Strona 1 z 3

just visiting. through the window.

: czw lut 12, 2026 7:07 pm
autor: Dante Levasseur
#010
Nie planował ani wizyty w Toronto, ani – tym bardziej – wizyty w domu rodzinnym. Zarówno jedno, jak i drugie wyszło jakoś tak kompletnie przypadkiem. Czyli mniej więcej tak, jak działa się większość spraw w jego życiu…
Był jednak w okolicy i to wystarczyło, żeby przypomnieć sobie, że w domu matki i ojczyma prawdopodobnie wciąż zalegało parę drobiazgów, bez których może i świetnie mógł obejść się na co dzień, ale mimo wszystko trochę szkoda byłoby tak całkowicie porzucać. Parkując samochód na podjeździe nie zastanawiał się zbytnio nad tym, czy narażanie się na prawdopodobnie niezbyt komfortową rozmowę faktycznie było tego warte. W innym przypadku musiałby dojść do wniosku, że absolutnie nie. Plan był zresztą wyjątkowo prosty – wpaść na chwilę, zabrać tych parę rzeczy i wyjść jakby było to absolutnie normalne.
Niestety, w jego przypadku nawet te proste plany potrafiły się w dziwaczny sposób skomplikować.
Drzwi wejściowe były zamknięte i pewnie nie powinno być to żadnym zaskoczeniem. Pusty podjazd był przecież dość wymowną sugestią na to, że najprawdopodobniej nikogo nie było w domu. I to można byłoby nawet uznać za całkiem dobry obrót spraw. Gdyby nie fakt, że po pobieżnym przejrzeniu wyciągniętych z kieszeni kluczy, Dante mógł dojść do wniosku, że żaden z nich nie wyglądał na ten odpowiedni. Choć był jednocześnie prawie pewien, że wśród nich wciąż znajdował się stary kluczyk do zapięcia od roweru – tego samego, którego nie widział od jakichś kilkunastu lat…
Dla pewności sprawdził nawet kilka najbardziej prawdopodobnych opcji, ale niestety – żaden z kluczy ewidentnie nie pasował. I chociaż już bez tego doskonale wiedział jaki będzie tego rezultat, przeszedł się nawet do tylnych drzwi. Również zamkniętych. Oczywiście, bo niby czego innego można było spodziewać się po budynku zamieszkiwanym przez policjanta, który dobrych kilka lat spędził na utyskiwaniu na to, że ktoś notorycznie pozostawiał dom otwarty zapraszając do niego złodziei z bliższej i dalszej okolicy…
Zadzwonienie do matki prawdopodobnie byłoby rozwiązaniem zbyt łatwym, a takich Dante najwyraźniej nie uznawał. A przynajmniej nie w sytuacjach, które naprawdę wcale nie wymagały dodatkowego komplikowania ich… Zdecydowanie nie wchodziło w grę również to, by tak po prostu wsiąść do samochodu i sobie odpuścić. Tym bardziej, że przechodząc z powrotem na przód budynku, zdążył po drodze zauważyć uchylone okno… I… na pierwszy rzut oka na pewno nie wyglądało to na coś, co miałoby się udać.
I pewnie właśnie dlatego postanowił spróbować.
Dość szybko jednak musiał przekonać się, że próba sięgnięcia ręką klamki od zewnątrz… po prostu nie miała najmniejszych szans na powodzenie. Tym bardziej, że nie mając przy sobie właściwych kluczy, tym bardziej nie miał również żadnej drabinki, na której mógłby stanąć, żeby ułatwić sobie to zadanie. To jednak nadal nie wystarczyło, by miał się tak po prostu poddać. Niewiele myśląc, podniósł krótką gałąź leżącą nieopodal – najwyraźniej Douglas przestał przykładać się do dbania o trawnik… – żeby z jej pomocą raz jeszcze spróbować sięgnąć tej nieszczęsnej klamki. I oczywiście, że przy tym ani przez moment nie pomyślał ani o wścibskich sąsiadach, ani przypadkowych przechodniach, którzy prawdopodobnie mieliby pełne prawo, by uznać, że w całej tej sytuacji coś było bardzo mocno nie tak

Erika Lindberg

just visiting. through the window.

: pt lut 13, 2026 10:41 am
autor: Erika Lindberg
To miał być kolejny zwykły dzień, ale oczywiście w życiu Eriki wiele rzeczy nie mogło być tak po prostu... zwyczajne.
Wracała właśnie z wizyty u kuzyna, z którym obejrzała jedną z nowszych produkcji Marvela i zagrała w Fifę, gdzie stawką był zdecydowanie honor. Nigdy nie była w niej najlepsza, ale zdecydowanie miała swoje bardziej chwalebne momenty.
Najedzona pizzą z DaGrasso i mając zero potrzeb, spacerowała spokojnie chodnikiem, stwierdziwszy, że może spokojnie się przejść kawałek dla zdrowotności i spalenia dodatkowych kalorii. W słuchawkach miała akurat odpalony najnowszy odcinek Not Another D&D Podcast, który wprawił ją w naprawdę dobry humor. Nie sądziła nawet, że wszystko mogłoby się zmienić za sprawą pewnego dobrze zbudowanego młodziana, który wyglądał jakby właśnie zamierzał włamać się do pobliskiego domu... Chyba, że zatrzasnął sobie klucze w środku, a nie było go stać na ślusarza.
- Hej! - zawołała w jego kierunku, wyciągnąwszy jedną ze słuchawek z ucha, w którą stuknęła dwukrotnie palcem, aby zatrzymać nagranie. - Co ty właściwie wyrabiasz?
Pewnie instynkt powinien jej podpowiedzieć, aby najlepiej zignorowała chłopaka, który wyraźnie starał się dostać do środka zamkniętego domu, bo zawsze mógł być kimś niebezpiecznym. Nawet jeśli dokonywał tego włamania w dosyć nieporadny sposób. Pewnie jakby zostawiła go w spokoju to i tak nie dopiąłby swego celu, a tak jedynie ryzykowała tym, że narazi się potencjalnemu przestępcy. Mogłaby też od razu zadzwonić na policję, aby to oni się tym zajęli i spełniłaby swój obywatelski obowiązek, ale przecież... to było zbyt proste, a ona na pewno nie należała do postaci praworządnych dobrych, a raczej chaotycznych neutralnych jeśli miałaby się posługiwać terminologią erpegową.
W pewien sposób zwyciężyła ciekawość. Chciała przekonać się o tym o co właściwie tutaj chodziło i nie pomyślała nawet o tym, że może dosięgnąć ją coś takiego jak konsekwencje własnych akcji.

Dante Levasseur

just visiting. through the window.

: pt lut 13, 2026 12:16 pm
autor: Dante Levasseur
Szło mu całkiem nieźle. To znaczy… w jego prywatnej, bardzo nieobiektywnej opinii… Klamka oczywiście ani drgnęła, idiotyczna gałąź ledwie kilka razy ją trąciła i istniało spore prawdopodobieństwo, że podczas dalszych prób po prostu wybije szybę w oknie zamiast je otworzyć. Co w zasadzie też na pewno było jakimś rozwiązaniem. Wprawdzie takim, które na pewno nie do końca spodobałoby się matce i ojczymowi, ale… nikt przecież nie mówił, że wszystko musiało pójść idealnie, prawda?
Nieudolne próby włamania musiało jednak przerwać to, czego Dante w żadnym momencie nie brał pod uwagę, a co w zasadzie było przecież nieuniknione… Nie spodziewał się nagłego zawołania, a odruchowa chęć odwrócenia się w kierunku głosu skończyła się wypuszczeniem gałęzi z ręki. Ta odbiła się od wewnętrznego parapetu i wylądowała na podłodze – bez szans na ponowną próbę jej użycia. Za to ktoś najwyraźniej miał mieć do rozwiązania dość absurdalną zagadkę po powrocie do domu…
Kurwa… – skwitował sytuację Dante, przez moment zaglądając przez szybę i przyglądając się bezużytecznej już gałęzi. Dopiero po chwili odwrócił się ponownie w kierunku przyczyny jego niepowodzenia.
A na co ci to wygląda? – pewnie na bardzo nieudolnego włamywacza… Ale czy podobne oczywistości naprawdę musiały być wypowiadane na głos? Zwłaszcza, że w jego opinii najpewniej miało to wyglądać zupełnie inaczej. – Myję okna. Mogłaś nie wiedzieć, ale to najlepsza metoda. Nie zostają zacieki, słońce nie świeci prosto w oczy… Same plusy.
Uznając swoje wyjaśnienie za wystarczające, rozejrzał się pobieżnie za czymś, co miałoby pomóc mu w dalszych próbach otworzenia tego cholernego okna. Najwyraźniej jednak Doug wcale nie zaniedbywał trawnika aż tak bardzo, w najbliższej okolicy ewidentnie nie walały się żadne inne patyki czy gałęzie. A skoro tak, to pewnie nie pozostawało wiele więcej, jak ponownie zwrócić się w kierunku osoby, która na jakiś czas skutecznie pokrzyżowała jego plany…
Nie mam kluczy – oznajmił już bez zbędnego wymyślania absurdalnych wyjaśnień dla równie absurdalnej sytuacji. – Możesz znaleźć coś, żeby otworzyć to okno? Nie wiem, jakiś patyk, gałąź… Kamień…
Na dłuższą chwilę faktycznie jego spojrzenie zatrzymało się na leżącym niedaleko kamieniu. Bo może… wybicie szyby jednak wcale nie było takim najgorszym pomysłem? Przynajmniej nie musiałby dalej udowadniać przed samym sobą – i nie tylko, jak się okazywało – jak beznadziejnym był włamywaczem. No i ostatecznie… przecież i tak nikt nie musiałby dowiedzieć się, że to on był odpowiedzialny za wybitą szybę. A jeśli nawet – raczej nie zakładał, żeby jego matka faktycznie miała robić z tego jakąś większą aferę. Inaczej pewnie sprawa miałaby się z Douglasem, ale… testowanie cierpliwości ojczyma i tak od dawna stanowiło przecież dość niecodzienne hobby. Nic więc nie stało na przeszkodzie, żeby po kilku latach spokoju znów nieco podnieść mu ciśnienie…

Erika Lindberg

just visiting. through the window.

: pt lut 13, 2026 5:03 pm
autor: Erika Lindberg
Ze swojej perspektywy z pewnością Erika nie dostrzegała tego, aby wannabe włamywacz radził sobie całkiem nieźle. Sama nie miała praktycznie żadnych umiejętności czy doświadczeń z wchodzenia do zamkniętych pomieszczeń, ale nawet ona wiedziała, że to nie tak powinno wyglądać.
Przyglądała się tej niezwykłej gimnastyce z gałęzią przy oknie, która zapewne ze względu na jej interwencję zakończyła się nagle w niezwykle tragiczny dla chłopaka sposób, bo stracił swoje narzędzie.
Tyle dobrego, że odwróciwszy się do niej włamywacz faktycznie nie wykazywał się żadną agresją. Mogła liczyć jedynie na dawkę sarkazmu rzuconą w jej kierunku, a to był raczej dobry znak.
- Cholera... Przyjmujesz może zamówienia? Chętnie wzięłabym kogoś, żeby umył mi okna - rzuciła w odpowiedzi, poprawiając pasek torby na ramieniu po czym ruszyła w kierunku chłopaka.
Poczuła się nieco pewniej. W końcu jaki włamywacz prowadziłby sobie z nią tak uroczą i niewinną rozmowę po tym jak przyłapała go na próbie dobrania się do cudzego domu. To musiało być zatem jakieś wyjątkowe nieporozumienie.
- Jak to nie masz? Zatrzasnąłeś je? - zapytała zdziwiona po czym zajrzała przez okno z nadzieją, że może dojrzy klucze na którejś z powierzchni płaskich w tym domu.
Nic takiego jednak nie udało jej się wychwycić. Dlatego też skierowała spojrzenie ciekawych oczu na chłopaka, który coraz bardziej zaczynał jej kogoś przypominać. W końcu tyle razy bywała w tej okolicy, że kojarzyła bardzo dobrze niektórych z mieszkańców.
- Czekaj ty jesteś... - zaczęła mówić, ale nie mogła sobie przypomnieć imienia tego chłopaka, o którym kilka razy słyszała od mieszkającej w pobliżu ciotki. - Damian? Damon...? Dante?
Kojarzyła, że imię zaczynało się na D. Przynajmniej tyle była w stanie powiedzieć, ale niewiele więcej ponad to. Na pewno nie tak łatwo i musiała się naprawdę natrudzić, aby przypomnieć sobie jakieś z plotek, które ciotka rzucała w kuchni podczas przygotowywania ciastek.
- A ty przypadkiem tutaj już nie mieszkasz? - zapytała dla pewności, lustrując go uważnym spojrzeniem zielonych oczu, które sprawiały wrażenie jakby chciały go prześwietlić na wskroś.

Dante Levasseur

just visiting. through the window.

: pt lut 13, 2026 5:46 pm
autor: Dante Levasseur
Gdyby tylko nie przerwano mu w tak nietaktownym sposób, w dodatku w najmniej odpowiednim momencie, pewnie śmiało mógłby stwierdzić, że ledwie sekundy dzieliły go od dostania się do domu. Taką właśnie wersję zamierzał przyjmować, jeśli kiedykolwiek zdarzyłoby mu się opowiadać komuś o całej tej sytuacji.
Mam strasznie napięty grafik, może innym razem – oznajmił niemal natychmiast, bez większego namysłu i nie zastanawiając się nawet nad tym, czy faktycznie warto było w ogóle odpowiadać na to pytanie. W przeciwnym razie pewnie musiałby dojść do wniosku, że raczej nie. Ale to już wymagałoby umiejętności zastanawiania się nad własnymi słowami przed wypowiedzeniem ich. A ta, niestety, była u niego na mniej więcej tak samo zaawansowanym poziomie jak włamywanie się do domów…
Nie, po prostu ich nie mam – rzucił już z lekkim zniecierpliwieniem. Bo oczywiście, że zamiast kogoś oferującego pomocną dłoń, musiał trafić się ktoś strasznie dociekliwy, dla kogo nawet najprostsze wyjaśnienia nie okazywały się wystarczające. Widocznie musiał więc nadal radzić sobie sam, co zresztą zrobił – przechodząc tych kilka kroków i schylając się, żeby podnieść z ziemi kamień, który zdążył przykuć jego uwagę.
Dante – podpowiedział odruchowo, dopiero po chwili odrywając spojrzenie od kamienia, żeby przenieść je na tę wścibską. Tym razem zatrzymując je na niej na dłużej i starając się przypomnieć sobie, czy istniała szansa na to, że skoro ona znała jego, to on również powinien znać ją. Wprawdzie w tej kwestii nie zawsze mógł polegać na swojej pamięci, zdecydowanie zbyt wiele osób poznawał w stanie dalekim od trzeźwości – a większości z nich nie spotykał nawet nigdy później – jednak tym razem był niemal całkowicie pewien, że nawet gdyby bardzo się postarał, nie byłby w stanie przypomnieć sobie tej konkretnej twarzy. To znaczy… niewykluczone, że raz lub dwa rzuciła mu się w oczy w czasach, gdy wciąż jeszcze tutaj mieszkał. Nie kojarzył jednak, by kiedykolwiek mieli okazję poznać się jakoś bliżej.
Choć pewnie bez większego problemu mógłby przypomnieć sobie jej ciotkę. W końcu… granie na nerwach sąsiadom przez wiele lat stanowiło jedną z bardziej lubianych przez niego rozrywek. Nie aż tak bardzo jak ładowanie się w kłopoty i podnoszenie ciśnienia ojczymowi… Ale wciąż była to całkiem wysoko punktowana pozycja. Niewykluczone więc, że przynajmniej raz lub dwa Erika mogła usłyszeć od ciotki złowróżbne utyskiwanie, że ten niewychowany dzieciak prędzej czy później skończy w więzieniu. Albo w szpitalu. Zależnie od tego, w którą stronę powinie mu się w końcu noga. Prawdopodobnie kobieta miała też co najmniej kilka własnych wersji związanych z tym, że któregoś dnia Dante po prostu wyniósł się z okolicy i już nie wrócił…
Nie do końca. To znaczy… nie mieszkam. Ale chcę zabrać kilka rzeczy, a tak się składa, że nikogo nie ma w domu, ja nie mam kluczy i poważnie trochę mi się jednak spieszy – podrzucił lekko kamień w dłoni, starając się ocenić jego ciężar i to, czy faktycznie mógłby nadawać się do wybicia szyby. Ostatecznie… nie miał pojęcia. Ale mimo wszystko warto chyba było spróbować, skoro nie zanosiło się na to, by poza kompletnie zbędnymi pytaniami miał otrzymać jakąś realną pomoc.
Chyba lepiej będzie wybić któreś z tyłu, nie? Przynajmniej trochę później się zorientują… – choć pierwsza część jego wypowiedzi mogła zabrzmieć jak pytanie, na jakąkolwiek odpowiedź nie zamierzał raczej czekać. Po prostu przeszedł w stronę tyłu domu, chcąc ocenić które okno najlepiej nadawało się do spisania go na straty.

Erika Lindberg

just visiting. through the window.

: sob lut 14, 2026 10:57 am
autor: Erika Lindberg
Może faktycznie jej przybycie było dosyć niefortunne i sprawiło, że chłopak stracił całkowicie szansę na otworzenie okna swoją metodą, ale może dzięki jej zainteresowaniu, które wykazała to zyskał nowego potencjalnego sojusznika, który pomoże mu w rozwiązaniu powstałego problemu.
- A dasz swój numer telefonu? Na wypadek jakby ci się potem zwolnił terminarz - rzuciła w odpowiedzi, uśmiechając się do niego delikatnie.
W końcu czemu nie miałaby pociągnąć jeszcze chwilę tego żartu? Przynajmniej dzięki temu upewniała się, że nie ma do czynienia z psychopatą, a całkiem fajnym gościem, który umiał w sarkazm. Chociaż może taki wyznacznik nie dawał zbyt dobrych wyników?
Najwyraźniej jednak to nie był jego dzień. Wolała nie dociekać więcej czemu dokładnie nie miał tych kluczy ani też dopytywać o to dlaczego wziął do ręki ten cholerny kamień, który leżał w pobliżu. Mógł go użyć w końcu równie dobrze do rozbicia okna lub też rozbicia jej głowy. Jedno z dwóch. Chyba, że był amatorem kamieni i ten niezwykle mocno mu przypadł do gustu chociaż zbyt piękny to on nie był.
- Czyli jednak Dante - przytaknęła, a po chwili zarejestrowała jak ten uważnie jej się przypatruje. - Erika. Kuzynka Krisa.
Wskazała jeszcze za siebie w kierunku, z którego przyszła, aby podpowiedzieć mu, że wracała właśnie od owego kuzyna, który mieszkał w dalszej części tej samej ulicy. W sumie nie wiedziała czy on ją mógł znać, ale Lindberg nasłuchała się plotek o mieszkańcach okolicy z ust ciotki. Dodatkowo widziała go kilka razy, ale nigdy szczególnie się nim nie interesowała. Dlatego właśnie go rozpoznała choć nie od razu.
Przytaknęła na jego tłumaczenia i zastanowiła się głębiej nad tym problemem, bo z pewnością był on dosyć nietypowy, ale mogła rozumieć to czemu mogło mu zależeć na czasie. Może musiał gdzieś szybko się udać i dlatego potrzebował wszystko szybko załatwić. No, a skoro tu mieszkał... tak jakby to mogła mu pomóc. W końcu się znali. Mniej więcej.
- Czekaj. Głupi jesteś? - zapytała ostro i poleciała za nim w stronę tyłu domu, gdzie spróbowała wyrwać mu kamień z ręki. - Może na taniec z oknem nikt nie patrzył, ale jak wybijesz okno to zaraz sąsiedzi sprawdzą co to był za hałas!
Na pewno w ten sposób jedynie wzbudzą większe zainteresowanie. Tutaj trzeba było działać w miarę sprawnie oraz dyskretnie. Tylko, że oboje nie wiedzieli za bardzo jak się za to zabrać.
- Nie mają tu żadnych innych wejść? Garaż? Piwnica? - podpytała, bo może takie był dużo łatwiejsze do sforsowania i nie narobiłyby tylko problemów co wybijanie jakiegokolwiek okna, co było widoczne już z oddali.

dante patterson

just visiting. through the window.

: sob lut 14, 2026 6:14 pm
autor: Dante Levasseur
Później rozrysuję ci instrukcję, na pewno poradzisz sobie z tymi oknami sama – parsknął krótko z rozbawieniem, w gruncie rzeczy doceniając nawet to rozwinięcie wymyślonej na poczekaniu wymówki. W innych okolicznościach pewnie nawet miałby szansę całkiem nieźle się z nią dogadać. Chociaż… może i te okoliczności wcale nie były aż tak bardzo niesprzyjające, skoro jak dotąd nic raczej nie wskazywało, żeby – mimo niezaprzeczalnej wścibskości – zamierzała alarmować kogoś z sąsiadów, dzwonić na policję, czy wpadać na podobne idiotyzmy.
To strasznie długie imię. Skracasz je jakoś, czy wolisz być Eriką Kuzynką Krisa? – zerkając na moment we wskazanym przez nią kierunku, mógł dojść do wniosku, że chyba rzeczywiście kojarzył jakiegoś Krisa z sąsiedztwa. Nie wykluczał też możliwości, że od czasu do czasu mógł nawet angażować go do współudziału w realizacji jakiegoś swojego genialnego pomysłu… Aktualnie jednak okoliczności niespecjalnie sprzyjały temu, żeby bardziej się nad tym zastanawiać i wspominać dawne znajomości. Musiał się przecież pospieszyć, jeśli nie chciał, żeby cały jego genialny plan z wejść, zabrać rzeczy i wyjść zanim ktoś się zorientuje został zrujnowany przez pojawienie się jego matki. Albo – w gorszej wersji – ojczyma, który prawie na pewno nie przystałby na proste dobra, to ja już będę spadać. Zwłaszcza gdyby w międzyczasie miał zauważyć okno, które Dante rzeczywiście miał zamiar w ten niezbyt finezyjny sposób pozbawić szyby.
Zdążył się już zamachnąć, kiedy Erika Kuzynka Krisa po raz kolejny postanowiła całkiem skutecznie przeszkodzić mu w tym pożałowania godnym włamaniu.
Świetnie. Masz jakiś lepsz… – kapitulując i oddając jej ten nieszczęsny kamień, nie zdążył dokończyć swojego pytania. Bo faktycznie, wzmianka o piwnicy przypomniała mu, że do domu prowadziło przecież przynajmniej jeszcze jedno wejście. A przy odrobinie szczęścia mogłoby nawet okazać się, że to akurat nie było zamknięte.
Dobra, piwnica nie brzmi nawet aż tak głupio… – przyznał, co wcale nie oznaczało, że miałby również zgodzić się co do tego, że jego pomysł z wybijaniem okna był głupi. Zresztą, gdyby okazało się, że wejście przez piwnicę też nie wchodziło w grę, wciąż zamierzał do niego powrócić…
Skinął głową na Erikę Kuzynkę Krisa – widocznie stała się już pełnoprawnym partnerem w zbrodni – sugerując jej, żeby poszła razem z nim w stronę zejścia do piwnicy. Zszedł następnie po schodkach i z nadzieją nacisnął na klamkę.
Zamknięte – oznajmił, mimo wszystko bez większego zdziwienia. Drzwi były jednak dość stare, nie sprawiały wrażenia solidnych i istniała spora szansa na to, że… Bez większego namysłu nacisnął klamkę raz jeszcze i z impetem pchnął je, na moment opierając się na nich całym ciężarem ciała. Za pierwszym razem nie wydarzyło się kompletnie nic, za drugim natomiast – zamek z trzaskiem ustąpił, a Dante omal nie stracił równowagi wpadając wraz z otwierającymi się drzwiami do środka.
Chcesz się trochę rozejrzeć? – po chwilowym zaskoczeniu własnym sukcesem, odwrócił się ponownie w kierunku swojej partnerki w zbrodni. Musiał widocznie uznać, że skoro jej pomysł okazał się być tym całkiem skutecznym, to nie wypadałoby odmawiać jej dalszego udziału.

Erika Lindberg

just visiting. through the window.

: ndz lut 15, 2026 9:43 am
autor: Erika Lindberg
Najwyraźniej nie udało jej się zwerbować nietypowego pracownika do mycia okien, aby Jezus mógł być dumny z tego, że są one wymyte specjalnie na Wielkanoc. Sama na pewno nie byłaby w stanie zrobić tego wystarczająco dobrze, więc zdecydowanie przydałby jej się taki pomocnik.
- Wystarczy Erika... Albo Rika... Lub Eri - podała mu możliwe skróty własnego imienia. - Zależy jaka długość cię zadowala.
Ledwie wypowiedziała te słowa, a w jej głowie pojawił się obraz Jake'a Peralty z Brooklyn 99 mówiącego Title of your sex tape. Ten jeden tekst z pewnością jej się udał. Mogła sobie przybić mentalnie piątkę, co pewnie zrobiła sądząc po delikatnym uśmieszku, który wstąpił na jej wargi.
Na ten moment rozmyślenia na temat tego skąd i jak bardzo się znali zdawały się niepotrzebne. Musieli się przede wszystkim skupić na takich kwestiach jak rozwiązanie problemu, który aktualnie męczył Dantego. W końcu przecież planowała pomóc mu w wyjściu z tej kłopotliwej sytuacji.
Jeśli czegoś nauczyła się z seansów horrorów i thrillerów to akurat tego, że zawsze było to jedno mniej oczywiste wejście, którego nie zamknęło się przed przyjściem morderczego psychopaty. Dlaczego więc i w tym przypadku miałoby być inaczej? Poza faktem, że jednak znajdowali się w prawdziwym życiu, które rządziło się nieco innymi zasadami niż filmowe produkcje.
- No widzisz. Wystarczy pomyśleć - rzuciła dumna z siebie i nawet nie potrzebowała tego drobnego zaproszenia, aby ruszyć za chłopakiem.
Musiała się w końcu przekonać czy miała rację i mogli w jakiś sposób dostać się do tego domu poprzez drzwi od piwnicy. Wyglądało jednak na to, że ich nadzieje były płonne, bo oczywiście po naciśnięciu klamki okazało się, że wejście było zamknięte.
Zaczęła już nawet szukać po torbie czy nie miała przy sobie może wsuwek do włosów, którymi mogłaby pogrzebać w zamku, ale okazało się to kompletnie niepotrzebne, bo wystarczyły dwa mocne pchnięcia, aby drzwi ustąpiły.
- W sumie... Mogę jak potrzebujesz pomocy - zgodziła się, wchodząc za nim do budynku.
Wiedziała, że nie powinna tego robić i zapewne prosi się o kłopoty włażąc za nim do jakby nie patrzeć domu, w którym dokonywali włamania, ale skoro już się zaangażowała to głupio byłoby się wycofać na takim etapie. W końcu powinna doprowadzać wszystko do końca.

Dante Levasseur

just visiting. through the window.

: ndz lut 15, 2026 5:43 pm
autor: Dante Levasseur
Słysząc jej odpowiedź po prostu nie mógłby zareagować inaczej, jak tylko parskając krótkim, szczerym śmiechem. Przy okazji mógł chyba w tym momencie dojść do wniosku, że faktycznie trafiła mu się osoba, z którą z dużym prawdopodobieństwem mógłby się dogadać. Kto wie, może nawet przez moment – więcej czasu przecież nie miał – mógł dojść do wniosku, że to nawet szkoda, że nie mieli okazji poznać się wcześniej. Aktualnie niestety wyglądało na to, że i tak nie spotkają się już w przyszłości. Nie planował przecież wracać do Toronto, a nawet ta konkretna wizyta w mieście była tylko chwilowa i miała zakończyć się jeszcze tego samego dnia. Albo kolejnego, nad ranem. Zależnie od tego jak się sprawy potoczą. W każdym razie – wciąż nic, co mogłoby dawać jakiekolwiek szanse na dłuższą znajomość.
Jasne, możesz na przykład pomóc w odganianiu pająków – nie żeby jakoś szczególnie mu przeszkadzały, ale… umówmy się, wejście w pajęczynę nigdy nie było przyjemnym doświadczeniem. Zwłaszcza po ciemku, kiedy nie można było przygotować się na to w żaden sposób. A w piwnicy oczywiście było ciemno. Światło wpadające przez otwarte drzwi dawało raczej niewiele, zwłaszcza gdy już nieco się od nich odeszło.
Włącznik jest przy schodach. Na górze… – trudno byłoby określić, czy faktycznie zwracał się do Eriki, czy może jednak przypominał o tym szczególe samemu sobie. Jakkolwiek by nie było, wniosek pozostawał ten sam – wyciągnął z kieszeni telefon i włączył w nim latarkę, by przynajmniej w ten sposób móc dotrzeć do schodów i nie połamać sobie po drodze nóg.
I chociaż jeszcze w połowie schodów naszła go niezbyt budująca myśl, że wyważone przed chwilą drzwi wcale nie musiały okazać się jedyną przeszkodą – na górze czekały przecież kolejne – to jednak w ślad za nią przyszła kolejna. Ta natomiast sprawiła, że nawet nie spróbował nacisnąć klamki, przełączając za to włącznik światła i odwracając się ponownie w stronę Eriki.
Właściwie… może nawet wcale nie musimy wchodzić na górę. Rozejrzyj się za jakimiś kartonami – nie sądził przecież, żeby jego matka i Doug zachowywali jego nastoletni pokój w nienaruszonym stanie. To zakrawałoby na kompletne marnowanie przestrzeni, skoro nic nie wskazywało na to, by kiedykolwiek jeszcze miał z nimi zamieszkać… A skoro tak, to bardzo możliwe było, że jego rzeczy faktycznie zalegały gdzieś w piwnicy, być może spakowane w kartony niedługo po jego wyprowadzce. Zwłaszcza, że kartonów zdecydowanie tutaj nie brakowało, o czym mogli przekonać się po zapaleniu światła…
Pierwszym, do którego zajrzał Dante był ten, w którym upchnięte były jakieś świąteczne ozdoby. Zdecydowanie nic, co mogłoby go zainteresować. Drugi z kolei wyglądał już nieco bardziej obiecująco, ale…
Coś stuknęło na górze.
W sposób, w jaki zdecydowanie nie powinno stukać nic w pustym domu.
Może… po prostu przygarnęli kota. Albo psa… – mruknął, kierując spojrzenie najpierw na sufit, następnie na Erikę. – Albo to przeciąg. Na pewno nic, czym trzeba byłoby się przejmować…
Przez moment nasłuchiwał jednak, chcąc się upewnić, czy podejrzane dźwięki jeszcze się powtórzą. I czy może jednak był to dobry sygnał do natychmiastowej ewakuacji – choć tego akurat bardzo nie chciał brać pod uwagę – nawet jeśli wcale nie zdążył znaleźć tego, czego szukał.

Erika Lindberg

just visiting. through the window.

: wt lut 17, 2026 8:18 pm
autor: Erika Lindberg
Ta odrobina humoru zdawała się być wystarczająca do tego, aby połączyć ich poprzez żarty na podobnym poziomie. Już samo to świadczyło o tym, że mogliby stworzyć naprawdę piękny duet i zostać na dłużej partnerami w zbrodni, gdyby tylko mieli ku temu możliwość. Warto było mieć w końcu przy sobie kogoś z kim można było zrobić dosłownie wszystko. Choćby włamać się do domu. Razem z pewnością byliby w stanie zawojować świat. Potrzebowaliby tylko do tego odpowiedniej motywacji.
- Spojrzałeś na mnie i stwierdziłeś, że skoro jestem gotką to nadaję się do odganiania pająków? - spytała, mierząc go podejrzliwym wzrokiem.
Może i była skłonna stwierdzić, że motywy pajęczyny czy samych pająków potrafiły się prezentować całkiem zacnie, ale jeśli chodziło o nie w żywej wersji to... już nie darzyła ich tak ciepłym uczuciem i najchętniej trzymałaby się od wspomnianych arachnidów z daleka.
- Jasne - przytaknęła i w ślad za nim również wyciągnęła własny telefon, aby oświetlić sobie najbliższą okolicę i nie wleźć w nic, co mogło znaleźć się na jej drodze.
W momencie, gdy tylko Dante włączył światło mogła nareszcie zgasić latarkę i schować telefon, a następnie rozejrzeć się po swoim otoczeniu, zaczynając od najbliższego regału, przy którym się znalazła.
- Myślisz, że to czego potrzebujesz jest tutaj? - zapytała, zerkając w kierunku krzątającego się po piwnicy chłopaka. - Czego właściwie szukamy?
Wiedziała, że kartonów, ale jakich? Miała rozglądać się za jakimiś pustymi czy za konkretnymi? Zależało im na jakiś szczególnych rzeczach czy niekoniecznie? Potrzebowała nieco więcej informacji jeśli faktycznie miała w jakikolwiek sposób okazać się przydatna podczas całych tych poszukiwań.
Przeglądała kolejne półki, ale na razie nie natrafiła na żadne interesujące znalezisko. W jednym z kartonów znajdowały się jakieś narzędzia, smary czy nawet stara pompka rowerowa, ale nie sądziła, aby cokolwiek z tego interesowało Dantego.
Również zwróciła uwagę na dźwięki rozlegające się na górze, ale jak dla niej nie brzmiało to w żaden sposób jak zwierzę, a raczej jakby faktycznie w środku znajdował się ktoś kogo nie powinno być teraz w domu.
- Jakiś duży ten pies - rzuciła sarkastycznie i może dodałaby coś jeszcze, ale w tym momencie nieopatrznie uderzyła łokciem w regał, przy którym stała.
Pech chciał, że stojący przy brzegu półki słoik wypełniony nakrętkami oraz śrubkami zachwiał się i runął na podłogę. Lindberg jeszcze próbowała go łapać, ale ten z łoskotem rozbił się niedaleko jej stóp, robiąc masę hałasu, który najwyraźniej zwrócił uwagę osobnika na górze.
- O kurwa... Przepraszam - powiedziała cicho w kierunku chłopaka, słysząc jak dudniący odgłos kroków zaczął zbliżać się do drzwi od piwnicy.
Nie chciała na pewno wpakować ich w jakiekolwiek kłopoty, a te z pewnością będą mieć w momencie, gdy ktoś ich przyłapie na gmeraniu w obcej piwnicy. Przynajmniej obcej dla niej.

Dante Levasseur