beetwen the floors
: sob lut 07, 2026 10:24 pm
Charlie Marshall
Ostatnie dni dla Ivy były najgorszymi, które przeżywa we własnym życiu. Śmierć pacjenta, siedmioletniego dziecka, któremu zatrzymało się serce, a ona wraz z całym zespołem nie mogła wznowić jego pracy. Później już trafiła się seria niefortunnych zdarzeń, których nie mogła zatrzymać. Dante i kradzież leków ze szpitalnej apteki za pomocą jej identyfikatora. Życie wywróciło się jej do góry nogami, miała wrażenie, że każdy patrzy na nią w inny sposób. Zawieszenie trwało zaledwie kilka dni, ale Ivy nie mogła wytrzymać w mieszkaniu, przeniosła się na kilka dni do hotelu. Nie była w stanie spojrzeć na Dante w ten sam sposób, a co gorsze dzielić z nim jedno łóżko.
Powrót do pracy wcale nie okazał się lepszy. W głębi duszy cieszyła się, że mogła wrócić do własnych obowiązków i szpitala, ale... bała się oceniających spojrzeń. Naprawdę się tego bała. Cały czas chodziła we wzrokiem wbitym w podłogę, uśmiech całkowicie zszedł z jej twarzy, bo zwyczajnie czuła się obco. Nie miała żadnej siły przyłożenia, słyszała jak ludzie plotkowali na jej temat. To ona zawsze musiała się mierzyć z konsekwencjami głupiego zachowania Dante. Nie potrafiła zrozumieć, jak do tego doszło. Dlaczego on ukradł te leki? Wolała to wszystko zostawić dla siebie, weszła do windy, licząc na szybki transport do gabinetu, gdzie miała wykonywać pacjentom badania.
Stanęła we windzie, a kiedy się zamykała, zobaczyła go. Od razu spuściła głowę, on też pewnie słyszał o przebojach jej chłopaka. Cały szpital o tym gadał.
— Dzień dobry panie Marshall — rzuca chłodno Ivy na przywitanie, nawet patrząc na swoje przepiękne crocsy na nogach. Teraz wydawały się jej niezwykle interesujące. Pamiętała o ich rozmowie w McDonald'sie. Dobrze się z nim bawiła i nie powinna go całkowicie ignorować. Pewnie nie odezwałaby się do niego słowem, gdyby winda się nagle nie zatrzęsła, a wewnątrz niej zapaliło się czerwone światło.
— Co się dzieje z tą windą? — pyta finalnie Ivy zdenerwowanym głosem, patrząc nerwowo po całej windzie. Bała się małych przestrzeni, a jeszcze bała się, że nie będzie mogła z niej wyjść — zacięła się? — finalnie patrzy mu prosto w oczy. W tych jej widać przede wszystkim przerażenie.
Ostatnie dni dla Ivy były najgorszymi, które przeżywa we własnym życiu. Śmierć pacjenta, siedmioletniego dziecka, któremu zatrzymało się serce, a ona wraz z całym zespołem nie mogła wznowić jego pracy. Później już trafiła się seria niefortunnych zdarzeń, których nie mogła zatrzymać. Dante i kradzież leków ze szpitalnej apteki za pomocą jej identyfikatora. Życie wywróciło się jej do góry nogami, miała wrażenie, że każdy patrzy na nią w inny sposób. Zawieszenie trwało zaledwie kilka dni, ale Ivy nie mogła wytrzymać w mieszkaniu, przeniosła się na kilka dni do hotelu. Nie była w stanie spojrzeć na Dante w ten sam sposób, a co gorsze dzielić z nim jedno łóżko.
Powrót do pracy wcale nie okazał się lepszy. W głębi duszy cieszyła się, że mogła wrócić do własnych obowiązków i szpitala, ale... bała się oceniających spojrzeń. Naprawdę się tego bała. Cały czas chodziła we wzrokiem wbitym w podłogę, uśmiech całkowicie zszedł z jej twarzy, bo zwyczajnie czuła się obco. Nie miała żadnej siły przyłożenia, słyszała jak ludzie plotkowali na jej temat. To ona zawsze musiała się mierzyć z konsekwencjami głupiego zachowania Dante. Nie potrafiła zrozumieć, jak do tego doszło. Dlaczego on ukradł te leki? Wolała to wszystko zostawić dla siebie, weszła do windy, licząc na szybki transport do gabinetu, gdzie miała wykonywać pacjentom badania.
Stanęła we windzie, a kiedy się zamykała, zobaczyła go. Od razu spuściła głowę, on też pewnie słyszał o przebojach jej chłopaka. Cały szpital o tym gadał.
— Dzień dobry panie Marshall — rzuca chłodno Ivy na przywitanie, nawet patrząc na swoje przepiękne crocsy na nogach. Teraz wydawały się jej niezwykle interesujące. Pamiętała o ich rozmowie w McDonald'sie. Dobrze się z nim bawiła i nie powinna go całkowicie ignorować. Pewnie nie odezwałaby się do niego słowem, gdyby winda się nagle nie zatrzęsła, a wewnątrz niej zapaliło się czerwone światło.
— Co się dzieje z tą windą? — pyta finalnie Ivy zdenerwowanym głosem, patrząc nerwowo po całej windzie. Bała się małych przestrzeni, a jeszcze bała się, że nie będzie mogła z niej wyjść — zacięła się? — finalnie patrzy mu prosto w oczy. W tych jej widać przede wszystkim przerażenie.