia nie miała dla niego żadnych tajemnic.
-Chodźmy stąd. Kiepsko się tutaj rozmawia i strasznie kiepsko cię widzę. A lubię na ciebie patrzeć.


𝔖𝔷𝔱𝔬𝔨𝔥𝔬𝔩𝔪

I wanna bewitch you tonight

: ndz lut 01, 2026 9:20 pm
autor: vita holloway
Czuła ulgę, że może w końcu wyrzucić to z siebie. Rozmowa z nim działała jak coś zakazanego - jakby pierwszy raz w życiu nikt jej nie oceniał, tylko… po prostu słuchał. I rozumiał. Może właśnie o to jej chodziło, kiedy gadała o tym całym „swoim człowieku”. Może w końcu, w jakimś pokręconym sensie, trafiła na bratnią duszę. Tylko że teraz chciała jeszcze jednego- żeby Ian patrzył na nią podobnie. Żeby nie czuł, że ona jest „na chwilę”, „przejazdem”, „do czasu”. Bo ona nie miała zamiaru uciekać. Nie miała zamiaru go zostawiać. Chciała przy nim tkwić...przez wszystko, co to gówniane życie im rzuci pod nogi. Parsknęła na komentarz o Niemcach i upiła kolejny łyk. - JA! - rzuciła, przekonana, że właśnie zdobyła tytuł komediantki roku.
A kiedy zauważyła, że on też chce coś powiedzieć, przesunęła się bliżej, nachylając tak, żeby go dobrze słyszeć przez ten cały hałas dookoła. Przełknęła ślinę. I z każdym kolejnym słowem… czuła, jak krew robi się zimna. Jej życie było chujowe przez ostatnie lata, jasne… ale on? On walczył z tym wszystkim od momentu, kiedy w ogóle pojawił się na świecie. Dziecko nawet nie prosi się o przyjście na ten świat, a jednak dostaje w twarz już na starcie. - Fuck… - przeklnęła pod nosem, słuchając go, i tym razem nie było w tym nic zabawnego. Chciała, żeby wyrzucił z siebie wszystko. Do końca. Bez hamulców. Bez udawania. Łzy zaczęły zbierać jej się pod powiekami, a w środku coś jej kliknęło. Nagle wszystko miało sens… te jego reakcje, to jak odbijał każde pytanie, jak brał wszystko jak atak, jakby był zawsze o krok od tego, żeby uciec albo ugryźć. Ludzie bawili się nim, odkąd tylko zaczął chodzić. To nie było prostactwo ani chamstwo. To był odruch obronny. Poczekała, aż skończy. A potem uśmiechnęła się do niego delikatnie - Muszę cię zasmucić - powiedziała cicho, po czym jej uśmiech zrobił się zadziorny - bo walentynkę w tym roku ode mnie dostaniesz. I to całkiem szczerze. - Parsknęła pod nosem - Uprzedzam, że będę oczekiwała od ciebie tego samego. Bo jak nie… to się kurewsko obrażę.

Gdy stał tak nad nią - gorąco przechodzące przez jej policzki powoli przeinaczało się w krew i zaczęło buzować przez cały jej organizm. Czuła się tak cholernie onieśmielona tymi ciepłymi słowami wychodzącymi z jego ust, tymi gestami. Wpatrywała się w jego rozszerzone źrenice swoimi niebieskimi ślepiami, nie wiedząc - nie będąc pewna - co właściwie ma mu odpowiedzieć. Powinna podziękować, oczywiście, ale… gorąco zaczęło palić jej gardło - zaciskać się, wysuszać je, sprawiając, że nie potrafiła wydobyć z siebie ani jednego dźwięku. W dodatku nazwał ją Vitą. Pierwszy raz. Nie miała zamiaru mu tego wytknąć, choć tak bardzo ją teraz w środku swędziało, by to zrobić. Wysunęła dłoń ku górze, spoczęła nią na jego policzku, trwając tak w jego ramionach i ignorując dosłownie wszystko, co działo się wokół nich. Bardzo chciała być teraz z nim sam na sam, bez żadnych dodatkowych bodźców. Uśmiechnęła się tylko, kiwnęła głową i wyszeptała mu do ucha swój adres. - Chodźmy do mnie. Zamówimy coś z Wendy’s albo Popeyes. Alkohol jakiś tam… jak na barmankę przystało - mam - Uśmiechnęła się szeroko i pociągnęła go za rękę, kierując się z nim w stronę wyjścia, przepychając się przez tłumy ludzi… gdzie nawet nie poczuła momentu, w którym przestała czuć jego nadgarstek. Odwróciła się, szukając go wzrokiem w tłumie, lecz nie mogła go znaleźć. - Tiń?! Ian?! - krzyczała, rozglądając się po wielkiej sali, kiedy chwilę później poczuła na swoich ramionach czyjeś ręce.

Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


tiń

I wanna bewitch you tonight

: ndz lut 01, 2026 10:27 pm
autor: Ian Swerdlove

Widział, że w jej oczach zbierały się łzy, gdy opowiadał o wszystkim, co go spotkało. Nie musiała mu w tym momencie nic odpowiadać, tą drobnostką okazała mu więcej współczucia, niż ktokolwiek inny w jego życiu. Prawda była taka, że nikt nie dbał o takich wyrzutków jak on. Ciężko jest zejść z tej karuzeli smutku i odrzucenia, kiedy już raz się na nią wsiądzie. Całe szczęście, to małe, drobne, niewinne stworzenie miało w sobie więcej samozaparcia i siły, niż Swerdlove mógłby się spodziewać. Własnoręcznie zatrzymała tę karuzelę, zakopując się w piachu przy hamowaniu. Pomogła mu zejść, opiekowała się nim z nadzieją, że w końcu przestanie mu się kręcić jak kot. Że nareszcie przestanie rzygać od doświadczania przez całe życie tej cholernej siły odśrodkowej. Możliwe, że nigdy nie przestanie go w pełni mdlić, ale... Był jej dozgonnie wdzięczny za to, że w ogóle podjęła próbę ratunku.
Słysząc jej propozycje, uśmiechnął się szczerze i zgarnął jej kosmyk włosów z twarzy, który przysłaniał mu przyjemny dla oka widok. Skinął głową i siląc się na przyjemny, komediowy ton, rzucił dość pokracznie:

-Z myśli mi czytasz. Nawet nie wiesz, jak opierdoliłbym teraz burgerka.- pozwolił jej się poprowadzić, starając się nie zgubić jej tłumie... ale była przecież piątkowa noc. Lubię niemalże stali na sobie nawzajem! Wypuszczenie jej drobnego nadgarstka było tylko kwestią czasu.
Nie wołał jej, bo doskonale zdawał sobie sprawę z tego, że w takiej sytuacji ciężko będzie w ogóle zwrócić jej uwagę, dostać się z powrotem do niej. Wychylał głowę ponad ludzi, starając się znaleźć jej anielską twarz gdzieś pośród tych cholernych, nic nie znaczących lemingów. Nic z tego. Zamiast tego poczuł nagle uścisk na obu ramionach.
-Chodź! - zawołał jeden z nich, a Swerdlove rozpoznał w nim typa, który wyjawił omeglową przeszłość Kate.
Z niewyjaśnionej przyczyny, jego ospały mózg stwierdził, że chcą go zwyczajnie do niej poprowadzić. Pozwolił na to, by wyprowadzono go na tyły lokalu, a tam.
Oh boy, oh boy.
Ukrywanie treści: włączone
Hidebb Message Hidden Description


⛧☾༺♰༻☽⛧

𝔎𝔬𝔫𝔦𝔢𝔠


𝔖𝔷𝔱𝔬𝔨𝔥𝔬𝔩𝔪