Strona 1 z 1

i need you more than ever

: pt lut 06, 2026 11:09 pm
autor: Dominic Reyes
Spoiler
Widywanie Skye w pracy, mimo iż ich relacja pozostawała niezmiennie daleka od ideału, było na swój dziwny sposób kojące. Po dwóch tygodniach jej nieobecności, podczas których zaczynał mieć coraz większe obawy, że już więcej jej nie zobaczy, jej powrót okazał się miłą odmianą nawet, jeśli utrzymywany przez nich dystans nie pozwalał na więcej, niż ukradkowe spojrzenia czy zdawkowe rozmowy, gdy przypadkiem wpadli na siebie w kuchni. Tęsknota za nią i tym, co mieli, nie mijała, ale już sama jej obecność dawała mu złudne wrażenie, że gdzieś tam nadal w jej życiu istniał. I przerażało go, że niedługo miało się to skończyć.
Rozsądek podpowiadał mu, że powinien zostawić ją w spokoju. W końcu jej życie wreszcie zaczęło się układać zgodnie z jej planem, prawda? Nie mógł znów zachować się tak egoistycznie, a już tym bardziej nie względem niej i popsuć jej wymarzoną wizję przyszłości. Zwłaszcza, że za każdym razem, kiedy ich oczy się spotykały, jakaś niewidzialna siła ciągnęła go do niej. Mimo niesprzyjających okoliczności wciąż coś go do niej przyciągało, a jego serce miękło. I mimo niezmiennego pragnienia, żeby znów pojawić się na granicy ich relacji, powstrzymywała go świadomość, że stwarzało to zbyt duże zagrożenie dla Skye i jej marzeń. Ich znajomość nie wyglądała już tak, jak miesiąc temu, kiedy spychał odpowiedzialność za śmiałe gesty na karb ich bliskiej przyjaźni, tym samym całkowicie nie bacząc na konsekwencje. Ta linia została już przekroczona i nie dało się już wrócić do tego, co było. Dlatego z każdym dniem rosło w nim coraz większe postanowienie, że musiał usunąć się w cień. Tłumaczył sobie, że tak będzie lepiej dla ich obojga.
Kiedy w tym tygodniu znajomi po raz kolejny zaproponowali wyjście do baru, tym razem postanowił do nich dołączyć. Miał już dość wpatrywania się w cztery ściany swojego mieszkania i nadmiaru mało komfortowych emocji, potrzebował chwili wytchnienia. Poza tym musiał wykorzystać okazję, gdyż możliwe, że ich spotkania niedługo staną się rzadsze. Alkohol coraz intensywniej krążący w jego żyłach oraz towarzystwo chłopaków sprawiło, że wreszcie trochę się rozluźnił i na chwilę odpłynął myślami od ciemnowłosej, czując się jak za starych czasów. Nie wiedział, skąd w pewnym momencie przy ich stoliku pojawiła się grupka wdzięczących się do nich studentek. Jedna z nich zagadnęła go, pochylając się w jego stronę, chcąc ewidentnie pokazać mu swoje walory. Wabiła go swoim wdziękiem i wyraźnie była chętna poznać go bliżej. Jeszcze miesiąc temu nie miałby żadnych oporów przed podjęciem flirtu, ale teraz jakoś nie miał na to ochoty. Zamiast tego wyznał, że musi już wracać, bo następnego dnia czekała go praca, po czym pożegnał się i wyszedł do domu. Sam.
Następnego dnia dotarły do niego wieści, że akurat w ten weekend Josh i Skye zapraszali znajomych na parapetówkę. Jakoś wcale go nie zdziwił brak zaproszenia. I tak nie potrafiłby cieszyć się razem z nimi. Na domiar złego akurat w dzień parapetówki były też urodziny Skye. I choć nie mógł świętować ich razem z nią, to chciał pokazać, że o niej pamiętał.
Dał się za to namówić Sydney na weekendowy wyjazd do Montrealu, podczas którego miał się przyjrzeć przyszłej inwestycji i przekonać się, jak wyglądałaby jego przyszła praca. Co prawda, wciąż nie podjął decyzji, ale oferta blondynki kusiła go, bo była to dla niego ogromna szansa. Wmawiał sobie, że byłby głupi, gdyby nie podszedł do sprawy poważnie.
Sydney przyjechała po niego w sobotę wczesnym rankiem, ale zanim wybrał się na lotnisko, poprosił kierowcę, by zatrzymał się w jednym miejscu. Po chwili wspinał się już po schodach do mieszkania, które całkiem dobrze znał, choć wiedział, że nie trafi tam na osobę, którą chciałby teraz zobaczyć. Drzwi otworzyła mu wyraźnie zaspana kobieta.
Hej, Hailey. Jeszcze raz przepraszam, że zawracam Ci głowę i że w ogóle wyrwałem Cię z łóżka o tak nieludzkiej porze, ale miałbym prośbę. Wręczyłabyś to dziś Skye ode mnie? - zapytał, wyjmując z kieszeni płaszcza niewielkie pudełko owinięte czerwoną kokardą. W środku wraz z zawartością znajdował się liścik o treści:

“... ponieważ Słońce jest tylko jedno.
Wszystkiego najlepszego, Skye
- D.”


Hales zlustrowała go od stóp do głów: — Czemu nie zrobisz tego sam, Nicky?
Dominic pokręcił głową. Nawet, gdyby został w mieście, osobiste wręczenie jej prezentu raczej nie było dobrym pomysłem.
Nie mogę, właśnie jestem w drodze na lotnisko. Wyjeżdżam w sprawach służbowych. Po prostu… mogłabyś to jej przekazać, proszę? - ponowił prośbę, mając wrażenie, że dziewczyna jakimś cudem go lubiła. Nie mylił się, gdy odebrała od niego pakunek, na co uśmiechnął się szerzej z ulgą. - Dzięki. Jesteś najlepsza. Mam u Ciebie dług - zapewnił, ruszając z powrotem do auta.
Dalsza część dnia pozwoliła mu skupić myśli na towarzyszce i miejscach, po których go oprowadzała - przyszłej filii firmy i lokacji, w której miał powstać nowy projekt. Dzień był intensywny, ale gdy nadszedł wieczór, czas zwolnił. Wtedy też Dominic zauważył walentynkowe ozdoby na wielu mijanych lokalach i wszędzie wokół mnóstwo zakochanych par i poczuł mimowolne ukłucie. Nie lubił tego święta, było dla niego stanowczo przereklamowane.
Mimo przepełnionych restauracji bez trudu zdobyli stolik - wystarczyło podać nazwisko Sydney, by poczuć, jakie wpływy miała jej rodzina. Nie uszło jego uwadze, że w obcisłej sukience prezentowała się nad wyraz kobieco. Gdy rzucił zabawną uwagę o parze obok, wyraźnie okazując w ten sposób swój stosunek do walentynek, blondynka podchwyciła żart, przyznając mu rację, że również za nim nie przepadała.
Mogę zadać Ci pytanie? - Uniósł wyżej brew, a na jej potwierdzenie pociągnął temat: - Dlaczego wolisz spędzać ten dzień w pracy, ze mną, a nie z kimś innym? - zapytał z zaciekawieniem. Zastanawiało go, czemu taka dziewczyna, jak ona, nikogo nie miała?
Już jest wieczór - zauważyła z rozbawieniem, ale zaraz beztrosko wzruszyła ramionami: - Praca to mój jedyny stały związek. - Mimowolnie się uśmiechnął. Wiedział coś na ten temat, gdyż sam przez ostatnie lata ciągle stosował tę wymówkę. - To teraz pozwól, że ja zadam Ci pytanie: czemu przyjechałeś tu ze mną, a nie zostałeś z kobietą, przez którą wciąż wahasz się przed przyjęciem oferty?
To skomplikowane.
Gdyby było proste, już dawno dałbyś mi odpowiedź. - W jego głowie była pustka. Widząc jego wahanie, Sydney powiedziała: - Na jej miejscu skakałabym z radości, że Cię mam i nie pozwoliłabym Ci nigdzie jechać z jakąś obcą babą. Ale ona wcale z Tobą nie jest, prawda?
Przygryzł wargę, po czym pokręcił głową. - Jest moją przyjaciółką. Właśnie się zaręczyła - odparł z trudem, choć raczej powinien użyć słowa była. Nie był jednak gotowy na tę zmianę. - To musi być frustrujące, mieć coś w zasięgu ręki i nie móc po to sięgnąć. Rozumiem Cię. Jesteśmy tacy sami: atrakcyjni, cholernie ambitni, a przy tym uwielbiamy wyzwania i dobrą zabawę. A kiedy się na coś uprzemy, trudno nas od tego odwieść. Czasem jednak mimo wszystko trzeba odpuścić. Zarówno dla ich dobra, jak i naszego.
W jej słowach znajdował sens. Szum alkoholu w głowie i jej zachęta spowodowały, że po kolacji znaleźli się w klubie. Naprawdę chciał zapomnieć o Skye, ale z Sydney w ramionach jego ciało zaczęło krzyczeć, jak bardzo było to niewłaściwe.
Nie mogę, Syd. Powinniśmy już wrócić - powiedział, na co dziewczyna westchnęła i przytaknęła. W drodze powrotnej zdążył ją przeprosić za siebie, ale tylko pokręciła głową i sama przeprosiła za swoje zachowanie, zapewniając, że między nimi było w porządku, a oferta wciąż była aktualna. Zanim jednak wszedł do własnego pokoju hotelowego, usłyszał od niej jedno zdanie:
Musisz ją bardzo kochać.
Momentalnie jego serce przyspieszyło i zabolało, kiedy zrozumiał jej słowa. Chyba tak właśnie było.

Ten weekend go wykończył i cieszył się, że mógł wrócić do własnego łóżka. Po drugiej w nocy obudził go jednak telefon. Wyrwany ze snu, przekręcił się na swoim łóżku i zaspany sięgnął po komórkę, ale ujrzawszy nazwę kontaktu, gwałtownie się poderwał.
Tato, co się stało? - zapytał z rosnącym niepokojem.
Chodzi o mamę, jesteśmy w szpitalu. - Serce załomotało mu jak oszalałe, a żołądek podskoczył mu do gardła.
Już jadę - wydusił tylko z siebie, zgarniając swoje ubrania.
Na miejsce dotarł w ciągu pół godziny. Przytulił tatę, który pokrótce opowiedział mu wydarzenia sprzed przyjazdu do szpitala. Zemdlała w drodze do łazienki. Robili jej wszystkie badania. Im dłużej to trwało, tym w Dominicu rodziły się coraz większe obawy.
Odkąd mama zachorowała po raz pierwszy, nienawidził szpitali. Wywoływały w nim same najgorsze wspomnienia. Nagle przypomniały mu, jak bardzo przeżył tamten trudny okres. I choć zdawał sobie sprawę, że mieli niesamowite szczęście przez tyle lat żyć w spokoju, bo rak mógł wrócić w każdym momencie, tak nie był gotowy na to ponowne doświadczenie. A teraz, kiedy Helene znowu tu wylądowała, miał straszne przeczucie, że sytuacja sprzed kilkunastu lat znów zatoczyła koło. Mimo to starał się za wszelką cenę zachować spokój i nie dopuszczać do siebie najczarniejszych myśli. Dla siedzącego obok taty, również oczekującego w napięciu na wieści, jak i dla samego siebie.
Podejście lekarza prowadzącego wywołało w Dominicu ucisk w gardle, ale to werdykt sprawił, że zamarł w bezruchu, a czas stanął w miejscu. Rak powrócił. Tym razem był znacznie groźniejszy i szybciej się rozwijał. Ale to, co lekarz powiedział zaraz potem, zabolało go jeszcze bardziej. Na poprzedniej konsultacji państwo Reyes zostali poinformowani o tym, że takie sytuacje mogą się wydarzyć. To znaczyło, że…
Wiedzieliście o tym już wcześniej?! - Dominic spojrzał z wyrzutem na ojca. - Czemu, do cholery, mi o tym nie powiedzieliście? - W jego głosie wściekłość mieszała się z żalem.
Mama zabroniła mi o tym wspominać. Bała się, jak na to zareagujesz.
Blondyn oddychał ciężko. Ostatnim razem zaczął uciekać ze szkoły. Po raz pierwszy się upił, a potem pobił się z kolegą i został zawieszony. Był zły na cały świat za to, co ją spotkało. I zaczął zdawać sobie sprawę, jak życie było ulotne, by nie korzystać z niego, ile wlezie.
Nie jestem już dzieckiem - odparł w końcu, nadal będąc zły za to, że tak bezsensownie tracił ostatnio czas na własne problemy, zamiast spędzać go z matką.
Widok jej bladej twarzy i wciśniętego ciała w szpitalne łóżko łamał mu serce, ale przełknął dumę i czające się pod powiekami łzy, i wysilił się na łagodny uśmiech, po czym wziął ją za rękę. Nie mógł okazać przy niej słabości. Musiał być silny - dla niej, za nią.

O poranku napisał wiadomość do pracodawczyni, że dziś go nie będzie, po czym wyłączył telefon. Prawie nigdy mu się nie zdarzało brać tak nieoczekiwanych urlopów, więc liczył na to, że zostanie to zrozumiane i wybaczone mu. Z resztą, nie to było teraz najważniejsze. W głowie wciąż miał mętlik myśli i emocji, które w ciągu tych ostatnich godzin w szpitalu urosły do niebotycznych rozmiarów, jednak niezmiennie tłumił je w sobie. Dopiero, gdy tata wrócił z domu i go zmienił, z ociąganiem wyszedł ze szpitala. Wrócił do domu wziąć szybki prysznic, ale mimo rosnącego zmęczenia nie potrafił spokojnie się zdrzemnąć czy choćby usiedzieć w miejscu.
Wiedziony instynktem, znalazł się pod znanym mu adresem. Było już późne popołudnie, a zapadający zmrok sprzyjał przechadzkom w zadumie wzdłuż alejek. Wpływ roślinności i spokojnej atmosfery koił jego zszargane nerwy, w końcu pozwalając mu złapać głębszy oddech. Nawet nie spostrzegł się, kiedy wybiła godzina zamknięcia i został sam. Kiedy jeden z pracowników poprosił go o wyjście, niepostrzeżenie obok niego pojawił się Steve, który poklepał go przyjacielsko po ramieniu i obiecał wziąć za niego pełną odpowiedzialność.
Starszy mężczyzna od razu zauważył, że coś jest nie tak, ale nie dopytywał o szczegóły, gdy Dominic wyznał prawdę, za co blondyn był mu wdzięczny. Gdy ochroniarz oddalił się na swój posterunek, Reyes w zamyśleniu skierował swoje kroki do Palm House. Dotarłszy do swojej ulubionej sali, spojrzał w miejsce, w którym ostatnim razem stała Skye i poczuł nagły ucisk w klatce. Bezwiednie położył się na środku pomieszczenia i spojrzał do góry na dzisiejsze niebo. Bez gwiazd. Okropnie za nią tęsknił. Za jej ciepłem, dotykiem, uśmiechem. W tym momencie była jedynym, czego potrzebował. I to bardziej niż kiedykolwiek.


Skye Murray

i need you more than ever

: pt lut 06, 2026 11:34 pm
autor: Skye Murray
Spoiler
Odliczała dni do czasu odejścia, ale nie z powodu tego, że nie mogła się doczekać kiedy to nastąpi, a wprost przeciwnie - dla niej była to data końca pewnej epoki. Końca na który nie była jeszcze gotowa i to tak bardzo, że nawet nie szukała jeszcze nowej pracy. Było to niezwykle nieodpowiedzialne, bo rachunki się same nie zapłacą, a Skye była akurat z tych osób, które nie chciały żyć na utrzymaniu mężczyzny. Ponadto, nie wyobrażała sobie również poprosić rodziców o wsparcie, nawet jeśli byli bardzo majętni. Podejrzewała, że mogliby odmówić nie pochwalając decyzji, które podejmowała w życiu, a jeżeli by się zgodzili, to zdecydowanie musiałaby wysłuchać ich wykładu. Tego wolała uniknąć. Z drugiej strony Josh nie proponował wsparcia ze swojej strony, więc jednak wypadałoby się rozejrzeć za nową pracą. Skye jednak czuła, że nawet na to nie jest gotowa. Może po cichu liczyła, że sytuacja się jeszcze zmieni? Przynajmniej w kwestii jej obecności w firmie. Chociaż została poproszona o wykorzystanie zaległego urlopu, co wcale ją nie zadowalało, bo to oznaczało jeszcze mniej dni w biurze.
A lubiła tam przychodzić. Nawet jeśli jej relacja z Dominicem zmieniła się diametralnie, to chociaż widywała go i miała okazję zamienić z nim parę słów. Przechodząc obok mogła poczuć woń jego perfum i spojrzeć mu w oczy, które nieprzerwanie patrzyły na nią z tym samym ciepłem. Jednak to też było trudne. Bardzo szybko znaleźli z Reyesem wspólny język czując się w swoim towarzystwie swobodnie. Tej swobody teraz im brakowało, a atmosfera była znacznie gęstsza niż dawniej. Dlatego Skye ostatni czas nazwałaby słodko-gorzkim.
Josh najwyraźniej dostrzegł, że Murray w ostatnim czasie jest bardziej wycofana, więc zaproponował zorganizowanie parapetówki. A może wprost przeciwnie? Może właśnie nie dostrzegał tego, co się dzieje z jego narzeczoną i po prostu myślał o swojej potrzebie imprezowania? Skye postanowiła nie drążyć tematu i się zgodziła. Wiedziała też, że lista gości będzie się nieco różnić od tej w jakiej dotychczas imprezowali. Nie dziwiło ją to, ale jednak trochę zabolał fakt, że nie spotka się z Dominicem w swoje urodziny. Lecz ten dzień od rana nie wyróżniał się niczym szczególnym - ona próbowała przygotowywać swoimi dwiema lewymi rękoma przekąski i sprzątała, a jej narzeczony w tym czasie odprężał się przy PlayStation. Uznała, że odpuszcza. Był zraniony, potrzebował czasu dla siebie i starała się to uszanować. Dlatego uśmiechała się witając gości i przyjmując życzenia urodzinowe.
- Kochanie, ode mnie również wszystkiego najlepszego - poczuła usta mężczyzny na czubku głowy tuż po tym jak przed chwilą powitali kolejnych gości, którzy akurat przy nim jej złożyli życzenia. Zanim zdążyła odpowiedzieć, do drzwi zadzwonił Dean.
- Witam Gwiazdę wieczoru! Jak zwykle błyszczysz Skye, więc chyba pozostaje mi tylko Ci życzyć, aby oby tak dalej- uśmiechnął się i wziął ją za rękę, aby następnie ją obrócić wokół jej osi. Zaśmiała się , nawet jeśli jego życzenia były tak bardzo nietrafione. - Ej, o co chodzi z Dominicem, Josh?- Dean nagle zwrócił się do jej narzeczonego, a ona czuła, że na samo wspomnienie tego imienia, temperatura jej ciała znacznie podskoczyła . - Najpierw zrezygnował z kosza, dzisiaj też odpuścił imprezę u Was…- mimowolnie ścisnęła mocniej dłoń Josha. - Jest teraz zawalony robotą, dostał duży projekt- starała się brzmieć luźno, żeby żaden z nich się niczego nie domyślił.- Słyszałem słyszałem. Teraz właśnie podobno na weekend wyjechał służbowo- już sobie Skye wyobrażała Dominica z Sydney. Doskonale wiedziała jak ten wyjazd pewnie wygląda. - Wiesz jaki jest Nicky, nie nadążysz za nim- nagle odezwał się Josh, a Skye zerknęła na niego z ukosa próbując wyczytać coś więcej z wyrazu jego twarzy. Był zestresowany? Zły? - No właśnie rzeczy w tym, że…- zaczął , ale nagle mu przerwano. - Dean, masz do wyboru dwie opcje. Albo płakać za kumplem albo napić się za zdrowie solenizantki. Co wybierasz?- ze wszystkich sił zdobyła się na uśmiech i swobodny ton głosu. Nie chciała rozmawiać o Dominicu, a już szczególnie w towarzystwie swojego narzeczonego, który lekko zwolnił uścisk, co było oznaką, że to było dobre posunięcie z jej strony.
W końcu na imprezę dotarła jej przyjaciółka- Hailey, która od razu ją przywitała mocnym uściskiem i mocą życzeń urodzinowych. - Chodź Złotko, musimy porozmawiać- rzuciła biorąc Skye za rękę. - A co to za tajemnice? Nie możecie rozmawiać przy mnie?- nagle odezwał się Josh i mimo, że się uśmiechał, to nie dało się nie zauważyć dwuznaczności jego wypowiedzi. - Chcesz słyszeć o moim kiepskim seksie z kolesiem, którego poznałam na tinderze? Typ powiedział, że moja…- Hailey brzmiała jakby chciała naprawdę teraz opowiedzieć całą historię mężczyźnie. - Nie nie dzięki Hales. Nie chcę wiedzieć nic więcej. Jest cała Twoja- podniósł ręce w geście kapitulacji i zostawił dziewczyny, które poszły następnie do sypialni. - Mam coś dla Ciebie od Dominica- podała jej pudełko z niedbale złożoną wstążką. -Co? Jak to?- Skye spojrzała na przyjaciółkę zaskoczona i trochę zakłopotana. Nie spodziewała się żadnego prezentu. Nie sądziła nawet, że pamięta o jej urodzinach. Bała się go teraz rozpakować, więc stała bijąc się z myślami.- No weź w końcu go rozpakuj. Ten naszyjnik jest przepiękny! - Hales jęknęła zniecierpliwiona. - Sprawdzałaś co tam jest??- spojrzała na nią zaskoczona, chociaż czy powinno ją to dziwić? - Wiem, że nie powinnam, ale w ramach Twojego bezpieczeństwa to zrobiłam! A co by było, gdyby tam była bomba?- to akurat rozbawiło Skye i darowała sobie złość na przyjaciółkę. Wiedziała, że chciała dobrze, a mając już zapowiedź prezentu, rozpakowała go i wstrzymała oddech widząc co jest w środku. Przesunęła delikatnie palcem po wisiorku przyglądając się wszystkim szczegółom i dopiero potem sięgnęła po karteczkę, która wywołała łzy w jej oczach. Westchnęła głośno i przymknęła oczy próbując zapanować nad swoimi emocjami. Jeszcze bardziej pragnęła, żeby tutaj był i mogła się w niego wtulić dziękując mu za prezent. Za pamięć. Za słowa. - Wiesz, że on Cię kocha?- nagle Hales się odezwała przyglądając się jej uważniej, na co brunetka tylko pokręciła głową - Hailey, jesteśmy tylko przyjaciółmi. To przyjacielski, miły gest, a tamten wieczór był…- ucięła nie będąc pewna jak go nazwać. Jedyne co przychodziło jej do głowy to wyjątkowy i jedyny w swoim rodzaju. - Przestań temu zaprzeczać. Jestem w szoku, że już wcześniej nie wylądowaliście razem w łóżku. I nie, to nie był tylko seks i to dla żadnego z Was. W zeszły weekend wpadłam na Nickego i Deana w klubie. Zanim mnie zauważyli, podsłuchałam ich rozmowę. Nawet jego kumpel zauważył, że coś jest z nim nie tak- przyjaciółka zaczęła wygłaszać swoją teorię, co Skye przerwała ponownym pokręceniem głową. - Stracił właśnie wieloletniego przyjaciela. Zdradził go, więc to oczywiste, że to przeżywa - próbowała wyjaśnić jego odmienne zachowanie. - Dlatego Dean użył słów, że zachowuje się jakby się zakochał, bo odrzucił zaloty jakieś studentki i wychodzi sam z klubu zamiast z nią?- na twarzy Hailey pojawił się tym razem cwany uśmiech. Nie, to był uśmiech zwycięstwa. Jednak te słowa tylko zabolały Skye. Czuła jak jej serce jest miażdżone. Zamknęła pudełko z i schowała je do komody. - Posuwa naszą nową klientkę. Całe biuro o tym huczy. To ona mu zawróciła w głowie. Daj spokój i chodź się ze mną pobawić- wyciągnęła przyjaciółkę z sypialni i wróciły do reszty gości, którzy po pewnym czasie zaśpiewali jej sto lat i wręczyli tort urodzinowy. Kupiony na szybko w pobliskiej cukierni? Możliwe.
Po wyjściu gości, gdy sprzątała z Joshem mieszkanie, podszedł do niej nagle przytulając ją, a następnie chwytając jej głowę, by spojrzała na niego. - Przyznaję się- zapomniałem o Twoich urodzinach. Przez to ostatnie zamieszanie zjebałem totalnie, ale chcę żebyś wiedziała, że Cię kocham. Dlatego wyjedźmy proszę w kolejny weekend. Ja wszystko zarezerwuję. Ty musisz się tylko spakować- wyznał jej patrząc jej w oczy z widocznym żalem i skruchą. Skye nie miała serca się na niego złościć. W końcu to przecież jej wina, że ten okres był tak intensywny. - Też Cię kocham i oczywiście, że z Tobą pojadę- wyznała z uśmiechem, chociaż jej serce wcale nie było uradowane z tego powodu.



W poniedziałek szykując się rano do pracy, otworzyła szufladę komody i wtedy od razu rzucił się jej w oczy prezent od Dominica. Pamiętała, że tam go schowała. Całą niedzielę myślała o naszyjniku, o karteczce i o nim. O nich. O nim i o Sydney. Analizowała na wszelkie możliwe sposoby słowa Deana i Hales. Chciała żeby przyjaciółka miała rację, ale miała tak wiele wątpliwości ku temu, że wydawało jej się to niemożliwe, żeby chodziło o nią. Wiedziała, że mu na niej zależy - w to nie wątpiła. Lecz uważała, że jest to miłość tylko platoniczna. Rozmyślania przyprawiły ją tylko o ból głowy, więc cały dzień przeleżała na kanapie.
Jednak rozpoczął się nowy tydzień, a ona wciąż miała pracę do której musiała chodzić. Część jej cieszyła się z tej okazji, bo to oznaczało ponowne zobaczenie Dominica - nawet jeśli nie zamienią razem słowa. Chociaż Skye zamierzała mu podziękować za prezent osobiście, więc założyła naszyjnik i wyszła z domu. Niestety w biurze spotkała ją przykra informacja o nieobecności Reyesa. To ją zaniepokoiło, ponieważ nigdy nie brał nagle wolnego. Ich szefowa również wydawała się tym zaskoczona, gdy przekazywała jej część zadań. Murray nie mogła się pozbyć wrażenia , że coś jest nie tak. Oczywiście było na to mnóstwo logicznych wytłumaczeń jak to, że wyjazd z Sydney się przedłużył, co akurat powodowało podwyższenie ciśnienie u brunetki. Jednak czuła podskórnie, że coś się dzieje i cały dzień nad tym myślała. Walczyła również ze sobą czy aby do niego nie napisać. Lecz co mu powie?
Hej, dalej pieprzysz tą blondi?
Nie. To było głupie. Mogła jednak zakryć się pracą i zapytać o jeden z projektów. Ułożyła w głowie cały plan i wybrała jego numer, lecz niestety zgłosiła się poczta. To ją zaniepokoiło jeszcze bardziej. Na poważnie się przejęła, gdy dostała smsa od narzeczonego .
Rozmawiałem właśnie z rodzicami. W nocy w domu u państwa Reyes było pogotowie. Nie odbiera ode mnie telefonu
Wiedziała jak wiele musiało to kosztować Josha, żeby zadzwonić do Dominica i dać jej znać. Jak musiał być cudownym człowiekiem potrafiąc schować dumę do kieszeni w takich okolicznościach. Podziękowała mu za wiadomość i powiedziała, że nie ma go dzisiaj w pracy. Nic więcej już nie pisali. Nie musieli.
Wychodząc z biura wiedziała dokąd doskonale, gdzie zmierzać. Zatrzymała się jeszcze po drodze w ulubionej cukierni, skąd wzięła na wynos jeszcze ciepłe churrosy. Mimo, że była tu tylko raz, drogę pamiętała doskonale. Tylne drzwi otworzył jej ten sam mężczyzna, na którego posępnej twarzy pojawił się lekki uśmiech. - Tak czułem, że przyjedziesz- Skye uśmiechnęła się szerzej ciesząc się, że mężczyzna ją pamiętał i bez problemu wpuścił do środka. - Dziękuję Steve. Mam dla Ciebie coś na osłodę w ten paskudny wieczór. Mam nadzieję, że Ci posmakuje- wręczyła mu pakunek i ruszyła już w znanym je kierunku. Idąc korytarzami powróciła pamięcią do tamtego wieczoru. Pamiętała co wtedy czuła - ekscytację, zaciekawienie, zachwyt. Była zachwycona nie tylko miejscem, ale przede wszystkim Dominicem. Tym, że otworzył przed nią kolejne drzwi i uchylił trochę maski za którą się skrywał. Minęła ławkę na której jedli panzerotti i szła dalej. Wiedziała, gdzie go znaleźć i gdy stanęła w wejściu do Palm House, ponownie wstrzymała powietrze.
Widok go leżącego po środku rozdzierał jej serce. Bił od niego tak ogromny smutek, że musiała się powstrzymać, aby nie podbiec do niego i go nie przytulić. Jechała tutaj jak na autopilocie nie zastanawiając się co zrobi i powie, gdy go znajdzie. Po prostu chciała go zobaczyć. Sam widok, że jest tutaj z krwi i kości ją nieco uspokoił. Ale tylko trochę. W końcu podeszła do niego i bez słowa położyła się obok. Wpatrując się w to samo niebo co on, chwyciła go za rękę. Tym razem to nie był niepewny gest. Chwyciła go mocno, jakby chciała tym gestem przekazać mu jak najwięcej siły. Najchętniej wtuliłaby się w niego , ale nie wiedziała, czy chce tego. Nie odezwała się też ani słowem, bo nie sądziła, żeby cokolwiek mogło teraz ukoić jego ból. Po prostu była tuż obok, gdyby jej potrzebował i nie zamierzała go opuszczać.




Dominic Reyes

i need you more than ever

: pn lut 09, 2026 1:21 pm
autor: Dominic Reyes
Nie miał pojęcia, jak długo leżał w Palm House. Pogrążony w głębokim smutku, żalu i złości, z zamkniętymi oczami, wewnątrz przeżywał rozterki, które od czasu nocnego telefonu taty starał się spychać na dalszy plan. Choroba mamy mogła wrócić w każdej chwili, ale po tylu latach od ostatniej takiej sytuacji wszyscy zdawali się odetchnąć i coraz mniej o tym myśleć, jakby stawało się to tak odległe, że aż przestawało ich dotyczyć. Dominic wkroczył w dorosłość i zajął się sobą oraz karierą, zatracając się w pędzie życia i dobrej zabawie, która stała się jego nieodłącznym elementem. Bo życie było zbyt krótkie, by nie bawić się dobrze, prawda?
Teraz znów wszystko do niego wracało - niepewność, strach, cierpienie, zagubienie, które ściskały go w klatce piersiowej, nie pozwalając na złapanie pełnego oddechu. Ta mieszanina uczuć powoli i bezlitośnie pustoszyła jego organizm, przez którą zapomniał o tym, gdzie się znajdował i co się dla niego liczyło. Jednocześnie paraliżowało to jego ciało, nie pozwalając na wykonanie jakiegokolwiek ruchu. Najłatwiej byłoby mu w tym momencie złapać za butelkę whisky i zatopić się w niej wraz ze wszystkim, co pętało jego umysł, by choć na chwilę się od tego uwolnić. Z drugiej strony do niedawna zdarzało mu się robić to zbyt często w zaciszu własnego domu, choć z całkiem innych względów, i zdawał sobie sprawę, że przynosiło to tylko chwilową ulgę.
W tym momencie wszystkie wydarzenia sprzed ostatniego miesiąca zdawały się tak mało istotne, a jego zachowanie głupie i egoistyczne, że nasilały się w nim wyrzuty sumienia. Jego myśli całkowicie przejęła praca i Skye, więc nie odnotowywał szczegółów, które teraz do niego powracały - zgaszone spojrzenie mamy, rosnące zmęczenie i poobiednie odpoczynki w sypialni. Że też wcześniej niczego nie zauważył! Że nie zapaliło to w nim żadnej lampki. Był cholernie zły, że rodzice nie ostrzegli go wcześniej. Był też zły na siebie, że tak bardzo przejął się własnymi sprawami, że te najważniejsze zupełnie umknęły jego uwadze.
Wśród tysiąca myśli i uczuć, które obecnie go zajmowały, znalazło się jeszcze jedno, co go dobijało - był w tym wszystkim kompletnie sam. Zawsze w takich sytuacjach jego duma wygrywała nad przyjmowaniem wsparcia od przyjaciół, bo wolał kisić w sobie emocje, niż pozwolić sobie okazać przed innymi słabość albo co gorsza, zrzucić na ich barki własne problemy. Zawsze unikał robienia z siebie ofiary. A teraz nawet, gdyby chciał się do kogoś odezwać to nie mógł, bo przecież zjebał na całej linii. Za pierwszym razem mógł liczyć na Josha. Mogli grać w milczeniu godzinami, ale wystarczyła sama jego obecność, żeby przynieść mu ulgę. A Dominic w zamian za to przespał się z jego dziewczyną. Był skurwielem i zasłużył sobie na tę samotność.
Jedyne, co mu pozostało, to wspomnienia. Tamten wieczór w palmiarni przywoływał w nim nieznaczne ukojenie. Tak wiele by dał za to, żeby poczuć się jak wtedy, zanim wszystko się rozpadło. Żeby poczuć jej obecność przy sobie, żeby odzyskać wewnętrzny spokój, który przynosiła jej bliskość, wraz z siłą przepływającą przez jej dłoń, która pozwoliłaby mu się zregenerować i w końcu podnieść. Wciąż mając zamknięte oczy, wyobraził sobie, że tu była, niemal słysząc jej kroki, odbijające się echem od ścian Palm House.
Nie oczekiwał, że rzeczywiście się tu pojawi. Kiedy cichy stukot butów ucichł, myślał, że to tylko część jego wyobraźni, ale usłyszawszy szelest, otworzył oczy, przez chwilę zastanawiając się, czy przez zmęczenie, głód i tęsknotę naprawdę nie popadł w obłęd. Dotyk jej palców splatających się między jego własne sprawił, że przestawało mieć dla niego znaczenie, czy wyobraźnia płatała mu figle, czy też Skye naprawdę tu była. Momentalnie zacisnął ich dłonie i cicho odetchnął, czując upragniony przypływ spokoju. Przez chwilę w ciszy wpatrywali się w niebo.
To bardzo złośliwa odmiana. Nie zostało jej już zbyt wiele czasu - odezwał się, kiedy ucisk w gardle zelżał na tyle, by mógł wydać z siebie jakiś dźwięk, ale mimo niskiego i spokojnego tembru głosu, przy ostatnich słowach zaczął się załamywać. Przełknął narastającą gulę, starając się przezwyciężyć ból. - Nie powiedzieli mi o tym wcześniej, a teraz zostały nam najwyżej dwa tygodnie. - Przymknął na chwilę oczy, żeby uporać się z nagłym szczypaniem oczu. To było niesprawiedliwe. Zarówno życie, jak i milczenie rodziców w tak ważnej kwestii. Czuł się, jakby odbierano mu coś bardzo cennego. I to go mocno przytłaczało. Pokręcił głową jako nieudolną próbę otrząśnięcia się. - Ona umiera, wiesz? A ja tego nie zauważyłem. Jestem prawdziwym skurwielem, który rozpierdala wszystko dookoła - syknął z pogardą, czując rosnącą złość i okropne rozgoryczenie, które niespodziewanie zamgliły mu wzrok. Uścisnął jej dłoń mocniej. Jakkolwiek podle się czuł, obawiał się, że bez niej już sobie nie poradzi i całkiem się rozpadnie.

Skye Murray

i need you more than ever

: pn lut 09, 2026 3:36 pm
autor: Skye Murray
Skye była szczęściarą, bo dotychczas nigdy nie miała do czynienia tak blisko z poważną chorobą i ze śmiercią. Zawsze to się odbywało gdzieś w oddali nie wywołując w niej większego poczucia straty i żałoby. Jednak miała w sobie pokłady empatii i miłości do innych. Znała też historię Dominica - nie tylko od niego samego, ale również od Josha, który był dla niego wiele lat temu bardzo dużym wsparciem. Była to jedna z cech, którą ceniła w swoim narzeczonym i za co go kochała. Jego wiadomość jej tylko o tym przypomniała. Zdawała sobie sprawę jak bardzo ciężkie musiało być dla niego to wszystko. W końcu sprawa wciąż była świeża, a on został zraniony przez dwójkę tak bliskich osób. Nie poszła do łóżka z obcym dla niego mężczyzną, a jego najlepszym przyjacielem. Jakiekolwiek pobudki nią kierowały, ten fakt pozostawał faktem. Pomimo empatii do bliźnich, była cholernie złą osobą postępując w taki sposób.
W związku z tym może powinna w końcu postępować rozważnie i wrócić do domu, do Josha. Do swojego narzeczonego? Przytulić go i spędzić z nim wieczór? Jednak czy pozostawienie przyjaciela w potrzebie to rozwaga czy egoizm? Odpowiedź chyba była jasna dla wszystkich, skoro Josh zdecydował się i zadzwonić do Reyesa i dać znać swojej partnerce o sytuacji. Oboje wiedzieli, że Dominic nie może być teraz sam. A Heynes może czuł nawet podskórnie, że tym razem to nie jego rolą jest wsparcie blondyna, a choć brzmiało to dosyć pokrętnie, ale Skye? Kobieta, która ich poróżniła?
Było to nadwyraz dojrzałe zachowanie z jego strony. Murray nie mogła wyrzucić tej myśli z głowy jadąc do Palm House. Jednak , gdy tylko weszła do budynku i wiedziała, że jest coraz bliżej Reyesa, myśli o narzeczonym ulatywały coraz dalej i dalej. Aż stając w Palm House myślała tylko o mężczyźnie, który leżał tuż naprzeciwko.
Kładąc się nie zwracała uwagi czy ma zamknięte czy otwarte oczy. Trochę się obawiała, że spotykając się z nim spojrzeniem może go spłoszyć. Dlatego położyła się w milczeniu ściskając jego dłoń. Gdy odwzajemnił jej uścisk jeszcze mocniej, poczuła jak cały stres z niej schodzi. Obawiała się jego reakcji, więc przynajmniej ten etap mieli ze sobą. Musiała też przyznać, że niezależnie od okoliczności było cudownie po prostu leżeć przy nim i wpatrywać się w niebo. Ciepło jego ciała, a nawet sama jego obecność dawała jej ukojenie. Ostatni rok tak bardzo zbliżyli się do siebie, że stał się integralną częścią jej, bez której ciężko już było funkcjonować. Musiał być obok, aby mogła oddychać pełną piersią.
Natomiast jego słowa wywołały w niej kolejny ścisk w żołądku. Ich znaczenie. Jego głos. Sama ścisnęła go jeszcze mocniej i tym razem zaciskając oczy, aby nie pozwolić łzom wypłynąć na zewnątrz. Musiała być silna dla niego.
- Nie jesteś. Proszę, nie mów tak- powiedziała wręcz błagalnie kręcąc głową. On niczego nie rozwalał, a naprawiał. Był jej wsparciem w pracy dając możliwości rozwoju i nauki. Wspierał jej związek z Joshem. Budował jej pewność siebie. Zabierał ją w tak wiele cudownych restauracji i przegadali tyle czasu, że miała wrażenie, że on ją złożył na nowo. Nie, oszlifował. Przy nim czuła, że rozkwita. Dlatego tak ciężko jej było słuchać jego słów.
- Nie masz wpływu na wszystko, a już na pewno nie na jej chorobę. Twoja mama chciała dla Ciebie jak najlepiej i dlatego Ci nic nie powiedziała- próbowała jakoś ją wytłumaczyć, ale zdawała sobie sprawę, że pewnie jej słowa spłyną po nim. Potrzebował czasu, aby się pogodzić z sytuacją. Ona jedyne co mogła mu dać , to swoją obecność, gdy będzie jej potrzebował. Dlatego niewiele myśląc puściła jego dłoń i odsunęła ją, aby znaleźć się pod jego ramieniem i objąć go w pasie. Wtuliła się w niego jeszcze ściślej niż pierwszego wieczoru tutaj. Nie zastanawiała się czy wypada czy nie ani jak na to zareaguje. Czuła silną potrzebę przytulenia go. Poczucia jak najwięcej jego gorącego ciała i wsłuchiwania się w bicie serca. Tym gestem chciała mu okazać jak najwięcej wsparcia, chociaż sama też potrzebował go w swoim życiu.
- Przejdziemy przez to- powiedziała nagle nie rozważając również jak zinterpretuje te słowa, ale płynęły one prosto z serca. - Damy sobie radę- dodała pewniejszym, lecz czułym głosem. Z czymkolwiek przyjdzie mu się zmierzyć, ona będzie go w tym wspierać. Nie zostawi go.


Dominic Reyes

i need you more than ever

: pn lut 09, 2026 9:51 pm
autor: Dominic Reyes
Dominic miał ogromną blokadę przed pokazywaniem się w roli ofiary. Nie cierpiał użalania się nad sobą przy ludziach oraz ludzi trzęsących się wokół niego. W tej konkretnej kwestii wolał pozostać w cieniu i nie zrzucać na innych swoich bolączek. Nie zastanawiało go, czy ktokolwiek wiedział o tym, co się stało, ani tym bardziej nie miał zamiaru informować nikogo osobiście. Dlatego widok Skye w palmiarni mimowolnie go zaskoczył, a sądząc po jej zachowaniu, albo się domyślała, albo wiedziała. Jak? Na razie nie chciał o tym myśleć.
Jej błagalny ton nie pozwolił mu zaoponować, że nie miała racji. Ugryzł się więc w język, ale tak naprawdę nic nie było w stanie przekonać go do zmiany zdania. Fakt był taki, że niszczył prawie każdą relację z kobietami, ponadto stanął pomiędzy Skye a Joshem, psując przyjaźń z nimi i wprowadzając zamęt w ich życia i związek, a do tego nie zwrócił uwagi na zmiany zachodzące w zdrowiu rodzicielki. Tak usilnie starał się nie zachowywać jak skończony drań, a tymczasem przychodziło mu to naturalnie. Nie mógł więc uwierzyć słowom Skye i właściwie dziwiło go, że myślała inaczej. A może chciała go tylko pocieszyć?
Ale może gdybym wiedział wcześniej, to mógłbym coś zrobić… - Cokolwiek - skonsultować się z innym lekarzem, sprawdzić, czy na pewno nie było innych sposobów na leczenie. Mógł wykorzystać swoje znajomości i ewentualnie poprosić kogoś o przysługę. A jeśli to by zawiodło to skupiłby się na Helene, pozostałe sprawy pozostawiając w zawieszeniu. Zamiast wieczorami topić smutki w whisky, mógł częściej bywać u mamy. Zmarnował tyle cennego czasu…
Na ułamek sekundy rozczarowało go, że Skye zabrała swoją dłoń, ale kiedy zrozumiał jej zamiary, podniósł rękę i otoczył ją swoim ramieniem, po czym instynktownie przysunął się do niej, chcąc poczuć przy sobie ciepło jej ciała. Niemal czuł, jak każda cząsteczka jego ciała pragnęła jej bliskości i obsesyjnie ku niej ciągnęła. Swoim gestem wyraźnie stłumiła jego skołatane nerwy i przyniosła mu ulgę. Czule przesuwał dłonią po jej plecach z przedziwnym wrażeniem, że minęły wieki, odkąd trzymał ją w swoich ramionach. Tym razem jednak miał pełną świadomość, że nie mógł pozwolić sobie na nic więcej, a to był tylko gest przyjaźni. Nie miał teraz siły na głębsze analizowanie ich relacji. Skoro mógł mieć ją tylko w ten sposób, niech tak będzie. Musiał się z tym pogodzić.
Po usłyszeniu następnych jej słów przyjemne ciepło rozlało się po jego ciele, powodując przy tym ciche odetchnięcie. Wtulił brodę i policzek w jej włosy i przymknął oczy. Brzmiała tak, jakby nie miała zamiaru zostawić go samego. A on bardzo chciał w to wierzyć. I choć pewnie miała czyste intencje, tak dobrze wiedział, jak niewiele w rzeczywistości mogła w ramach ich przyjaźni. Nie mógł jej prosić, żeby była przy nim, kiedy w domu czekał na nią Josh. Poza tym, obarczanie jej tym wszystkim nie było jego celem. - To mój problem, Skye. Ty nie musisz nic robić - westchnął ciężko i wyprostował głowę, ale nie poruszył się ciałem na milimetr, żeby się od niej jakkolwiek odsunąć. Wiedział, że chciała dobrze, ale na tym to się kończyło. Nie widział sensu angażowania jej w jego problemy i wszystkie emocje, z którymi wiązała się choroba jego matki. Będzie musiał w końcu wziąć się w garść. Ale na razie potrzebował jeszcze chwili - czując jej głowę na swoim ramieniu i rękę obejmującą jego klatkę, miał nadzieję szybciej się zregenerować.
Jak było dziś w pracy? - zapytał. Musiał na chwilę zmienić temat, a rozmowa o czymś normalnym wydawała się na ten moment odpowiednia. Poza tym Skye uświadomiła mu, że jego niespodziewana nieobecność musiała wywołać sensację.


Skye Murray

i need you more than ever

: pn lut 09, 2026 10:57 pm
autor: Skye Murray
Dopiero poprzednim razem w palmiarni Dominic tak naprawdę pierwszy raz od roku znajomości pokazał jej nieco tej swojej wrażliwej strony. To było dla niej coś nowego, ale jednocześnie urzekającego. Dostrzegła w nim nie tylko zabawnego i inteligentnego mężczyznę, ale również wrażliwego i opiekuńczego. Chociaż akurat z tym ostatnim już miała do czynienia nie raz, bo to była jedna z cech, którą szczególnie nią ujął. Mimo, że łączyła ich (podobno) tylko przyjaźń to dosyć często był bardziej opiekuńczy wobec niej niż jej własny chłopak. Dominic zawsze odebrał od niej telefon i zawsze przyjeżdżał, gdy go o to poprosiła. W przeciwieństwie do Josha, który nie raz gubił telefon dziwnym przypadkiem albo miał plany, których nie mógł odwołać. Jednak ta wrażliwa strona Reyesa? Strach przed utratą matki? To było coś nowego, a razem z innymi jego cechami tworzyło niesamowitą całość podkreślając jego wewnętrzne piękno.
Dlatego jej słowa nie były jej puste mające na celu go tylko pocieszyć . Może i popełnił błąd w relacji z Joshem, ale wiedziała, że to nie było wyrachowane z jego strony. Ulżyło jej nieco, że w tej kwestii się z nią nie spierał, ale nie była pewna czy dlatego, że nie ma na to siły czy w to uwierzył. Chciała sądzić, że to drugie, ale rozum i doświadczenie podpowiadało jej coś innego.
- Ale wiesz teraz, więc wykorzystajcie ten czas najlepiej jak możecie- zasugerowała delikatnie próbując znaleźć jakieś minimalne rozwiązanie na tą sytuację. Wiedziała, że nigdy nie będąc w jego sytuacji, ciężko jest jej go całkowicie zrozumieć. Lecz miała wrażenie, że czuje jego ból, złość i żal. To wszystko z niego emanowało tak bardzo, że każdy by to zauważył. A może to była cecha ich dwójki? Nie raz potrafili rozumieć się bez słów. Chociaż jak historia z ostatnich tygodni pokazuje, potrafili też zabłądzić i tak dalece od prawdy odczytywać zachowanie drugiej osoby. Jednak teraz jego słowa i czyny mówiły jedno - cierpiał.
Jej ciało wręcz instynktownie się wtuliło w jego. Nawet gdyby było ciemno i nic by nie widziała, doskonale odnalazłaby go w tej ciemności. Może i atmosfera nie była ani trochę romantyczna, to ciepło jego ciała było tym, czego potrzebowała. Rozkoszowała się jego dłonią na swoich plecach i tym jak czule ją gładził. Myśli o ich relacji i o tym jak bardzo się skomplikowała w ostatnim czasie nagle również uciekły. To nie było teraz ani trochę ważne. Dominic jej teraz potrzebował i nic więcej nie było ważne, więc poddała się instynktowi, a ten pragnął jego bliskości. Sądząc po reakcji blondyna, on również jej pragnął , więc to ją podświadomie uspokoiło pozwalając się odprężyć i przytulić go jeszcze mocniej, gdy przywarł policzkiem do czubka jej głowy.
- Problemy moich przyjaciół są również moimi problemami. To działa tak jak z wrogami. W dodatku nawet jeśli nie muszę, to chcę- nie brzmiała oschle, lecz stanowczo i pewnie. Nie wyobrażała go sobie teraz zostawić samego. Nie miała żadnych wątpliwości, że gdyby sytuacja była na odwrót, on zrobiłby to samo. Nawet Josh zdawał sobie sprawę co jest teraz najważniejsze. Więc leżał teraz w Palm House wtulona w Dominica, słuchając bicia jego serca i napawając się ciepłem jego ciała. Ciesząc się z tej chwili we dwoje i nawet jeśli doprowadziły do niej tak tragiczne okoliczności, to czerpała z tego momentu jak najwięcej. Najchętniej codziennie leżałaby tak w jego łóżku z nim u boku - to była myśl, której nie mogła wyrzucić z głowy. A raczej marzenie i to ściętej głowy. Lecz kiedy wciąż jej nie wypuszczał z ramion ani nawet nie odsunął się na milimetr, może gdzieś tak bardzo nie mijali się z oczekiwaniami wobec siebie? Jednak nie był to teraz czas na takie rozważania.
Zdawała sobie sprawę, że potrzebował trochę zmienić temat. Ona z kolei potrzebowała chwili na zastanowienie się co chce mu powiedzieć, ponieważ prawda była taka, że w pracy bez niego było beznadziejnie. Cały dzień zastanawiała się co się stało, plotki o nim i o Sydney podpowiadały jej tylko jedno. Ale przecież o tym mu nie powie! - Jenkins panikował, bo dostał dodatkowy temat w zastępstwie za Ciebie i już nie wyrabiał na zakrętach- westchnęła głośno i zaczęła delikatnie kreślić kółka na jego ciele tuż pod swoimi palcami. - W dodatku nie miałam komu wyjadać jedzenia z talerza podczas lunchu- nie chciała tego, ale jej głos nie zabrzmiał znacznie bardziej z goryczą niż sądziła, że ma jej w sobie. Przecież zaraz właśnie tak będzie wyglądać je każdy dzień w pracy. Bez niego. Z daleka od niego i w pracy i w domu. Instynktownie uświadamiając to sobie przysunęła się do niego jeszcze bardziej, chociaż bardziej się już nie dało. Nie chciała go opuścić. Nigdy.



Dominic Reyes

i need you more than ever

: wt lut 10, 2026 3:14 pm
autor: Dominic Reyes
Jeszcze do niedawna gdyby posądzono go o otaczanie Skye szczególną troską, wszystkiego by się wyparł, bo w jego przekonaniu nie robił nic wyjątkowego. Nigdy nie ignorował najbliższych, będąc na niemal każde ich zawołanie, kiedy tego potrzebowali i zawsze mogli na niego liczyć. A gdy Skye jako jedyna kobieta dołączyła do jego grona przyjaciół, starał się ją traktować w ten sam sposób. I jeszcze ten miesiąc temu nadal okłamywałby siebie i wszystkich wokół, że była dla niego tylko przyjaciółką, ale po wszystkim, co przeszli, zaczynał dostrzegać znaczące różnice.
Teraz był już niemal pewien, co nim kierowało za każdym razem, kiedy podnosił na nią swoje spojrzenie albo widział jej imię na wyświetlaczu. Nie rozumiał tego, dopóki nie uświadomiła go Sydney. Początkowo zaskoczyła go jej uwaga, jednak kiedy o tym pomyślał, wszystko zdawało się układać w całość. A więc chyba tak musiała wyglądać miłość.
Chyba powinienem wziąć wolne. Trochę uzbierało mi się urlopu - przyznał cicho, choć nie był tym pocieszony. Wydawało się to sensownym posunięciem, dzięki czemu mógłby skupić się na matce i pomocy w domu rodzinnym. Z drugiej strony to oznaczało, że czas ze Skye w biurze również im się przedwcześnie skończy. Utrata dwóch bliskich mu osób jednocześnie, mimo innych okoliczności, będzie bolała podwójnie. Czy był w stanie jakkolwiek się na to przygotować? Pozostało mu tylko cieszyć się, że chociaż przez chwilę miał Skye przy sobie. Oddychać tym samym powietrzem i nie myśleć, co będzie dalej.
Nie chcę, żebyś tego doświadczała. Powinnaś skupić się na swoim życiu. Na nowym mieszkaniu, znalezieniu pracy… na ślubie z Joshem. To moja bitwa. - Starannie kontrolował swój głos, żeby wybrzmiał łagodnie i naturalnie, nie chcąc dać po sobie poznać, jak samo wspomnienie o ślubie wywołało nagły ucisk w jego klatce. Jej obecność przynosiła mu ukojenie, którego tak bardzo potrzebował, ale jednocześnie nie potrafił pozbyć się z głowy głosu rozsądku. Nie powinien zrzucać ciężaru swoich trosk na nią. Miała swoje życie i właśnie wkraczała na nową ścieżkę, więc on tym bardziej nie powinien jej zatrzymywać. - Ale jeśli znalazłabyś chwilę, to na pewno ucieszyłyby ją Twoje odwiedziny - dodał po chwili, proponując kompromis w razie, gdyby Skye stanowczo zaoponowała odsunięciu jej od sprawy. Helene od razu ją polubiła i wcale się temu nie dziwił. Jak to określiła - była uprzejma, inteligentna i urocza - a ona miała nosa do ludzi.
W jego słowach przemawiał rozsądek, jednak ciało pokazywało coś innego, gdyż nie potrafił się od niej oddalić. I choć dla osoby postronnej ich naturalne odruchy mogłyby zostać źle odczytane, to Dominic wiedział, że obowiązywała ich wyłącznie przyjaźń. A to nie zabraniało im się przytulić, prawda? Na nic innego nie mógł ani nie miał odwagi liczyć, świadomie spychając swoje uczucia względem niej na dalszy plan, gdyż nie to było teraz istotne. Zwyczajnie chłonął moment, jakby czas stanął w miejscu.
To akurat było do przewidzenia, że jeszcze za mną zatęskni - mruknął, odnosząc się do ich ostatniej rozmowy w biurze. Tylko nikt się nie spodziewał, że mogło to nastąpić tak szybko. - Ale kto wie, może w końcu się wykaże i rozwinie skrzydła? - dodał zaraz, bo może to rzeczywiście był nieoszlifowany diament? Aczkolwiek nie potrafił skupić się na tym wyobrażeniu, kiedy poczuł jej opuszki palców tuż przy swoim mostku. Było to bardzo miłe uczucie, pod wpływem którego mógłby się rozpłynąć. - Jeszcze znajdziesz sobie zastępstwo - powiedział cicho, choć myśl o tym, że ktoś inny zajmie jego miejsce, łagodnie mówiąc, nie napawała go optymizmem. Ze swojej strony był przekonany, że nikt już jej nie dorówna. Nikt jej nie zastąpi w takim samym stopniu. A ona nie będzie miała szansy się o tym przekonać.
Czy myślała podobnie, gdy wtuliła się w niego bardziej? Wiedział tylko tyle, że jej odruch obudził w nim pragnienie, by wtopić się w jej ciało niczym zaginiona połówka, która właśnie odnalazła swoje właściwe miejsce. Ta potrzeba była silniejsza od niego, toteż instynktownie odwrócił się na bok w jej stronę i zamknął ją w swoim uścisku, by mogła skryć się w jego ramionach w pełni. Czując, że trzymał cały swój świat w objęciach, miał wrażenie, że wszystkie złe myśli i uczucia odpływały w dal, a on stawał się silniejszy i spokojniejszy. I choć zapewne nie dostrzegała tego wszystkiego tak, jak on, to właśnie dawała mu znacznie więcej, niż ktokolwiek. - Cieszę się, że tu przyszłaś - wyszeptał, wtulony w jej włosy. Jakkolwiek się o tym dowiedziała, był jej wdzięczny, że postanowiła wbrew wszystkiemu pojawić się w palmiarni. I choć nie powiedział tego na głos, był jej również niesamowicie wdzięczny za to, że pojawiła się w jego życiu. Nawet, jeśli miała niedługo całkiem z niego zniknąć.


Skye Murray

i need you more than ever

: wt lut 10, 2026 4:13 pm
autor: Skye Murray
Skye była jeszcze zagubiona w swoich uczuciach. Zależało jej na Dominicu i tak, kochała go, ale dotychczas uważała, że jest to miłość czysto platoniczna. Dzisiaj wiedziała, że darzy go znacznie głębszym uczuciem, lecz jednocześnie kochała również innego mężczyznę. Jeden się jej właśnie oświadczył, gdy z kolei drugi nie był nigdy nawet w związku. Jeden mówił, że chce spędzić z nią resztę życia, a drugi słowem nie wspomniał o niczym więcej po wspólnie spędzonej nocy. Więc tak, miała mętlik w głowie, bo serce i rozum mówiły co innego. Czuła się jakby pędziła na karuzeli, z której boi się wyskoczyć, aby chwilę ochłonąć i odetchnąć. Pędziła z wiatrem, nawet jeśli czuła, że tego nie chce.
Jednak czasami udało jej się posłuchać instynktu i znaleźć się w odpowiednim miejscu, bo ramiona Dominica były najlepszym miejscem na ziemi. Nawet jeśli rozmawiali na tak trudne tematy jak choroba i zbliżająca się śmierć jego matki, to czuła w nich spokój i ukojenie.
- Weź wolne. Tyle ile potrzebujesz- zasugerowała nie wyobrażając sobie teraz, żeby mógł przychodzić do pracy ze świadomością, że w każdym momencie może dostać telefon od ojca. Oczywiście, że wolałaby ostatni czas w Forward Interiors spędzić w jego towarzystwie, ale w takich okolicznościach uznała, że jej wypowiedzenie stoi pod znakiem zapytania. Nie chciałaby Louise zostawiać nagle bez dwóch pracowników, więc może uda się wszystko jeszcze przesunąć chociażby o dodatkowy miesiąc? Skye nie chciała być egoistką, która myśli o swoich potrzebach. Wiedziała, że Dominic potrzebuje tego czasu z matką i chciała, żeby mógł spokojnie się na tym skupić. Ona będzie obok, gdyby jej potrzebował.
Zdążyła już się zorientować, że Reyes ze wszystkim chce radzić sobie sam. Jak tak cofa się pamięcią, to nie pamięta, żeby kiedykolwiek poprosił ją o pomoc. Chyba, że w podaniu soli. Zawsze z czarującym uśmiechem na ustach jakby żadne problemy go nie dotykały. Dlatego teraz słysząc jego łamiący się głos, było jej trudno leżeć obok niego i nie mogąc zrobić nic więcej oprócz tulenia go. Na domiar złego próbował i to jej zabrać odsuwając ją od wsparcia w kolejnych dniach. Była na to gotowa, ale na wspomnienie o ślubie i Joshu nie. Momentalnie jej ciało się spięło, a ręka którą wodziła po nim zastygła w bezruchu. To było jak kubeł zimnej wody- przypomnienie o tym, że ich życia coraz bardziej się rozchodzą. Jeszcze kiedy wtulała się w niego, a on wspominał o jej narzeczonym, poczuła się tym bardziej odtrącona. Przez chwilę miała ochotę się odsunąć i dać mu przestrzeń, ale nie potrafiła. Nie mogła tego zrobić, ponieważ wtulała się w niego nie tylko dla jego ukojenia, ale i swojego. Wzięła głęboki wdech zanim się odezwała ponownie po krótkiej przerwie.
- Dominic, proszę. Nie musisz przechodzić przez to wszystko sam- nie była w stanie powiedzieć nic więcej. To wszystko na co było ją stać. Nie chciała go teraz też zarzucać jej rozterkami. Tym bardziej, że on wobec niej nie miał żadnych rozterek - była przyjaciółka, z którą się przespał i tym samym zjebał relację z przyjacielem, który był jej chłopakiem. Nie była nikim więcej. On miał teraz ważniejsze sprawy na głowie i zamierzała go w tym wesprzeć. Nawet jeśli będzie ją odtrącał, nie zostawi go.- Oczywiście, że znajdę czas i to z wielką przyjemnością . Kiedy tylko będziecie chcieli- jej serce zabiło szybciej na tą prośbę. Bardzo polubiła panią Reyes, która była cudowną i ciepłą osobą. Roztaczała się wokół niej aura życzliwości i dobroci, a przede wszystkim miała ten sam piękny uśmiech co jej syn. Ścisnęło jej gardło na myśl, że teraz zobaczy ją ostatni raz. Skoro ją to ruszało, to jak miał się czuć Dominic??
Przejście na temat pracy było im chyba obojgu potrzebne, aby choć na chwilę rozluźnić atmosferę.- Próbujesz przekonać mnie czy siebie samego?- zaśmiała się cicho na wyobrażenie Jenkinsa jako architektonicznego diamentu. Prędzej rzuci zwolnienie lekarskie, aniżeli podoła większej liczbie obowiązków. Niestety ta chwila uśmiechu zniknęła bardzo szybko. Gdy tylko wspomniał o swoim zastępstwie, drgnęła lekko na samą myśl. Mimo, że i tak ich ciała były ze sobą już splecione, objęła go jeszcze mocniej. - Nie. Nie chcę znajdować zastępstwa- nie sądziła, że to nastąpi, ale głos jej lekko zadrżał. Myśl, że zniknąłby z jej życia była tak przerażająca, że zaczął ją osaczać stres. Widmo śmierci wiszące nad jego matką i zbliżający się koniec ich przyjaźni ją przerażał. Wiedziała, że on będzie żyć i pewnie będzie szczęśliwy, czego oczywiście mu z całego serca życzyła, ale to nie zmieniało faktu, że nie chciała, aby go zabrakło w jej życiu. Był przecież najważniejszym jego elementem.
Gdy przekręcał się na bok, cały czas obejmowała go w pasie nie zamierzając ograniczać kontakt nawet na sekundę. Wprost przeciwnie- wtuliła się w niego jeszcze bardziej zamykając oczy i chłonąc to ciepło wymieszane z jego perfumami bijące od niego. Wzięła dwa głębokie wdechy próbując ukoić nerwy i na nowo się odprężyć.
- Nie wyobrażam sobie być teraz nigdzie indziej- szepnęła w odpowiedzi wprost w jego szyję, którą miała tuż pod ustami, gdy przekręciła nieco głowę. Czując pod wargami znajomy zapach i skórę nie mogła się powstrzymać przed złożeniem na niej pocałunku. Jednego, czułego. Jednak ustami wciąż stykała się z jego skórą. Nie myślała czy to wypada czy nie. Potrzebowała go. Potrzebowała go jak powietrza i mówiła prawdę - nie chciała być nigdzie indziej i nie chodziło o miejsce, a o niego.


Dominic Reyes

i need you more than ever

: wt lut 10, 2026 11:10 pm
autor: Dominic Reyes
W tym momencie chyba najbardziej tragiczne w ich historii było to, że oboje rozmijali się w przekonaniach względem siebie. Dominic również nie podejrzewał, że odwzajemniała jego uczucia. Że czekała od niego na jakiś znak, który wskazałby jego gotowość na coś więcej. Z tym, że jak miał tego dokonać, kiedy jemu wydawało się, że była szczęśliwa u boku innego? Miała powody, by znów wybrać stabilność i bezpieczeństwo z Joshem, niż… No właśnie, bo sam blondyn nie wiedział, co mógł jej zaoferować oprócz swojego oddania. Czy bycie przy niej mogło jej wystarczyć? Z resztą, przyjęła pierścionek od Josha, jego do niedawna najlepszego przyjaciela. Dominic miał związane ręce. Nie chciał znów zachować się jak skończony egoista. Ponowne stanięcie między nimi było zwyczajnie nie w porządku.
Jej sugestia, pewna i szybka, nie przyniosła mu ulgi. Jej obecność w biurze należała do jego codzienności i nie dopuszczał do siebie myśli, że miałoby się to już skończyć. Jeszcze nie teraz, nie w takim momencie. - Miałbym jedną prośbę: przejęłabyś Sydney na czas mojej nieobecności? - Wiedział, że prosił o dużą przysługę, ale Skye była jedyną osobą, której chciał powierzyć ten projekt. Miała fach w ręku, w dodatku pilnie uczyła się pod jego okiem, a jej ostatni projekt został świetnie odebrany, mimo że później ze względu na jej zwolnienie został przekazany komuś innemu. - To jest zbyt ważne, żeby zajął się tym ktokolwiek inny. Ufam Ci i wierzę, że sobie poradzisz - wyjaśnił po chwili. Sydney na pewno zrozumiałaby sytuację, ale dla takiej firmy, jak jej, liczył się każdy dzień, a jakiekolwiek obsuwy sporo ich kosztowały. I choć liczył się ze zniknięciem oferty ze stołu, tak nadal nie mógł ich zawieść.
Nie dało się zignorować momentu, w którym Skye znieruchomiała na wspomnienie o ślubie. Jej nagłe spięcie dało mu niepokojące wrażenie, że coś było nie tak. Nie miał pojęcia, o co chodziło, ale bez zastanowienia ujął jej zastygłą w bezruchu dłoń i przyłożył do swojego torsu w obawie, że w jakiś sposób sprawił jej przykrość. Nie było to jego zamiarem, więc przeraziło go, że mogła się teraz od niego odsunąć. Na szczęście tego nie zrobiła.
Wystarczy mi świadomość, że jesteś. - Gdzieś, najlepiej w zasięgu ręki, ale równie dobrze mógł karmić się złudzeniem, że jej też nie stracił. A przynajmniej jeszcze nie teraz. I mimo iż podświadomie przeczuwał, że o cokolwiek by ją w tej chwili poprosił, zgodziłaby się bez wahania, tak wiedział, że nie mógł jej wykorzystywać i prosić o więcej, niż nakazywał rozsądek. - Świetnie, będzie zachwycona - przyznał, a kąciki jego ust po raz pierwszy tego długiego dnia drgnęły nieznacznie w przypływie uśmiechu. Nie miał wątpliwości co do zadowolenia Helene, bo niedawno pytała o Skye. A Dominic miał zamiar sprawić jej jak najwięcej radości w jej ostatnie pochmurne dni. Podarować jej promyk, jakim ciemnowłosa była dla niego.
Może jedno i drugie? - ściągnął brwi w udawanym zastanowieniu. Niezwykle dobrze było usłyszeć jej śmiech, który odbił się echem po ścianach sali nawet, jeśli była to tylko ulotna chwila beztroski. Spoczywała na nim całym swoim rozluźnionym ciężarem ciała, dlatego jej niespodziewane drgnięcie zwróciło jego uwagę. Zaraz potem przylgnęła do niego jeszcze bardziej, a on intuicyjnie objął ją mocniej. - Też będę tęsknił za Twoim wyjadaniem z talerza - mimowolnie westchnął. I nie tylko za tym. Za jej niespodziewanymi telefonami, żeby ją ratować z opresji, za wtrącaniem się w wystrój jego mieszkania, za marudzeniem na Jenkinsa i pewnym siebie spojrzeniem, którym mogła zwojować świat. Za jej uśmiechem, ciepłem, zapachem, dotykiem. Kochał w niej dosłownie wszystko i zdawał sobie sprawę, że będzie mu jej niewiarygodnie brakować.
Dlatego całkowicie zamknął ją w swoich ramionach. Nie wiedział, ile czasu będzie im jeszcze dane tak leżeć, więc musiał wykorzystać chwilę i nasycić się nią, póki nie rozdzieli ich noc. Potrzebował usłyszeć wyszeptane przez nią słowa, które świadomie karmiły go złudzeniami, że znaczyło to coś więcej, niż pozwalała im na to rzeczywistość. Lecz dopiero następujący po nich delikatny dotyk warg na jego szyi sprawił, że naprawdę zaczął w nie wierzyć. - Och, Skye - westchnął tęsknie, przymykając oczy. Jej pocałunek wywołał w nim jeszcze większy mętlik w głowie, a rozsądek zaczął walczyć z sercem między tym, co słuszne, a tym, czego pragnął. A prawda była taka, że pragnął jej, w każdy możliwy sposób. Z tym, że raczej nie był to ani odpowiedni czas, ani miejsce. I raczej już nigdy więcej to nie nastąpi. Przesunął niespiesznie opuszkami palców wzdłuż jej ramienia, kierując je na odsłoniętą szyję i zarys szczęki, aż dotarł do jej brody, którą łagodnie odchylił do góry tak, by móc na nią spojrzeć. Była niewiarygodnie piękna. I znajdowała się niebezpiecznie blisko jego ust. Delikatnie musnął kciukiem jej dolną wargę.
- Zdajesz sobie sprawę, jak wyjątkowa jesteś? Do tego stopnia, że jeśli bym Cię teraz pocałował, nie mógłbym już przestać. I właśnie przez wzgląd na to nie powinniśmy komplikować wszystkiego bardziej - ściągnął odrobinę brwi, zdając sobie sprawę, jaka okazja przeszła mu właśnie koło nosa i jak bardzo bolało go postępowanie zgodnie z własnym sumieniem. Musiał jednak stać się odpowiedzialny za nich oboje. Poza tym, nie chciał znów stać się tym drugim. To było niesprawiedliwe dla całej ich trójki, a on miał już dość wyrzutów sumienia. - Kochasz go? - zapytał cicho, choć znał odpowiedź. Musiała ona jednak wybrzmieć z jej ust. To od niej zależało, co Dominic miał powiedzieć w zamian.

Skye Murray

i need you more than ever

: śr lut 11, 2026 12:36 am
autor: Skye Murray
Skye zdawała sobie sprawę, że nie zachowuje się do końca w porządku w stosunku do Josha. Kochała go, ale czy to wystarczyło by stworzyć z kimś przyszłość? Do związku, który miał przetrwać całe życie potrzeba było czegoś więcej - oddania. Pasji. Namiętności. Przyjaźni. Jej relacja z Heynesem miała wiele braków, które oboje próbowali w ostatnim czasie łatać w panice licząc, że wszystko się ułoży, ale czuła, że to tylko zmierza w jednym kierunku. Niestety nie dojrzała jeszcze do podjęcia tej decyzji i jak widać Josh również, więc chyba oboje się okłamywali nawzajem, a w tym wszystkim był Dominic. Niestety między całą trójką nie było pełnej szczerości, ale potrafili jednak schować urazy i dumę do kieszeni i w sytuacji kryzysowej jaka nastąpiła teraz, się wspierać.
Dziewczyna nawet chciała wyznać Dominicowi skąd wiedziała, że stało się coś złego. Chciała, żeby mężczyznami nie było złej krwi. W końcu przecież ona wciąż potrafiła się z każdym z nich jeszcze dogadać. Nie miała jednak jeszcze ku temu okazji. Z kolei blondyn zdążył już zrzucić na nią niezłą bombę w postaci prośby o przejęcie projektu jego… kochanki? Nie wiedziała jakich słów użyć, ale aż ją ścisnęło w żołądku na samą myśl współpracy z tą kobietą. Ciężko jej było się do tego przyznać, ale była o nią zazdrosna i po prostu z góry jej nie polubiła. Było to niedojrzałe zachowanie? Może. Jednak rzecz w tym, że Skye nie potrafiła mu odmówić. Nawet jeśli nie pochwaliłby jej umiejętności i tak by się zgodziła z jednego prostego powodu - to był Dominic i dla niego zgodziłaby się na wszystko. W dodatku była też druga bardzo istotna kwestia - okoliczności jakie go zmusiły do przerzucenia na nią tego zadania. Jeżeli chciał, żeby ona się tym zajęła, by on mógł spędzić ten ostatni czas z mamą - zrobi to. Dla niego i Helene. Była to też dla niej niezwykła okazja do rozwoju, ale to akurat było dla niej teraz najmniej istotne.
- Tak. Nie musisz się martwić o pracę. Skup się na mamie i na sobie- przytaknęła po krótkiej chwili namysłu. Trochę ciężko jej było zgodzić się na głos na to, ale przełamała się. Zaciśnie zęby i da z siebie wszystko, aby jego rekomendacje szły w parze z rzeczywistością. Chociaż dobrze wiedziała, że za bardzo ją chwalił.
Mimo, że nie planowała się odsunąć, to złapanie ją za dłoń tylko utwierdziło ją w przekonaniu, że cały czas chciał żeby tu była. Jak mogłaby być gdzieś indziej, skoro tutaj jej było najlepiej? - Oczywiście, że jestem. Pamiętaj o tym- szepnęła w odpowiedzi licząc, że będzie wiedział, że tak jak ona do niego, tak on do niej może zadzwonić o każdej porze dnia i nocy. Wysłucha go, pomilczy z nim albo przyjedzie, żeby obejrzeć z nim film. Nagle prośba Josha o brak kontaktu z Dominicem spadła w otchłań. Nie wyobrażała sobie go zostawiać. Nie, gdy potrzebował czyjegoś wsparcia. I już na pewno nie, gdy chciał jej wsparcia.
- Chociaż kto wie. Może Jenkins nas kiedyś zaskoczy ? Jeżeli tak się stanie w najbliższym czasie, to obiecuję dać Ci znać- złożyła obietnicę z lekkim uśmiechem na ustach, nie wierząc że to kiedyś nastąpi.
Los bywał jednak przewrotny, bo jeszcze kilka godzin temu nie sądziłaby, że tak właśnie będzie spędzać ten wieczór - w jego ramionach. Chciała wierzyć, że pod tym wyjadaniem z talerza kryło się coś jeszcze, bo ona nie chciała szukać zastępstwa tylko w tym. Nie wierzyła, że komukolwiek uda się tak poruszyć jej serce. Przy nim nie była w stanie się całkowicie kontrolować i panować nad swoimi ruchami czy słowami. Mówiła i robiła to, co podpowiadał jej instynkt. Chciała być tylko przy nim, a czując pod ustami jego skórę nie mogła ani nie chciała się powstrzymać. Pamiętała doskonale, kiedy ostatni raz obsypywała ją pocałunkami leżąc wtulona w jego ciało. Brakowało jej tego cholernie - tego ciepła, zapachu i smaku. Powstrzymywała się, by nie przesunąć pocałunkami wyżej. Tym bardziej, gdy wypowiedział jej imię. W ten intymny sposób, który przyprawił ją o kolejne bicie serce i pewien ucisk w podbrzuszu. Tak bardzo chciała ustami zawędrować dalej, ale nie ruszyła się. Pozwoliła sobie jedynie , by czuł jej gorący oddech i co rusz wilgotne wargi na swojej skórze. Aż zadarł jej głowę do góry, zmuszając by na niego spojrzała. Jej wzrok wędrował między oczami, a ustami. Nie mogła całkowicie się skupić na jego słowach, ale w głowie jak echo odbijało się jesteś wyjątkowa.
Niestety jego pytanie usłyszała aż za dobrze. Głośno. Dosadnie. Nawet jeśli szeptał, ona usłyszała wszystko. Objęła dłonią jego policzek i przez chwilę gładziła kciukiem wpatrując się w jego oczy. Nie potrafiła odpowiedzieć na to pytanie, bo wbrew pozorom ono nie było łatwe. Kochała Josha, ale kochała też Dominica. Nie była szczęśliwa z Joshem tak jak była z Dominicem. Nie można było na to pytanie odpowiedzieć prostym jednym słowem i właśnie to mógł dostrzec w jej spojrzeniu - zagubienie. Westchnęła głośno i wciągnęła powietrze, a następnie przymknęła oczy przybliżając jeszcze bardziej swoją twarz do jego. Ich usta dzieliły milimetry. Czuła jak pożądanie między nimi jest tak gęste, że można je ciąć nożem. Tak bardzo go pragnęła, a tak bardzo nie mogła go mieć.
- Dominic…- szepnęła muskając przy tym jego wargi swoimi. Gdyby tylko pozwolili sobie na pocałunek, ona również nie byłaby w stanie nim poprzestać. Jednak Josh i Dominic na to nie zasługiwali. Wystarczająco spieprzyła swoją osobą relację między nimi i dzisiejszy wieczór mógł wszystko skomplikować jeszcze bardziej. Dlatego mimo, że jej serce go pragnęło, to z ich dwójki on miał wystarczająco rozumu w głowie, aby zachować się dojrzale. Nawet jeśli ta forma odrzucenia ją bolała, to nie o nią w tym chodziło. Reyes miał już wystarczająco problemów na głowie, więc postanowiła nie dokładać mu kolejnych. Mężczyźni zasługiwali na to, aby zachowywała się wobec nich w porządku.
Z bólem serce , ale odsunęła swoją twarz od jego. Spojrzał ponownie w te piękne błękitne oczy i przesunęła dłonią z policzka, po szyi, a na końcu zatrzymując się na jego ramieniu.
- Powinieneś wrócić do domu i coś zjeść. Po drodze sprzedają przepyszne panzerotti. Ostatnio ktoś wyjątkowy mi je polecał, więc możemy wziąć je na wynos- zaproponowała z delikatnym uśmiechem specjalnie tak go nazywając - on również w jej oczach był wyjątkowy.



Dominic Reyes