Strona 1 z 2

He asked for a 13, but they drew a 31

: wt lut 03, 2026 5:21 pm
autor: April Finch
#18
Powinna implodować. Zwinąć się w rulon i wpaść pod siedzenie, plącząc się gdzieś na tyle daleko, że jak Teddy sięgnęłaby tam, żeby ją wyciągnąć, to nie dałaby rady dosięgnąć i pewnie złapałaby palcami skrawek kalendarza i wtedy by sobie zdała sprawę, że jej prawdziwym przeznaczeniem jest ta śliczna strażaczka i wtedy... albo nie. Powinna wyskoczyć teraz z samochodu. Otworzyć drzwi i sturlać się na ulicę jak w GTA. Nie jechały aż tak szybko, w grze na bank by przeżyła. Mogłaby też poczekać, aż staną na czerwonym i po prostu wybiec i tak biec przed siebie aż dobiegnie do granicy ze Stanami Zjednoczonymi, aż dotrze do Vermont, a to pewnie chwile potrwa, bo musi biec ciągle wzdłuż jeziora Ontario i może powinna się w nim utopić zanim jeszcze dobiegnie do Królowej Theodory Apreddy LXIX, bo lepiej młodej nie narażać na kontakty z taką jebniętą ciotką. I mogłaby też...
Gwałtowne manewry drogowe nieco spowolniły potok myśli, ale dopiero głos Teddy ją z nich wytrącił. Obróciła głowę powoli w jej stronę, marszcząc brwi. Przyglądała jej się bardzo podejrzliwie przez dłuższą chwilę, jakby spodziewała się, że zaraz dowie się, że to tylko taki żarcik. Ale nic na to nie wskazywało. Rozchyliła wargi, bo szok wreszcie zajął miejsce podejrzliwości.
— Poważnie? O matko, tak, zajebiście, świetnie, zróbmy to natychmiast. — Entuzjazm wlał się w nią z gwałtownością Ice Bucket Challenge. Zmartwienia odeszły na drugi plan. Zdecydowanie nie zapomniała o swojej kompromitacji. To jedna z tych myśli, która krąży natrętnie po głowie, nie dając zasnąć. Ale na razie nie ma spanka! Wyłączyła wszystkie pracowe aplikacje, porzucając też obowiązki. Musiała załatwić kogoś, kto im zrobi też tatuaż, zanim się rozmyślą. Tak robią wszyscy odpowiedzialni, dorośli ludzie. Ale skąd teraz wytrzaśnie miejsce, które przyjmie je o tej godzinie i będzie miało wolny termin? W przypadku Finch odpowiedź jest często bardzo podobna. Przecież ma byłą dziewczynę, która jest tatuatorką. Nie rozstawały się w aranżacji trzaskanych wazonów, miały całkiem niezły kontakt, w ogóle nie powinno być niezręcznie. Była na bank uczestniczyła w takich sytuacjach co najmniej kilka razy w miesiącu.
— Jedź do Vanty. Ogarnie nas — rzuciła znad telefonu, przesyłając jej od razu pinezkę z adresem, gdyby go nie pamiętała. Relacja April i Vanty, a właściwie Juno, bo tak miała na imię, nie była nigdy tajemnicą. Darling mogła jeszcze pamiętać. Kręciły ze sobą jakieś trzy lata temu, ale nie trwało to zbyt długo. April, klasycznie, wpadła w stan totalnego upojenia tatuatorką, ale po jakimś czasie dotarło do nich, że mają totalnie inne priorytety i nie chcą marnować swojego czasu. Nie wydarzyła się żadna okrutna tragedia, nikt nikogo nie skrzywdził, nie miały powodu chować urazy. Finch oczywiście płakała za nią wiele nocy, ale wspomnienie rozeszło się po kościach, a gdy spotkały się przypadkiem kilka miesięcy później, relacja po prostu wróciła do kumpelskiej normy.
— Nie wiem na co się zdecydować. Może ja If I were a train, I'd be late again a ty If I were a swan, I'd be gone? O albo For long you live oraz high you fly. Albo takie szklane akwaria po jedynej rybce w każdym. — Znów spojrzała na nią znad telefonu. Pierwsza paleta pomysłów związana była ściśle z Pink Floyd. Nie powinna jednak opierać ich wspólnego tatuażu na własnej pasji. Zagryzła wargę, zastanawiając się coraz mocniej.
— Hm. Chciałam zasugerować datę i współrzędne pierwszego pocałunku, ale to było w domu moich rodziców, więc... ugh. Może nie. — Wywróciła oczami zirytowana. To byłby bardzo sztampowy pomysł, ale miał w sobie sporo uroku. Szkoda tylko, że otoczenie nie było aż tak magiczne. No może pokój April był, ale gorzej z resztą. Z tej całej ekscytacji nawet nie wyczuła, że tak dokładne pamiętanie tamtego momentu może być nieco dziwne.
— Ja mogę mieć gaśnicę, a ty aparat. Jedna Alt, a druga F4. Krowa i kruczak? Blanta i zapalniczkę? Misia bez głowy i obcięty łeb? Albo nie – misia i tulipan. Dobra, to trochę tandetne. — Widać, że była nakręcona jak szwajcarski zegarek. Oczy świeciły się jej radośnie, roznosiła ją energia, jakby w międzyczasie zdążyła się gdzieś nafurać. Z każdym kolejnym pomysłem zaczynała sprawiać wrażenie coraz bardziej załamanej. Kwestionowała każdy pomysł, jakby wszystkie nadawały się co najwyżej na śmieci. Spojrzała niezadowolona na telefon, który śmiał zawibrować. Na szczęście to tylko gif ze smutnym Pablo Escobarem, którym Vanta dawała znać, że jest na nie gotowa. Finch obróciła ekran w stronę Teddy, żeby potwierdzić jej, że wszystko zaklepane i teraz już muszą coś wymyślić.

teddy darling

He asked for a 13, but they drew a 31

: wt lut 03, 2026 6:14 pm
autor: teddy darling
030.
Oczywiście, że pamiętała Vantę. Jak mogłaby o niej zapomnieć? Pamiętała wszystkie dziewczyny, po który April wylewała potoki łez. Okej, może niekoniecznie z imienia i nazwiska, bo te trudno było jej przypisać do odpowiednich twarzy, ale błyskawicznie połączyła kropki, bo Vanta była tatuatorką, a Finch nie była w związku z żadnymi innymi, które robiły dziary. Chyba? Musiałaby wygrzebać więcej wspomnieć z otchłani swojej głowy.
Na śmierć jednak zapomniała, że ich pierwszy pocałunek był w domu rodziców przyjaciółki. To wywołało uśmiech na jej twarzy, ale pomysł ze współrzędnymi już niespecjalnie przypadł jej do gustu.
No pewnie i co jeszcze? — zerknęła na nią, zawracając i ruszając w kierunku wskazanej lokalizacji. Miały kawałek do przejechania, ale o tej porze poza centrum nie powinno być jakichś drastycznych korków. — Może od razu wytatuuję sobie twoją matkę, a ty swojego ojca? — posłała jej rozbawione spojrzenie, które szybko odwróciła, żeby w pełni skupić się na drodze.
Teksty piosenek wydały się z kolei fajną opcją. Reszta też był spoko, chociaż Teddy nijak miała się do zapalniczki, bo przecież paliła od święta i daleko było jej do piromanki. Ona gasiła pożary i co najwyżej rozpalała serce April. To znaczy, co?
Daj mi tam najpierw dojechać i zaraz pomyślimy — musiała sprowadzić ją trochę na ziemię. Miały już ustalone, że robią tatuaże, był też ktoś, kto mógł wykonać je od ręki, a jednak decyzja była poważna. Chciałoby się powiedzieć, że na całe życie, ale w czasach, w których z łatwością dało się je usunąć, nie brzmiało to aż tak autentycznie. — Ale gdzie te dziary? Na rękach? Chcesz, żeby się łączyły, jak przyłożymy do siebie przedramiona? Czy wolisz, żeby były gdzieś ukryte? Nie no, to mija się z celem — pokręciła głową i pomimo że mniszka lekarskiego wytatuowała sobie na łopatce, to wcale nie był taki całkiem niewidoczny! No dobra, może pod mundurem strażackim nie był go widać, ale pod na plaży już tak. I przy wyciętej na plecach bluzce. I w łóżku.
Pewnie ekscytacja przyjaciółki udzieliłaby jej się bardziej, gdyby nie musiała teraz prowadzić. W pewnym momencie jakiś palant zjechał na ich pas włączonego kierunkowskazu i Teddy zahamowała tak gwałtownie, że lustro z tyłu samochodu przesunęło się niebezpiecznie.
Jezu, przepraszam! Nic ci nie jest? — spojrzała na Finch. Gdyby nie pasy, to faktycznie wyjebałoby ją przez przednią szybę jak GTA. Albo jak Franklina na motorze. — Jak jeździsz, debilu?! — nacisnęła na klakson i uspokoiła się dopiero, jak porządnie otrąbiła tego frajera. — Kutas — podsumowała krótko. Nie była raczej agresywnym kierowcą, ale jak ktoś robił jej takie numery, to niby jak miała zachować spokój? Odstrzeliłaby wszystkich kierowców, którzy wyciągnęli prawko z paczki chipsów.
Odbiła w lewo w kierunku wschodniej dzielnicy miasta i wjechała w boczną uliczkę, gdzie znajdowało się studio, w którym pracowała Vanta. Zaparkowała prostopadle do krawężnika i zgasiła silnik.
No dobrze, to teraz jeszcze raz — nacisnęła klamrę od pasa. — Tekst z jakieś piosenki Floydów? Kotopies? Chip i Dale? Tramp i Lady? Słuchaj, zawsze możesz wydziarać sobie moje imię — nachyliła się, żeby musnąć usta przyjaciółki. To dopiero było tandetne! Nie pocałunek, ale dziara z imionami. Czy ludzie jeszcze tak w ogóle robili?

April Finch

He asked for a 13, but they drew a 31

: wt lut 03, 2026 8:05 pm
autor: April Finch
Miała całe naręczne minionych relacji, ale faktycznie to była nigdy blisko z nikim innym, kto tatuował. Bez względu na swój pseudonim artystyczny Vanta mogła uchodzić w jej kolekcji za białego kruka! Finch powinna kiedyś zrobić jakąś wielką rozpiskę swoich byłych miłostek. Albo taki kolekcjonerski album! To pomył na kolejną randkę, mogłyby stworzyć razem taki slutscrapbook. Przecież Darling też będzie sporą część kojarzyć, a kilka okaże się pewnie ciekawymi niespodziankami. Romantycznie.
Jęknęła załamana wizją tatuażu z rodzicami. Jeżeli istniało coś, co mogło zniszczyć relację przyjaciółek, to był właśnie taki tatuaż. Apil nie byłaby w stanie funkcjonować w pobliżu Teddy, wykańczałoby ją to psychicznie. To już lepsze byłby połówki przełamanego serca. Na szczęście obie dostrzegały makabrę tatuażu z jej domem rodzinnym.
Kolejne pomysły przelatywały jej przez myśli, jeden głupszy od drugiego. Im bardziej starała się znaleźć coś wyjątkowego, w tym większe absurdy odlatywała. Chciała, by tatuaże były w pełni uczciwe. Nie zarzuci jej przecież dwiema krowami czy postaciami z jej ulubionych gier. To musiało być coś, z czym zgodzą się obie i odnajdą w tym radość nawet bez obecności tej drugiej obok.
— Ukryte na pewno nie. Myślałam o ręce albo udzie. Nie musimy mieć w tym samym miejscu, spokojnie. Wybierz, co tylko chcesz. — Przesunęła bardzo powoli wzrokiem od jej szyi na sam dół. W myślach mapowała, gdzie kolejny tatuaż na ciele Teddy wyglądałby najlepiej. Bardzo szybko doszła do wniosku, że właściwie wszędzie. Może to przez to, że do takich wyobrażeń musiała też w myślach zdjąć z niej sukienkę? Bez niczego wyglądała przecież nawet lepiej, co we wszystkim. Rozbawiona własną głową wypuściła powietrze przez nos i przykleiła się znowu plecami do siedzenia, bo zauważyła, że w którymś momencie nachyliła się w stronę przyjaciółki, by mieć lepszy widok na jej nogi. Wbiła wzrok w ulicę przed nimi, kompletnie nie skupiając się na samochodach, chociaż bardzo chciała. W większości sytuacji żałowała, że ludzie wprost nie są w stanie wymieniać się myślami, ale teraz mogła się tylko cieszyć, że Darling nie była w stanie czytać w jej umyśle jak z książki. Obrazkowej. Zasłoniła usta dłonią, żeby ukryć uśmiech, który się na nie cisnął. A akurat tę minę Teddy poznałaby od razu. Pewnie trwałaby w tym jeszcze dłuższą chwilę, gdyby nie gwałtowne hamowanie. Złapała za rączkę pod sufitem, przestraszona tym, co się właściwie stało. Nie skupiała się na drodze, nawet nie zauważyła drugiego samochodu. Właśnie dlatego to Darling zazwyczaj była kierowcą. Dobrze, że nic się nikomu nie stało.
— Żyję, a ty nie masz za co przepraszać. Dobry refleks — pochwaliła ją szczerze. Pogłaskała ją wierzchem dłoni po policzku, chcąc nieco ukoić jej nerwy. Nie chciała, żeby się niepotrzebnie stresowała, skoro jej zdolności uratowały im kręgosłupy albo życia.
— Żadnego imienia. Może być ten pluszak, jeśli chcesz mnie tak oznaczyć. — Złapała ją od razu za ramię, żeby przypadkiem nie myślała o odsuwaniu się i skradła jeszcze jeden, głębszy pocałunek.
— Ale wiesz, że mamy być obie zadowolone z wyboru, nie? Cokolwiek z tych rzeczy w ogóle do ciebie przemawia? — Nie chciała jej wkręcić w jakąś totalną durnotę, której się będzie potem wstydzić. Tolerancja Finch na głupoty była nieco większa.
Wysiadła z samochodu, zanim Teddy zdążyła jej otworzyć drzwi. Nie próbowała jej robić na złość, to ekscytacja. Spojrzała na nią ponaglająco, przebierając nogami ze zniecierpliwienia. I zimna, bo przecież jej płaszcz leżał pod meblami. Weszły do salonu, mijając się w drzwiach z jakimś wytatuowanym Japończykiem, który serdecznie się do nich uśmiechnął. Trybiki April zaczęły nakręcać się ze zdwojoną mocą, bo wiedziała, że skąd go kojarzy.
— Dobranoc, Aoi! — krzyknęła za nim, gdy był już kawałek dalej. Na szczęście obrócił się i im pomachał. Pracował w tym samym studiu co Vanta od lat. W środku była już tylko Juno. Rozstawiała stanowisko, nucąc pod nosem piosenkę sączącą się z głośników. April uśmiechnęła się szeroko. Przez moment poczuła się jak cofnięta w czasie. Dziewczyna przez te lata w ogóle się nie zmieniła. Nadal miała te same, proste, czarne włosy do ramion i taką samą grzywkę. Miała na sobie oversizowy t-shirt, który służył chyba za sukienkę. Finch spojrzała na jej nogi, przykryte kabaretkami. Chyba przybyło jej tatuaży. Vanta zawsze była dla niej inspiracją. Przekładała bycie zdzirowatą ponad każdą pogodę. April wielokrotnie myślała o niej, zastanawiając się, czy danego wieczoru woli wyglądać dobrze, czy żeby było jej ciepło. Przytuliła dziewczynę i ucałowała jej policzki.
— Cześć, Słońce. Przepraszamy, że tak nagle, ale to dość spontaniczna akcja. Pamiętasz Teddy? — Wskazała na strażaczkę, uśmiechając się szeroko. Nie przypominała sobie, żeby między tą dwójką zawiązała się kiedyś jakaś wielka przyjaźń, ale może po prostu o tym nie wiedziała? Kto je tam wie, jakie wiadomości mogły wymieniać za plecami April po rozstaniu!
Nie dałabym rady zapomnieć. Wchodźcie, rozgośćcie się.Vanta powitała Darling subtelnym uśmiechem, przyglądając się obu dziewczynom z rozbawieniem. April chyba jej nie ostrzegła, że przyjdą na galowo.
Zaraz będę gotowa. Macie już gotową koncepcję? — dodała, sięgając po tablet. Usiadła na kanapie, wskazując na miejsca obok siebie. W tym samym czasie Finch skierowała się w stronę oblepionych naklejkami drzwi. Za nimi była kuchnia, a w w niej lodówka, z której przyniosła każdej po Coli. Naprawdę nic się tu nie zmieniło, nawet butelki leżały na tej samej półce.

teddy darling

He asked for a 13, but they drew a 31

: wt lut 03, 2026 8:47 pm
autor: teddy darling
Zdecydowanie powinny zrobić tablicę jak w The L Word, która byłaby mapa powiązań seksualnych i romantycznych pomiędzy kobietami, z którymi kiedykolwiek spały. Na pewno w którymś momencie stwierdziłyby, że zaliczyły tę samą laskę, a potem okazałoby się, że większość z nich również ze sobą sypiała. Tak to w końcu działało w lesbijskim świecie!
Nie chcesz wyryć sobie mojego imienia na piersi? I ty nazywasz się moją przyjaciółką? — prychnęła z udawanym oburzeniem, kręcąc głową, gdy wysiadały z samochodu.
Mroźne powietrze momentalnie dało o sobie znać. Jej płaszcz też został gdzieś z tyłu. Jeśli dalej będą łazić tak roznegliżowane, to faktycznie się pochorują i następny tydzień spędzą w łóżku. Normalnie nie miałaby nic przeciwko, ale wolałaby to robić bez gorączki i glutów po pas.
Najbardziej przemawiają do mnie wersy piosenek — oznajmiła i chociaż miały do przejścia tylko kilka metrów, zapobiegawczo otuliła się szalikiem. — Napisy z ładnym fontem będą dobrze wyglądać zarówno na ręce, jak i na nodze. Następnym razem możemy zrobić sobie coś bardziej wyzywającego — skitowała, dając April do zrozumienia, że to wcale nie musi być ich pierwszy i jednocześnie ostatni wspólny tatuaż.
Bo tak właściwie, dlaczego nie wpadły na to wcześniej? Pewnie dlatego, że dopiero teraz zdecydowały, żeby pójść na randkę. Bo w głowie Daling to była randka. I gdyby Finch widziała dzisiejszy dzień inaczej i traktowała go jak zwykłe spotkanie przyjaciółek, Teddy pewnie nic by nie powiedziała, ale i tak byłoby jej zajebiście przykro.
Vantę miała okazję poznać przy okazji jednego ze wspólnych wypadów do miasta. Potem widziały się jeszcze kilka razy, choć raczej przelotnie, a jej obraz w dużej mierze składał się z urywków zasłyszanych z opowieści April. Gdyby spotkała ją teraz zupełnie przypadkiem, prawdopodobnie nie skojarzyłaby jej ani z żadną konkretną sytuacją, ani tym bardziej z faktem, że kiedyś była związana z Finch. Mimo to coś w niej drgnęło. Zmrużyła oczy, obserwując, jak przyjaciółka czule wita się ze swoją byłą. Przez moment poczuła ukłucie irytacji, chociaż wiedziała, że nie ma ku temu realnych powodów. Szybko jednak przykleiła na twarz nieszczery uśmiech i usiadła na kanapie.
Właściwie nie do końca — odezwała się, zakładając nogę na nogę z gracją godną prawdziwej damy. — Mogłybyśmy poprosić, żebyś zasugerowała nam, co będzie do nas pasować, ale chyba aż tak ci nie ufam — ton, którym to wypowiedziała, zdradzał, że Teddy żartowała, choć w jej spojrzeniu błysnęło coś, co mogło sugerować, że w tym dowcipie tkwi jednak ziarnko prawdy. — To co, April? — zwróciła się do przyjaciółki, która rozglądała się po salonie z wyraźnym sentymentem. — Tekst jakieś piosenki czy zrodziła ci się jakaś inna myśl? Obiecuję, że nie będę ci tego wypominać. Zbyt długo — zaznaczyła, żeby tutaj też miały jasność. Tak naprawdę nie miałaby serca, żeby znęcać się na nią zbyt długo za to, że strzeliły sobie na przedramionach krowę i kurczaka. Albo ich rodziców. A właściwie po parze nóg bez tułowia. Swoją drogą biała sukienka w czerwone grochy i zielone spodnie w paski to byłby całkiem spoko motyw!

April Finch

He asked for a 13, but they drew a 31

: wt lut 03, 2026 9:21 pm
autor: April Finch
To, jak trudno przychodziło jej podjęcie decyzji, było jednym z powodów, przez które nie była wydziarana od góry do dołu. Tatuaże zawsze jej się podobały i była pewna, że wyglądałaby w nich bardzo dobrze. Ale jak już przychodziło co do czego, to miała w sobie tyle pomysłów, że nie mogła żadnego przypieczętować. Nie martwiła się nigdy, że mogłaby żałować po latach złego wyboru, to raczej panika związana z wzięciem się w garść tu i teraz. Dlatego nawet Vanta niczego jej nie wytatuowała, gdy były jeszcze razem, chociaż jej to proponowała. Teraz będzie miała okazję, chociaż pewnie nie takich okoliczności się spodziewała. Następnym razem powinny pewnie wybrać kogoś innego, żeby nie narażać się na niezręczność. Chociaż Finch wychodziła z założenia, że nie było żadnych szans, by zrobiło się w studiu dziwnie.
Vanta uniosła brew w reakcji na słowa u zaufaniu. Była teraz bardziej uważna i ogarnięta niż April, więc pewnie dostrzegała w tym coś, czego Finch w ogóle nie zauważyła. Snuła się ciągle po studiu, oglądając nowe, dostępne wzory, jakie tatuatorzy powiesili na kalkach nad swoimi stanowiskami. Odpływała lekko we wspomnienia, nie docierając jednak do myśli, co by było gdyby. Po prostu bardzo dawno tu nie była.
For long you live i high you fly chyba najbardziej do nas pasuje. — Stwierdziła, obracając się w stronę kanapy. Widząc Teddy i Juno siedzące obok siebie, poczuła się nieco dziwnie. Nie trafiły przecież do jednego pomieszczenia razem po raz pierwszy, a jednak ta sytuacja miała w sobie znamiona jakiejś pokręconej nowości. Była nadal świecie przekonana, że tylko ona to dostrzega.
Pink Floyd? Zajebisty wybór. Dajcie mi chwilę.Vanta pokiwała głową z uznaniem i nachyliła się na tabletem, by wybrać kilka krojów pisma, które jej zdaniem najlepiej pasowałyby do tych słów. April podeszła wreszcie do kanapy, odstawiła butelkę na stolik niedaleko. Przez pół sekundy wahała się, gdzie powinna usiąść. Panny rozdziały się w taki sposób, że właściwie zyskała multum możliwości. Niedobrze, miała już serdecznie dość decyzji. Usiadła w końcu między nimi. Wciąż była blisko Teddy, ale nadal mogła zaglądać przez ramię Vancie, czekając, aż skończy rysować.
— Albo zarys Mont Tremblant? — dopytała jeszcze, patrząc na Darling. Juno podniosła na nie wzrok i pokręciła głową z rozbawieniem. Pewnie spodziewała się, że wizyta April będzie oznaczała wiele prób i zmian zdania. Zgodziła się je przyjąć z własnej woli. Była zdesperowana albo po prostu jej to nie przeszkadzało! Pomysł z górą wpadł jej do głowy dość nagle. Miał swoje wady. Wspólny Sylwester był świetny, ale czy nie będzie się Teddy za bardzo kojarzył z tym, co wydarzyło się na początku stycznia? ZZ drugiej strony, tamte dni zajmowały szczególe miejsce w sercu April, szkoda byłoby nawet tego nie rozważyć. Taki prosty, geometryczny obraz był przy okazji dość subtelny. Dużo bardziej niż imię napisane gotycką czcionką. Niezależnie od tego, co i kiedy im się przytrafi, stanowił własną, osobną historię, przez którą nikt nie będzie dopytywał, gdzie jest druga część. Westchnęła i spojrzała na Teddy błagalnie. Zdecydowanie potrzebowała kopnięcia w dupsko i męskiej decyzji.
To co, mam się przerzucić na górę czy kontynuować któreś z tych? — Juno położyła rękę na ramieniu April, nachylając się bardziej w stronę pary. Podsunęła im bliżej tablet, na którym zaczęła już rysować kilka pierwszych słów cytatu różnymi krojami pisma. Na szczęście żaden nie był przesadnie fikuśny. Ani gotycki. Nie był też Comic Sansem. Pamiętała jeszcze, co April lubi. Finch przyniosło to ulgę, bo to potencjalnie zmniejszało liczbę decyzji do podjęcia.

teddy darling

He asked for a 13, but they drew a 31

: wt lut 03, 2026 10:03 pm
autor: teddy darling
Było dziwnie. A na pewno Teddy czuła się cholernie dziwnie, chociaż wcale nie powinna. Nie widziała przecież Vanty na oczy pierwszy raz w życiu i wiedziała, co kiedyś łączyło ją z April. No właśnie kiedyś. Ale i tak chodziło o to, że coś je łączyło. Musiała jednak zepchnąć świadomość na dalszy plan albo w ogóle najlepiej wyrzucić to z głowy. Jakie to miało teraz znaczenie? Absolutnie żadne. To z nią Finch robiła sobie wspólny tatuaż, a nie z byłą dziewczyną!
Posłała przyjaciółce ciepły uśmiech, kiedy ta usiadła między nimi i pokiwała głową. Pierwszy wers refrenu Breathe pasował do nich idealnie. W tym akurat były zgodne i wszystko wskazywało na to, że klamka zapadła. Ale wtedy April wyskoczyła z zarysem Mont Tremblant i Teddy zgłupiała. Nie dlatego, że to był zły pomysł. Wręcz przeciwnie, był autentycznie genialny! Darling żałowała, że sama na to nie wpadła. Z powitania Nowego Roku miały naprawdę piękne wspomnienia, które wcale nie kojarzyły jej się z tym, co wydarzyło się po powrocie do Toronto. Tamte dwa tygodnie Darling milczenia wymazała z pamięci. A przynajmniej starała się wymazać, bo czasami jeszcze do niej wracały w najmniej spodziewanych momentach.
A możemy to połączyć? — zapytała, pochylając się bliżej, żeby stuknąć palcem w tablet, który Vanta trzymała w ręce. — Zrobić zarys gór i wpleść w to tekst? Jakoś nad górami albo gdzieś pomiędzy nimi? — zasugerowała swoją wizję i zerknęła na April, upewniając się, czy tak będzie w porządku. I dlaczego to właśnie Teddy miała podejmować ostateczną decyzję? Miały ją podjąć wspólnie, żeby obie były nie tylko po prostu zadowolone, ale zachwycone nowymi tatuażami. Przyjaciółka absolutnie nie mogła stawiać jej w takiej sytuacji. Ale skoro już postawiła, musiała przyjąć to na klatę.
Spojrzała wyczekująco na Finch. Albo tylko tekst, albo tekst z górami. Mogły być też same góry, dla niej wszystkie wersje były świetne, a wybór znacznie się zawęził. To już nie mogło być aż takie trudne! Vante też zerknęła na byłą dziewczynę, żeby potwierdzić finalny projekt i przejść w końcu do działania. W międzyczasie Darling podniosła się z kanapy i zaczęła się rozbierać, co z pewnością nie umknęło uwadze żadnej z nich.
Muszę zdjąć sukienkę, nie podwinę w niej rękawów — wyjaśniła takim tonem, jakby to była najbardziej oczywista rzecz na świecie. Przedramię wydało jej się bardziej odpowiednie miejsce na tatuaż niż udo. Zresztą w obu przypadkach i tak musiałaby zdjąć kieckę, żeby Vanta mogła zrobić swoje.
Nie zastanawiając się dłużej, pociągnęła za sznurek na plecach i rozplątała kokardkę, po czym zsunęła materiał z ramion. Wprawdzie dół mógł zostać, ale tak z kolei niewygodnie było się poruszać, więc wyplątała nogi i odwiesiła sukienkę na oparcie krzesła. Odwróciła się do nich plecami i w samej czarnej, koronkowej bieliźnie usiadła w skórzanym, regulowanym fotelu.
No dalej, April — ponagliła przyjaciółkę. — Krótka piłka — uniosła wymownie brwi, bo ona była już gotowa i trochę się czuła jak na wizycie u ginekologa Z tą tylko różnicą, że nikt nie kazał jej rozkładać nóg.

April Finch

He asked for a 13, but they drew a 31

: śr lut 04, 2026 10:33 am
autor: April Finch
Pomysł na połącznie pomysłów spotkał się z dużym entuzjazmem, zarówno ze strony April, jak i Vanty. Artystka pokiwała tylko głową i oparła się wygodnie o kanapę, zanurzając się w swoim dziele. Pomysł nie był skomplikowany, projekt powinien być gotowy dosyć szybko.
— To brzmi bardzo dobrze. Może jednak powinnaś robić w branży kreatywnej? — To dopiero byłoby coś! Zamiast włazić do płonących, walących się budynków, mogłaby po prostu wytężać umysł. Przynajmniej April przestałaby się bać o jej życie. W drodze do pracy w biurze nadal może ją oczywiście potrącić samochód i zginie na miejscu, ale szanse były nieco mniejsze. Nie wciągnęłaby jej raczej do swojej własnej branży. Podejrzewała, że managerowie, którymi zarządzała, wykończyliby Teddy dość szybko, a influencerów, za których byli odpowiedzialni, wykończyłaby sama. Ale może po prostu skrywała więcej artystycznych zdolności niż do tej pory uważała? A nawet jeśli nie, to przecież nie trzeba było być artystką, żeby obracać się wśród takich osób. Miałaby z tego same korzyści! Poznałaby masę ciekawych osobowości i może uzupełniłaby własny katalog dziewczyn o takie białe kruki jak Vanta? No dobrze, to był jednak bardzo zły pomysł. Powinna zostać w jednostce, gdzie jest otoczona samymi chłopami i tą jedną długonogą larwą, która... cholera.
Finch oparła się wygodnie o kanapę, gdy Teddy się z niej podniosła. Była pewna, że po prostu pójdzie do łazienki i jakoś się ogarnie. Albo poprosi o jakieś spodnie. Albo poradzi sobie w jakkolwiek cywilizowany sposób. Nie dotarło do niej, że przecież przyznała wprost, że ma zamiar się zaraz rozebrać. Oparła głowę o ramię Vanty, przyglądając się powstającemu na jej oczach projektowi tatuażu. Zapowiadało się naprawdę super. Zawsze podobał jej się styl Juno, inaczej przecież by jej nie poderwała. A może to ona została poderwana? Artystkę trudno było czasem wyczuć.
Podniosła wzrok znad tableta, żeby sprawdzić, jak idą przygotowania. Zdecydowanie były już sfinalizowane. Przyglądała się Teddy przez moment w milczeniu, bez żadnej reakcji, jakby nie docierało do niej, co się wydarzyło. W pewnym momencie na szczęście dotarło. Wyprostowała się od razu, odrywając się od Vanty. Otworzyła usta, chcąc coś powiedzieć, ale szybko zrezygnowała z tego pomysłu. Co miała niby zrobić? Zaprotestować? Była w tym działaniu jakaś logika. Darling to przecież dorosła i wolna kobieta, mogła się rozbierać kiedy chciała, gdzie chciała i przed kim chciała. No dobrze, prawo też miało w tej kwestii coś do powiedzenia. Na pewno więcej niż April.
— Em. Tak, tak. Zróbmy to. Też chcę na ręce. — Starała się brzmieć tak zwyczajnie, jak tylko się dało, choć pewnie szło jej dość kiepsko. Vanta podniosła wzrok znad tabelta na Teddy, ale jej jedyną reakcją na tę sytuację był uśmiech. To akurat mogło jej się przydarzać dość regularnie.
— To co, idę drukować kalkę?Pokazała projekt siedzącej obok niej Finch. To pozwoliło jej się znowu uśmiechnąć. Całość wyglądała bardzo dobrze. Zarys był subtelny, a oba wersy wtapiały się w krajobraz zadziwiająco naturalnie, jakby góra była skonstruowana w rzeczywistości z takich słów.
— Drukuj — potwierdziła. Vanta miała na tyle rozsądku, że zanim w ogóle ruszyła w stronę drukarki, podeszła jeszcze do Teddy, chcąc uzyskać akceptację względem jej wersji lub dopasować ją na podstawie sugestii. Dopiero po klepnięciu projektu przez obie dziewczyny, usiadła przy ladzie i wzięła się za drukowanie. W międzyczasie April znowu sięgnęła po telefon, żeby dokończyć załatwianie sprawunków. No dobrze, przede wszystkim chciała zrobić zdjęcie Teddy w tym absurdalnym anturażu. Dopiero po tym odpaliła skrzynkę. Z głośników w studio zaczęły lecieć pierwsze nuty z The Dark Side of the Moon. Vanta najwyraźniej chciał wprowadzić przyjemniejszy nastrój. Od teraz proces był właściwie nieskomplikowany, a przynajmniej dla klientek. Artystka podeszła z Darling do lustra, by przykleić jej kalkę tam, gdzie sobie wymyśliła. Kiedy dopasowały idealne miejsce, zaprosiła ją na fotel.
Usiądź tak, żeby ci było wygodnie. Oprzyj tutaj rękę. Jakby zrobiło ci się słabo, chciałabyś zrobić przerwę albo będziesz miała jakiekolwiek uwagi, to mów śmiało. Gotowa? Zawisła z maszynką nad ręką strażaczki. Urządzenie zaczęło cicho buczeć. Zamoczyła igłę w tuszu aż wreszcie wbiła ją w skórę Teddy. Podniosła wzrok znad zarysu na ręce, żeby upewnić się, że nadal wszystko było w porządku. Nikt na szczęście nie zaczął umierać, więc mogła kontynuować.
Finch wykorzystała moment krzątaniny i prób, żeby zająć się pracą. Nie była w stanie zrobić zbyt wiele, ale nadrobienie chociaż kilku spraw pozwoliło jej się trochę wyluzować. W pracy przecież zawsze czuła się pewna. Spojrzała na nie, gdy usłyszała dźwięk maszynki. Jeżeli wcześniej miała jakiekolwiek wątpliwości, czy ta sytuacja jest dziwna, to teraz mogła być tego pewna. Jej była dziewczyna właśnie nachylała się nad jej obecną... Teddy. Jedna z nich była w bieliźnie, druga miała wyjątkowo przyjemne widoki. No dobra, Darling też przecież nie miała na co narzekać, Finch zawsze miała szczęście do wyjątkowo atrakcyjnych partnerek. Czuła jak zaczyna jej się robić gorąco. To chyba nie był stres związany z tatuażem. Może powinna się ucieszyć? W tym wszystkim było przecież coś dziwacznie erotycznego. Ale przecież wiedziała, jak kończy się wybieranie jednocześnie Triss i Yennefer. Nie miała zamiaru tak skończyć. Zresztą! Co to w ogóle za pomysł? Nie powinno być tu mowy o żadnych trójkątach. Jej wyobraźnia wytwarzała jednak niesamowite scenariusze, łącznie z takimi, w których to ona zostaje porzucona, a dziewczyny z jakiegoś powodu się schodzą. Jęknęła załamana, osuwając się na kanapie. Vanta spojrzała na nią kątem oka i znów tylko uśmiechnęła się pod nosem, nie przerywając pracy.
— Jest ci dobrze? — zapytała w końcu. To pytanie też brzmiało dziwacznie. Czy chociaż jedna rzecz w tym wszystkim nie mogła być normalna?
— W sensie czy cię nie boli — doprecyzowała szybko, czując, że to tylko pogorszyło sytuację. Tragedia, trzeba było dalej siedzieć cicho. Usiadła z powrotem zwyczajnie i skryła wzrok w telefonie. Tylko MS Teams może ją teraz ocalić.

teddy darling

He asked for a 13, but they drew a 31

: śr lut 04, 2026 11:29 am
autor: teddy darling
Bywała kreatywna, musiała to przyznać sama przed sobą, ale nie była to cecha stała ani tym bardziej zaplanowana. Kreatywność nie towarzyszyła jej na co dzień, po prostu uruchamiała się tylko wtedy, gdy była naprawdę potrzebna. Pojawiała się nagle, dokładnie tak jak teraz, kiedy należało podjąć decyzję w sprawie projektu. Gdyby April nie podsunęła pomysłu z Mont Tremblant, Teddy najpewniej nie wpadłaby na coś podobnego. A może jednak? Może przyszłoby jej to do głowy, ale dopiero po fakcie, ale wtedy wszystko byłoby rozstrzygnięte, a ona z frustracją uświadomiłaby sobie, że można było zrobić to inaczej. Ale na co dzień kreatywność byłaby dla niej po prostu męcząca. Owszem, czasami pojawiała się w samym środku akcji, pozwalając znaleźć nieszablonowe rozwiązanie, które upraszczały działania, ale to nigdy nie była twórczość z wyboru. Tworzenie dla samego tworzenia? Spokojna, przewidywalna praca oparta na jednostajnym rytmie? Biurko, stałe godziny, monotonia pozbawiona adrenaliny krążącej w żyłach? Nie. Absolutnie nie. Darling nie przeżyłaby w takim świecie.
Chciałabyś, żebym zwiędła? — zapytała, spoglądając na przyjaciółkę. Dopiero jak zgodnie przyklepały projekt, podeszła bliżej lustra, pozwalając Vancie dopasować kalkę do przedramienia.
W pierwszym odruchu wyciągnęła prawą rękę. Tam tatuaż mógłby sprytnie zakryć bliznę po odłamku blachy. Przez krótki moment rozważała tę opcję, obserwując w odbiciu blade, poszarpane ślady na skórze. Zawahała się jednak, szybko zmieniając zdanie i podstawiła lewe przedramię. Zawsze uważała, że blizny są seksowne. Nie zamierzała rewidować tego poglądu pod wpływem chwili ani tuszować własnej historii atramentem.
Wróciła na fotel i posłusznie oparła rękę na podłokietniku. Przywarła plecami do oparcia i skinęła głową, tym samym dając sygnał, że było gotowa. Bardziej gotowa i tak już nie będzie. Ani bardziej naga. Przynajmniej nie w tym studio. Pozwoliła artystce robić swoje, jedocześnie uśmiechając się do April, która siedziała w telefonie. Znała ją zbyt dobrze, żeby nie wiedzieć, że musiała zrobić jej ukradkowe zdjęcie. Pytania jakie padły z jej ust sprawiły, że Teddy uniosła w rozbawieniu brwi.
Jest mi bardzo dobrze — odparła i naprawdę musiała włożyć wiele starań, żeby zabrzmieć naturalnie i zachować powagę. — Zdajesz sobie sprawę, że mam bardzo wysoką odporność na ból? — jako strażaczka była zahartowana w boju, więc wprowadzanie tuszu pod skórę za pomocą igły mogła porównać co najwyżej do jakiegoś drobnego otarcia. Może przez to nie stresowały ją wizyty u dentysty i chętnie zaglądała do centrum krwiodawstwa.
Przeniosła wzrok na Vantę. Miała niesamowicie zręczne palce. To znaczy, widać było, że ma wprawę, bo dłonie wcale jej nie drżały! Teddy czuła się zaopiekowana i wiedziała, że jest w dobrych rękach. A jeśli coś spierdoli, to naśle na nią prawnika. Najlepiej ojca Finch, który pewnie zdołałby załatwić jej milionowe odszkodowanie. Albo i nie, zważywszy na ich relację, bo nie dało się nie zauważyć, że Paul ewidentnie nie przepadał za Darling, co było kompletnie niezrozumiałe! Przecież Teddy nie dało się nie lubić. Może to wynikało z tego, że pan Finch nie lubił nikogo. Albo z tego, że miał zamontowane kamery w całym domu i na pewno widział, jak ta kilkanaście lat temu obściskuje się z jego córką.
Chcesz zobaczyć, jak już wygląda? — kiwnęła zachęcająco głową, by przyjaciółka zwlekła się z kanapy i podeszła bliżej fotela. Na przedramieniu Darling coraz wyraźniej rysował się napis for long you live, wpleciony pomiędzy górskie szczyty.

April Finch

He asked for a 13, but they drew a 31

: śr lut 04, 2026 12:25 pm
autor: April Finch
Wszystkie kwestie, jakie pojawiały się w wiadomościach, wydawały jej się strasznie błahe. Musiała zatwierdzić kontrakt na jakąś współpracę reklamową, zgodzić się na kilka okołowalentynkowych urlopów i obiecać, że jutro rano zadzwoni do jednego z tych kretynów influ i wytłumaczy mu, że jeśli dalej będzie buntował się przeciwko własnemu managmentowi, to daleko nie zajdzie i powinien zacząć rozglądać się za inną karierą. Żadna z tych spraw nie była na tyle ważna, by w pełni odciągnąć ją od tego, co wyprawiało się na fotelu. Jak na złość, kiedy trzeba było, nie działy się żadne pożary. Te metaforyczne oczywiście. Powinna chyba zabronić używania tego określenia w swoim zespole.
— Ano tak, jasne. Faktycznie masz, wiadomo, głupie pytanie. Znaczy no normalne, tak tylko zagajam. Bo... — zawiesiła głos o jakieś dwanaście słów za późno. Trzeba było po prostu przytaknąć. Przeniosła wzrok na Vantę, która jak gdyby nigdy nic przetarła przedramię Teddy, rozprostowała na chwilę plecy i wróciła do dziarania.
April aż drgnęła przestraszona dźwiękiem własnego telefonu. Ktoś właśnie do niej dzwonił. Powinna się wkurzyć, że zawracają jej gitarę, mimo że wyraźnie zaznaczała, że mają dzisiaj tego nie robić. Może niepotrzebnie zaczęła być aktywna w tych pieprzonych mejlach i na czatach? Ktoś przez to rościł sobie prawda do zawłaszczania jej uwagi. Ale właściwie może to dla niej perfekcyjna okazja, żeby odetchnąć?
— Przepraszam was na sekundę. — Podniosła się z kanapy i wyszła z telefonem na zewnątrz, żeby tam go odebrać. Omiotło ją lodowate powietrze, które natychmiast wepchnęło ją w obrzydliwe i silne łapy koncentracji. Odebrała i wysłucha wszystkiego, co miała jej do powiedzenia osoba po drugiej stronie słuchawki. Obserwowała wciąż prószący śnieg, który opadał jej na włosy i ubrania oficjalnie przypieczętowując fakt, że na bank się po tej randce pochoruje. Trudno. Przecież było warto. Może fizycznie cierpienie ułatwi jej odsuwanie od siebie niepotrzebnych myśli? Pewnie nie. W gorączce wejdą jej na banie takie pomysły, o jakich jej się na co dzień nie śniło. To dopiero będzie jazda! Przynajmniej spędzi trochę nadprogramowego czasu pod kołdrą. Nie do końca miała na to czas, ale trudno. Amplifi będzie musiało poradzić sobie z jej obecnością tylko w formie wirtualnej. Tak jak teraz.
Rozmowa na szczęście nie była bardzo długa, a problemy, które musiała załatwić, nie były specjalnie skomplikowane. Na pewno nie wymagały dzwonienia o takiej godzinie. Nie będzie nikogo jednak za to opieprzać, dobrze się stało. Z ostudzonym zapałem, a właściwie wyjątkowo zmarznięta, wróciła do studia. I od razu od nowa zrobiło jej się gorąco. Odwróciła się nawet do drzwi, chcąc uciec przez nie jeszcze raz, ale to było za durne nawet jak na nią. Rzuciła telefon na kanapę i przykucnęła obok (o losie, na pewno pięknego i działającego) grzejnika, żeby się ogrzać również od zewnątrz. Ognisko, które płonęło w jej podbrzuszu płucach niewiele pomoże na ten mróz.
— Nie powinnam poczekać do końcowego efektu? No wiesz, jak z suknią ślubną. — Mimo tych wątpliwości od razu się podniosła i do nich podeszła. Chciała oprzeć się o Juno i zajrzeć jej po prostu przez ramię, ale naciskanie na kogoś z maszyną z igłami w środku to raczej durny pomysł. Stanęła tak, by przypadkiem nie zasłonić artystce światła. Uśmiechnęła się szeroko, widząc dotychczasowe efekty. Wyglądało to naprawdę świetnie. Podobałoby jej się nawet, gdyby było niesamowicie paskudne, ale na szczęście Juno nie zawiodła.
— Wygląda zajebiście. Bardzo ci pasuje. Aż dziwne, że to dopiero drugi. — Darling wydziarana od stóp do głów to byłaby pewnie lekka przesada, ale kilka takich wlepek na pewno nie zaszkodzi jej wizerunkowi. Tatuaż nie był jeszcze skończony, a już dodawał jej całą masę uroku. Strach myśleć, jak będzie wyglądać, gdy będzie dokończony.
Zapraszam do siebie, jeśli będziesz miała kolejne pomysły. Łatwiej byłby, gdybyś umówiła się wcześniej, ale ze względu na April mogę zrobić jeszcze jeden taki wyjątek.Vanta podniosła wzrok na Teddy znad tatuażu i puściła do niej oczko. Bardzo miło z jej strony, trzeba przyznać. Finch odnotowała w głowie, żeby zapłacić jej dzisiaj z górką. Żadnych zniżek po znajomości. Jej wzrok powiódł powoli wzdłuż ręki strażaczki, przechodząc naturalnie na dłonie tatuatorki, a następnie na jej ramiona i plecy, które pewnie po całym dniu pracy były już obolałe i wymagały gorącej kąpieli lub masażu. Albo jednego i drugiego. April, na bogów, uspokój się.
— Będziemy cię polecać wszem i wobec. Nawet bardziej niż dotychczas. No, chyba że spierdolisz moją część. — Spojrzała na swoje przedramiona, zastanawiając się, gdzie tatuaż będzie wyglądać lepiej Pasował dużo lepiej do rąk niż do nóg, to już było przesądzone.

teddy darling

He asked for a 13, but they drew a 31

: śr lut 04, 2026 1:21 pm
autor: teddy darling
Z dwojga złego i tak lepiej, żeby to April była zasypywana telefonami z pracy niż Teddy. W jej przypadku kończyło się co najwyżej nerwowym zerkaniem na wyświetlacz i kolejnym westchnięciem. Teddy natomiast musiałaby natychmiast odpowiedzieć na wezwanie, zerwać się z fotela, porzucając wszystko, co właśnie robiła i pędzić na akcję w sukience. Po dotarciu do remizy w pośpiechu zamieniłaby ją na mundur, a to tylko brutalnie przypomniałoby jej, że w tym zawodzie nie ma miejsca ani na elegancję, ani na planowanie.
Sama to sobie robisz — stwierdziła, gdy przyjaciółka wróciła do środka. We włosach wciąż tkwiły topniejące płatki śniegu, które skapując, zostawiały ciemniejsze ślady na ramionach. Darling pokręciła głową z wyraźnym niezadowoleniem, bo przecież nie powinna wychodzić na zewnątrz bez płaszcza! — Po co w ogóle odbierasz po godzinach? I jeszcze wpuściłaś zimno. Nie widzisz, że jestem prawie naga? — skarciła ją żartobliwie i wróciła wzrokiem do swojego ręki, skupiając się na rysunku, który z każdą chwilą nabierał wyraźniejszych kształtów. Góry zaczynały coraz mniej przypominać szkic, a coraz bardziej prawdziwe pasmo.
Nie uważała, by wcześniejsze podejrzenie tatuażu mogło zakłócić dalszy proces tworzenia ani przynieść pecha, w przeciwieństwie do przesądu mówiącego, że zobaczenie panny młodej w sukni ślubnej przed ceremonią zwiastuje nieszczęście. To była tylko drobna zapowiedź tego, co miało dopiero nabrać ostatecznego kształtu, a nie ingerencja w sam akt twórczy. Poza tym Finch mogła jeszcze zmienić zdanie i zdecydować się na coś innego w tle, jeśli stwierdziłaby, że góry wyglądają nie tak, jak to sobie wyobrażała.
Tak uważasz? — ściągnęła z zamyśle brwi. Może April faktycznie miała rację i powinna strzelić sobie więcej dziarek? Na oczko puszczone Vantę zareagowała szerokim uśmiechem. — Chcesz widywać mnie u siebie częściej? Zobaczę, co da się z tym zrobić. Obiecuję, że następnym razem umówię się, jak normalna klientka. Ale wiesz, że pomysł z przyjazdem tutaj nie był mój? Poprosiłam, żeby wyguglowała jakieś otwarte studio tatuażu, a ona napisała do ciebie, więc to wszystko wina Finch — spojrzała wymownie na przyjaciółkę, która oglądała swoje przedramiona. Kto wie, może po prostu chciała zobaczyć się ze swoją byłą? Podobno dawna miłość nie rdzewieje, czy coś takiego. Ciekawe, czy w przypadku April działało to tak z każdą jej młostką?
Zdecydowanie powinny zostawić Vancie jakiś napiwek za fatygę. Niby mówiła, że to żaden problem, ale jednak została w pracy po pracy i już przeszło godzinę dłubała tatuaż na ręce Teddy, zamiast odpoczywać w domowym zaciszu. Nie dało się nie zauważyć, że tatuowanie było jej pasją, ale każdy potrzebowała przerwy po całodniowym zapierdolu.
Już koniec? — zdziwiła się szczerze, kiedy Vanta wyłączyła maszynkę. — O wow, ale ekspresowa usługa — pokiwała z aprobatą głową, kiedy zaczęła przemywać jej skórę, żeby usunąć resztki tuszu, krwi i osocza.
Po chwili mogła dokładniej przyjrzeć się dziełu. No dobra, tatuaż wyglądał co najmniej zajebiście, a połączenie napisu z motywem gór było strzałem w absolutną dziesiątkę. Linie układały się idealnie i nic się ze sobą nie gryzło. Oczywiście pełny efekt da się ocenić dopiero wtedy, gdy zniknie zaczerwienienie i skóra przestanie być drażliwa, ale już teraz robiło to ogromne wrażenie.
Zanim Darling zdążyła się na dobre nacieszyć widokiem, została spryskana chłodnym środkiem antyseptycznym. Chwilę później jej ręka była już wysmarowana cienką warstwą maści ochronnej i szczelnie zabezpieczona folią spożywczą. Klasyk. Podziękowała Vancie ślicznym i podniosła się z fotela, robiąc miejsce April. Sama podeszła do lustra, żeby sprawdzić, czy z daleka tatuaż prezentuje się równie dobrze jak z bliska. Prezentował się. I to jak! Z tej perspektywy wyglądał jeszcze lepiej. Darling uniosła lekko rękę, przekrzywiła głowę i przez moment po prostu patrzyła na swoje odbicie.

April Finch