mixed & spicy
: pn lut 09, 2026 10:59 pm
Wnętrze budy z kebabem powitało go zapachem pieczonego mięsa i ostrych przypraw, który w tej chwili był spełnieniem jego najskrytszych marzeń. Alex był głodny jak diabli - robota pozbawiła go resztek energii, a wizja mieszanego kebsa na cienkim z ostrym sosem była jedyną rzeczą, która trzymała go w pionie. Miał rację, pisząc godzinę wcześniej, że zaraz będzie. Spóźniony? Może trochę, ale nikt mu nie będzie wyliczał minut, prawda? Zwłaszcza, kiedy wparował do wnętrza lokalu z wielkim uśmiechem na ryju. - Wszyscy żyją? - rzucił od progu, omiatając wzrokiem ekipę. Najpierw podszedł do Duffy Summers, opierając dłoń o blat obok niej. Wyglądała jak zawsze świetnie, nawet w świetle jarzeniówek nad barem. - Piękna jak zawsze - mruknął do niej, dając jej buziaka w policzek na przywitanie. Następnie przeniósł wzrok na Catherine Bennett. - Jak tam babcia? Dalej rozstawia wszystkich po kątach? Pozdrowiłaś ją ode mnie? - uśmiechnął się, po czym przybił piątki z Jason Choi i Eric Stones, czując, że w końcu jest wśród swoich. Spojrzał na nich i przez chwilę poczuł to dziwne ukłucie satysfakcji. To była jego jedyna stała w tym chaotycznym życiu - ta zgraja ludzi, która znała go lepiej, niż on sam chciałby przyznać. Nie musiał tu niczego udawać. Mógł być po prostu głodnym facetem, który marzył jedynie o soczystym mięsku miesianym-miesianym. Na koniec zerknął na Erza B. Fernandes , która wierciła się na krześle. Pracowała w schronisku obok, więc pewnie miała newsy o każdym kocie i psie w okolicy, bo co innego? - Dobra, Erza, wyśpiewuj te swoje ploty, bo widzę, że cię zaraz rozniesie. Ale najpierw... jedzenie - zarządził, dając chłopakom znak głową. - Skoro jesteśmy w komplecie, to uderzamy na kasę, nie? Mieszany, ostry, na cienkim - złożył zamówienie, szukając w kieszeni drobnych, bo grubych to dawno już tam nie było. Czekał cierpliwie, aż każdy z grupy wyrecytuje swoje życzenia do znudzonego faceta za ladą, który pewnie marzył o tym samym co oni - żeby ten wieczór wreszcie się skończył. Kiedy w końcu odebrali swoje kebsiki, Alex skierował się do największego stołu w rogu sali. Odsunął krzesło z głośnym zgrzytem i opadł na nie ciężko, rozpinając kurtkę. W świetle neonu migoczącego nad wejściem wyglądał na zmęczonego, ale zadowolonego. - No, Erza - zaczął, rozrywając papierowe opakowanie swojego kebaba, z którego już zaczął wyciekać sos. - Mamy jedzenie, mamy czas. Zamieniam się w słuch. Kto z kim, gdzie i dlaczego? - zapytał ze szczerym zainteresowaniem i uniósł brwi, dając Erzie nieme przyzwolenie na start jej opowieści.