Strona 1 z 1

can we even fix it at this point?

: pn lut 09, 2026 10:16 pm
autor: Lucas Miller
Ostatni tydzień był dla niego ciężki.
Wiecznie chodził wkurwiony, na niczym nie mógł się skupić. I chociaż przez większość czasu i przy ludziach tłumaczył to przesileniem zimowym, tak sam doskonale zdawała sobie sprawę, że był to jeden, wielki stek bzdur. Że tak naprawdę jego nadwrażliwość emocjonalna brała się z niedokończonych spraw pomiędzy nim i Indie, oraz problemami w związku, jakie aktualnie miał z Charlotte.
Nie żałował, że w końcu jej powiedział.
Sam nie wiedział, czego właściwie oczekiwał od tej rozmowy, ale chyba ostatnie, co myślał, że się stanie, to że ona przyjmie to w taki, a nie inny sposób. Oczekiwał bardziej krzyków, rzucania talerzami i pytań w stylu czy ty mnie jeszcze kochasz, Lucas, tylko ona zamiast tego powiedziała tylko, że musi to przemyśleć. Tylko tyle. Miała całe jebane zero pytań, a na drugi dzień normalnie odwiedziła go w pracy. Była nieco bardziej cicha, a przecież przyniosła mu obiad. I to wszystko chyba jeszcze bardziej mieszało mu w głowie.
Bo Lucas lubił wiedzieć.
Nienawidził niewiadomych, szczególnie jeśli chodziło o kobiety. Bo tych to za grosz kurwa nie rozumiał. Serio. Całe pieniądze jakie miał, wydałby na jakąś instrukcję, jak się z nimi obchodzić. Bo jak nie jedna brała go na nadmierny spokój, doprowadzając tym do szału, tak ta druga wręcz przeciwnie, wydzierała się na niego wniebogłosy, pomiędzy popcornem i taśmą do kasy fiskalnej. Tak źle i tak niedobrze.
I kiedy dostał SMSa od Indie, to też nie wiedział, czy to dobrze czy źle.
Z jednej strony chciał się z nią spotkać — przegadać, to co było, może jakoś to wyjaśnić? Tylko problem w tym, że Miller najzwyczajniej w świecie nie wiedział, czy to w ogóle było jeszcze możliwe. Czy ta cała sytuacja i ich relacja nie eskalowała w złą stronę do tego stopnia, że nie było jak tego naprawić.
Tęsknił za nią.
Najbardziej z tego wszystkiego chyba jak za przyjaciółką.
Jakoś nie potrafił sobie wybaczyć, że akurat kiedy w końcu zakopali topór wojenny, kiedy w miarę nabrali okej stosunków po tej akcji z łosiem, to wszystko znowu zawodowo spierdolili. Oni. Bo przecież to nie była tylko i wyłącznie jego wina. Obopólna decyzja, która tylko wyjebała dookoła nich szambo, które ciężko będzie przeskoczyć, bez ubabrania się po same pachy. Ale może dla Indie warto było się ubabrać?
Dlatego właśnie zjawił się na umówione miejsce. O dziwo o czasie. Miał w planie przysiąść na jednej z ławek, ale wtedy ją zobaczył. Stała przy wielkiej fontannie, wpatrzona w jeden punkt. Podszedł bliżej i stanął obok, nawet nie spoglądając na jej twarz.
Cześć — odezwał się jako pierwszy, ściągając na siebie jej uwagę. Serce w piersi zabiło mu mocno, chociaż nie dał tego po sobie poznać.

Indie Caldwell