attitude
: sob lut 07, 2026 6:56 pm
Ricardo Martinez
To był bardzo intensywny tydzień. Pierwszy raz w Toronto czuła się jak na wakacjach. Cudowne śniadania, przepyszne kolacje i nieprzespane noce z Ricardo weszły na stałe do jej harmonogramu. Zdążyła się do niego przyzwyczaić. Tak ich życie mogłoby trwać w nieskończoność, aż poszła na jedną nocną zmianę, a go nie było. Żadnej kolacji, żadnych świeczek, jedynie gorzka, rozchodząca się po domu cisza, której nie była w stanie w żaden sposób zatrzymać.
Pewnie dlatego chwyciła za telefon, siedząc w schronisku na starej kanapie i zaczęła wysyłać mu milion SMS'ów. Telefon Ricardo mógłby robić za wibrator, przez ilość powiadomień zmartwionej Erzy. Wkurwiało ją, kiedy facet nie dawał znaku życia. Aż zaczęła się zastanawiać, jakie konsekwencje powinien ponieść. Chociaż bardziej niż złość dominowała u niej troska, bała się, że coś mu się stało, albo, o zgrozo, złapała go policja. Może dlatego na pierwsze jego SMS'y zareagowała ulgą, ale kiedy się u niej zjawi pokaże mu prawdziwy, tradycyjny foch z przytupem i melodyjką jak na dorosłą kobietę przystało.
Mimo to wstała specjalnie wcześniej, by przebrać w najlepszą piżamkę, jaką miała, wziąć prysznic i ogarnąć się częściowo dla niego. Miała wyglądać jak prawdziwa piękność, żeby żałował czasu, który spędził u boku kuzyna. Przecież zdroworozsądkowa Kanadyjka nie podejrzewałaby przyjazdu żony, dziewczyny, czy kogokolwiek tam Ricardo miał, prawda? Prawda. Lodówkę zapewniła do pełna dzień wcześniej, a teraz leżała na kanapie. Dopiero dzwonek do drzwi sprawił, że szybko się zerwała i podbiegła do nich praktycznie od razu.
— Ricardo... — zaczyna od razu, kiedy tylko otwiera drzwi i już zakłada rękę na rękę. Na twarzy wymalowuje się jej poważna mina — Zanim mnie dotkniesz, czekam na wyjaśnienia — stwierdza, robią krok do środka domu, by go wpuścić. Wolałaby oszczędzić latynoskiej dramy sąsiadom, zwłaszcza że miała z nimi dosyć dobry kontakt.
To był bardzo intensywny tydzień. Pierwszy raz w Toronto czuła się jak na wakacjach. Cudowne śniadania, przepyszne kolacje i nieprzespane noce z Ricardo weszły na stałe do jej harmonogramu. Zdążyła się do niego przyzwyczaić. Tak ich życie mogłoby trwać w nieskończoność, aż poszła na jedną nocną zmianę, a go nie było. Żadnej kolacji, żadnych świeczek, jedynie gorzka, rozchodząca się po domu cisza, której nie była w stanie w żaden sposób zatrzymać.
Pewnie dlatego chwyciła za telefon, siedząc w schronisku na starej kanapie i zaczęła wysyłać mu milion SMS'ów. Telefon Ricardo mógłby robić za wibrator, przez ilość powiadomień zmartwionej Erzy. Wkurwiało ją, kiedy facet nie dawał znaku życia. Aż zaczęła się zastanawiać, jakie konsekwencje powinien ponieść. Chociaż bardziej niż złość dominowała u niej troska, bała się, że coś mu się stało, albo, o zgrozo, złapała go policja. Może dlatego na pierwsze jego SMS'y zareagowała ulgą, ale kiedy się u niej zjawi pokaże mu prawdziwy, tradycyjny foch z przytupem i melodyjką jak na dorosłą kobietę przystało.
Mimo to wstała specjalnie wcześniej, by przebrać w najlepszą piżamkę, jaką miała, wziąć prysznic i ogarnąć się częściowo dla niego. Miała wyglądać jak prawdziwa piękność, żeby żałował czasu, który spędził u boku kuzyna. Przecież zdroworozsądkowa Kanadyjka nie podejrzewałaby przyjazdu żony, dziewczyny, czy kogokolwiek tam Ricardo miał, prawda? Prawda. Lodówkę zapewniła do pełna dzień wcześniej, a teraz leżała na kanapie. Dopiero dzwonek do drzwi sprawił, że szybko się zerwała i podbiegła do nich praktycznie od razu.
— Ricardo... — zaczyna od razu, kiedy tylko otwiera drzwi i już zakłada rękę na rękę. Na twarzy wymalowuje się jej poważna mina — Zanim mnie dotkniesz, czekam na wyjaśnienia — stwierdza, robią krok do środka domu, by go wpuścić. Wolałaby oszczędzić latynoskiej dramy sąsiadom, zwłaszcza że miała z nimi dosyć dobry kontakt.