Strona 1 z 2

everybody's got to believe in something. i believe i'll have another beer

: pn lut 09, 2026 2:34 pm
autor: Dante Levasseur
#008
Odciąganie myśli od problemu poprzez coraz to bardziej wytrwałe podążanie za najgorszymi możliwymi opcjami zdecydowanie nie było czymś, co mogłoby komukolwiek realnie pomóc. A jednak w pewien sposób było mimo wszystko skuteczne. Było też całkiem łatwe i to stanowiło chyba największą zaletę tego rozwiązania. Po ledwie kilku godzinach spędzonych w mieszkaniu i upewnieniu się, że – wciąż bezimienny – pies miał w misce coś co nadawało się do zjedzenia, nie musiał zastanawiać się, jak powinien spędzić resztę dnia. Lub raczej wieczoru, skoro dzień jakoś tak w międzyczasie zdążył się skończyć.
Pies z całą pewnością nie zamierzał robić mu po powrocie wyrzutów w stosunku do tego, że takie zachowanie nie miało kompletnie nic wspólnego z odpowiedzialnością. A skoro w ciągu niespełna tygodnia stało się dość jasne, że we wspólnym – wciąż wspólnym…? – mieszkaniu nie zamierzał ponownie pojawić się nikt, kto mógłby zwrócić na to uwagę… co niby stało na przeszkodzie, żeby temu najłatwiejszemu rozwiązaniu poświęcić jeszcze trochę czasu?
Tym bardziej, że najwyraźniej nikomu też nie robiło większej różnicy, czy ten kolejny wieczór Dante miałby spędzić w kolejnym lokalu, czy może jednak w nieco bardziej konstruktywny – albo przynajmniej zdrowy – sposób. Skoro tak, to całkiem łatwo było przyjąć założenie, że również jemu nie robiło to absolutnie żadnej różnicy.
Tak samo, jak nie robiło różnicy to, gdzie dokładnie miałby wylądować. Właściwie każde z wielu podobnych miejsc nadawało się idealnie do tego, żeby na dłuższą chwilę oderwać się od rzeczywistości, a w większości przypadków na dobry początek wystarczyło do tego po prostu zajęcie miejsca w pobliżu baru i zamówienie kilku kolejnych drinków. Zwykle nawet nie trzeba było długo czekać na pojawienie się w najbliższym otoczeniu mniej lub bardziej znajomej twarzy, z którą można było wdać się w coraz to bardziej zbaczającą w jakieś absurdalne rejony rozmowę.
Tym razem tylko przez moment omal coś poszło nie tak, kiedy niemal nie dał się wciągnąć w rozmowę niebezpiecznie zbliżającą się do narzekania na szeroko rozumianą niesprawiedliwość życia. Najwyraźniej trafił mu się wyjątkowo kiepski rozmówca, który nie bardzo rozumiał, że w całym tym zapijaniu problemów nie chodziło o to, by przy pierwszej możliwej okazji wywlekać je na wierzch. Nie zamierzając narażać się na podzielenie wkrótce nastroju przypadkowego towarzystwa, bez większego namysłu podniósł się w połowie zdania tamtego i zgarniając swoją częściowo już opróżnioną szklankę, postanowił przenieść się w nieco bardziej bezpieczne rejony. Albo ciekawsze. Bo to chyba właśnie tego najbardziej w tym momencie potrzebował – nie po prostu kolejnego drinka, a czegoś więcej, co przynajmniej mogłoby wzbudzić jakieś większe emocje.
Choć nie wykluczał tego, że na podobne atrakcje być może jednak wybrał złe miejsce.
Czyli tym razem będzie raczej nudno… – mruknął do siebie, może nawet nie do końca zwracając uwagę na to, że powiedział to na głos. I zdecydowanie nie zwracając się do osoby, obok której akurat się znalazł – bo na tę też póki co nie zwrócił większej uwagi, bardziej widocznie skupiony na podjęciu decyzji, czy wobec tych niezbyt atrakcyjnych wniosków powinien wyjść stąd już teraz, czy może jednak po kolejnym drinku.

April Finch

everybody's got to believe in something. i believe i'll have another beer

: pn lut 09, 2026 8:35 pm
autor: April Finch
20
Wszystko było perfekcyjnie. Zadziwiająco idealnie. Coś zdecydowanie musiało być nie tak. To niemożliwe, żeby spadło jej w życiu na łeb tyle szczęścia jednocześnie, prawda? Nie mogła odnosić sukcesów na wszystkich polach i czuć się bez przerwy dobrze. Może ta dobra passa w pracy się zaraz skończy? Spadnie jej na łeb jakaś kolosalna afera, która ją przeciora i wykończy psychicznie? Albo posypie jej się świeży związek, wieloletnia przyjaźń – generalnie wszystko naraz. Tego prawdopodobnie psychicznie by nie przetrwała. Nie mogła sobie przypomnieć, kiedy ostatnio było jej tak dobrze w jakiejś relacji. Nie wpadała w żadne dramaty, czuła się uczciwie traktowana, no po prostu sielanka. Chodziła bez przerwy uśmiechnięta, czuła w brzuchu motyle, pewnie zaczynała powoli leczyć dotykiem sparaliżowanych. Coś na pewno w końcu jebnie.
Sama się chyba o to prosiła. Po jaką cholerę w wolny wieczór poszła akurat w takie miejsce? Mogła pójść do biblioteki. Albo do kina. Albo po prostu siedzieć na dupie w domu i nie marudzić. Ale stwierdziła, że woli dzisiaj świętować. Trudno nawet stwierdzić, co konkretnie. Chyba życie jako takie. Tylko czemu nie wzięła ze sobą jakiegoś towarzystwa? Nie żeby nie potrafiła ogarnąć nowego na bieżąco, robiła to przecież dziesiątki razy. Ale z kimś znajomym byłoby bezpieczniej. A tak? Upije się i będzie pewnie jutro żałować. Oby tylko kaca.
A może po prostu nie wiedziała, kiedy zamknąć mordę? Albo była uzależniona od flirtowania. Albo po prostu durna. Nie miała pojęcia, kiedy rozmowa z tą przeuroczą brunetką zrobiła się tak intymna. Odpowiadała właściwie odruchowo, wlewała w siebie kolejnego drinka, stawiała jej następnego. Dopiero moment, w którym położyła jej dłoń na ręce, był jakimś otrzeźwieniem. To poszło zdecydowanie za daleko i to jest pewnie jej wina. Jak ona ma się z tego teraz wycofać, by choć raz w życiu nie wyjść na kretynkę? Rozejrzała się niepewnie, szukając jakiejś pomocy od niebios.
— Wiesz co, bo ja właściwie czekam na... — Zaczęła zdanie licząc, że w trakcie przyjdzie jej do głowy jakieś zakończenie. Nic z tego. W głowie ziała jej pustka, a cisza robiła się strasznie dziwaczna. Świat był jednak tego dnia bardzo łaskawy.
— Mojego faceta? — zapytała bardziej niż stwierdziła. To było pierwsze, co jej przyszło do głowy. Złapała przechodzącego obok Dante za nadgarstek i przyciągnęła do go siebie. Mogła się tylko modlić, że ją rozpozna. I nie oskarży o molestowanie. Albo sobie czegoś nie pomyśli. Wplotła palce w jego włosy, by przyciągnąć jego twarz bliżej do siebie i złożyła na jego wargach krótki, czuły pocałunek.
— Dobrze, że wreszcie się pojawiłeś. To co, idziemy do naszej loży? — Uśmiechnęła się jak kretynka, wgapiając się intensywnie w jego oczy. Starała się mu telepatycznie wyjaśnić, w jakiej niezręcznej sytuacji się znalazła i że śliczna brunetka, która siedziała obok, nie była chwilowo mile widziana w jej życiu, a on miał być strasznie dziwaczną metodą ratunku. Strasznie trudno coś takiego przekazać samym spojrzeniem, ale wychodziła z założenia, że wiara czyni cuda.

Dante Levasseur

everybody's got to believe in something. i believe i'll have another beer

: wt lut 10, 2026 6:09 pm
autor: Dante Levasseur
Był całkiem bliski dojścia do wniosku, że zmiana miejsca mogłaby być najlepszą decyzją, jaką miałby tego wieczoru podjąć. Albo najgorszą, zależnie od tego jak miałoby się to dalej potoczyć. I nawet jeśli zdecydowanie bardziej prawdopodobna była ta druga opcja… póki co nie miał okazji się co do tego osobiście przekonać.
Przyciągnięcie go za nadgarstek można byłoby uznać za dość niespodziewane samo w sobie. Z kolei krótki pocałunek naprawdę świetnie dopełniał to zaskoczenie. Na tyle, by w żaden sposób nie zareagować w pierwszej chwili. Nie wspominając już nawet o ewentualnej chęci posądzania kogokolwiek o molestowanie, co chyba nawet nie zdążyło przyjść mu na myśl. W przeciwieństwie do krótkiego przebłysku, że twarz widziana przez moment ze zdecydowanie zbyt bliskiej odległości rzeczywiście mogła wyglądać dość znajomo. Szczegóły umykały jednak albo za sprawą absurdu sytuacji, albo przez upływ czasu jaki minął odkąd widział ją ostatnio. A także to, że również wtedy nie był najpewniej zbyt trzeźwy.
Niewykluczone, że każdy z tych czynników miał tu jakiś swój udział…
Słuchaj, głupio się składa, mam… – po częściowym odnalezieniu się w sytuacji po prostu musiał zareagować całkowicie automatycznie. Coś jak gotowa odpowiedź, która mechanicznie musiała uruchomić się w każdej tego typu sytuacji – niezależnie od ewentualnego stanu świadomości, a także tego, że tak właściwie podobne sytuacje wcale nie przytrafiały się nikomu aż tak często. – …nadzieję, że długo nie czekałaś. Kolejka przy barze.
Dopiero w kolejnej chwili – choć wciąż w samą porę, by móc nieco kulawo wybrnąć z pierwszej wersji wypowiedzi – dotarły do niego inne całkiem istotne szczegóły. Niewiele miało to pewnie wspólnego z telepatycznymi zdolnościami April, ale jednak trzeba było przyznać, że jej spojrzenie było dość wymowne. Zwłaszcza w połączeniu ze spojrzeniem brunetki, która prawdopodobnie właśnie rozważała, czy wolałaby w pierwszej chwili wydrapać oczy jemu, czy może jednak jej. I pewnie warto było ten moment namysłu wykorzystać.
A nie wolisz, żeby twoja koleżanka usiadła z nami? – instynkt samozachowawczy kompletnie jednak nie zadziałał, bez większego sprzeciwu ustępując miejsca potrzebie sięgnięcia po podszytą żartem złośliwość. Na pewno całkowicie usprawiedliwioną w odpowiedzi na ten niespodziewany atak.
Choć jednak szybko musiało okazać się, że sama brunetka najwyraźniej nie miała najmniejszej ochoty siadać z nimi gdziekolwiek. Wyraziła to zresztą w kilku całkiem prostych, za to dość dosadnych słowach, z którymi podniosła się z miejsca, pozostawiając tych dwoje jak najdalej od siebie. Na zwolnione krzesło bez większego namysłu opadł natomiast Dante – jeśli potrzebował ciekawego towarzystwa, to widocznie właśnie je znalazł. I nie miało większego znaczenia to, że właściwie imię wciąż błąkało się nieodnalezione gdzieś w zakamarkach pamięci.
Prawdopodobnie nie będzie miała większych oporów, żeby spróbować cię udusić jak spotkacie się w łazience – oznajmił absolutnie neutralnym tonem, jakby faktycznie była to najnormalniejsza rzecz, której należałoby się spodziewać. – Co właściwie było z nią nie tak?
Bo coś przecież musiało, skoro najwyraźniej nie wystarczyło po prostu uprzejmie jej spławić i skoro trzeba było uciekać się do wplątywania mniej lub bardziej przypadkowych osób w akcję ratunkową…

April Finch

everybody's got to believe in something. i believe i'll have another beer

: wt lut 10, 2026 8:12 pm
autor: April Finch
Plan na papierze wyglądał idealnie. Wycofa się rakiem z własnej, idiotycznej pomyłki z flirtem, dopadając przechodzącego faceta, którego nie widziała co najmniej od miesięcy tylko po to, żeby go pocałować bez zbędnego dzień dobry. Właściwie to należała jej się pochwała za tak sprytną próbę wykaraskania się z tej sytuacji. Może i byłaby dumna, gdyby trafiła na jakiegoś innego gościa. Takiego, który jednak potrafił czytać jej w myślach. Zaczęło się o dziwo nawet nieźle. Nie odepchnął jej przerażony i dość zgrabnie odnalazł się w meandrach własnego zdania. Nadal nie była pewna, czy ją poznał, ale przynajmniej wszedł w tę durnowatą grę. Super sprawa. Uśmiechnęła się z wdzięcznością. Była gotowa postawić mu dowolny alkohol z tej wdzięczności, którą wywołał w jej sercu.
Problem w tym, że mówił dalej. Jęknęła cicho, widząc minę zirytowanej brunetki. Naprawdę chciała dobrze, a wyszło gorzej niż zwykle. Mogła po prostu udać, że dostała nagłą wiadomość i wybiec z baru nie oglądając się za siebie. A tak? Zrobiła z siebie kretynkę i musiała oglądać, jak dziewczyna, z którą przed momentem flirtowała, mierzy ją wzrokiem i niszczy z hukiem całe to dobre zdanie, które zdążyła sobie o niej zbudować. No trudno. Przynajmniej zrezygnowała z tej lukratywnej propozycji. Finch pewnie nie zniosłaby, gdyby brunetka okazała się równie odklejona co Levasseur. Odprowadziła ją wzrokiem, nie protestując, gdy zajął jej miejsce.
— Cześć, Dante. — Podkreśliła wyraźnie to opóźnione przywitanie w reakcji na jego uwagę o zbrodni w łazience. Mógł mieć rację. Powinna przez jakiś czas unikać tego miejsca. Miała tylko nadzieję, że nie umawiała się nigdy z jakimiś jej koleżankami. Albo że nie zrobi tego w przyszłości. Chociaż plan był taki, żeby nie umawiać się już nigdy z żadną nową kobietą.
— To nie ona, to ja — westchnęła teatralnie i zawołała kogoś z obsługi. Skoro już zdobyła nowe towarzystwo, to planowała się nim cieszyć. Zamówiła jeszcze raz to samo dla niego i dla samej siebie.
— Przyszłam się wyluzować, ale zapomniałam, że od kilku dni jestem w związku i chyba powinnam luzować się nieco inaczej — wyjaśniła, dopijając poprzedniego drinka. Odstawiła pustą szklankę na bok, wzruszając ramionami. Zdecydowanie nie był to powód do dumy, ale czuła, że on nie oceni jej aż tak negatywnie. A nawet jeśli miał zamiar, to ona nie miała zamiaru się tym przejąć. Sam przecież obok świętego dawno nawet nie stał, nie powinien patrzeć z góry na tak niewinne błędy, jakie popełniała April.
— Nie wiedziałam, że jesteś w mieście. Przyjechałeś na dłużej czy kończysz drinka i uciekasz? — Ruchem głowy wskazała na jego pustawą szklankę. Ostatnio, jak się widzieli, to nie mieli zbyt dużo czasu na rozmowy czy nawet wspólne imprezowanie, bo wyparował z powierzchni Toronto. Cieszyła się, że ten dziwaczny wieczór zaskoczył ją taką miłą niespodzianką, jak Dante. Lepszej metody niż Levasseur do wyluzowania nie znajdzie.

Dante Levasseur

everybody's got to believe in something. i believe i'll have another beer

: wt lut 10, 2026 9:32 pm
autor: Dante Levasseur
Być może powinien wziąć pod uwagę to, że sam również mógł znaleźć się właśnie na czarnej liście brunetki. I że w związku z tym też powinien w najbliższym czasie unikać samotnego snucia się po łazienkach i innych potencjalnie niebezpiecznych miejscach. Ale… albo nie przyszło mu to na myśl, albo niespecjalnie zawracał sobie tym głowę. A jeśli nawet przyszło, to ulotniło się zaskakująco szybko.
Miał już przynajmniej pewność, że nie tylko wydawało mu się, że powinien ją znać, a faktycznie gdzieś już się spotkali. I o ile gdzieś z tyłu głowy mogły powoli formować się pojedyncze szczegóły – jak choćby okoliczności spotkania… przynajmniej w kwestii otoczenia i wypitego wspólnie alkoholu – wciąż jeszcze nie był w stanie odwdzięczyć się wymienieniem jej imienia na głos. Trochę niezręczne, ale przecież nie przytrafiało się po raz pierwszy… W oczekiwaniu na to, że właściwe imię pojawi się wreszcie w pamięci, mógł za to w odpowiedzi na to opóźnione powitanie unieść na moment szklankę w geście czegoś, co mogłoby przypominać toast i upił z niej następnie sporą część.
I dobrze, że nie zdecydował się na to chwilę później, bo prawdopodobnie nie skończyłoby się to zbyt dobrze, skoro w reakcji na jej kolejne słowa mimowolnie parsknął szczerym śmiechem.
No jasne, świeża sprawa, absolutnie można o tym zapomnieć – zresztą, w ogóle była to przecież drobnostka, która mogła tak po prostu wylecieć z głowy. – A nie myślałaś, żeby ustawić sobie na przykład jakieś przypomnienie w telefonie? Tak na wszelki wypadek, na najbliższy miesiąc, póki ci się nie utrwali…
Ale faktycznie – przynajmniej nie zamierzał jej w żadnym razie oceniać. A biorąc pod uwagę, na ile zapomnienie o kilkudniowym związku go rozbawiło, można chyba było dojść do wniosku, że jakiekolwiek krytyczne oceny nawet nie przyszły mu na myśl. Albo po prostu zdążył wlać w siebie o kilka drinków za dużo zanim wpadł na April i to właśnie przez to stał się jeszcze mniej wymagający niż na co dzień w kwestii rzeczy, które mogły go rozbawić.
Chyba na dłużej, tak mniej więcej… na stałe. Przynajmniej taki był plan – podniósł swoją szklankę i zakręcił lekko pozostałym w niej drinkiem. Na moment utkwił spojrzenie w kołyszącym się alkoholu jakby zobaczył tam coś wyjątkowo interesującego. I może faktycznie tak było, bo najwyraźniej po krótkiej chwili doznał jakiegoś olśnienia, błyszczące spojrzenie przenosząc na April. – Ale w sumie nie chcesz pojechać… gdzieś? Najlepiej zaraz?
Bo może poza interesującym towarzystwem, to właśnie było to czego w tym momencie potrzebował. Nawet jeśli ewidentnie nie miał pojęcia gdzie można byłoby jechać akurat teraz. Mało prawdopodobne było też to, żeby w całym tym swoim genialnym pomyśle zastanowił się również jak. Chociaż to chyba i tak mogła okazać się najmniej problematyczna kwestia – jeśli tylko nie miało się nic przeciwko nocnym podróżom na stopa z kompletnie przypadkowymi ludźmi.
No i o ile Finch zdążyła już ponownie zapomnieć o swoim związku i o tym, że podobne rozrywki też pewnie powinny znajdować się poza kręgiem jej zainteresowań.

April Finch

everybody's got to believe in something. i believe i'll have another beer

: śr lut 11, 2026 2:25 pm
autor: April Finch
Na szczęście była pochłonięta własnym światem na tyle mocno, że nawet nie dostrzegała licznych wątpliwości w jego oczach. W jej głowie została rozpoznana natychmiast, gdy brunetka zniknęła z pola widzenia. O ile wcześniej mógł być jeszcze nieco rozproszony, to teraz nie powinien mieć żadnych wątpliwości. We własnym mniemaniu była przecież absolutnie wyjątkowa i nie do zapomnienia. Tym bardziej powinna obawiać się tamtej brunetki i jej potencjalnych chęci do zemsty za bycie nieco ośmieszoną. Kto wie, może zdążyła się przez te kilkadziesiąt minut w April zauroczyć i właściwie teraz miała złamane serce? Cóż, pewnie nie, ale nigdy nie można być pewnym. Trafiło jej się pechowo, przecież była zajęta. Może jeszcze nieco o tym zapominała, ale się przyzwyczai.
— Wiesz, że to wcale nie jest taki durny pomysł? — Pokiwała głową z uznaniem. Miała wprawdzie zdjęcie swojej partnerki na ekranie blokady, ale była na nim na tyle roznegliżowana, że Finch trudno było pamiętać o czymkolwiek, gdy na nie patrzyła. Może powinna po prostu podpisać się na jej ciele? Będzie miała nie tylko miły widok za każdym razem, gdy spojrzy na ekran, ale i miłą niespodziankę, uświadamiając sobie, że to ciało było teraz w pewien sposób tylko jej.
To pewnie wszystko przez ten mityczny seks przed ślubem. Jakbyśmy się ze sobą tyle nie obściskiwały przed ustaleniem, że chcemy się na wyłączność, to nie miałabym teraz takich problemów. — Bardzo sprawnie poszło jej zrzucenie winy na jakiś absurd. Byle nie na siebie! Właściwie, jakby się tak dobrze zastanowiła, to pewnie zrzuciłaby to wszystko na Teddy. Gdyby tak długo nie ociągała się z uświadomieniem sobie, jak bardzo jest w April zauroczona, to zyskałaby więcej czasu na przyswojenie sobie tych wszystkich informacji. Idealnie. Od razu zrobiło jej się lepiej ze świadomością, że to nie ona była tutaj tą złą.
— Serio? No to świetnie, zdążyłam się stęsknić za twoim towarzystwem — przyznała szczerze. Nie była przecież tą, która odmawia kategorycznie dobrych imprez. A w jego towarzystwie zawsze można było na takie liczyć. No i dzięki niemu mogła czasami poczuć się na dużo bardziej odpowiedzialną niż była w rzeczywistości. Może była już troszkę za stara i miała zbyt poukładane życie, by dać się wciągać w te wszystkie głupoty, ale z drugiej strony, granicę mogłaby postawić dużo dalej. Nie miała na głowie kredytów ani dzieci. Ba, nie miała nawet zwierząt. Była odpowiedzialna wyłącznie za siebie, a do siebie podchodziła lekką ręką. Musiała tylko pamiętać, żeby trzymać nogi razem.
— Gdzieś? A co ci nie pasuje w tym miejscu? Wolisz pić w miejscach z mniejszą liczbą drewnianych blatów? — Spojrzała na niego rozbawiona. To w żadnym wypadku nie była odmowa. Wolała się jednak najpierw upewnić, jaki plan zaczął kiełkować w jego głowie, zanim się ślepo na niego zgodzi. Może przez ten czas, który spędził poza Toronto, zdążył się kreatywnie bardzo rozwinąć?

Dante Levasseur

everybody's got to believe in something. i believe i'll have another beer

: śr lut 11, 2026 7:47 pm
autor: Dante Levasseur
Miał zaskakującą wprawę w prowadzeniu rozmów z osobami, które ewidentnie powinien znać, a których imiona przepadły w odmętach zapomnienia. Chociaż… może jednak wcale nie było w tym nic zaskakującego, biorąc pod uwagę to, jak często zdarzało mu się poznawać kolejne osoby pod wpływem alkoholu. Nierzadko zresztą zdecydowanie zbyt dużej jego ilości. Najważniejsze, że przy kolejnych spotkaniach był przynajmniej w stanie bez choćby mrugnięcia okiem udawać, że wszystko było w jak najlepszym porządku.
Przynajmniej do momentu pierwszego potknięcia, które zwykle okazywało się nieuniknione.
Żaden mój pomysł nie jest durny – oznajmił, a ktoś kto nigdy wcześniej nie miał z nim do czynienia, pewnie nawet mógłby nabrać się na to, że Dante sam wierzył w to co mówił. Przeważająca większość jego pomysłów plasowała się na zaszczytnych wysokich miejscach w kategoriach tych durnych. I pewnie wystarczyłoby przypomnieć sobie, że przez jeden z nich właśnie spędzał kolejny wieczór w barze, żeby całkiem skutecznie pozbyć się obudzonego przed momentem dobrego humoru.
Na szczęście alkohol skutecznie zaburzał pamięć również pod tym względem.
Wciąż jednak lepiej wcześniej upewnić się, że warto faktycznie zawracać sobie tym głowę – skwitował jej słowa lekkim wzruszeniem ramion, tym razem przynajmniej nie dając nikomu powodu, by zarzucać mu brak wiary we własne słowa. Nawet, jeśli te wciąż wypowiadane były lekkim tonem, w którym nadal całkiem wyraźnie wybrzmiewało rozbawienie.
Dopił resztkę swojego drinka i ze stuknięciem odstawił szklankę na blat. Właściwie nawet nie wsłuchując się za bardzo w odpowiedź April, gotów był rzeczywiście już teraz podnieść się z miejsca i ruszyć gdzieś. W czym pewnie nie przeszkadzałoby mu nawet to, że ledwie chwilę wcześniej zamówiła przecież nowe drinki i że może warto byłoby na nie zaczekać – żeby się nie marnowały.
Dopiero po chwili dotarło do niego, że słowa usłyszane w odpowiedzi to nie do końca było tak, pewnie, na co czekamy. Wywrócił oczami, jakby tłumaczenie jakichkolwiek szczegółów było kwestią absolutnie zbędną, podchodzącą już pod zwykłą stratę czasu. Albo dawanie go sobie na to, by dojść do wniosku, że może jednak ten akurat pomysł wcale nie leżał aż tak daleko od tych durnych.
Gdzieś – przytaknął i… w zasadzie powinno to wyczerpywać temat, prawda? – Blaty są całkiem w porządku, ale brakuje… sam nie wiem, czegoś. No dalej, przecież nie masz zamiaru czekać aż tamta laska odpuści sobie czajenie się w łazience i przyjdzie cię udusić tutaj…
Istniało wprawdzie spore prawdopodobieństwo, że pechowa brunetka zdążyła sobie już znaleźć znacznie bardziej normalne towarzystwo, ale… póki co był to chyba najlepszy argument, jakim mógł się posłużyć. Pomijając ten z szukaniem czegoś w bliżej nieokreślonym gdzieś.

April Finch

everybody's got to believe in something. i believe i'll have another beer

: czw lut 12, 2026 5:43 pm
autor: April Finch
Uniosła brwi przyglądając mu się wymownie. Byłaby w stanie wymienić kilka pomysłów, które należały do tych durnych, a przecież nawet tak dobrze się nie znali. Coś jej podpowiadało, że z czasem ta lista mogłaby tylko się wydłużać. Ale niech mu będzie. Pomysł z przypomnieniami przecież naprawdę nie był taki znowu najgorszy, musiała mu to oddać. Właśnie z wdzięczności za niego darowała sobie komentarz. Na pewno znajdzie jeszcze nowe okazje, żeby się z niego pośmiać. Co się odwlecze, to wiadomo co.
— Upewniam się, kiedy tylko jest to możliwe. Nawet teraz wolałabym się upewniać, ale czasami trzeba od siebie odpocząć. — Właściwie to nie była jej decyzja. Jej dziewczyna była po prostu w pracy, a że miała taką pracę, w której nie można przeszkadzać, to musiała jakoś zagryźć zęby i znaleźć sobie inne zajęcie. Nie samym seksem człowiek żyje. A to był spory minus w życiu, przynajmniej według April. Pewnie dlatego odruchowo zaczęła od rozmów z jakąś obcą kobietą. Po prostu ją nosiło i nie umiała jeszcze sobie z tym radzić.
Sprawiał wrażenie kogoś, kto głową jest już w połowie drogi. Dobrze, że chociaż ciałem cały czas był na miejscu, bo pewnie pogubiłaby nogi lecąc za nim. Nie udzielił jej zbyt konkretnych wyjaśnień. Na pewno nie takich, jakich oczekiwała. Właściwie miała wrażenie, że teraz wiedziała jeszcze mniej niż chwilę temu. Na pewno bardzo mu się spieszyło. Więc może faktycznie pomysł był nie tylko świetny, ale i bardzo ważny? Spojrzała na barmana, który postawił obok nich zamówione drinki. Podziękowała. Chwyciła jego szklankę i wcisnęła mu ją w dłoń, następie zgarnęła swoją. Od razu upiła kilka łyków, nie chcąc już marnować więcej cennego czasu.
— No dobrze, przekonałeś mnie. — Wstała z miejsca i rozejrzała się z ciekawością. Trudno było zgadywać, gdzie znajdą to, co mu przypasuje, biorąc pod uwagę, jak niedookreślone to było. Może powinna kierować się po prostu głosem serca? Albo alkoholu. To drugie na pewno doprowadzi w ciekawsze miejsce. Skinęła na niego głową i po prostu ruszyła przed siebie licząc, że przez dłuższy moment nie napotka żadnej ściany. Trzeba było po prostu zwinnie lawirować między tłumem i się nie potykać o własne nogi. Nie wypiła jeszcze tak dużo, by mieć z tym jakiekolwiek problemy, ale sukcesywnie nadrabiała braki, sącząc zamówiony przez siebie alkohol. Miała nadzieję, że uderzy w nią szybko i nie będzie musiała spędzać tej całej podróży w okolicach baru, bo co to byłaby za radocha? Raczej żadna.
— Myślisz, że jak to zobaczysz, to będziesz wiedział? Czy fakt, że my tam dojdziemy uczyni to miejsce wyjątkowym? Czy to raczej głupota pokroju tego, że liczy się droga, a nie cel? — Spojrzała na niego rozbawiona. Musieli decydować się szybko, bo bar miał ograniczoną powierzchnie i w końcu dotrą do jakichś schodów albo drzwi, które będą wyraźnym sygnałem, że muszą albo kompletnie zmienić lokację albo zadowolić się czymś prostszym. .

Dante Levasseur

everybody's got to believe in something. i believe i'll have another beer

: czw lut 12, 2026 10:43 pm
autor: Dante Levasseur
Albo zupełnie nie zauważył tego wymownego spojrzenia, albo całkiem przekonująco udał, że kompletnie go nie dostrzega. Co zresztą nie było przecież niczym nowym, raz już tego wieczoru miał okazję zaprezentować jej, że z czytaniem w myślach radził sobie niekoniecznie najlepiej. Może i też nie najgorzej, ale… umówmy się – albo telepatyczne zdolności April były dość kiepskie, albo to on był beznadziejny w odczytywaniu niewerbalnych komunikatów.
Z drugiej strony – z pozostawianiem bez komentarza tych werbalnych też zwykle radził sobie całkiem nieźle. Wprawdzie tym razem zdążył nawet na moment otworzyć usta, żeby odpowiedzieć cokolwiek na jej słowa, jednak stosunkowo szybko zamknął je ponownie. Tylko przez to, że dość niespodziewanie naszła go niechciana myśl, że cały ten odpoczynek od siebie za bardzo mógłby pasować do jego aktualnego związku, który… może nawet wcale już związkiem nie był. A ostatnim czego tego wieczoru potrzebował było to, by rozmowa zupełnym przypadkiem zeszła na tematy, których zdecydowanie nie zamierzał poruszać.
Za to jeszcze zanim April mogłaby dokończyć kolejne wypowiadane zdanie, bez cienia zawahania natychmiast podniósł się ze swojego miejsca. I dopiero po chwili dotarło do niego, że w ręku znów trzymał wciśniętego mu drinka – nie to, żeby miał na ten fakt jakkolwiek narzekać. Przeciwnie, tak samo bez większego wahania pociągnął z niego łyk. Chwilę później natomiast bez żadnego większego planu lawirował pomiędzy ludźmi w kierunku bliżej nieokreślonego gdzieś.
Jasne, że liczy się droga. A tamta – zupełnie przypadkiem odwrócił się w kierunku krótkiego korytarza – wygląda całkiem obiecująco.
Nie wyglądała. Wyglądała za to jak zwykły korytarz techniczny, na który nikt nawet nie zwracał większej uwagi – może z wyjątkiem tych kilku osób, które chciałyby akurat wyjść zapalić, ale z jakiegoś powodu nie miały ochoty korzystać przy tym z głównego wejścia. Dante jednak najwyraźniej zamierzał trzymać się swojej opinii, na wszelki wypadek łapiąc April za rękę – gdyby zamierzała sobie odpuścić – i ruszając we wskazanym przez siebie kierunku. Co zresztą nie było zbyt długą wycieczką. Zakończoną za to wyjściem od tej zdecydowanie mniej reprezentatywnej części budynku – cichej, niezbyt zachęcającej i… interesującej mniej więcej w takim samym stopniu jak wcześniejszy korytarz. Choć i tym razem Dante miał widocznie na ten temat inne zdanie. Zwłaszcza, że zdążył wypatrzyć metalowe schody przeciwpożarowe, w stronę których ruszył bez zastanowienia.
To na przykład wygląda zdecydowanie ciekawiej od drewnianych blatów – rzucił przez ramię, odwracając się tylko na moment, żeby upewnić się, że April nie planowała właśnie powrotu do baru. – A nawet jeżeli spróbujesz powiedzieć, że nie, to i tak ci nie uwierzę. Tak samo jak w to, że wcale nie interesuje cię, czy da się wejść na górę.
Bo rzeczywiście, pewnie istniało jakieś prawdopodobieństwo, że na którymś etapie droga mogła być zagrodzona i niedostępna dla wszelkich poszukiwaczy czegoś. Ale przecież nie można było być tego pewnym, jeśli nie sprawdziło się osobiście. A on najwyraźniej faktycznie zamierzał to sprawdzić, bez czekania na jakąkolwiek odpowiedź zaczynając wspinać się po schodach.

April Finch

everybody's got to believe in something. i believe i'll have another beer

: sob lut 14, 2026 4:14 pm
autor: April Finch
Prawdziwe relacje rodzą się tam, gdzie można się wzajemnie uzupełniać. Stykanie ze sobą dwóch plusów albo dwóch minusów zazwyczaj nie działało, a przynajmniej z takiego założenia wychodziła April. Dante zdecydowanie nie był z tej samej kategorii, co ona. Zawsze była pierwsza do komentarzy, nawet jeśli nie miała niczego mądrego do powiedzenia. Wolała po prostu zacząć paplać, licząc, że w środku zdania przyjdzie jej jakiś pomysł na zakończenie. Nie zawsze pojawiał się jakiś porządny, ale to nic. Istniało niewiele sytuacji, w których brakowało jej słów. Nawet na nerwy jej najlepszą obroną był po prostu słowotok. Wypełnianie przytłaczającej ciszy było jej niezbędne do funkcjonowania. Potrafiła czasami zamknąć mordę i rozkoszować się brakiem potrzeby dopowiadania, ale to były wyjątkowe sytuacje. Oby nie zagadała go na śmierć. A może po prostu powinna go upić na tyle mocno, by się tym nie przejmował? Jeden drink mógł nie wystarczyć, a w korytarzach technicznych, do których właśnie wchodzili, niekoniecznie znajdą jakieś dodatkowe. A przynajmniej nie bez bezczelnego włamywania się. Dobrze, że miała zawsze przy sobie coś przyjemniejszego niż alkohol. Po blantach przecież nie było kaca.
— Nie mam zamiaru udawać. Oczywiście, że wejść na górę. — Spojrzała na niego tak, jakby próbował wmówić jej jakąś paskudną zbrodnię. Nie była przecież skończoną nudziarą! W jego standardach pewnie taką tylko połowiczną. Nigdy nie próbowała chodzić korytarzami dla pracowników w tym budynku, nigdy też nie trafiła na jego dach. To była wystarczająca motywacja, by iść w to bez większego zastanowienia.
Pokonali kolejne piętra z nadzieją sercu i pustką w głowie. Nic wielkiego nie powinno im się stać, najwyżej ich stąd wyrzucą. Wyglądało na to, że mieli dzisiaj szczęście. Nie napatoczyli się na żadnego umęczonego pracownika, który próbował ukryć się na klatce schodowej przed rozkrzyczaną codziennością. Wszystko zapowiadało jej, że ich misja zakończy się sukcesem, co wzbudzało w niej lekką ekscytację. Rzeczywistość nie mogła być jednak zbyt łaskawa. Ostatnie piętro powitało ich ciężkimi drzwiami zabezpieczonymi elektronicznym zamkiem. Niezrażona podeszła bliżej i szarpnęła za klamkę. Zamknięte. Westchnęła zawiedziona i oparła się o nie plecami.
— Świat nam chyba próbuje powiedzieć, że jebać nas — mruknęła niezadowolona, rozglądając się po pustym dość ciemnym korytarzu. Powinna pewnie sprawdzić, czy nie było tu kamer, ale rozsądek nie był jej teraz do niczego potrzebny. Dopiła drinka, którego do tej pory dzielnie trzymała w ręce, licząc na jakąś inspirację. Uniosła zaskoczona brwi, bo chyba właśnie na nią trafiła. Na ścianie kawałek dalej wisiała skrzynka z bezpiecznikami. Wyraźnie było z nią coś nie tak. Podeszła bliżej. Pociągnęła za drzwiczki, które okazały się... otwarte.
— Chwała opieszałości technicznych tego świata — mruknęła pod nosem, zdejmując z haczyka jakiś kluczyk. Kusiło ją trochę, by wyłączyć któryś z kilkudziesięciu korków, ale to byłoby po prostu durnowate i pewnie narobiłoby problemu komuś, kto i tak miał już trudny dzień. Wróciła do drzwi, licząc, że los podarował im jednak drobny prezent. Wsunęła klucz, przekręciła go i uśmiechnęła się szeroko. Zadziałało. Pociągnęła ciężkie drzwi z cichym sapnięciem. Rozejrzała się jeszcze raz i dostrzegła w kącie jakąś cegłówkę, którą pewnie na co dzień pracownicy używają w podobnym celu, który przyszedł jej do głowy. Wsunęła ją w próg tak, by drzwi się za nimi nie zatrzasnęły, obok postawiła swoją pustą szklankę.
— Robi się wystarczająco ciekawie czy planujemy przeskakiwać na budynek obok? — przeszła przez drzwi, grzebiąc przy tym w torebce. Wydobyła z niej papierośnicę wypełnioną skrętami w różowych bletkach. Wyciągnęła je w stronę Dante.

Dante Levasseur