my favourite game
: ndz lut 01, 2026 2:25 pm
𝑰 𝒌𝒏𝒐𝒘 𝑰'𝒎 𝒐𝒖𝒕 𝒐𝒇 𝒔𝒊𝒈𝒉𝒕, 𝒃𝒖𝒕 𝒂𝒎 𝑰 𝒐𝒖𝒕 𝒐𝒇 𝒎𝒊𝒏𝒅?
Przez te kilka dni panienka Torres z pewnością dostarczyła mu nie tylko wrażeń, ale i siwych włosów. Domyślał się, że wchodząc w jakąkolwiek relację z tym barwnym huraganem, nie będzie łatwo... że to będzie coś na miarę kolejki górskiej w parku rozrywki. Kiedy masz wrażenie, że jesteś już na samej górze, nagle - niespodzianka - spadasz na sam dół, ze zdwojoną siłą. Dokładnie tak miał Ezequiel ostatnim razem, kiedy się widzieli. Był pewien, że jest mistrzem flirtu. Podrywu. Że jego plan uwiedzenia młodszej sąsiadki krok po kroku sam się odhacza. Przecież tak było w wiadomościach. Tak było podczas kolacji… i nawet, nie starając się jakoś przesadnie, wylądował w jej mieszkaniu. Gdyby nie fakt, że palnęła w niego tamtym tekstem i że on dosłownie nie zarejestrował, że zrobiła mu tę cholerną kawę, to może tamten wieczór zakończyłby się inaczej. Zdobyłby więcej punktów.
Zatracił się w kolejnych dniach w długich zmianach i rozgryzaniu ciężkich przypadków - takich, gdzie nadzieja dawno przestała grać rolę, a on mimo to próbował ją komuś wcisnąć do dłoni jak ostatnią tabletkę. Po jednej z dłuższych nocnych zmian obudził się na wiadomość i zauważył kokietkę wysyłającą mu… nawet nie pamiętał, jak się to teraz nazywało. Nudeski? Był pod wrażeniem. Podobało mu się. Tyle że Ezequiel był jednym z tych typów, co bardziej wolą dotykać niż patrzeć. Zdjęcia były cholernie miłe dla oka, ale co mu po tym, skoro nie mógł skosztować tych krągłości? Frustrowało go to tylko. Nawet nie myśląc, zrobił sobie selfie i uradowany jej wysłał. W kwestii smsów i konwersacji przez telefon mógłby wrócić do epoki kamienia łupanego... co było zabawne, bo na żywo był cholernie charyzmatyczny. Zdawał sobie też doskonale sprawę, że Sofia Torres próbuje się nim bawić. Owinąć go wokół palca. Nie wierzył, że dziewczyna, która dorastała w epoce TikToka i tych wszystkich bzdet, potrafi nie trzymać telefonu przy sobie przez godzinę. To było niemożliwe. Po prostu chciała zagrać we własną grę, której Ezequiel… nie łykał.
Następnego dnia w końcu odpisała, ciągnąc to swoje zagranie jeszcze dalej. And ya know what? Nie przeszkadzało mu to. Wiedział, że cały czas o nim myślała... czuł to. A poza tym napisała, że będzie u niego. See? Miał rację. Zaczął dla nich gotować. Tym razem postawił na tradycyjną carbonarę, ale zrobił ją po swojemu, upewniając się, że będzie miała ostrzejszy posmak... bo pamiętał, że lubi pikantne. Kiedy jedzenie było gotowe, wskoczył pod szybki prysznic, przetarł włosy ręcznikiem, zarzucił zwykłą szarą koszulkę i dżinsy. Przejrzał się w lustrze, psiknął perfumami. Zerknął na zegarek. 18:58. Podszedł do patelni, nałożył jedzenie na talerze i ustawił wszystko na stole w bardzo romantyczny sposób. Zapalił nawet świecę między talerzami. Nalał do lampek wino - to samo, które tak bardzo jej smakowało w restauracji.. i czekał.
Minęło pięć minut. Dziesięć. PIętnaście.
A jej dalej nie było.
Zaczął się irytować. Nienawidził spóźnień. Wspomniał przed ich pierwszą randką, żeby się nie spóźniała, więc wydawało mu się, że zrozumie, że za tym nie przepada. Dwadzieścia minut. To już był dosłowny brak szacunku! Prychnął pod nosem, usiadł przy stole i zaczął jeść. Kiedy skończył, upił łyk wina. Potem z talerzem poszedł do zlewu, umył go. Poszedł do łazienki, umył zęby i wrócił usiąść przed telewizorem, jakby nic. W końcu usłyszał pukanie do drzwi. Spojrzał na zegar na ścianie. Czterdzieści pięć minut później. Wyłączył telewizor i podszedł powolnym krokiem do drzwi. Otworzył. Jak zwykle wyglądała przepięknie… ale jego radość momentalnie przeinaczyła się w złość i frustrację. - Wydawało mi się, że byliśmy umówieni na dziewiętnastą, panno Torres. - rzucił, wymuszając uśmiech. Wpuścił ją do środka. Podszedł do stołu i zajął swoje miejsce. Chwycił kieliszek i dodał chłodno, - Ja już zjadłem. Powiedz tylko, czy chcesz, żebym ci to podgrzał. - Upił łyk wina, wpatrując się w nią. Tak bardzo chciał ją teraz ukarać. Tylko że był tak zirytowany, że najpierw musiał uspokoić siebie... ilością wina… i jej seksownym widokiem.
panienka torres
Przez te kilka dni panienka Torres z pewnością dostarczyła mu nie tylko wrażeń, ale i siwych włosów. Domyślał się, że wchodząc w jakąkolwiek relację z tym barwnym huraganem, nie będzie łatwo... że to będzie coś na miarę kolejki górskiej w parku rozrywki. Kiedy masz wrażenie, że jesteś już na samej górze, nagle - niespodzianka - spadasz na sam dół, ze zdwojoną siłą. Dokładnie tak miał Ezequiel ostatnim razem, kiedy się widzieli. Był pewien, że jest mistrzem flirtu. Podrywu. Że jego plan uwiedzenia młodszej sąsiadki krok po kroku sam się odhacza. Przecież tak było w wiadomościach. Tak było podczas kolacji… i nawet, nie starając się jakoś przesadnie, wylądował w jej mieszkaniu. Gdyby nie fakt, że palnęła w niego tamtym tekstem i że on dosłownie nie zarejestrował, że zrobiła mu tę cholerną kawę, to może tamten wieczór zakończyłby się inaczej. Zdobyłby więcej punktów.
Zatracił się w kolejnych dniach w długich zmianach i rozgryzaniu ciężkich przypadków - takich, gdzie nadzieja dawno przestała grać rolę, a on mimo to próbował ją komuś wcisnąć do dłoni jak ostatnią tabletkę. Po jednej z dłuższych nocnych zmian obudził się na wiadomość i zauważył kokietkę wysyłającą mu… nawet nie pamiętał, jak się to teraz nazywało. Nudeski? Był pod wrażeniem. Podobało mu się. Tyle że Ezequiel był jednym z tych typów, co bardziej wolą dotykać niż patrzeć. Zdjęcia były cholernie miłe dla oka, ale co mu po tym, skoro nie mógł skosztować tych krągłości? Frustrowało go to tylko. Nawet nie myśląc, zrobił sobie selfie i uradowany jej wysłał. W kwestii smsów i konwersacji przez telefon mógłby wrócić do epoki kamienia łupanego... co było zabawne, bo na żywo był cholernie charyzmatyczny. Zdawał sobie też doskonale sprawę, że Sofia Torres próbuje się nim bawić. Owinąć go wokół palca. Nie wierzył, że dziewczyna, która dorastała w epoce TikToka i tych wszystkich bzdet, potrafi nie trzymać telefonu przy sobie przez godzinę. To było niemożliwe. Po prostu chciała zagrać we własną grę, której Ezequiel… nie łykał.
Następnego dnia w końcu odpisała, ciągnąc to swoje zagranie jeszcze dalej. And ya know what? Nie przeszkadzało mu to. Wiedział, że cały czas o nim myślała... czuł to. A poza tym napisała, że będzie u niego. See? Miał rację. Zaczął dla nich gotować. Tym razem postawił na tradycyjną carbonarę, ale zrobił ją po swojemu, upewniając się, że będzie miała ostrzejszy posmak... bo pamiętał, że lubi pikantne. Kiedy jedzenie było gotowe, wskoczył pod szybki prysznic, przetarł włosy ręcznikiem, zarzucił zwykłą szarą koszulkę i dżinsy. Przejrzał się w lustrze, psiknął perfumami. Zerknął na zegarek. 18:58. Podszedł do patelni, nałożył jedzenie na talerze i ustawił wszystko na stole w bardzo romantyczny sposób. Zapalił nawet świecę między talerzami. Nalał do lampek wino - to samo, które tak bardzo jej smakowało w restauracji.. i czekał.
Zaczął się irytować. Nienawidził spóźnień. Wspomniał przed ich pierwszą randką, żeby się nie spóźniała, więc wydawało mu się, że zrozumie, że za tym nie przepada. Dwadzieścia minut. To już był dosłowny brak szacunku! Prychnął pod nosem, usiadł przy stole i zaczął jeść. Kiedy skończył, upił łyk wina. Potem z talerzem poszedł do zlewu, umył go. Poszedł do łazienki, umył zęby i wrócił usiąść przed telewizorem, jakby nic. W końcu usłyszał pukanie do drzwi. Spojrzał na zegar na ścianie. Czterdzieści pięć minut później. Wyłączył telewizor i podszedł powolnym krokiem do drzwi. Otworzył. Jak zwykle wyglądała przepięknie… ale jego radość momentalnie przeinaczyła się w złość i frustrację. - Wydawało mi się, że byliśmy umówieni na dziewiętnastą, panno Torres. - rzucił, wymuszając uśmiech. Wpuścił ją do środka. Podszedł do stołu i zajął swoje miejsce. Chwycił kieliszek i dodał chłodno, - Ja już zjadłem. Powiedz tylko, czy chcesz, żebym ci to podgrzał. - Upił łyk wina, wpatrując się w nią. Tak bardzo chciał ją teraz ukarać. Tylko że był tak zirytowany, że najpierw musiał uspokoić siebie... ilością wina… i jej seksownym widokiem.
panienka torres