Strona 1 z 1

Quiero alguien que se atreva, Y me entienda a mí

: sob lut 07, 2026 11:20 pm
autor: Sofia Torres

𝑵𝒐 𝒉𝒂𝒚 𝒎𝒂𝒏𝒆𝒓𝒂 𝒅𝒆 𝒒𝒖𝒆 𝒆𝒔𝒕𝒂 𝒐𝒃𝒔𝒆𝒔𝒊𝒐𝒏 𝒔𝒆 𝒎𝒆 𝒇𝒖𝒆𝒓𝒂

。 ₊°༺❤︎༻°₊ 。


Przez cały lot powrotny do Toronto, była naprawdę nieźle rozkojarzona. Wszystkie wiadomości, które wymieniła z Garcią, oraz... hmm... działania... które podjęła w godzinach pracy... i były ich bezpośrednią konsekwencją... Nie ważne. Cóż, wszystko to sprawiło, że czuła straszne napięcie i rozkojarzenie. Asystując pasażerom, sporządzając raport, a nawet przy głupich pogadankach z pilotami , musiała korzystać z całej rezerwy samozaparcia, by nie płonąć przy nich szkarłatem, z nieznanej im przyczyny. To nie był pierwszy raz, gdy uprawiała z kimś sexting, ale... pierwszy raz, kiedy robiła to z tak dojrzałym, eleganckim i pociągającym mężczyzną. Czuła się troszkę onieśmielona, szczególnie tym, że dosłownie wyciągnęła go na lotnisko, w przypływie jakiegoś dziwnego podniecenia. To nie tak, że chciała go zobaczyć tylko dlatego, że chciała się z nim przespać (chociaż to też, jak najbardziej... bardzo!)... po prostu chciała spędzić z nim resztę dnia, odpocząć, porozmawiać. Porzucać w siebie tymi pikantnymi uwagami. Niemniej, nie wiedziała, czego ma się z kolei spodziewać po nim. Nie była pewna, czy uda jej się spojrzeć mu w oczy po tych jakże gorliwych wyznaniach, pragnieniach i żądaniach, które tak ochoczo słała mu kilka godzin temu.
Chyba memy o nakręcaniu faceta do czerwoności i byciu niewinną owieczką w momencie spotkania miały jednak w sobie nieco prawdy...
Czas ma to do siebie, że lubi bardzo przyśpieszać w momencie, kiedy czeka nas coś stresującego- w tym przypadku wcale nie było inaczej. Nim Sofia zdążyła ustalić sama ze sobą, jaką wersję Torres dziś zaprezentuje, zanim zdążyła się pozbierać do kupy- samolot wylądował, a ona pomagała pasażerom się z niego wydostać. Zerkając na gmach lotniska miała świadomość, że gdzieś tam czeka już na nią Ezequiel. Ten sam Ezequiel, któremu złożyła tak wiele, płomiennych obietnic, że sama nie była pewna, czy była w stanie sprostać! Eh, co pieprzone napięciey Ezequiel Garcia potrafi robić z ludźmi! robić z jej głową!
Nie wyprowadzała go z błędu, pozwoliła mu czekać przy arrivals, ale przecież nie miała się wydostać razem z pasażerami- personel miał wydzielony specjalny korytarz, nie przechodzili przez kontrolę dokumentów ani odprawę. Chciała tym unikiem oczywiście kupić sobie chwilę, by móc dokładnie obmyśleć swoją strategię i powitanie. Bo przecież wypadało mieć w głowie gotową jakąś scenkę, prawda? By zrobić dobre wrażenie i wybadać grunt. Zarówno piloci jak i stewardessy kończyli dziś zmianę, a więc temat rozmów (w których Torres sterroryzowana swoją kokieteryjnością i jej konsekwencjami) naturalnie spłynął na planowanie wspólnego wypadu na drinka. Sofia słuchała ich wyłącznie na pół gwizdka. Dopiero kiedy zadano jej bezpośrednio pytanie, odmówiła grzecznie twierdząc, że musi coś załatwić... Tak, bo jak wiadomo, każdy urząd w Toronto ma również do dyspozycji godziny nocne.
Nie tłumacząc się jedna, pożegnała się ze współpracownikami i zniknęła na chwilę w toalecie. Doszła do wniosku, że nie ma innego wyjścia- musi dalej udawać, że ta pewność siebie wcale nie wyparowała z niej przez te trzy godziny. Dopiero po tym krótkim przystanku przeszła do sali, w której pasażerowie mogli witać się z osobami, które odbierały je z lotniska. Całe szczęście Garcia wyróżniał się w tym swoim długim płaszczyku i niedbale zarzuconym dookoła szyi szaliku. Wyglądał troszkę, jakby był jakimś poetą, albo nowoczesnym filozofem. Kimś, kto pisał poezję a nie perwersyjne wiadomości sms.
Powoli zaszła go od tyłu i wsunęła mu coś w kieszeń. Tym czymś była... jej dolna część bielizny. Stąd ta potrzeba zrobienia wcześniej przystanku w damskiej toalecie.
-To tylko ja, nie odmachnij się!- zawołała rozbawiona, kiedy dotarło do niej ,ze mógł ją uznać za kieszonkowca i znokautować szybkim ruchem łokcia.- Prezent ode mnie dla ciebie, bo za późno było już, żeby kupić ci magnesik. Tylko nie wyciągaj tego teraz, bo zdechnę ze wstydu. - obeszła go i stanęła przed nim, wyciągając ramiona w jego kierunku. Uwiesiła mu się na szyi i uścisnęła go mocno, bez podtekstu, kołysząc się przy tym lekko w ten typowy sposób, dając mu tym samym znać, że najzwyczajniej w świecie się za nim stęskniła.- Świetnie wyglądasz, Eze. Co ty tutaj robiłeś przez całe trzy godziny? I czy ty naprawdę myślałeś, że wyjdę z resztą pasażerów?- zaśmiała się cicho, zanim zdążył odpowiedzieć.

osito

Quiero alguien que se atreva, Y me entienda a mí

: ndz lut 08, 2026 8:53 pm
autor: Ezequiel García
Zachowywał się jak gówniarz. Dosłownie jak gówniarz. Gdzie się podział ten dojrzały mężczyzna, który zawsze lubił mieć wszystko pod kontrolą? Stał na lotnisku od prawie trzech godzin, napięty jak struna, czekając na kobietę o ćwierć wieku młodszą - kobietę, która zdążyła już całkowicie rozmontować jego zdrowy rozsądek. Tylko dlatego, że nie potrafił zapanować nad palącą potrzebą zobaczenia jej ponownie. Przeczesywał wzrokiem tłum pasażerów wychodzących przez rozsuwane drzwi, wyczekując Sofii - tej jednej twarzy, jednego ciała, które nie dawało mu spokoju. Ciepło, które nagle poczuł na plecach, było zbyt znajome, by je zignorować. Uśmiechnął się, zanim jeszcze zdążył się odwrócić. Gdy wsunął dłoń do kieszeni płaszcza i poczuł miękki materiał, świadomy, ze jeszcze kilka chwil temu nosiła go na sobie...doprowadził go do szaleństwa. - Jesteś niemożliwa - mruknął nisko, obracając się ku niej. Nachylił się odruchowo, przesuwając dłonią po jej plecach, wolno, niżej... dokładnie tam, gdzie wiedział, że sprawi jej to przyjemność. Już miał ścisnąć jej pośladki, kiedy rzeczywistość brutalnie wdarła się między nich. Usłyszał głośne odchrząkniecie. Ezequiel odsunął się natychmiast, jego spojrzenie stwardniało, gdy zobaczył młodego, wysokiego faceta z głupkowatym uśmiechem. - Możemy ci w czymś pomóc? - zapytał chłodno. - Nie! To znaczy… tak, proszę pana! - chłopak zaśmiał się nerwowo, a potem spojrzał na Sofię tym spojrzeniem, które Garcia znał aż za dobrze. - Sofia, przepraszam, że przeszkadzam ci w spotkaniu z tatą, ale...-

TATA?! Jaki kurwa tata?!

Ezequiel poczuł, jak coś w nim pęka. Z żenady. Z zazdrości i niektrolowanej wściekłości. Spojrzał na Sofię, potem na Álvara, już wiedząc, że to się źle skończy. - Ostatnio nasze loty… mam wrażenie, że się zgrywamy - ciągnął chłopak. - Może wyskoczyłabyś ze mną na randkę? - No chyba sobie kurwa żartował. To było za dużo. Garcia odchrząknął, podszedł bliżej i zarzucił mu ramię na ramię - gest pozornie luźny, choć w rzeczywistości był wyraźnie dominujący. Chciał mu pokazać, gdzie było jego miejsce.- Chodźmy się przejść - powiedział cicho, nachylając się do jego ucha. - I posłuchaj uważnie bo nie będę się powtarzał. Nie zabierzesz Sofii na żadną randkę. - Ale… zrobiłem to z szacunkiem. Przy panu... - Nie jestem jej ojcem - przerwał mu twardo. - Jestem jej facetem. Spotykamy się ze soba. Więc możesz patrzeć, ślinić się na jej widok, cokolwiek. Z daleka. Ale ręce trzymaj przy sobie. - Poklepał go po klatce piersiowej i wrócił do Sofii. Bez wahania. Bez skrupułów. Objął jej pośladki obiema dłońmi i uniósł ją do góry, jakby była stworzona dokładnie do tego gestu. Ich usta spotkały się w długim, głębokim pocałunku - zachłannym, takim, który krzyczał ONA JEST TYLKO MOJA. Nie spieszył się. Chciał, żeby każdy w zasięgu wzroku zrozumiał.

- Jeszcze raz ktoś nazwie mnie twoim ojcem, dostanę kurwicy - mruknął tuż przy jej ustach, stawiając ją na ziemi. Splótł ich palce, ściskając je mocno. - A ty… - nachylił się, mówiąc już ciszej, tylko dla niej - Myślisz, ze nie stracę dla Ciebie głowy, kiedy wsuniesz mi do płaszcza swoje majtki, panno Torres? Zwariuje przez ciebie, moja słodka. - Jego spojrzenie było ciężkie, głodne. Tak bardzo znowu chciał jej skosztować. - ¿Quieres que te cuide y te demuestre lo mucho que te he echado de menos a ti y a tu dulce coñito, o prefieres pasar esta noche de otra manera?- zapytał bezczelnie, nawet nie zniżając głosu. Chciał, żeby każdy w zasięgu wzroku ich usłyszał, mimo że prawdopodobieństwo, iż ktokolwiek zrozumie, co właśnie do niej powiedział, było niewielkie. A jednak nie mógł się powstrzymać - musiał to powiedzieć, choćby po to, by zobaczyć, jak jej słodką, oliwkową buzię oblewa różowy rumieniec. Podobała mu się ta wersja Torres- nieśmiała, wzięta z zaskoczenia. Był gotów wrócić do pierwotnego planu... przecież nie po to wymieniali się tak erotycznymi wiadomościami, by teraz się z tego wycofać. A jednak chciał też, żeby była pewna, że nie tylko w ten sposób ją widzi. Mógł dać jej intensywność, która paliła skórę i mieszała w głowie. Ale chciał, żeby wiedziała jedno - nie była chwilową zachcianką. Nigdy nią nie była. Już nie była.

firecracker