Rolada upokorzenia i igrzyska olimpijskie
: ndz lut 01, 2026 6:50 pm
Peter zapewniał Kristin w smsach, że to tylko kilka piw. Nawet nie zauważy, jak do niej wróci. Ale chyba Kristin wiedziała dużo lepiej, że nadzieje czy jakieś oczekiwania Petera nie miały prawa się spełnić w zaistniałych okolicznościach. Bo czy jeżeli dasz piętnastu facetom, którzy cztery lata pracowali na awans do igrzysk olimpijskich możliwość wspólnego wyjścia by świętować kwalifikacje trzech kolegów z drużyny na Igrzyska zimowe, to skąd przekonanie że skończą po kilku piwkach? Jeżeli chodzi o Petera, to na wyjście zareagował wyjątkowo pozytywnie, co było dla niego wyjątkowe, bo rzadko wychodził z kolegami z pracy na piwo. Ale bardzo się cieszył z sukcesu chłopaków i czuł że to sukces całej drużyny. Natomiast późne imprezowanie było mu obce, i nie pasowało do jego rytmu dnia. Na przykład przez to wyjście nie poszedł na wieczorny trening. A przecież kolejnego dnia miał już plany - rano szli z Kristin na tenisa, później jedli brunch, później jechali do niej na zaplanowany seks, po którym ona jechała na relaks z przyjaciółkami, a on wracał do domu aby się przebrać na wieczorne spotkanie u babci.
Z tym, że chyba jest prawda w powiedzeniu, że kiedy człowiek sobie coś zaplanuję to diabeł się z niego śmieje, bo było już grubo po północy, kiedy Peter wraz z grupą śpiewali karaoke w barze niedaleko pracy. Jakby się zastanowić, był jeden moment w którym plany kolejnego dnia legły w gruzach i była to chwila, kiedy wjechała tequila. Z doświadczenia Petera jest to najbardziej niebiezpieczny alkohol, którego stara się unikać odkąd pięć lat temu pierwszy raz spróbował go za namową swojej przyjaciółki Wendy, a który sprawił że on - Peter Blythe - tańczył w gej klubie do piosenek ABBY. I jak się okazuje supremacja tequili i jej władza nad Peterem się nie skończyła, bo dziś też chętnie się do mikrofonu na karaoke rwał i wył do “West Virginia” z resztą osób.
Jego teammates też byli pod wrażeniem po pierwsze że z nimi wyszedł, po drugie, że został, po trzecie że się chyba dobrze bawił. Ciągle powtarzali, że takie kolejne wyjście to chyba jak się z Kristin zaręcza. No tak, pewnie tak, odpowiadał, chociaż w ciężkiej swojej od alkoholu głowie miał jakąś głębszą niepewność z tym związana, a która zresztą zaczęła mu się dużo dłużej bo od grudnia kiedy wrócił z Kaliforni. Coś zmieniło się, bo nie był już tak sto procent pewny jak wcześniej, że Kristin jest jedyną dziewczyną na którą chce patrzeć. W Kaliforni zobaczył w Wendy jakiś blask, który wcześniej po prostu ignorował, mając za pewnik to, że skoro jest od niej dużo młodszy, to ona musi traktować go jak dzieciaka. Ale jeżeli w oczach innych ludzi wyglądali jak para… Jeszcze nie umiał sobie tego poukładać w głowie, a musiał, zdecydowanie musiał.
Tak czy siak, imprezka dobiegła końca gdzieś po czwartej, a to oznaczało że trzeba było podjąć ważną decyzję. Jechać do domu, czy iść na jedzonko zwane kebabem czyli rolada upokorzenia.
Stoi ze swoim bilecikiem z numerem 32 i wpatruje się jak zaczarowany w menu świecące nad jego głowa. Myśli w głowie zero, ciało ordetwiale od zimna i alkoholu, ale czuje jakiś spokój, bo dziś pierwszy raz od Kaliforni zmierzył się z tą jedną myślą, która mu się kroiła w głowie. I jakby materializacja tej myśli właśnie się wydarzała, bo w srebrnym metalu okalającym stanowisko z budą kebaba odbija się wlansie czupryna brązowych loków. Peter mruży oczy i nie mogąc zdecydować się czy rozpoznaje w nich Wendy, odwraca się by przyjrzeć się jej dokładniej. I wtedy został zauważony, więc unosi rękę z bilecikiem na jedzenie i macha do niej niezręcznie.
Dlaczego niezręcznie? Bo nie widzieli się od grudniowego wyjazdu, bo nie powiedział jej o tym, że mógłby dziś z nią wyjść. Bo przecież twierdził, że w ten weekend nie ma nawet chwili żeby wyjść z nią na kawę. Ale świat zrobil im sam ten moment.
Wendy Gardner
Z tym, że chyba jest prawda w powiedzeniu, że kiedy człowiek sobie coś zaplanuję to diabeł się z niego śmieje, bo było już grubo po północy, kiedy Peter wraz z grupą śpiewali karaoke w barze niedaleko pracy. Jakby się zastanowić, był jeden moment w którym plany kolejnego dnia legły w gruzach i była to chwila, kiedy wjechała tequila. Z doświadczenia Petera jest to najbardziej niebiezpieczny alkohol, którego stara się unikać odkąd pięć lat temu pierwszy raz spróbował go za namową swojej przyjaciółki Wendy, a który sprawił że on - Peter Blythe - tańczył w gej klubie do piosenek ABBY. I jak się okazuje supremacja tequili i jej władza nad Peterem się nie skończyła, bo dziś też chętnie się do mikrofonu na karaoke rwał i wył do “West Virginia” z resztą osób.
Jego teammates też byli pod wrażeniem po pierwsze że z nimi wyszedł, po drugie, że został, po trzecie że się chyba dobrze bawił. Ciągle powtarzali, że takie kolejne wyjście to chyba jak się z Kristin zaręcza. No tak, pewnie tak, odpowiadał, chociaż w ciężkiej swojej od alkoholu głowie miał jakąś głębszą niepewność z tym związana, a która zresztą zaczęła mu się dużo dłużej bo od grudnia kiedy wrócił z Kaliforni. Coś zmieniło się, bo nie był już tak sto procent pewny jak wcześniej, że Kristin jest jedyną dziewczyną na którą chce patrzeć. W Kaliforni zobaczył w Wendy jakiś blask, który wcześniej po prostu ignorował, mając za pewnik to, że skoro jest od niej dużo młodszy, to ona musi traktować go jak dzieciaka. Ale jeżeli w oczach innych ludzi wyglądali jak para… Jeszcze nie umiał sobie tego poukładać w głowie, a musiał, zdecydowanie musiał.
Tak czy siak, imprezka dobiegła końca gdzieś po czwartej, a to oznaczało że trzeba było podjąć ważną decyzję. Jechać do domu, czy iść na jedzonko zwane kebabem czyli rolada upokorzenia.
Stoi ze swoim bilecikiem z numerem 32 i wpatruje się jak zaczarowany w menu świecące nad jego głowa. Myśli w głowie zero, ciało ordetwiale od zimna i alkoholu, ale czuje jakiś spokój, bo dziś pierwszy raz od Kaliforni zmierzył się z tą jedną myślą, która mu się kroiła w głowie. I jakby materializacja tej myśli właśnie się wydarzała, bo w srebrnym metalu okalającym stanowisko z budą kebaba odbija się wlansie czupryna brązowych loków. Peter mruży oczy i nie mogąc zdecydować się czy rozpoznaje w nich Wendy, odwraca się by przyjrzeć się jej dokładniej. I wtedy został zauważony, więc unosi rękę z bilecikiem na jedzenie i macha do niej niezręcznie.
Dlaczego niezręcznie? Bo nie widzieli się od grudniowego wyjazdu, bo nie powiedział jej o tym, że mógłby dziś z nią wyjść. Bo przecież twierdził, że w ten weekend nie ma nawet chwili żeby wyjść z nią na kawę. Ale świat zrobil im sam ten moment.
Wendy Gardner
