Soon you'll be a dream
: ndz lut 08, 2026 12:33 pm
So, fall in to my arms
Keep on dancin' 'round like nothing really matters.
Drown out the alarms. And if you're paranoid, just remember.
You are not alone.
Drown out the alarms. And if you're paranoid, just remember.
You are not alone.
Problemy ze snem też wcześniej meldował, bo właśnie przez swoją specyficzną energiczność miał trudności z zaśnięciem i często siedział nad czymś, na czym się zafiksował, do godzin porannych. a potem przesypiał kilka budzików i poranki (bywało, że zaczynały się o 9, zamiast 7) zazwyczaj były chaotyczne. Mył się, szorował zęby, potem jadł, ubierał się i wszystko robił w biegu. Kiedy rano zakładał na stopy buty i wiązał sznurówki, jednocześnie zaciskał zęby na rogaliku z dżemem, a przez szyję przewieszoną miał już torbę sportową z rzeczami, które potrzebował w pracy i które wrzucił tam w pośpiechu, włącznie z termosem z gorąca kawą, której chyba zapomniał posłodzić.
W aucie, w którym panował okropny bałagan i po podłodze walały się puszki oraz opakowania po szybkim żarciu, kończył jeść, a potem wklepał sobie w twarz płyn po goleniu i krem. Naturalnie przez pogodę wszystko zajęło mu jeszcze więcej czasu, bo musiał skrobać auto z lodu i modlić się, żeby silnik odpalił. W środku siedział w kurtce, z ciepłą czapką na głowie i kolorowym szalikiem, ale nie chciało mu się rozbierać, bo zanim auto się rozgrzeje, to i tak będzie musiał wysiadać.
Wpadł do środka budynku i przywitał się z recepcjonistką, z którą zamienił kilka słów, jednocześnie idąc już w kierunku biura, biorąc jeszcze od niej długiego, czerwonego żelka. Przygryzł go, zdejmując czapkę, która zdążyła mu potarga jasne, dłuższe kosmyki włosów i odwinąć się z szalika, poprawiając na ramieniu torbę. Rozsunął zamek grubej, czarnej kurtki i wygrzebał z wewnętrznej kieszeni klucze, a potem wsunął jeden do zamka drzwi swojego biura. Zorientował się, że drzwi nie były zamknięte, ale nie przejął się tym, czasami o tym zapominał. Wpadł do środka, w pośpiechu rozbierając się, grzebiąc w torbie i żując żelka, wystającego mu z ust.
W pewnym momencie stanął zaskoczony, kiedy jego wzrok skrzyżował się ze wzrokiem szczupłej dziewczyny, leżącej na prowizorycznym posłaniu za jego biurkiem. Chyba właśnie się obudziła, bo wyglądała na równie zaskoczoną, co on. Zamrugał, dalej stojąc, jakby zapomniał języka w gębie. Na pewno zapomniał o żelku, bo kiedy rozchylił usta, ten wypadł, ale jeszcze zdążył złapać go w locie i to go trochę otrzeźwiło.
一 Raine. Znowu? 一 mruknął i westchnął trochę zniecierpliwiony, ale ruszył dalej, zrzucił kurtkę i torbę, po czym przesunął krzesło obrotowe na kółkach w bok i opadł na nie, a potem sięgnął po torbę, żeby odszukać w niej telefon, tablet i termos. 一 Nie mam na to czasu 一 mruknął pod nosem, marszcząc czoło. Zerknął jeszcze na jej nagie ramiona, znowu westchnął, a potem trochę niechętnie podał jej tormos, który był jeszcze w połowie wypełniony kawą. Podciągnął nogi na siedzenie fotela, opierając na nim pięty i w takiej pozycji, kucając, odpalił tablet i zaczął rysikiem przesuwać po ekranie, otwierając rozkład dnia, bo musiał zawsze wszystko dokładnie zapisywać, żeby nie zapomnieć. Podrapał się po głowie, jeszcze bardziej targając sobie włosy i spojrzał na godzinę, a potem zaklął pod nosem.
raine whitlock