Strona 1 z 1

rooting for our kid

: wt lut 03, 2026 12:23 am
autor: Evina J. Swanson
Obiecały, że pojawią się na meczu Sama, który rozgrywał się na hali sportowej tego samego kompleksu, w którym młody trenował piłkę nożną. Przynajmniej tyle dobrego, że nie musiały szukać jakiegoś obcego punktu w mieście czy też poza nim.
Szczęśliwie Zaylee nie otrzymała żadnego pilnego wezwania. W teorii zaklepała sobie zawczasu dzień wolny w grafiku, ale zawsze mogło zdarzyć się coś nagłego, co wymagało interwencji jakiegoś wolnego koronera. Była naprawdę zadowolona z tego powodu, bo dzięki temu mogli spędzić wspólnie rodzinne popołudnie.
Evina krocząca przy jej boku mogła śmiało uchodzić za jakiegoś kontuzjowanego sportowca. Kogoś kto miał grać jak te chłystki, ale dostał strzała w kolano i skończył jak skończył. Nie udało jej się przemówić narzeczonej do głosu, aby zostawić laskę w domu, więc część ciężaru ciała opierała właśnie na niej, a część z kolei przełożyła na Miller, którą obejmowała ramieniem.
- Mam nadzieję, że młody się nie stresuje. To dla niego wielki dzień... Wiem, że potrafi się niesamowicie nakręcić, ale na pewno się przejmuje tym jak wypadnie - powiedziała, rozglądając się po trybunach, aby znaleźć jakieś dogodne miejsce, gdzie mogłyby się wygodnie rozsiąść.
Gdzieś po drodze mignęły jej także sylwetki Davisów, którzy również musieli je dostrzec, wnioskując po ich minie. Swanson zastanawiała się czy ich syn również został wyłoniony do pierwszego składu. Po cichu miała nadzieję, że nie. To jedynie udowodniłoby im, że Sammy był naprawdę dużo lepszy od starszego chłopaka, którego jakiś czas temu sprał na kwaśne jabłko. Cóż, na pewno miałaby z tego dziką satysfakcję.

zaylee miller

rooting for our kid

: wt lut 03, 2026 10:37 am
autor: zaylee miller
048.
Nie znosiła sportu, a w szczególności gier zespołowych. A piłka nożna była dla niej już zupełną abstrakcją. Wszystkie zasady wydawały jej się kompletnie bezsensowne. Dlaczego dotknięcie piłki ręką raz było dozwolone, a innym razem karane gwizdkiem? Dziwiło ją też, że faul bywał kwestią interpretacji sędziego oraz że jeden krok za daleko potrafił zamienić gola w spalonego. Evina na bieżąco starała się wszystko tłumaczyć, ale Zaylee była na tę wiedzę wyjątkowo oporna.
Nie rzucała jednak słów na wiatr i kiedy mówiła Samowi, że jeśli tylko czas na to pozwoli, to na pewno zjawi się na meczu, zamierzała dotrzymać obietnicy. Dużo zależało również od samopoczucia Swanson, której kolano wciąż nie dawało o sobie zapomnieć. Wprawdzie rehabilitacja przynosiła pierwsze efekty, ale ból pojawiał się nawet przy najmniejszym wysiłku. Miller nawet sugerowała, że mogą wysłać w delegację na mecz Lucasa, ale narzeczona uparła się, żeby dopingować w tym ważnym dniu Samuela, który przecież bardzo liczył na ich obecność.
Jej również nie umknął widok Davisów, ale nawet nie patrzyła w ich stronę w obawie, że jeszcze dojdzie do jakiejś nieprzyjemnej wymiany zdań, a wtedy Zaylee mogłaby powiedzieć nieco za dużo, chcąc sprowadzić ich do parteru.
Na pewno się stresuje. Ty byś się nie stresowała? — zerknęła na Evinę, kiedy weszły na trybuny i znalazły dogodne miejsca, z których miały dobry widok na boisko. Dziwnym trafem, pomimo że był to mecz chłopców do jakiegoś dwunastego roku życia, hala całkiem gęsto wypełniła się kibicami. W większości byli to członkowie rodzin zawodników, a niektórzy przynieśli nawet ze sobą transparenty z chwytliwymi hasłami. — Ale myślę, że jest bardziej podekscytowany. Cholera, tez powinnam taki zrobić? — wskazała na trybunę naprzeciwko, gdzie jakaś kobieta trzymała w dłoniach duży plakat, którym zagrzewała swojego syna do boju. — Czy Młody powiedziałby, że to siara? — zdjęła płaszcz i przewiesiła go na oparciu krzesła obok.
Miały wokół siebie sporo wolnej przestrzeni, dzięki czemu Swanson w każdej chwili mogła wyprostować nogę, gdy drętwienie kończyny znów zacznie dawać o sobie znać. Lepiej było co jakiś czas zmieniać pozycję (that's what she said), rozpraszając nieprzyjemne mrowienie, zanim przerodzi się w ból. Na szczęście Miller — jak zawsze przezorna — miała w torebce leki przeciwbólowe, na wypadek gdyby dyskomfort okazał się nie do zniesienia. Wiedziała, jak narzeczona zapatruje się na zażywanie proszków z wyraźnym przekonaniem, że środki przeciwbólowe czasami ją otumaniają, dlatego przez długi czas sięgała po nie tylko w ostateczności. Czasem jednak ból stawał się zbyt intensywny, żeby dało się go po prostu przeczekać, a w takich chwilach zdrowy rozsądek ustępował potrzebie ulgi

Evina J. Swanson

rooting for our kid

: wt lut 03, 2026 2:33 pm
autor: Evina J. Swanson
Całe szczęście Zaylee nie musiała znać się na sporcie, aby dopingować ich syna, a w razie potrzeby zawsze miała obok siebie Swanson, która była w stanie jej wytłumaczyć zarówno zasady jak i to, co działo się aktualnie na boisku. Przynajmniej dzięki temu wiedziała, że nie musi przechodzić metamorfozy w Karen i wykłócać się o każdą decyzję sędziego na niekorzyść Sammy'ego.
Evina dawno już zdecydowała, że pojedzie na mecz dziewięciolatka chyba, że będzie wyjątkowo umierać i przez to nie da rady. Kolano wciąż się regenerowało, rehabilitacje przynosiły skutki, ale po każdej sesji czuła też jak wszystko ją boli.
- Nie chodziłam do takiej szkółki. Jak w końcu miałam rozegrać mecz w szkolnej drużynie to bardziej stresowałam się, aby starsza dziewczyna, która mnie wciągnęła do drużyny nie zrobiła na oczach moich rodziców czegoś, co zdradziłoby, że nie jest tylko przyjaciółką - odpowiedziała, przyglądając się zgromadzonym na trybunach rodzinom.
Jako nastolatka dokładała wszelkich starań, aby ukryć przed rodzicami każdą swoją dziewczynę oraz część chłopaków, którzy z pewnością nie zostaliby przez nich zaakceptowani. Nie musieli o wszystkim wiedzieć. Przynajmniej dzięki temu mieli o wiele lepszy obraz swojej jedynej córki, którego nie zaburzały jej liczne i intensywne acz krótkie szkolne miłostki.
- Myślę, że możemy odpuścić bannery. Boję się, że faktycznie uznałby je za obciach... Albo zrobiliby to inni chłopcy i się z tego śmiali - odpowiedziała, czytając ten niezwykle żenujący napis na plakacie dopingującym niejakiego Chrisa.
Rozsiadła się całkiem wygodnie na trybunach, dbając o to, aby ułożyć uszkodzoną nogę w dogodnej pozycji, która nie byłaby dla niej zbyt kłopotliwa. Była świadoma tego, że narzeczona zabrała ze sobą jej leki przeciwbólowe (bo Evina nie chciała sama tego zrobić), ale wolałaby uniknąć sytuacji, gdy byłyby one konieczne.
- Powinni za chwilę wyjść - powiedziała, sprawdziwszy godzinę na wyciągniętym telefonem po czym schowała go do kieszeni po czym pochyliła się ku narzeczonej, aby szepnąć jej konspiracyjnie na ucho. - Myślisz, że będą tu mieć gościa z hot dogami albo popcornem jak na prawdziwym meczu?
Powinni to rozważyć. Wtedy na pewno jeszcze więcej osób obserwowałoby te rozgrywki dziecięce, a ktoś siedzący w gastronomii pewnie zbiłby małą fortunę na takich spotkaniach.

zaylee miller

rooting for our kid

: wt lut 03, 2026 3:04 pm
autor: zaylee miller
Aż parsknęła pod nosem, słysząc opowieść narzeczonej. Posłała jej krótkie, rozbawione spojrzenie, po czym znów przeniosła wzrok na boisko, wodząc nim w poszukiwaniu dziewięciolatka, którego drużyna najwyraźniej wciąż nie raczyła wyjść z szatni.
Chodziłaś tam grać czy się ruchać? — zapytała z wyraźną ironią w głosie.
Mimo złośliwego tonu miała jednak wrażenie, że wspomniana dziewczyna Swanson była raczej osobą z większym taktem. Trudno jej było uwierzyć, żeby tamta pozwalała sobie na czułości podczas publicznego wydarzenia, na oczach całej sali, w tym rodziców, nauczycieli i przypadkowych gapiów. Wtedy to były przecież trochę inne czasy. Nikt nie afiszował się swoją orientacją, a każde odstępstwo od normy było szybko komentowane i wytykane palcami.
Nawet kiedy Zaylee sama chodziła do liceum, unikała podobnych kontrowersji. O ile nie została przyłapana na gorącym uczynku przez własnych rodziców albo, co gorsza, przez ojca Heleny, wszystko pozostawało w bezpiecznej sferze niedomówień. Nigdy nie przyznała się otwarcie do ich nastoletniego związku, chowając go za wymijającymi odpowiedziami i pozornie niewinnymi uśmiechami. Teraz, z perspektywy czasu, wspomnienie tamtej ostrożności wydawało się jej wręcz absurdalne.
W takim razie dobrze, że nie przyszedł mi do głowy taki okropny pomysł — odetchnęła z ulgą, krzywiąc się lekko na widok plakatu dla Chrisa. Oczywiście Miller zrobiłaby to milion razy estetyczniej, ale nie zamierzała wystawiać Sammy'ego na pośmiewisko. Byłaby skłonna zrobić jakiś banner tylko wtedy, gdy chłopiec poprosiłby o to, twierdząc, że to jest cool. Czy dzieciaki używały jeszcze taki słów?
Wyprostowała się na wieść, że Młody za moment wyjdzie na boisko, ale zaraz nachyliła się, wysłuchując pytania narzeczonej, na które zareagowała z nieukrywanym obruszeniem.
Kurwa, wielkie dzięki. Teraz jestem głodna — mruknęła, bo z chęcią opierdoliłaby takiego hot-doga, zapijając go puszką zimnego, wysokosłodzonego napoju. Wtedy, po drugiej stronie trybun, dostrzegła mężczyznę z torbą na przekąski. Może nie sprzedawał popcornu i niczego na ciepło, ale to zawsze coś. — Chyba sprzedaje kanapki? Nie widzę stąd dokładnie. Ty widzisz? Ano tak — wywróciła oczami, zdając sobie sprawę, że w tej kwestii narzeczona jej nie pomoże, bo ciągle wzbraniała się z noszeniem okularów. — Sprawdzimy, jak już podejdzie bliżej — zadecydowała, a wtedy z głośników odezwał się głos, zapowiadający drużynę Sama.
Grupka chłopców wybiegła na halę i Miller natychmiast dojrzała kręcone jasne włosy dziewięciolatka, który przystanął w pewnym momencie i rozejrzał się po trybunach. Razem z Eviną uniosły ręce, a ten rozpromienił się na ich widok i pomachał do nich wesoło. Kolejny dowód na to, że obecność miała znaczenie.
Nie wygląda na zestresowanego — stwierdziła po chwili, bo uśmiech nie schodził z twarzy Młodego. — Poczekaj, dobrze pamiętam, że mówiłaś, że w piłce halowej gra mniej zawodników niż na normalnej murawie? — zapytała, ale za cholerę nie mogła sobie przypomnieć, czy nie pomyliła zasad z koszykówką, których kiedyś próbował nauczyć ją Lucas.

Evina J. Swanson

rooting for our kid

: wt lut 03, 2026 4:25 pm
autor: Evina J. Swanson
Nie mogła się dziwić reakcji Zaylee. Z perspektywy czasu sama wiedziała, że było to głupie, ale wtedy ta zdecydowanie fajniejsza starsza dziewczyna, która zdawała się mieć gdzieś to co myślą inni zdawała jej się być kimś kto w ogóle nie przejmowałby się reakcjami publiczności. Teraz byłaby skłonna zaryzykować, że pewnie też drżała ze strachu o to by nikt się o tym nie dowiedział. Mimo wszystko kiedy miało się te -naście lat to wszystko zdawało się wyglądać zupełnie inaczej. Zwłaszcza, gdy było się po raz pierwszy w takowej relacji.
- Byliśmy dzieciakami. Szalały nam hormony. Naturalnie często schodziliśmy się z innymi sportowcami czy cheerleaderkami - wyjaśniła na swoją obronę choć wcale nie musiała.
Każda szkolna społeczność rządziła się swoimi prawami. Niektóre zdawały się być nieziemne choć minęły dekady od czasów, gdy chociażby Swanson sama uczęszczała do szkoły. Obecnie chyba ich największym zmartwieniem było to, żeby Sammy nie został przez innych zaklasyfikowany jako frajer i nie był przez nich męczony.
Przytaknęła jej w kwestii plakatu, bo był naprawdę okropny. Mogły jednak podpytać subtelnie Sama na temat tego, co sądzi o takich banerach. Całe szczęście młody kiepsko kłamał, więc raz dwa odkryją czy faktycznie był to obciach czy może jedynie tak mówi, a faktycznie ucieszyłby się z takiego gestu. Wszystko było możliwe.
Uśmiechnęła się niewinnie, gdy tylko uświadomiła sobie, że jedynie przypomniała Zaylee o tym, że ma równie bezkresny żołądek co niesforny dziewięciolatek. Całe szczęście, że faktycznie na ten moment wydawało się, że jeden z mężczyzn chodził z kanapkami w pobliżu trybun.
- Kupię ci jedną jak będzie bliżej - zapewniła narzeczoną, ale nie miała w zasadzie czasu na to, aby dodać coś jeszcze, bo wtedy na boisko wbiegła drużyna, w której grał Sam.Namierzenie chłopca nie nastręczyło im zbytnich trudności. On zresztą też dostrzegł je dosyć szybko i pomachał równie energicznie w ich stronę. Naprawdę cieszyła się z tego, że udało im się wspólnie przyjść na ten mecz i nie zawieść oczekiwań chłopca.
- Pewnie adrenalina zaczęła działać - rzuciła w odpowiedzi, ale czuła, że za brakiem stresu mogła stać również ich obecność. - Zwyczajowo pięciu. Chociaż kij ich wie czy będą się tego trzymali.
W końcu chodziło o dzieciaki, więc część zasad mogła ulec zmianie i przykładowo zobaczą na hali biegające drużyny po siedmiu chłopców. Nie miała zielonego pojęcia. Wiedziała jednak tyle, że im mniej graczy tym większe szanse miał ich Sam na to, aby zabłysnąć w drużynie.

zaylee miller

rooting for our kid

: wt lut 03, 2026 6:47 pm
autor: zaylee miller
W szkole średniej Zaylee skupiała się wyłącznie na nauce. Później niewiele się w tej kwestii zmieniło, bo ambicje i konsekwencja w dążeniu do celów zawsze zajmowały w jej życiu pierwsze miejsce. Gdzieś pomiędzy tym wszystkim pojawiały się związki, te bardziej lub mniej trwałe, czasem intensywne, jednak częściej zrzucone na drugi plan. Choć była obecna w relacjach, rzadko angażowała się w nie tak głęboko, jak oczekiwała tego druga strona. Nie miała też żadnych oporów przed tym, żeby wyjechać do Ottawy, zostawiając za sobą pierwszą, wielką miłość.
Twoja hojność nigdy nie przestanie mnie zaskakiwać, kochanie — westchnęła z udawanym rozmarzeniem, kiedy Evina zapewniła, że kupi jej kanapkę. W rzeczywistości naprawdę doceniała ten gest, za który w innych okolicznościach pewnie podziękowałaby z głową między jej udami. Zadziwiające, jaka Miller była przy niej łatwa, jednak Swanson nie powinna mieć żadnych powodów do narzekań.
Na treningu grali chyba całym składem. Trener rozdzielił ich po równo na dwie drużyny — próbowała przypomnieć sobie coś więcej, ale jedyne, co kojarzyła, to jak jeden z chłopców popchnął Samuela z takim impetem, że ten aż się przewrócił. W dalszym ciągu twierdziła, że to był ewidentny faul, chociaż Młody tłumaczył, że to byłe czyste zagranie, bo obaj mieli styczność z piłką. Cokolwiek to znaczyło. — Ale teraz chyba faktycznie będą grać piątkami — wskazała głową na środek hali, gdzie drużyna Sama, która miała na sobie niebiesko-czarne koszulki, ustawiała się na jednej połowie. — Pięciu już z bramkarzem? Czyli czterech w polu? To strasznie mało — stwierdziła, bo może boisko nie było aż tak duże, jak murawa, ale odległość od jednej bramki wydawała się ogromna. Zaylee dostała zadyszki od samego patrzenia.
Trener Hopper udzielił chłopcom ostatnich wskazówek, kładąc na dłoń na ramionach tych, którzy mieli zacząć mecz. Wśród z nich znalazł się Młody, który podbiegł do swoich kolegów. Miller podniosła się z miejsca i zagwizdała głośno na palcach.
Dawaj, Sammy! — krzyknęła, nie mając żadnej gwarancji, że tym sposobem nie robi mu wstydu, ale chyba nie, bo dziewięciolatek spojrzał w ich stronę i znów pomachał, uśmiechając się przy tym szeroko. — Czy to dziwne, że stresuję się bardziej od niego? — zerknęła na narzeczoną, z powrotem siadając na krześle. W powietrzu rozległ się gwizdek, oznajmiający początek rozgrywki.

Evina J. Swanson

rooting for our kid

: wt lut 03, 2026 9:48 pm
autor: Evina J. Swanson
Szczerze powiedziawszy to Evina czasem miała wrażenie, że naprawdę się mocno zmieniła od czasów szkoły, a niekiedy czuła jakby wciąż była tą samą dziewczyną. Zwłaszcza u boku narzeczonej, która potrafiła sprawić, że powracały do niej podobne uczucia jak wtedy, gdy miała lat piętnaście i była zakochana po uszy w tej jednej osobie. Z tą różnicą, że to nie przeszło jej po miesiącu czy dwóch, a trzymało się jej od przeszło roku i... Szczerze mówiąc nie sądziła, aby miało się to kiedykolwiek zmienić.
- Wiem, że pragniesz tej kanapki - rzuciła jeszcze krótko.
Miller była prawdziwym głodomorem, a to przekładało się z kolei na to, że byłaby w stanie zjeść praktycznie wszystko. Włącznie ze Swanson, a może ją szczególnie. Kanapka była tak naprawdę tylko prostym sposobem na wyrażenie uczuć.
- Na to wygląda - mruknęła po czym przytaknęła na jej precyzujące pytanie. - Mają dzięki temu sporo przestrzeni do manewrów. Nie będą się tak tłoczyć.
Przy większej ilości graczy faktycznie mógłby się zrobić większy chaos. Przez moment przyglądała się temu jak trener udziela chłopcom ostatnich wskazówek przed rozpoczęciem meczu i zagrzewa ich do walki. Zaśmiała się krótko, słysząc ekscytację narzeczonej po czym sama pomachała do dziewięciolatka, starając się przekazać mu, że życzy mu sporo szczęścia.
- Zależy ci. To normalne - zapewniła po czym wsunęła swoją dłoń w tę należącą do koronerki i wlepiła spojrzenie w murawę czy też po prostu pole hali.
Sammy jak na obrońcę przystało trzymał się nieco bardziej z tyłu, aby w razie potrzeby poratować bramkarza, ale przez ograniczoną liczbę zawodników też był zmuszony do tego, aby wychodzić bardziej do przodu. Mógł być z niego naprawdę dobry pomocnik, ale widać było, że najpewniej czuł się pilnując gry bliżej pola bramkowego. Nie było w tym nic złego, ale na pewno jeśli chcieli wygrać to musiał wyjść nieco ze swojej strefy komfortu.

zaylee miller

rooting for our kid

: wt lut 03, 2026 10:28 pm
autor: zaylee miller
Nic nie zapowiadało na to, żeby ktokolwiek kiedykolwiek mógł stanąć między nimi. Były z w siebie tak zapatrzone, że w ogóle nie zwracały uwagi na innych ludzi. Zaylee miała pewność, że to przy Evinie chciała spędzić resztę życia, wychować z nią Sama i zestarzeć się w spokoju. Chociaż z tym spokojem to za dużo powiedziane, zważywszy na wykonywane przez nich zawody, w których ciągle coś się działo oraz trudne charaktery.
Na wzmiankę o kanapce, oblizała usta i pochyliła się w kierunku narzeczonej, przesuwając dłonią wzdłuż jej uda. Pochyliła się w bok, praktycznie przyciskając nos do jej ucha.
Ciebie pragnę — wyszeptała, ale równie szybko zabrała rękę i wróciła do swojej poprzedniej pozycji, skupiając swoją uwagę na tym, co działo się na boisku.
Sammy radził sobie... Chyba dobrze? Miller trudno było to stwierdzić, bo trzymał się z tyłu boiska i kiedy tylko piłka znalazła się w zasięgu jego nóg, wykopywał ją daleko do przodu do kolegów, którzy usiłowali dopchać się do bramki przeciwników. Czasami do nich dołączał, żeby zaraz wracać do obrony. Najwyraźniej na tym polegała jego rola, ale widać było, że zdecydowanie lepiej czuł się na swojej połowie. Ciężko było jednak to robić z tak małą ilością zawodników w drużynie.
Zacisnęła mocniej palce na dłoni Swanson, gdy Młody przewrócił się podczas potyczki o piłkę, ale pospiesznie zebrał się na równe nogi i sprintem ruszył za rywalem. Musiała przyznać, że ich dzieciak naprawdę szybko biegał. Dotychczas tego nie zauważyła. Może miał wrodzony talent, a może po prostu chciał się wykazać.
W piłce halowej mecz trwa krócej niż normalnie? Przecież to idzie się zamęczyć — mruknęła, widząc, jak Sam znowu pędzi przy bocznej linii, przedłużając wysokie podanie do kolegi z siódemką na plecach. Wysoki, ciemnowłosy chłopiec przyjął piłkę na klatę, podbił ją kolanem i kopnął prosto w światło bramki. Ale bramkarz przeciwnej drużyny był czujny i w idealnym momencie rzucił się na bok i wybił piłkę pięścią z prawego górnego rogu poza boisko.
Zaylee zaklęła pod nosem i pokręciła z niezadowoleniem głową. Była pewna, że właśnie patrzą na pierwszego gola, ale to chyba jeszcze nie teraz.
Ten rudy chłystek — wskazała podbródkiem na napastnika rywali. — Jest niezły technicznie, no nie? Umie w biegu podbić piłkę piętą i przerzucić ją ponad innym zawodnikiem. Uczyłaś tego Sama, ale niespecjalnie mu to wychodziło — przypomniała sobie ich indywidualny trening w ogrodzie. To znaczy Eviny i Samuela, ona wtedy siedziała na schodach i paliła papierosa, co automatycznie wykluczało ją ze sportowego stylu życia.

Evina J. Swanson

rooting for our kid

: śr lut 04, 2026 12:33 am
autor: Evina J. Swanson
Evina wciąż doskonale pamiętała słowa, które wypowiedziała do Zaylee tej pierwszej wspólnej nocy. Wystarczyłby jeden pocałunek, żebym całkowicie przepadła. To była prawda. Nie potrafiła się od niej uwolnić już od tamtej chwili. Nie przeszkadzało jej to jednak. Było im razem naprawdę dobrze i trzymały się ze sobą niezależnie od tego, co też działo się w ich życiu. Swanson miała jedynie nadzieję, że będzie im dane przeżyć wiele wspólnych lat.
Uśmiechnęła się, gdy tylko poczuła dłoń na swoim udzie, a dźwięczny głos narzeczonej rozbrzmiał przy jej uchu. Niestety wszystko trwało zdecydowanie zbyt krótko jak na jej standardy, ale w końcu były w miejscu publicznym.
- Będziesz mogła mnie mieć ile chcesz jak już zostaniemy same - obiecała jej ściszonym głosem i złożyła drobny pocałunek na jej policzku.
Napawał ją dumą widok Samuela na boisku, bo radził sobie całkiem nieźle. Przede wszystkim jednak nie dawał się innym i nawet jeśli zdarzyło się, że zaliczył brutalniejszy kontakt z drugim graczem to zawsze starał się błyskawicznie podnieść i ruszyć z powrotem do akcji. Właśnie takie momenty zaczynały ją coraz bardziej utwierdzać w przekonaniu, że to właśnie był jej syn. Czasami naprawdę trudno było jej uwierzyć w to, że znają go aż tak krótko.
- Dwie połowy po dwadzieścia minut plus krótka przerwa między nimi - wytłumaczyła pospiesznie, gdy Zaylee spytała o czas trwania meczu.
Podziwiała kolejne akcje zawodników na boisku. To jak Sam kolejny raz przejął piłkę rywala, stosując nieco ryzykowny ślizg, który mógł się skończyć bolesnym faulem jeśli tylko wystartowałby ułamek sekundy za późno, a także podanie wolejem w wykonaniu jego kolegi z drużyny, które prawie mogło zakończyć się golem, gdyby tylko przyjmujący je zawodnik nie stał zbyt blisko bramki przez co miał za ostry kąt do zdobycia punktu.
- Na początku. Potem się już nieco wyrobił, ale dalej nie wychodzi mu to zawsze. Zwłaszcza w biegu - przytaknęła, ale zdecydowanie dziewięciolatek robił spore postępy.
Wciąż nie widziała tego, czego nauczył się przez cały ten czas, gdy była w szpitalu, ale na pewno wystarczyło mu czasu, aby podszkolić się w kilku kwestiach. Pewnie jeszcze zaskoczy ją niejedną rzeczą w trakcie trwania meczu.

zaylee miller