don't touch me
: sob lut 07, 2026 9:48 am
Dante Levasseur
To był najgorszy dyżur, który miała w swojej krótkiej karierze. Nie dość, że zmęczenie weszło jej na zupełnie nowy poziom, to była kompletnie wypruta z jakichkolwiek emocji. Ta jedna śmierć znaczyła tyle, co wszystkie wcześniejsze. Tylko nawet nie mogła jej odpowiednio przeżyć, wcale nie chodziło o pracę, a o jej chłopaka. Zawsze wiedziała, że Dante oznacza kłopoty. W normalnych warunkach jej to nie przeszkadzało, ale kiedy siedziała, płacząc w kantorku, to usłyszała.
Ochroniarz zgarniający Levasseura. Jak wcześniej nie miała jakichkolwiek drzwi, to uchyliła drzwi i słyszała wszystko. Kradzież leków. Nagle rozpacz pomieszała się razem z furią, a Ivy nerwowo zaczęła poszukiwać własnego identyfikatora. Znalazła. Leżącego na podłodze w kantorku. Kiedy ona walczyła o czyjeś życie, Dante okazał się jeszcze bardziej lekkomyślny niż kiedykolwiek. Ścisnęła mocno swoje pięści, od razu wbijając paznokcie wewnątrz dłoni.
Chociaż jedno z nich musiało zachować się odpowiedzialnie. Wpierw ruszyła do łazienki, gdzie umyła twarz i uderzyła się kilka razy mocno w twarz, a potem... powiedziała o wszystkim lekarzowi prowadzącemu. Postawiła wszystko na jedną kartę, na szczerość, bo była gotowa ponieść konsekwencje. Choć dostała największy ochrzan własnego życia, to została też na rezydenturze. Zawieszona na jakiś czas, ale została. Za to z dyżuru wyszła wcześniej. Nic dziwnego nie potrafiła w ogóle funkcjonować. Powrót do mieszkania wydawał się jej irracjonalny, stąd siedziała przed szpitalem z kubkiem kawy i wpatrywała się przed siebie. Pierwszy raz od dawna Ivy nie wiedziała, co powinna zrobić. Czy spotykała się z kryminalistą? Kochała go, ale musiała z kimś porozmawiać, skonsultować się i wykonać jakikolwiek krok do przodu.
Może dlatego chwyciła telefon i odezwała się do najstarszej siostry. June zawsze potrafiła zaoferować jej najbardziej sensowne rozwiązanie jako najstarsza latorośl wśród Harrisonów. Pierwszym przystankiem by do niej dotrzeć było wspólne mieszkanie. Miała nadzieję, że Dante spędza czas na posterunku policji, lub w ochronie, a ona będzie mogła tak po prostu uciec. Wcale nie patrzyła na bezimiennego psa, ruszyła wprost do szafy, zabierając najpotrzebniejsze rzeczy ze sobą. Nie chciała go widzieć, nie chciała go słyszeć. Wiele rzeczy mogłaby mu powiedzieć, kiedy brakowało jej jakichkolwiek pokładów cierpliwości. Złamał prawo w jej miejscu pracy, co mogło rzutować na nią. Pewnych rzeczy nie mogłaby mu wybaczyć i pierwszy raz... mogłoby się skończyć gorzej niż na potłuczonych talerzach.
To był najgorszy dyżur, który miała w swojej krótkiej karierze. Nie dość, że zmęczenie weszło jej na zupełnie nowy poziom, to była kompletnie wypruta z jakichkolwiek emocji. Ta jedna śmierć znaczyła tyle, co wszystkie wcześniejsze. Tylko nawet nie mogła jej odpowiednio przeżyć, wcale nie chodziło o pracę, a o jej chłopaka. Zawsze wiedziała, że Dante oznacza kłopoty. W normalnych warunkach jej to nie przeszkadzało, ale kiedy siedziała, płacząc w kantorku, to usłyszała.
Ochroniarz zgarniający Levasseura. Jak wcześniej nie miała jakichkolwiek drzwi, to uchyliła drzwi i słyszała wszystko. Kradzież leków. Nagle rozpacz pomieszała się razem z furią, a Ivy nerwowo zaczęła poszukiwać własnego identyfikatora. Znalazła. Leżącego na podłodze w kantorku. Kiedy ona walczyła o czyjeś życie, Dante okazał się jeszcze bardziej lekkomyślny niż kiedykolwiek. Ścisnęła mocno swoje pięści, od razu wbijając paznokcie wewnątrz dłoni.
Chociaż jedno z nich musiało zachować się odpowiedzialnie. Wpierw ruszyła do łazienki, gdzie umyła twarz i uderzyła się kilka razy mocno w twarz, a potem... powiedziała o wszystkim lekarzowi prowadzącemu. Postawiła wszystko na jedną kartę, na szczerość, bo była gotowa ponieść konsekwencje. Choć dostała największy ochrzan własnego życia, to została też na rezydenturze. Zawieszona na jakiś czas, ale została. Za to z dyżuru wyszła wcześniej. Nic dziwnego nie potrafiła w ogóle funkcjonować. Powrót do mieszkania wydawał się jej irracjonalny, stąd siedziała przed szpitalem z kubkiem kawy i wpatrywała się przed siebie. Pierwszy raz od dawna Ivy nie wiedziała, co powinna zrobić. Czy spotykała się z kryminalistą? Kochała go, ale musiała z kimś porozmawiać, skonsultować się i wykonać jakikolwiek krok do przodu.
Może dlatego chwyciła telefon i odezwała się do najstarszej siostry. June zawsze potrafiła zaoferować jej najbardziej sensowne rozwiązanie jako najstarsza latorośl wśród Harrisonów. Pierwszym przystankiem by do niej dotrzeć było wspólne mieszkanie. Miała nadzieję, że Dante spędza czas na posterunku policji, lub w ochronie, a ona będzie mogła tak po prostu uciec. Wcale nie patrzyła na bezimiennego psa, ruszyła wprost do szafy, zabierając najpotrzebniejsze rzeczy ze sobą. Nie chciała go widzieć, nie chciała go słyszeć. Wiele rzeczy mogłaby mu powiedzieć, kiedy brakowało jej jakichkolwiek pokładów cierpliwości. Złamał prawo w jej miejscu pracy, co mogło rzutować na nią. Pewnych rzeczy nie mogłaby mu wybaczyć i pierwszy raz... mogłoby się skończyć gorzej niż na potłuczonych talerzach.