This is the Night
: ndz lut 01, 2026 5:10 pm
001
Tak czy inaczej - widział, że Saul raczej jest nieufny i niedostępny, ale że w jego przypadku nie wynikało to z braku chęci nawiązania głębszej relacji z nim konkretnie, że nie chodziło o samego Salvadora, tylko raczej o ogół. Mógł się tylko domyślać z czego to wynikało, bo choć byli przyjaciółmi - a w każdym razie Menendez uważał Saula za swojego przyjaciela - to nie wszystkimi szczegółami ze swoich żyć się ze sobą dzielili. Wiedział, że Saul nie miał w domu lekko, ale nigdy nie wypytywał go o szczegóły - wiedział, że jeśli będzie chciał o tym pogadać, to sam zacznie temat, ale nie miał też problemu z tym, że póki co temat rodziny i domu ze strony Devlina nie padał zbyt często.
Czy Salva w ogóle podobał się Saulowi? Czy mógł liczyć na jakąś wzajemność z jego strony? Nie dowie się, jeśli nie spróbuje, tego akurat był pewien. Tego konkretnego dnia umówili się w wybranym przez Salvę lokalu, którym był jeden z barów LGBT+ w Toronto. Lubił takie miejsca, bo mógł się tam otaczać innymi ludźmi, którzy nie byli klasycznie straight.
Pojawił się o wyznaczonym czasie, chociaż często miał problemy z punktualnością - zależało mu jednak, żeby na to spotkanie się nie spóźnić, bo w pewnym sensie traktował to jako randkę; randkę, którą tylko on chyba interpretował jako randkę, bo tylko on wiedział, że spotkanie miałoby nią być. Nie miał tyle odwagi, żeby wprost zaprosić Saula na randkę, co to to nie, więc póki co mógł jedynie pomarzyć o tym, żeby obie strony były świadome wagi tego spotkania. Rozejrzał się po wnętrzu upstrzonym wszystkimi kolorami i odcieniami tęczy, a kącik jego ust drgnął w uśmiechu - akurat te wszystkie światła i ozdóbki wydawały mu się lekko nad wyraz, ale nie był to jego lokal, więc nie jemu decydować o tym, jak wyglądało wnętrze.
W pewnym momencie dostrzegł stojącego tyłem przy barze mężczyznę, w którym rozpoznał swojego przyjaciela i dziarsko ruszył w jego kierunku, mijając po drodze kilku facetów, z których jeden wpatrywał się w niego dość intensywnie - nie miało to jednak dla niego większego znaczenia w tym momencie, bo nie dla niego tam przyszedł.
- Hola, guapo - rzucił wesoło, obejmując go na chwilę od tyłu i cmoknął go w policzek, po czym stanął u jego boku, opierając przedramiona o blat baru, zerkając na Devlina z uśmiechem. - I co, jak tam interes? - w końcu interesowało go to, czy biznes Saula jakoś sobie radzi, bo po pierwszy pożyczył mu kasę na jego otwarcie, a po drugie mężczyzna był jego przyjacielem i Salvador życzył mu jak najlepiej, chciał żeby ten wyszedł na prostą i żeby mu się wiodło w życiu.
Saul Devlin