Strona 1 z 1

more footwork, more passion, more energy

: śr lut 11, 2026 1:05 pm
autor: teddy darling
033.
Autentycznie rozchorowałaby się, gdyby nie poszła na siłownię. Zwykle nadrabiała trening na sali w remizie, gdzie kapitan, ku zaskoczeniu wszystkich, zorganizował im naprawdę porządny sprzęt. Poza ciężarami i ławką, mieli tam bieżnię, a nawet ergometr wioślarski! Ale w trakcie zmiany rzadko kiedy udawało się skorzystać z tych dóbr, a zeszła noc naprawdę dała im w kość. I to nawet nie przez jakiś spektakularny pożar czy dramatyczną akcję ratunkową. To była bezsensowna intensywność związana z ciągłymi wyjazdami do fałszywych alarmów. Ktoś znudzony albo po prostu zwyczajnie głupi kilkakrotnie zgłaszał podpalenia w różnych częściach miasta. Za każdym razem brzmiało to wiarygodnie, bo chodziło o opuszczony magazyn, kontener z odpadami przy zakładzie spożywczym albo drewniana altanę na ogródkach działkowych. Za każdym razem zrywali się z miejsc i włączali syreny. I za każdym razem zastawali ciszę. Ciemne podwórka, puste ulice i zdziwionych mieszkańców wyglądających przez okna. Ani dymu, ani ognia, ani choćby śladu niedopałka. Idiotyczny żart. A jednak musieli odpowiedzieć na wezwania i upewnić się, czy na pewno nie ma zagrożenia. Procedury były jasne, dlatego należało sprawdzić teren, obejść budynki, zajrzeć w każdy zakamarek i porozmawiać z ewentualnymi świadkami. Dopiero potem mogli wrócić.
Za trzecim razem zmęczenie Teddy zaczęło mieszać się z frustracją. Każdy kolejny alarm podnosił ciśnienie, bo wszyscy przeczuwali, że to znowu fałszywka. Najgorsze było to poczucie marnowanego czasu i świadomość, że w chwili, gdy oni krążą po pustych działkach, gdzieś indziej ktoś naprawdę może potrzebować pomocy. Kiedy nad ranem wrócili do remizy po ostatnim bezowocnym wyjeździe, była tak napięta, że aż bolały ją plecy. Wiedziała, że jeśli teraz po prostu pojedzie do domu i spróbuje zasnąć, obudzi się rozbita i nieznośna, a przecież wieczorem miała zobaczyć się z April.
Wiadomość od Iris z propozycją wspólnego wypadu na siłownię spadła jej jak z nieba. Od razu odpisała, że spotkają się na miejscu i że właściwie już zaraz tam będzie, bo Darling miała pierdolca i wszędzie woziła ze sobą torbę treningową. W rozmowie telefonicznej sprzed kilku dni streściła przyjaciółce wszystko, co wydarzyło się w jej życiu.
Oficjalnie była teraz w związku, co brzmiało to poważnie i dorośle. Postanowiła więc, że od tej chwili przestanie rozglądać się po sali za innymi kobietami. Koniec z ukradkowymi spojrzeniami. Koniec z ocenianiem uśmiechów, sylwetek i sposobu, w jaki któraś poprawia włosy. I co zrobiła po przekroczeniu progu sali? Oczywiście obejrzała się za rudowłosą dziewczyną w obcisłych getrach, które podkreślały każdy ruch jej bioder. Ale to było silniejsze od niej, okej?
Teddy była wzrokowcem. Reagowała na kolory, na linie ciała, na światło tańczące na skórze. Nie mogła przecież tak po prostu wydłubać sobie oczu ani chodzić z zawiązaną opaską tylko dlatego, że w jej życiu pojawiła się etykietka zajęta. To było naturalne, jak oddychanie! Poza tym, no umówmy się, od patrzenia nikt jeszcze nie umarł. To były tylko sekundy. Krótkie, niewinne spojrzenie. Estetyczna obserwacja. Nic więcej. A już z całą pewnością nie miało to absolutnie żadnego związku z przyspieszonym biciem serca ani z motylami, które trzepotały w jej brzuchu. To akurat była zasługa jej dziewczyny.
No dobrze — zaczęła, stając na macie, żeby rozprostować zastały kręgosłup. — Ale skoro mniej więcej wiesz, co u mnie... Okej, mniej niż więcej, ale teraz potrzebuję informacji zwrotnej. Tak to działa, Iris. Ja mówię ci, co wydarzyło się w moim życiu, a ty odwdzięczasz się tym samym. A wiem, że coś się wydarzyło. Widzę to po tobie — w tym miejscu Teddy uniosła rękę i wykonała zamaszysty ruch ręką, żeby objąć całą sylwetkę Valentine.

Iris Valentine

more footwork, more passion, more energy

: pt lut 13, 2026 10:02 pm
autor: Iris Valentine
Iris nie była chyba aż takim… sportowym świrem. Zawsze była aktywna, zawsze dużo trenowała i przy przeszkoleniu wojskowym prawdopodobnie była w swojej najlepszej życiowej formie, ale to było dawno. Dawno i nieprawda – chciałoby się powiedzieć. Zdążyła zapomnieć o całej swojej masie mięśniowej i dopiero wracała do formy, ale trening z przyjaciółką wydawał się być całkiem przyjemnym sposobem na spędzenie czasu. Może odrobina rywalizacji jej pomoże – chociaż jednocześnie doskonale zdawała sobie sprawę, że nie ma szans w starciu z formą strażaczki, to już nie te czasy.
- Ej to nie fair… skoro to tylko mniej niż więcej! – obruszyła się, prychając wymownie, ale jednocześnie kącik ust drgnął jej w rozbawieniu – I nie mam pojęcia, co widzisz po mnie – sama machnęła rękoma w dokładnie taki sam sposób jak Teddy, gdy wskazywała na sylwetkę Iris – Ale dam sobie rękę uciąć, że za dużo sobie wyobrażasz. – bo niewiele się zmieniło i właściwie nie była pewna, czy jakikolwiek update w jej życiu uczuciowo-łóżkowym mógłby Darling zadowolić, raczej… wręcz przeciwnie. Bo Valentine zrobiła wszystko dokładnie to, czego nie kazała jej robić. Przespała się z żonatym. I zaliczyła Grahama, więc… też żonatego? Gdy teraz krótko się nad tym zastanowiła zdała sobie sprawę, że nie wie, że nie ma zielonego pojęcia jak wygląda stan cywilny Michaela – Ale z ciekawostek… – zaczęła, jednocześnie zaczynając rozgrzewkę i dynamiczne rozciąganie, ale spokojnym tempem, w którym nadal mogła rozmawiać z Darling – Dowiedziałam się, że koleżanka z pracy mnie nienawidzi… stwierdziła, że jestem o k r o p n a, bo mam za mało seksu w życiu, więc zmusiła mnie do pójścia na randkę w ciemno. – pochwaliła się i wyszczerzyła kły w szerokim uśmiechu, bo brzmiało to tak idiotycznie, że nie mogła tego brać tak całkiem na poważnie – A! A czemu mnie nienawidzi? Bo facet, z którym mnie umówiła miał jakieś metr pięćdziesiąt wzrostu, zakola, był jakieś dwadzieścia lat ode mnie starszy, upił się zanim pojawiłam się w restauracji, a jak już tam weszłam to akurat darł mordę na kelnerkę… w ostatniej chwili udało mi się ewakuować. Ah! I jeszcze pomylił moje imię. – zrecenzowała swoją niedoszłą randkę i wytłumaczyła dlaczego była przekonana, że wspomniana kobieta jej nienawidziła. Facet, który wtedy na nią czekał pasował do niej jak pięść do nosa albo kwiatek do kożucha… czyli wcale - Jesteśmy kwita?


teddy darling