Strona 1 z 1

The day the music died

: pn lut 02, 2026 12:49 am
autor: Łoś Superktoś
Skye Murray

To miała być przyjemna niedziela. Josh po piątku i sobocie spędzonej na odsypianiu całego tygodnia oraz spotkaniu z chłopakami, pragnął się zobaczyć ze swoją dziewczyną. Widzieli się w zeszły weekend i zdążył się za nią już stęsknić, a poza tym nie zdążyli świętować jej pierwszego zawodowego sukcesu. Był z niej dumny i chciał jej złożyć osobiste gratulacje już w piątek, ale przecież był umówiony. Skye zrozumie. Ona zawsze była wyrozumiała, więc dlatego mógł się odprężyć i nabrać sił na kolejny tydzień zapierdalania. Przyjemnie będzie zakończyć ten tydzień i zacząć kolejny z ukochaną kobietą w swoich ramionach.
Napisał do niej z samego rana, by miała pewność, że myśli o niej już tylko, gdy wstanie z łóżka. Zaproponował, że ją zabierze do restauracji na mieście, ale zamiast tego zasugerowała spotkanie u niej w mieszkaniu. Jeszcze jadąc niczego podejrzewał. Za żadne skarby. Jednak kiedy tylko otworzyła mu drzwi już wiedział, że coś jest nie tak. Nie był ślepy ani głupi - czerwony nos, przekrwione oczy i opadnięte kąciki ust. Coś się stało i to na pewno dosyć poważnego, bo twierdził, że jego dziewczyna nie była panikarą.

Przepraszam

To pierwsze co powiedziała.

Nie wiem jak to powiedzieć. Nie wiem w ogóle co się dzieje, to było jak w innym życiu…

Łzy napłynęły jej do oczu i zaczęły spływać po policzku. Josh wciąż stał tuż przy drzwiach, które ledwo zamknął.

Poszłyśmy z Hailey do klubu, chciałyśmy świętować moje zlecenie. Po jakimś czasie pojawił się Dominic, Hales pojechała do domu, a my z Dominicem wylądowaliśmy na parkiecie. Po pewnym czasie byliśmy w drodze do jego mieszkania

Chociaż nie powiedziała tego wprost, on już wiedział co to oznacza. Jak wiele dla niego oznacza. Zamarł. Nie ruszał się i tylko patrzył na ślepo w punkt przed siebie.

Nie ma Ciebie przy mnie już od dawna. Tęskniłam, byłam samotna. A Dominic… On zawsze był… Przepraszam

Nie był w stanie dłużej tego słuchać, więc bez słowa odwrócił się i wyszedł kierując się prosto do samochodu, a następnie do mieszkania Reyesa. Działał jak na autopilocie. Nie myślał, po prostu robił swoje. Zamiast teraz jeść obiad z ukochaną, stał pod drzwiami swojego najlepszego przyjaciela i dzwonił do drzwi. Czy blondyn zdążył coś powiedzieć? Chyba nie, ponieważ w ułamku sekundy pięść Josh wylądowała na nosie Dominica.
- Ty pierdolony gnoju!- syknął przez zaciśnięte zęby i korzystając z tego, że Dominic pod wpływem uderzenia cofnął się, wszedł do środka, lecz po to aby ponownie go uderzyć, ale tym razem w brzuch.- Zaliczyłeś już wszystkie laski w Toronto, więc musiałeś teraz się wziąć za MOJĄ kobietę?!- wrzasnął akcentując słowo moja i wskazując przy tym na siebie. Nie myślał. Nie dopuszczał do siebie żadnych emocji. Chociaż czy aby na pewno, skoro właśnie tłukł swojego najlepszego przyjaciela?

Dominic Reyes

The day the music died

: pn lut 02, 2026 1:22 pm
autor: Dominic Reyes
Poranek Dominic przywitał z niewielkim bólem głowy. I pustą poduszką na miejscu obok, której jedynie zagłębienie świadczyło o nocnym gościu. Skye zniknęła bez żadnego pożegnania. Przez chwilę miał nieznośne wrażenie, że to, co działo się poprzedniego wieczoru, było tylko kolejnym snem, jednak pozostawiony w łazience ręcznik oraz resztki na kuchennym blacie po nocnym przyrządzaniu posiłku, a tym bardziej rzucone w kąt stringi dowodziły temu, że jego wyobraźnia nie była aż tak wybujała. Była tu. Naprawdę.
Przygotowując sobie kawę, w myślach wracał do poprzedniej nocy, by w ten sposób choć trochę uśmierzyć rosnące rozczarowanie. Wcześniej nie zastanawiał się, co to wszystko dla nich znaczyło, bo po prostu dali się ponieść, ale teraz, kiedy wszystkie euforyczne emocje opadły wraz z pierwszymi promieniami słońca wpadającymi przez okna, w końcu zaczynał dostrzegać szarą rzeczywistość. Skye była w związku z Joshem. Jego najlepszym przyjacielem. Poddając się własnym egoistycznym pobudkom, popełnili jeden kardynalny błąd - oboje zdradzili. Jakiekolwiek relacje Dominic miał obecnie z przyjacielem, wiedział, jak bardzo spieprzył sprawę i nic nie było w stanie go wytłumaczyć. A fakt, że Skye przestała się do niego odzywać, mógł świadczyć zarówno o tym, że potraktowała to jako coś przelotnego, albo żałowała i dopadły ją wyrzuty sumienia. A może chodziło o jedno i drugie?
Niedzielne południe spędził u rodziców. Mimo starań, żeby nie odbiegać myślami w niebezpieczne rejony, zbyt często popadał w zamyślenie. Dlatego dopiero w pewnej chwili zauważył, że mama poszła uciąć sobie poobiednią drzemkę, na co tata wzruszył jedynie ramionami i zagadnął o ostatni mecz Raptorsów, ostatecznie odwracając uwagę blondyna od własnych rozmyślań.
Konsekwencje minionej nocy dotarły do Dominica znacznie szybciej, niż przypuszczał. Po powrocie do domu odpalił jedną z płyt i mimo wczesnego popołudnia nalał sobie szklankę whisky, żeby zastanowić się, co dalej, choć jedyne, na co miał teraz ochotę to kompletnie się wyłączyć. Usłyszawszy dzwonek do drzwi, podszedł do nich i bez zastanowienia je otworzył.
Męski głos, przesiąknięty wściekłością i żalem odbił się złowrogo od ścian korytarza tuż po otwarciu drzwi wejściowych. W tej samej chwili na twarzy Dominica wylądował prawy sierpowy. Mężczyzna zatoczył się, sycząc z bólu i czując spływającą mu z nosa krew. Zanim zdążył jakkolwiek zareagować, dostał jeszcze w brzuch, pod wpływem czego zgiął się wpół z głośnym jękiem. Wiedział, że Josh prędzej czy później do niego przyjdzie, ale nie spodziewał się go tak szybko. Rosnący ból na chwilę go zamroczył, ale dosłyszał jego pytanie. - Nie planowałem tego. To się po prostu… stało - syknął zgodnie z prawdą, choć była to marna wymówka. W tej chwili nie silił się, żeby mu oddać, bo doskonale zdawał sobie sprawę, że mu się należało. Ale Josh też nie był bez winy. - Ty też jesteś fiutem, że zapomniałeś, jak wyjątkową masz dziewczynę. Tyle razy ci mówiłem, że ona cię potrzebuje, a ty i tak ją olewałeś. Jak można być takim debilem? - Wyprostował się, próbując ustabilizować oddech i zacisnął dłonie w pięści, czując wzbierającą w nim złość. Tym razem był gotowy na atak. Jeżeli Josh chciał walczyć, nie będzie go od tego odwodzić, ale musiał liczyć się z tym, że tym razem spotka już opór.

Łoś Superktoś

The day the music died

: pn lut 02, 2026 2:26 pm
autor: Łoś Superktoś
Josh jadąc do mieszkania Dominica nie myślał. Działał jak robot na autopilocie z jednym celem – zemsty. Co to dokładnie oznaczało? Nie wiedział jeszcze tego. I może nie do końca był niczym maszyną, bo złość się w nim wzbierała, dochodząc do niebotycznych rozmiarów i wylegając wraz z otworzeniem drzwi przez Reyesa.
Nie przejął się tym, że trafił centralnie go w nos, bo przecież tak właśnie celował. Chociaż do tej pory nie był typem faceta, który się bije z innym. A już na pewno nie z najlepszym przyjacielem o kobietę, którą kocha.
– Kurwa Nicky, znam Cię i te Twoje „po prostu”. Ruchasz wszystko, co popadnie! – krzyknął jeszcze bardziej wkurwiony, słysząc tę słabą wymówkę. Nic się samo nie dzieje. Nikt ich do niczego nie zmusił. Nie znał szczegółów, ale Skye słowem się nie zająknęła, żeby byli bardzo pijani i nie rejestrowali, co robili. W złości zamachnął się na niego ponownie, ale tym razem Dominic zrobił unik, co dodatkowo rozsierdziło Josha.
– Może jeszcze mam Ci dziękować za to, że się nie zająłeś pod moją nieobecność?! – bo co on sobie do cholery myślał, dając mu rady?– I co Ty, kurwa, możesz wiedzieć o związku?! Może to nie Ty się nimi bawiłeś, a po prostu to żadna z Tobą nigdy nie chciała być?! – ponownie się na niego rzucił i niestety ponownie pudłując. Może i Dominic miał rację ze swoją uwagę, ale niewykluczone, że Josh również.

Dominic Reyes

The day the music died

: pn lut 02, 2026 6:31 pm
autor: Dominic Reyes
Za to ty nie potrafisz zająć się nawet jedną laską. Potrzebujesz szkolenia? - przekrzywił głowę, nie kryjąc irytacji, by zaraz w porę uchylić się przed kolejnym ciosem. Nie zamierzał zaprzeczać jego słowom, bo Josh miał rację - w kwestii wykorzystywania kobiet Dominic był mistrzem. Ale tłumaczenie kumplowi, że tym razem było inaczej, bo kryło się za tym znacznie więcej, nie miało teraz najmniejszego sensu.
Uwagę o podziękowaniach puścił mimo uszu. Trafił w punkt, ale nie zamierzał dać po sobie tego poznać. - Odezwał się ekspert. Przecież ty tym bardziej nie masz bladego pojęcia, co robisz - pokręcił głową z kpiną w głosie. On niby uważał się za lepszego? Widząc zbliżający się atak, wykonał kolejny unik, postępując kolejny krok w głąb mieszkania. - Tylko dzięki mnie wasz związek przetrwał tak długo - dodał, zaciskając mocniej szczęki, świadomie go prowokując. Miał już dość tego pierdolenia. Przez ten rok poświęcił im wystarczająco dużo czasu i energii, a i tak Josh to zjebał. Kiedy przyjaciel znów się na niego rzucił, tym razem to blondyn zrobił unik, po czym wycelował pięścią w twarz, trafiając go w łuk brwiowy. - Tylko na tyle cię stać? - rzucił mu niczym wyzwanie, czując pieczenie pięści i napiął się do startu. Gdy mężczyzna rzucił się na niego z pięściami, pochylił się, żeby uniknąć sierpowego, ale zacisnął ręce wokół jego tułowia i z krzykiem odparł atak, aż z hukiem wylądowali przez otwarte drzwi na korytarz kamienicy.

Łoś Superktoś

The day the music died

: pn lut 02, 2026 8:42 pm
autor: Łoś Superktoś
Z każdym kolejnym słowem Josh zaciskał coraz mocniej szczękę i pięści. Czy Dominic miał rację? Możliwe. Możliwe, że spierdolił i popełniał błędy w związku ze Skye. Ale przecież nikt nie był ideałem. Próbował ją uszczęśliwić, ale nie chciał się przy tym zmienić o sto osiemdziesiąt stopni. Chciał by go kochała takim jakim był. On też przymykał oko na jej wady, bo przecież ją kochał i sądził, że są ze sobą szczęśliwi. Co poszło nie tak?
- Dzięki Tobie?!- syknął wkurwiony nie dowierzając w to co słyszy. Dominic brzmiał tak jakby jego związek z Murray istniał tylko dzięki niemu. Co tu się kurwa odpierdalało?! - Bo co?! Bo kazałeś jej ze mną być?!- wrzasnął rzucając się na niego, ale ten ponownie zrobił unik. Nie dość, że zaliczył jego laskę, to jeszcze unikał konfrontacji. Tchórz. Najchętniej rozwaliłby tę jego buźkę.
- Jesteśmy razem, bo tego oboje chcemy!- dodał robiąc kolejny zamach , ale tym razem to Reyes był szybszy i to jego pięść wylądowała na twarzy Josha. Poczuł jak po twarzy zaczyna mu sączyć się krew, ale to go nie obchodziło. Na domiar złego jeszcze specjalnie był podpuszczany. Rzucił się w odpowiedzi na blondyna i zanim się obejrzał, czuł jak ten napiera na niego i lądują na korytarzu. Chwycił go za koszulkę sycząc mu prosto w twarz. - Odpierdol się od Skye- lecz w odpowiedzi dostał kolejny raz pięścią, ale tym razem z drugiej strony pod okiem.


Dominic Reyes

The day the music died

: pn lut 02, 2026 10:14 pm
autor: Dominic Reyes
Najwyraźniej bycie takim, jaki był, nie stanowiło wystarczającej formy do zawarcia związku. Dominic od dawna był świadkiem jego lekkodusznego podejścia, ale przez chwilę wyglądało na to, że skoro Josh postanowił się związać to coś w końcu się zmieni. A kiedy blondyn patrzył na to, jak wkurwiał się coraz bardziej, zdał sobie sprawę, że nie musiał mu oddawać ciosów, bo słowa raniły jego dumę znacznie mocniej. Co nie przeszkodziło mu, żeby prowokować go do dalszej walki. Josh miał zbyt dużo energii w sobie, musiał ją jakoś spożytkować. Jednak w tym amoku miał wyraźne problemy z trafieniem i trochę męczył się tymi unikami.
Bo zawsze cię tłumaczyłem, debilu. Byłem twoją wtyką, żebyś mógł jak najlepiej wypaść w jej oczach i nie zbłaźnić się swoimi głupimi pomysłami. Ale już dawno powinienem był przestać się wpierdalać i poczekać, aż sam to zjebiesz - warknął w odpowiedzi, chcąc mu przypomnieć, że do pewnego momentu stał za nim murem. To nie jego brunet powinien winić za rozpad swojego związku, bo sam do tego doprowadził swoją głupotą.
Chcieć to nie wszystko, Josh. - To uderzenie przyszło mu zdecydowanie zbyt łatwo, ale musiał się zripostować. Przyjaciel potrzebował otrzeźwienia, a najwyraźniej nic innego do niego nie docierało. Dlatego wylądowali na korytarzu, a on został rzucony na ścianę. - Nie będziesz mi mówić, co mam robić! - Teraz przemówiła przez niego wściekłość, a pięść ponownie poszła w ruch, wpasowując się idealnie pod oko. - Zrobię to tylko, jeśli Skye będzie tego chciała - wydusił przez zęby. Nie zdążył się jednak nacieszyć triumfem, bo sam nieoczekiwanie dostał okłady w brzuch. Zacisnął szczęki, próbując powstrzymać syk z bólu. Nie chciał dać mu tej satysfakcji. Wykorzystał chwilowy moment nieuwagi i podciął mu nogę, po czym wylądował na nim, próbując znów go uderzyć, ale po chwili szamotaniny to on znalazł się na podłodze.

Łoś Superktoś

The day the music died

: pn lut 02, 2026 10:43 pm
autor: Łoś Superktoś
Uwagi Dominica stawały się celne, ale za żadne skarby Josh mu tego teraz nie przyzna. Faktycznie Reyes nie raz mu podpowiadał, co powinien teraz zrobić czy jaki prezent kupić. Nie raz nawet tłumaczył Skye, gdy się pokłócili. Josh jednak uważał, że tak się zachowują po prostu przyjaciele. Nie uważał, żeby jego rady były na tyle istotne i cenne, że bez nich by im nie wyszło ze Skye.
- Przynajmniej w jednym się zgadzamy, że powinieneś się od nas odpierdolić !- Josh czuł jak złość go wypala i rozsadza od środka słysząc przyjaciela, a raczej byłego przyjaciela. Jego związek rozpadł się właśnie przez blondyna. Przez to , że wylądował w łóżku z jego dziewczyną, a ten ma czelność jeszcze zrzucać odpowiedzialność na niego.
Na domiar złego poczuł ponownie jego pięść na swoim policzku. Nie dawał za wygraną. Oddawał jego ciosy, a co gorsza - wciąż nie chciał odpuścić Skye. To sprawiło, że w Josha weszła nowa energia, która pozwoliła mu złapać Reyes za nadgarstki i przekręcić na podłogę, do której go dociskał.
- Chyba dowodem na to, że sama tego chce jest to, że prosto od Ciebie przyjechała do mnie prosząc mnie o to, żebym ją zerżnął. Najwidoczniej Ty nie potrafisz- syknął w porywie złości , nie kontrolując swoich słów i wraz z nimi ponownie go uderzając, ale zaraz czując jak Dominic się podnosi i tym razem jego przyciska do ziemi.


Dominic Reyes

The day the music died

: pn lut 02, 2026 11:43 pm
autor: Dominic Reyes
Dominic znał go na tyle dobrze, że bez jego pomocy Josh musiałby liczyć jedynie na swój urok, a na tym, jak wiadomo, zbyt długo by nie pociągnął. Jako przyjaciel był świetnym towarzyszem w trakcie imprez czy do pogadania o pierdołach, ale bycia w związku kompletnie nie ogarniał. Reyes z ostatniego roku wyciągnął jedno: Josh nic się przez ten czas nie zmienił, ba, nawet nie chciał tego robić. Jakby Skye nie była wystarczającym ku temu powodem. Był kompletnie nie wart zawracania sobie przez nią głowy.
Uwaga o odpierdoleniu była całkiem słuszna, ale nie miał już okazji na nią odpowiedzieć, zajmując się szarpaniną i dając upust swoim emocjom.Kiedy to on znalazł się na podłodze, tym razem to słowa Josha uderzyły go bardziej, niż pięści. Przez ułamek sekundy wyobraził sobie, jak Skye wraca do niego z podkulonym ogonem i cholernie go to zabolało. Z drugiej strony miał własne wspomnienia z poprzedniej nocy i nagle zrozumiał, że Josh nie znał żadnych szczegółów. To dało mu siłę, żeby wyszarpnąć się z uścisku mężczyzny i po chwili znów nad nim górować, dociskając go do ziemi twarzą do brudnej posadzki.
- Chciałbyś, gnoju. Jednej nocy dostała ode mnie tyle, ile od ciebie w ciągu ostatniego półrocza - wysyczał mu do ucha, a czując pod sobą szarpnięcie, przycisnął go jeszcze mocniej. - Słuchaj, Josh. Chciałeś poważnego związku to zachowuj się poważnie, a nie jak rozwydrzony bachor, któremu wszystko się należy bez ponoszenia jakiegokolwiek wysiłku. Nie możesz mieć wszystkiego, BO CHCESZ. I nie traktuj Skye jak pierdolonej nagrody! Jeśli jej nie doceniasz to prędzej czy później ją tracisz. Och, a raczej już straciłeś. - Mówiąc to, kątem oka zobaczył wychylającego się zza drzwi obok sąsiada, więc puścił Josha z odrazą i podniósł się. - Ale w jednym masz rację. To nie jej wina - przyznał w końcu, biorąc wszystko na siebie.

Łoś Superktoś

The day the music died

: wt lut 03, 2026 12:17 am
autor: Łoś Superktoś
Josh bywał już w związkach. Dłuższych, krótszych, ale szukał aktywnie na tym świecie kobiety, która może zostałaby w przyszłości panią Haynes. Jak widać, dotychczasowe związki prędzej czy później się rozpadły, ale za każdym razem, gdy spotykał na swej drodze kolejną interesującą kobietę , to liczył, że może tym razem to będzie to. Skye była cudowna i myślał o tym, aby się jej oświadczyć. Była wyjątkową kobietą i naprawdę to widział doceniając ją. Przynajmniej tak mu się wydawało. A to, że nie zawsze się zgadzali? Nie znał pary, która by się nigdy nie kłóciła. Rady od Dominica może bywały trafne, ale przecież facet miał zerowe pojęcie o związkach. Może coś tam naczytał się teorii w internecie, ale nie miał żadnego doświadczenia w praktyce.
- Skoro tyle dostała, to dlaczego jej teraz u Ciebie nie ma?- zauważył próbując się wyszarpać z jego uścisku. Był wkurwiony nie mogąc się ruszyć i słysząc o tym, że jego przyjaciel zabawiał się z jego dziewczyną. Gdyby nie blokował teraz jego ruchów, to z pewnością by mu przywalił.
- Jest nagrodą. Moją nagrodą, którą sobie kurwa próbowałeś przywłaszczyć- dodał wstając od razu, gdy blondyn z niego zszedł. Nie przejmował się jak wygląda. Wciąż był nakręcony i żądny zemsty. Podszedł do niego i złapał go za koszulkę. Ściskając materiał przycisnął go do najbliższej ściany. - Dlatego zachowaj się w stosunku do niej tak jak do każdej innej kobiety - odpierdol się od niej i daj jej spokój- puścił go w końcu strzepując dłonie jakby chciał się pozbyć jego brudu z siebie. Nie był wart, żeby sobie dalej brudzić nim rąk.


Dominic Reyes

The day the music died

: śr lut 04, 2026 10:45 pm
autor: Dominic Reyes
Nie bez powodu związki Josha się rozpadały - jeśli traktował kobiety w ten sam sposób, co Skye to nie powinien się temu dziwić. Z tym, że Dominic nigdy jakoś szczególnie nie przyglądał się przyjacielowi, co takiego się działo, że to nie było to. Właściwie nigdy nie miał tak bliskich stosunków z jego partnerkami, jak z jego obecną. Gdyby nie traktował jej jak przyjaciółki, prawdopodobnie znów nie dostrzegłby błędów, jakie Josh popełniał w stosunku do swojej kobiety. Gdyby Dominicowi na nich nie zależało, w ogóle by się między nich nie wtrącał. Chciał być w porządku, a stało się zupełnie na odwrót.
- Bo zżerają ją wyrzuty sumienia, durniu. Ona cię kochała. Przecież żadne z nas nie chciało cię zranić - usprawiedliwił ich, choć nadal nie zabrzmiało to jak przeprosiny. Ale niestety to zrobili. W pewnym momencie już w pełni świadomie, choć fakt był taki, że tej nocy po prostu zapomnieli o wszelkich niedogodnościach - o tym, że stając się jednością, zranili kogoś bardzo bliskiego.
Na wspomnienie o nagrodzie zacisnął tylko mocniej szczęki i pokręcił głową. Czy Josh czegokolwiek się nauczy? Przecież tak nie mówiło się o kobietach. A w szczególności nie można było tak mówić o Skye! Dalsza bójka jednak nie miała już sensu. W każdym razie nigdy nie zamierzał mu jej odbierać. A już na pewno nie w tak perfidny sposób, wykorzystując sytuację. Nigdy nie chciał być skurwielem, za którego Josh go uważał. Niestety znów na takiego wyszedł. Bo choć raz chciał postawić siebie i swoje potrzeby na pierwszym miejscu i zaznać czegoś więcej.
Kiedy Josh przycisnął go do ściany, już nie stawiał oporu. Po prostu czekał, a jednak usłyszał tylko groźbę. Problem polegał na tym, że nie potrafił zachowywać się względem Skye jak robił to wobec każdej innej kobiety. Za to wniosek był jeden - powinien dać jej spokój. Nie odezwał się do Josha słowem, aż ten go puścił. - Zacznij w końcu traktować ją tak, jak na to zasługuje - rzucił mu na odchodne, tym razem już bez cienia agresji, a raczej z prośbą w głosie. Jeśli miała znów wybrać Josha, to chciał, by spełniła marzenia o kochającym mężczyźnie u swego boku, dla którego nie liczyło się nic, poza nią.

KONIEC