You know that's bullshit, don't you, girl?
: ndz lut 08, 2026 9:23 am
Kochała swoją pracę, choć rzadko przyznawała się do tego na głos. Szczególnie te momenty, gdy mogła zamienić szpilki na ciężkie buty i pojawić się na placu budowy, by bezceremonialnie babrać się w mokrej ziemi. Było coś pierwotnego i oczyszczającego w dotyku surowego gruntu, zanim przykryły go warstwy zaplanowanej roślinności. Uwielbiała emocje jakie przepełniały ją od czubka głowy po koniuszki palców u stóp w momencie, gdy stała na środku pustego placu budowy i jako jedyna widziała tam już cienie drzew, które posadzą dopiero za miesiąc. Najważniejszy w tym wszystkim był fakt, że pozycję, jaką zajmowała w środowisku architektów i inżynierów, zawdzięczała tylko i wyłącznie ciężkiej pracy. Wyrobienie sobie nazwiska i założenie własnej firmy, która prosperowała na najwyższych obrotach w branży przesyconej testosteronem i męskim ego, było ogromnym wyzwaniem, które dla wielu kończyło się niepowodzeniem. Na szczęście jej własna determinacja — kierowana dumą i pragnieniem stworzenia dla swojego dziecka bezpiecznego świata, w którym niczego by mu nie zabrakło — doprowadziła ją niemal na sam szczyt. Jak w każdej pracy, istniały również aspekty, których szczerze nienawidziła. Ślęczenie nad stosem papierów, a w szczególności nad arkuszami kalkulacyjnymi, fakturami i rozliczeniami podatkowymi wysysało z niej całą kreatywną energię. Oczywiście, jako właścicielka zaglądała do nich raz na jakiś czas, by trzymać rękę na pulsie, ale ostatnio, przepełniona projektami i goniącymi terminami, nieco olała sprawę. Przesunęła priorytety na to, co widoczne gołym okiem, ufając, że zatrudnieni przez nią ludzie, którym płaciła niemałe pieniądze za pilnowanie porządku w finansach, wykonują swoją robotę rzetelnie. Dlatego też nie martwiła się tymi sprawami zbyt mocno i z pewnością to nie one były powodem bezsenności, z którą zmagała się od wielu lat.
Po zakończonej pracy, udała się do japońskiej restauracji, by odebrać zamówione wcześniej jedzenie, które przez wzgląd na panujące korki wystygło, nim zdążyła dotrzeć do domu. Zamieniła formalny strój, na coś bardziej wygodnego, odgrzała posiłek w mikrofalówce i w towarzystwie córki oraz wiecznie głodnego kota, spędziła kilka miłych chwil. Uwielbiała rozmowy z własnym dzieckiem. Cholernie jej się w życiu poszczęściło, bo nie tylko była w stanie oderwać się od przeszłości i spełnić zawodowo, ale także sprowadziła na świat wspaniałego człowieka, który każdego dnia motywował ją do tego by być lepszą. Niestety jak to u nastolatków bywało, większość wolnego czasu spędzali na spotkania ze znajomymi, którzy byli o wiele ciekawsi od zmęczonej i zapracowanej matki po trzydziestce. Dlatego też ostatecznie Niamh mogła cieszyć się jedynie towarzystwem Clovera. Nie narzekała z tego powodu, ale w głębi duszy tęskniła za swoją małą córeczką, dla której była całym światem. Po jakimś czasie po wnętrzu jej pięknego domu rozniósł się dźwięk dzwonka, dlatego leniwie podniosła się z kanapy, gdzie akurat oddawała się drzemce regeneracyjnej i udała wprost do drzwi.
- Hej Viv, coś się stało? - zapytała, gdy jej zaspanym oczom ukazała się twarz przyjaciółki. Była bardzo poważna, bardziej niż zazwyczaj, co wywołało u Kilroy niemiły uścisk w żołądku. Nie wiedziała, czego powinna się spodziewać.
Vivienne Morelisse
Po zakończonej pracy, udała się do japońskiej restauracji, by odebrać zamówione wcześniej jedzenie, które przez wzgląd na panujące korki wystygło, nim zdążyła dotrzeć do domu. Zamieniła formalny strój, na coś bardziej wygodnego, odgrzała posiłek w mikrofalówce i w towarzystwie córki oraz wiecznie głodnego kota, spędziła kilka miłych chwil. Uwielbiała rozmowy z własnym dzieckiem. Cholernie jej się w życiu poszczęściło, bo nie tylko była w stanie oderwać się od przeszłości i spełnić zawodowo, ale także sprowadziła na świat wspaniałego człowieka, który każdego dnia motywował ją do tego by być lepszą. Niestety jak to u nastolatków bywało, większość wolnego czasu spędzali na spotkania ze znajomymi, którzy byli o wiele ciekawsi od zmęczonej i zapracowanej matki po trzydziestce. Dlatego też ostatecznie Niamh mogła cieszyć się jedynie towarzystwem Clovera. Nie narzekała z tego powodu, ale w głębi duszy tęskniła za swoją małą córeczką, dla której była całym światem. Po jakimś czasie po wnętrzu jej pięknego domu rozniósł się dźwięk dzwonka, dlatego leniwie podniosła się z kanapy, gdzie akurat oddawała się drzemce regeneracyjnej i udała wprost do drzwi.
- Hej Viv, coś się stało? - zapytała, gdy jej zaspanym oczom ukazała się twarz przyjaciółki. Była bardzo poważna, bardziej niż zazwyczaj, co wywołało u Kilroy niemiły uścisk w żołądku. Nie wiedziała, czego powinna się spodziewać.
Vivienne Morelisse