Friends or enemies?
: śr lut 11, 2026 6:40 pm
Powrót do Forward Interiors, w którym przy windzie tym razem nie czekał na nią Dominic, nie napawał Sydney optymizmem. Przyzwyczaiła się już do współpracy z przystojnym blondynem, który idealnie trafiał w oczekiwania zarówno jej, jak i całego zarządu jej rodzinnej firmy. I mimo, że nie musiała tak często sprawdzać postępów jego pracy, tak nie potrafiła oprzeć się tym krótkim wizytom i napawania wzroku mężczyzną w garniturze.
Nie podobały jej się zmiany, jakie ją czekały po dotarciu do biura. Oczywiście, Dominic poinformował ją wcześniej o problemach zdrowotnych matki, a ona przytaknęła z troską i zrozumieniem, że powinien przy niej być, oraz zaproponowała swoje wsparcie i pomoc, jeśli właśnie tego by potrzebował. I naprawdę ucieszyłoby ją, gdyby zdecydował się do niej odezwać, choć wiedziała, że zapewne na próżno mogła tego wypatrywać. Nie raz już dawał jej do zrozumienia, że jego serce należało do innej, tym samym tylko podsycając w niej pragnienie posiadania dokładnie tego samego. Nie dość, że był przystojny i czarujący, to jeszcze miał w sobie cechy, których nie sposób było znaleźć w innych mężczyznach - empatię, ciepło i lojalność. I właśnie ta lojalność bolała ją najbardziej, bowiem zawsze dostawała to, czego chciała, a teraz spotykała jawny opór. No cóż, zakazany owoc smakował najbardziej.
Wyszedłszy z windy, pewnym siebie gestem poprawiła opadający na jej czoło kosmyk blond włosów i ruszyła na recepcję. Wcześniej nie musiała niczym się martwić - Dominic zapewniał jej wszystko, zanim o to poprosiła.
— Przepraszam? Dzień dobry. Gdzie znajdę niejaką Skye Murray? - zapytała recepcjonistki, przyjmując na twarz przyjazny uśmiech, choć wcale jej do śmiechu nie było, a widząc gest dłoni pracownicy, odwróciła się za siebie.
Widok ciemnowłosej kobiety o podobnym wzroście sprawił, że nieco ściągnęła brwi. Ładna była. Zbyt ładna, jak na asystentkę Dominica. Poza tym, czy to nie z nią niedawno minęła się w drzwiach jego biura, zajmując go na tyle, że musiała poprosić kogoś o anons?
— Cześć. Chyba jeszcze nas sobie nie przedstawiono. Jestem Sydney Covington - wyciągnęła do niej rękę i uśmiechnęła się uprzejmie, przyglądając się jej z uwagą. - Słyszałam, że to Ty masz zastąpić Dominica przy naszym projekcie. Mówił o Tobie w samych superlatywach - przyznała z wyraźnym zaintrygowaniem. Ciekawa była, czy mówił to z uprzejmości, czy rzeczywiście miała talent. - Uczestniczyłaś kiedyś w czymś tak dużym? - dopytała, kierując swoje kroki za nią do gabinetu Dominica. Dziwnie jej było usiąść w tym samym fotelu, co zawsze, ale bez niego naprzeciw.
Skye Murray
Nie podobały jej się zmiany, jakie ją czekały po dotarciu do biura. Oczywiście, Dominic poinformował ją wcześniej o problemach zdrowotnych matki, a ona przytaknęła z troską i zrozumieniem, że powinien przy niej być, oraz zaproponowała swoje wsparcie i pomoc, jeśli właśnie tego by potrzebował. I naprawdę ucieszyłoby ją, gdyby zdecydował się do niej odezwać, choć wiedziała, że zapewne na próżno mogła tego wypatrywać. Nie raz już dawał jej do zrozumienia, że jego serce należało do innej, tym samym tylko podsycając w niej pragnienie posiadania dokładnie tego samego. Nie dość, że był przystojny i czarujący, to jeszcze miał w sobie cechy, których nie sposób było znaleźć w innych mężczyznach - empatię, ciepło i lojalność. I właśnie ta lojalność bolała ją najbardziej, bowiem zawsze dostawała to, czego chciała, a teraz spotykała jawny opór. No cóż, zakazany owoc smakował najbardziej.
Wyszedłszy z windy, pewnym siebie gestem poprawiła opadający na jej czoło kosmyk blond włosów i ruszyła na recepcję. Wcześniej nie musiała niczym się martwić - Dominic zapewniał jej wszystko, zanim o to poprosiła.
— Przepraszam? Dzień dobry. Gdzie znajdę niejaką Skye Murray? - zapytała recepcjonistki, przyjmując na twarz przyjazny uśmiech, choć wcale jej do śmiechu nie było, a widząc gest dłoni pracownicy, odwróciła się za siebie.
Widok ciemnowłosej kobiety o podobnym wzroście sprawił, że nieco ściągnęła brwi. Ładna była. Zbyt ładna, jak na asystentkę Dominica. Poza tym, czy to nie z nią niedawno minęła się w drzwiach jego biura, zajmując go na tyle, że musiała poprosić kogoś o anons?
— Cześć. Chyba jeszcze nas sobie nie przedstawiono. Jestem Sydney Covington - wyciągnęła do niej rękę i uśmiechnęła się uprzejmie, przyglądając się jej z uwagą. - Słyszałam, że to Ty masz zastąpić Dominica przy naszym projekcie. Mówił o Tobie w samych superlatywach - przyznała z wyraźnym zaintrygowaniem. Ciekawa była, czy mówił to z uprzejmości, czy rzeczywiście miała talent. - Uczestniczyłaś kiedyś w czymś tak dużym? - dopytała, kierując swoje kroki za nią do gabinetu Dominica. Dziwnie jej było usiąść w tym samym fotelu, co zawsze, ale bez niego naprzeciw.
Skye Murray