Until I’ve had enough
: pt lut 13, 2026 12:01 am
Naprawdę liczyła na spokojny dzień lub dwa. Czuła, że może prosić o zbyt wiele, ale potrzebowała tego jak ryba wody. Chociażby odrobinę stabilizacji i poczucia, że jej świat właśnie się nie wali i że to wszystko ma jakiś sens.
Spotkanie z Davidem, sytuacja rodzinna i problemy z najmłodszym Bennettem, kłopoty jej pracownicy i wyjątkowo długa zmiana, a po niej niemal całkowity brak snu - była zmęczona, tak po prostu i cholernie mocno. Nie mogła sobie pozwolić jednak na luksus zaśnięcia, gdy jej matka trafiła do szpitala wprost na salę operacyjną. Nawet nie próbowała informować młodszego rodzeństwa, nie dałaby rady robić za oparcie także dla nich. Nie tego dnia. Zapewne następnego obudziłaby się w o wiele lepszym nastroju i ponownie założyłaby na twarz wyćwiczoną maskę radosnej i opiekuńczej córki, która ma wszystko pod kontrolą. Tyle, że... Nie miała. Już dawno przestała mieć.
Czekała więc na tyle cierpliwie na ile mogła. Aby zająć czymś ręce trzymała w nich kubek z kawą. Już dawno przestał być ciepły, ale nie przeszkadzało jej to. W zasadzie zwracała akurat na niego najmniejszą uwagę, bardziej chodziło o cokolwiek co pozwoliłoby jej się skupić na czymkolwiek tu i teraz.
Nie potrafiła powiedzieć ile siedziała oparta o ścianę wpatrując się przed siebie. Mogły to być minuty, a mogły godziny. Nawet nie próbowała ukrywać emocji. To był w końcu szpital - zapewne takie dramaty jego ściany widziały na co dzień. W końcu została wywołana przez pielęgniarkę. Nie spodziewała się zobaczyć nawet swojej matki z więc była lekko zaskoczona, gdy kobieta zaprowadziła ją do szyby z widokiem na ludzi będących w różnym stadium wybudzania z narkozy.
Jej matka też tam była, wyglądała blado, ale spokojnie. Jakby spała, podłączona pod sprzęt medyczny. Dla Catherine najbardziej liczyło się, że żyła. Nawet jeśli miało to być przedłużenie jedynie na kilka miesięcy w najlepszym przypadku. Oparła się o ścianę, która dała jej kojący chłód i wpatrywała się uporczywie przed siebie, nie zwracając większej uwagi na otoczenie. Ludzie mogli przechodzić obok niej lub za nią, nauczyła się już to ignorować.
Ivy Harrison
Spotkanie z Davidem, sytuacja rodzinna i problemy z najmłodszym Bennettem, kłopoty jej pracownicy i wyjątkowo długa zmiana, a po niej niemal całkowity brak snu - była zmęczona, tak po prostu i cholernie mocno. Nie mogła sobie pozwolić jednak na luksus zaśnięcia, gdy jej matka trafiła do szpitala wprost na salę operacyjną. Nawet nie próbowała informować młodszego rodzeństwa, nie dałaby rady robić za oparcie także dla nich. Nie tego dnia. Zapewne następnego obudziłaby się w o wiele lepszym nastroju i ponownie założyłaby na twarz wyćwiczoną maskę radosnej i opiekuńczej córki, która ma wszystko pod kontrolą. Tyle, że... Nie miała. Już dawno przestała mieć.
Czekała więc na tyle cierpliwie na ile mogła. Aby zająć czymś ręce trzymała w nich kubek z kawą. Już dawno przestał być ciepły, ale nie przeszkadzało jej to. W zasadzie zwracała akurat na niego najmniejszą uwagę, bardziej chodziło o cokolwiek co pozwoliłoby jej się skupić na czymkolwiek tu i teraz.
Nie potrafiła powiedzieć ile siedziała oparta o ścianę wpatrując się przed siebie. Mogły to być minuty, a mogły godziny. Nawet nie próbowała ukrywać emocji. To był w końcu szpital - zapewne takie dramaty jego ściany widziały na co dzień. W końcu została wywołana przez pielęgniarkę. Nie spodziewała się zobaczyć nawet swojej matki z więc była lekko zaskoczona, gdy kobieta zaprowadziła ją do szyby z widokiem na ludzi będących w różnym stadium wybudzania z narkozy.
Jej matka też tam była, wyglądała blado, ale spokojnie. Jakby spała, podłączona pod sprzęt medyczny. Dla Catherine najbardziej liczyło się, że żyła. Nawet jeśli miało to być przedłużenie jedynie na kilka miesięcy w najlepszym przypadku. Oparła się o ścianę, która dała jej kojący chłód i wpatrywała się uporczywie przed siebie, nie zwracając większej uwagi na otoczenie. Ludzie mogli przechodzić obok niej lub za nią, nauczyła się już to ignorować.
Ivy Harrison