ready for departure
: sob lut 07, 2026 9:33 pm
To był ten dzień. Jej pierwszy dzień w nowej pracy. Harper czuła jak stres powoli zżera ją od środka, gdy przekraczała próg lotniska. Już zdążyła bardzo polubić ten specyficzny zapach… mieszankę kawy, perfum i chłodnego powietrza z klimatyzacji. Odgłosy walizek sunących po podłodze i przytłumione komunikaty dobiegające z głośników. A jednak mimo, że wydawało jej się że jest przygotowana na ten dzień, czuła jakby jednak nie była.
Tym razem nie była pasażerką. Nie była też tylko anonimowym człowiekiem, który przelatuje między miastami bądź jedzie do innego kraju na wakacje. Była na swoim miejscu, tam gdzie przynależała w pracy. A przynajmniej bardzo chciała w to wierzyć.
W szatni dla pracowników panował jeszcze przyjemny spokój, który nieco opanowywał jej zagotowaną z emocji głowę. Harper zawiesiła płaszcz w przypisanej jej szafce i przez moment po prostu stała, wpatrując się w wiszący na haczyku strój stewardessy. Idealnie wyprasowana koszula, dopasowana spódnica, cienki żakiet - wszystko wyglądało aż podejrzanie perfekcyjnie.
Przebrała się bardzo powoli, jakby bała się, że zaraz po tym jak będzie musiała stąd wyjść to popełni błąd. Włosy związała w schludny i elegancki kok, a makijaż poprawiła jedynie odrobinę. Miała wyglądać dobrze i profesjonalnie, kompetentnie. Zupełnie jak ktoś kto nie zastanawiał się pół nocy czy na pewno podjął dobrą decyzję. I czy znajdywała się w dobrym miejscu.
— Oddychaj… dasz radę.— mruknęła do siebie cicho. Jej serce biło zdecydowanie za szybko, kompletnie nie wiedziała jak zebrać myśli. A najgorsze dopiero przed nią…
Korytarze zaplecza były istnym labiryntem. Na szkoleniu wszystko wydawało jej się jakieś takie… prostsze i bardziej logiczne niż w tej chwili. Zerkała co chwilę na telefon próbując upewnić się, że idzie w dobrym kierunku a jednocześnie starając się wyglądać tak, jakby absolutnie nie potrzebowała pomocy. I jakby wcale nie miała ochoty wewnętrznie się rozpłakać. Cudownie pierwszy dzień w pracy i jeszcze odwaliła takie gówno… zgubić się pierwszego dnia. Bosko.
Dlatego w pewnym momencie pokręciła głową i postanowiła, że da radę! Szybko skręciła za kolejny róg z udawaną pewnością siebie aż z całym impetem wpadła na kogoś.
— O jasna cholera! — zatrzymała się gwałtownie, ledwo łapiąc równowagę. Ja pierdziele! Jeszcze tego brakowało, aby padła na dupę przed kimś obcym. Pasek torby zsunął jej się z ramienia, a identyfikator który wisiał na jej szyi wyglądał komicznie. Prawie jak szubienica, na którą miała ochotę teraz się wsunąć. — Jezu przepraszam! — wyrwało jej się natychmiast.
Dopiero wtedy zwróciła uwagę na kogo wpadła. Dziewczyna stojąca naprzeciwko miała piękne kruczoczarne włosy, które cudownie wyglądały z jej opaloną karnacją. Myśl pojawiła się w głowie Crain - ciekawe skąd pochodzi. — Naprawdę przepraszam… to mój pierwszy dzień. — dodała już ciszej, bardziej do siebie niż do niej. Jakby chciała usprawiedliwić swoją niezdarność i głupotę.
Świetny początek. Może jeszcze przewróć się na środku korytarza. Albo wylej na siebie kawę I będzie pełen pakiet typowej blondynki.
— Harper.— przedstawiła się nagle i wyciągnęła rękę w kierunku dziewczyny. Na pewno miały mocne powitanie.
Sofia Torres
Tym razem nie była pasażerką. Nie była też tylko anonimowym człowiekiem, który przelatuje między miastami bądź jedzie do innego kraju na wakacje. Była na swoim miejscu, tam gdzie przynależała w pracy. A przynajmniej bardzo chciała w to wierzyć.
W szatni dla pracowników panował jeszcze przyjemny spokój, który nieco opanowywał jej zagotowaną z emocji głowę. Harper zawiesiła płaszcz w przypisanej jej szafce i przez moment po prostu stała, wpatrując się w wiszący na haczyku strój stewardessy. Idealnie wyprasowana koszula, dopasowana spódnica, cienki żakiet - wszystko wyglądało aż podejrzanie perfekcyjnie.
Przebrała się bardzo powoli, jakby bała się, że zaraz po tym jak będzie musiała stąd wyjść to popełni błąd. Włosy związała w schludny i elegancki kok, a makijaż poprawiła jedynie odrobinę. Miała wyglądać dobrze i profesjonalnie, kompetentnie. Zupełnie jak ktoś kto nie zastanawiał się pół nocy czy na pewno podjął dobrą decyzję. I czy znajdywała się w dobrym miejscu.
— Oddychaj… dasz radę.— mruknęła do siebie cicho. Jej serce biło zdecydowanie za szybko, kompletnie nie wiedziała jak zebrać myśli. A najgorsze dopiero przed nią…
Korytarze zaplecza były istnym labiryntem. Na szkoleniu wszystko wydawało jej się jakieś takie… prostsze i bardziej logiczne niż w tej chwili. Zerkała co chwilę na telefon próbując upewnić się, że idzie w dobrym kierunku a jednocześnie starając się wyglądać tak, jakby absolutnie nie potrzebowała pomocy. I jakby wcale nie miała ochoty wewnętrznie się rozpłakać. Cudownie pierwszy dzień w pracy i jeszcze odwaliła takie gówno… zgubić się pierwszego dnia. Bosko.
Dlatego w pewnym momencie pokręciła głową i postanowiła, że da radę! Szybko skręciła za kolejny róg z udawaną pewnością siebie aż z całym impetem wpadła na kogoś.
— O jasna cholera! — zatrzymała się gwałtownie, ledwo łapiąc równowagę. Ja pierdziele! Jeszcze tego brakowało, aby padła na dupę przed kimś obcym. Pasek torby zsunął jej się z ramienia, a identyfikator który wisiał na jej szyi wyglądał komicznie. Prawie jak szubienica, na którą miała ochotę teraz się wsunąć. — Jezu przepraszam! — wyrwało jej się natychmiast.
Dopiero wtedy zwróciła uwagę na kogo wpadła. Dziewczyna stojąca naprzeciwko miała piękne kruczoczarne włosy, które cudownie wyglądały z jej opaloną karnacją. Myśl pojawiła się w głowie Crain - ciekawe skąd pochodzi. — Naprawdę przepraszam… to mój pierwszy dzień. — dodała już ciszej, bardziej do siebie niż do niej. Jakby chciała usprawiedliwić swoją niezdarność i głupotę.
Świetny początek. Może jeszcze przewróć się na środku korytarza. Albo wylej na siebie kawę I będzie pełen pakiet typowej blondynki.
— Harper.— przedstawiła się nagle i wyciągnęła rękę w kierunku dziewczyny. Na pewno miały mocne powitanie.
Sofia Torres