You broke me first, baby
: pn lut 02, 2026 10:06 pm
Znów balansowała na granicy, do której obiecała sobie nie powracać. Życie pisze jednak swoje własne scenariusze i jedyne co jest pewne na tym świecie to śmierć i podatki. Każdy radził sobie z emocjami inaczej, jednemu wystarczyło milczenie, komuś innemu rozwalenie coś, a Madison? Dobra muzyka, jeszcze więcej alkoholu i starzy znajomi, przy których mogła zrzucić te wszystkie maski i być sobą, tak przynajmniej myślała, że jest.
Nie trudno było odnaleźć grupę bogatych dzieciaków, którzy uwielbiali imprezować. Zawsze mieli swoją własną lożę w klubie The Shop. I to właśnie tam dzisiejszego wieczora Maddie skierowała swoje kroki, weszła bez najmniejszego problemu, od wejścia uderzył ją zapach klubowego dymu, duszności i alkoholu. Czuła się jakby wróciła w miejsce, które idealnie do niej pasuje, do towarzystwa, które było jej cholernie pokrewne. Kroczyła po schodach w stronę balkonu z lożami, ubrana w czarną obcisłą mini czuła wzrok wszystkich na sobie, długie blond włosy, które zdecydowała się rozpuścić bujały się na boki z każdym jej kolejnym krokiem. Dopełnieniem tego wszystkiego był figlarny i bezczelny uśmiech, znów była sobą. Bez tych dramatów, bez oceniania co jest dobre, a co złe, dzisiaj plan był prosty, zrobić to co umiała najlepiej: bawić się.
Po wejściu na lożę przywitała się ze znajomymi, alkohol zaczął się lać, kolejka za kolejką, aż Mads totalnie straciła rachubę ile ich w siebie wlała. Potem z przyjaciółkami poszła na parkiet, tańczyła z Kitty, śmiały się i brylowały na samym środku. W pewnym momencie blondynka dostrzegła jak ciemnowłosa wyciąga dwie tabletki, jedną z nich połknęła, a drugą położyła na swoim języku w zapraszającym geście. Lennox nie potrzeba było wiele, przejęła od przyjaciółki tabletkę całując się z nią. I znów...impreza rozkręcała się jeszcze bardziej.
Powiedzenie, że Maddie powoli traciła kontakt z rzeczywistością to jak nie powiedzieć nic, czuła jak jakby ktoś zamknął ją za szybą. Wzrok miała zamglony, głosy i muzyka dochodziły do niej ze sporym echem i opóźnieniem. Tańczyła z jakimś chłopakiem, totalnie nie pamiętała nawet jego twarzy czy imienia, nie za bardzo docierało do niej też co mówił. Jedyne co zapamiętała to jego dłonie na swoim ciele, usta tuż przy jej uchu i na szyi. Chciała się temu poddać, ale jej ciało niekoniecznie, nie czuła przyjemnych dreszczy, nie czuła tego podniecenia, ale to wszystko dlatego, że to nie były jego dłonie, to nie były jego usta tuż przy jej uchu. I nagle niczym fala wróciły do niej wspomnienia z jej mieszkania, znów słyszała wszystko co mu wtedy powiedziała, widziała ból w jego oczach, który rozrywał jej serce.
Zrobiło jej się duszno i słabo, serce waliło jak oszalałe, a jej powoli zaczynało brakować oddechu, musiała wyjść. Wyrwała się z objęć nieznajomego i skierowała się do wyjścia, przepchnęła się przez tłum i dopadła drzwi. Kiedy je przekroczyła uderzył w nią nocny mróz, ale nie zatrzymała się, dość chwiejnym krokiem ruszyła chodnikiem przed siebie. Chciała uciec, chciała znaleźć się jak najdalej, uciekała przed tymi beznadziejnymi emocjami, które ją dopadły. Przeszła dwie ulice od klubu i musiała się zatrzymać, szpilki dość mocno wbijały się w jej nogi, miały jakieś sznurowanie aż do łydki, którego nie potrafiła rozplątać po każda próba pochylenia się kończyła się prawie upadkiem. Miała plan zadzwonić po taksówkę, niby dobry, ale w tym całym dziwnym ataku nie wzięła z loży torebki.
Znów to zrobiła, znów okłamała samą siebie niszcząc własną obietnicę. Plus taki, że wyszła dość wcześniej bo jeszcze kilka godzin w starym towarzystwie i dopiero byłaby tragedia. Tak to zdążyła w ciągu dwóch godzin wymieszać alkohol z lsd, które wchodziło jej zdecydowanie za mocno.
Oparła się nagimi plecami o zimną ścianę budynku przy którym stała, chciała tym sposobem jakoś się otrzeźwić, ale było jej tylko zimno. Musiała wrócić do domu, póki jeszcze tabletki nie zaczęły działać, o wiele bardziej wolałaby mieć zjazd we własnym łóżku.
Ruszyła znów przed siebie, szła zygzakiem, całym chodnikiem niemalże nie wchodząc na jezdnie gdzie kilka pojedynczych aut zaczęło na nią trąbić. Skupiła się na swoich własnych krokach tym samym odrzucając sprzed oczu natrętne wspomnienia z jej apartamentu, które wracały ją bumerang, jakby chciały jej pokazać, że chujowo zrobiła.
Wiedziała to, dotarło to do niej kiedy postanowiła wybrać się do tego klubu, bo wydawało jej się, że tak łatwiej uciszy wyrzuty sumienia.
Klasyczna Madison.
Alexander Hall
Nie trudno było odnaleźć grupę bogatych dzieciaków, którzy uwielbiali imprezować. Zawsze mieli swoją własną lożę w klubie The Shop. I to właśnie tam dzisiejszego wieczora Maddie skierowała swoje kroki, weszła bez najmniejszego problemu, od wejścia uderzył ją zapach klubowego dymu, duszności i alkoholu. Czuła się jakby wróciła w miejsce, które idealnie do niej pasuje, do towarzystwa, które było jej cholernie pokrewne. Kroczyła po schodach w stronę balkonu z lożami, ubrana w czarną obcisłą mini czuła wzrok wszystkich na sobie, długie blond włosy, które zdecydowała się rozpuścić bujały się na boki z każdym jej kolejnym krokiem. Dopełnieniem tego wszystkiego był figlarny i bezczelny uśmiech, znów była sobą. Bez tych dramatów, bez oceniania co jest dobre, a co złe, dzisiaj plan był prosty, zrobić to co umiała najlepiej: bawić się.
Po wejściu na lożę przywitała się ze znajomymi, alkohol zaczął się lać, kolejka za kolejką, aż Mads totalnie straciła rachubę ile ich w siebie wlała. Potem z przyjaciółkami poszła na parkiet, tańczyła z Kitty, śmiały się i brylowały na samym środku. W pewnym momencie blondynka dostrzegła jak ciemnowłosa wyciąga dwie tabletki, jedną z nich połknęła, a drugą położyła na swoim języku w zapraszającym geście. Lennox nie potrzeba było wiele, przejęła od przyjaciółki tabletkę całując się z nią. I znów...impreza rozkręcała się jeszcze bardziej.
Powiedzenie, że Maddie powoli traciła kontakt z rzeczywistością to jak nie powiedzieć nic, czuła jak jakby ktoś zamknął ją za szybą. Wzrok miała zamglony, głosy i muzyka dochodziły do niej ze sporym echem i opóźnieniem. Tańczyła z jakimś chłopakiem, totalnie nie pamiętała nawet jego twarzy czy imienia, nie za bardzo docierało do niej też co mówił. Jedyne co zapamiętała to jego dłonie na swoim ciele, usta tuż przy jej uchu i na szyi. Chciała się temu poddać, ale jej ciało niekoniecznie, nie czuła przyjemnych dreszczy, nie czuła tego podniecenia, ale to wszystko dlatego, że to nie były jego dłonie, to nie były jego usta tuż przy jej uchu. I nagle niczym fala wróciły do niej wspomnienia z jej mieszkania, znów słyszała wszystko co mu wtedy powiedziała, widziała ból w jego oczach, który rozrywał jej serce.
Zrobiło jej się duszno i słabo, serce waliło jak oszalałe, a jej powoli zaczynało brakować oddechu, musiała wyjść. Wyrwała się z objęć nieznajomego i skierowała się do wyjścia, przepchnęła się przez tłum i dopadła drzwi. Kiedy je przekroczyła uderzył w nią nocny mróz, ale nie zatrzymała się, dość chwiejnym krokiem ruszyła chodnikiem przed siebie. Chciała uciec, chciała znaleźć się jak najdalej, uciekała przed tymi beznadziejnymi emocjami, które ją dopadły. Przeszła dwie ulice od klubu i musiała się zatrzymać, szpilki dość mocno wbijały się w jej nogi, miały jakieś sznurowanie aż do łydki, którego nie potrafiła rozplątać po każda próba pochylenia się kończyła się prawie upadkiem. Miała plan zadzwonić po taksówkę, niby dobry, ale w tym całym dziwnym ataku nie wzięła z loży torebki.
Znów to zrobiła, znów okłamała samą siebie niszcząc własną obietnicę. Plus taki, że wyszła dość wcześniej bo jeszcze kilka godzin w starym towarzystwie i dopiero byłaby tragedia. Tak to zdążyła w ciągu dwóch godzin wymieszać alkohol z lsd, które wchodziło jej zdecydowanie za mocno.
Oparła się nagimi plecami o zimną ścianę budynku przy którym stała, chciała tym sposobem jakoś się otrzeźwić, ale było jej tylko zimno. Musiała wrócić do domu, póki jeszcze tabletki nie zaczęły działać, o wiele bardziej wolałaby mieć zjazd we własnym łóżku.
Ruszyła znów przed siebie, szła zygzakiem, całym chodnikiem niemalże nie wchodząc na jezdnie gdzie kilka pojedynczych aut zaczęło na nią trąbić. Skupiła się na swoich własnych krokach tym samym odrzucając sprzed oczu natrętne wspomnienia z jej apartamentu, które wracały ją bumerang, jakby chciały jej pokazać, że chujowo zrobiła.
Wiedziała to, dotarło to do niej kiedy postanowiła wybrać się do tego klubu, bo wydawało jej się, że tak łatwiej uciszy wyrzuty sumienia.
Klasyczna Madison.
Alexander Hall