blood, sweat and tears
: sob lut 07, 2026 5:26 pm
Początek roku zawsze przynosił ze sobą postanowienie, by zrobić coś ze sobą, by nie czuć się aż tak źle albo po prostu oderwać głowę i myśli od rzeczywistości. W przypadku Catherine schemat ten powtarzał się co roku: jedzenie winogron pod stołem o północy, przysięganie na wszelkie świętości, że w danym roku na pewno weźmie się za siebie i zacznie chodzić regularnie ćwiczyć na siłownię oraz rezygnacja nad pudełkiem lodów w lutym. Ponieważ jednak był jeszcze styczeń trzymała się swojego planu, chociaż wiedziała, że praktycznie jest on skazany na porażkę.
Nie czuła się na tyle pewnie, aby paradować w godzinie szczytu aktywności w tym miejscu w samym staniku sportowym. Nawet jeśli wiedziała, że to głupie i praktycznie nikt nie zwróci na to uwagi musiała mieć na sobie szeroką, nieco już znoszoną koszulkę. Miała najlepsze lata za sobą (zarówno Cathy, jak i koszulka), ale spełniała swój cel idealnie.
Po już kilku latach i przewinięciu się wielu osób, które próbowały ją zachęcić do aktywniejszego ćwiczenia na sporej ilości siłowni czy innych centrów aktywności wiedziała już jak ważna jest rozgrzewka i rozciąganie. Być może poświęciła im więcej czasu niż to było konieczne, ale wolała to zrobić wcześniej niż się potem uszkodzić. Tym bardziej, że ktoś musiał pomagać dziadkom w remoncie ich lokalu, a reszta rodziny była niedysponowana.
Nieco zziajana poprawiła upięcie kucyka na mniej byle jakie, ale wciąż byle jakie i oparła dłonie na biodrach rozglądając się po opcjach. Duża ilość sprzętu była zajęta, a nie chciała przeszkadzać. Ciężary odpuściła praktycznie od razu - codziennie coś dźwigała, chcąc nie chcąc mięśnie rąk miała całkiem wyrobione. Mogła więc albo ćwiczyć nogi, albo zrobić sobie cardio na bieżni. Z czego to drugie nigdy nie kończyło się dobrze. Spojrzała jeszcze raz na bieżnię i pokręciła głową.
- Nope, jestem na to zbyt trzeźwa - powiedziała cicho sama do siebie i ruszyła w stronę suwnicy. Nogi to było to. Zero biegania, same plusy. Nawet jeśli następnego dnia miała cierpieć i nie wstać.
Jason Choi
Nie czuła się na tyle pewnie, aby paradować w godzinie szczytu aktywności w tym miejscu w samym staniku sportowym. Nawet jeśli wiedziała, że to głupie i praktycznie nikt nie zwróci na to uwagi musiała mieć na sobie szeroką, nieco już znoszoną koszulkę. Miała najlepsze lata za sobą (zarówno Cathy, jak i koszulka), ale spełniała swój cel idealnie.
Po już kilku latach i przewinięciu się wielu osób, które próbowały ją zachęcić do aktywniejszego ćwiczenia na sporej ilości siłowni czy innych centrów aktywności wiedziała już jak ważna jest rozgrzewka i rozciąganie. Być może poświęciła im więcej czasu niż to było konieczne, ale wolała to zrobić wcześniej niż się potem uszkodzić. Tym bardziej, że ktoś musiał pomagać dziadkom w remoncie ich lokalu, a reszta rodziny była niedysponowana.
Nieco zziajana poprawiła upięcie kucyka na mniej byle jakie, ale wciąż byle jakie i oparła dłonie na biodrach rozglądając się po opcjach. Duża ilość sprzętu była zajęta, a nie chciała przeszkadzać. Ciężary odpuściła praktycznie od razu - codziennie coś dźwigała, chcąc nie chcąc mięśnie rąk miała całkiem wyrobione. Mogła więc albo ćwiczyć nogi, albo zrobić sobie cardio na bieżni. Z czego to drugie nigdy nie kończyło się dobrze. Spojrzała jeszcze raz na bieżnię i pokręciła głową.
- Nope, jestem na to zbyt trzeźwa - powiedziała cicho sama do siebie i ruszyła w stronę suwnicy. Nogi to było to. Zero biegania, same plusy. Nawet jeśli następnego dnia miała cierpieć i nie wstać.
Jason Choi