is this still toronto?
: śr lut 11, 2026 8:08 pm
Harper Crain
Bardzo był zdołowany Riczi tymi wszystkimi sytuacjami w jego życiu. Najpierw przyjechał do Toronto i zanim rozpakował walizki, to został wplątany w sytuacje chowania trupa. Później trafił pod dom jakiegoś gangstera. Później jak siedział już u Madoxa to okazało się, że siedzi tam też stewardessa, z którą leciał w samolocie - i z którą myślał, że się pośmieją z tego, że w jego locie jakiś chłop zatkał kibel i śmierdziało na pół samolotu - ale dziewczyna się od nich wyprowadziła jak tylko przyjechał no i troche mu się przykro zrobiło. Później było super, znalazł bejbe do której tu przyjechał, ona się bardzo ucieszyła z tego i pozwoliła mu u siebie spać, ale nie minał tydzień i zaraz przyjechała niespodziewanie do niego jego żona, wiec też miał z nią ciężką kłótnię, później ta żona z kolei domagała się dzieci, wiec znów było fajnie, tylko że znów później musiał do dziewczyny z kanady pójść i jej wyjaśnić co sie dzieje no ale nie powiedział jej nic, pokłócili się i teraz chodził ulicami Toronto jak w teledysku, zimno mu bardzo było i wciskał tylko na głowę wielką czapkę, ale tu prószył śnieg, tu znów ślisko bylo. No nie podobało mu się w tym Toronto.
Poszedł do mexican restaturant, żeby trochę słońca zażyć, objadł się fasoli i opił tequilli, trochę mu się humor polepszył, wiec jak wyszedł to już z randomowymi ludźmi, których nazywał swoimi amigos i z którymi poszli na gierki kontynuować imprezkę. Już bliżej północy humor miał na prawdę dobry, niestety najwyraźniej Toronto nie było gotowe na to, aby dać Ricziemu spokój, bo jak wyszedł z chłopakami na zewnąrz na pijackiego papierosa (bo tak to nie palił przecież), patrzy w bok a tam na ulicy jakieś wielkie chłopy zaczepiają dziewczynę i jej koleżanki. Długo nie myślał, tylko zaraz ruszył z odsieczą i tego który był najbliżej dziewczyny podszedł i powtórzył:
- Amigo, zluzuj, dziewczyny nie są zainteresowane - i patrzy mu w oczy wyzywająco, chyba zbyt, bo szybko przeszło od "odczep się latynoskie ścierwo", przez "cofnij to białasie", aż po pierwszy cios. Później przyszedł drugi, trzeci, aż nowi koledzy Ricziego też pojawili się obok i tak odbyła się pierwsza bójka Ricziego w Kanadzie.
Skończyła się tym, że nachalni faceci zostali przepędzeni, a cała banda chłopaków właśnie rozprostowywała kości, tylko Riczi rękę przy policzku trzyma ocierając krew płynącą z ust i z głowy z łuku brwiowego mu cieknie krew. Zbijają piątki z chłopakami, którzy już zapraszają dziewczyny do środka, żeby się ogrzać po bójce, a Riczi jeszcze stoi i opiera się o mur budynku, bo jakby nie oparł się to chyba by upadł i patrzy na tą dziewczynę, którą tak bronił jak hero z piosenki Enrique Iglesiasa.
- Nic ci nie jest?
Bardzo był zdołowany Riczi tymi wszystkimi sytuacjami w jego życiu. Najpierw przyjechał do Toronto i zanim rozpakował walizki, to został wplątany w sytuacje chowania trupa. Później trafił pod dom jakiegoś gangstera. Później jak siedział już u Madoxa to okazało się, że siedzi tam też stewardessa, z którą leciał w samolocie - i z którą myślał, że się pośmieją z tego, że w jego locie jakiś chłop zatkał kibel i śmierdziało na pół samolotu - ale dziewczyna się od nich wyprowadziła jak tylko przyjechał no i troche mu się przykro zrobiło. Później było super, znalazł bejbe do której tu przyjechał, ona się bardzo ucieszyła z tego i pozwoliła mu u siebie spać, ale nie minał tydzień i zaraz przyjechała niespodziewanie do niego jego żona, wiec też miał z nią ciężką kłótnię, później ta żona z kolei domagała się dzieci, wiec znów było fajnie, tylko że znów później musiał do dziewczyny z kanady pójść i jej wyjaśnić co sie dzieje no ale nie powiedział jej nic, pokłócili się i teraz chodził ulicami Toronto jak w teledysku, zimno mu bardzo było i wciskał tylko na głowę wielką czapkę, ale tu prószył śnieg, tu znów ślisko bylo. No nie podobało mu się w tym Toronto.
Poszedł do mexican restaturant, żeby trochę słońca zażyć, objadł się fasoli i opił tequilli, trochę mu się humor polepszył, wiec jak wyszedł to już z randomowymi ludźmi, których nazywał swoimi amigos i z którymi poszli na gierki kontynuować imprezkę. Już bliżej północy humor miał na prawdę dobry, niestety najwyraźniej Toronto nie było gotowe na to, aby dać Ricziemu spokój, bo jak wyszedł z chłopakami na zewnąrz na pijackiego papierosa (bo tak to nie palił przecież), patrzy w bok a tam na ulicy jakieś wielkie chłopy zaczepiają dziewczynę i jej koleżanki. Długo nie myślał, tylko zaraz ruszył z odsieczą i tego który był najbliżej dziewczyny podszedł i powtórzył:
- Amigo, zluzuj, dziewczyny nie są zainteresowane - i patrzy mu w oczy wyzywająco, chyba zbyt, bo szybko przeszło od "odczep się latynoskie ścierwo", przez "cofnij to białasie", aż po pierwszy cios. Później przyszedł drugi, trzeci, aż nowi koledzy Ricziego też pojawili się obok i tak odbyła się pierwsza bójka Ricziego w Kanadzie.
Skończyła się tym, że nachalni faceci zostali przepędzeni, a cała banda chłopaków właśnie rozprostowywała kości, tylko Riczi rękę przy policzku trzyma ocierając krew płynącą z ust i z głowy z łuku brwiowego mu cieknie krew. Zbijają piątki z chłopakami, którzy już zapraszają dziewczyny do środka, żeby się ogrzać po bójce, a Riczi jeszcze stoi i opiera się o mur budynku, bo jakby nie oparł się to chyba by upadł i patrzy na tą dziewczynę, którą tak bronił jak hero z piosenki Enrique Iglesiasa.
- Nic ci nie jest?